/stolica1965_nr_47_21.11_s_01.djvu

			-
-
-
..
\
,
"
.�
ł
SCENA ZE •• SJRASZNEGO DWORU" STANISŁAWA MONIUSZKI - TEATR WIELKI - LlSJOPAD 1965 R.
.-
Teatr Wielki Opery i Baletu, zbudowany w latach 1825-1832 na placu Teatralnym w War­
szawie, gmach, z którego promieniowała zawsze polska kultura i sztuka, świadek walk wyzwo­
leńczych w roku 1831 i 1905, zniszczony przez hitlerowców w roku 1939, miejsce rozstrzeliwań
patriotów polskich w sierpniu 1944 roku.
W roku 1965 - XXI roku Polski Ludowej, wspólnym wysiłkiem całego spoleczeństwa -
władz i rzesz ludności - odbudowany i narodowi przywrócony.
I I
"
I " I
I I I , I
I I
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_02.djvu

			. .
I
Do niedawna znaczenie
słowa "deglomeracja" ro­
zumieli tylko wtajemni­
czeni w teorię rozwoju.
Dzisiaj pojęcie to przy­
swoiła sobie chyba poło­
wa warszawiaków, wie­
dzących już. że deglome­
racja znaczy tyle co roz­
proszenie. a aglomeracja
- skupienie. (Sciślej mó­
wiąc słowem "aglomera­
cja" określa się skupienie
ludności i środków trwa­
łych na niewielkim tere­
nie. Jeżeli to skupienie
wzrasta żywiołowo i za­
czyna hamować prawidło­
wy rozwój społeczno-go­
spodarczy danego terenu,
wówczas trzeba podejmo­
wać deglomerację).
Słowo "deglomeracja"
nie odzwierciedla prawi­
dłowo tych procesów go­
spodarczych. które mają
miejsce w Warszawie. Od­
nośnie Warszawy precy­
zyjniej trzeba by powie­
dzieć, że chodzi o opty­
malizację rozwoju w skali
całego regionu warszaw­
skiego, do którego obok
Warszawy zaliczono rów­
nież woj. warszawskie.
O deglomeracji zaczęto
myśleć wówczas, 'gdy za­
kłady pracy Warszawy na
przyszłą 5-latkę zgłosiły
zapotrzebowanie na 118
tys. nowych pracowni­
ków, w tym dla przemy­
słu 44 tys. osób. Tymcza­
sem przyrost własnych
zasobów siły -roboczej w
Warszawie wyniesie tylko
37 tys. osób. Oznaczałoby
to, że ponad 80 tys. pra­
cowników trzeba by spro­
wadzić z zewnątrz, co
wraz z .rodzlnaml czyni
około 200 tys. osób. Tym­
czasem środki na rozbu­
dowę urządzeń miejskich
i budowę mieszkań są
ograniczone: w przyszłej
5-latce wybuduje się oko­
ło 70 tys. mieszkań, które
będą mogły pomieścić 70
tys. rodztn, Stąd wynika,
że mieszkań zabrakłoby
dla pomieszczenia imigra­
cji, nie mówiąc już o po­
prawie warunków istnie­
jącej ludności.
Wypracowanie nowych
metod działania nie było
łatwe. Trzeba było przy­
gotować cały system po­
czynań gospodarczych a
na początku wiadomo by­
ło tylko, że wiodącym
ogniwem jest - bilans siły
roboczej.
W Warszawie istnieje
ponad 1800 zakładów
przemysłu uspołecznione­
go, w tym ponad 600 w
przemyśle państwowym.
Brawie wszystkie z tych
zakładów chcą się rozwi­
jać, przy czym ok. 560 po­
siada Iokallzację czasową
i prędzej czy później
chciałoby się budować na
nowych terenach. Skoro w
Warszawie mamy ograni­
czoną siłę roboczą, to na­
leży dokonać wyboru i
tylko niektórym zakładom
szczególnie ważnym dla
••
I
I
gospodarki narodowej i o
dużej wydajności pracy,
stworzyć warunki do dal­
szego szybkiego rozwoju.
Zakłady te wyłączono
w osobną tzw. grupę "An•
Wyznaczają one równo­
cześnie profil produkcyj­
ny przemysłu Warszawy
jako zakłady o precyzyj­
nej produkcji, a więc wy­
magające wysoko kwalifi­
kowanych kadr. Do tych
zakładów o dużej wydaj­
ności pracy i stosunkowo
wysokich zarobkach
przejdą pracownicy - obec­
nie pracujący w zakła­
dach grupy tzw. "C",
czyli z zakładów prze­
znaczonych do deglo­
meTacji czynnej, a więc
do przeniesienia poza
obręb Warszawy. Są to
przeważnie zakłady prze­
starzałe o niskiej wydaj­
ności pracy, a więc wy­
magające odtworzenia
mocy produkcyjnej o
wyższym peziomie tech­
nicznym. Do grupy "B"
zaliczono zakłady, które
pozostawia się w Warsza­
wie z tym warunkiem, że
nie może w nich wzrosnąć
zatrudnienie. Zarówno
grupy zakładów "A" jak
i "B" mogą rozwijać pro­
dukcję ponad wielkości
przyjęte w planie, lecz
przy nieprzekroczeniu
wyznaezonego zatrudnie­
nia. Ich droga rozwoju
wiedzie więc poprzez au­
tomatyzację produkcji i
tworzenie filii na terenie
województwa warszaw­
skiego. (Swiatowe osiąg­
nięcia w zakresie auto­
matyzacji umożliwiają
szybki rozwój przemysłu
bez zwiększania zatrud­
nienia).
Z powyższego wynika,
że przygotowana operacja
ma na celu ujarzmienie
dotychczas żywiołowego
rozwoju przemysłu w
Warszawie i wprowadze­
nie go w nurt, który gwa­
rantuje osiągnięcie opty­
malnych wyników pro­
dukcyjnych.
Deglomeracją zostaną
objęte również i inne
działy gospodarki stolicy,
w szczególności niektóre
przedsiębiorstwa budo­
wlane. biura projektowe
a nawet instytuty nauko­
we.
Ograniczenie żywioło­
wego rozwoju Warszawy
posiada inny jeszcze as­
pekt; koszty inwestycyjne
osiedlenia jednego miesz­
kańca w tym mieście są
stosunkowo wysokie
wynoszą 52 tys. zł. Skoro
w miastach woj. warszaw­
skiego sięgają one tylko
36 tys. zł, można powie­
dzieć, że przenosząc jed­
nego mieszkańca z tego
województwa do Warsza­
wy, tracimy na tym 16
tys. zł. W miastach woje­
wództwa warszawskiego
nie potrzeba bowiem tak
dużego tabo-ru komunika­
cyjnego, linii tramwaje-
I
wych, metra i tym podo­
bnych inwestycji, które
występują lub wystąpią w
Warszawie. Znacznie wyż­
sze są również koszty eks­
ploatacji miasta. Dla
przykładu w urządzeniach
komunalnych wynoszą
one ok. 2,3 tys. zł na
mieszkańca Warszawy,
natomiast w większych
miastach województwa
tylko 550 zł na mieszkań­
ca.
W świetle ograniczo­
nych nakładów inwesty­
cyjnych na gospodarkę
komunalną w całym kra­
ju, sprawa ograniczenia
napływu nowych miesz­
kańców do Warszawy sta­
je się dość zrozumiała.
Ażeby utrzymać napływ
Iudnościowy w granicach
5--6 tys. osób rocznie,
muszą być przedsięwzięte
szczególnie ostre ograni­
czenia meldunkowe. (Do­
tychczas przybywało aż
15-17 tys. osób ·rocznie na
stałe zameldowanie). W
przeciwnym przypadku
napływ ludności przekre­
śli założenia w zakresie
poprawy warunków
mieszkaniowych i sanitar­
nych miasta.
Ujęcie tempa rozwoju
Warszawy w normy pla­
nu posiada jeszcze inne
doniosłe znaczenie. W
Polsce wytworzył się cał­
kiem błędny pogląd, że
zakład przemysłowy może
prawidłowo pracować tyl­
ko w dużym mieście, w
którym można zdobyć
wysoko kwalifikowanych
specjalistów. Stąd też
każdy inwestor broni się
przed Ickalizacją w mieś­
cie powiatowym. W ten
sposób wytworzyło się
błędne koło: miasta po­
wiatowe rozwijają się sto­
sunkowo wolno, bo bra­
kuje im podstawowego
czynnika miastotwórczego
jakim jest przemysł. In­
westorzy przemysłowi zaś
nie Iokalizują w nich
przemysłu. bo twierdzą, że
to prowincja, że żaden fa­
chowiec tam się nie u­
trzyma. Przerwanie tego
błędnego koła może nastą­
pić jedynie przez posta­
wienie tamy nie dopusz­
czającej do lokalizacji
nowych zakładów prze­
mysłowy-ch w Warszawie,
a także w Łodzi, Gdyni­
Gdańsku, Krakowie, Gór­
nym Sląsku, Wrocławiu,
Lublinie, Kielcach i in­
nych miastach wojewódz­
kich. (Chodzi tu natural­
nie o przemysły nie zwią­
zane z miejscową bazą su­
rowcową i nie pracujące
na potrzeby miejscowego
rynku zbytu). Lokalizacje
przemysłu w Polsce po­
wiatowej niewątpliwie
bardziej ożywią te tereny
i przyczynią się do zakty­
wizowania ich gospodarki.
Myślę że przykład War­
szawy zwróci na siebie
uwagę działaczy gospo­
darczych Sląska, Łodzi
I
czy innych dużych miast,
którzy chcieliby, aby wła­
śnie w ich miastach loka­
lizować nowe zakłady
przemysłowe. W gruncie
rzeczy chodzi również i o
to, że mieszkańcowi Cie­
chanowa, Łosic, Włodawy
czy innej miejscowości
opóżnionej w rozwoju go­
spodarczym należy stwo­
rzyć szanse pracy w tere­
nie, na którym wyrósł i
na którym chce pozostać.
Aktywizację gospodar­
czą województwa war­
szawskiego realizuje się
na nowych, nieco innych
od dotychczasowych zasa­
dach. Założeniem gene­
ralnym jest, że powinna
być stosunkowo tania.
Pierwszy jej etap (w za­
sadzie zakończony) pole­
gał na utworzeniu filii
warszawskich fabryk w
obiektach dotychczas nie­
właściwie zagospodarowa­
nych lub nie wykorzysty­
wanych. W wyniku tej
rozpoczętej w 1962 r. akcji,
zostało dotychczas uru­
chomionych już 7 filii za­
trudniających łącznie 1200
osób i dających produk­
cję w wysokości 270 mln
zł. Dwie dalsze filie będą
uruchomione w roku
przyszłym i na tym w za­
sadzie "wolne" obiekty
zostają wyczerpane.
W roku przyszłym
przystępuje się do dru­
giego etapu realizacji po­
legającego na budowie ty­
powych hal produkcyj­
nych dla zakładów filial­
nych i deglomerowanych
z Warszawy. Zasadą jest,
że cykl budowy typowej
hali systemem potokowym
nie może przekraczać jed­
nego roku. W 1966 r. za­
mierza się wybudować 10
takich hal, o koszcie naj­
niŻSZYm z dotychczas -re­
alizowanych obiektów.
Równocześnie trwają
prace nad poszukiwaniem
dalszej obniżki kosztów
budowy o około �o proc.
W ten sposób. obok bu­
downictwa mieszkanic­
wego ma się wiec realizo­
wać również tanie budow­
nictwe przemysłowe.
Sprawą dotychczas nie
rozwiązaną jest szkolenie
kadry dla nowych zakła­
dów filialnych i deglome­
rowanych. Obecna prak­
tyka wykazuje, że na
przeszkolenie kadry dla
nowych zakładów potrze­
ba minimum jednego ro­
ku. Warto się zastanowić
czy młodzi absolwenci za­
sadniczych szkńł zawodo­
wych oraz techników z
Ciechanowa, Garwolina,
Siedlec i im podobnych
miast nie powinni być
przeszkalani przez ten rok
w zakładzie macierzystym
w Warszawie. Zwłaszcza
jeśli chodzi o objęcie pra­
cy w zakładach wymaga­
jących ze względu na ro­
dzaj produkcji wysokich
kwalifikacji pracowników.
Ważną sprawą jest
również wyznaczenie
miejsca pod nową lokali­
zację zakładu czy insty­
tucji deglomerowanej z
Warszawy. Kierownictwa­
niektórych zakładów tak
rozumują: skoro nam po­
lecono przenieść zakład
z Warszawy - to umieść­
my go tuż za jej gra­
nicami! Rozumowanie to
jest szkodliwe. W wyniku
podobnego postępowania
nie tylko nie uzyskamy
korzyści, lecz przeciwnie
narazi się państwo na nie­
,potrzebne straty ekono­
miczne.
Jeżeli deglomerować -
to na tereny o znacznych
nadwyżkach siły roboczej,
a więc poza granice stre­
fy podmiejskiej Warsza­
wy, na odległość od 50 do
120 km od iego miasta.
Na zakończenie należy
podkreślić, że plan opty­
malnego rozwoju Warsza­
wy i województwa war­
szawskiego został już na­
kreślony. W jakim stop­
niu będzie on konsekwen­
tnie realizowany, o tym
przekonają nas najbliższe
lata.
Z WIZYTĄ W KSIĘGARNI
Włodzimierz Krzemii.",ki;
"Zgaś papierosa,. ..Jack" (Czy­
telnik). Opowiadania współ-
czesne. -
J. S. Stawiński: "Wieczór
przedświąteczny" (Czytel­
nik). Trzy opowiadania
wspołczesne.
Aleksander Baumgardłen:
".Julian" (Czytelnik). Powielić
współczesna z życia pracow­
ników huty śląsktc],
K. I. Galczyliski : "Pieśni"
(Czytelnik). Wiersze w wy­
daniu bibliofilskim z ilu­
stracjami Mariana Stachur­
skiego.
.Janina Wieczerska: "Zaw­
sze jakieś jutro" (Czytclnik).
Powieść współczesna z życia
młodzieży wrocławskiej.
.Jadwiga Chamice: "Zelaz­
ne wrota" (Czytelnik). Dru­
gie wydanie powieści histo­
rycznej z połowy ubiegłego
stulecia (rzecz dzieje się w
monarchii habsburskiej).
Ramiro Pinilla: "Slepe
mrówki" (Czytelnik). Po­
wieść współczesnego pisarza
hiszpańskiego w przekładzie
Kaliny Wojciechowskiej.
Anna Kłodzińska: "Błękit­
ne okUlary" (Czytelnik). Po­
wieść sensacyjna.
.Jacek Bocheński: "Tabu"
(Czytelnik). Opowiadanie.
�\.łek�alldcr krawczuk:
"Neron" (Czytelnik). Zarys
historyczny.
Anna Czuperska - Sliwicka:
"Cztery lata ostrego- dyżuru"
(Czytelnik). Wstrząsające, bo­
gato udokumcntowane
wspomnienia z Pawiaka z
czasów hitlerowskiej okupa­
cji.
Monika Warneńska: "Ro­
mantyczna pOdróż Pana Ho­
noriusza" (Czytelnik). Opo­
wieść oBalzacu.
Fryda Wigdorowa: "Ulica
najmilsza" (Czytelnik). Po­
wiesć wspólczesnej pisarki
radzieckiej w tłumaczeniu
Ewy Dmowskiej. Seria Bi­
blioteki Powszechnej.
Kazimierz Dt.:bnicki: "Krzyk
przee sen" (Czytelnik). Po­
wieść.
Kazimierz Odoś: "Koniec
zabawy" (Czytelnik). Zbiór
opowiadań psychologtezno­
obyczajowych z życia współ­
czesnego.
Walter M. Diggelmann:
"Harry Wind zeznaje" (Czy­
tc\nlk). Powielić w tłumacze­
niu Marii Wisłowskiej.
.Józef MakOWSki: "Opowjeść
bez bohatera" (Czytelnik).
Powieść (rzecz dzieje się
przed wybuchem wojny).
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_03.djvu

			MISTER"
WARSZAWY
,
PO RAZ SIOOMY
m. dzieło projektantów ge­
neralnych całego bielańskie­
go zespołu mieszkaniowego
im. Im. architektów Marii i
Kazimierza Piechotków Oraz
konstruktora Inż. Stefana Go­
etza.
.Jest to budynek U-kondy­
gnacyjny o kubaturze 20.420
m sześć. i 150 mieszkaniach
(o średniej powierzchni wy­
noszącej 30.3 m kw.) zamiesz­
kanych przez 368 lokatorów
(w podziemiu - garaż 450 m
sześć. kubatury).
Zaprojektowany w dwóch
wariantach technologicznych:
w technologii monOlitycznej
oraz w technotogn prefabry­
kowanych elementów drobno­
wymiarowych, został zrealizo­
wany w tej drugiej właśnie
wersji tzw. bloczków Goetza.
.Jedną 2; zalet decydujących
o jego wyborze było m. In.
UZYSkanie przez projektantów
nie tylko stosunkowo niskie­
go kosztu t-m kw. powierzch­
ni użytkowej, ale równteż
bardzo korzystnej proporcji
między powierzchnią użyt­
kową i powierzchnią przezna­
czoną na konstrukcje oraz
komunikację wewnętrzną
(klatki schodowe. korytarze).
Budynek reprezentuje wy­
soki poziom architektury. po­
siada indywidualne. wyrpż­
niające go spośród innych
obiektów cechy, Ta właśnie
i'-'ywidualna i atrakcyjna
forma architektoniczna sta­
nowi uwienczenie dotYChcza­
sowych poszukiwań twór­
czych. prowadzonych przez
autorów na rozległym placu
budowy osiedli Bielany.
Inwestorem zakupionego
przez społdzielnię mieszka­
niową obiektu była Dyrek­
cja Rozbudowy Miasta Pół­
noc. wykonawcami - Przed­
slębiorstwo Budownictwa U­
przemystowionegr, Połnoc i
Przedsiębiorstwo Robot Wy­
kończeniowych Muranów.
Tytuł I Wicemistera otrzy­
mał dom przy ul. Stołecznej
l1c. w osiedlu Sady Zoli­
borskle II. Autorzy: inż. Ha­
llna Skibniewska (architek­
tura) i inż. Andrzej Wadow­
ski (konstrukcja) zaprojekto­
wali go w technotogfi prefa­
brykowanej SZkieletowej tzw.
ramy .. H". Dobrą architek­
turę uzyskano tutaj stosun­
kowo dużym nakładem ku­
batury (średnia powierzchnia
mieszkania 36.2 msj, a
wnetrza mieszkalne rozwiąza­
ne zostały w sposób Intere­
sujący. z dużą dbałością. I
troską O wygOdę użytkowni­
ków (na uwag� zasługują
zwłaszcza .,udogodnieniau
..
�
-
�.
"
Podajemy obecnie szerszą
informację pośwlęconą tego­
rocznemu si(idmemu z kolei
konkursowi .. Zycia Warsza­
wy" na najlepszy dom mie­
szkalny w stollcy.
.Jury konkursowe odby�o
wiele narad połączonych z WI­
zjami lokalnymi i szezegóto­
wą analizą projektów I wska­
źników techniczno-ekonomIcz­
nych, zanim wreszcie spo­
śród 21 kandydatów wybra­
no reprezentacyjną dziesląt­
ke nastepująrych budynków:
.. Zelazna 34,38 (osiedle Pań-
ska) architektura - inż. arch.
.J. BaumUler i .J. Zdanowicz,
autorzy konstrukcji - inży­
nierowie St. Goetz i T. Kona­
szewski. Platynowa 10 (osied­
le Srebrna); architektura -
prof. .J. Bogusławski i inż.
arch. B. Gniewiewski, kon­
strukcja - inż. T. Nicmunis.
Stołeczna l1C (osiedle Sady
ZoUborskie II); architektura
- inż. arch. H. Skibniewska.
konstruktor - inż. A. Wa­
dowski. Belwederska 3 (osied­
le Dolna - Belwederska); ar­
chitektura - inż. arch . .J.
Zdanowicz. konstrukCja - inż.
Inż. T. Woźniak i Z. Wiśniew­
ski. Anielewicza 24a (osiedle
Muranów Zachodni); archi­
tektura - inż. arch. T. Mrów­
czyński, konstrukcja - inż.
Z. Zuchowiez. Magiera 1a (0-
siedle Bielany III); im. ar­
chitekci M. i K. Piechotko­
wie. konstruktor - Inż. St.
Goetz. Korotyńskiego :Ił (0-
siedle Szosa Krakowska);
architektura - inż. arch. W.
Parczewski. konstrukcja
inż. S. Walczak. Zagój­
ska H (OSiedle Igańska);
architektura - inż. architek­
Ci T. Kożmiński i A. Stefa­
nowski. konstruktor - inż. M.
Kisielewicz. Niska 31 (osiedle
Muran6w); architektura inż.
architekCi S. Deubel i T.
Mrówczyński. konstrukcja -
Im. B. Obrycki I mż • .J. Zmi­
jewski. Wrzeciono 20 (osied­
le MIociny), architektura -
inż. architekci S. Deubel i Z.
Supronowicz Strzelecka,
konstrukcja - Inż. B. Obrycld.
OstateczniE' tytul .. Mistera
Warszawy 1965" zdobył (jak
już informowaliśmy w nr 46)
dom przy ul. Antoniego Ma­
giera 1a w osiedlu Bielany
)'
I
, ----r--
2
l
I
II
-
Mibter Warszawy 1965 przy ul. Magiera 70, projektanci ilU'. architekci Maria Kazimierz Pie­
chotkowie oraz int. Stefan Goetz (konstrukcja)
stosowane w urządzeniach
kuchni).
Spokojna elewacja, este­
tyczne wejście do budynku.
duży przeszklony hall i wy­
godna klatka schodowa
składają się na catośe bardzo
udaną i miłą dla oka.
Inwestorem jest tu W.SM,
wykcmawcą - PBU Północ
i PRW Muranów.
fi Wicemister.
przy ul. Zagójskiej
sledlu Igańska na
(ściany z betonów wylewa­
nych).
Twórcami jego są inż. int.
architekci Tadeusz Kożmiński
i Adam Stefanowski oraz
konstruktor inż. Marian Ki­
sielewicz. Inwestorem - Dy­
rekcja Rozbudowy Miasta
Wschód. wykonawcą PBM
Wschod i PRW Praga.
stanowi WZOr budynku miesz­
kalnego o pOdstawowym stan­
dardzie wyposażenia. CeChują
go korzystne rozwiązania
mieszkań, wyjątkowo niski
koszt 1 m' powierzchni użyt­
kowej i staranne wykonanIe.
Niski. 5-kondysnacyjny bu­
dynek o 4 klatkach schodo­
wych i przewadze małych
mieszkań. wykonany został w
technologii monolitycznej
bUdynek
14wo­
Pradze,
KRYSTYNA KRZY:2:AKOWA
l Wlceml$ter 1965 - budynek przy ul. StołeCznej 17c (osiedle Sady Zollborskie).
Projekt architektoniczny ini. Haliny Slcibnlewsklej, konstrukcja - ilU'. An­
drzej Wadowskl. ZdJli'Cia Władysław PiotrO'lvskl.
II WIcemister - niski budynek o podstawowym wyposaieniu przV ul. 2'Ag01-
ski eJ 14 (osiedle Iga.iska). Projektanci - Inź. ilU'. Tadeusz Kożmłńskl I Adam
Stefanowski (architektura, oraz Ini. Marian Kisielewicz (konstrukcja)
..-/(
c:
l
(
C
II
Jl�
(
C
[
-łltii1ł
.......
l:.
'.
�
(
�łlJ111
�
r
r-
.lllr III! II
-.
r
��
(
[
'-le
'lJ
�
\
tt�ł'
..
ltlult,D
�
�
/
.. "
I
.
.... c..
!itilIl �
- � .
[
..
. '
\� .
��,
,
.. -.
...
, .:.': '!:f,tt;r� .
-
......
: ��.
.�
.. � ,..
':'1'. •
... ""II
...
...
••
ł.
f
I I
"4
I
...
ł
--
..... '
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_04.djvu

			DUMA
Gdyby rozebrać stary
polski "pullman", gdyby
zajrzeć do maszynowni
statku, który zbudowano
w okresie międzywojen­
nym w Gdyni, gdyby po­
szperać w oddanej do la­
musa techniki lokomoty­
wie zakładów Cegielskie­
go, to na obudowie silni­
ka lub prądnicy, obok in­
stalacji oświetleniowej
można by I::ez' trudu od­
naleźć tabliczkę z napi-
TYSIĄCA
sem: Polskie Zakłady E­
lektrotechniczne "Era"
S.A.
Zakłady "Era" w pod­
warszawskie] miejscowo­
ści Włochy powstały w
roku 1925. Tu zakupują
krajowe wytwórnie samo­
lotów osprzęt elektrycz­
ny, tu produkuje się tab­
lice rozdzielcze, turboge­
neratory i aparaturę do
regulacji urządzeń elek­
trycznych. Brak rozwinie-
tego przemysłu elektro­
technicznego w kraju
stwarza dogodne warunki
do rozszerzania produk­
cji; przed wybuchem woj­
ny montuje się pierwsze
partie mierników na li­
cencji austriackiej firmy
"Norma".
Okupacja w historii "Ery":
lata oporu, sabotażu i walki
zbrojnej 600-osobowej załogi.
PPR, organizacje zbrojne -
AK i AL wśród zatog! mają
liczną grupę oddanych dzia­
łaczy i żołnierzy.
C�olowi racjonali�atorzy •. Ery"; mgr inż. Stanlslaw I�otoń .s ki I technik Wojciech Chrl/stowski.
......... - ..
• • • • .�. tt.
.. .,- ...
• •• • •••••
.. ...
• •••••••••
....
• ••••••••
.... "
• ••••
.....
••
�
•
•
..
, "
••
•••••
..
••••••
•• • ••
...... ,
• •
.'
.... ,
• •••
VADEMECUM
NASZYCH
DZIEJÓW
Pierwsze wydanie roze­
szlo się szybko. Przyczyną
tego nie byl Jedynie brak
podob.nych wydaWnictw,
całościowo ujmujltcy dzie­
je Polski - "Zarys hlsto­
rt! Polski" St. Arnolda i
M. 2:ychowskiego·) trafU do
czytelnika swq lapidarnoś­
ciq ujęcia, �ntetycznym
ukazaniem tysiącletnich
dZiejów narodu. Teraz
znalazło się na półkach
kSięgarskich drugie wyda­
nie tej pożytecznej kslqżkl.
Cieszyć się należy, że Wy­
danie to zawiera tekst po­
ważnie uzupełniony, w
znacznej mierze napisany
na nowo, zwłaszcza przy o­
pisie wydarzeń ostatniego
stulecia. Autorzy, znani hi­
storycy (prof. dr Stanisław
Arnold należy do starszej
generacji naszych history­
ków, zm prof. dr Marian
2:ychowskl ostrogi nauko­
we zdobyl już w Polsce
Ludowej) podzielili się pra­
cą w sposób następujqcy:
spod pióra pierwszego wy­
szlo trzynaście początko­
wych rozdzlalów, ukazują­
cych dzieje od narodzin
państwa do 3 rozbioru;
prof. 2:ychowskl opracowal
pozostałe dwadzieścia roz­
dzlalów: one to zresztą, ze
względu na wagę tematów,
stanowiq więcej niż dwie
trzecie calego tomu.
Zadanie, k-tóre postawili
sobie autorzy, aby na 227
stronach ukazać tysiqclet­
nią historię, było zaiste
niełatwe. Tym większa za­
sluga obu hIstoryków, Iż
sprostali mu w pelni.
Wprawdzie konieczność
skrótowego, maksymalnie
ZWięzłego ukazywania dzie­
jów spowodowala nieu­
chronne uproszczenia w
niektórych wypadkach,
lecz nie clqży to na ogól­
nym poziomie pracy.
Drugie wydanie w sto­
sunku do pierwszego zosta­
lo poważnie uzupelnione i
rozszerzone. DZięki temu
niektóre zagadnienia zary­
sowane tylko w pierwszym
wydaniu, teraz zostały po­
dane w sposób bardziej
pelny. Udoskonalf!o to w
poważnym stopniu kslqżkę.
Tak Istotny okres jak prze­
łom XIX I XX wieku ry­
suje się dla czytelnika o­
becnie w sposób bez wąt­
pienia bardziej pelny, a to
przez wprowadzenie omó­
wienia powstania I dzlalal­
ności partii poliJtllcznych:
SDKPIL, PPS, endecji, u­
grupowań ludowych ltd.
Slusznle też autor tej czę­
ści tekstu, prOf. 2:ychow­
ski rozszerzyl rozdziały po­
święcone sprawie polskiej
w czasie pierwszej wojny
światowej i odzyskaniu nle­
podleglości. Poważnie rOz­
wi?lięty I u�upelniony no­
wym materiałem pogłębia­
Jqcym tezy zawarte w
pierwszym Wydaniu 1est
rozdział poświęcony Pol­
sce w drugiej wojnie świa­
towej; samq afJresję Hitle­
ra 71a II Rzeczpospolitq
słusznie wyodrębniono w
OSObny rozdział. Na szcze­
gólnq uwagę zaSługuje
przedstawienie dZiejów 0-
k�powane'j Polski: kluczo­
wa rola Polskie; Partii Ro- I
botniczej w tworzeniu jas­
ne; koncepcji pOlski Ludo­
wej ukazana została na
szerokim tle ogólnego o­
brazu walkł calego naroąu
pOlskiego oraz poszczegól­
nych jego ugrupowań z
najeżdźcq. Szczególnie cen­
ny jest też rozdzlal, po­
ŚWięcony dwudziestoletniej
historii PRL, zawieraJqcy
również omówienie dwu
jej przełomowych okresów,
wydarzeń roku 1948 oraz
roku 1956.
Nowe wydanie "Zarysu
historlł Polski" życzliwie
zostało przyjęte (jak świad­
czą pierwsze sygnaly z
księgarń) prze� czytelni­
ków. I nic dziwnego. Syn­
tetyczna I lapidarna ta
praca ukazuje zwięzły o­
braz naszych dZiejóW. Dla
wszystkich stanowić może
pierwszy przeWodnik do
zaglęblenla się w gqszcz
problemów, zagadnień I
spraw naszej tak nlelatwej
hlstorłi.
') Stanisław· Arnold, Ma­
rian Zychowskl: Zarys hi­
storii Polski. Od początków
Państwa do czasów naj­
nowszych. Wydanie II
zmienione i rozszerzone.
Wydawnictwo Polonia. 0-
Dracowanie I{raficzne Lech
Zahorski. Indeksy (wat­
niPjszych wydarzeń i za­
�adnień. geograficzny I
osób) opracowała Halina
Karczowa, s. 250, cena zł 38.
L. M.
TRZYSTU
Wyzwolenie związało się
nierozerwalnie . z odbudową
Zdewastowanej fabryki i roz­
poczęciem pracy. Następuje
.. specjalizacja": od roku 1946
zakłady produkują jut tylko
mierniki w różnych muta­
cjach, by z chwilą urucho­
mienia .. Lumelu" w Zielo­
nej Górze ograniczyć asor­
tyment wyrobów do mierni­
ków przenośnych: technicz­
nych, laboratoryjnych - ta­
blicowych, aparatowych i
temperatury oraz mikrosil­
ników synchrontcznych.
Adres fabryki jest stały,
nazwy zmieniano. Od 1950
roku są to Zakłady Wytwór­
cze Przyrzlldów Pomiaro­
wych A-3, następnie fabryce
zostaje nadane Imlę Janka
Krasickiego. wreszcie aktu­
alna pełna nazwa to: Za­
kłądy Wytwórcze Przyrzą­
dów Pomiarowych "Era" im.
Janka KrasiCkiego.
W roku 1946 było tu 500
pracowników, dzisiaj jest Ich
1300, w tym blisko połowę
stanowią kObiety. Sredni
wiek pracownIka wynosi 35-
40 lat. Cechą Charakterystycz­
ną jest wyjątkowa stabil­
noŚĆ kadr: 75 proc. pracow­
ników pracuje w "Erze" po­
wytej 10 lat, 15 proc. po­
wyżej 3 lat, i tylko 10 proc.
załogi - to "nowi".
W okresIe dwudzIestolecia
dobudowano nowe hale pro­
dukcyjne I montażowe, no­
we magazyny. Ponieważ nlł'
starym terenIe nIe ma jut
mIejsca, na innym terenie
rozpoczęto budowę nowo­
czesnych bUdynków fabrycz­
nych dla .. Ery"; tam wła­
śnie wszyscy wIdzą perspe­
ktywy rozwojowe i przy­
szłość zakładu.
.. Era" produkuje el.ektrycz­
ne przyrządy pomiarowe w
70 asortymentach i 3 tysIą­
cach typo-zakresów (muta­
cji potegających na różnych
zakresach pomiarów).
W roku 1957 kIerownictwo
Zakładów A-3 występuje do
władz nadrzędnych z pro jeJ<­
tern wprowadzenia zmIan w
systemie orsranlzacji produk­
cji I stawek płacy. ZamIast
stawek akordowych wprowa­
dza się tzw. dniówkę zada­
niową premIowaną, ustala
odrębne taryfikatory i sIatki
płac.
Efektywne korzyści ekspe­
rymentu należy wyliczyć:
będzie to latwość egzekwo­
wania normy na stanowisku
pracy, wprowadzenie bodź­
ców ekonomIcznych za prze-
kroczenIe zadań, przyjęcie
jako pewnik tezy, te miarą
wydajności w systemie pro­
dukcji jest nie "pot z czo­
ła", a wprowadzanie postępu
technicznego i zastosowanie
nowoczesnych metod orga­
nizacji produkcji,
Weszły jednocześnie w ty­
cie nowe zasady podziału zy­
sku, bo rzecz charakterysty­
czna, fabryka dotychczas de­
ficytowa po wprowadzeniu
eksperymentu staje się ren­
towna, a zyski wzrastają sta­
le, z roku na rok.
- Eksperyment, o ile
ma spełnić wymagania,
nie może być traktowany
jako zespół sztywnych
norm, musi być pojmowa­
ny jako koncepcja dyna­
miczna, ulegająca stale
zmianom, stale rozwijają­
ca się i rozwijana - tak
twierdzi aktyw robotni­
czy, tak twierdzi kierow­
nictwo zakładów .
W latach 1963 - 1964
wprowadzono w życie II
fazę eksperymentu. Po­
przednio "wyzwolono i u­
ruchomiono" (język spra­
wozdań) istniejące rezer­
wy produkcyjne i kadro­
we; nowy etap ekspery­
mentu w Zakładach im.
J. Krasickiego charakte­
ryzuje się kompleksowym
ujęciem całości proble-
mów produkcji, a dzięki
temu dosłownie wszyscy
są zainteresowani w osta­
tecznych wynikach swo­
jej - i innych - pracy.
W planowaniu ograni­
czono ilość tzw. wskaźni­
ków dyrektywnych, mini­
malizując założenia admi­
nistracyjno-biurokratycz­
ne na korzyść wskaźni­
ków zakładowych opar­
tych na aktualnych moż­
liwościach fabryki i roze­
znaniu potrzeb rynku
krajowego i eksportowe­
go, który aktualnie obej­
muje .19 państw 5 konty­
nentów.
Technik elektryk Stanlsiaw MajeWSki - mistrz ta§my wydzla­
lu montażowego w "Erze" przepracowal... pól ;tycia.
--
\.
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_05.djvu

			Mierniki efektywności
pracy .,Ery" oblicza się
(znacznie upraszczając
zagadnienie) przez porów­
nanie dwóch pozycji: ko­
sztów własnych produk­
cji do zaangażowanych
wstępnie środków. Przy­
jęty "wskaźnik poprawy
rentowności" oparto na
cenach fabrycznych, a nie
na cenach sprzedaży.
Stąd korzyść dla odbior­
ców: nikt w zakładzie nie
jest zainteresowany w
podwyższaniu cen wyro­
bów przez handel; całą
uwagę skupia się na ob­
niżeniu kosztów produk­
cji.
To ostatnie założenie
determinuje zaintereso­
wanie całej załogi w pod­
wyższaniu kwalifikacji
(bodźce to awans, wyższa
pensja) oraz we wprowa­
dzaniu postępu technicz­
nego (bodźce: - premie
i nagrody). Uwzględniono
interesy kadry technicz­
nej; inżynierów, techni­
ków, kierowników dzia­
łów, mistrzów i brygadzi­
stów, grupy pracowników
zaopatrzenia i zbytu
przecież cechą charakte­
rystyczną jest komplek­
sowość!
*
Zakłady im. :1. KrasiCkiego
były pionierem. Zalo:l:enia
eksperymentu zatwierdzał 0-
sobiście wiceprcmier Euge­
niusz Szyr. Obecnie na tere­
nie stolicy ju:l: około 26 fa­
bryk różnych branż przygo­
towuje się, by wprowadzić
nowe zasady zarządzania i
planowania. wymianę do­
świadczeń prowadzi się na­
wet z zagranicą; niedawno
odwiedziła Włochy delega­
cja radziecka, w której zn"j­
dowali się pracownicy za­
kładów eksperymentujących
ZSRR.
Trzeba w tym miejscu za­
dać pytanie zasadnicze: :1ak
do tego doszło, że zaczęto
zmieniać i ulepszać istnieją­
cy stan rzeczy.
Motorem działania byla
chęć uzyskania korzyści. Ko­
rzyści byly i dla gospodarki
narodowej, i dla pracowni­
ków. Polepszyla się wybit­
nie jakość, zwiększyła ilość
i ró:l:norodność wyrobÓW,
płace stały się wykładnią
rzeczywistej pr.acy - spraw­
ności, dyscypliny - l to bar­
dzo wa:l:ne! - myślenia.
Każel� element systemu,
Jl.'�() ogotne Tamy tworzy ze­
spół. Znajdziemy w nim lu­
dzi () dużym doswtauezentu
i kwalifikacjach: dyrektora
zakładu - mgr inż. Z. Mię­
dzychodzkfego, dyr. admini­
stracyjnego - J. Szejnwalda,
z-cę dyr. do spraw ekono­
micznych - B. Rapaczową.
głównego inżyniera Z.
D rozdowskfego, głownego
technologa - inż. J. Maciąga,
szefa produkcji - J. Obło­
zę, kierownika działu orga­
nizacji - K. Borowskiego.
Projekt eksperymentu (ten
podstawowy, a póżniej
wszelkie zmiany) ustalony
ramowo przez zespól kierow­
niczy poddany zostaje szcze­
golowej ocenic. Aktyw par­
tyjny, związkowy i ZMS­
owski, zespół kierowników
zespołów i brygad dyskutuje
nad kotejnvmi fazami wpro­
wadzenia w :l:yc)e projektu.
Omawia się problcmy gcne­
ralne i założenia dotyczące
poszczególriych oddziałów
pronukcvjnveh, brygad i
stanowisk roboczych. Na ze­
braniach samorządu robot­
niczego, na Konferencji Sa­
morządu Robotniczego uwagi
zgłaszają wszyscy zaintere­
sowani.
Tu ciekawostka: pelna ra­
diofonizacja zakładu umożli­
wia nawet pracującej zało­
dze dysk usję nad projektem
eksperymentu. I "na gorą­
co" można wlączyć się do
dyskusji, coś zaproponować.
coś poprawić lub skrytvko­
wać. Zasadą jest pełna jaw­
ność obrad, swoboda dysku­
sji. Na eksperyment musi
wyrazić zgodę załoga - od
niej zależą końcowe rezul­
taty.
Gdy projekt wejelzie w
stadium realizacji, przepro­
wadza się cykl zajęć wyja­
śniająco-szkoleniowych dla
personetu kierowniczego,
wyjaśnia "elo końca" zada­
nia. Zainteresowani są
wszyscy i wszyscy mają głos
w sprawach ich interesują­
cych.
Zlikwidowanie "komi­
nów" w placach pracowrri­
ków, obiektywna zateżność
pracy i pensji - stwierdza
I sekretarz zakładowej or­
ganizacji PZPR - R. Bo­
niewski - to "jedna strona
medalu". Tą "clrul(ą strona"
jest fakt, że wszyscy czują
się gospodarzami w "Erze",
czufą się oelpowieelzialni za
siebie i kolegów, docerriają
waae zadań, którymi obda­
rzono załogę. Przecież u nas
kwartalny funelusz nagród
wypłacany fest zaliczkowo,
a nie 7darzyło się, by wcze­
sna zaliczka nie znalazła ma­
terialnego pOkrycia pó�niej.
To nie "ktoś z górv", a wła­
śnie my sami ustalamy. "co,
jak. kiedy i gdzie". W ra­
mach planu państwowego je­
steśmy "dorośli". a nie .,pro-
Slusarz He71ryk Kucharski z zamiłowaniem zajmuje się szko­
leniem fabry<"z71C'j mlodz;ety. ZdJ�cia: :1acek Sielski.
l
l
.
I
I,
.•.
f.' •••
• •
I
- I ••
- '.
_.� _.� _:�-
t:;-.:
L!
.....
...,
�
J�
:m
'.
c==-
--
.,
)]
j�J
,:\1:1
I
II
- 1-
_II
,.
----
---
n-
R
......
•
ł
•
•
,
"
,
,
,
.,
"
"
_II.
I
"
"
II
'.
.'
Ił
,
,
ł
I
:
,
,
,
.
,
"
"
" ..
,.
I,
,
"
,
,
...
'".
I
,
,
,
"
:
,
'.-I
,
I
' ..
•
"
,
..
, .
II
,
,
..
.,
, , 1
'"
..
.
, :
,
,
.
,
II·
,
I
.'
, .
.,
.
,
.
.
,
.
r,
.
I
, ..
':
,
wadzeni za rączkę". To czu­
je każdy pracownik, to zo­
bowiązuje.
II �ekretarz POP A.
Techmański, przewodniczący
rady zakładowej - S. Tere­
siak i przewodniczący ZZ
ZMS - Z. Wałaszewski In�
formują o aktualiach: We
współzawodnictwie pracy
bierze udział połowa załogi,
Srebrne Odznaki i tytuły
Brygad Pracy Socjalistycz­
nej otrzymaly trzy brygady
wydziału montażowego. Ich
członkowie UZYSkują więk­
szą wydajność pracy niż
przeciętna, biorą uelzlał w
akcji racjonalizacji i wy­
nalazczości, podwy:l:szają
swoje kwalifikacje, są zdy-
scyplinowani I aktywni spo­
łecznie.
Blisko p6łtorej setki ZMS­
owców chlubi się Złotą
Odznaką im. :1. Krasickiego
- najwyższym odznaczeniem
Związku, które zost"ło przy­
znane zakładom za wybitne
osiągnięcia prOdukcyjne,
społeczne i organizacyjne w
kole ZMS. H3słem roboczym
ZMS w zakładzie jest stałe
poprawianie wyników pracy,
dyscypliny, zaanga:l:owania
młodych ludzi w problemy
ich zakłaelu, środowiska I cjo­
mu.
Wędrujemy po halach pro­
dukcyjnYCh zakładu. Na I
piętrze pracuje w dzialc
monta:l:owym jako mistrz
taśmy Stanisław MajeWSki.
Pracuje tu od roku 1951, do­
kładnie pół życia, bo ma lat
trzydzieści. Mistrzowi pod-
lega 20 pracowników i 4 ucz­
niów, odpowiacla on za pro­
dukcję, głównie "krótkie se­
rie", które wymagają od ca­
łego zespołu maksimum ini­
cjatywy i uwagi.
st. Majewski jest aktywistą
ZMS. Mieszka w nowym blo­
ku fabrycznym z :l:oną i có­
reczką. Jest powa:l:ny:
Eksperyment... Nie trzeba
wiele mówić, trzeba dobrze
pracować ...
W ciemnym budyneczku, w
dziale głównego mechanika
pracuje ślusarz Henryk Ku­
charski. Jako ślusarz pracu­
je 26 lat, w "Erze" już
osiem. Jest członkiem egze­
kutywy KZ PZPR, II sekre­
tarzem OOP, członkiem KSR,
członkiem Komisji Kontroli
przy KW PZPR, przewodni­
czącym Komitetu Blokowe­
go. Dodajmy: przodowni­
kiem pracy Odznaczonym
Srebrną Odznaką, posiada
także odznakę Grunwaldu i
medale zwycięstwa - polski
i radziecki i jcst z zamiłowa­
nia - nauczycielem zawodu.
Obecnie .. pod r�ką" m3 ju:l:
sz�na�tego ucznia ...
Mgr inż. cl"kh·�·k Stanisław
Lotoński I technik Wojciech
Chrystowski od roku stano­
wią nie rozłączną parę. Inży­
nier brai udział w powstaniu
jako :l:olnlerz 21 pp AK
"Dzieci warszawy", walczył
na \\'oli, 20liborzu i w Kam­
pinosie. Póżniej ukończył Po­
litechnikę wrocławską. Tech­
nik ma lat 21, jest absolwen­
tem Technikum Radio-Tele­
wizyjnego, studentem I roku
Wieczorowej Szkoły In:l:y-
nierskiej (oczywiście łączno­
ŚCi).
Tę parę, którą ró:l:ni tylko
wiek I suma :l:yciowych do­
świadczeń połączyło wspólne
zainteresowanie: wynalaz­
czość. Razem złożyli już 15
wniosków racjonalizatorskich
I wynalaZków. z których
większość ju:l: zrealizowano.
Ostatni projekt jest sukce­
sem nie tylko na skalę za­
kładu czy kraju: projekt no­
wego rodzaju miernika opar­
ty na zespołaeh półprzewod­
ników jest rewelacją. Polski
patent wyprzedził znacznie
badania prowadzone w kra­
jaCh zachodnich.
Jeszc7.e Chwila rozmowy z
członkami Brygady Pracy
Soejalistycznej: M. Umia­
stowską, R. Jakubowskim,
D. Plowcem I R. Drabikiem.
Pracują - po prostu pra­
cują. Starają się, by praco­
wać jak najlepiej ...
A na konturowej ma­
pie świata z punktu ozna­
czającego Warszawę bieg­
nie kolorowa nitka aż do
odległej Australii. Tam
powędrowała próbna se­
ria mierników - owoc
polskiej techniki - efekt
pracy ludzi z zakładu, w
którym eksperyment jest
dniem wczoraj&zym, dzi­
siejszym i przyszłym. Bo
eksperyment to praca.
Dla kraju i dla siebie.
JERZY A. SALECKI
5
•
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_06.djvu

			DYSKUSJA W SPRAWIE ANTYKWARIATÓW
Szczególnie niepokojąca sprawa losu ksią:łki zabytkowej,
ograniczenia i nieprawidlowości handlu antykwaryczne­
go - byly tematem rozważań na lamach naszego pisma,
przedstawionych przez Antoniego Trepińskiego w nume­
rze 4B t 49 roku zesz/ego, oraz w numerze 13 bieżącego
roku.
Zagadnienie przeksztalcllo się w Otwartą dys-
kusję. do której wlączyll się czytelnicy. Pisali ludzie Z
różnych środowisk. Pisali przede wszystkim literaci, ucze­
ni, zbieracze. PodaWali przyklady ignorancji i nleposzan.o­
wania książki przez czynniki zobowiązane do opieki nad
nią; podkreślajqc sluszność wystąpienia publicystycznego.
"Stolica" kontynuując rozpoczęrq akcję zaprostla na roz­
mowę wybit-nycl. znawców, pracowni/c ów ksiqżki - z my­
IIlq, że ich uwagi przyczyniq się do p0n:tyślnego rozwiąza­
nia sprawy ruchu antykwarycznego.
Niestety, zabraklo w dyskusji tak wa:łnego glosu Sta­
nlslawa Tarkowsklego - kierownika sekcji antykwaria­
tów Domu Ksiqżkl, który listownie zawiadomi!, że "wo­
bec braku czasu udzialu w niej w.ztąć nie może". Tym
bardziej należy podziękować Tadeuszowi Zwanowl (dyr.
warszawskiego okręgu Domu Ksiqżki) za cenne wyjaśnie­
nia, chociaż nie moglo być w nich mowy o jakichkolwiek
konkretnych decyzjach. (Glos w dyskusji p. Żwana dru­
kujemy oddzfelnle - na końcu).
W zebraniu wzfęli udzlal: w Imieniu Towarzystwa Przy­
:lació! Kslqżki: Juliusz W. Gomulicki, Konrad Zawadzki
i Wacław Zawadzki, redakcję "Stolicy" reprezentowali:
Teofil Syga i Antoni Treplńskl.
Oto streszczenie omawianych podczas dyskusji spraw:
Książka w Polsce powinna
posiadać szczególną ran­
gę; zajmujemy pierwsze.
tragiczne miejsce, jako kraj,
który po ostatniej wojnie u­
tracił najwyższą procentowo
wartość księgozbiorów. (S.
Arct w broszurze .. Odbudo­
wa książki w Polsce" poda­
je następujące grupy strat:
wydawcy - 99", księgarnie
- 85", wypożyczalnie - 90",
biblioteki - 85", w rozpro­
szeniu - 70"'.
Zadna bibliotek'; w Polsce
nie zdołała skompletować
nawet 50.. dorobku wydaw­
niczego. Największe luki, to
pozycje z XIX i XX wieku.
Wielołetni okres niewoli, czas
zaborów ograniczał rozprze­
strzenianie się książki do te-
. renu, gdzie zosłała wydana.
Tak więc w Krakowie zgro­
madzone są "gaIiciana", na­
tomiast druki lwowskie by­
wają w· ogóle rzadkością.
Niejednokrotnie w zbiorach
prywatnych znajdują się po­
zycje nie będące W posia­
daniu tadnycb bibliotek mu­
zealnych.
Dawne zabytkowe druki -
to świadomość kultury pol­
skiej, dokument 600-lctnie,i
tradycji księgarstwa pOlSkie­
go, rocznicy dodatkowo zo­
bowiązującej do otoczenia
książki. należytą opieką i
szacunkiem.
Z książek dawnych rodzą
się książki nowe, powstają
dziela naukowe, przyczynki
uzupełniające brakujące og­
niwa w procesie dowodowym
literatury. .
Książka nowa nie mogłaby
istnieć bez oparcia się na
przeszlości, a kolejne wyda­
nia arcydziel bez pOWOłania
aię na wydania pierwotne.
Nie posiadamy bibliografii
pełnej wydawnictw, nie wie­
my o łstlnieniu wielu książek.
Z Ukrycia, ze strycbów i
piwnic prywatnych właścicie­
li, często nie rozumiejących
wartości książki, powinna ona
mieć ulatwioną drogę dosta­
nia się w Obieg wartości kul­
turalnych, do handlu anty­
kwarycznego. Trzeba wydo­
bywać, ratować książkę,
szczególną uwagę zwrócić na
Ziemie Odzyskane, gdzie spe­
ejalnie wysłane ekipy znaj­
dą wiele cennych pozycji we
wsiach, w mlasteczkacb, na
plebaniacb... Antykwariaty
muszą nawiązać kontakt ze
składami makulatury, ginie
tam wiele wartościowych
książek.
Liczne ogloszenia w prasie
łnP. Mały Antykwariat "Ex-
pressu wieczornego'"
.. wiadczą, że handel anty­
kwaryczny przy jego obec­
nym stanie nie spełnia za­
dań, nie zaspokaja potrzeb.
6
Bieżąca produkcja wydaw­
nicza, to zagadnienie zupeł­
nie innej treści. Tymczasem
antykwariaty traktowane są
przez Dom Książki jako nie­
co inny rodzaj księgarni.
Dom Książki, instytucja
trudniąca się kolportowa­
niem, rozprowadzaniem ksią­
żek - ma dosyć klopotów z
książką nową, kłopotów ma­
gazynowych, sortymento­
wych, dystrybucyjnycb, or­
ganizacyjnycb, personalnycb.
I\loże wobec tego sprawą an­
tykwariatów powinna zająć
się jakaś instytucja, może u­
tworzona specjalnie z założe­
niem, że będzie to główna
sfera jej działania.
Wstydliwe Okazuje się ze­
stawienie 60 antykwariatów
istniejących w Warszawie
przed rokiem 1939 z liczbą 6
(w tym ł prywatnycb) dZIa­
łających obecnie. W ubieg­
Iym roku dwa sąsiadujące
antykwariaty naukowe na
Nowym Swiecie połączono w
jeden i umiejSCowiono na
Swlętok�yskiej.
Dla zrozumienia sprawy
oddzielić należy książkę an­
tykwaryczną w dosłownym
tego slowa znaczeniu tzn. za­
bytkową, licząc od XVI wie­
ku, uwzględniwszy także dru­
kI konspiracyjne z lat 193�
1945. Druga kategoria, to
książka używana sprzed kil­
ku .czy kilkunastu laty. Ist­
.niejące w Warszawie dwa an­
tykwariaty o nazwach:
"współczesny" i "naukowyn
nie przestrzegają wyrażo­
nycb w tYlule zasad podzia­
łu funkcji. W rezultacie An-·
tykwariat Naukowy groma- .
dzi obok zabytkowych pozy­
cji wiele bezwartościowych
szpargałów. Natomiast we
Współczesnym znależć moż­
na dawne, cenne druki.
Należy zaznaczyć, te w
dziedzinie wyceny książki
amtykwarycznej panuje nie­
dopuszczalna anarcbia. W tej
sytuacji do dyspozycji anty­
kwariatów powinien być za­
wodowy konsultant.
DodatkOwa sprawa, to
kwestia braków, lilie u­
względniana, nie zaznacza­
na przy oferowanej książce.
Co innego brak jedlnej ilu­
stracji, natomiast książka np.
bez począt'ku czy kOJica po­
winna być inaczej klasyfiko­
wana. Również nie uwzględ­
niane jest zniszczenie egzem­
plarza, w rezultacie za taką
samą cenę można kupić
książkę w bardzo dobrym
stamie, jak również w bar­
dzo złym.
Wśrbd pracownikÓW anty­
kwariatów nie ma właściwie
facbowców umiejących do­
konać właściwej wyceny.
Klasyfikowanie pozycji 0-
parte jest nie na rzetelnej
wiedzy. ale na rutynie, na
obserwacji, że pewne tytuły
się powtarzają. Technikum
Księgarskie nie przewidziałO
w programie nauczania wy­
kładów z dziedziny antykwa­
rycznej. Konieczne staje się
utworzenie takiego semfna­
rium. Argument, że z absot­
wentów technikum zaledwie
kiJku przystąpi do pracy w
sklepach antykwarycznych -
nie przekonuje, gdyż nowe
kadry będą musiały zastąpić
odcbodzących, starszych wie­
kiem pracownikÓW.
Wskazane byłoby wydanie
"Poradnika antykwarskiego",
pomocnego w pracy księga­
rza, udzielającego mu wska­
zówek i uczulającego na
pewne kategorie książek.
Dawna książka coraz bar­
dziej się starzeje, rośnie jej
wartość, niezbędne wydaje
się ustalenie pewnych kate­
gorii klasyfikacji. Przy wy­
pracowywaniu systemu oce­
ny warto by wejść w porozu­
mienie z maukowcami i zbie­
raczami, skorzystać z ich do­
świadczenia. Dotychczasowa
sytuacja wymaga szybkiej
rewizji, radykalnego unor­
mowania.
Miłośnicy ksiątki są skaza­
ni na przeglądanie wielu ka­
talogów; dla zaoszczędzenia
ich czasu powinien być wy­
dany katalog łączny. Nie­
zbędne dla orientacji były­
by równi .. ż katalogi pierw­
szych wydań, oraz konspira­
cyjnych druków z okresu o­
kupacji (nie objętycb dotąd
bibliografią)·
Przyjmowanie w komis
sprawia dużo kłopotów, gdyż
polega na skomplikowanych
zabiegach formalno - biuro­
kratycznYCh. Niechętnie
przyjmowane są książki ta­
nie, poniżej 100 ·zł.
Istotnym osiągnięciem ru­
cbu antykwarskiego stały się
doroczne aukcje księgarskie,
waźne zarówno dla zbiera­
czy, jak i dla bibliotek, orga­
nizowane po to, by książki
trafiły do naj właściwszych
rąk. Kłopotliwym momentem
bywa przystępowanie do li­
cytacji niepOWOłanyfł., nie­
zorientowanych ludzi, najczę­
ściej przedstawicieli prowin­
cjonalnych bibliotek. Wyde­
legowani w celu upłynnienia
nie wydanych pod koniec ro­
ku funduszy podbijają
bezmyślnie ceny, zmuszając
do ustąpienia osobę, której
książka jest rzeczywiście po­
trzebna. Książka taka leży
potem bezczynnie w jakiejś
prowincjonalnej czy specja­
listycznej bihllotece. Poza
tym należy zrobić zastrzeże­
nie, aby książek będących w
dostatecznej ilosci na rynkU
nie umieszczać w katalogacb
aukcyjnycb.
Zaden z antykwariatów
warszawskich nie posiada
odpowiedniego zaplecza. Z
powodu braku miejsca książ­
ki zwracane bywają właści­
cielom przed upływem usta­
lonego terminu. Również z
braku miejsca nie ma mowy
o zaoferowaniu do sprzedaży
roczników czasopism, ksią­
żek niekompletnych, czy też
zdekompletowanych wydali
wielotomowych lub używa­
nycb podręcznikÓW. Prak­
tyczne względy przemawiają
za uwzględnieniem tego typu
możliwości handlowych. Od­
rzucone pozycje właściciele
przekazują najczęściej na
makulaturę I przemiał.
Przy zachowaniu tradycyj­
nej linii: Nowy Swiat - Kra­
kowskie przedmieście, stoli­
ca powinna posiadać przy­
najmniej 3 antykwariaty na­
ukowe (Kraków ma 5'. Od­
czuwa się potrzebę antykwa­
riatu książek obcojęzycznycb.
Również zwiększyć należy
ilość antykwariatów wspÓł­
czesnycb rozmieszczonycb w
różnych punktach miasta.
Przy pięknyc:h rezultatach
powojennej Odbudowy i roz­
budowy kultury, przy tro­
skliwej opiece nad nią pań­
stwa - zlekceważona została
sprawa ochrony zabytkowej
książki, okazany brak zain­
teresowania losem książek u­
jYwanYCh, wydanych po
wOJOle. Stare druki polskie
wymagają Innego wartościo­
wania ze strony handlu uspo­
łecznionego, wymagają spe­
cjalnej opieki państwa.
"*
Nawiązując do przedsta­
. wionych postulatów i uwag,
dotyczących tak ważkiego i
złożonego problemu, jakim
jest zagadnienie obrotu
książką antykwaryczną, dyr.
Tadeusz Zwan oświadczył:
- Uwatam podjęcie ścisłej
współpracy między Towarzy­
stwem PrzyjaciÓł Książki a
Domem Książki za bardzo
pożyteczne, co niewątpliwie
sprzyjać będzie dalszemu u­
sprawnieniu tego odpowie­
dzialnego odcinka pracy
księgarskiej.
Wyjaśnienie spraw natury
ogÓlnej należy do kompeten­
cji Centrali Księgarstwa. .Ja
natomiast cbclałbym poru­
szyi: kilka spraw dotyczących
antykwariatów warszaw­
skich. Nie mogę zgodzić się
z twierdzeniem, te istnieją
jakieś ograniczenia l niepra­
widłowości w handlu anty­
kwarycznym, bez poparcia
tego konkretnymi faktami.
NiezaleŹIlie od tego, że pra­
cujemy w oparciu o ogÓlnie
obowiązujące przepisy i za­
rządzenia Ministerstwa Ha�­
dlu wewnętrznego i Mini­
sterstwa Kultury i Sztuki,
posiadamy również bardzo
szczegółowo opracowane in­
strukcje i zarządzenia we­
wnętrzne, regulujące sprawy
zakupu i sprzedaży książki
atntykwarycznej. OczywiŚCie,
życie idzie naprzód, zachodzi
wiele zmian w żydu gospo­
darczym i społecznym i na
pewno w obecnie obowiązu­
jących nas przepisach istnie­
ją Obligi, które należy zmie­
nić i uelastycznić. .Jak mi
wiadomo, powołana została
przy Centrali Księgarstwa
komisja, która zajmuje się
obecnie nowelizacją obowią­
zujących amtykwariaty prze­
pisów.
Twierdzenie, że ogłoszenia
w prasie, jak to podano na
przYkładzie anonsów w "Ma­
łym Antykwariacie" Expres­
su Wieczornego, świadczą o
tym, że bandeI antykwarycz­
ny, przy jego obecnym sta­
nie, nie spełnia zadań i iDie
zaspokaja potrzeb, nie wyda­
je się być dostatecznym ar­
gumentem, gdyż w każdej
sytuacji znajdą się czytelni­
cy, którzy w poszukiwaniu
kSiążki trudno dostępnej w
antykwariataCh Skorzystają
z pomocy ogłoszeń.
Zarzut, jakoby taden z an­
tykwariatów warszawskich
nie posiadał odpowiedniego
zaplecza, lilie znajduje pokry­
cia w stanie faktycznym.
Warszawski Antykwariat
Naukowy przy ul. Swięto­
krzySkiej Ił posiada taką
przestrzeń magazynową, że
jest w stanie przyjąć jeszcze
dodatkowo około 30 proc. po­
siadanej obecnie ilości ksią­
iek.
Antykwariat WspÓłczesny
ma wolne miejsca na półkach
I nie odczuwa jeszcze w no­
wym lokalu trudności z ma­
gazynowaniem książek.
Ustalone plany obrotu czy
zakUpu nie stanowiły dotych­
czas dla antykwariatów żad­
nej przeszkody w rozwijaniu
ich normalnej działalności.
W antykwariatach war­
szawskich pracują wieloletni
i doświadczeni księgarze­
antykwariusze, którzy w sze­
rokim kręgu odbiorców oce­
niani są Jako dobrzy znawcy
książek. Przy wycenie ksią­
żek kierownicy i pracowni­
cy antykwariatów posługują
się wszelkieco rodzaju kata­
łogaml antykwarycznymi
przedwojennymi i opracowa­
nymi centralnie katalogami
powojennymi oraz cennika­
mi kartotekowymi, a wresz­
cie w wyjątkowych i ko­
niecznych przypadkach ko­
rzystają z usług specjalistów
takicb instytucji. jak Insty­
tuf" im. Fryderyka Chopina,
Muzeum im. Adama Mickie­
wicza itp.
Sprawa zatrudnienia na sta­
łe dodatkowo facbowego kon­
sultanta nie była dotychczas
przez nas rozwatana •
Każda książka, w zależnoś­
ci od jej stanu zewnętrznego
I wewnętrznego, jest indywi­
dualnie wyceniana i na oko­
liczność, że ta sama książka
bywa w różnych cenach,
można by przytoczyć wiele
przykładÓW, tak jak wiele
przykładÓw można by przy­
toczyć na okoliczność kupna
dekompletów, roczników
czasopism, jak również po­
jedynczycb numerów.
Skądinąd jednym z powo­
dów połączenia dw	
			

/stolica1965_nr_47_21.11_s_07.djvu

			,
Stanisław Moniuszko
U PRAPRAWNUKÓW
STANISŁAWA
MONIUSZKI
Tadeusz Moniuszko parzy zna­
komicie kawę. Delektuję się gę­
stym aromatycznym napojem w
mieszkaniu państwa Moniusz­
ków na Zoliborzu. Co za zbieg
okoliczności: właśnie tu na Zo­
liborzu - nie sposób oprzeć się
refleksji - przed 138 laty zamie­
szkiwał na "Górze Spacerowej"
wraz z rodzicami sławny antenat
mego dzisiejszego gospodarza,
kompozytor Stanisław Moniusz­
ko, podówczas 8-letni chłopczyk ...
Daleko padło jednak jabłko
od jabłoni... W mieszkaniu Ta­
deusza Moniuszki, potomka zna­
komitego kompozytora w.prostej
linii, próżno by szukać fortepia­
nu i piętrzących się stert nut. Na
regałach miast biografii wielkich
kompozytorów i facsimile słyn­
nych partytur znajdziecie dzieła
z zakresu ekonomii.
Tadeusz Moniuszko jest bo­
wiem z wykształcenia ekonomi­
stą. Muzyka? Tak, kocha muzy­
kę. Atmosfera w domu rodzi­
cielskim zrobiła swoje. Jako "na­
stolatek" Tadeusz grał przez parę
lat na fortepianie. Uczęszczał na­
wet (krótko!) do szkoły muzycz­
nej. Cóż z tego, kiedy z powodu
tremy zrejterował z egzaminu
(właśnie z gry na fortepianie) do­
słownie sprzed drzwi egzamina­
tora. Od tego dnia już się wię­
cej w szkole muzycznej nie po­
kazał.
Oto skutki: został ekonomistą.
Pracuje w Państwowej Wytwór­
ni Papierów Wartościowych jako
dyrektor do spraw ekonomicz­
nych.
Najbardziej ulubione dzieło Stani­
sława Moniuszki? - powtarza pyta­
nie gospodarz. - "Straszny Dw6r".
Zakochałem się w tej operze od ra­
zu, gdy ją po raz pierwszy zobaczy­
łem na scenie mając 13 lat. Z moje­
go pierwszego odczucia nie zmieniło
się nic do dzisiaj. Ogromnie także
lubię uwerturę do opery "Paria". Mo­
łe się pan zdziwi - dodaje dyr. Mo­
niuszko - ale bardzo mi przypadła
do gustu "Prząśniczka" grana w ...
szybkich rytmach. Slyszalem ją kil­
kakrotnie w świetnym, moim zda­
niem, wykonaniu duetu fortepianowe­
go Kisielewski - Tomaszewski.
- Czy ten krok ku nowoczesności,
to z podszeptu pana 19-1etniego sy­
na?
- Odczucie wlasne. M6j syn Marcin
gustuje niemal wyłąrznie w big­
beacie... Oczywiście potrafi się w;!ie realizację w Klu­
bie Kultury Technicznej, jest oba­
lanie przegrody pomiędzy .. technika­
mi" i ,.humanistami". Ten podział
nie da się pogodzić z sylwetką psy­
chiczną człowieka współczesnego.
Obserwujemy zresztą wzrost zainte­
resowań humanistycznych u technl­
k6w i w nie mniejszym stopniu - za­
interesowanie problemami techniki u
humanistów. Dyscypliny humanisty­
czne sięgają niejednOkrotnie i coraz
szerzej po matematyczne środki wy­
razu... Rozumieć świat, to rozumieć
go w konkretach I abstrakcyjnych
uogólnieniach, umieć posługiwać się
kryteriami dowodu matematycznego
i humanistycznego piękna.
M. S.
7
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_08.djvu

			-
. � '.
--
-
Widownia Teatru Wielkiego na 1905 os6b
••
:-- -
.-
..,.
,�
. ' .
•
•
-
TEATR OGROMNY ...
Dać stare wstqtki. stare ła­
chy. koszt6w jak najmniej. bo
to głupstwo zaraz klapnie -
taką dyspozycję wydał .. na­
czelnik admlnlstracyi" Teatru
Wielkiego. kiedy na Nowy Rok
1858 przygotowywano prapre­
mierę Halki. Nie pierwszy to
zresztq wypadek w dziejach
sztuki - pisze J. Koenlg 40 z
górą lat p6tniej - te jaskrawa
mierność od razu jednała so­
bie przyjaci6ł. czcicieli. okrzy­
ki t oklaski tłumu a dzieło nie­
śmiertelne szlo m.ozolnte. prze-
Hall od wejścia głównego
bojem do nalemej sobie chwa­
ły. I sama premiera obfitowa­
ła w anegdotyczne wydarze­
nla; woźny nie chciał wpuścić
autora. pótnlej znowu z tru­
dem go odnaleziono na uro­
czysty bankiet.
Moniuszko pisał· Halkę w
Warszawie. w hotelu Rzym­
skim, róg Trębackiej i Nowo­
senatorskiej (obecnie Moliera).
czyli w miejscu obecnie wchło­
niętym przez gmach opery.
Podczas kiedy bowiem coraz-o
ziański fronton pozostał' bez
zmiany, całość Il:machu rozro­
sła się tak, te obecna recepcja
zaj rnuje tyle miejsca; ile daw-.
niej cała opera. Motna by po­
wiedzieć, te ta sytuacja okre­
śla i sens obiektu w tej posta­
ci, w jakiej go Warszawa 0-
trzymała. Wraz z .frontonem -
jedynym historycznym frag­
mentem, jaki ocalał z kata­
strofy architektonicznej plac.u
TE'atralnego - powraca nam
kawał warszawskiej tradycji.
Wspomnijmy tylkO zachowane
w tywej pamięci pokolenla
••
.-
---
•
-"'---
• •
"odchodzącego" nazwiska Dy­
gasa, Gruszczyńskiego, Zbolń­
Sklej - Ruszkowskiej, Mosa­
kowsktego, które były nieod­
łączne od krajobrazu artystycz­
nego Warszawy. A sięgnąwszy
dalej - to właśnie przecież
Teatr Wielki jest bezpośrednim
kontynuatorem teatru stanisła­
wowskiego z placu Krasiń­
skich. a jeśli sięgnąć dO epo­
ki przed rewolucja Bogusław­
skiego. nawlążemy do teatrów
włoskich. panujących w War­
szawie. zanim zdobyltśmy się
na polski teatr I operę, kt6re
późrue] przez długie lata po­
powstaniowe jedyne reprezen­
towały stołeczność Warszawy.
Tyle o tradycji. bo zakrojo­
na z rozmachem dobudowa
zajmuje cały kwartał miasta
Hall gł6wny - obecnte zajmuje tyle mtejsca. ile dawniej cała Opera
\
J
..
.. -
i tworzy bazę dla przyszłości.
Motna było mleć zastrzeżenia
czy opera nic na] starsza, ale
najbardziej staroświecka for­
ma teatralna zasługuje na za­
łożenie tak monumentalne. Ale
właśnie ta postać teatralna za­
wiera w sobie największe mo­
żliwości rozwojowe i ekspery­
mentalne w retyseriI, sceno­
grafii, aktorstwie. Czy to, CO
nowe, Jest już i udane, to kwe­
stia dyskusji, oceny fachowej
I laickiej. Wspaniałe tradycje
I nowe mDtliwoścl katą wie­
rzyć, te zainteresowanie, z ja­
kim spotyka się Inauguracja
opery w nowym gmachu, bę­
dzie wciąż tywe i uzasadnione
treścią i te to miejsce stanie
się jednym z silniejszych oś­
rodk6w kulturalnej Warszawy.
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_09.djvu

			-
-
-
- -
- --
--
--
--
- -
--
--
-
::=-
-
-
-
-
-
(<,ena ze .. Strasznego Dworu"
StrasznJl Dw6r" - Mazur
,
lJ l
... - :-_.:r
!
'. ł
��­
.,-_ f§
II( ....
;.,,,�
�
,
.
• r
_I.
, \
f
Z d h C i a: H E • RYK JUR K O, Z B Y S Z K O S I E M A S Z K O, lA. U S Z S M O G O R Z E W S K I
--
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_10.djvu

			SĄSIEDZIIE Wlzm
W Czytelni Austrtac­
kiej zorganizowano 10
bm. Interesujące spot­
kanic, na którym dr
Bruno Thomas - dy­
rektor zbrotowni w
"Kunsthistorischen Mu­
seum Wien" wygłosił
odczyt ilustrowany
przezroczami poświęco­
ny kolekcji broni mu­
zeum oraz znajdują­
cym się tam polonicom.
Na szereg interesują­
cych imprez w listopa­
dzie zaprasza mieszkań­
ców stolicy Ośrodek
Kultury Czechosłowac­
kiej. W programie m.
in. odczyty o współ­
czesnej Czechosłowacji,
projekcje filmowe oraz
wystawy: książek, ma­
larstwa I grafiki słowa­
ckiej.
700 LAT
PIERWSZY TRAMWAJ
W listopadzie 1865 ro­
ku prace nad planem
uruchomienia pierwszej
w Warszawie linii tram­
wajowej zostały zakoń­
czone, zaś 5 grudnia ów­
czesny carski rząd Kró­
lestwa Kongresowego u­
dzielił Głównemu Towa­
rzystwu Dróg 2elaznych
Rosyjskich koncesji na
budowę i eksploatację
pierwszego tramwaju.
Trasa tej pierwszej li­
nii - oczywiście kon­
nej - biegła od dworca
kolei petersburskiej (o­
becnie Dworzec Wilen­
ski) przez most Kierbe­
dzia do dworca kolei
wiedeńskiej (późniejszy
Dworzec Główny).
Głównym celem tram­
waju był przewóz pa­
sażerów i towarów z
jednego dworca na dru­
gi. Gdy jednak w 1877
roku wybudowano most
kolejowy pod Cytadelą
i linię obwodową łączą­
cą oba dworce - ów
pierwszy tramwaj utra­
cił rację bytu i linia zo­
stała zawieszona.
poniewaź jednak kon­
cesja, którą otrzymało
Główne Towarzystwo,
gwarantowała mu mo­
nopol na komunikację
tramwajową w Warsza­
wie aż do l stycznia
1952 roku - gdy w 1880
roku władze miejskie
postanowiły uruchomić
na nowo własną sieć
tramwajową - musia­
ły koncesję wykupić za
skromną opłatą 10000
rubli rocznie. Haracz
ten, ślad po pierwszej
nieudanej próbie orga­
nizacji komunikacji
miejskiej - miasto pła­
cllo do 1914 r. (Lem.)
••
.•.. ,
1
ł
WYSTAWA IULTURY StDWIAI WCZESIEGD SREDIIDWIECZA
mała 2000 m' pokazano
ok. 3500 ekSponatów (za­
bytki, modeł e, odlewy,
fotografie, mapy, plany,
plansze i wypisy ze
żr6deł pisanych) - ilu­
strujących przegląd
kultury głównie mate­
rialnej, niektóre zjawi­
ska społeczno - ustro­
jowe, wierzenia, kulty.
sztukę i zdobnictwo.
Organizatorem wysta­
wy, której otwarcia do­
konał wiceminister K.
Rusinek jest Pań­
stwowe Muzeum Arche­
ologiczne. (ZR)
ZMARLI
W d. Arsenale przy ul.
Długiej 52 będącym sie­
dzibą Państwowego Mu- .
zeum Archeologiczne­
go zorganizowano dużą
wystawę poświęconą
kUlturze Słowian w wie­
kacb VI - XIII. WZięły
w niej udział instytucje
archeologirzne Bułgarii,
Czechosłowacji, Jugo­
sławii. Niemieckiej Re­
publiki Demokratycznej,
Rumunii, \\�ęgier, Zwią.z­
ku Radzieckiego i Pol­
ski. (Na fot.: l"zt:Ść pol­
ska ekspozycji.)
Na powierzchni bez
oli cchniH
TYGODNIK STUDENCKI
--;;;;- (300) "" "'" "."u�. JIL' , ... ,_
I ••• I al
35 lat temu w Połi­
technice Warszawskiej
ukazal się pierwszy nU­
mer pisma "politech­
nik", którego załoźycie­
lami i redaktorami ja­
ko organu leWIcowej
organizacji studenckicj
GRAFIKA PAlDZIERllIlA
W stałym konkursie
Okręgu Warszawskiego
ZP AP na "Najlepszą
Grafikę Miesiąca", w
pażdzierniku laureatem
I nagrodY zostal tego­
roczny absolwent war­
szawskiej Akademii
Sztuk Pięknych - Woj­
ciech Freudenreich.
Nagrodzona litografia
pt. ..Pejzaż" pochodzi
z cyklU kompozycji na
temat pejzażu. Specjal­
nością autora jest w za­
sadzie malarstwo, lecz
interesuje się on rów­
nieź grafiką l rzeźbą·
Brak pracowni ograni­
cza w tej chwili jego
wypowiedzi tworcze do
""ałej formy plastycz­
nej; stąd dominanta
grafiki. (K)
- OMS ,,2ycie" byli m.
in.: Marian Spychalski,
Bolesław Jaszczuk, Mie­
czysław Popiel.
Reaktywowany w ro­
ku 1953 .. Politechnik"
ukaZUje się jako tygod­
nik początkowo studen­
tów _ PW, a następnie
'itaje się pismem stu­
dentów wyższych szkół
technicznYCh całego
kraju. Na łamach pis­
ma znajdują wyraz po­
glądy i opinie środowi­
ska stUdenckiego, a po­
ruszane sprawy dotyczą
szerOkiego wachlarza
problemów akademic­
kich, politycznych, e­
konomicznych, kultu­
ralnych i światopog!o:­
dowych.
SPOD WIECHY
Przedsiębiorstwa bu­
dowlane podległe Zjed­
noczeniu "Warszawa".
od kilku lat wsp61za­
wodniczą między sobą·
Za pierwsze pólrocze te­
go roku pierwszeństwo
Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką
Honorową m. st. Warszawy i in.
2 października JAN STAR-
MACH, długoletni pracownik E­
lektrowni Warszawskiej, żołnien
AK, uczestnik powstania, odzna­
czony Srebrnym Krzyżem Zasłu­
gi, Medalem "Za WaT'szawę" i in.
3 pażdziernika - JAN ROMEJ­
KO, em. art. śpiewak Opery War­
szawskiej, b. mjr lotnictwa I woj­
ny światowej, odznaczony Krzy­
żem K!awalerskim Orderu Odro­
dzenia POlski i in.
3 pażdziernika PIOTR PO-
DURGIEL, nauczyciel i działacz
społeczny. żołnierz WP i AK, u­
czestnik Powstania, wizytaU.r ku­
ratorium warszawskiego, odzna­
czony Krzyżem Kawałerskim Or­
deru Odrodzenia Polski, Złotym
Knyżem Zasługi i in.
5 pażdziernilm JOZEF PO-
LEWKA, mgr inź., zasłużony pra­
cownik resortu hutnictwa, odzna­
czony Orderem Sztanilaru Pracy
II kl., Złotym Krzy1.em Zasługi.
6 pażdziernika - STANISł.AW
KIZIŃSKI, długoletni pracownik
ZG RS\\' "Prasa".
l pdidziernika - JOZEF SZNAP,
dlugoletni pracownik Ministerstwa
przem. Ciężkiego, odznaczony
Srebrnym i Rrązow)'m Krzyżem
Zasługi i in., dzialacz społeczny
I zwiąZkOWY.
l października - JERZY SUMM,
mgr inż., pracownik "Cukropro­
jektu", działacz społeczny, odzna­
czony Srebrnym Krzyżem Zasłu­
gi.
l pażdziernika
W Oł.OSIEWICZ,
ka, odznaczona
Zasługi.
1 października TADEUSZ
EJSMOND, mgr inż., pracownik
Instytutu Energetyki, długoletni
kierownik Oddziału Elektroener­
getyki w wieczorowej SzkOle In­
żYnierskiej.
2 października - STEFAN WIS­
NIEWSKI, inź., założyciel i kie­
rownik Parku Skaryszewskiego,
wieloletni pracownik St. RN, od­
znaczony Złotym i Srebrnym
SEWERYNA
em. nauczyciel­
Złotym Krzyżem
10
przypadło załodze PB�I­
Południe.
Zarysowują się j.uż
kontury nowego osre­
dla na Wierzbnie, w po­
bliżu gmachu radia. Na
�Iokotowie wznosi się
osiedle domków jedno­
rOdzinnych i osiedle
Dolna-Sobieskiego. Na
skarpie puławskiej roe­
poczęto budowę wyso­
kich domów nową teeh­
notogią, Poza dużymi
zespetarni, p�zedsiębior­
stwo wznosi także po­
jedYńcze obiekty roz­
rzucone po dbydwu
dziełnicach. We Wło­
chach buduje się dom
nauczycielSki, w Pow­
sinie szkołę podstawo­
wą, na rogu Opaczew­
skiej i Gr6jeckiej dwa
wieżowce, przy ul. Za­
wrat siedzibę ambasa­
dora Stan6w Zjednoczo­
nych. 65 procent wzno­
szonych obiektów przy­
pada na budownictwo
mieszkaniowe, ponadto
PSM-Północ buduje o­
biekty innej uźyteczno­
ści: na Okęciu magazy­
ny-chłodnie do prze­
chowywania warzyw j
owoców, na Sadybie ze­
spół zabpdowań Insty­
tutu :Zywności i :Zywie­
nia oraz pawilony hand­
lowe, SZkot)'.
PO RAZ 125
Starożytna filozofia i
sztuka była dla Ludwi­
ka Hieronima Morsti­
na - według jego wła­
snego wyznania
.,pienistym, dzwonnym,
ożywczym źródłem wła­
snej tworczoścl", Jakoź
- wśród wielu utwo­
rów tego autora - zna­
lazly się z natchnienia
myśli antycznej poczęte
dramaty: "Panteja" ,
.,Penelopa", "Obrona
Ksantypy". "Kleopa-
tra", przekłady Sofo­
klesa, eseje na temat
kraju Latynów i dzi­
wów kultury starożyt­
nej. \Vystawiona przed
dwoma laty w Teatrze
Polskim "Kleopatra"
cieszy się do dziś wiel­
kim powodzeniem. Nie­
dawno odbyła się juź 125
prezentacja tego dra­
matu przy szczelnie wy­
pełnionej sali teatral­
nej. Do sllkcesu utwo­
ru znakomitego drama­
turga na scenie przy­
czyniła się w dużym
stopniu koncertowa gra
Niny Andrycz (rola ty­
tułowa).
. .;;;
125 przedstawieni"
sztuki współczesnego
polSkiego dramaturga!
T,,-� to ·wydarzenie! (S)
IIElWYItY WIECz6R
W piwnicy WaN.ozaw­
ski ego Towarzystwa
Muzycznego, oświetlonej
świecami i ozdobionej
starymi instrumentami
muzycznymi, zebrali się
członkowie i sympaty­
cy WTM, aby posłuchać
gawędy znawcy muzyki
(a dawnej muzyki pol­
Skiej w szczególności)
b. dyr. PWM Tadeusza
Ocłllewskiego - o inte­
resującej postaci bu­
downiczego króla Wła­
dyslawa IV, czlonka
królewskiej orkiestry,
kompozytora i poety
Adama Jabrzemskiego.
Zniknęły już z po­
wierzchni ziemi prace
architektoniczne Jab­
rzemskiego, przecho­
wał się natomiast dłu­
gi jego poemat "Gości­
niec albo opisanie
Warszawy" wydany w
r. 1643 I stanowiący
wierne zwierciadło wy­
glądu i życia miasta,
oraz wiele spośród licz­
nych kompozycji sta­
wiających autora na
jednym z plerwszycn
miejsc wśród twórców
dawnej muzyki pol­
skiej.
Podczas wieczoru w
piwnicy WTM odtwo­
rzono z taśmy niektóre
utwory muzyczne Jab­
rzemskiego l odczytano
fragmenty jego poema­
tów.
"RElCISCI - PRAGA"
Działające przy PTTK
Koło Rencistów (sekre­
tariat: Al. Gen. Swier­
czewskiego 53) organi­
zuje cykl odczytów po­
święconych powstaniu
Listopadowemu.
Podajemy program
odczytów: dnia 23" bm.
godz. 18 - "Powstanie
Listopadowe w poezji
polskiej" (sala Dyrekcji
PKP - Wileńska 2); 30
bm., godz. 18 - "Noc
Listopadowa w Warsza­
wie" (MDK Tere­
spolska 4).
Jednocześnie 28 listo­
pada zorganizowana bę­
dzie wycieczka do Mu­
zeum wojska polskiego
(godz. 11), w którym
prelekcję pt. "Umun­
durowanie i uzbrojenie
wojska Powstania Li­
stopadowego" wygłosi
dyr. płk K. Konieczny.
Tego samego dnia o
godz. 17 w MDK przy
ul. Terespolskiej 4 od­
będzie się Wieczornica
Listopadowa, na ktorej
wystąpi Centralny Ze­
spoi Artystyczny WP
oraz zespół amatorski
przy Kole Rencistów.
WYSTAWY
"* W Klubie Prasy
Książki (Nowy Swiat
15/17) otwarto 6 listopa­
da wystawę fotograficz­
ną pt. "Z kamerą przez
Kraj Rad". Wystawę
zorganizowano przy
współpracy CAł', a au­
torami fotogramów (z
których jeden repro­
dukujemy) są pracowni­
cy Agencji Prasowej
"Nowosti", wielu zna­
nych fotografików ra­
d";,,chich.
..
.
,
,.
J
"* 8 lb.-topada otwarto
w Ośrodku Kultury
Czechosłowackiej (Mar­
szałkowska 77n9) wysta­
wę książek i czasopism
wydawnictwa "Orbis"
(CSRS).
"* W salonie Towarzy­
stwa Przyjaciół Sztuk
PięknYCh (Rutkowskie­
go 5) od 9 bm. ekspo-
. nuje swoje prace Do­
reen Heaton-Potworow­
ska.
"* Wystawę malarstwa
Marli Rygier (Francja)
możemy obejrzeć w
Kordegardzie (Krak.
Przedmieście 15/17).
"* Biblioteka Narodowa
w Warszawie i Niemiec­
ka Biblioteka "Narodowa
w Lipsku wspólnie zor­
ganizowały wystawę pt.
"Niemieccy pisarze, ar­
tyści i uczeni na wygna­
niu 1933-1945". Wysta­
wa czynna jest od 12 li­
stopada w Pałacu Rze­
czypospolitej (pl. Kra­
sińskich 5).
-=\ KRAMIKpodSVRENOC -
ROI URDOZElIA ••• IB85!
Jedną znajstarszych
warszawianek jest mie­
szkanka 20liborza Ro­
zalia Podczaska, z do­
mu Wagner. W listopa­
dzie skończyła 100 lat.
Jubilatka czuje się do­
brze. 201lborska recep­
ta na dlugowieczność?
Pani Rozalia nigdy nie
jadJlła surowizn. Nie
pali, piła bardzo u­
miarkowanie. W ostat­
nich kilkunastu latach
nie używała alkoholu.
EIS PORT lA PI�CIDLlIIII
Nasza sława operetko­
wa Beata Arlemska za­
prezentuje się wkrótce
polskiej publicznosci
nad Tamizą w dwóch
wcieleniach. Jako reży­
ser komedii muzycznej
"Jadzia wdowa" (li­
bretto Tuwima) i rów­
nocześnie jako odtwór­
czyni roli tytułowej.
Następnie artystka weź­
mie na warsztat reży­
serskl operetkę Gilberta
.. Cnotliwa Zuzanna".
Beata Artemska Udaje
się do Londynu w
pierwszych dniach gru­
dnia.
DALEKO DO WARSZAWY
Swoje obserwacje z
podróży do Etiopii za­
warł warszawski pla­
styk Marian Stępień w
kresce. TJlk powstał
cykl rysunkÓW reporta­
źowych, które polski
artysta zaprezentował
następnie w Addis Abe­
bie - w salach wysta­
wowych Uniwersytetu
im. Haile Selassie. Wer­
nisaż zgromadził elitę
miejscowych artystów
-
plastyków, przedstawi­
eleli korpusu dyploma­
tycznego, mieszkańców
koloni polskiej i in.;
telewizja etiopska na­
dała o Stępniu i jego
pracach 3D-minutowy
rt:P?rtaż. . Marian Stę­
ple!1 zamIerza ekspono­
wac swoje etiopskie
prace w Warszawie.
"CZEIAJĄC lA DAWIDA"
Malgorzata Hilar przy­
gotowuje do druku
czwarty z kolei tomik
wiersEY. Nowy tomik
nosi tytuł "Czekając na
Dawida". (Nawiasem:
takie właśnie Imię ma
synek poetki). Tomik
ukaże się nakładem
-"Iskier".
PAlii LODA CRWALI
Loda Halama, miły
gość z Londynu, !	
			

/stolica1965_nr_47_21.11_s_11.djvu

			-
NASZ KALENDARZ
·r
WITAMY TEA:TR WIELKI
20 listopada 1965 r. to data
otwarcia Teatru Wielkiego
(w pełne 200 lat od czasu wy­
stawienia pierwszej sztuki w
pierwszym pUbliczn,ym tea­
trze lVarszawy).
Ze starego, corraziańskiego
gmachu Teatru Wielkiego
slużącego Wllrszawie przez
106 lat, ostatnia wojna pozo­
stawiła jedynie szczątki z za­
bytkowym frontonem. Spole­
czeństwo nie chciało i nie
moglo pogodzić się ze stratą
• tak ważnej dla rozwoju kul­
tury narodowej placówki.
W latach 1951-1953 opraco­
wane zostały przez prof.
Bohdana Pniewskiego (bę­
dącego generalnym projek­
tantem całości) plany budo­
wy nowego zespołu Teatru
l"ielkiego zamierzone na
skalę współczesnych potrzeb
i czasów. Prace przy budo­
wie gmachu głównego mie­
szczącego "idownię i recepc­
ję ruszyły w latach 1954/55.
Wielką inwestycję finanso­
wał przede wszystkim skarb
państwa. a częściowo, w
pewn,ym okresie r.ównież
SFOS.
Na tym miejscu pragniemy
wyrazie w imieniu naszych
Czyt .. lników. w imieniu spo-
łeczeństwa Warszawy gorące
podziękowanie wszystkim
tym. którzy od lat wkładem
swej pracy. w różnych dzie­
dzinach przyczynili się do
powstania gmachu Teatru
Wielkiego i wypełnienia go
nową treścią.
Nazwisk przytoczyć nie spo­
sób. idą one bowiem w setkil
Dokonanie wyboru osób naj­
bardziej zasłużonych - było­
by W praktyce niemożliwe i
może nawet krzywdzące dla
ogólu. Każd}' przecież reali­
zowar przyjęte na siebie za­
dania według najgłębszego
przekonania i dobrej woli.
Kryteria więc wyróżnień by­
Iyby niezmiernie utrudnione.
Uroczystość premiery po­
przedziło specjalne przedsta­
wienie dla budowniczych te­
atru, podczas której to im­
prezy dokonano Oficjalnego
przekazania gmachu w służ­
bę kultury. Wręczenie sym­
bolicznego klucza zamknęlo
okres ogromnej pracy i wy­
silku twórczego.
Otwarcie Teatru Wielkiego
to święto wszystkich, dła któ­
rych sprawa rozkwitu \Var­
szawy jest sercu droga i bli­
ska.
LISTOPAD
7 Konferencja sprawoz-
dawczo-wyborcza war­
szawskiego okręgu Zrzeszenia
Studentów polskich, skupia­
jącego prawie 21 tys. czlon­
kÓw, tj. ponad 82'10 ogółu
studiujących na stołeczn,ych
uczelniach.
8 W pierwszym dniu o-
twarcia kas Teatru Wiel­
kiego, warszawiacy przypuś­
cili ilitny szturm na bilety u­
mOŻliwiające Obejrzenie
pierwszych spektakli (poza o­
ficjalną premierą). Sprzedano
w sumie 2113 biletów.
9 \V bucie "Warszawa"
odbyła się narada se­
kretarzy o .. ganizacji partyj­
nych i dyrektorów kilkudzie­
sięciu największych zaklad'(;w
przernysiowych stolicy. po­
święcona omówi e niu aktua!�
nej sytuaCji w zakresie orga­
nizacji slużb ekonomicznych.
Zakończono. rozpoczętą
przed dwoma laty, budowę
zespolu Domu Rencistów im.
Rodziny Matysiaków na Sa­
skiej Kępie. Odbiór techni­
czny dobiega również kOlica.
1 O Konferencja samorządu
robotniczego w Przed­
siębiorstwie Budownictwa
Miejskiego Warszawa Sród­
mieście. z udzlalem· czlonka
Biura politycznego KC PZPR
St. Jędrychowskiego, należą­
cego do mlejs,.owej o,.gani­
zacjl.
Przystąpiono do porządko­
wania tarasu przy zbiegu pl.
Trzech Krzyży i ul. Książę­
cej, gdZie zostaną założone
skwer i nowe chodniki.
11 Otwarcie nowego war-
szawskiego hotelu "Me­
tropol" , wybudowanego przy
skrzyżowaniu Al. Jerozolim­
skich z ul. I\larszałkowską.
Jednocześnie oddano również
do użytku bar-bistro J ka­
wiarnię.
Ekipa warszaWSkiego "Mo­
stostalu" zakończyła na 58
dni przed przeWidywanym
terminem montaż konstrukcji
trzech domów towarowych
na wschodniej stronie ul.
Marszałkowskiej. Wykonane
prace mają wartość 12 mln
zl.
W gOdzinach rannych jed­
nostki warszawskiej Straży
Pożarnej przeprowadziły spe­
cJalne ćwiczenia związane z
upozorowanym pożarem
gmaChu Teatru Wielkiego.
Próba sprawności wypadła
doskonale, budząc jednak nie­
pokój "niewtajemniczonyeh"
warszawiaków gromadzących
się tłumnie na placu Teatral­
nym.
50 LAT POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ
14 listopada, W dniu rozpoczynającym uroczYstości jUbile",­
szu 50-lecia Politechniki Warszawskiej wręczono odznaczemR
państwowe i nagrody Ministra Szkołnictwa Wyższego zastu-
ionym naukowcom i pedagogom. .
Po przem6wieniu rektora PW - prof. Dionizego Smolen­
skiego zabrał głos min. Szkolnictwa Wyższego - Henryk GI!­
lański, który podkreślił osiągnięcia Politechniki w okresie
XX-lecia. Minister w imieniu Rady Państwa wręczył następ­
nie odznaczenia profesorom: Wł. Araszkiewiczowi, Al. Dyżew­
skiemu, J. L. Jakubowskiemu i Z. RudolfOwi - Order sztan:
daru Pracy II kl., prOfesorom: Z. Kamińskiemu, st. Kr610wI
i J. RóżYckiemu - Krzyże Komandorskie Orderu �dr�dzenia
Polski, a Krzyże Oficerski .. - profesorom: St. NleWladom-
skiemu i St. Szulcowi. _
Nagrody Ministra Szkolnictwa wy:łszego I stopnia otrzymałl:
w dziedzinie dydaktyki - profesorowie: I. Brach, Z. Brzoska,
J. Ciborowski i J. Podoski' za wyr6żniające się podręczniki
- profesorowie: B. DUbick�, L Malecki i WL ';"rona. Prz.y­
znano również szereg nagród zespoło�ch I, II I III I.!topnla.
W poniedziałek, 15 listopada odbyła Się. uroczystość lDa�gu­
racji roku akademickiego 196511966 z udZiałem przewodmczą­
eego Rady Państwa Edwarda Ochaba i Marszałka POlski Ma­
riana SPYChalskiego.
Na fot.: odznaczeni prOfesorowie. Od lewej - Z. Rud�If,
J. L. Jakubowski, Z. Kamiński, st. Kr6l, J. R6żYcki. St. Nle­
wiadomski i St. Szulc.
DYSKUSJA
O .,P O P I O Ł A C H"
W TOWARZYSTWIE
MIŁOŚNIKÓW HISlOR II
Na ekranie telewlzyinym
młodzieżowych. których stali
uczestnicy dYSkutują nad róŻ­
nymi arcyciekawymi sprawa­
mi. Tym razem mowa byra o
stosunku czrowieka do wyko­
nywanego zawodu, o zadowo­
leniu z niego i o tym, cO się
w pracy ceni. Mlodzi uczest­
nicy dyskusji. nie daU się zbić
z tropu podchwytLiwymi py­
taniami prowadzącego i zgod­
nie wskazywalt przede wszy­
stkim na te wartolci pracy,
które WZbOgacają psychikę i
morale człowieka, a nle je­
dynie jego kieszeń. Podobne
wypowiedzi uzyskali od nie­
wiele na ogól starszych od
siebie pracowników huty
" Warszawa"·. No. i proszę -
co na to ci wszyscy, którzy
tak chętnie utyskują na zr.ter­
kantyltzowanle mlodzi�z,,?
Realtzatorom teqo progra­
mu - Stanislawowl Kostrze­
wie ł Mlkolajowl KozakIEu:I­
czowi nale:ily się ptq:ka. Z
minusem bo nie uniknęli
jednak pewnych dlużyzn i
powtórzeń. (kul)
haubice, sprawozdawca bez­
trosko informowal nas o ..•
dzialach przeciwlotniczych.
.. ZAMIAST LAURKI"
Interesująca, jak zwykle,
•• Wszechnica Telewizyjna" na­
dala dn. ll.XI specjalny pro­
gram dokumentalny w związ­
ku z Dniem Nauczyciela i 60
rocznicą ZNP. Zbyt malo na
co dzień doceniamy trud na­
szych pedagogów ł dobrze się
stało, że TV przypomniala
nam o tym zawczasu, tydzień
przed Ich Iwlętem. Dobrze
też. że dzięki programowi
.. Wszechnicy" mogltlmy poz­
nać malo spopularyzowane
wlród spoleczeństwa dzieje
ZNP. udzialu nauczycielstwa
w walce o polskolć i postęp.
Szkoda może tylko, że naj­
mniej przy tym powiedziano
o samej pracy pedagogów -
rzeczy przecież najistotniej­
szej.
TRANSMISJA
ZE SWIĘTA REWOLUCJI
Imponująca moskiewska de­
filada z okazji 48 rocznicy
Rewolucji Październikowej.
sprawozdanie z której jak co
. roku transmitowane było
przez Interwizję I naszą TV.
zachwyciła t sprawnotclą or­
ganizacji, i ukazaniem - choć
w drobnej przecież cząstce
potęgi obronnej ZSRR
Nie zachwycil natomlast ...,.
lagodnie mówiąc - polski
sprawozdawca. Ostatecznie
sklonni bylmy byli darować
mu lapsusy językowe w ro­
dzaju "efektowne paliwo"
(zamiast .. efektywne" !) czy
slabą orientację w sprawach
wojSkOWYCh. co zmuszalo go
do zbyt niewolniczego trzy­
mania się przygotowanego z
góry tekstu. 'LTudno jednak
wybaczyć, �e czytał ów tekst
zbyt wolno i w rezultacie ko­
mentarz niezgodny byl z tym.
co widzieUtmy na ekranie. I
tak. gdy na przyklad telewi­
zory ukazywaly nam ciężkie
Sekcja Historii Warszawy i
Historii Najnowszej Towarzy­
stwa Miłośników· Historii
zorganizowała 8 listopada w
sali Instytutu Historii PAN
na Rynku Starego Miasta
dyskusję <> fiimie .. Popioly".
Niewielka stosunkowo sala
nie mogła pomieścić wszyst­
kich zainteresowanych. Dy­
skusję zagaił prof. B. Leś­
nodorski. WybÓr mówcy za­
gajającego bYł bardzo traf­
ny przemówienie prof.
Leśnodorskiego odznaczało
się wielką kulturą i znajo­
mością przedmiotu. Interesu­
jące przemÓWienie wygłosi!
prof. K. Wyka. W dyskusji,
w której wzięło udział kilka­
naście osób, przewagę uzy­
skały głosy krytyczne. Szcze­
gólne zainteresowanie obec­
nych Skupiło się na przemó­
wieniu Zbigniewa Załuskie­
go.
PIĄTKA MINUS
.. Szóstka plus jeden" - taki
tytuł .,osi cykl programów
NASZ
PROGRAM
TELEWIZYJNY
25 XI
19
W sobotę 20 XI od godz. 18.30 TV transmi­
tować będzie pierwszy wieczór oJ,erowy z
Teatru Wielkiego Opery i Baletu w Warsza­
wie. Po telewizyjnej prezentacji odbudowa­
nego gmachu od godz. 19.00 oglądać będzie­
my .. Straszny Dwór" St. Moniuszki UJ. wyko­
naniu solistów. chóru I orkiestry Teatru
Wielkiego pod dyr. W. Rowlcklego. W przer�
wie pomiEdzy aktem II a III TV przedstaWI
film dokumentalny pt. "Narodziny Thea­
trum Narodowego".
Solistóu: - tancerzy Teatru Wielkiego 0-
glądać będziemy równld w niedzielę. 2l XI
o godz. 17.35 w programie baletowym .. A-B
-A". Wystąpią między innymi: M. Bochenele,
H. StrzeLbicka, H. Witkowska i J. Dąbrow­
ski. Natomiast z okazji 200-lecia Sceny Na­
rodowej w pontedzialek, 22 Xl o godz 20.20
zobaczymy sztukę W. Boguslawskiego pt ... A­
mant, autor i sługa". Reżyseruje H. SzletJlń­
ski. grają: J. Jedlewska. A. Ciepielewska, J.
Matyjaszkiewlcz. J. Łotysz i L. prdon.
FILMY
Zobaczymy wreszcie od dawna zapowiada­
ne filmy telewizyjne polskie; produkcji: w
niedzielę 21 XI o godz. 18.00 - "Wystrzał" wg
A. Pusz 'dna z I. Gogolewskim. 1. Mlodnlcką
i A. Zarneckim; o godZ. 21.00 (również w
niedzielę) .. Awatar" - wg noweli T. Gaut­
hier z G. Holoubkiem. W. Koczeską I H. Bo­
ukołowskim. a w lrodę. l4 XI o godz. 22.15
.. Piwo" - film TV zrealizowany wg noweli
T. Różewicza z St. Wyszyńskim, M. RUlką I
J. Turkiem w rolach głównych.
W niedzielę II XI o godz. 15.05 zobaczymy
program polwięcony Powiślu. a o godz. 17.05
specjalną audycję o historii telewizji i jej
rozwoju (2 miliony abonentów) w Polsce.
19 XI, piątek. 17.00 dla dzieci:
"Hamilton - muzykalny Siań"';
17.10 .. Góra" - film: 17.40 .. Sylwet­
ki X Muzy"; 18.10 ,.Azymut"
mag. wojskOWY; 18.40 .. Sztuka";
19.05 .. Wielokropek";· 20.00 .. Z ka­
merą po kraju"; 20.15 .. Maroko"
- film fab. prod. USA; 21.45 .. 10
minut recenzjiu•
20 XI, sobota. 17.00 .. Gdańska
Kronika Dziewcząt i Chłopców";
17.20 .. Po szóstej" - prog. mło­
dzieżowy; 18.05 .. Gawędy wilków
morskich"; 18.30 TransmiSja ina­
ugu .. acyjnego przedstaWienia ope­
ry .. Straszny Dwór" St. Moniusz­
ki z Teatru Wielkiego w Warsza­
wie; 23.00 .. Przedsiębiorcze nie­
wiasty" - film fab. prod. ang.
21 XI, niedziela. 9.00 .. Moskiew­
ski Kreml wczoraj i dziś"; 12.00
,Gimnastyka yogów"; 12.25 .. Czar
;tołowej nogi" - dla młodych wi­
dzow; 12.55 .. Kucharz doskonaly" ;
13.05 .. Slepy pelikan" - film prOd.
radz.; 14.10 ,.W zielonym obiekty­
wie"; 14.25 .. Maraton"; 14.40 .. Spo­
koJna chwila"; 14.45 .. Na stadio­
nach świata"; 15.05 .,Telewizja
Telewizji"; 15.25 .. Metoda" - film;
15.45 .. Tele-estetyka"; 16.05 .. Ma­
ZUr CZy walc?"; 16.20 Komentarz
Tygodnia; 16.30 .. Lączymy się z .....
- program rozrywkowy; 17.05
"Dwa miliony"; 17.35 .. A-B-A"­
pl·og. baletowy; 18.00 .. Wystrzał"
- film TV; 20.00 .. Szarada"; 20.20
.. Telepatia"; 20.35 .. Niedziela spor­
towaU; 21.00 "Awatar'" - film TV;
22.00 .. Rewia wieczorna" film
rozrywkowy.
22 XI, poniedziałek, 17.00 .. Na
harcerskim biwaku"; 17.20 Pr. dla
młodzieży; 17.35 .,Clekawostki";
18.00 .. Giełda reporterów"; 18.25
.. Kino krótkich filmów"; 18.50 .. E­
ureka"; 20.20 .. Amant. autor i słu­
ga" W. Bogusławskiego; 21.30 Kro­
nika kulturalna.
23 XI wtorek. 17.00 .. Kino PTYS"
17.20 .. SIadami Pitagorasa" - tele­
tumieJ; 17.50 .. W Tień-Szań"
rep. fUmowy;, 18.05 .,Zapl·aszamy
na wtorek wieczór" - wizyta u
Z. Jaremy; 18.35 .. Skrzyżowanie
dróg"; 18.55 .. Próby"; 20.00 prog­
.. am ekonomiczny; 20.15 .. Wiosna
we wrześniu" - film lab. prod.
CSRS; 21.40 Wszechnica TV; 22.20
.,Do Was rodzice ... "
Zł XI, środa. 15.15 .. Kijowskie
metro" - reportaż; 17.00 Teatr
Młodego Widza: •• Portret rówieśni­
ka"; 18.15 Arcydzieła muzyki pre­
zentuje L. Bernstein; 18.50 Wszech­
nica TV; 20.00 TV Kurier War­
szawski; 20.15 SpraWOZdanie z
meczu ho.keja ZSRR - CSRS w
Pradze; 21.35 .. Swiatowid"; 22.15
.. Piwo" - film TV.
25 XI, czwartek. 17.00 Pr. dla
dzieci; 17.30 Pr. dla dzieci; 18.00
.. Nie tylkO dla pań"; 18.20 .. lIIuzy­
ka i poezja"; 18.50 TV Magazyn
Medyczny; 20.00 "Portret" - film
TV; 20.15 .. Sprawv do załatwie­
nia"; 20.35 film fab. 21.25 "Bez a­
pelacji" - cz. I.
12 Spadł pierwszy . śnieg.
Mimo przygotowania
MPO do zimy. w późnieJ­
szyrh godzinaCh popołudnio­
wych l wieczornych nawet
na głównych ulicach stolicy
powstala gołoledż. Brak pia­
skarek i nieostrożna jazda
kierowców spowodowały kil­
kadziesiąt wypadków; m. In.
na ul. Stolecznej zderzyło się
aż 10 samochodów.
Rozpoczęcie na .. ad IV Kra­
Jow .. go Zjazdu PCK z udzia­
lem 500 delegatów i przed­
stawicieli organizacji społecz­
nych z terenu całego kraju.
ul. Ostrobram-
13 Przy
skiej na Grochowie
"Dźwigar" przystąpil do bu­
dowy pierwszej w stolicy za­
jezdni na 250 woz6w, w któ­
reJ autobusy stać będą na
zwykłych placach postojo­
wych. wyposażonych jedynie
w kontakty elektryczne słu­
żące do podlącza.nla systemu
grzałek elektrycznych zain­
stalowanych w wozach.
11
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_12-0013.djvu

			PLAKAT
FRANCUSKI
od Toulouse-Lautreea do na!lizyf"h dni
I
»to
\- '"0
---...
'\.
CARNAVAL 1896
�:lgl 15 Fevrier
G�VEGLIONE DE GALA
Jules Cheret (/�3fj-1932). at» .. 2 roku 1896 ,
I
otwarta w salach war­
szawskie] .,Zachęty" wy­
stawa stanowi zwięzły
przegląd dziejów plakatu
francuskiego. W ten ""p"­
sób przedstawiona została
naszemu odbiorcy. Otwie­
rają ją dwie prace nestora
tej dziedziny plastyki
,l. Chereta (183(;--1!J32), Wła­
sciwy rozwój plakatu przy­
pada na schyłek XIX wie­
ku. Okres ten reprezentu­
ją słynne dziela Toulouse­
I.autreca: pieśniarz Aristi­
de Bruant, tancerki Jean
Avril. La Goulue, May Mil­
ton i inni. Mimo sędziwego
wieku (większośc plakatow
Lautreca przekroczyla 75
lat) nie straciły one nic >:c
swej świeżosci. Obok nich
wiszą plakaty Cappiel1o.
Grasseta, Alfonsa Muchy --
obrazy stanowiące nIeza­
pomniane dokumenty życia
całej .. belle epoq ue".
Uzupelnieniem tej części
wystawy są reprodukcje
wchodzące w skład albumu
"Mistrzowie plakatu", wy­
danego przez drukarnię
Chaix w latach 1895--1900.
Szkąda. że z przeglądu
historycznego umknęła
twórczość •• nablstów·'. któ­
rzy tak silny wplyw wy­
warli na calą grafikę użyt­
kową początków naszego
stulecia. Prace Bonnarda.
Vuillarda czy ValloUona
byly nie tylkO kontynua­
cją zdobyczy poprzedniego
okresu. lecz wniOSły lak­
że wielc nowych elemen­
tów, przyspieszających roz­
woj francuskiej sztuki pla­
katowej.
Tnulntlsc - r.d1,trec (lRti4--1901). afisz z roku 1894
';
I
�
12
\
Chronologiczny przeglijd
prowadzi nas do malarstwa
"fowistów ", · Plakatem pa­
rali się oni jedynie margi­
nesowo, lecz nawet la ,.\1-
boczna" produkcja nie po­
zestala bez wpływu na
dalsze dzieje grafiki użyt­
kowej. Dlategu dobrze się
stało, że przypomniano
nam dziela Matisse'a i
RaOlola Dufy, w których
gtówną atrakcją plakatu -­
obok elementów graficz­
nych -- stają się zgrzytli­
we spięcia plam barwnych
utrzymanych w Jaskrawych
tonacjach.
Prace Jean Cocleau są
raczej ciekawostką. trudno
go bowiem traktować za
mistrza plakatu francuskie­
go. Dziela te mówią o je­
go wszechstronności i nie­
wątpliwie z tego punktu
widzenia zasługują na
szczególną uwagę. Na zor­
ganizowanej ostatnio w pa­
ryskim Mus,;p Jecquemart­
Andre wystawie "Jean Co­
dca u i jego czas" znalaz­
lo się wiele prac plastycz­
nych poety, a wlec jego
rysunki, pastele, tkaniny,
projekty scenograficzne.
Eksponowany w Warszawie
plakat turystyczny .. Księ­
stwo Monaco" zaliczyć
można do rzędu najcie­
kawszych realizacji pla­
stycznych tego artysty.
Wystawa posiada szereg
interesujących fragmentów
na które starałem się zwró:
cle dotychczas uwagę. Są w
niej jednak dość poważne
luki. Z przeglądu umyka
całe 211-lecle międzywojenne.
Braki te wypelniono repro­
dukcjaml obrazów, ktore
połączone z tekstem stano­
wia plakaty wystawowe.
Najlepsze jednak reproduk­
cje. nawet tak wielkich ar­
tystów jak Suuline, Mar­
cou55ls, Chagall i Inni mó­
wią nam wprawdzie 'wiele
o WYSOkiej technice poli­
graficznej (co notuję z nie­
Ukrywaną zazdrością). lecz
pozbawione są zasadniczej
cechy plakatu francuskie­
go: odkrywczości.
W dziedzinie plakatu je­
steśmy szczegolnie wybred­
ni. Bez posądzenia chyba
o narodową megalomanię
stwierdzie motna. te znaj­
du1emy się w europejskiej
czołówce. Dlatego ze spe­
c1alnym krytycyzmem spo­
J!"lądamy na dziela sztuki
obcPj, poslada1ąc wlasną
skale porownawczą. Jeśli
przylożymy ją do kuńco­
wej (i największej) części
wystawy. zatytulowanej
"współczesne plakaty re­
klamuw�", wówczas prz('­
żyjemy niejednu rozczaro­
wanie. Podobać się może
chyba jedynie Savignac.
.Je�u świetna praca "Aspn,"
cieszyla się już dawniej w
Polsce dużym uznaniem.
To samo powłedzieć muż­
na i o innych kom pozy­
darh tego wybitnie u­
zdolniuneJ{o twórcy. Szku­
da, że plakat reklamowy
nie zo:;tal pokazanY w bo­
gatszym i bardziej różno­
rod.tym wyborzc. gdyż
wlasnie ten problem spo­
tkalby się z dużym zainte­
resowanicm naszych grafi­
ków.
Na zakunczenie jedna \1-
Y:aga, tym raze.m - nieste­
ty -- już poza wyslawą:
Francja posiada nadal jed­
ne z najlepszych w Eurupie
(czy wręcz najlepsze) pla­
katy reklamowe. Wiele z
nich możemy sIę nauczyć.
Wystarczy zwiedzić kilka
slacji paryskiego metro,
wyst,uczy spacer po uli­
cach, by dujść do tego
przekonania. Zmienia się
wprawdzie częsciowo funk­
cja plakatu, zmieniają się
jego tradycyjne wymiary.
('oraz silniejszą konkuren­
cją stają się dla niego neo­
ny i inne nowoczesne srud­
ki reklamowe - lecz nadal
utrzymuje on sW.j puzycję
jako najbardziej pupular­
na ,.sztuka ulicy".
Aleksander Wojciechowski
-.-
I -
\
pan jak hra bla Potocki w
sakpalcie ... •• "król japoń�ki
nie mial Iepszego garnitur­
ka od tego, co pan szanow­
ny na gr7.bjecie trzymasz ... "
-- oto kilka okreslen obeł.
popularnych "wejś,; wstęp­
nych": "Ialeczko", "skarhie",
"złociutka" i "kochana".
W kiosku-hudce o powierz­
chni 4 m kw. znajdzie się
wszystko. Są poszukiwane
rajstopy zimą, "amerykań­
skie" dżinsy tatem. komptet
makatek z jeleniem i "pięk­
nie" Wyszytym przysłowiem,
tu kupi się "skoki" czyli bu­
ty dla wielkoluda i liliputa,
stąd gospodyni wyniesie gęś
"jak smok od świętego Je­
rzego", a wiejska elegant­
ka pantofle na drewnianych
koturnach.
Prowadzona od lat. uparta
akcja milicji przy ni osia re­
zultaty: już sporadyczne są
"Występy" graczy "w trzy
karty", "w miasta" i "w" lu­
sterka", złodzieje kieszonko­
wi i przeróżni wydrwigrosze
po smutnych doświadcze­
niach zmienili "rejon pra­
cy" przeoosząc się ... na gieł­
dę używanych samochodów.
Na "RÓŻYCkiego" trzeba u­
mieć kupować. Sprzedawca
przysi�ga się na wszystkie
świętości, uderza z hukiem w
piersi. powołuje na Paryż.
Londyn i Rzym. Kupujący
winien nie pozostawać dłuż­
nym: poddawać w wątpli­
wość 7alety towaru, wyszuki­
wać istniejące łub wymyślo­
ne wady i... proponował' ce­
nę o polowę niższą.
Fotografie .. Lolobrygidy",
tuczone gęsi, haftowane po­
duszki i wykupione z "Gal­
luxu" jesionki, fajanso\\"e
kotki i pieski. sztuczne
kwiaty, owoce i "zamszaki"
-- to wszystko oferuje Bazar
Różyckiego. W pobliżu krą­
żą paserzy, ciężko pracują
zespoły prześladowanych
.. konikÓw" od zegarkÓW i
dewiz, krążą wagarowicz c i
niełetni poszukiwacze przy­
gód, ktÓrzy opuścili dom ro­
dzinny.
Tak jest od lat. I tylkO du­
ży pawilon handlowy. 40
sklepów i 132 kioski - włas­
ność handlu uspołecznionego
- WSkazują na to, że dni
"świetności" targowiSka
przemijają. Z korzyścią dta
porządku, czystości i jakoś­
ci, ze stratą dla zbioru sto­
łecznych osobliwości. (jasl
•
r"'
.. .-
..
�
ł
,
�
"
-
6.
-I
J
-'
"--
1
ł
l
,
�ł, P
II
�
-1-
�
;\
,
,
':J.
.,
I·
..
u
II
I
--.""
Prz/./ handlu •• z rączki" nie obowiqzuje za:,l1da: .• Towar do/k­
nie/v uważa �Ię za sprzeaanu: ...
. � ..
�.
,
, I
JAK KROL JAPONSKI...
Łaskawy Najjaśniejszy Pan
_ król Wladyslaw IV usta­
nowił cztery stale praskie
jarmarki, a w prz"wileju do­
zwolil, by w każdy wtorek
i w SOboty odbYWllly się tar­
gi na "rzeczy i towary" ....
Między ulicami Targową,
Brzeską i Ząhkowską mieści
się Bazar Różyckiego -- na­
zwany tak tradycyjnie od
właściciela posesji. Na po­
wierzchni 15000 metrów kwa­
dratowych znajduje się 15
stoisk mięsnych, 41 sklepów,
417 kiosków. 55 straganów.
Inicjatywa prywatna repre­
zentowana jest glównie w
kioskach (2/3 ogółnej liczby),
straganach - 49 z 55 oraz na
tzw. lawach. Odbywa się
sprzedaż "z ręki", "spod
..
kiecki", "z rondla" (w ktÓ ..
rym zawsze :znajdą się py­
zy łub flaczki). wbrew roz­
licznym kontrolom inspekto­
rów stacji sanitarno-epide,
miologicznej.
NabYwcy mieszkańcy
Pragi, miejscowości podwar­
szawskich. przybysze ze wsi.
zoajdują na Bazarze RÓŻYC­
kiego -- oficjalnie "Targo-­
wisko przy ul. Br-JOesklej
przedsiębiorstwa Targowiska
i Hale" - wS2ystko... czego
nie ma aktualnie na rynkU.
Haslo: .. klient - nasz pan"
wciełane jest w życie rów­
oie skutecznie jak efektow­
nie.
"Kup zloclutka ten model
prosto z Paryża. za jedne
trzy stÓwy", ..... wyglądasz
Tradycyjny "jeleń". oleodruki "święte obrazy" i kuchemle ki
Nabywców nie brakuje. • wyszywan •
Z makatkq I "landszaftem" skutecznie konkuruje "cyganka"
- ozdoba na pluszowq kanap� ...
•
Obok wielkiego paWLlonu handlowego WSS Inicjatywa pnJ-
watna oferuje serwetll i firanki ...
Widok na targowisko z okien domu przll III. Brzeskiej.
1
�
}
:""1'
•
'1
•
-1
"
,!
t.
V
I,
•
---
\.
--#
....
t
,
� �
I,
....
l'
-L
�
� ";lIF
•
�
'"
t-
A.!'
-A
•
�
�
,l
..
.�
ił
D
'"
{-
-lo..,
II.
"'X
.1
I
t
!
I
/
i: ��
-;,
.
'-
"-'---'!..
,
-
� , �
-�
��
,�
,�
, \, �
........ -.:;-�
, ,
'�l.
�
""
�.
"''l\
•
�
��. ,
... � .
i"
� .
•
\
,:łł�1i:"
l
I
I
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_14.djvu

			MAREK SADZEWICZ
W piąteli pO południu
co W DOMU,
TO KOMU
"Express Wieczorny" przyniósł sen­
sacyjną wiadomość o truskawkach.
Wskutek stosowania środków owado­
bójczych nastąpiły jakieś reakcje che­
miczne i truskawki nabrały właściwoś­
ci antabusów. Kilku panów fatalnie
wpadło. Po spożyciu truskawek plus
alkohol, ulegli wszystkim przykrym
przypadłościom ·przewidzianym jako
skutki działania leku antyalkoholowe­
go.
Ostatecznie nic wielkiego się nie sta­
lo. Po co alkoholik bierze się do tru­
skawek? To nie dla niego. Gdyby jesz­
cze śledzik zamienił się wantabusa,
można by mieć pretensję. W każdym
razie to jest przyczynek do rozmyślań
nad nieprzewidzianymi skutkami in­
gerencji w sprawy przyrody.
Ale nie o tym chcę pisać, bo co in­
nego mam w głowie. Mianowicie dola­
ry, ewentualnie funty szterlingi. Cią­
gle slyszę i czytam o różnych sposo­
bach, mających nam przysporzyć de­
wiz. Doskonale to rozumiem. Dziedziną,
która w naszej wyobraźni otwiera naj­
szersze perspektywy, okazuje się tury­
styka. Polska jako Taj turystyczny!
Mamy wielką ochotę na dolarowych i
funtowych gości, jednak czy chęciom
odpowiadają możliwości? Zdarzają się
dobre pomysły. Niedawno ktaś zapro­
jektował uruchomienie konnego dyli­
żansu ,,z epoki" dla zagranicznych tu­
rystów. Dyliżans ruszałby spod dwor­
ku w 2elazowej Woli i brał płatny de­
wizowo kurs do Brochowa. Po drodze -
stylowa karczma ze staropolskim mio­
dem.
Pomysł zaprawdę UTOCZy i jego autor
aż zatarł ręce z uciechy: ile to by z
tego funtów i dolarów! Niestety są i
slabe strony. Co i gdzie jedliby turyś­
ci po wypiciu staropOlskiego miodu
OTaz gdzie by nocowali? Na całym bo­
wiem Mazowszu warszawskim i łódz­
kim nie ma restauracji, zasługujących
na to miano, nie ma hoteli, pensjona­
tów, oberży, nie ma w ogóle nic; pu­
stynia. Kto nie wierzy, niech sprÓbuje
wyjechać na weekend w okolice War­
szawy. No, że dla nas nie ma, ale dla
dolarowych turystów powinno być?
Przypominają mi się przeżycia zna­
jomej Todziny na wczasach "pod gru­
szą". Okazało się, że do dyspozycji TO-
dziny letników jest tylko jedna mied­
nica, która poza tym służy do ablucji
członków całej rodziny gospodarzy,
jak również do zmywania statków. Za­
biegliwy gospodarz widzial bardzo
wyraźnie gotówkę, jaką zainkasuje za
letnisko, ale mgliście sobie wyobrażał,
co za to powinien dać. Nie potrafił zro­
zumieć niezadowolenia letników. Co
jest dobre dla niego samęgo i jego ro­
dziny, dlaczegóż mialoby być złe dla
gości? I świeże powietrze też jest coś
warte.
Stanowisko gospodarza w zasadzie
słuszne. Bo to samo i my wszyscy z de­
wizami. Dopóki nie chce nam się zaspo­
kajać wlasnych potrzeb, nie wyobra­
żajmy sobie, że dogodzimy obcym za
funty szterlingi. Dla gościa, odwie­
dzającego obcy kraj, czy obcy dom, go­
ścinność gospodarzy, choćby i odplat­
na, może być bardzo mila, ale pod wa­
T·unkiem, że przyjęcie jest na poziomie
życiowym samych gospodarzy. Wysa­
dzanie się z luksusami i smaczkami
rażąco odbiegającymi od tego poziomu
czyni wrażenie niemiłe.
Przeczytałem coś na temat gastrono­
mii. Mamy dobrą i OTyginalną kuchnię
polską, to także mogłaby być atraktja
dla turystów. Tak, to prawda. Mieliś­
my. Znałem bon viveura, (to był jakiś
dyrcktor czy inspektOT międzynarodo­
wego towarzystwa ubezpieczeniowego),
który w swoich podróżach służbowych
cenił sobie specjalnie postój w War­
szawie, właśnie ze względu na war­
szawską kuchnię. Z gÓTy planował,
ublizując się smakowicie: u Simona
albo u Krzemińskiego coś z wołowiny,
u Jabłońskiego coś z wieprzowiny, w
barze Mieszczańskim w Al. Jerozolim­
skich - coś z ryb. Niechby tak teraz
spróbował. W prospektach widać pew­
ne usiłowania, ale niekiedy wprost ku­
lą w płot. Na przykład Anglików za­
chęca się do zsiadłego mleczka i do
picrożków z grzyBami. Ależ Anglicy
zsiadłe mleko uważają za mleko ze-
. psute i sama wzmianka o kwaśnym
mleku działa na nich jak emetyk. A
grzyby, to dla Angl\ka trucizna. To są
jednak drobiazgi łatwe do skOTygowa­
nia. A w ogóle. nie mamy się co pchać
do cudzoziemców z naszą gastronomią·
Zrujnowaliśmy ją dla siebie, nie mo­
żemy mieć i dla cudzoziemców. Pew­
no, że w Bristolu jeszcze jakoś to idzie.
Kraj nie kończy się jednak na Bristolu.
Uczestnicy tranzytowej wycieczki
studentów, zapytani, jak się im podo­
bala Warszawa, odparli, że w Warsza­
wie nic nie widzieli, bo przez caly czas
pobytu musieli na coś czekać. Na kwa­
tery, na obiad, na przewodnika. Suro­
wy biurokratyzm splóil się z beztroską
niepunktualnością. Czy to specjalnie
dla zagranicznych turystów? Nie, tacy
jesteśmy dla siebie i nic dziwnego, że
tacll sami okaZUjemy się dla obcych.
TEOFIL SVGA
POECI BAROKU
Jeteliby kto osądzał wojsko pols1de siedemnastego wieku
wedle wieszających się koW niego clurów - ściqgnąłby
na siebie zarzut stronniczej niesprawiedliwości albo nie­
znajomości rzeczy. A przecież osądzano niegdyś trybem
nieco podobnym poezję tego wieku. Skazawszy jq zaocz­
nie (bo nie wysłuchawszy naletycie jej samej) na infa­
mię dla grzechÓW przeciw dobremu smakowi, jakimi sq
makaronizm i panegiryzm, zaczęto dopiero w ubiegłym
stuleciu, na podstaWie nowych informacji wątpić o pra­
womocności przedwcześnie zapadlego WlIroku, a z katdym
dziesiątkiem lat przybywaly nowe świadectwa, pojawiaLy
się utwory tak,ch mistrzów jak Andrzej Morsztyn, WacLaw
Potocki, Łukasz Opaliński i tylu innych.
Streszczam tu wiernie poglqd Aleksandra Brilcknera
wyratony we wstępie do drugiego tomu .. Wirydarza poe­
tyckiego" Jakuba Teodora Trembeckiego. Znakomity
uczony proces rehabilitacji poezji barokowej posuwal da­
leko nie tyLko dzięki publłkowanym rozprawom, lecz takte
ze względu na wzorowe edycje utworów nieznanych, bqdź
doszczętnie zapomnianych. A utwory te szacowal bardzo
wysoko. W komentarzu do "Ogrodu fraszek" Wacława Po­
tOCkiego pIsał, te czym sq pamiętniki Paska w prozie,
tym staje się .. Ogród" w poezji. Ba, znacznie je nawet
przewyższa; a Potocki jest .. bardZie; narodowy od Kocha­
nowskiego samego 1 Krasickiego".
Obszerna, zlożona z dwóch dutych tomów antologia
JADWIGI SOKOŁOWSKIEJ i KAZIMIERV ŻUKOWSKIEJ
_ .. POECI POLSKIEGO BAROKU" (Paflstwowy Instytut
Wydawniczy) uprzystępnia czytelnikowi wybÓr utworów
tych poetów i. upowszeChnia owq iCh rehabilitację. Po
omawianej na tym miejscu niedawno monografU Jadwigi
SokolOwskiej o Janie Andrzeju Morsztynie - nowe wy­
dawnictwo poszerza znajomość tak watnej tli historlt kul­
tury polskiej epoki.
Poezja ta bowiem jest jednym z czlonów ogÓlniejszego
zagadnienia jakim jest barok. Kształtował on zarÓWno
wszelkie gałęzie sztuki, jak i obyczajowcAć - polityczną
i towarzyską. DokonaL dziela - pisał prof. J. Krzyżanow­
ski - któremu odrodzenie w całcAcl podołać nie mogło,
Zhumanizowal kulturę calej Europy i mimo przeszkód,
stawianych przez antagonizmy polityczne i religijne, Wy­
tworzył wspólnq i jednolitq kulturę umysłowq i artystycz­
ną, której doniosLość poczyna rozumieć i oceniać dopiero
nauka dzisiejsza.
W poprzedzajqCYm antologię obszernym, jasnym i rze­
czowym komentarzu SokolOwskiej i Żukowskiej myśli te
poddane sq szczegółowemu rozbiorowi. Więc - architek­
tura, która zyskała wielkq popularność i do naszych cza­
sów przetrwała W niezliczonej tloścl zabytkÓW (w okresie
wczesnego baroku - Zamek warszawski i palac Ujaz­
dOWSki), więc - malarstwo religijne, portretowe i histo­
ryczne. Takte teatr, którego barokowość zaznaczyla się
przede wszystkim w scenografii i w inscenizaCji (opery na
Zamku warszawskim); takte muzyka.
Szczegółowiej omówione zostały, rzecz prosta, wszelkie
formy literackie poezji barokowej: liryka, fraszka staro­
polska, epika, satyra - na przykładaCh autorów, których
twórczość krótko scharakteryzowano. Sam wybór -
o szczegóły motna się oc-zywUcie spierać - przedstawia
szeroki wachlarz form Itterackich i poszczególnych oso­
bistości.
Wybór odzwierciedla - rzecz ważna - nie upodObania
autorek antologii, lecz ogólnieJ5ze znaczenie twórców I ich
"tworÓw. Przykladem - kontrowersyjna twórczość ks. Ba­
ki z końcowej fazy polskiego barokU. Obrona Kraszew­
Skiego ośmieszanych jego wierszy nie przekonała współ­
czesnych. Nowe "twory, oglOszone przez St. Estreichera
(1936) w dużej części poglqd ten odmienUy i Wacław Bo­
roWy mógł j"ż w swym szkicu o Bace twierdzić, te siła
przedstawienia w wyrażaniu uczuć, na jakq się autor raz
po raz zdobywa, prze;muje nas przekonaniem o jego rze­
telnoścI. Więcej, sila tych uczuć świadczy o tym, te .. obfi­
te u nas w siedemnastym i w pierwszej polowie osiemna­
stego wieku piśmiennictwo reltgijne. tlumaczone i orygi­
nalne, nie tylko krzewilo formalizm dewocyjny, ale cza­
sem sięgalo i do głębokich pokladów dUSZY, wytwarzając
niepospolitą ku/tltrę uczuclowq".
Cenne wydawnictwo .,Poetów polskiego baroku" opa­
trzone krÓtkimi tyciorysami twórcÓw, indeksami i infor­
macją o pochodzeniu tekstów, podobne w ukladzie do
"Zbioru poetów polskich dziewiętnastego wieku" PawIa
HertZa - shl�y pilne; potrzebie powszechniejszego pozna­
!lia ItteratuT1J i kultury narodowej. Staje się tet ważnym
I skutecznym przewodnikiem nie tylko dla połonlstów, łecz
i dla szerszego kręgu czytelników interesujqc-ych się
poezjq .
. �
• .-' JI'U'
. WIECZORY TEATRALIIE TEATR ARTYSTYCZNY Z ATEN
M6gł sobie greCKi tyran u­
ciskać ludzi w dni powszed­
nie, odpłatę - ze szczególną
nawiązką - odbierał w dni'
świąteczne. W czasie uroczy­
stości dionizyjskiCh komedia
polityczna, gęsto tkana saty­
rą, posiadała COŚ więcej ni:!:
habeas corpus bowiem i :!:ad­
nemu sądowi nie podlegała.
Obra:!:ać się za choćby naj­
złośliwszy :!:art? To było w
złym guście. Mścić się? O tym
I marzyć nie było można -
bo prawa swego do śmiechu
lud grecki strzegl zazdrośnie.
P6:!:niej uległo to odmianie.
Tylko ta zdrowa, silna i wiel­
koduszna w poczuciu potęgi
swej demokracja - z melan­
cholią pisał historyk antyku
przed kilkudziesięciu laty -
której założycielami byli Te-
mistokles, J-n-ystydcs i Pery­
kles, mogła udżwignąć tak
wielką wolność słowa; już dla
Kleon6w stała się ona nie­
nawistną, ale ci nic nie mo­
gli wskórać przeciw sile tra­
dycji. I dodawal: "wolnoścl
osobistej satyry politycznej
nie sądzono było powrócić
.na scenę ani w czasach sta­
rotytnych, ani w nowożyt­
nyell".
"ptaki" Arystofanesa były
satyrą na potrząsających
włóczniami Ateńczyków, by­
ły satyrą na samą wojnę. Je­
śli w Atenach, jeśli w całej
Grecji więc w całym
świecie wyjąwszy barbarzyń­
ców - nie mo:l:na zażywać
pokoju, należy go sobie po­
szukać w chmurach, między
ziemią i niebem (gdyż i bo­
gowie nie lepsI zapewne od
ludzI).
Jak to uczynić? Ano, trze-
"
.�
(
l.
•
Rys. W. KtelczeWskł
- -
l"
ba slac sit: ptakIem. Jakże
subtelna i złośliwa to saty­
ra, a jednocześnie, coś wię­
cej: marzenie o innym, ide­
alnym świecie. Marzenie,
które Morusowi dyktowało
"Utopię" w czasach równie
ciężkich.
Tę to właśnie komedię Ary­
stofanesa prezentował w
Warszawie Teatr Artystyczny
z Aten w języku nowogrec­
kim. I jak prezentował! Mó­
wi się często i pisze o grze
zespołowej. Ile w tym okre­
śleniu tkwi frazesu w stosun­
ku do inscenizacji przez nas
zazwyczaj widywanych
można zrozumieć, gdy się o­
glądało przedstawienie Te­
atru Artysiycznego. A chodzi
nie tylko o zespół aktorski
bez gwiazdek i gwiazdorów
lecz także o zespół wszyst­
kich środków teatralnych,
Dekoracje, kostiumy, światło,
muzyka, taniec, śpiew -
wszystko to poruszane jedną
ręką, służące jednemu nad­
rzędnemu celowi w harmonii
niemal doskonałej. Nic więc
dziwnego, że publiczność
polska, nie rozumiejąc wypo­
wiadanych ze sceny słów,
znająca tekst komedii jedy­
nie z przekładu w książce,
przynajmniej w ogromnej
większości, z takim skupie­
niem śledziła scenę, tak :!:y­
wo i trafnie potrafila reago­
wać.
Niewiele powiedzą polskie­
mu słuchaczowi nazwiska
greckich wykonawc6w. War­
to jednak zapamiętać sobie
choćby jedno: re:!:ysera i
tw6rcę tego widowiska­
słuchowiska. Jest nim Karo­
lus Koun.
Teatr Artystyczny z Aten
zbierał juŻ laury w Londy­
nie i paryżu. Nie mniejsze
zebrał i w Warszawie. (S)
		

/stolica1965_nr_47_21.11_s_15.djvu

			SPOTKANIA
Inżynierowie .Jerzy Zaczyń­
ski i Witold Piotrowski byli
kierownikami budowy Te­
atru Wielkiego.
- Bozpocząrern pracę przy
bud OWI" Teatru 8 lat temu -
rnowr mż. ZaczyńsKI, ale ko­
lega Protrowskr ZWIązał się z
tą budową od samego począt­
ku, to jest od 13 lat. TaKi
sam "staż teatralny" - jak
Się u nas zartoouwre okresia
- posiada inż. RaLał Mru­
czynskr, wybany specjansra
00 struków, sztukatern. któ­
rego przy tej pracy zastał
WIek emerytalny.
- To chyba nużące, na
jednej bunowie przez tYl.,
lat!
- W przypadku Teatru -
nie. Buaowa tego gmachu
skupua tak bardzo róznorod­
ne ,.pecJal1Z3cle Z Jakimi nie­
częsro budowniczy spotxać
się może: skomplikowana
mechamzacja, bogata archi­
tektura, wystrój wnętrz - o
wysokich waterach arty­
stycznych, a wszystko na
wysokim poztorme wyko­
nawczym i materiałowym.
Budowałiśmy Teatr śrooxa­
mi najnowocześniejszymi i ..•
ręcznie.
- Podona się P	
			

/stolica1965_nr_47_21.11_s_16.djvu

			Pamiętam początek la­
ta 1936 roku. W towarzy­
stwie kilku znajomych idę
przez park Łazienkow­
ski. Wiele osób kieruje
się w tę samą stronę, sły­
chać ożywione rozmowy
w różnych językach, za­
chwyty nad urokiem par­
ku. W cieniu drzew idzie­
my przez Łazienki, nikt
nie pyta o drogę: rżenie
koni to najlepszy drogo­
wskaz. Na krańcu parku
wśród wielkich drzew
mieści się nieduży, ale
przepiękny stadion, gdzie
co roku odbywają się
międzynarodowe zawody
konne. Po prawej stronie
trybuny, po lewej kryte
loże.
Pogoda piękna, wśród
gęstych gałęzi drzew pta­
ki wyśpiewują swoje tre­
le. Do rozpoczęcia kon­
kursu jeszcze dużo czasu.
lecz miłośnicy hippiki
przychodzą wcześniej, by
obejrzeć teren i konie.
Arena stadionu najeżo­
na przeszkodami, wśród
których dominuje tzw.
,,fortepian" (nasyp ziem-
ny), groźnie i efektownie
wyglądający, a wcale nie­
trudny dla dobrze ska­
czącego konia. W szero­
kim rowie lśni woda -
niejeden jeździec skąpie
się w niej - widać różne
bramki, płotki, stacciona­
ty, "koperty", sągi drze­
wa, double i tripple bar­
re'y, murki, oksery, szla­
bany oraz różne różności,
którymi przemyślność
ludzka najeżyła teren ku
uciesze lub... utrapieniu
koni. Tłum ludzi krąży
między barierą a trybu­
nami. Gwar, ożywienie,
zainteresowanie ogrom­
ne, dyskusje. Zawodnicy
oglądają trasę przebiegu,
omawiają trudności po­
szczególnych przeszkód.
Migają czerwone kurt­
ki jeźdźców cywilnych.
mienią się różnymi ko­
lorami otoki czapek u­
łańskich czy artyleryj­
skich. Różne mundury
widywałam w Łazien­
kach; w międzynarodo­
wych zawodach konnych
brali udział reprezentanci
Francji, Włoch, Rumunii,
Japonii, Węgier, Niemiec,
Szwajcarii, Łotwy, Belgii,
Jugosławii itd.
W pobliżu stadionu
mieszczą się stajnie 1 p.
szwoleżerów, gdzie uloko­
wane są konie zawodni­
ków, oraz wielki plac z
przeszkodami, służący'
bądź to do rozprężania
konia bezpośrednio przed
konkursem, bądź też do
codziennego treningu. Jest
tu na co popatrzeć: jeźdź­
cy różnych narodowości
skaczą przez przeszkody
w rozmaitym tempie i
kierunku. Wokół placu
luzacy oprowadzają
wierzchowce. Aż w oczach
lśni od różnorodnych ma­
ści: gniade, kare, kaszta­
ny, szpaki. Parniętam po­
pularnego różowo-siwego
J
�
:
,�
·1'
.'
"
\
\
, l"
l
\
NA STAREJ POCZTOWCE: ulica Brzozowa; pocztówkę
wydala drukarnia św. Woj-
cfecha w Poznaniu w serii - Stara Warszawa.
16
"Prosiaka", na którym
kiedyś jeździła Zofia Si­
korska, córka generała
(zginęła wraz z ojcem w
1943 r.). Udział kobiet w
międzynarodowych zawo­
dach konnych wprawdzie
niewielki, jest jednak kil­
ka amazonek, których na­
zwiska stały się znane
wśród miłośników tego
najpiękniejszego sportu.
Czas i na mnie, chociaż
w dniu dzisiejszym nie
startuję, ale koń nie może
mieć przerwy w trenin­
gu. Złoto-kasztanowaty
"Selim" wita mnie rados­
nym rżeniem, sierść pięk­
nie wyczyszczona błysz­
czy olśniewająco, długi o­
gon i wypielęgnowana
grzywa dodają urody.
Koń przebiera nerwowo
nogami i rwie się do ru­
chu, do skoków. Wstrzy­
muję go, tłumacząc jak
komu dobremu, że naj­
pierw ćwiczyć będziemy
jazdę skomplikowaną "na
czworoboku", a więc stęp,
kłus zwykły, dodany i
wyciągnięty, wszystkie
formy galopu, wolty,
zmiany tempa, boczne
chody, cofanie itd., a do­
piero później skoki. Mam
brać udział w konkursie
"Pokaz konia wierzcho­
wego", do którego "Selim"
przygotowany je!>t do­
skonale. Na razie jadąc
stępem obserwuję tren u­
jących zawodników. Wi­
dzę jak jeździ Niemiec
por. Hasse na niezapom­
nianej "Torze", por. 0-
zols z Łotwy na koniu
"Narguss", por. Gutow­
ski na "Traviacie", Ja­
pończyk, Francuz, mjr
Lewicki na "Dunkanie",
rtm. Kulesza na fenome­
nalnym "Ben-Hurze",
rtm. Szosland i wielu in­
nych, których doskonale
pamiętam, lecz z powodu
braku miejsca wymienić
nie mogę.
Po zakończeniu ćwi­
czeń na czworoboku prze­
chodzę do skoków. "Se­
lim" fruwa nad przeszko­
dami jak ptak; widzę za­
chwyconą twarz Rumu­
na, por. Zahei, z którym
mijam się w skoku przez
szary okser (wbrew prze­
pisom, ale nie dało się
uniknąć). Żadne z nas nie
strąca przeszkody. Żału­
ję, że "Selim" jeszcze za
młody, aby brać udział
w ciężkich konkursach,
ale w tym, który go cze­
ka, ma duże szanse na
zwycięstwo.
Ukończywszy codzienny
trening wracam na teren
stadionu, gdzie właśnie
rozpoczął się konkurs.
Słychać huraganowe o­
klaski, którymi widzowie
nagradzają bezbłędnie
przebytą trasę. Patrzę,
kto zjeżdża z areny? nasz
czy obcy? Ach, to mistrz
nad mistrze, niezrówna­
ny ppłk Karol Rómmel
na "Saharze". Styl i naj­
wyższa klasa jazdy sta­
wiają go na czele najlep­
szych jeźdźców świata
przez wiele, wiele lat.
(Ppłk Karol Rómmel po
wojnie - mimo podesz­
łego wieku brał udział w
wielu zawodach konnych
oraz w filmie "Lotna",
pokazując klasę jazdy;
t'Ył również konsultantem
inna pora �wiatla
LIRYCZNE OKIENKO »STOLlCY«
pod redakC"ją EUGENIUSZA ZYTOMIRSK.lEGO
ANDRZEJ JASTRZĘBIEC-KOZŁOWSKI
NA POZÓR ELEGIA
Oby slów zabraklo
i ciebie na slawa
i stala się równina
rozwarta pod podróż
Wejść w niewymieT114
i llieokTeśloną
gdzie liść
spadając
dTzewom nie zazdrości
także nieokru.tna
cóż bowie1n znaczą
o tobie owoce
których się dowiem
z tamtej strony czasu
gesty nieprzy;aciól
Przecież ty sama
także nigdy nie wiesz
w jakie dziewczyny
zamyka cię slońce
Jesień
to tylko
i ta modlitwa
cóż nam uczynią
przy nagrywaniu wspa­
niałej sceny bitwy pod
Grunwaldem w filmie
"Krzyżacy").
Poprzez gęstą zieleń
drzew przedostają się
promienie słoneczne, two­
rząc piękne plamy na mu­
rawie areny - i przesz­
kadzając w skokach: gdy
wypadnie jechać pod
słońce, a blask pada ko­
niowi wprost w oczy -
to i najlepszemu skoczko­
wi zdarza się strącić prze­
szkodę. Ale plamy te są
piękne i jeszcze powięk­
sza to urok stadionu. Pa­
trze- w stronę bramki
wjazdowej: oto między
drzewami ukazuje się jeź­
dziec rumuński por. Rang
na koniu ,,Delphis" , za
chwilę wjedżie na arenę
i rozpocznie bieg; za nim
widzę czekającego na
swoją kolej Francuza, por.
de Bartillat na siwej kla­
czy .Anousta" .
Zainteresowanie wi-
dzów rośnie; coraz wię­
cej bezbłędnych przebie­
gów, coraz więcej kandy­
datów do pierwszej na­
grody. Jeśli warunki kon­
kursu przewidują roz­
grywkę, to w miarę pod­
wyższania przeszkód na­
pięcie wśród publiczności
potęguje się ogromnie.
Po zakończeniu kon­
kursu, gdy już je!>t wia­
domy wynik, a na maszt
wciągnięta flaga zwycięz­
cy, następuje pełne na­
pięcia rozdanie nagród.
Spośród drzew wyjeżdża­
ją zawodnicy i ustawiają
się kolejno przed honoro­
wą trybuną. Teraz można
napawać oczy rozmaitoś­
cią barw mundurów
jedźcóW i maści koni, de­
lektować prawidłowością
i harmonią ruchów koń­
skich.
Na arenie znowu ruch,
• trwają przygotowania do na­
stępnego konkursu: zmiana
trasy, przestawianie przesz­
kód, numerów i chorągiewek
białych I czerwonych wyty­
czających kierunek przebie­
gu. W czasie przerwy międZY
konkursami można oglądać
pokazy zręczności: dtygi­
tówkę, woltyterkę, jazdę
grupową i rozmaite gry roz­
rywkowe na koniach.
I znów godziny pełne emo­
cji dl/l widzów, jeźdtców, a
przede wszystkim - koni.
Wielkie zainteresowanie bu­
dzą konkursy wytrzymało­
ści, myśliwskie oraz efekto­
wne konkursy parami. Po
zakończeniu konkursu i roz­
daniu nagród milkną
dźwięki hymnów państwo-
wych. Teraz przy melodii z
"Cavaleria Rusticana" hono­
rowy galop; jefdźcy wśród
burzliwych oklasków opusz­
czają arenę, a widzowie -
stadion. Jutro znowu impo­
nujące zawody, jutro takte
emocja: kto wypadnie naj­
lepiej, jaki koń, który jet­
dziec? A mnie czeka dzień
pełen wrażeń: start. Grupa
znajomych, z którymi opusz­
czam Łazienki. dod/lje mi o­
tuchy, twierdząc, te na pe­
wno wszystko będzie dobrze:
koń nie zawiedzie.
A jednak w "Pokazie ko­
nia wierzchowego" udziału
nie brałam. Speszona bardzo
faktem, te tacy świetni
jeźdźcy jak Mossakowskl,
Czerniawski, Komorowski i
inni masowo swe konie wy­
cofali z konkursu - uczy­
niłam to samo. Oj, miałam
za swoje! Mój doradca w
sprawach końskich, słynny
rtm. Szosland, okropnie mnie
za to "zbeształ", jak nikt w
tyciU. - ;,Czemu pani wy­
cofała "Selima"? czy dlate­
go. te zrobili to inni?" A gdy
potwierdziłam. zawolał, nie
panując jut nad nerwami:
"A nie przyszto pani do gło­
wy zapytać, dlaczego wyco­
fali? - Nie... - Bo ich konie
nie odpowiadały warunkom
tego specyficznego konkursu,
a "Selim" miał wszystkie
dane na zdobycie Choćby
wstęgi honorowej. Zresztą
możemy się przekonać". I
miły rotmistrz, powoławszy
"ad hoc" komisję z kilku
"sław" jeździeckich, polecił
mi wykonać wszystko, na co
się składał konkurs, a w�c
całą pracę na czworoboku
oraz rótnego rodzaju skoki.
Gdy skończył/lm, mruknął
przez zaciśnięte zęby: "Psia­
krew! Pierwsza nagroda by­
ła murowana! I samowolnie
z niej pani zrezygnowała!
SeUm jest wspaniały!" Po­
twierdziła to reszta członków
komisji. A ja... poklepałam
konia po lśniącej szyi i cięt­
ko westchnęłam. Ale pomi­
mo. te �tnawallłam" - miło
wspomnieć. choć tyle lat
minęło ...
MARIA TARNOWSKA