/stolica1966_nr_47_20.11_s_01.djvu

			\
� ..
...
,.
.
-
... .
-
f'
I
..
•
...
..
•
. .
•
"
..
ULICA GROCHOWSKA - ODCINEK MIĘDZY ULICĄ WIATRACZNĄ l PLACEM SZEMBEKA
Fot. Jacek SielskI
I ; I
I t ••
I l
H i " : 'i
" I I .. i
I I I
i
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_02.djvu

			Prof. dr J/l7lUSZ Wolińsld, przewodniczqcy TMH otunern wie­
czór poświęcony rewolucji 1905 roku, zorganizowany przez To­
.llarZllstwo u' J( pawilonie Cytadeli Warszawskiej.
Fot. Jacek Sielski
60 LAT TOWARZYSTWA
, ,
MllOSNIKOW HISTORII
Zasłużone Towarzystwo
Miłośników Historii zro­
dziło się w wyniku wstrzą­
sów narodowych i społecz­
nych okresu rewolucji
1905-1907 r. TMH rozpo­
częło pracę 17 listopada
1906 r. i od pierwszego
swego inauguracyjnego po­
siedzenia prowadziło in­
tensywne i owocne prace.
U źródeł koncepcji utwo­
rzenia TMH legły wielkie
potrzeby społeczne i naro­
dowe. Przez kilkadziesiąt
lat po upadku Powstania
Styczniowego rzetelna wie­
dza o przeszłych dziejach
Polski była tępiona przez
władze carskie. Wychodząc
z założenia, że pozbawienie
odrębności narodowej wy­
maga odebrania narodowi
przeszłości - zaborcy w
historii dopatrywali się
równie niebezpiecznego
wroga, co w podziemnych
organizacj ach niepodległo­
ściowych. Mieszkańcy
"Priwiślańskiego Kraju"
mieli poznawać swą naro­
dową przeszłość z osławio­
nego podręcznika Iłłowaj­
skiego, stanowiącego ob­
szerny katalog oszczerstw
wobec Polaków i ich dzie­
jów.
Utworzenie TMH i szyb­
ko rozwijająca się jego
działalność spełniały więc
w schyłkowym okresie za­
borów niesłychanie ważną
funkcję patriotyczną i na­
rodową. Po odzyskaniu
niepodległości funkcja ta
nie zanikła, lecz trwa na­
dal, dziś równie mocna jak
kiedyś.
Wśród kręgu działaczy
TMH minionych lat sześć-
2
dziesięciu znalazł się licz­
ny poczet luminarzy pol­
skiej nauki historycznej.
Począwszy od pierwszego
prezesa TMH, Aleksandra
Jabłonowskiego, wymienić
należy tak' wybitnych u­
czonych jak Korzon, Smo­
leński, Kętrzyński, Han­
delsman, Siemieński, To­
karz i wielu innych.
Dorobek pracy TMH jest
ogromny. Ograniczmy się
tylko do wskazania przed­
sięwzięć podejmowanych
w ostatnich latach. Towa­
rzystwo Miłośników Histo­
rii - działające obecnie
jako oddział stołeczny Pol­
skiego Towarzystwa Histo­
rycznego rozwija swą
aktywność w licznych kie­
runkach. Na plan pierwszy
wysuwają się dyskusje or­
ganizowane przez TMH.
Mają one na celu zarówno
informację o aktualnym
stanie badań czy omawia­
nie szczególnie ważnych
publikacji naukowych, jak
też swobodną wymianę
zdań na tematy wynikają­
ce z kluczowych zagadnień
naszej historii. Konfronta­
cja różnych stanowisk,
nieraz bardzo ostra, uza­
sadnianie tez mających
wartość nie tylko histo­
ryczną, tworzenie platfor­
my skupiającej środowiska
pracowników naukowych i
miłośników historii - sta­
nowi cenne osiągnięcie
TMH. Bez przesady moż­
na stwierdzić, że dyskusje
organizowane w Kamieni­
cy Książąt Mazowieckich,
siedzibie TMH - należą
do naj ciekawszych w War­
szawie, zaś echo ich wy­
kracza daleko poza salę 0-
brad. Posiedzenia poświę­
cone takim problemom, jak
etyka zawodowa historyka,
wybranym kluczowym za­
gadnieniom najnowszej hi­
storii Polski, dziejom War­
szawy itd. - Skupiają czę­
sto o wiele więcej uczest­
ników niż może się zmieś­
cić w sali obrad.
Inną cenną inicjatywą,
realizowaną przez TMH
jest interesująco zakrojo­
ny cykl odwiedzin takich
zabytków jak Wilanów,
Łazienki, Belweder, Króli­
karnia, Natolin i in., połą­
czonych z prelekcjami naj­
wybitniejszych specjali­
stów.
Zainteresowania badaw­
czo-naukowe Towarzystwa
dotyczą ze zrozumiałych
przyczyn przede wszystkim
historii Warszawy i Ma­
zowsza. Szczególnie cenne
rezultaty daje tutaj praca
Komisji Badań Dawnej
Warszawy, obejmująca stu­
dia i badania dotyczące
kultury materialnej stolicy
oraz jej rozwoju prze­
strzennego. Organ PTH,
"Przegląd Historyczny"
zasilany jest w znacznym
stopniu pracami członków
Towarzystwa Miłośników
Historii.
Coraz lepiej rozwija się
bliska współpraca pomię­
dzy Towarzystwem a Pre­
zydium St. RN, a zwłasz­
cza jego Wydziałem Kul­
tury. Rezultatem tej
współpracy było m. in.
zorganizowanie dwu sesji:
poświęconej varsavianom i
stanowi badań nad prze­
szłością Warszawy w o­
statnim dziesięcioleciu
oraz przedstawiającej o­
siągnięcia i dorobek Kuź­
nicy Kołłątajowskiej. O­
becnie, obok istniejącej od
dawna Biblioteki im. Ta­
deusza Korzona - TMH
przy wydatnej pomocy
Wydziału Kultury St. RN
przystępuje do wydawania
"Biblioteczki Wiedzy o
Warszawie" - przeznaczo­
nej dla dość masowego
czytelnika, a więc komuni­
katywnej w formie przy
zachowaniu wysokich wa­
lorów naukowych.
Warto wreszcie wspom­
nieć, że Towarzystwo Mi­
łośników Historii wystąpi­
ło z inicjatywą przyspie­
szenia i poszerzenia stanu
badań nad dziejami War­
szawy, czego rezultatem
było utworzenie przez in­
stytut Historii PAN od­
rębnego Zakładu Historii
Warszawy oraz przystą­
pienie do obszernej mono­
grafii dziejów naszego mia­
sta.
Towarzystwo Miłośni-
ków Historii dobrze zasłu­
żyło się Warszawie.
LESZEK MOCZULSKI
W GABINECIE RYCIN
BIBLIOTEKI
UNIWERSYTECKIEJ
I
"NajstaTszy, najliczniejszy i najcenniejszy
zbióT gTaficzny w kTaju, zbióT Biblioteki U­
niweTsyteckiej w WaTszawie, ma wyjqtkową
za sobą tradycję, któTa zawsze będzie doda­
wala mu uToku".
Od zdania tego zaczął w roku 1928 Zyg­
munt Batowski, ówczesny dyrektor Bibliote­
ki, swą piękną rozprawę naukową: ZbióT gra­
ficzny w UniweTsytecie WaTszawskim, wyda­
ną w Warszawie a drukowaną w Bydgoszczy
i Wiedniu ... bo ma każda książka i rycina swą
historię. Cóż dopiero zbiór 102500 rycin, po­
większony w ciągu dalszych 11 lat do 103604
i zredukowany obecnie skutkiem strat wo­
jennych do 40 tysięcy.
Najzwięźlejsza informacja o tym szacow­
nym zbiorze nie może pominąć jego drama­
tycznej historit, "W doli i niedoli świetnialo
nad nim - według słów prof. Batowskiego -
pamiętne imię Stanislawa Augusta jako zało­
życielQ"· Urządzony już w pierwszych latach
jego panowania w Zamku warszawskim, tuż
nad pokojami prywatnymi króla, wędrował
potem do pałacu Pod Blachą, do pałacu Ka­
zimierzowskiego, na przeszło 80 lat do Pe­
tersbu rga, następnie ewakuowany w czasie
I wojny światowej do Moskwy i z powrotem
do Leningradu, znalazł się w rdku 1923 znów
w Warszawie, rewindykowany na podstawie
traktatu ryskiego.
W odwet za powstanie listopadowe skon­
fiskowany przez władze carskie jako włas­
ność Uniwersytetu (wraz z jego likwidacją
w roku 1832), został w przeważnej części spa­
lony przez Niemców w październiku 1944 r.­
znów z zemsty za powstanie warszawskie.
Spalono dziesiątki tysięcy rycin polskich
i nie tylko polskich w gmachu Biblioteki
Krasińskich na Okólniku, gdzie wpierw zgro­
madzono w ramach a1kcji "zabezpieczającej"
wybrane skarby piśmiennictwa i grafiki z
Biblioteki Narodowej i innych źródeł, po wy­
wiezieniu już z Biblioteki Uniwersyteckiej
162 tek zbioru królewskiego w grudniu 1939
roku. Zaraz po kapitulacji Warszawy w paź­
dzierniku 1939 r. zgłosili się do Uniwersytetu
wybiltni trzej znawcy sztuki, dr J. Miihlmann,
dr A. Kraus i dr H. Demel specjalnie w spra­
wie zabrania "grafiki niemieckiej", wśród
niej akwarel, gwaszów i rysunków ściśle war­
szawskich Vogla, Kamsetzera i Lohrmanna,
Każdy tom ze zbioru królewskiego ma wyeiśntęte
w. oprawie skórzanej zlote godlo z Orlem I Pogo­
mą oraz herbem Poniatowskich - Ciolek tak zwa-
ny superexlibris ' •
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_03.djvu

			prócz 3 oryginalnych rysunków Durera i in­
nych z XVI wieku. Zagrabili je tak pilnie, że
wzięli je z sobą do hotelu Europejskiego i za­
wieźli natychmiast do Krakowa na wystawę
"dziedzictwa niemieckiego w Generalnej Gu­
berni", mającego uzasadnić początek rabun­
ków na większą skalę.
Podejście okupanta do polskiego dobra
kulturalnego nie zmieniło się już do końca
wojny: co tylko można było upozorować nie­
mieckim pochodzeniem, wyrywano z rąk pol­
skich i wywożono z Warszawy; to co przed­
stawiało specjalną wartość materialną ze
stanowiska kultury europejskiej, wyselekcjo­
nowano i przeznaczano również na wywóz.
a to co rdzennie polskie i nie miało rzekomo
żadnego znaczenia, zostawiano do rozporzą­
dzenia .,najwyższych czynników" i skazywa­
no rozmyślnie na zagładę. W ten sposób wy­
wieziono z Warszawy tylko bliżej nieokreś­
lone części zbiorów. Największe straty ponio­
sła Warszawa po powstaniu 1944 r., mimo
warunków kapitulacji zastrzegających fak­
tyczną ochronę polskiego dobytku kultural­
nego, przynajmniej w formie dokonywanych
selekcji- W odniesieniu do Biblioteki Uni­
wersyteckiej, dotkliwe szkody określa praca
St. SawiCkiej i T. Sulerzyskiej Straty w ry­
sunkach z Gabinetu rycin 1939-1945. A co
gabinet obecnie zawiera - podaje Informator
opracowany przez długoletniego kustosza dr
Stanisławę Sawicką.
Zbiór grafilki europejskiej daje jej obraz
od wieku XVI do początków XIX. W najlicz­
niejszych okazach reprezentowany jest wiek
XVII a szezególrrie XVIII z okresem Oświe­
cenia. Bezkonkurencyjne są te zbiory w dzia­
le rysunków architektonkznych, zawierają­
cych około 3000 projektów budowli historycz­
nych wykonanych w Polsce lub zamówionych
dla Polski za granicą a nie zrealizowanych.
Wyborna jest też kolekcja grafiki zachod­
nioeuropejskiej z przełomu XIX i XX wieku,
Z imponującego zbioru królewskiego, który
obejmował przed II wojną światową 163 teki
w jednolitym formacie 75X54 cm, grubości
do 7 cm, naśladujące wygląd ksiąg in folio
ze złoceniami na grzbietach i superexlibri­
sem herbowym na okładce z cielęcej skóry _.
pozostało dziś tek 67. Po ukryciu niektórych
obiektów przez personel Biblioteki w schro­
nie i magazynie, po konfiskatach i grabie­
żach, ewakuacji cząstek do Niemiec i Austrii
po powstaniu warszawskim, mozolnych po­
szukiwaniach i rewin::lykacjach, część zbioru
królewskiego wyśledzona i przywieZiona zos­
tała przez b. więźnia obozu w Murnau, prof.
B. Urbanowicza·
Gabinet rycin Biblioteki Uniwersyteckiej,
przodujący nadal pod względem jakościo­
wym, ustępuje dziś rozmiarami czterem in­
nym zbiorom grafiki w kraju, posiadającym
po przeszło 50000 rycin: gabinetom rycin
Muzeów Narodowych w Warszawie i Krako­
wie oraz Polskie] Akademii Nauk w Krako­
wie i Wrocławiu. Jest to jednak jeszcze zbiór
pokaźny, cenny historycznie, tematycznie i
formalnie. Poza zbiorem ki-ólewskim zawiera
także resztki innych kolekcji, bardzo waż­
nych dla historii sztuki i kolekcjonerstwa w
Polsce.
Dział rycin odwiedziło w roku 1965 przesz­
ło 1000 interesantów: historyk6w sztuki, au­
torów poszukujących rycin do swych prac,
plastyków, przedstawicieli wydawnictw, ins­
tytucji muzealnych, Instytutu Sztuki PAN, te­
lewizji, radia, filmu, studentów.
Prócz ćwiczeń pokazowych dla studentów
historii sztuki odbyło się w tym czasie 26 po­
kazów dla gości zagranicznych.
Gabinet mieści się w Pałacu Potockich,
dawniej Tyszkiewicz6w, byłej siedzibie Pols­
kiej Akademii Literatury, "Pod gigantami".
Zawartością swą i dziejami swymi 200-let­
nimi dokumentuje nie tylko walkę o kulturę
artystyczną w kraju, ale i walkę narodu pol­
skiego o wolność w łączności z jego aspiracja­
mi kulturalnymi na najwyższym poziomie.
ANTONI TREPU\lSKI
-::
�
�
'.
t
'.
:T-
"
'ł
�
t
.�
\,
!ł.
�
�
,I
�
�
l-
'-t
, .
�
I
.r
"'f
i.
;..
.,..
I
,
l
l'
11
-
,.
"
a,
<. -
<,
.• l
,.
,.
\
.'
I
\1
ł
Ko.lekc;a szt�chÓW ze zbioru królewskiego Stanislawa Augusta: tylko 67 plaskich pudel w formie wieUdclt
K�,qg opraWIOnych opl'zed 180 laty ocalało z pTZedwojennego zbioru 163 tomów, rewindykowanych z Le­
mngradu. ZdjęCia CAF - Henruk: Rosiak
"
.",:
.,
i
I
.�
lU
-
I
I;
/
/
y'
fj
,
R]Jdny, ryciny. rycinu - portretowe, ze scenami batalistycznymi t wieloma inn]Jmi - sq przedmio­
tem pilnllch studiów Itistorllków sztuki i różnych dziedzin nauki.
W miarę zafJlębiania się w zhiorach ruem nie można sie nimI nie P7ll0cjonoUlać.
ł
:
<"
\
\
i!
�i
I
I
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_04.djvu

			:..'
\.'
nutlcl, Starego Miasta
\
..
-
-
i
,..... .. "� .....
-- ..
,...r ,,- •
- ..
•
. .. .. ..
'. . ...
• , ••• t •
. , .
-
Kawalkada dorożek na ullcJl MarszalkowskieJ
CZWORO OCZU
Wit:�S7..OŚĆ ludzi po 40 roku ży­
cia traci zdolność rwyraźnej ob­
serwacji przedmiotów umieszezo­
.nych w 'Odległości 25 cm przed
okiem. Po 70 roku życia akomo­
dacja zanbka prawie zupełnie i
oczy .widzą rwyraźnie ,tyLko przed­
mioty dalekie, Aby ,takie oko mo­
gło dostatecznie dobrze widzieć
również z bliska, należy je za­
opatrzyć w okulary o dodatniej
SIOczewce o mocy uzupełniającej
zaikres akomoda'Cji do 4 dioptrii,
czyli o różniJCę 7ldolności ak'Omo­
dacji oka prawidłowo widzącego.
W 'Oku prawidłowym obraz
przedmiotu odległego twor.zy się
na siatkówce, w oku krótko­
w71ro:cznym 'Obraz przedmi'Otu od­
ległego powstaje vrzed tSiatków­
ką, �OŚ w 'Oku dalekow7lI'ocznym
- za siatkówką. 'I'rzeci rodzaj
wad w,Zlroku to aJstygma,tyzm,
wystt:puje WQw.czaJS, gdy rogówka
oka ma nierówne promienie krzy­
.wizny w dwu prostopadłych do
siebie prze�r'Ojach.
4
Dziedziniec w PalaC1l Paca
Wady .wzroku koryguje się
okularami o odpowiednio dobra­
nych szkłach: dla 'Oczu krótko­
wzrocznvch soczewką ujemną. dla
dalekowzrocznych dodatnią.
W przypadku astygmatyzmu sto­
suje się soczewki o różnej mocy
w dwu przekrojach wzajemnie
prostopadłych.
Okulary wynalezione zostały naj­
prawdopodobniej już w XIII wieku
w kręgu cywilizacji Morza Sródziem­
nego, Szczególną rolę Odegrały mia­
sta Wenecja i Florencja, które słynę­
ły z doskonałego szkta i mieszkańcy
mogli łatwo zauważyć jego właściwo­
ści powiększające. w końcu XV w.
i na początku XVI rozpowszeclmiają
się okulary. łupy. pryzmaty. Właści­
·wy.m twórcą teorii przyrządów op­
tycznych jest Jan Kepłer, astronom
i optyk (1571-1630). W dziełe "Diop­
tryka" wyłożył teorię lunety, mikro­
skopu i oka.
J.UoŻ CO trzeci czło.WIiek w Pol­
sce posługuje się okula.rami. W
dużych ośrodkach miejskich za­
uważa się ,więcej osób, które no­
szą okulary; ma to swoje uzasad­
nienie w 'czynnika'Ch przyspiesza­
jący.ch osłabienie lW'zroku: nerwo­
IWOŚĆ, hałas, monotonia krajobra­
zu. zapylenie powietrza. Do lita­
nii tej należałoby dołątzyć jesz­
cze telewizję. W �westii o'Cznej
odgrywa ona podwójną rolę; u
wielu ludzi doprowadziła do wy­
krycia wady wzroku o jakoiej do­
tychczas nie wiedzieli, 1Wielu zmo­
bilizowała do zasięgnięcia porady
okulisty. Ale telewizja również
osłabia -wzrok, męczy oczy
zrwłaszcza przy długotrwałym pa­
ItJrzeniu w ekran przy nieodpo­
wiedndm oświetleniu i pozycji.
Jako przeobwdziałanie zaleca się
'Odległość od ekranu nie mniejszą
ntż 3 m (co prozy wymiarach po­
koju 2x2 m jest raczej nieosią­
galne). ekran powinien maj do­
wać się na wysokości oczu. Rów­
nież Pemieszczenie, w który'm
ogląda się program nie powin'l,1
tonąć w 'Ciemnościach.
W Warszawie .mamy 64 porad­
nie okulistyczne. W ldczbie tej 7
znajduje się .prozy szpitalach. Ty­
leż samo .szpitali prowadzi od­
d7lialy oczne, co daje łącznie 350
łóżek. Nie jest .to dużo, najwięk­
sze bra'ki w tej gooęzi medycyny
odczu.wa leczniotwo otwarte. Nie
zdarza się, aby pr.zed gabinetem
okulisty nie było długiej kolejki
czekających. Mamy 'Obecnie 150
lekarzy okulistów w stolicy. Ta
W OBRONIE
DOROŻKI
.Jest w Warszawie, jak w
katdym zresztą mieście, wie­
le jeszcze spraw niezałatwio­
nych.
Należy do nich m. In. spra­
wa dorożek, których reszt­
ki wegetują Jeszcze w stoli­
cy. Zlikwidować ten ar­
chaizm, czy też otoczyć 0-
pieką, Jak miłą pamiątkę?
Zorganizowana niedawno
- z okazji dwudziestolecia
Koła Przewodmjców War­
szawskich - ciekawa impre­
za, okazała się pomysłem
nie tylko udanym. pobudza-
Jącym do myślenia i dysku­
sji, ale i dającym odpowledż
na powyższe mikroproblemy.
W tę słoneczną jesienną nie­
dzielę korowód dziewięciu
dorożek zwracał powszechną
uwagę I sympatię.
•
",
specjalność zawodowa jest WCląZ
deficytowa, czego najwymowniej­
mym dowodem mogą być 4 wol­
ne etaty okulistyczne!
Z każdym rokiem powiększa się
Iiczba udzielanych porad okuli­
stycznych; w roku 1962 przychód­
nie przyjęły 411 .ty,snęcy pacjen­
tów, a w roku ubiegłym prawie
450 tysięcy. W przeważającej czę­
ści IW1i.zy.ty te dotyczą wad W7lI'O­
ku. Jeżeli 'chodzi D schorzenia
oczu, należy podkreślić, że zmie­
nił się profil leczenda. O grożnej
kiedyś choro.bie jaglicy dawno za­
pomniano. Coraz rzadziej zdarza­
ją się przy1padki grużlicy oczu.
Wzrasta natomiast liczba ura'ZÓw,
zaprószeń, zapaleń oI1a tle uczule­
niowym wYJWołaol1ym często przez
kremy i tusze do rz�. Krąg osób
ogarnęła choroba zwana jaskrą,
mo.gąca doprowadzić do ślepoty.
Wy;wołiuje ją wzmożone ciśnienie
w gałce ocznej i ucisk nenwu. W
całym kraju choruje .na nią oko­
ło 180 tysięcy osób, a w Warsza­
W1ie ponad 7 t}'lSli.ęcy. W czas roz­
po21naną, leczy się ją - z coraz
lepszymi wynikami - sposobem
'Operacyjnym.
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_05.djvu

			- PrU'd tamtą wojną. jak
zacząłem jefdzić - opowia­
da Wacław Sowiński. 73-let­
ni warszawski dorożkarz -
było w Warszawie 4 tys. do­
roft'k. w tym 500 parokon­
nych. Niejeden oficer to wo­
lał piechotą Iść jak wsiąść do
Jednokonki. Taka jaśniepań­
ska ambicja. Przeważnie wy­
jeżdżałem na -noc. pod Eu­
ropejski. Tam nigdy gości
nie brakło. Zawiani. to byli
.nieraz najlepsi klienci. czę-,
sto zapominali I płacili dwa
razy - wspomina z rozru>w­
nieni .. m p. Sowiński.
Chwilowo konwersację
przerywamy. bo spacer połą­
czony jest ze zwiedzaniem
kilku zabytków. normalnie
nit'dostępnych dla turystów.
Zajefdfamy najpierw przed
Pałac paca. obecnie siedzibę
Min. Zdrowia. Wzniesiony po
Potopie dla Radziwiłłów ba­
rokowy pałac na Miodowej
został następnie w latach
182_28 gruntownie przebu­
dowany na fyczenie koleJne­
go właściciela gen. Paca,
'przez H. Marconiego. w mod­
nym wówczas stylu klasycy­
stycznym. Przez białą salę
kolumnową przechodzimy do
niewielkiej komnatki rnau­
retańSkiej niebiesko - czer­
wono - złotej. Splot mister­
nych ernamentów. blask lek­
kich. :':cliwnych kolumienek,
werset z Koranu biegnący
'Wysoko - to widok dosYć
zaskakujący w Warszawie.
Druga sała w tym stylu
znajduje się w Kórniku Dzla­
łyńskich pod Poznaruem, nie
jest Jednak tak bogata. Opu­
szczamy misterne cacko, by
za chwilę przejechać pod
niszą półkolistej bramy.
- Buda była od deszczu i
dla zakochanych. Zimą jef­
dziło się sankami. dzwonki.
'karnawał... skrzyp śniegu ...
bo tef to zimy wtedy bywa­
ły... - ciągnie p. Sowiński.
Wszystko pięknieje z oddale­
ma,
ZaJefdżamy teraz na ob­
szerny podjazd Min. Kultu­
ry i Sztuki. Jak pani Caler­
.gis przed stu laty... Bawiąc
w Warszawie tu właśnie. w
pałacu Potocki.ch mieszkała.
Rozległy dziedziniec za­
mknięty kordegardą, Jedno­
piętrowy pałac w formie
podkowy nakryty wysokim
dachem dwuspadowym
tworzą w sumie bardzo pol­
ską rezydencję pófnobaroko­
wą. Zwiedzamy stylowy wy­
strój niektórych wnętrz,
gdańskie szafy, tkaniny. ko­
minki. IW obszernej pałacowej
sieni popiersie Władysława
Broniewskiego, dłuta Alfon­
sa Karnego. łączy stare z no­
wym.
I znowu jedziemy spokoj­
nie i wygodnie. szlakiem
Panny Izabeli. Gawędzimy.
- Teraz jest nas w War­
! .. zawie trzynastu. Ja stoję
przeważnle na Dworcu
Wschodnim. Czase-m jakiś
kurs się trafi. przeważnie
bagaż, ktory nie mieści sic:
do .taksówki. Ktorejś nie­
dzieli zorganizowano prze­
jafdfkl dla dzieci pod Pa­
łacem Kultury. Za darmo.
ale niektórzy rodzice dawali
"dychę". żeby prędzej, żeby
bez kolejki, bo kolejka była
ogromna.
Tym razem dziedzi niec
jest ciasny. To Pałac Raczyń­
skich na rogu Krakowskiego
I Traugutta, obecnle siedziba
warszawsktej Akademii
Sztuk Plastycznych. Zwie­
dzamy tu dwa pokoje na pię­
trze zamieszkiwane niegdyś
przez pana Mikołaja Chopi­
na z rodziną. Meble z epoki.
fortepian. portret Fryderyka.
lekkie firanki uptęte Jak w
Zt'lazowej Woli. ..
A oto Pałac Kazimierzow­
ski. ostatni etap. Po zniszcze­
niach wojen szwedzkich. Jan
Kazimierz odbudował go w
r. a660. W tr. 1824 gmach stał
'SIę siedzibą Uniwersytetu.
Po zniszczeniach ostatniej
wojny odbudowę pałacu za­
kończono w r. 1954, jako sie­
dzibę rektoratu i dziekana­
tów. Oglądamy dwie piękne
i strojne białe sale. w któ­
rych Odbywają się głównie
przyjęcia zagranicznych go­
ści.
Wracamy na Stare Miasto.
Dormki na Ue pomnika Mic­
kiewicza. kościołów. pałaców,
Dziekanki - wyglądają jak
rysunki Kostrzewskicgo lub
UnlechowskIego. A z wieżow­
cami kontrastują ciekawit'.
jak stylowy fotel czy minia­
tura .,2 .epokl= w nowoczes­
nym wnętrzu.
Na anons w gazecie o nie­
dzielneJ imprezie przybiegło
(I dzwoniło) wiele osób. Nie
wszystkie mogły się zmieś­
cić. ilość miejsc była prze­
cteż ograniczona. Dowodzi to
jednak. te spacery w Aleje
miałyby na pewno wielu
amatorów. Trzeba Je tylko
zorganizować. Może włączyć
także w program Orbisu dla
turystów zagranicznych? W
ipogodne dnie z dorożkl wi­
-dać Więcej i lepiej niż z
zamkniętego, izolowanego au­
tokaru. Nie mówiąc już o
ich swoistym. stylowym uro­
ku. Dorożki znowu stają slę
modne jak samowary. jak
lampy naftowe.
Mila ·pamlqtka mote stać
się korzystną atrakcją. Po­
wi·nna.
•
II
,
II'
....
--
•
•
--
I,
przypadku, gdy da się 2I!l1ierzyć
ich moc. Jest to duże utrudnlienie
dla .klientów, zwłaszcza w małych
miasteczkach, gdzie W ogóle nie
ma okulisty i trzeba daleko do­
jeżdżać. PlrzedsiębiorstJwo Foto­
Optyka 'W nowym lokalu przy ul.
MaI'lszałkQWI�iej (na stronie
'WISchodniej) zamierza zatrudnić
dekarza okuli!s:tę. ktbry ,będz.ie
mógł ud7Jielać porad na rndejscu
a także dobierać klientom s?Jkła,
zwłaszcza najball.'dziej powszech­
nie stosowane.
J jeszcze rada jak :na.jbardziej
na czasie. Lekarze przestrzegają
przed nadmiernym uży.waniem
szkieł pr.zeicliw.słonecznych, bo­
:wiem wydeIika.ca'ją one oko, kt6-
'l'e ·zatraca ,wl'lBliiliowość i zdolność
do,stosowYlWlail'l.ia do widzenia przy
r6żnym naltęieniu światł·a. Np. w
mieście, gdzie co chwila mamy
-cień. noszenie .okularów jest ra­
czej zbędne, natomiast jak naj-
bardziej wskazaJne !Są ciemne
szkła w gbra1ch i nad monem.
gdzie słońce silimej operuje.
BARBARA UBYSZ
ANNA KRASINSKA
Przed domem .. Pod Murzynkiem" - Muzeum Historyczne m. st. Warszawy
Zdjęcia: Józef Klcm"n
Przy . leczeniu chor6b OC2JU sto­
.suje się głównie antybiotyki i wi­
taminy. zwłaszcza witaminy A i
B. Te ostatnie odgrywają dużą
rolę w zacbowaniu i poprawie
rwzroku; okuliści �isują icl1
znacznie 'Więcej niż lekarze in­
nych specj-alności.
Rea'lizacją :recept okularowych
za!jmują się IW WolIJl"sza!Wie specjaJ­
il1e punkty: 13 prowadzi Państwo­
we Prredsdębdorstwo Foto-Opty­
ka, 4 �6łdzielczość a 28 rzemieśl­
ni'Cy. Rocznie przez Tę.ce optyków
przechodzi 180 tysięcy recept na
szkła okularowe oftalmiczne, czy­
li 2Jdrowotne. W stosunku do
okresu s;prned 5 lat. liczba ta!
wzrosła o 50 procent.
Roczne dostawy szk'ieł dla Warsza­
wy wynoszą ponad 350 tySięcy sztuk.
z czego około 75 procent pochodzi z
produkcji kNljoweJ: Sląskich Zakła­
dów Meclum.'iki Optycznej i .Jelenio­
górSkiej Wytwórni Optycznej. W ma­
gazyna.ch Foto-Optyki znajduje się
5 tysięcy rodzajów szkieł (o ró;l:nej
sile diaptranzu). 'l1a zawrotna liczba
asortymentowa nie zaspokaja w pełni
potr:llCb rynikru. Dla niektórych wad
'Wzroku przemysł ikrajowy nie produ­
kuJe wymaganych szkieł. totet za­
.tn8wia się Je u najwit:-kszego w Euro­
pie producenta, jakam są Zakłady
Zeissa w NRD. Realizacja Indywi-
dualnej recepty w tych zakładach
trwa kUka tygOdni a nlekledv prze­
ciąga się do kilkU miesięcy. Rbwniet
w kraju na zrobienie okularów trze­
ba często poczekać kilka dni. Dobrze
jest więc zaopatrzyć się w drugą parę.
W niejednej s21unadzie dziad­
ków znaleźć można okIrągłe szkła
okularowe 'W drucioan.ej oprawie.
dziś noszone jedynie ona starych
sztukach i fi:lmach. Dziś także
szkła okularowe przychodzą ·z fa­
bryki wszystkie jednakowego
formatu. Oiklrągłe, dopiero optycy
szlifują je dostosowując do wy­
branego rodzaju oprawy. Pasony
Op!'la1W są obecnie bard'2lO różno­
rodne ,i ozdobne, główny kieru­
nek, to uzyskanie jak IlJa.jliejs:zej
	
			

/stolica1966_nr_47_20.11_s_06-0007.djvu

			FRANCISZEK GERMAN
CHOPIN W RELACJACH
PAMIĘTNIKARZY WARSZAWSKICH
o Chopinie i jego muzyce ist­
nieje olbrzymia literatura. Na­
tomiast mało dotąd zwracano u­
wagi na jego kontakty i związki
twórcze z ludźmi pióra, których
wpływ na rozwój osobowości
przyszłego geniusza był znaczny.
A trzeba przyznać, że osobowość
młodego Chopina uformowała
się niemal w pełni już w war­
szawskim okresie jego życia
i twórczości. Okres emigracyj­
ny był tylko jej nieznacznym do­
pełnieniem i utrwaleniem. Cen­
ne informacje z tego zakresu
kryją się m. in. na kartach pa­
miętników i listów kilkunastu
pamiętnikarzy z prawdziwego
zdarzenia lub tylko przygodnie
uprawiających ten rodzaj pisar­
stwa, ogromnie modny w XIX
wieku.
Przegląd i charakter opinii
ludzi pióra o €hopinie w Jego
latach młodocianych należy roz­
począć od F r y d e ryk a
S kar b k a, postępowego profe­
sora i teoretyka ekonomii poli­
tycznej na Uniwersytecie War­
szawskim, pamiętnikarza i pub­
licysty, popularnego autora po­
wieści obyczajowych i komedii
grywanych w Warszawie w cią­
gu wielu lat .1. Trzeba pamiętać,
że Skarbek od pacholęctwa wy­
chowywał się pod okiem ojca
Fryderyka, Mikołaja Chopina,
potem był jego uczniem w Li­
ceum Warszawskim. Zaproszony
na "chrzestnego" małego Frycka,
który na cześć Skarbka otrzymał
jego imię, nie mógł nim zostać,
gdyż w tym czasie przebywał za
granicą. Natomiast siostra pro­
fesora, Anna była matką chrzest­
ną małego Chopinka. Podrósłszy
nieco bywał on częstym gościem
w salonie Skarbków, i tam po­
pisywał się swoją zaskakującą
jak na swój wiek grą na forte­
pianie. Po jednym z takich fas­
cynujących występów swojego
ulubieńca, Skarbek, sam bardzo
muzykalny, "zerwał się z krze­
sła i czule imiennika swego wy­
ściskał". Skarbek należał do tych,
którzy pierwsi poznali się na nie­
zwykłych zdolnościach przyszłe­
go artysty. Chopin - jak czyta­
my w pamiętnikach profesora -
"głośno i wszędzie mieniąc się
być Polakiem, zjednał ojczyźnie
swojej tę chwałę, iż była koleb-
FrlJderllk Skarbek
6
ką jednego z największych ge­
niuszów muzycznych". Pierwszy
swój utwór, Polonez g-moll, dru­
kowany w Warszawie za sprawą
Skarbków w r. 1817, młodociany
kompozytor zadedykował żonie
Skarbka Wiktorii. Sława obu
Fryderyków, chociaż uprawiali
tak różne dziedziny, zataczała
coraz szersze kręgi i była czę­
stym przedmiotem rozmów zna­
komitych gości, gromadzących
się na tradycyjnych czwartkach
u papy Mikołaja Chopina, za­
mieszkującego z rodziną część
oficyny JI, piętra gmachu uni­
wersyteckiego na Krakowskim
Przedmieściu. Na jednym z ta­
kich wieczorów młody Chopin
otrzymał od Skarbka w dniu
imienin dwutomową książkę J.
N. Bouilly'ego z dedykacją ofia­
rodawcy. Zachowany tom drugi
zawiera podpis Chopina i jego
własnoręczne rysunki. Gdy zmar­
ła Emilka, naj młodsza i utalen­
towana literacko siostra Fryde­
ryka, Skarbek uczcił jej pamięć
rzewnym wspomnieniem. On to
namawiał usilnie Chopina do da­
nia koncertu za granicą w r. 1829.
Serdeczną przyjaźń pamiętnika­
rza z naszym geniuszem potwier­
dza również "Korespondencja"
Chopina, która mimo pewnych
prób nie doczekała się dotąd nie
tylko należytej oceny ze strony
historyków literatury, ale i po­
prawnej edycji.
Inny pamiętnikarz warszawski,
J 6 z e f B r z o w s k i, kolega Chopi­
na w konserwatorium, wiolonczelista,
kompozytor, krytyk muzyczny i pe­
dagog, w obszernym a tylko częścio­
wo opublikowanym dzienniku po­
święcił wiele pięknych kart ich mło­
dzieńczej przyjaźni odnowionej po
latach w Paryżu.
Trwalę zapisał się w sercu
Chopina A n d r z e j E d war d
K o ź m i a n, uczeń ojca Fryde­
ryka w liceum Lindego. W swo­
ich .. Pamiętnikach XIX wieku"
Koźmian podkreśla wspomnienia
.. związków młodzieńczych z Fry­
derykiem Chopinem, owym mi­
strzem harmonii polskiej, synem
Francuza z duszą polSką urodzo­
nym". Koźmian uczył się muzyki
razem z Chopinem u prof. Woj­
ciecha Zywnego, ale jakoś nic z
tej na.uki u pierwszego z nich
nie wyszło! Obaj mieszkali w
tym samym domu. "Fryderyk
przybiegał często do mnie
wspomina Koźmian po latach, -
grywał nam z zadziwiającą na
swój wiek biegłością. Ja go czę­
sto w święta woziłem na obiady
do moich rodziców, i on już
wtenczas swoim darem nadzwy­
czajnym wszystkich zadziwiał. W
święto ojca (Kajetana Koźmiana
augura klasyków) co rok dawai
on koncert". Chopin przyjaźnił
się z całą rodziną Koźmianów, z
których znany tłuma�z Szekspi­
ra, Stanisław Egbert, kolega
szkolny Fryderyka opublikował
piękny wiersz na jego cześć, gdy
w r. 1830 opuszczał Warszawę2.
Inni pensjonariusze znanego
zakładu wychowawczego ojca
Chopina w Warszawie pozosta­
wili równie interesujące pamięt­
niki. Do nich należy "zagorzały
ludolub", E u s t a c h y M a­
r y l s k i. "O zmroku - notuje
on w swych dość lużnych notat­
kach pamietnikarskich, znowu
nie wydanych w całości, a do­
tyczących Chopina i Warszawy
jego młodości - mając wolne
chwile od nauki, opowiadaliśmy
(sobie) wypadki z historii pol­
skiej, i to wszystko młody Cho­
pin wygrywał na fortepianie.
Nieraz popłakaliśmy się przy tej
muzyce".
Jeszcze inny pensjonariusz Mikoła­
ja Chopina, E u g e n i u s z S kro d z­
k i, pisujący pod pseudonimem W i e­
l i s ł a w, znakomity obserwator i
pamiętnikarz oraz gawędziarz, prze­
kazał potomności swoje wyborne
wspomnienia, Charakteryzujące do­
kładnie tak Chopina, jak i jego dom
rodzicielski oraz otoczenie. ..Bywały
czasy - rozpoczyna Skrodzki swą
miłą kronikę wspomnień - żem co
dzień widywał Fryderyka Chopina,
mieszkając z nim w jednym domu".
,Tako znacznie młodszy patrzył nie­
śmiało na starszego kolegę licealne­
go, chodzącego "w mundurku przeciw
przepisom często porozpinanym,
jeszcze częściej zamyślonego, jakby
roztargnionego." Wspomniał też
Skrodzki o pierwszej miłosci Fryde­
ryka, podpatrzywszy go w parku przy
uniwersytecie jak "wyrzynał scyzory­
kiem dwa serca otoczone cierniem"!
Podejrzewał go nasz pamiętnikarz
zarazem o autorstwo wierszy, wyry­
tych również nożem, na ławce w tym
parku, kt6re .. aż do roku 1836 widać
było". W innym miejscu tych kapi­
talnych przekazów pamiętnikarskich
mamy znakomicie skreśloną scenę
jaka miała miejsce przy organach w
kościele Wizytek, gdzie Chopin licea­
lista odsunął od instrumentu dławi­
dudę organistowskiego, samego pana
!3i�łeckiego, podrwiwającego sobie
SIDłało z "małego Francuzika", jak
zwykł był nazywać poprawiającego
go ustawicznie Fryderyka. Skrodzki
pisał r6wnież o wielkich zdolnoś­
ciach Chopina do rysunk6w, zwłasz­
cza wybornych karykatur, kt6rych
był on mistrzem. Szkoda, że tak nie­
wiele ich się zachowało do naszych
dni! Jako ciekawostkę warto chyba
przytoczyć tutaj relację Skrodzkiego
o zdolnościach tokarskich młodego
Chopina, który .. dla wzmocnienia sił
fizycznych posyłany był przez rodzi­
ców do mechanika uniwersytetu pa­
na Migdalskiego, i tam pracow�ł na
to�arni. Z tych czasów wyszły wy­
konczone wcat» artystycznie z buksz­
panowego �.I"wa szachy, kt6re rze­
��ony pan Migdalski przez pamięć,
IZ tak sławna ręka około nich robi-
Wśród wielu znanych mi przy­
sięgłych warszawianek trzy pa­
nie stanoWią grupę specjalną.
Wszystkie są lekarkami, a prócz
tego: jedna pochodzi z Niemiro­
wa, druga z Mińska, a trzecia z
Grodna.
Fakt ten dowodzi niewątpliwie
dużej siły przyciągania, jaką się
odznacza wiadome miasto. Na
mnie jednak ów czar jakoś nie
oddziałał. Nie żywi się zazwyczaj
zbytnich sentymentów do cudzej
parafii, zwłaszcza, jeśli się w
niej spędziło mniej mz jedną
czwartą dotYChczasowego żywo­
ta.
Ze wspomnieniami też niebo­
gato. Nie bywałem w Ziemiań­
skiej ani w IPS-ie. Dla mnie ka­
wiarnią literacką był Rudnicki
przy placu Katedralnym w Wil­
nie. Na randki - w chłodnych
porach roku oczywiście - cho­
dzić należało do Sztralla przy
Zamkowej.
Jednego tylko nie chciałbym po­
minąć. Latem 1920 roku przyjechałem
d,? Warszawy po raz pierwszy i za­
ml.eszkałem. przy ulicy Leszczyń­
s�lej 5. SąSIadowałem więc ze Zbig­
mewem Uniłowskim. Znaliśmy się
może nawet. Byliśmy przecież r6-
w!eśnikami �r,?c�nik 1909). Czytuję
WIęC "Dwadzlescla lat życia" z uwa­
gą - zwłaszcza te stronice, na któ­
rych figuruje ujęty w eydzysłów
zwrot: "pod piątym" - i z lekkim
przymrużeniem oka.
Porządkując dziś wspomnienia
dochodzę do wniosku, że Warsza­
wa objawiła mi się wtedy jako
miasto bardzo ustabilizowanego,
nawet rygorystycznego obyczaju
i wysokiej cywilizacji technicz­
nej. W kuchni gaz - oglądany
po raz pierwszy w życiu - wO-
la, do śmierci swej przy sobie za­
chował". Ale do naj cenniejszych
miejsc wspommen Skrodzkiego o
Chopinie trzeba zaliczyć literacki
portret artysty. Według niego Fry­
deryk był "miernego wzrostu, źle
zbudowany, o piersi zapadłej", ale
"czoło miał piękne, wyniosłe, oko
wyraziste, łagodne, tzw. piwne, pięk­
nym było po wpatrzeniu się w nte",
tyłko "samo nic uderzało swą pięk­
nością, ani błyszczała z niego geniu­
szu świetność. Włos Chopina był buj­
ny, gęsty mocno, jak u ojca kędzie­
rzawy, ciemny, z odcieniem cokol­
wiek rudawym=s, "Duży nos nada­
wał rysom charakter wybitny ale
w całości swej rysy te nie mogiy się
nazwać pięknymi, mimo to twarz
Chopina sprawiała niezmiernie uj­
mujące wrażenie. Miał uderzająco
małą nogę i prześliczne, białe, wy­
pi�szczone o różowych palcach ręce,
ktore też często kładł, jakby z pew­
ną ostentacją, na kolanach". Dalej
Skrodzki wylicza cechy charakteru
Chopina, przeważnie zgodne z opinią
o nim innych autorów.
Interesująco, chociaż nie tak
obszernie, pisał o Chopinie rów­
nież A l e k s a n d e r J e ł 0-
w i c k i. "Była to - czytamy w
jego pięknych wspomnieniach -
"muzyczna dusza ze skrzydłami
poezji", która "wleciała w ciało
jak pajęczyna i przez to ciało wi­
dać ją jak przez pajęczynę; i to
się nazywa Chopin. Jeszczem go­
dzieckiem znał w Warszawie, a
zaraz mówiłem, że nie masz mu
równego na świecie i zgadłem".
Spotykali się też obaj na wykła­
dach uniwersyteckich "Szum­
nego" Osińskiego i "serdecz­
nego" Brodzińskiego, na któ­
re Chopin czasem zachodził. O­
gromnie lubiany przez rodziców
i siostry Fryderyka, wpadał do
nich Jełowicki za każdym poby­
tem w Warszawie jeszcze po u­
kończeniu studiów. Sam świetny
tancerz, któremu podobno nie.
było równego w całej Warszawie,
popisywał się tańcząc zwłaszcza
kozaka. On to nauczył tego tań-
da z filtrów, uchodzących wtedy
za najlepsze w Europie, autobu­
sy, tramwaje elektryczne, jezd­
nie głównych ulic wyłożone
drewnianą kostką, co dzień zmy­
waną z hydrantów. Tak zwany
stróż kamienicy zajmował zupeł­
nie określoną pozycję w hierar­
chii. Miał prawo zadawać wcho­
dzącym sakramentalne pytanie:
do kogo?
Nie oglądało się tego wszystkiego
na szerokich przestrzeniach od Kijo­
wa do Samary, które w przeciągu po­
przednich lat dziesięCiu zdążyłem
poznać i jako tako zapamiętać.
W mniemaniach powyższych u­
twierdził mnie Stanisław Cat-Mac­
kiewicz, którzy wzruszał ramionami
słUChając o "nędzy galicyjskiej".
Twierdził, że przyjeŻdżając z Peters­
burga do Krakowa nie doznawał wra­
żenia zstępowania VI d6ł. A bytował
wszak nad Newą Ci w Wilnie także)
w warunkach wcale nie proletariac­
kich. Jako starszy, pamiętał więcej
i oceniał trafniej.
Kiedy ktoś zapewnia: "widziałem",
warto go jeszcze zapytać: a z której
strony pan patrzył?
Łobuz6w i rzezimieszków istotnie
nie brakowało na Powiślu. Nigdy
jedn.ak nie zauważyłem, by policja
�clągała tam z szynk6w mężczyzn
Imponująco brodatych, nieprzytom­
nych z pijaństwa i zupełnie nagich.
� �amiętam takie widoczki, gdzie
l�dzlej og!ądane. Kto. mi nie wierzy,
mech sobIe przestudIUje wspomnie­
nia Włodzimierza Gilaro�kiegn, n
czasach carskich.
W dziewiętnaście lat później,
po ucieczce z niewoli niemieckiej,
wjeżdżało się furką od Piaseczna
na Mokotów z zimnym strachem
w sercu. Jakiś ogarnięty histerią
handlarz naopowiadał nam po
drodze rzeczy, które miało się
naprawdę zobaczyć, lecz po Po­
wstaniu w 1945 roku. Dopiero
wtedy przyszedł czas na żal po
doszczętnie zburzonej uliey Le-
I
ca młodego Chopina. Szkoda, że
Jełowicki nie zdążył wydać swo­
ich wspomnień w poszerzonym
znacznie wydaniu, a notatki, któ­
re gromadził, zaginęły. Znamy
je częściowo z opowiadań J ó­
z e f a H u b e g o.
Z rodziną H u b y c h Chopin
pozostawał w bliskiej zażyłości.
Ojciec dwóch braci, Romualda i
Józefa, wybitnych prawników i
profesorów Uniwersytetu War­
szawskiego, Michał pozostawił
ogromnie interesujące pamiętni­
ki, uważane od przeszło stu lat
za zaginione. Zapraszał on wraz
z synami swoimi Fryderyka do
swego domu w Warszawie przy
ul. Freta 276. A gdy nadeszła
chwila wyjazdu Chopina w r.
1829 do Wiednia, rodzice jego w
trosce o wygody i bezpieczeń­
stwo jedynaka oddali go w ręce
młodego, ale poważnego profe­
sora, Romualda Hubego. Kiedy
Chopin odwiedził w Pradze po­
etę czeskiego Wacława Hankę,
wręczył mu list polecający właś­
nie od tegoż Hubego. List ten,
jakkolwiek ogłoszony przeszło
sześćdziesiąt lat temu ", i to w
Warszawie, nie zwrócił dotąd u­
wagi żadnego- z muzykologów
polskich, nawet samego Hoesic­
ka!
Znany piewca Warszawy K.
W. W ó j c i c k i, w swoich roz­
nych wspomnieniach pamiętni­
karskich pisał również interesu­
jąco o Chopinie i jego otoczeniu.
Do Chopina zbliżyło go wspólne
umiłowanie folkloru polskiego.
Do spotkań dochodziło często u
licznych przyjaciół lub w modnej
kawiarni przy ul. Miodowej,
gdzie gromadziła się brać lite­
racka i artystyczna. Zona Wój­
cickiego, Anna jest autorką
"Wspomnień" zebranych, ułożo-
• •
szczyńskiej. Można oczywiście
krytykować, nawet wybrzydzaĆ'
się na dorobek w jej postaci.
Grunt jednak, aby go nie tracić.
Przeżycia i przygody autorskie
zaliczają się także do osobistych.
Warszawa nie poskąpiła mi ich,
od kiedy opowiadając o naszych
dziejach zacząłem ją traktować
jako temat. Najpierw było trochę
śmiechu z miasta, w którym nie
odnaleziono ani jednaj skorupy
wczesno-średniowiecznej. Potem
wyszło nagle na jaw, że szukać
należało nie przy względnie tyl­
ko wiekowych kościołach lewego
brzegu, lecz na Starym Bródnie.
No i ostatecznie sam Stefan Ki­
sielewski (rodem z ulicy Moko­
towskiej) udzielić mi raczył po­
chwały za ciepłe słowa, poświę­
cone Warszawie w "Dwóch dro­
gach". Jako pisarzowi, parafia o­
kazała się mi nie tak całkiem
cudza. Z czasem przyszło nawet
bronić szlachty mazowieckiej
przed niesłusznie przylepionym
jej zarzutem szczególnego zami­
łowania do anarchii, przyznać,
że moi mili przodkowie, cny stan
rycerski Wielkiego Księstwa Li­
tewskiego wcale nie był od niej
lepszy. Władysław Siciński z na­
szych stron przywędrował nad
Wisłę, a faktem jest, że żaden po­
seł ziemi warszawskiej nigdy nie
zerwał sejmu. Dla sprawiedli­
wości i z satysfakcją dodać jed­
nak muszę. że nigdy nie zrobił
tego również żaden z posłów gro­
dzieńskich.
Dwie s(".,jmowe stolice dawnej
Rzeczypospolitej bywały tylko
scenami rekordów anarchii, same
nie wydawały zrywaczy
nych i dopełnionych przez jej sy­
na Tadeusza. Najlepiej było im
u dziadka pamiętnikarki, sędzie­
go Borakowskiego. gdzie Chopin
grał. bawił towarzystwo i tań­
czył.
Szwagier Wójcickiej, J ó z e f
R e i n s c h m i d t zostawił waż­
ne i miłe opisy kontaktów i spot­
kań towarzyskich z roku wyjaz­
du Chopina z Warszawy. Urzą­
dzano z tej racji uczty pożegnal­
ne po kilka razy, w czasie któ­
rych powstała Chopinowska "Hu­
lanka" do słów Witwickiego. Od­
prowadzając późną nocą zmęczo­
nego Fryderyka, towarzystwo
przebierało się w różne stroje, ku
zadowoleniu przechodniów, nie
zdając sobie chyba sprawy, że w
powietrzu wisiała nad nimi re­
wolucja listopadowa.
Z kobiet, oprócz wspomnianej już
W6jcickiej, na uwagę zasługują
przekazy J 6 z e f y Koś c i e 1-
s k i e j, siostry Marii WOdzińskiej.
Ona może najlepiej zapamiętała za­
bawy dziecięce i figle muzyczne
Fryderyka wyprawiane na fortepia­
nie oraz gonitwy po pokojach w
"Pszennego domuv przy ul. Miodo­
wej, w pobliżu pałacu Teppera, Sio­
stra Koscielskiej, Maria pozostawiła
olejny portrecik jednego z pamiętni­
karzy warszawskich, tj. L u d w i k a
O r p i s z e w s k i e g o, ucznia Skarb­
ka, belwederczyka, zachowany w u­
kryciu u jego syna Władysława. Obaj
pisali interesująco o Chopinie, ale
ich pamiętniki tylko częściowo były
drukowane i nie są znane nawet ba­
daczom Chopina. Dotycl"ą one zresztą
przeważnie, podobnie jak i pamiętni­
ki J. U. Niemcewicza, czy
B o g d a n a J a ń s k i e g o. pierw­
szego socjalisty polskiego, lat emi­
gracyjnych Chopina. Jański. ukoń­
czywszy wydział prawa na Uniwersy­
tecie Warszawskim w r. 1827, odno­
wił z Chopinem znajomość na pa­
ryskim bruku już w r. 1832.
Z tych wszystkich pamiętników
oraz obfitej korespondencji Cho­
pina z jego kolegami i przyja­
ciółmi, prowadzonej na prze-
• •
Sądzę, że ktoś pOWInIen napi­
sać książkę o wędrówkach tytu­
łów stołecznych po poszczegól­
nych państwach Europy. Zaryso­
wany w ten sposób profil dzie­
jów kontynentu wypadnie na
pewno ciekawie.
Przecież we Francji aż do XIII
wieku nie było wiadomo, które
miasto wysunie się naprzód­
Paryż �zy Tuluza. Spór roz­
strzygnęły przedsięwzięcia oręż­
ne, noszące nazwę krucjat, lecz
mało mające wspólnego z praw­
dziwym chrześcijaństwem. Ber­
lin? Ten zrobił karierę wskutek
ideologicznych szaleństw Ludwi­
ka XIV, który wygnał od siebie,
a napędził do Anglii, Niderlan­
dów i Prus dziesiątki tysięcy in­
nowierców-hugonotów, samą eli­
tę handlu, rzemiosła, przemysłu
i kapitału. Przedtem Berlin to
była najwyżej jedna szósta
Gdańska. Na wschodzie - nie li­
cząc już Kijowa - Moskwa dłu­
go ustępowała Włodzimierzowi
nad Klażmą. potem ustąpiła Pe­
tersburgowi i wreszcie znowu
odzyskała rangę.
Rozdział tej książki poświęco­
ny Polsce mógłby wypaść pasjo­
nująco. W dzisiejszych jej grani­
cach leżą cztery grody korona­
cyjne: Gniezno, Drohiczyn nad
Bugiem - gdzie w roku 1254 Da­
niel halicki przyjął koronę przy­
wiezioną mu drogą przez PolskG
wprost z Rzymu - Kraków, no
i Warszawa. Kiedy Władysław
IV ukoronował w niej żonę, spe­
cjalna ustawa sejmowa zabroni­
ła na przyszłość naruszania u­
prawnień Krakowa
.-'t=-= .
....... -
••••• ł.
1.· .. ··-
.�.-.� �--
• ..... 'I • ..,
. ",
�I!
I,
,
I:
-
.....
Widok cz<:ści warszawy, obraz olejny na płótnie w rozmiarach: 60,5 x 75, nr
inw. Mp 742. Postacie Ul tym obrazie malowane są przez Januarego Suchodol­
skiego. Obraz pochodzi ze zbforóul Muzeum im. Mielżyńskicll w Poznaniu,
ofiarowany w r. 1888 przez syna Fryderyka Skarbka, Józefa.
strzeni wielu lat, może najcie­
kawsze ze względu na systema­
tyczność i dokładność notowania
były zaginione niestety pamięt­
niki Woj c i e c h a S o w i ń­
s k i e g o, z którego Fryderyk
nieraz sobie pokpiwał! Sowiński
znany autor pierwszego "Słow­
nika muzyków polskich", prowa­
dził swój obszerny dziennik czy
pamiętnik, aż do r. 1880. Była to
kopalnia szczegółów o warszaw­
skich kontaktach ze wspomnia­
nymi i wielu innymi pamiętni­
karzami. Nie jest wykluczone, że
pamiętniki Sowińskiego znajdu­
ją się w zbiorach paryskich,
skąd raz po raz otrzymujemy in­
formacje o odkryciach cennych
poloników. Żałować należy, że
Chopin tak skąpo wypowiadał
się o swoich przyjaciołach, przy-
•
Chyba w jednej tylko Francji
stolica utożsamia się z narodem
tak, jak u nas, jest w równej
mierze jego przedstawicielką.
Tak to trwa w Polsce co naj­
mniej od połowy stulecia XVII,
co da się wykazać nie podlegają­
cymi zakwestionowaniu świadec­
twami. Nie magnaci zjeżdżający
tu na narady, .. asambIe i dys­
kursa", własciciele słynnych pa­
łaców, lecz właśnie gmin, lud
Warszawy już wtedy był ostro u­
czulony na losy państwa, prze­
jawiał ambicję iście stołeczną. A
przecież tę swoją godność osiąg­
nął zaledwie marne pół wieku
wcześniej. Zdaje siG, że w całej
Europie nie ma przykładu rów­
nie szybkiego moralnego wyroś­
nięcia miasta i dzielnicy, przy­
łączony-ch do państwa najpóźniej.
W 1503 roku pospólstwo War­
szawy zatrzasnęło bramy przed
posłami króla Aleksandra Jagiel­
lońezyka i w naj czystszej mowie
polskiej obrzucało wyzwiskami
zachłannych Polaków. Wnuk te­
goż Aleksandra uczynił zajadłe
miasto mazowieckie stolicą Pol­
ski i Rzeczypospolitej. Jednakże
kiedy za Jana III zdarzyła się
raz konieczność szybkiego zwoła­
nia sejmu do Warszawy, nazwa­
no go urzędowo "grodzieńskim".
Zgodnie z prawem, kolejka przy­
padała bowiem na Litwę. Ko­
nieczność koniecznością, lecz w
Rzeczypospolitej Obojga Naro­
dów musiała być "salwowana za­
sada" (jak się na inny temat wy­
raził Calderon).
Pisząc o Polsce Piastów
wspomniało się Warszawę raz
szłych jego biografach. Stąd
właśnie pochodzi jednostronność
w doborze publikowanych i po­
zostających w rękopisie źródeł
pamiętnikarskich.
I Skarbek z amatorstwa zajmował
się również malarstwem. W r. 1825
namalował do dziś zachowany w
Muzeum Narodowym w Poznaniu
widok części Warszawy zdjęty z da­
chu Pałacu Staszica, a więc dzielni­
cy w której mieszkał Chopin.
2 Wiersz wydany osobno, nie jest no­
towany w .. Bibliografii" Estreiche­
ra.
3 Chopin pisał o sobie, że jest blon­
dynem.
• W obszernej publikacji opracowa­
nej przez W. Franeewa .. Pis'ma k
Wiaczesławu Gankc.u", Warszawa
1905, s. 260. Por. tamże (s. 1259 i 1265)
nic wymienione w indeksie listy J.
Ludwika Jastrzębskiego do W. Han­
ioi, pisane w Paryżu w latach 1842 i
1843, zaświadczające nieznane kon­
takty pierwszego z nich z Chopinem.
II
II
II
I
I
I
I
•
•
,
,
jeden, jako miasto neutralne, nie
leżące w granicach królestwa, i
dlatego nadające się na fomm
procesu sądowego przeciwko
Krzyżakom. Rola Warszawy ro­
sła za Jagiellonów. Wielkość
dziejową osiągnęło to miasto nie
wcześniej, aż dwoisty, luźny
związek państw przetworzył się
w federację tak zwartą, że w do­
bie rozbiorów Rosja, Prusy i
Austria musiały ją siłą rozłamy­
wać, bo rozkleić się nie chciała
w żaden sposób.
Warszawa dziś uto7samia się z jed­
nym narodem. Ongi z takim samym
przejęciem, a niekiedy i z wielkim
pOŚWięceniem pełniła inne obowiązki.
Litwini spalili raz w Pułtusku za­
mek wral" z ludżmi, którzy się w nim
schronili, zabili w Ujazdnwie księcia
mazowieckiego. Kazimierz Wielki u­
ważał ich za śmiertelnych wrogów
swej ojczyzny. Potem zjeżdżali do
Warszawy jako zazdrosni stróże włas­
nej odrębności lecz w zasadzie już
swoi ludzie. Budowali w niej I>iękne
pałace, sejmowali. czasem awantu­
rowali się bardzo potężnie. Przeo;złość
stolicy Polski rlowodzi, że nie ma ta­
kich przepaści między narodami. któ­
rych nie można by było zasypać.
Sławny Konstanty Kalinowski
mawiał w Wilnie, że "głupim
mózgownicom warszawskim nie
można powierzać losów Litwy",
ale na sygnał Warszawy poszedł
z nią razem do powstania. O,
gdybyż hetmani litewscy równie
karnie słuchali ongi tego, co na­
kazywał Jan III z Wilanowa!
Dekret powstańczej Warszawy
od jednego zamachu uwłaszczył
chłopa nie tylko w Królestwie
Polskim, lecz i na Litwie, na
Białorusi i na Ukrainie.
Wynikający z tradycji obowią­
zek został wypełniony.
i!
I
7
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_08.djvu

			ł
ZWIERZENIA I REFLEKSJE
Nadmiernie może przeładowaną rozważa­
niami z zakresu filozofii i religii>znawstwa
książkę Jana Gultto.na "Dziennik. Rozważa­
nia t spotkania" (PAX) nazwał wydawca
prawdziwą księgą mądrości. .Jeśli jednak
dojdziemy do wniosku, że w określeniu tym
tkwi przesada, to przecież staranna lektura
tych rozważań przekona nas iż książka z
wielu powodów jest bardzo interesująca.
Współczesność literacka, hierarchia war­
tości, postawy intelektualne i moralne pisa­
rzy fTancuSJdch dawnych i współczesnych,
ich charakterystyka, psychologia twórczo­
ści, wspomnienia z czasów wojny oto­
obok rozważań religioznawczych I filozoficz­
nych - omawiane przez autora (laureata
Akademii Francuskiej) zagadnienia.
Guitton jest, jak się wydaje, przekonany,
że dzieł twórcy nie można oddzielać od jego
charakteru i jego twaezy, a nawet mimiki.
A równocześnie w wyrazie twarzy innej
osoby odkrywamy zaklęty świat - w isto­
cie rzeczy twarz ta jest ekranem, na którym
znajdujemy własne odbicie.
Tę obrazowość stylistyczną ilustruje Gu­
itton w innym miejscu swej książki przy­
kładami. Co sądzą o Bergsonie ludzie, którzy
go znali?
Odpowiada kslęgaez ; - Stale słyszałem,
jak mówiono  ...
, et
..
...
'-
W Jeswnnym SlO1\CU krq:tq po .stawach lAzwnek maJest4tyczne łabędzie
A w ustronnych alejkach spotykają się, jak latem, zakochani ..•
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_09.djvu

			I
I
LI�cle drzew przl/ placu Konstl/tucJi pokrywają sle patyną zlota
Warszawska jesień
żółknące liście stołecznych
parków osnutych nitkami
.. babiego lata", brązowe
kasztany spadające do wy­
ciągniętych rąk dzieci,
feeria barw jesiennych
kwiatów na gazonach.
Ileż uroku ma złota pol-
ska jesień, ciepła i słonecz­
na. zwłaszcza dla nas -
mieszkańców Warszawy!
ZdJeda wykonal nasz fotorepor­
ter Jacek Sielski w patdzternLku
bieżącego Toku.
UROKI
WARSZAWSKIE�
�ESIENI
Na dziedzińcu ASP pomnik Colleonlego muskają nitki "babiego lata"
Darl/ Jesieni: owoce i warzywa wylegly na warszawskie ulice
•
"J.' f
#"
<,
;r
l-
ai
......
!,
..:11
< •
I
•
-
-J ,
�
ł
t
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_10.djvu

			r
I
r
,
,
,
STAIIISŁAWOWSKA BIBLIOTEKA ODBUDOWAllA
28 października odby­
ło ste przekazanie przez
pełnomocnika Prezy­
dium St. RN. inź St.
Lassotę odbudowanej
Biblioteki Stanisławow­
skiej. Udział w uro­
CZystości wzięli: sekre­
tarz KC PZPR A Sta­
rewicz. I sekretarz KW
PZPR S. Kociołek,
przeWOdniczący Prezy­
dium Stołecznej Rady
Narodowej J. Zarzycki,
\�liceminister Budow­
nictwa S. Pietrusiewiez,
dyr. Muzeum Narodo­
wego St. Lorentz, archi­
tekci. konserwatorzy.
Ta piękna sala, przy­
łegajllea do północnego
skr?ydła pałacu Pod
Błaehą, po usunięciu
cześciowvch zniszczeń,
spowodowanvch poża­
r<'m słuźyła jako archi­
wum akt dawnych. W
1960 r. przeniesienie
składnicy archiwum i
przyznanie przez SFOS
kredytów na odbudowę
umożliwiło pOdjęcie re­
stauracji.
Projekt ... pracowany
przez proł J. Bogu­
sła\�.'skieJ!o. przy\�.'rócił
zabytkowemu wnętrzu
jego dawnI'acy" i tygodnika "Przy­
jaźń".
10 października - JOZEF HEft­
MAN, lek. wet., długoletni nac�l­
nik WydziałU Produkcji Zjedno­
ezenia Przemysłu i' Zaopatrzo!nia
Weterynaryjno - ZooteChnicznego,
odznaczon}' Oficerskim Krzyżem
Ord,'ru Odrodzenia Polski.
11 pażdziernika - EDWARD BA­
CZYNSKI, inż. budowy okrętów,
długoletni' pr.acownił< !,rzem}'słu
okr,:lo","ego, nljr rez. WP, żołnierz
AK, odznaczony Krzyżem Grun­
waldu III kł.
10
kiewieza, G. Baeewiez,
Z. Ciechana, J. Łuciu­
ka i Z. Penherskiego.
W ZwiązkU Literatów
Polskich 26 ub miesią­
ca zorganizowano wie­
czór poświęcony pa­
mięci Marii Jasno­
rzcwskle] - Pawlikow­
skie! z udziałem A.
Słonimskieg'", M. Jas­
struna, H. Stankówny
i A. Słąskiej.
28 uażdzterrrika w
Powsinie (War'szawa -
Mokotow) otwarto u­
roczyście nowa szkote
r.odstawowa - pomnih
Tysiąclecia Państwa
Potskicgo,
Komitet Słowiano-
znawstwa PAr-; zorga­
nizował 4 bm. posiedze­
nie poświęcone setnej
rocznicy urodzin Pcn­
czo Slawejkowa, bul­
garskieg" poety narodo­
wego; wsrocl 5 wygło­
szonych referatów je­
den pru",�.'iecono spec­
jalnie związkom twór­
czości Sla\�.'eiko"'a z
literaturą polską.
W CZYTELNI
AUSTRIACKIEJ
W Czytelni Austriac­
kiej przy ul. Próźne!
8 oclbyła się inaugura­
cja nowego sezonu
imprez kulturalnych.
Swietlicę wypelniło o­
koło 150 osob intere­
sujących się Austrią i
kulturą austriacką.
Wieczor usv.,ietnił
HERBERT LEDERER,
uczony. poeta. drami1-
turg, aktor i recytator
z Wiednia. twórca
Teatru jednego czło­
wieka, czynnep;o \\F
Austrii od sześciu lat.
Wystąpił w kOl>1iumie
'Nagabundy z XIII wie­
ku, by opowiedzieć
pierwszą historię wiej­
ską w literaturze nie­
mieckiej Meier Helm­
brccht, powstała okolo
1250 r. i przetranspono­
\\'aną wierszem na
wspólczesny język lite­
racki, ró\\'nież przez
siebie samego udrama­
tyzowaną. Paradnie
uczcił przy tym śred­
niowiecznego autora, w
którego wcielił się na
półtorej godziny, a był
nim WERNHER DER
GARTENAERE.
Recyt�cJ.a wygłoszona
z pamięCI, nagrodzona
zootala burzą oklaskó'N.
aT
25 października w war­
sz�wskiej Galerii Rzeź­
by przy ul. Marchlew­
skiego 35 otwarto wy­
stawę prac Antoniego
Rząsy. Rzeźby nawiązu­
jące do prymitywu lu­
dowego Podhala obej­
mują szeroki krąg za­
intere	
			

/stolica1966_nr_47_20.11_s_11.djvu

			NASZ KALENDARZ
P-\.ZUZIERNIK
8
Drugi dzien obrad Kon­
gresu Kultury polskiej
(debat)· problemowe w ko­
misja'·h)
Min. Kultury i Sztuki L.
l\lotyka, w obecności delega­
tów na Kongres i zagranicz­
nych gości, dokonał otwarcia
wystawy w Muzeum Narodo­
wym p. n. "Tysiąc lat kultu­
ry połskiej na SląSkll, Zie"!!
Lubuskiej, Pomorzu, Warmu
i l\lazurach".
Zakończenie obrad
Kongresu Kultury Pot­
skiej. W komisjach kongreso­
wych zgłoszono tysiąc wnios­
ków, dezyderatów i konkret­
nych propozycji. Podjęto
szereg uchwał oraz rezotucfę
w sprawie obrony narodu
wietnamskiego.
Uroczyste puhliczne śrubo­
wanie narodowi i ojczyźnie
przez młodych, nowo pro­
mowanych oficerów, połą­
czone z defiładą na pł. ZW)·­
cięstwa.
1 O Inauguracja nowego ro­
ku nauki Studium Nauk
Społecznych, działającego
przy Komitecie Warszawskim
PZPR. Studium liczy 760 słu­
chaczy.
Płenarne posiedzenie śród­
miejskiego Komitetu FJN
poświęcone podsumowaniu. 9
miesięcznej pracy i omówię­
niu aktualnych zadań na no­
wy kwartał.
11 Z okazji Dnia Wojska
połskiego w sali Kon­
gresowej odhył się uroczys­
ty koncert, na którym obec­
ni byli przedstawiciele naj­
wyższych władz państwo­
wych i partyjnych.
Przyznanie dorocznych na­
gród ministra obrony naro:
dowej dla naukowców I
twórców zajmująCYCh się
problematyką wojskową.
• 2 W Dniu Wojska Poł­
• skiego społeczeństwo
Warszawy złożYło hołd pa­
mięci żołnierzy poległych w
wałkach o wolność, Przed
Grobem Nieznanego ZOłnie­
rza odbyła się uroczysta
zmiana warty, a w gOdzi­
nach popołudniowYCh aka­
demia człn"ków ZwiązkU In­
walidów Wojennych i Zw.
Ociemniałych ZOłnierzy PRL.
9
W Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki
w Warszawie odbył się 7 bm. uroczysty koncert
z okazji 49 rocznicy Rewolucji Październikowej.
Przybyli nań przedstawiciele najwyższych władz
partyjnych i państwowych. Przemowienie wy­
głosił sekretarz KC PZPR - Władysław Wicha
Po części oficjalnej wystąpili wybitni artyści
scen warszawskich. Na zdjęciu od prawej stoją:
Józef Cyrankiewicz, Władysław Gomułka, Ed­
ward Ochab, Zenon Kliszko, Adam Rapacki i Jó­
zef Ozga-Michalski,
Fot. CAF
t •
I
Iii
II
,
decydowały o wyeliminowa­
niu budynku z finału kon­
kursu "Zycia Warszawy".
W kilkugodzinnej dyskusji
na ostatnim posiedzeniu ju­
ry. stwierdzono, że na ogół
rozwiązania mieszkań w no­
wo wznoszonych domach
stolicy budzą generalnie co­
raz więcej zastrzeżeń. Po­
szukiwanie oszczędności. o­
scylowanie pomiędzy poło­
wą i dolną granicą normaty­
wu metrażowego zmusza
autorów do projektowania
budynków o głębokich trak­
tach, co równa się koniecz­
ności wprowadzania ciem­
nych kuchen i pokoju prze­
chOdniego, a więc rozwiązań
powszechnie krytykowanych
przez użytkowników.
Za tego rodzaju manka­
menty trudno winić projek­
tantow.
MISTER WARSZAWY
Doroczny konkurs .. Zyeia
Warszawy" na najlepszy
budynek mieszkalny wybu­
dowany i zasiedlony w ciągu
ostatniego roku, został roz­
strzygnięty: mamy już ko­
lejnego, ósmego "Mistera
Warszawy" i dwóch " Wice­
mtsterow.v
Zaszczytny tytuI •. Mistera"
uzyskał tym razem dom przy
ul. Okopowej nr 22, w osied­
lu Okopowa-Towarowa, za­
projektowany przez zespól
autorski w składzie: inż.
arch. Jan Klewin i inż. arch.
Zbigniew pawlak (przy
współpracy inż. arch. Zofii
Pietraszun) oraz inż. Andrzej
Wadowski i inż. Jerzy Ka­
miński (konstrukcja). Wyko­
nawcy: PBM Śródmieście i
PRW Muranów, inwestor
DRM - Pólnoc.
l2-kondygnacyjny budynek,
o konstrukcji monolitycz­
nej i stropach z prefabryka­
tów żerańskich, mieści 144
lokale dla 504 osób. Są to
mieszkania typu M-3 i M-4,
średnia powierzchnia wyno­
si około 42 m'. Lokalizacja
budynku w tym wtaśnlr­
punkcie miasta nastręczała
dodatkowe trudności, z któ­
rymi projektanci uporali siC;
szczęśliwie dając rozwiąza­
roie dobre. pfektowne i eko­
nomiczne. Dobre są propor­
cje bryły, dobra elewacja!
Imeresujące rozwiązanie ko­
rytarzowe (korytarz "łamie"
niejako całoŚĆ na dwa bu-
, NASZ PROGRAM TELEWIZYJNY 18 - 24 XI
t8.XI., piątek. 17.00 "Wspól­
ny grosz"; 17.30 dla dzieci:
film z serii: "Bella i Seba­
stian"; 18.00 "Kryptonim
PL"; 18.20 "Wielokropek";
18.40 Wszechnica TV: "La­
ser"; 19.10 film; 20.00 TV Ku­
rier Mazowiecki; 20.15 "Mar­
ta" opera F. Flotowa;
21.45 "Rozmowy o książ­
kach".
19.XI., sobota. 16.15 "Mój
wychowawca"; 16.30 film;
17.00 '"Dolnośląska kronika
dziewcząt i chłopców"; 17.20
dla dzieci: "Historyjka o
słoniu"; 17.40 "Gawędy wil­
ków morskich"; 17.55 meCz
koszykówki: "Sląsk" (Wro­
cław) - "Legia" (Warsza­
wa); 18.40 "Tele-Echo"; 19.30
"Monitor"; 20.00 "Zasadzka"
- film z serii: "Belphegor
czyli upiór Luwru"; 20.25
,,3000 sekund z Adą Kitch­
mann; 21.50 "Trzy kamelie"
20.XI., niedzieła. 11.00
"Pozdrowienia dla przyja­
ciół"; 11.55 PKF; 12.05 pora­
nek symfoniczny; 12.45 "Al­
bum przebojów"; 13.00 spra­
wozdanie z meczu piłkar­
skiego: ",Cracovia" - "Wi­
sła"; 13.50 "O'key Polonia";
14.00 .. W starym kinie";
15.00 "Historia dziury w mu­
rze"; 15.45 dla dzieci: "Uli
teoria snów" J. Wilkowskie­
go; 16.05 "Ksiądz proboszcz";
16.20 Teatr Niedzielny: "Za­
pis" P. Marivaux; 17.10 "Nic
świętego"; 17.35 "Marla Dą­
browska": 18.15 sprawozda­
nie z Międzynarodowego
Turnieju Tańca Towarzy­
skiego; 20.15 koncert piosen­
karzy; 21.35 .. Ostatnia pro­
sta" - francuski film fab.
21.XI., poniedziałek. 17.03
dla dzieci: "Zaczarowany
ołówek"; 17.10 "Skarby w
szufladzieo"; 17.30 "Nauczy-
ciele"; 17.45 "Nos dla taba­
kiery"; 18.10 ,Kino krótkich
filmow"; 18.45 I,Eureka";
20.00 "Ludzie głodnego ste­
pu"; 20.15 Teatr TV: "Miar­
ka za miarkę" W. Szekspi­
ra; 21.45 "Na półkach księ­
garskich"; 21.55 "Kryptonim
JESIEŃ".
22.XI., wtorek. 17.05 "Zrób
to sam"; 17.20 "Spotkanie z
poetą"; 17.45 .. Pod kaczusz­
ką"; 18.25 "Szukamy przebo­
ju"; 19.00 TV Kurier War­
szawski; 20.00 "Album SS­
obersturmbannftihrera"; 20.25
"Piramida ludzka" - fran­
cuski film fab.; 21.55 "Dro­
gowskazy".
23.XI., środa. 16.20 "Przy­
pominamy. radzimy"; 16.30
PKF; 16.40 "Hallo. policja";
17.00 dla dzieci: "Nowy
płaszcz Buratino"; 1'1.25 "Pi­
sarska przygoda H. Ożogow­
skiej"; 17.40 "Nie tylko dla
pań"; 18.00 Wszechnica TV:
,.Za kierownicąu; 18.30 ,,0-
brazki z wystawy" M. Mu­
sorgskiego; 19.00 .. Inwesty­
cje"; 20.00 .. W Jtłębinach mo­
rza Czarnego": 20.15 "Czas
ucieka' - film z serii: ,.Dr
Kildare"; 21.05 "Swiatowid";
21.50 Mały Teatr TV: "SniD­
dania roku 1944" W. Ak"jo­
nowa.
24.XI., czwartek. 17.00 dla
dzieci· filmy kina "Ptyś";
17.15 "Klub Pancernyci''':
17.40 "Z drugiej stron v
szklanego ekranu"; 17.5!i
"Kwadrans zagadek"; 18.10
"Kiedy trzeba podjąć dp­
cyzję"; 18.35 "Przegłąd mu­
zyczny"; 19.05 •• Armaty f!P­
nerała Bema"; 20.00 .. Na
studenckie zdrowie"; 20.25
Teatr SensacH: ,.Noc w szpi­
talu" A. Zbycha. II odc.
seru "Stawka większa niż
tycie"; 21.20 "Refleksje".
1966
dynki), pozwolilo na prawi­
dłowe oświetlenie klatki
schodowej, udostępnienie
dwustronne wind z widnego
hallu itp. Walory teclmicz­
no-ekonomiczne obiektu by­
ły podkreślane tak w dysku­
sji, jak i w ostatecznych
ocenach jury.
.. Wiccmister·' na Murano­
wie Zachodnim przy ulicy
Esperanto (blok 753) wywo­
dzi się z unifikacji warszaw­
skiej. Jego autorami są in­
żynierowie architekci Tade­
usz Kożrnjrrsk i, Lucjan Dut­
kowski, Adam Stefanowski i
Ryszard Zaniewski oraz inż.
Andrzej Bałdyga (konstruk­
cja). Adaptacja budynku
jest dzielem inż. arch. Tade­
usza Mrówczyńskiego. Wy­
konawcami byli PBM Sród­
mteście i PRW Muranow,
inwestorem - DRM Północ.
Dom ten wzniesiony w
technologii wielkoblokowej
(obecnie - jak wiadomo -
lansowanej), ma 5 kondygna­
cji o 45 mieszkaniach dla
130 osób. Najwięcej znajdu­
je się tu lokali typu M-3
(dwadzfeścia), nieco mniej
typu M-4, a ponadto po pięć
lokali jedno i pięcioosobo­
wych. Srednia wielkość mie­
szkania wynosi 42,5 m',
wszystkie lokale rozplano­
wane zostały poprawnie i
wykonane na dobrym po­
ziomie. Pozytywnie oceniło
jury rozwiązanie urbani- \
styczne w sensie całego ota­
czającego zespołu , architek­
turę i wygląd zewnętrzny
budynku.
Micemisterem został rów­
nież blok 3C przy ul. Prza­
snyskiej nr 14 w osiedlu Za­
trasie. Jego architektura jest
dziełem dr inż. arch. Jacka
Nowickiego. inż. inż. archi­
tektów Tadeusza Fiećko,
Wacława Materskiego i Je­
rzego Osuchowskiego, kon­
strukcja - inżynierów Se­
weryna Haulera i Aleksan­
dra Kocha. Inwestorem jest
WSM, wykonawcami: PBU
Połnoc i PRW Muranów.
Ten 5-kondygnacjowy bu­
dynek wzniesiono z wielkich
płyt PBU-63, zawiera on 72
mieszkania (typ M-3, M-4 i
M-5) dla 324 osób. W dysku­
sji, podczas obrad jury, .
chwalrmo tu poprawne ,·zuty
mieszkań, indywidualne wej­
ścia do każdego pokoju, na­
tomiast różniły się oceny
klatki schodowej, jednObie­
gowej, potraktowanej niby
pomost wysunięty 'la srodek
i pozostawiający wolną ("ła­
piącą" światło) przestrzeń po
obu stronach. Dzięki takie­
mu rozwiązaniu zyskano
wiqksxą ilość światła. lecz
wprowadzono dwustronną
balustradę.
W orzeczeniu jury pod­
kreślono dobra, zharmonizo­
waną z otoczeniem archi­
tekturę, uporządkowane i za­
gospodarowane wnętrze o­
siedlowe.
Laureaci zostali wyłonieni
spośród 10 najlepszych bu­
dynków, wybranych w dro­
dze eleminacji ze zgłoszo­
nych ogółem 20 domów.
Do jednej z nagród kan­
dydował również budynek
11-kondygnacyjny wzniesio­
ny z cegły żerańskiej, (o 77
mieszkaniach), w osiedlu
Szaserów przy ul. Garwoliń­
skiej 12, (Architektura
inż. arch. Jan Zdanowicz,
konstrukcja - inż. Zygmunt
Wiśniewski).
Dom ten uzyskał wysoką
ocenę jury i miał nawet
szanse zdobyoia tytułU .. Mi­
stera 1966". Wyrożniał się
dobrą architekturą, najbar­
dziej zróżnicowaną strukturą
mieszkań i doskonałym ich
układem.
Korzystne współczynniki
techniczno-ekonomiczne o­
twierały mu również drogc:
po zaszczytne laury.
Niestety mimo tych zalet
dom nie mógł być wyróżniony
z przyczyny niedogl·zewanych
mieszkań. Z powodu opóż­
nienia budowy nowej kot­
łowni dla Osiedla Młodych
(pierwszy termin - rok u­
biegły! drugi, również nie­
dotrzymany - 15.X.br.) trze­
ba go było podłączyć, po­
dobnie - jak i inne - nowe
budynki osiedla do istnieją­
cej kotłowni przy ul. Kor­
deckiego. Kotłownia ta nip
jest przystosowana do do­
starczania ciepła at dwóm
dużym osiedlom. W mieszka­
niach jest zimno, skargi lo­
katorów są jak najbardziej
uzasadnione.
Przyczyny niezaletne ani
od projektantów domu, ani
od jego wykonawców - za-
KRYSTYNA KRZYŻAKOWA
(
. II
A
... � tl!'
II
, ",,:1
It
-1,'i
�j'l,·1
�
U'ft1
II
,--
l,l,'ri
II
.J' ,
II'
",I
l' 1;1.-
l!
J�J •
r
1,,>«JI.'
.,.,
11�111J
],. .111'
,
]1'11
�1I
......
Mister Warszawy 1966 - U-kon­
dygnacyJny dom przy ulICY
Okopowej 22 w osiedlu Towa­
rowa-Okopowa.
Fot. W. Piotrowski
"CZYM BYŁA I CZYM JEST DLA MNIE WARSZAWAei
Wiełki konkurs dla mieszkańców i sym­
patykÓW stolicy rozpisany pod tym hasłem
przez redakcję "Stolicy", '!ydzlał Kultury
Prezydium Rady Narodowej m. st. war­
szawy Zakład SocjOlogii Miasta PAN i KO­
misję 'Badań nad Pamiętnikarstwem PAN -
trwa. Na liczne prośby listowne i telef�
niczne komunikujemy, że ostateczny 'erl�l1n
nadsyłania wypowiedzi pamiętnikarsklc:h
przedłużony zostaje do dnia 15 !:rudnla
br. (decyduje data stempla. �ocz�owego).
Prace nadesłane po tym ternnrue nie będą
rOzpatrywane. .
Przypominamy warunki konkursu: ,!,�ze
wziąć w nim udział każdy. kto czuje Się. w
jakiś sposób związany z W�rszawą - me­
zależnie od zawodu, stanOWIska, wykSztał­
cenia wieku i miejsca zamIeszkanIa. Forma,
ukłal i Objętość wypowiedzi - dowołne,
przy czym brak wprawy w pisaniu nif' bę­
dzie miał wpłYWU na ocenę pracy. A 0U?
przykładowe zagadnienia, które _mogą stac
się tematem pracy konkursowt;J: ..
Czy droga żYcia .Twe�o i TWC?lci! bhS�lch
spłotła się z losauu stolicy? w: Jakich «!zle�­
nicach mieszkałeś, pracowałes, uczyles Się
i co z tego zachowało się w Twojej świ�­
domości'Z Co w Warszawie uważasz za ro3J-
bardziej "warszawskie", co Ci się najbar­
dziej podoba, a co najmniej; dlaczego? Co
sądzisz o składzie społecznym mieszkańców
stolicy, o roli poszczegÓlnych grup łud­
ności w życiu miasta, o ich cechach i wza­
jemnym współżYciu? Jak oceniasz funkcjo­
nowanie instytucji i urządzeń miejSkich w
Warszawie? Jak oceniasz Warszawę na tle
innych znanych Ci miast w kraju i za gra-
nicą? .
Nadesłane materiały staną się własnot!icią
organizatorów i wykorzystane będą w opra­
cowaniach naukowyCh i pUblicystycznych.
Najciekawsze prace będą we fragmentach
publikowane w .. Stolicy".
Dla oceny nadesłanYCh wypowiedzi po­
wołany zostanie Sąd KonkursowY (skład
jego podamy w jednym z najbliższych DJl­
merów), który przyzna nagrody:
I nagrOdę w wysokości 5000 zł: dwie II
nagrody po 2500 zł każda; pięć III nagrÓd
po l 000 zł oraz dziesięć wyróżnień po 500
Złotych.
Prace należY nadsyłać na adres redakcji
"Stolicy" - Warszawa, ul. Marszałkowska 8;
z dopiskiem na kopercie .. Ankieta-Kon­
kurs!"
11
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_12.djvu

			.,
. ,
.
,
.: r
\
..
Fragment centrah międzymiastowej
Warszawie.
bezsznurowej w
Fot. Stefan Baluk
TELEFON NASZ
WARSZAWSKI
W Warszawie zalega
dziś ponad 57 000 podań
o telefon, mimo podnie­
sienia zasadniczej opłaty
instalacyjnej do 1000 zł.
W Paryżu, gdzie sieć a­
paratów telefonicznych
jest trzykrotnie gęstsza
(na 100 mieszkańców),
pakiet wniosków o zało­
żenie telefonu, wcale
nie jest mniejszy pro­
porcjonalnie do liczby
mieszkańców. Cała Euro­
pa odczuwa głód telefo­
nu, a może raczej - ape­
tyt nań. My nie jesteśmy
tak zamożni jak rozwi­
nięte kraje kapitalistycz­
ne i winniśmy zdawać
sobie sprawę z tego, że
malkontenctwem i narze­
kaniem na dzielnicowe u­
rzędy telefonów nie po­
konamy dystansu jaki
nas dzieli od potentatów.
Nie zapominajmy, że
Warszawa wyszła z ostat­
niej wojny w ogóle bez
łączności telefonicznej.
Zaczęliśmy od zera, gdy
inne kraje miały już wte­
dy silnie rozwiniętą
technikę łączenia i prze­
noszenia oraz wysoką
gęstość telefoniczną. Wol­
no więc nam się szczycić
tym cośmy już w tej
dziedzinie zrobili.
W ostatnią Noc Sylwe­
strową w warszawskich
centralach ruchu miej-
Fragment ulicy Marszałkowskie; pomiędzy ul. Nowogrodzkq
I Żurau"q, na której narożniku widnieje efektowny neon
biura Sport Tour/stu, ma;qcego tli ;ednq ze su,ych placówek.
Fot. Józef Kfcman
:- .
,
..
•
,
•
•
�.
-
scowego zanotowano po­
nad 150 000 numerów -
w 100 proc. automatycz­
nych -- a czynnych apa­
ratów telefonicznych
213 000. Na każdych 100
mieszkańców przypadło
ich 17. Abonentów tech­
nicznych liczyła sobie
stolica z początkiem br.
128347, co dało w efek­
cie gęstość telefoniczną
10,2 na 100 mieszkańców.
Z liczby tej abonentów u­
społecznionych (instytu­
cje państwowe i społecz­
ne oraz uspołecznione
zakłady pracy) mamy
31 431, mieszkaniowych -
91 465 i w prywatnych
zakładach pracy 2254. Re­
szta to abonenci służbo­
wi.
Statystyczna rodzina
składa się u nas z 4,5 o­
sób. Wobec tego mamy
w naszym mieście circa
280 000 takichże rodzin,
na które przypada 91 465
abonentów mieszkanio­
wych. Oznacza to, że na
ca trzy rodziny mamy
jedną z telefonem. Co
trzecia przeciętnie rodzi­
na w Warszawie ma za­
instalowany aparat. Nie
jest to rewelacja, ale też
sytuacja nie tak zła. Nie
zapominajmy też, że war­
szawiacy, wszyscy bez
wyjątku, z wielką werwą
używają do celów osobi­
stych aparatów swoich
instytucji. Tedy ten
"głód telefonu" w War­
szawie nie jest czymś co
powinno nas napawać
grozą. Zwłaszcza, że ist­
meje prócz aparatów
mieszkaniowych i zakła­
dowych pokaźna ilość te­
lefonów stojących do dy­
spozycji każdego obywa­
tela naszego miasta. Ma­
my na myśli rozmównice
publiczne z aparatami
wrzutowymi, których li­
czba dociąga do 1000 (z
czego 500 zainstalowano
·w kabinach wolnostoją­
cych, tak chętnie demolo­
wanych przez chuliga­
nów). Jedna rozmównica
pokrywa średnio obszar
0,5 km2 z 1302 mieszkań­
cami. Ilość aparatów do
użytku każdego z nas
mogłaby być większa,
gdyby wykorzystać tele­
fony zainstalowane w
sklepach. Handel nie­
chętnie jednak udostęp­
nia je do użytku publicz­
nego.
Poza tym w warszawskiej
sieci telefonicznej istnieją
rozbudowane służby specjal­
ne: alarmowe, informacyjne
I usługowe. Do służb alar­
mowych należą m. in.: Po­
gotowi.e Ratunkowe, Straż
Pożarna i Pogotowie MO.
Mają one numerację skróco­
ną i połączenia z nimi są
bezpłatne. Służba informa­
cyjna to Biuro numerów,
informacja reklamacja
miejscowa, międzymiastowa
i międzynarodowa. Biuro nu­
merów podaje informacje o
numerach i adresach abo­
nentów telefonicznych. In­
fonnacja miejscowa udziela
danych o programach kin,
teatrów, radia i telewizji, o
dyżurach aptek i szpitali. Po­
daje też adresy i godziny
obsługi stacji benzynowych,
Iokatrzację ulic na terenie
Warszawy, informacje o
miejscach w hotelach, jak też
i o imprezach kulturalno­
oświatowych i wycieezkach.
Udziela nawet odpowiedzi w
zakresie Małej EncyklopediL
Telefoi,iczny autornat infor­
macyjny zapoznaje z wyni­
kami losowania gier liczbo­
wych (toto-lotek i inne), po­
daje prognozy pogody dla
stolicy, wyniki Imprez spor­
towych itd. Służby usługo­
we to zamawianie rozmów
międzymiastowych I między­
narodowych, zgłaszanie tele­
gramów telef{)nem, zegaryn­
ka etc.
Prócz central miejscowych
użytku publicznego w War­
szawie pracuje 1450 central
abonenckich z 95000 nume­
rami przyłączonymi do sieci.
Tak więc stan telefonizacji
stolicy ilustruje suma ponad
245 000 numerów plus służby
specjalne i to nie licząc in­
nych sieci, tzw. wewnątrz­
resortowych (np. PKP).
Interesująco prezentuje się
stosunek abonentów uspo­
łecznionych do mieszkanio­
wych. O ile w 1960 r. abo­
nenci prywatni (mieszkania
i zakłady pracy) stanowili
67,1 proc. ogólnej liczby abo­
nentów warszawskich, o tylc
w ł4r. ich udział wzrósł do
74 proc. I nadal wykazuje
tendencję zwyżkową.
Ostatnie dane mówią,
że mamy w stolicy 132494
abonentów (łączy), w tym
6578 zespołowych z tzw.
aparatami towarzyskimi
(bez central abonenckich
i sieci specjalnych).
Wszystkie warszawskie
centrale ruchu publicz­
nego pracują nieprzerwa­
nie pełną dobę.
*
Teraz o centrali mię­
dzymiastowej. Sieć urzę­
dów przyjmującYCh za­
mówienia na rozmowy
międzymiastowe to 100
placówek pocztowo-tele­
komunikacyjnych i 7 wy­
łącznie telekomunikacyj­
nych. Na jeden punkt do
którego można zgłosić
rozmowę przypada śred­
nio 4,2 km2 i 11 706 mie­
szkańców.
Warszawska Centrala
Międzymiastowa jest wy­
posażona w blisko 300
stanowisk, a centrala
międzynarodowa - w 90.
Obsługuje je ponad 900
telefonistek, które dały
nam w 1965 r. możliwość
przeprowadzenia 5531
tys. rozmów tzw. wycho­
dzących. Oznacza to, że
każdy statystyczny mie­
szkaniec stolicy rozma­
wiał 4,4 raza w ruchu
międzymiastowym.
Dziennie prowadzi się w
stolicy ponad 15 000 ta­
kich rozmów.
W marcu ub. r. została
uruchomiona międzymia­
stowa centrala bezsznuro­
wa. Znikły tradycyjne
wtyczki. Dzięki nowemu
urządzeniu Warszawa
pracuje na ruchu półau­
tomatycznym. Stołeczna
telefonistka wybiera od
razu numer żądanego a­
bonenta w danym mieś­
cie - jeszcze nie w każ­
dym - bez pośrednictwa
tamtejszej koleżanki. W
III kwartale ub. r. zo­
stała oddana do eksploa­
tacji nowa centrala mię­
dzynarodowa.
Mamy też wreszcie pierw­
szą nowość techniczną. Jest
to automatyczny ru'ch tele­
foniczny międzymiastowy sy­
stemem "miasto-miasto" z
Bydgoszczy i Olsztyna (w
bliskim czasie) i z Białegosto­
ku - do Warszawy. Oznacza
to, że abonenci tych miast
mogą Wybierać bezpośrednio
warszawskiego abonenta. Ze
stolicy, jak na razie, nie
możemy jeszcze, siedząc w
wygodnym fotelu, wykręcać
numer przyjaciół na drugim
końcu Polski. Zamawiamy
więc jeszcze starym syste­
mem. Ale, pełna automaty­
zacja ruchu międzymiastowe­
go w Warszawie jest sprawą
nie tak już dalekiej przy­
szłości.
A jakiego postępu moż­
na się spodziewać w sa­
mym mieście? Rozbudowy
Warszawskiego Węzła Te­
lekomunikacyjnego ma­
jącego umożliwić osiąg­
nięcie w końcu 1970 r. gę­
stości telefonicznej 14 li­
nii i 22 aparatów na 100
mieszkańców. (Będzie to
obecny poziom Oslo i Ber­
lina Wschodniego).
Jeszcze przed 1970
wprowadzone zostaną do
użytku aparaty wrzutowe
z zaliczeniem należności
według systemu tzw.
strefowo - czasowego o­
raz liczniki kontrolne u
abonentów (na ich zresz­
tą życzenie). System stre­
fowo - czasowy ma na
celu uiszczenie właściwej
opłaty za rozmowę. Z a­
paratu wrzutowego moż­
na rozmawiać np. z O­
twockiem za 50 gr, gdy
taką sumę powinno się
płacić za każde pół mi­
nuty.
Są inne jeszcze sprawy
interesujące każdego
warszawiaka. Należy do
nich czasokres fakturo­
wania opłat za rozmowy
międzymiastowe. Dziś ra­
chunki wystawiane są
każdego miesiąca. Rozwa­
ża się projekt przejścia
na dwumiesięczne, a na­
wet kwartalne rozlicza­
nie. W myśl tej koncep­
cji użytkownik telefonu
dokonywałby miesięcz­
nych przedpłat (bez ra­
chunku i wezwania). O­
pracowuje się aparat e­
lektronowy. Poza tym w
1967-68' r. ma wejść do
produkcji reduktor łączy,
urządzenie pozwalające
na przyłączenie 10 abo­
nentów na 3 łączach.
W dalszej przyszłości,
w okresie realizacji na­
stępnego planu pięciolet­
niego zmontuje się w
Warszawie nowoczesne
centrale systemu krzy­
żowego "Crossbar".
ZYGMUNT ZONIK
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_13.djvu

			"
r
Festiwal Sztuk Pięknych
powstał z inicjatywy i środ­
ków Okręgu Warszawskiego
ZPAP i objął pięć wystaw.
Generalnym protektorem im­
prezy był gospoda rz miasta
Janusz Zarzycki; w roli
współorganizatorów wystąpi­
li: Prezydium Rady Narodo­
wej m. st. Warszawy, Woje­
wódzka Komisja Związków
Zawodowych, Główny Zarząd
Polityczny Wojska Polskiego
i Stołeczny Komitet Frontu
Jedności Narodu. Komitet
honorowy patronujący Festi­
walowi składał się z dwu­
dziestu siedmiu wybitnych
warszawskich osobistości, ił
dokumentację zawartą w ka­
talogu wystaw opatrzył wstę­
pem prof. Juliusz Starzyń­
ski. Wymieniam to wszystko
aby zwrócić uwagę na zna­
czenie jakie nadano Festiwa­
lowi.
Dotychczasowy udział pla­
styków w obchodach stołecz­
nego września realizował się
skromnym akcesem, a miano­
wicie wystawami pod nazwą
"Warszawa w sztuce", Kie­
rownictwu Okręgu Warszaw­
skiego ZPAP ta lradycyjna
rola już nie wystarczyła,
idąc dalej pokuszono się o
rzecz niełatwą i z samej naz­
wy obligującą festiwal
plastyki rozumiemy bowiem
·"ko imprezę, ktora w szero­
kim jednocześnie swobod­
nym przeglądzie demonstru­
je aktywa naszego życia ar­
tystycznego.
Inaugurująca te nowo
powstałą (onne odswtet-
••
RYSZARD KOZŁOWSKI - akcent rzeźbiarski na placu Za­
wiszy - propozycja
nych kontaktów plastyki z
miastem impreza kryje w
swoim programie zarówno
wielkie ambicje jak i wielkie
nadzieje. Ambicje dotyczą
sfery społecznego odbioru
sztuki, nadzieje mają za cel
miejski mecenat a la Iongue.
Festiwal taki jakim widzą
go organizatorzy odradza
ideę zbiorowych pokazów
demonstrujących za jednym
zamachem 300, 400, 500 auto­
rów. Wystawy takie muszą
być reprezentatywne dla ca­
łości zjawisk naszej sztuki
wizualnej, a jednocześnie
nie można stosować do nich
taryfy ulgowej. Zatem
nie mogą spadać poniżej o­
kreślonego poziomu i powin­
ny w możliwie wierny spo­
sób rejestrować najciekawsze
fakty. Tak rozumiane wysta­
wy wymagają precyzyjnej
orga nizacji.
Jak w porównaniu z za­
miarami wypadł pierwszy
inauguracyjny cykl wystaw?
Odpowiem różnie, nie
wszystko bowiem zostało ••
przygotowane z jt>dnakową.:'_
PAWEL BINDER - kompozuc)a - gips patynowany
\
. .
t"-'T "\
_ .
� .
. :
.
.
odpowiedzialnością. ZdecydO­
wanie dobrze prezentowały
-się przeglady sztuki graficz­
nej i tkackiej, pierwsza jest
u nas tradycyjnie świetna,
przy drugiej słusznie za­
ostrzono kryteria wyboru.
Natomiast malarstwo i rzeż­
ba czyli dyscypliny wiodące,
wypadły najgorzej zarówno
w selekcji jak i w przygoto­
wantu,
Najwięcej zawodu sprawi-
�
.t
. 1
,
"
• •
LUCJAN MIANOWSKI
kołorowa
ła wystawa najmniejsza -
propozycji dla architektury
I urbanistyki Warszawy;
spodziewaliśmy się rewelacji,
przedstawiono przeciętność
obojętną raczej dla miasta
i widza.
Mówiąc jeszcze o plusach
nie można pominąć doku­
mentu Festi.walu jakim jest
jego katalog rzetelnie infor­
mujący. Mimo pewnych ne­
gatywów warszawski Fest!-
JOLANTA OWIDZKA - Akord - gobeltn
JERZY NOWOSIELSKI - Akt - olej
.,
...
...
.a
, �II
ZaC/lód słońca VI
litografia
wal Sztuk ·Pięknych był dla
miasta l Okręgu ZP AP Im­
prezą prestiżową. Warto za­
tem z całą sympati.ą dla
warszawskich twórców ży­
czyć tej inicjatywie powo­
dzenia, a organizatorom
przyszłych imprez nie
mniejszej od rozmachu kon­
sekwencji w przeprowadza­
ni.u :programu.
DANUTA WRÓBLEWSKA
I'
.�
"
,
.,
..
e >
.,.
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_14.djvu

			MAREK SADZEWICZ
W pią'eli po południu
KIEDY MUZY KŁAMIĄ
Z racji rocznicy hiszpańskiej
wyświetlano w Telewizji film
,Umrzeć w Madrycie". Film jest
dziełem artystycznym wysokiej
klasy pomimo, a może właśnie
dlatego, że nie ma tam ani jed­
nej sceny "odegranej", całość
zmontowana ze zdjęć autentycz­
nych dokonanych przez czołówki
filmowe w czasie akcji bojowej.
W rezultacie podróży po wielu
archiwach filmowych, poszuki­
wań, żmudnego przeglqdania ki­
lometrów taśm, realizatorzy
stworzyli dzieło sztuki, w któ­
rym brak postaci fikcyjnego bo­
hatera, wiążącego swoją osobą
całość akcji nie oslo bia wrażenia
ciągłości dramatycznej.
Film "Umrzeć w Madrycie" za­
przecza raz jeszcze sztucznym
klasyfikacjom, które przyznajq
jednym dziełom - bez względu
na ich wartość - rangę sztuki,
spychając inne do poklepywanej
łaskawie kategorii "reportażu"
czy "filmu dokumentalnego". Po_
równajmy "Umrzeć w Madrycie"
z takim "Gabrielem" i będziemy
widzieli, co jest dziełem sztuki i
co nim nie jest. To dotyczy nie
tylko tematyki wojennej. Przy­
'pomnijmy "Tokio", film o boha­
terach Olimpiady obchodzi się
bez bohatera fikcyjnego, pozy­
tywnego czy nie i stwarza fabułę
fascynującą. W filmie hiszpań­
skim losy bohatera zbiorowego,
którym jest żołnierz i lud, chwy­
tają uwagę widza i utrzymują w
napięciu aż do rozwiązania, kićre
przecież zna. Wszystko co się tu
dzieje, ofensywy i odwroty. klęs­
ki i triumfy, entuzjazm, bohater­
stwo, zwątpienia, bezimienne o­
fiary i nadzieje - to wszystko
zmierza przecież nieuchronnie do
przegranej. Jej uosobieniem sta­
ną się jeńcy - inwalidzi, których
przyszłego losu komentator nie
ukrywa: rozstrzelanie, więzienie,
bądź mroczna egzystencja paria­
sów.
Realizatorzy nie szczędzą rów­
nież sceny rozdawnictwa wyży­
wienia między bezdomną lud­
ność przez triumfującego zwy­
cięzcę, kt6ry domy jej spalił, od­
ciął drogę ucieczki i łaskawie ob­
darza chlebem. Są to sceny z
frankistowskiego archiwum pro­
pagandy, ich treścią miała być
wielkoduszność zwycięzcy i po­
niżenie pokonanego przeciwnika.
Kobiety, starcy, dzieci, pchają
się tłumn.ie do woz6w wyladowa­
nych żywnościq, wyciągają ręce.
Ale i ta scena, prawdziwa, sfoto­
grafowana przez wrQga, nie uj!
muje przegranej walce nic z
wielkości. Podobnie jak i trium­
falne defilady zwycięzcy. A cóż
dopiero wygłodniałe dzieci, dzieci
osteroeone i pogubione przez ro­
dziców, kt6rym w przytułku
frankistowskim dano jeść. W za7
mian za jadło uśmiechnięte pie­
lęgniarki uczą je pozdrowienia
wroga. Czyż ta scena - wbrew
intencjom tych, którzy ją pierw-
si rozpowszechniali, nie jest naj­
cięższym oskarżeniem na "plemię
zaborców zbrodniami zatrute"?
Znaczna część, jeśli nie więk­
szość zdjęć pochodzi od strony
zwycięSkiej. Dysponowała ona z
pewnością większymi możliwoś­
ciami, wykorzystała je i stworzy­
ła dokumenty, które teraz z ko­
lei wykorzystano. Dokumenty,
pochodzące od wroga mówią o
jego wyraźnej przewadze. To się
musi zakończyć klęskq. wiemy
zresztą, bo to historia i zmienić
się nie da, że tak rzeczywiście
było. Jakąż poza tym szansę mie­
li Baskowie, którzy w ciągu
wieków uporczywie strzegli swo­
jej odrębności, a teraz w jej o­
bronie ulegają biologicznemu
wyniszczeniu? Jednak te same
dokumenty mówią i co innego.
Oto, że zwycięstwo nie dostało
się najeźdźcy za darmo. Chcąc
pokazać swojego żołnierza mu­
siał też pokazać silę oporu, jaką
on miał do pokonania. Zresztą i
realizatorzy wcale nie pomniej­
szają wartości bojowej najeźdź­
cy, tych wszystkich Niemców,
Maurów, reprezentujących "na­
rodową" Hiszpanię, wreszcie i ro­
dzimych falangistów. Nie pomi­
nęli przecież i Alkazaru.
W obrazie walki beznadziej­
nej - to widać i to wiadomo -
zabrakło jednego: element6w
donkiszotyzmu. Dla Don Kicho­
ta nie było tu miejsca, chociaż
rzecz dzieje się w ojczyźnie Cer­
vantesa. Ponieważ bowiem film
się składa ze zdjęć autentycz­
nych, czołgów nie można było
zmienić n-a wiatraki. M oże też
dzięki temu, że niczego nie usi­
łowano sfałszować, film nie jest
opow�esCłą o beznadziejności.
Człowiek, który w ostatniej sce­
nie podąża wąwozem Somosier­
ry do pracy na swoim poletku,
może mieć nadzieję, jak i naród,
który oswoją wolność chciał
walczyć i walczył.
To jest film dla nas szczegól­
nie bliski. Jeśli Wrzesień był
wielkiego dramatu aktem pierw­
szym tamto było prologiem. Czy
to historia jut zakończona i tyl­
ko historia? C6Ż, historia nie
kończy się nigdy.
A dlaczego my nie mamy takie­
go filmu? Filmu o walczącej W nr­
szawie? O żołnierzu polskim na
wszystkich frontach? Od wrześ­
nia 1939 roku po Berlin! Przecież
są materiały, nic potrzeba wy­
myślać, wystarczy poszukać, po­
pracować. W roku 1939 działali
polscy operatorzy, hitlerowcy.fil­
my wywieźli, gdzieś prawdopo­
dobnie są. Z prac filmowc6w
Powstania większość zaginęła,
spora przeczez część została ..
Przy armiach regularnych działa­
ły czoł6wkil filmowe. A gdzie
własnych . zabraknie, sięgnijmy
do filmów wroga. Te więcej o
nas powiedzą prawdy, niż fantaz­
je domorosłych aniedoważonych
"twórców"· Gdzie kłamią muzy,
niech przemówią dokumenty. One
też potrafią mówić językiem
sztuki, a prawdziwym.
MORSKI APEL "STOLICY"
Apel nestora naszych mary­
nistów Stanisława Marii Sa­
lińskiego o upamiętnienie w
stolicy bohaterskiej załogi
statku - żołnierza "Warszawa"
i jej dzielnego dowódcy kapi­
tana żeglugi wielkiej, posła
ziemi gdańskiej na sejm Pol­
skiej Rzeczypospolitej Ludo­
wej Tadeusza Meissnera, za­
sługuje nie tylko na serdecz­
ne poparcie. Wywołuje znacz­
nie szersze refleksje, które
pragnę przedstawić czytelni­
kom "Stolicy" w przekonaniu,
że warte są rozwagi miesz­
kańców i miłośników Warsza­
wy.
O ile wiem postulowany
pomnik bojowego statku czy
tablicy pamiątkowej zasłużo­
nych marynarzy, byłby jedy­
nym morskim akcentem sto­
licy. Jak dotąd nic w Warsza­
wie nie mówi, nie przypomi­
na, nie podkreśla i nie eks­
ponuje doniosłego faktu, że
jest ona stolicą morskiego
kraju. Oczywiście w Warsza­
wie istnieje Ministerstwo Że­
glugi - dynamiczny ośrodek
naszej polityki i gospodarki
morskiej, działa Klub Mary­
nistów zrzeszający pisarzy,
plastyków, publicystów zaj­
mujących się problematyką
morską, przy Polskiej Akade­
mii Nauk rozwijają działal­
ność specjalistyczne instytuty
badań morza, przy ulicy Wi­
dok mieści się od czterdziestu
lat, znana dwóm pokoleniom
czytelników redakcja mie­
sięcznika "Morze", a opodal
ma swoją siedzibę warszaw­
ski oddział największego na­
szego armatora Polskich Li­
nii Oceanicznych. Ale to i
wszystko, albo prawie wszyst­
ko i nie o to chodzi. Są to bo­
wiem instytucje i placówki
znane przede wszystkim jeśli
nie wyłącznie, zainteresowa­
nym, a więc ludziom morza.
Natomiast przechodnie war­
szawskich ulic - ponad mi­
lion stałych jej mieszkańców
oraz tłumy turystów z kraju
i ze świata - nie dowiadują
się w stolicy niczego o spra­
wach morza.
Nie ma w Warszawie żadne]
stałej wystawy morskiej, ani ar­
tystycznej ani gospodarczej, nic
ma nie tyłko żadnego pomnika
morza. ale nawet żadnego domu,
salonu, klubu, świetlicy, czytelni,
kawiarni, gospody, biblioteki czy
księgarni morskiej. Owszem są i
cieszą się dużym powodzeniem
księgarnie rolnicze i muzyczne -
nie ma księgarni morskiej. Tak,
jakby Conrad nie miał z nami
nic wspólnego, jakby w naszej
literaturze nie było Wiatru od
morza i Latarnika. Podróży mor­
skiej do Lubeki - Borzymowskie­
go, Flisa - Klonowicza, Piesni ()
Gdańsku - Gomulickiego, Balla­
dy Gałczyńskiego o Zołnierzach z
Westerplatte i tylu innych lite­
rackich arcydzieł czy dokumen­
tów. Tak, jakby nie było współ­
czesnych dzienników okrętowych,
żeglarskich przygód i marynar­
skich opowiesci, jakbyśmy nie
mieli dziś całej plejady piszących
ludzi morza i jakbyśmy w ciągu
ostatnich lat nie wydali ogromnej
fachowej, technicznej i nauko­
wej literatury morskiej. Albo tak,
jakby nasze szkolnictwo morskie
i gdyńSkie Wydawnictwo Mor-
skie były sprawami lokalnymi
Wybrzeża.
Szczerze mówiąc cały stołeczny
handel pozbawiony jest morskich
akcentów, jakby nie dostrzegał
lub nie doceniał istotnych związ­
ków delikatesów z żegługą. Cho­
dząc po warszawskich sklepach
nie widzi się morskich witryn -
może dlatego iż wszelakie fructa
mare sprzedaje się od ręki i spod
lady? Trudno pojąć dlaczego żad­
na z polskich central handlu za­
granicznego, które przecież znacz­
ną część swojej eksportowo-im­
portowej masy towarowej prze­
wożą morzem, nie eksponuje
atrakcyjnych modeli nowoczes­
nych statków naszej marynarki
handlowej. Tylko na warszaw­
skiej starówce, w winiarni Fu­
kiera, wiekowy model żaglowca
przypomina świetne tradycje­
widać dawni warszawscy kupcy
lepiej rozumieli korzyści płynące
z morza i bardziej czuli byli na
jego urodę. Wieczorem, kiedy
nad Warszawą zapalają się neony
niestety i one nie mienią się wa­
lorami morza. W nocnym pejza­
żu stolicy brak maryntstycznvcn
motywów.
Na Ochocie jest uliczka
Dantyszka - miły dowód pa­
mięci warszawiaków o gdań­
szczaninie. Przechodząca tam­
tędy młodzież niewiele jednak
wie o tym imieniu, o Janie
Dantyszku poecie żeglarzu,
dyplomacie i podróżniku, se­
kretarzu jagiellońskiej kan­
celarii, doradcy królów pol­
skich w sprawach morza, nie­
jako pierwszym naszym mini­
strze żeglugi, który urodził
się w 1485 roku u Wisłouj­
ścia, Myślę, że na warszaw­
skim Powiślu, wzdłuż sto­
łecznych bulwarów, mogłaby
z czasem powstać galeria lu­
dzi morza, kapitanów wiel­
kiej i małej żeglugi, postaci
barwnych, ciekawych, wybit­
nych, takich właśnie jak
Dantyszek, Dickman, Arci­
szewski, Mierosławski, Dobro­
wolski, Zaruski, Meissner czy
Sołdek, żeglarzy legendar­
nych jak Jan z Kolna, postaci
realnych choć bezimiennych
jak wiślani flisacy, gdańscy
okrętnicy i bohaterscy ma­
rynarze, co to walcząc na
wszystkich oceanach śpiewali
o Bałtyku - morze naSZe mo­
rze.
Przed kilku laty z sejmo­
wego forum przy ulicy Wiej­
skiej usłyszeliśmy ważkie
zdanie: jesteśmy państwem
morskim - nie jesteśmy jesz­
cze narodem morskim (cytat
z pamięci). Zapewne, aby sło­
wa te nie pozostały krytycz­
nym westchnieniem lecz na­
brały treści budującego pro­
gramu, trzeba będzie nieżle
powiosłować, więcej wodo­
wać i dalej żeglować. Nie bez
wpływu jednak na ten dłu­
gofalowy proces przekształce­
nia naszej tradycyjnie lądo­
wej świadomości społecznej w
świadomość morską, będzie
wizja współczesnej Warsza­
wy - stolicy morskiego kra­
ju. Dlatego pozwoliłem sobie
tak obszernie wyrazić uzna­
nie dla faktu, że właśnie z
łamów "Stolicy" rozległ się
apel o pamięć Warszawy dla
marynarzy "Warszawy".
EDGAR MILEWSKI
REDAKCJA: Warszawa �, ul. Marszałkowska 8. Teł. centlrall: 215058. Redaktor Naczelny: Leszek Wysznackl. WYDAWCA: WarszaWSkie Wydawnic­
two PraSOwe RSW "pra�a - Warsza�a, ul. Fo�sal 16, tel.26-51-34. WARUNKI PRENUMERATY: krajowa - dla czytelników Indywidualnych przez
urzęd�, pocztowe oraz listonoszy. Mozna rÓ.w�leż dok.onyw:-ć wpłat. na konto PKO Nr 1-6-100020 - Centrala Kolportażu Prasy I Wydawnictw
.. Ruch - Warszawa, ul. Wronia 23. Wszystkie mstvtucje panstwowe I społeczne w kraju mogą zamawiać prenumeratę wyłącznie za pośrednictwem
0!Idzialów i De.Iegatur "Ruch". Prenumeraty przyjm��vane są d!> 10 "'nia miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty: kwartalnie 32,50 zł, pół rocz­
Ole 65 zł,. rOCZUle 130 zł� na zagranicę - przez: "Ruch ul. Wronia 23, ret -. 20-46-88, konto PKO Nr 1-6-100024 o 40 proc. drożej. Egzemplarze numerów
zdeaktuahzowanych mozna nabywać w PunkCie Wysyłkowym Prasv Archiwalnej "Ruch" - Warszawa ul. Nowomlejska 15[17 konto PKO Nr
114-6-700041 VII O[M Warszawa. Rękopisów nie zamówionych redakcja nie zwraca. DRUK: Zakł:.dy Wklęsłodrukowe RSW "Prasa": Warszawa ul.
Okopowa 58/72. Zam. 2325. M-75, 11111. '
14
		

/stolica1966_nr_47_20.11_s_15.djvu

			WIECZORY TEATRALNE
INCYDENT
W VICHY
Artbur Miller jest dziś w Eu­
ropie jednym z najpopularniej­
szych dramaturgów amerykań­
skich. Także w Polsce znany jest
szeroko, gdyż cokolwiek napisze
- natychmiast jest tłumaczone i
wystawiane, niezależnie od tego,
jaką przedstawia wartość lite­
racką. A z tą wartością bywa
bardzo różnie.
Miller uchodzi za pisarza spo­
łecznie postępowego i sam się za
takiego podaje przy każdej spo­
sobności. I w tym przede wszyst­
kim - w owym przeświadczeniu
pisarza o ważności jego misji
społecznej - leży sekret jego po­
wodzenia nie tylko u nas. Myślę
jednak, że lepiej pasowałoby do
niego miano kronikarza czy lite­
rackiego rejestratora aktualności
naszych czasów. Miller ma bo­
wiem niezawodną orientację w
tematach, które w danej chwili
pasjonują ciekawość publiczną i
służy im ochoczo swoim piórem.
Czymże innym, jak nie pokar­
mem dla tej ciekawości były eks­
hibicjonistyczne wynurzenia w
"Po upadku"?
lo
J
Obecnie toczy się w całym
świecie dyskusja na temat odpo­
wiedzialności za zbrodnie hitle­
ryzmu. I oto już Miller włącza
się do dyskusji. Pisze "Incydent
w Vichy", a międzynarodowa
giełda tłumaczy z miejsca, zabie­
ra się do przekładów. Językowi
polskiemu przyswaja nową sztu­
kę Millera Kazimierz Piotrowski
i wkrótce odbywa się jej pre­
miera w Szczecinie A teraz oglą­
damy ją w Warszawie w Teatrze
ATENE'-TM.
Dowiadujemy się, że autor "In­
cydentu w Vichv" asystował jako
obserwator przebiegowi kosz­
marnego procesu oświęcimskiego,
co powinno, rzecz jasna, dodać
powagi jego głosowi. Jaką jed­
nak zdobył wiedzę o naturze
zbrodni hitlerowskich i o Oświę­
cimiu, przysłuchując się zezna­
niom świadków różnych narodo­
wości, przywracającym pamięci
wstrząsające obrazy obozowe?
Gdyby sądzić jego wrażliwość,
wyobrażnię i świadomość histo­
ryczną na podstawie prezento­
wanego nam teraz dramatu
można by tylko ubolewać, że je­
go autor zupełnie niepotrzebnie
stracił tak wiele czasu we Frank­
furcie nad Menem. Wystarczyło
mu przecież do udramatyzowa­
nia - jak to uczynił - zasłysza­
ne kiedyś opowiadanie o nie­
zwykłym incydencie, jaki wyda­
rzył się w Vichy w okresie, kie­
dy hitlerowcy zaczęli już coraz
brutalniej rozciągać swą władzę
nad terenami nieokupowanej
Francji. Obserwacje frankfurckie
nie Odegrały w tym żadnej roli.
Miller ma niewątpliwą łatwość
operowania efektem teatralnym
i pod tym względem jego ostat­
nia sztuka nie przynosi zawodu.
Technicznie jest więc wszystko
w porządku - gorzej, że autor
nie poprzestaje na tym, na co
stać jego talent i horyzonty my­
ślowe. Próbuje sięgać wyżej, fi­
lozofuje i uogólnia, feruje włas­
ne wyroki moralne. I tutaj za­
czyna nas irytować, bo mówi o
sprawach, które zna tylko z cu­
dzych relacji i niewiele z nich
rozumie.
Zresztą opisane przez niego
wydarzenie, już sar-to w sobie,
jako sporadyczny ; n c y d e n t,
nie dawało podstaw do jakich­
kolwiek wniosków uogólniają­
cych. Spójrzmy na ten przypa­
dek poprzez nasze własne okupa­
cyjne doświadczenie:
W poczekalni komisariatu
francuskiej policji czeka na swój
10s gromadka schwytanych na u­
lic:' Żydów. Początkowy nastrój
niepewności przeradza się w nich
w uczucie grozy, gdy otrzymują
• ukradkiem podaną wieść, że do
Vichy przybyły pociągi z pol­
skimi kolejarzami (!). Tym ab­
surdalnym wymysłem posługuje
się Miller [ako znakiem rozpoz­
nawczym, zwiastującym wyrok
śmierci w komorach gazowych.
Stopniowo granica między o­
prawcami a ich ofiarami zaczyna
się rysować coraz ostrzej. O­
prawca jest właściwie jeden:
symboliczny "Profesor" hitle­
rowski, specjalista od badania
czystości rasy - ale usłużnych
pomocników ma wielu, bo są
wśród nich i francuscy policjan­
ci, i wszyscy ludzie zastraszeni,
no' i owi wspomniani mimocho­
dem polscy kolejarze. W tej ma­
łej społeczności siewców terroru
i ich śmiertelnie przerażonych
ofiar - tylko dwóch ludzi wal­
czy o zachowanie w sobie war­
tości świadomego człowieczeń­
stwa. Jednym jest austriacki a­
rystokrata, drugim oficer Wehr­
machtu. Tylko oni dwaj potrafią
wewnętrzną siłą moralną prze­
zwyciężyć biologiczny instynkt
samozachowawczy, tylko oni
dwaj dokumentują swą postawą
głęboką kulturę duchową. Ich za­
chowanie jest teatralnie bardzo
efektowne i, zdawałoby się, jed­
noznaczne, ale Miller - prawdo­
podobnie w obawie, by nie za­
rzucono mu sławienia szlachet­
nych Niemców - równa wszyst­
kich swych bohaterów wspólną
Odpowiedzialnością za nieludzki
system. Wszyscy są winni! Mo­
rał to równie nieoczekiwany, co
i nieodpowiedzialny. Żeby głosić
podobne sądy - trzeba nie mieć
żadnego pojęcia, czym jest życie
ludzkie w stanie ciągłego, śmier­
telnego zagrożenia.
rl
�,
I'
i'
l
HALINA PRZEWOSKA
1
I
Reżyser .Janusz Warmiński opraco­
wał sztukę Millera z wielką staran­
nością, uwydatniając jej walory
techniczne i dramaturgiczne. Bardzo
dobrze został wypunktowany nastrój
narastającego napięcia, a trafna ob­
sada aktorska zobrazowała wyrazratą
galerię zróżnicowanych charakterów.
I są w tym przedstawieniu dwie krc­
acje wybitne: .Jerzego Kaliszewsl	
			

/stolica1966_nr_47_20.11_s_16.djvu

			\�
. ,
I I
Sytuacja wojskowo-po­
lityczna w październiku
1918 r., aczkolwiek przed­
stawiana w różowych
barwach przez urzędowe
komunikaty niemieckie,
rysowała się coraz wy­
raźniej: stawało się jas­
ne, źe upadek państw
centralnych to już kwe­
stia bardzo niedługiego
czasu.
Z inicjatywy lotników
z b. Korpusu gen. Dow­
bór-Muśnickiego, ppor.
Władysława Swiąteckie­
go, por. Henryka Tokar­
czyka, ppor. Mieczysława
Pietraszka i ppor. Lip­
czyńskiego został zawią­
zany 14 października
1918 r. "Tajny Związek
Lotników", którego głów­
nym zadaniem miało być
opanowanie lotniska Mo­
kotowskiego. Tegoż dnia
miał miejsce demonstra­
cyjny przemarsz ofice­
rów, podoficerów i szere­
gowych dowborczyków,
należących do różnych
broni, z Doliny Szwajcar­
skiej przez ulice Warsza­
wy, co było widomym
znakiem zorganizowanej
siły wojskowej, gotowej
do czynu.
Już następnego dnia
przystąpili do Związku
lotnicy: ppłk Hipolit Los­
sowski, płk Zygmunt Stu­
dziński, kpt. Jerzy Syro-
komla-Syrokomski, por.
Stanisław Karpiński,
ppor. Jerzy Garbiński,
ppor. Michał Tłuchowski,
ppor. Władysław Gajew­
ski i in. oraz inżyniero­
wie Klemens Filipowski
i Stefan Malinowski.
Związek niezwłocznie
przystąpił do akcji, osią­
gając porozumienie z pra­
cownikami cywilnymi
Polakami zatrudnionymi
na lotnisku. Uzyskano tą
drogą nie tylko szczegó­
łowe dane o sprzęcie, ale
i plany rozlokowania
warsztatów, magazynów i
hangarów. Należy tu
podkreślić ogronrne za­
sługi w tym względzie
mz, mech. Zbigniewa
Arnda, który pełniąc o­
bowiązki asystenta nie­
mieckiego dyrektora fa­
bryki samolotów Alba­
tr�s-Werke w Warsza­
wie, miał daleko idący
wgląd w sprawy lotnicze,
(bronił też stale intere­
sów pracowników Pola­
ków i przygotowywał ka­
dry pracownicze, na któ­
rych oparły się niezwło­
cznie po rozbrojeniu
Niemców Centralne War­
sztaty Lotnicze).
W pierwszych dniach
listopada nadeszły wia­
domości o rozbrojeniu
Austriaków na ziemiach
polakich przez nich oku­
powanych i zajęciu przez
Polaków lotnisk w Kra­
kowie, Lublinie i Lwo­
wie, co wzmogło jeszcze
bardziej zapał członków
związku, szczególnie, że
równocześnie uzyskano
informacje o zamierzo­
nym odlocie niemieckich
lotników z lotniska war­
szawskiego do Poznania
po uprzednim zniszczeniu
całego sprzętu, znajdują­
cego się na Polu Moko­
towskim. To wszystko
przynaglało do działania.
9 listopada wieczorem
ppłk Łossowski postawił
w stan pogotowia ludzi,
przewidzfanych do roz­
brojenia ochrony lotni­
ska i wyznaczył sztab do­
wódcy w składzie nastę­
pujących oficerów: Wła­
dysław Swiątecki, Mie­
czysław Pietraszek, Sta­
nisław Jakubowski, .Sta­
nisław KarpińSki, Hen­
ryk Tokarczyk, Jerzy
Garbiński, Michał Tłu-
LotnIcy, �tórzy w dniU 16 grudnIa 1918 r. zlożyli przysięgę na
wierność RzeczypospoUtej. Na zdjęciu od lewej: porucznik
Stanlslaw Ujejski (w czasie ostatniej wojny gen. I d-co lot­
nictwa pol. na zachodzie), por. Tadeusz Antonowlcz, ppor.
Zbigniew Babiński, por. Artur Jurklewlcz, ppor. Karol Chlup­
ka, ppor. Mieczyslaw Garsztka, ppor. Lisowski, ppor. Chmie­
lewski (Oflc. gosp.), ppor. Stanisław Krajewski, ppor. Wła­
dyslaW Swlqteckl, ppor. Ciechomskl, ppor. Kornacki, por.
Henryk Skoczdopole, ppor. Tadeusz Prauss, rtm. Tadeusz
GrochowaIskI, por. Zdzislaw Zych-Płodowski (jako pułkow­
nik zglnqł hnlerclq łotnika, spoczywa na powqzkach w AleI
ZaSłużonych). ppor. Jan Rybka, pIk Zygmunt Studz/ńskl
.-
chowski, Witold Piechow­
ski i Kornacki. Zgłasza­
jący się licznie studenci
zostali zgromadzeni w
kreślarniach Politechniki
i podzieleni na sekcje z
wyznaczonymi dowódca­
mi .
11 listopada rano z roz­
kazu ppłk. Lossowskiego
udała się na lotnisko de­
legacja oficerów, stawia­
jąc niemieckiemu do­
wództwu źądanie na­
tychmiastowego złożenia
broni przez odziały woj­
skowe i przekazania ca­
łości budynków, instala­
cji i sprzętu polskim peł­
nomocnikom. Odpowiedź
była negatywna i wtedy
Polacy zagrozili wzięciem
lotniska sturmem, choć
cała rozporządzalna "siła
zbrojna" składała się z
kilkunastu oficerów-lot­
ników i kilkudziesięciu
studentów jeszcze nie u­
zbrojonych. Zdecydowa­
nie polskich delegatów
zachwiało postawę Niem­
ców, którzy po waha­
niach, zgodzili się oddać
lotnisko, prosząc jedynie
o zwłokę na uzyskanie za­
twierdzenia ich decyzji
przez centralną radę żoł­
nierską, która zaczęła już
funkcjonować i miała o­
statnie słowo we wszyst­
kich sprawach związa­
nych z likwidacją okupa­
cji wojskowej.
O godzinie 11 przyma­
szerował pod lotnisko od­
dział złożony z kilkudzie­
sięciu studentów, choć
po cywilnemu, ale już
uzbrojonych i pod do­
wództwem oficerów.
Przybył również płk Zy­
gmunt Studziński z urzę­
dowym pismem Kierow­
nika Ministerstwa Spraw
Wojskowych (dawna Ko­
misja Wojskowa) pułkow­
nika Wroczyńskiego, do
Rady Żołnierskie]. Teraz
już Niemcy Skapitulowali
całkowicie i wyrazili ofi­
cjalnie zgodę na opusz­
czenie lotniska i objęcie
wart przez Polaków.
*
Autor tego artykułu brał
osobiście udział w akcji na
łerenie lotniska, począwszy
od dnia 13 listopada, gdyż
przybył do Warszawy dopie­
ro 12 listopada 1918 r. A by­
ło to tak (wg notatek w pa-
mtętruku): Po rozformowaniu
I Polskiego Korpusu gen.
Dowbora-Muśnickipgo prze­
chodziłem rozne perypetie
aż w pażdzierniku 1918 r.
znalazłem się w Kijowie z
zamiarem kontynuowania
studIów w tamtejszej pofi­
techriice, przerwanych przed
paru laty w Technologicz­
nym Instytucie w Piotrogro­
dzip z powodu przymusowe­
go wcielenia studentów do
�zk6ł oficerskich. Oczekując
na uruchomienie politechni­
ki dowiedziałem się w pierw­
szych dniach listopada, że
bawi w Kijowie wysłannik
Polskich Sil Zbrojnych, kpt.
Franciszek Kleeberg (później
generał i bohater-ski dowód­
-ea armii "Polesie" w 1939 r.)
w celu werbowania oficerów
Polakow. zapewniając prze­
wiezienie koleją do Warsza­
wy. W wyznaczonym miejscu
zgłosilo się ponad stu kandy­
datów z różnych broni, któ­
rym kpt. Klepberg wyjaśnił
w poufnych rozmowach, że
kto nie będzie chciał służyć
w PolskiCh Siłach Zbrojnych,
nic mu nie stanie na prze­
szkodzie, aby w Warszawie
zadysponował swoją osobą
według swej woli, zresztą
dni niemieckiego panowania
są już policzone (było to po
upadku Austrii). W tych wa­
runkach prawie wszyscy zde­
cydowali się jednak. Otrzy­
maliśmy do dyspozycji dwa
wagony osobowe I klasy,
które zostały dołączone do
pociągu, odchodzącego do
stacji granicznej Hołoby
(granica między Ukrainą
Skoropadskiego i Generalną
Gubernią), gdzie nastąpiła
przesiadka do innych wago­
nów rYł pociągu do Brześcia
n. Bugiem, dokąd przybyliś­
my nazajutrz. Tutaj nastąpi­
ło zatrzymanie dalszej po­
dróży na wiele godzin, gdyż
Niemcy, wiedząc już o wy­
padkach w tzw. Generalnej
Guberni nie chcieli przepuś­
cić pociągu do Warszawy.
Po długich pertraktacjach
udało się kpt. Kleebergowi
uzyskać zgodę na odjazd
transportu do Warszawy, do­
kąd 'Przybyliśmy w dniu 12
listopada. Zostałem ulokowa­
ny przez Komendę Miasta
w hotelu Francuskim (dziś
nieistniejący) na placu Dą­
browskiego. Nazajutrz, po
przyjęciu mnie formalnie do
Wojska Polskiego we właś­
ciwym biurze na Krakow­
skim Przedmieśclu zgłosiłem
się na Polu Mokotowskim u
płk. Studzinsklego, kt6ry
znał mnie osobiście. PIk
wyrazU zgodę na służbę pod
jego komendą i polecił mi
objąć dowództwo studenckiej
kompanii, która z czasem
została przekształcona w I
Lotniczy Batalion Uzupeł-
(b. d-ca lotn. l Pol. KorpuSU). kpt. Donat Maktjonek, por.
Batycki, kpt. Julian SłonietlIski, ksiqdz Mauersberger, ppor.
Piotr Tułacz, por. August Menczak, ppor. Stanislaw Jaku­
bowski, ppor. Edmund Jungowski iautor artykUłU), ppor. Ste­
fan Bryglewicz, ppor. Stanislaw SkarżyńSki, kpt. Pletrasz­
klewtcz, por. Stanlslaw Karpbiski (znany z rajdów samolot.
eW Azji I Afryki, w czasie ostatniej wojny gen. I d-ca lotni­
ctwa bombowego na ZachodzIe), ppor. Wlodzlmierz Puzyna,
ppor. Józef Krzyczkowskl, ppor. Stanlslaw Pawluć, por. God­
lewski. ppor. Ludwik ldzlkowskl (zglnql przy prÓbie przelotu
przez Atlantyk), ppor. stefan Sznuk, ppor. Bartłomiej Po­
plawskl, por. Wardejn.
,-
.-.
&
nień. Sytuacja jaką zastałem
była tego rodzaju, że kilku­
dzfesięcru studentów, prze­
marzniętych i niezbyt dobrze
odżywianych, pilnowało 800
uzbrojonych po zęby Niem­
ców. Zdarzały się różne in­
cydenty, zwłaszcza nocą było
słychać od czasu do czasu
strzały naszych placówek.
Oddziały memleckte opuściły
ostatecznie lotnisko dopiero
15 listopada. Udało im się u­
szkodzić część sprzętu, np.
aparaty fotograficzne, jed­
nak to, co się dostało w pol­
skie ręce, było poważną zdo­
byczą. Zasobnie urządzona
szkoła obserwatorów, w han­
garach kilkadziesiąt samolo­
tów (wprawdzie dość zuży­
tych) t bogate składy mate­
riałów i części zarniermych,
co ułatwiło pracę organłza­
cyjną w początkach naszego
lotnictwa. Już 20 listopada
ppor.-pil. Stanisław Jaku­
bowski dokonał pierwszego
łotu nad Warszawą, co od­
notował Kurier Warszawski
z 21. XI. 1918 r. Niestety w
tym właśnie dniu zdarzył się
pierwszy w ni.epodległej
Polsce śmiertelny wypadek
lotniczy. Zginął śmtercią
lotnika, warszawiak, ppor ,­
pfl, witold Zdzisław Pie­
chowski, student Politechni­
ki Warszawskiej, podczas
przymusowego lądowania na
samolocie Rumpler C. I, z
którego specyficznymi właś­
clwościami jeszcze nie zdą­
żył się dostatecznie zapoznać.
,
W podległej mi studen­
ckiej kompanii miałem
sierżanta z Legionów,
również studenta, Grąb­
czewskiego, który dosko­
nale znał polski regula­
min i bardzo mi był po­
mocny. Nie pamiętam na­
zwisk tych, którzy byli
czynni przy przejmowa­
niu lotniska (według
Księgi ku Czci Poległych
Lotników), poza Grąb­
czewskim, byli to: Budny,
Witt, Rudnicki, Wierusz­
Kowalski, Jeziorowski,
Plater-Zyberk, Scheur,
Barcikowski, Górski,
Strug, Bartel (w później­
szych latach znany kon­
struktor samolotów), Pu­
ławski, Ehrenpreis, Za­
leski, Mierczyński, Suryn,
Kralski, Błaszczyński, 0-
derfeld, Gizaczyński, Hel­
bing, Briickner, Brygie­
wic z, Jabłoński, Szwer,
Doroszewicz, Zdzitowie­
cki, Pawlak, Bogumił i
Siedlecki. Lista ta jest
niekompletna.
Kiedy zostaliśmy wy­
łącznymi panami lotniska
codziennie zgłaszał się
ktoś z lotników z b. armii
rosyjskiej i austriackiej
oraz rozformowanych for­
macji polskich. 16 grud­
nia 1918 r. odbyła się na
lotnisku Mokotowskim
pierwsza w wojsku pol­
skim przysięga na wier­
ność Rzeczypospolitej.
Mszę polową odprawił
pierwszy kapelan wojsk
lotniczych w Warszawie
ks. Mauersberger.
Kompanią dowodziłem
kilka tygodni po czym zo­
stałem przeniesiony do
pracy sztabowej w Sekcji
Zeglugi Napowietrznej
Ministerstwa Spraw Woj­
skowych, a następnie na
własną prośbę do służby
liniowej w 4 Eskadrze
Lotniczej w Poru banku
pod Wilnem.
EDMUND JUNGOWSKI