/stolica1967_nr_37_10.09_s_01.djvu

			i.
WITAMY W WARSZAWIE PREZYDENTA FRANCJI
I �
I I
ł ł
", • I ,t I
STOLICA
1J'ł"1. Publ.
Prenu •.
"
! I
...
•
II
•
I �
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_02.djvu

			Piękny film o wra.łniu 1939r.
PROSTOTA
HEROIZMU
Westerplatte w powszechnym
odczuciu Polaków stosunkowo ma­
ło dotąd kojarzyło się z history­
cznym wydarzeniem, jakim była
obrona tego cypla, połotonego u
wejścia do portu gdańskiego,
przed przytłaczającymi sILami nie­
mieckimi. Od pierwszycII dni
września 1939 r., od pierwszych
Wojennych komunikatów, było to
raczej slowo-symbol, mało licząca
się z realiami tamtych dni legen­
da, której równie piękny co fał­
szyWy wyraz· dal Gałczyński w
wierszu opiewającym jak to "pro­
sto do nieba czwórkami szli żot­
nierze Westerplatte". Niewiele
zmieniły tu operujące konkretny­
mi danymi prasowe t książkowe
publikacje historyczne czy popu­
larnohistoryczne. Dopiero ten
fUm ...
Zanim ujrzeliśmy go na ekra­
nach, lilm Stanisława Różewicza
.. Westerplatte" (scen. Jan J.
Szczepański) uzyskał Srebrny Me­
dal na festiwalu moskiewskim I
nagrodę l stopllia ministra Kultu­
ry i Sztuki. Jest to dzielo proste
te konstrukcji i surowe w wymo­
wie, wiernie, dzień po dniu od­
twarzające tę walkę - opor, którJ./
miał trwać dwunaście godzin, a
trwal tydzień. Słowem - prawie
dokument. "Prawie", bo nie tyl­
ko o rekonstrukcję historycZnych
wydarzeń tu Idzie. Także - a
może I przede wszystkim - o
odtworzenie ludzkich postaw, uka·
:oanle wolt oporu tej garstki (do­
kładnie 171 żolnierzy I 1l "cywl·
lów") obrońców stawiających
przez długie doby czolo potężnym
bombardowaniom z morza, lądu i
powletrzn, i następującym po so­
bie szturmom liczących tysiące
ludzi jednostek Wehrmacl.tu i
gdańskie; policji. Jak się zacho­
WyWali ci IJollaterowie, zwyczajni
przecież clllupcy, wpisani trwale
do najpiękniejszyclI tradycji pol­
skiego orętll, cu myslelr w tragicz­
nucn. chwiluch swej walki, gd,'
jut z calą ostrościq uświadomili
sobie, iż ma Olla tylko moralne
z nnczenze, j(lk wrl?szcie znosili
bitewn!l trud, nieunikllione chwile
słabości i zalamOla, rany i śmierć
przyjaciól? Na te wszystkie pyta­
nia realizatorzy filmu odpowiada­
ją z prec�/zj'l I powściqgliwoścla
zarazem. Z prostotq równa pro­
stocie heroizmu oIJrońcóu; Wester­
platte, którzy w tragicznych
dniach niemieckiego najaZdu Wy­
płlłnili nu tej Izolou'ane} placów­
ce swój żołnierski obowiqzłlk.
Juk każde dzieło godne tego o­
kreślenia film RóżeWIcza zawiera
I momenty dyskusyjne, (może bu­
dzic w tym czy Owym drobne za­
strzeżenm), Wqtklem dyskusyjnym
"Westerplatte" jest dla mnie
sprawa zarysowania postaci mjr.
SucharSkiego i jego .. sporu" z
kpt. Dąbrowskim na temat prze­
dht:tanla możliwości obrony I je:
realnego, dyktowanego kalkula­
cją strat I korzyści (takte moral­
nych) sensu. Widzę W tym pogłos
dyskusji o "bohaterszczyźnie" (na
szczęście jut raczej przebrzmla­
łych}. Trzeba jednak przyznac, te
w fILmie Różewicza probtem ten
potraktowany jest w nIeprzesad­
nych wymiarach, a racje stron
przedstawione rzetelnie.
KRZYSZTOF KULlCZ
...........
Inlllll I
Inl I
f ._
r�
1-
.
,�\ l,
, -;..,
i�
- ·'l
:::�Uif,�
.·r-' -
�
, ,
Tak będzie wyglądał budynek ambasady od ul. Pięknej
Tak będzie wyglądała za kil­
ka lat ambasada francuska w
Warszawie (na fot.), która stanie
w jednym z najładniejszych i
najbardziej reprezentacyjnych
fragmentów stolicy, przy ul.
Pięknej obok Parku Ujazdow­
skiego.
Będzie to właściwie zespół
dwóch budynków połączonych
wspólnym podjazdem zawie­
szonych na wspólnej stalowej
konstrukcji. Budynki mają trzy
kondygnacje. Obok, na zewnątrz
widoczne są słupy z zaczepami
w rodzaju haków. na których o­
parte są poprzeczne belki nośne.
Dzięki takiej konstrukcji każda
kondygnacja jest zawieszona i u­
trzymywana niezależnie od pozo­
stałych. Nadaje to całej budowli
pewną elastyczność.
Zarówno elewacja, jak i wi­
doczne na zewnątrz elementy
konstrukcyjne będą pokryte alu­
minium. Płaszczyzna ścian zosta­
nie rozbita przez rzędy okien wy­
suniętych niby lunetki - płasz­
czyzna szyb znajdzie się poza li­
cem ściany.
Nad podjazdem łączącym oba
budynki zawiśnie na stalowych
prętach daszek w kształcie deko­
racyjnego "parasola".
Ten interesujący projekt jest
dziełem światowej sławy archi­
tektów francuskich: B. H. Zehr­
fussa, G. Gilleta i H. Bernarda.
Techniczny projekt roboczy przy­
gotowują, współpracujący z
Francuzami wybitni polscy spec­
jaliści architekci Dzierżaw­
ski. Rzepka i Pawelski z Biura
Studiów i Projektów Typowych
Budownictwa Przemysłowego.
Przewiduje się, że budowa
ambasady trwać będzie około
trzech lat. J.
Rleu:acja poludnlou'a widoczna od strony oqrodu
a
I
"
Najpopularniejszy na pierw­
szym turnusie był "Dziadek".
Kto i dlaczego dał temu
trzynastoletniemu, małemu I
chudemu chłopcu takie prze­
zwisko - nie wiadomo.
Mimo jego gorących sprze­
ciwów - na 26 dni został
"Dziadkiem"�
W czasie wycieczki do Ce­
detu "Dziadek" był pełen
inicjatywy I humoru. oglądał
stoiska, kupował drobne u-
pominki. Na ruchomych
schodach zachowywał się jak
stary warszawiak.
Zafrasował się i przestra­
szył dopiero na ostatnim
piętrze - .. jak my się stąd
wydostaniemy" spytał
szeptem wychowawcę
"przecież te schody Idą tyl­
ko pod górę".
W Łazienkach z zaintere­
sowaniem zwiedzał pałacyk.
Ale oczarowały go dopiero
karpie. - "Takie by się nam
przydały w naszym pegee­
rowskim stawie".
W czasie zwiedzania gma­
chu Sejmu "Dziadek" zach­
wycił się laską marszałkow­
ską - "Koło tego "kijka"
będę siedział jak zostanę kie­
dyś posłem" 6twlerdził
autorytatywnie.
•
Autorytetu Marcelki niC
nie zdołałoby podważyć.
Nikt, tak pięknie jak ona.
nie pisał sprawozdań z wY­
cieczek. Nikt tak nie umiał
zabawić młodszych koleża­
nek. No, ale Marcelka zdała
przecież do X kllasy.
Dziewczynka - co dzień,
przez cały rok - dojeżdżała
..pekaesem" do oddalonego o
20 kilometrów liceum. po
lekcjach zostawała w mias­
teczku I pracowała zarobko­
wo. Do domu wracaza doP�
ro pó:l:nym wieczorem.
Marcelka nie powln�a
właściwie dostać skierowania
na tę kolonię. "PrzekrocZY­
ła limit wieku" - jakby za­
pewne powiedział jakiś biU­
rokrata.
ICH SPOTKANIE Z WARSZAWĄ
._' ..
I
.�.-_.
Kolonie 10 Warszawie. Dzie­
ci z PGR-ów zwiedzają mias­
to.
Fot. Jacek Sielski
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_03.djvu

			REFLEKSJE
WRZEŚNIOWE
PUttoli �aclłjgal się zntier=ch. Ww("
na placu ZU'ycięstlra zakonczyi się
P:zo:d ChWilą. Tłum rozchodzi się po­
U:ob •. spaceruje Krakow�kim Przed­
ml�śc/('m i Nowym Sv;iatem. NOW1J
Su.·lat? Bomby na Nowym SWiecie.
KrOkowskie Przedmieście? Pierwsze
�roby żołnierskie na skWerze. spoty-
am grupę mężczyzn. Wszyscy te
�Vleku. no w drugiej polowie sU'olch
at. ;Ylekt6rzy noszą na piersI odzna­
CZenia bojowe. Tak. to et. TW	
			

/stolica1967_nr_37_10.09_s_04.djvu

			ZBIGNIEW K. ROGOWSKI
OGLĄDAŁEM "MAZOWSZE"
100 RAZY ...
znowu mazowszanie
będą mieli co opowiadać
swoim dzieciom i wnu­
kom... W drugiej połowie
sierpnia blisko stuosobo­
wy zespół z Kamlina od­
leciał do Australii. Tak
więc piąb' kont"nent
przestał b�'ć dla mazow­
szan bialą plamą na ma­
pie.
Po 35 godzinach lotu
odrzutowcem linii lotni­
czej •. Air India" i prze­
byciu 20000 kilometrów.
dziewczęta i chłupcy L
Kamlina. poo wodzą dyr.
Miry Zimińskiej. wylą­
dowali 26 sierpnia w au­
strali jskim mieście Perth.
W pięć dni póżniej za­
inaugumwali 14 - tygo­
dniowe tournee po •• kraju
kangurów" premierowym
spektaklem w Melbourne.
Odlecie!1 latem. powróc.ą
zimą ...
Na parę dni przed od­
lotem zespołu. ..pofrunę­
łv' z Okęcia do Austra­
lii skrzvnis z kostiumami
i rekwizytami o wadze
4100 kilogramów(!). Koszt
podróż" "Mazowsza" na
ant�'pody - i .l powrotem
pokrywany przez au-
stralijskiego im presaria
p. Edgle�'a wyniesie
100 000 dolarów.
Przed odlotem d�'r. Zi­
mińska powiedziała "Sto­
lic,,": - .. Trudy czekają
nas nie laoa: będziemy
występować przez siedem
dni t�·godnla. przy czym
w soboty dwukmtnie -
ale ciesz�'my się z tej po­
dróży. Wybieraliśmy się
do Australii od trzech lat.
ale... nasz tamtejszy im­
presario wahał się ze
sprowadzeniem nasze�o
zespołu. Bardzo się dziwi­
lam, że p. Edgley dopusz-
czal myśl o ewentualnvm
niepowodzeniu "Mazow­
sza" w Australii. Przygo­
towaliśrnv dla widzów au­
stralijskich niespodziankę
w postaci wyjątkowo
pięknego programu. Po­
każernv w tańcu i śpie­
wie. folklor z dwudziestu
czterech regionów Polski.
Rodacy zobaczą stroje
tańce. usłyszą piesm
piosenki ich rodziców i
dziadków. Serca austra­
li iskich .. warszawiaków"
na pewno ucieszy fakt, że
zaprezentujemy m. in.
Polke Warszawską z
XIX Wieku i tańce z o­
kresu Księstwa Warszaw­
skiego".
- .. Wierzyrnv -- doda­
ła dvr. Zimińska że
naszym występem przy­
bliżvmv australijskim ro­
dakom Polskę, że po­
zyskamy dla .. Mazowsza"
wielu nowvch przyjaciół.
I że nasze 'rozstanfe z ni­
mi nie będzie chyba zbyt
długie. bo najtrudniej jest
zacząć ... Wracaliśmy prze­
cież wiele razy do Fran­
cji. Anglii i USA",
Tvle Mira Zimińska.
My także nie wątpimy. że
skoczne kujawiaki i ober­
ki oraz liryczne piosenki
mazowszańskie zdobędą
publiczność Australii. tak.
jak to bywało zawsze na
występach "Mazowszd"
gdziekolwiek na świe­
cip ...
Aby dać świadect\\o
prawrizie zawartej w Pl)­
w"ższym stwierdzeniu
p�zypomnę kilka faktó\\
z amer�'kańskiego tOUl'­
l1t!e "Mazowsza" po USA
na przełomie lat 1963 6'4,
kiedy to towarzyszyłem
zespQłowi jako sprawo­
zdawca prasowy przez
tr zy miesiące i oglądałem
występy karolińskic.h ar­
tystów aż roo razy!
Pamiętam jak żywo re­
agowali na produkcje ma­
zowszan - niezaangażo;
wani przecież uczuciowu
w naszym folklorze
Arnervkanie Któregoś
dnia w Los Angeles za­
prosiłem na spektakl
,,:\lazowsza" słynnego ak­
tora filmowego, znanego
także dobrze w Polsce,
Edwarda G. Robinsona,
którego poznałem po­
przedniego dnia na przy­
jęciu u właścicielki wy­
twórni Columbia Pictu­
res Corporation. p. Joan
Cohen
:\1r. Robinson przyszedł
ze swoją żoną i uroczą
12-letnią wnuczką, którą
obdarowałem mazowszań­
ską laleczką w stroju lu­
dowym. Był polskim ze­
społem oczarowany i za­
chwvconv, Pozornie spo­
kojny, zdawałoby się opa­
nowany starszy pan,
krzyczał kilkakrotnie po
góralskim tańcu i po kra­
kowiaku "bis", a po każ­
dym numerze bił mocno
brawo.
Gdy w przerwie wiele
osób spośród publiczności,
odkrvwszv na widowni
słynnego aktora, zwraca­
ło się do niego o autogra­
fy, p. Robinson odmawiał
wyjaśniając z uśmiechem:
- Ręce mnie bolą od
bicia brawa! Nie mógł­
bym wziąć pióra do ręki...
Jeszcze jednIO wspomni ...
nte z L()� Angeles: arnerv­
kanski impresario Sol Hu­
rok, który sprowadził na�/
zespoI do Arner-yk I, w ostat­
niej chwili przed premicra
poprosił na prooie gcncral­
ncj o skreśtenn- z progra­
mu numeru, który jego zda­
niem będzic dla Amcryka­
nów niezrozumialy. Był tn
bardzo piękny, kolorowy ob­
razek sceniczny orzcersra­
wiający słynnego Lajkonika
w barwnym korowodzto na
rynku krakowskim. Jmprc­
sarto nie od rożrri ając korna
od osła, powieetalat do d} I.
Zimiliskiej: skąd paru wzre­
la tego osiotka>
Do spopularv zowania
"Mazowsza" w USA, o­
prócz świetnych recenzji
w dziennikach, przyczy­
niały się w znacznym
stopniu TV i radio. To­
też karolińscy artvści by­
li przv imowani w wielu
miastach amerykańskich,
zwłaszcza tvch zamieszka­
łych gęściej przez Pola­
ków. z pompą i szumem
Na rogatkach oczekiwa­
ły więc zespół honorowe
patrole policyjne 'w galo­
wych mundurach na mo­
tocvklach i eskortowałe
autokar z mazowszański­
mi artystami, wśród wy­
cia syren. do ratusza.
Tam burmistrz lub jego
zastępca, zwykle Polak .l
pochodzenia, wręczał Mi­
rze Zirriińsk iej klucze do
miasta. Pani Mira kupiła
sobie nawet specjalne
kółko, na które te potv­
skujące złotem symbole
nawlekała. Ocz\'wiście akt
wręczenia kluczy odby­
wał się prl'." akompania­
mencie szumu kamer te­
lewizyjnych i bł�'skó\\
reporterskich fleszów .
Sama p. Zimińska nie­
chętnie występuje przeo
kamerami TV i wątpię
czy się o to pokusi w Au­
stralii, gdy jej taki wy­
stęp zaproponują. Swiet­
nie ją w tym wyręcza to­
warzyszący zwykle .. Ma­
zowszu" na wyjazdach
przedstawiciel Pagartu,
mgr Antoni KOl"Czowski.
� ..•..
.. _ ..... :<��
........
Pan Korczo\\'oo;ki dobiera
sobie 2-3 urnc1ziwe mazow­
szanki i idzie wra/.. z nimi
DALSZY CIĄG NA STR. 14
KLĘSKA
a
I
Piątek. I wrzesnia
Fr-'nt. O godz. 4.45 Wehr­
macht przekrnc?ył granicę
polsk'l na �ałej. je� szero.k.o­
sci. Zawlązalo SIę kIlka głow­
nych bItew:
_. Na północnym Mazow­
szu. Cztery r'iemieckie dywi­
zje piechoty, jedna pancer­
na i brygada kawalerii za­
atakowały polską dywizj<;
piechoty i brygadę kawale­
rii pod Mławą i Krzynowło­
gą.
- Nad Osą. Dwie dywizje
niemieckie nacierając aa
wschód od Grudziądza częś­
ciowo przerwały po/.ycjt;
polsk iej dywizji.
- Na pomorzu. W Borach
Tucholskich cztery niemiec­
kie dywizje piechoty, dwic
zmotory/.owane i jedna pan­
cerna zaatakowały polskie
dwie dywizje piechoty i bry­
gadę kawalerii. Pancernej
kolumnie niemieCkiej udał',
Się przeniknąć przez lukę we
froncie na polskie tyły. To­
cZą się walki na Wybrzeżu,
mającym drugorzędile zna­
czenic strategic7ne - pr/.y
wielokrotnej przewadze nie­
mieckich sił morskich i nie­
korzystnym uksztaltowaniu
4
28 lat temu - dzień
bronionego obszan;. W Gdan­
sku przez kilkanaście gOd7in
bronili się pracownicy Pocz­
ty Polskiej: Odpiera ataki
hitlerowców kompania war­
townicza broniąca Wojsku­
wej Składnicy Tranzytowej
na Westerplatte.
- Na przedpolach Warty.
Sześć niemieckich dywizji
piechoty i jedna lekka Za­
atakowały trzy polskie dy­
wizje na przedpolach pOl':y­
cH obronnej armii I,LódL"
na Warcie. Sily polskie wy­
cofują się planuwo. opóima­
jac uderZenie niemieckie.
- W rejonie Częstochowy.
Niemiecltic dwie dywi7.je pie­
choty, dwie pancerne i dwie
lekkie zaatakowały polską
dywizję piechoty i dwie bry­
gady kawalerii. Uderzenie
niemieckie zostało zatrzy­
mane pod Mokrą i Wozni­
karni.
- Na Górnym SląSku. Nie­
mieckie pięć dywizji piecho­
ty i dYWizja pancerna za­
atakowały w pasie od okrę­
gu pt'zcmysl!owego po Ży­
wiec sily polskich trzech dy­
wizji piechoty.
- Na Podhalu. Niemiecka
dywizja górska, dywizja pan-
cerna i dywiZja lekka ude­
rzyły ze Słowacji. aby prze"
I'""vy Targ przebic się d.,
Krakow	
			

/stolica1967_nr_37_10.09_s_05.djvu

			•••
•
•
•
Albert Camus. mimo gruźlicy.
której ataki raz po raz go nęk alv.
był działaczem francuskiego ru­
chu oporu. W 1942 r.. w jed­
nym z pism konspiracyjnych.
zamieścił cykl artykułów. któ­
re określały sens walki toczo­
nej przeciw hitleryzmowi. W o­
statnim z tych "listów" (jak je
tutaj nazwano). wymienia autor
kilka miast europejskich. których
Piekno i urok stanowią skarb,
gOdny obron v przed nihilistycz­
nvrn barbarzyństwem. Do miast
tYch zaliczył Camus - między
innymi - Kraków.
Sposób. w jaki pisarz francuski
mówi tu o "złoconych kopułach"
barokowych i renesansowych
krakowskkh kościołów jest 'za­
stanawiaiący. Odznacza się taką
sugestywnością, iż każe się do­
�zukiwać śladów wspomnienia o­
sobistego. Na podobne tropy na­
prowadzałyby nas i inne wzmian­
ki w pismach Camusa: wspomnie­
nie kwiecistych śląskich cmenta­
rzv, aluzje do Sobieskiego, fakt
że w kilku sztukach powtarza się
pOlskie imię Janek. ("Sprawiedli··
wi", "Nieporozumienie").
Zadawałem więc sobie pytanie,
czy autor .,Kaliguli" znał nasz
kraj. Odpowiedź jest negatywna.
Urodzony w Afryce. syn pocho­
dzącego z północnej Francji ro­
botnika rolnego i zamieszkałej w
Oranie Hiszpanki, wychowany w
Algierze, ciężko torujący sobie
drogę, wskutek choroby i biedy,
student filozofii, potem aktor, re­
źyser i dziennikarz. w 23 roku
Życia po raz pierwszy wyjechał
do Europy. Zwiedził Włochy, Au­
strię. Niemcy, Czechosłowację.
Dokładnie poznał Pragę. Znal aLI
się niemal u naszych granic, ale
ich nigdy nie przekroczył. Wyni­
ka to z zapisków, jakie dla siebie
Prowadził w wvrianvch obecnie
.. Carnets", potwierdza to rów­
nież jego żona, niestrudzona wy­
dawczyni pozostałvch po Camu­
sie pism i biografowie. Wymie­
nienie grodu podwawelskiego
•
wśród najwiekszych skarbów
kulturv, godnych obrony przed
hitlerowskim barbarzyństwem
było zapewne rezultatem lek­
tury, może czyichś relacji czy
oglądania reprodukcji - a za­
pewne i pracy wyobraźni. Wraż­
liwej i plastycznej fantazji wiel­
kiego pisarza. przyszłego autora
"Dżumy", "Upadku", "Wygnania
i królestwa"!
Podróż do Polski miala być dla
Camusa dopiero projektem.
Wybierał się do Kielc i Radomia
na polską prapremierę "Kaligu­
li", zaproszony w 1957 roku przez
dyr Tarieusza Bvrskiego. Wypra­
wa nie doszła do skutku, gdyż
nowy atak gruźlicy, a potem za­
dania. wynikające z przyznania
nagrodv Nobla, zmusiły do jej
odłożenia. W 1960 roku. Camus
chciał przy jechać na odbywają­
cą się wtedy w Warszawie "Quin­
zaine Franęaise". W liście wy­
słanvm do jednego z francuskich
przv iaciół. pisał jak wiele się spo­
dziewa z poznania kra iu, którego
klimat duchowy wydawal mu się
bliski. Niestety, inna podróż. tra­
giczna, na zawsze przekreśliła
owe planv.
Myślę, że łącznikiem między
twórcą .. Mitu Syzyfa", a Polską
mogła być - twórczość Conrada.
00 młodości zaczytywał się w je­
go powieściach Camus, podobnie
jak bliscy mu dwaj inni pisarze
Marfaux i Saint-Exupery. Con­
radowskie pojęcie obowiązku i
godności na przekór wszystkim,
odnaleźć można w "Dżumie",
.. Upadku", "Stanie oblężenia", w
.. Sprawiedliwych", a także w e­
seju o roli i zadaniach pisarza,
który Camus w 1957 roku napi­
sał dla naszego miesięcznika
.. Twórczość". Ponieważ moralne
idee Conrada wywodzą się od pol­
skich romantyków, szczególnie
Słowackiego, a bliskie się wyda-
\
-
-,
... �
-
�
,.
l
,
,�,
I
..
\
;'\
1'-'
r ,}
�
.-
,
'\�
,
C
- ...
f
"'1
...
1\
...........
,
\
'\
lo·
-----
-
uu
-
-
lIU
�
)r
"'-4-
l ..... •
-.
..-�
�
� '(f
• t:;;: I
4
�
')
�
�,.;
�
r
;-
Frugmł'nt architektury p(lrysk wyo rlltus�a z
herbem miustłr
Fot. Zbyszko Siemaszko
ją także Wyspiańskiemu, nic
dziwnego. że "trudny heroizm"
wielu bohaterów Camusa jest tak
bliski polskiemu czytelnikowi, I
to się zapewne przyczynia do
ogromnego oddźwięku, jaki w
Polsce budzi twórczość Camusa.
Podczas wojny, w zapiskach
prowadzonych dla siebie i pier­
wotnie nie przeznaczonych do
druku, Camus zanotował: "Moja
ojczyzna to piękno mowy francu­
skiej". Zapewne chciał przez to
powiedzieć. że zachwyt wobec
piękna ojczystego języka, miłość
do niego, wcale nie wykluczająca
zainteresowania innymi kultura­
mi, stała się dla niego jednym ze
żródeł patriotyzmu. Ale czyż owo
zdanie nie brzmi pięknie i suge­
stywnie dla uszu polskich? A tak­
że dla serc, dobrze pamiętających
- ile siły czerpał nasz naród z
Kochanowskiego, Szarzyńskiego,
DALSZY CIĄG NA STR. 15
Wstrzymują uderzenia wic­
IOkroe �i1niejszych ugrupo­
Wali niemieckich.
- Na Górnym Sląsku. Nie­
miecka dywizja pancernił
rozr}wa front armii "Kra­
kow" w samym centrum, pod
PSZczyną. Pozostałe pozycje
Polskie w ciężkiej walce zo­
stają utrzymane.
- Na Porlhalu i w Beski­
dach. Uderzenia niemieckie
W rejonie Jordanowa zosta­
ły powstrzymane.
Paryż. Parlament franCUSki
POdjąl uchwałę aprobującą
politykę rządu, który ma na­
dal starac się o przywrócenie
POhoju. a dopiero WÓWCL3."i�
Ildy okaże się to niemożliwe,
POdjąc stanowcze kroki.
Londyn. Premier Chamber­
)ain oswiadczył w parlam�a­
Cle, że Wielka Brytania przy­
stapi do wojny. jeŚli Niemcy
Odrzucą notę Londynu z po­
przedniego dnia.
8�rlin. Hitler stwierdzil, że
.IeSIi noty brytyjska i fran­
Cuska stanowią ultimatum.
t� zostaną odrzucone. Jeśli
nie - zostaną uW87.nie zba­
da·ne i będzie można r()zp�'­
cZąć r.okowania pokojowe
z Ud7ialem Niemipc Francji.
Anglij i WIoch. pr�ygotowa-
nie tych rokowań wymaga
czasu. (Hitler wyraznIe gra
tu na "wlokę, aby przed ro�­
poczęcipnl rokowań dopro­
wadzie do militarnego ro�­
strzygniecia kampanii pol­
skiej. co pozwoliłoby mu na­
rzucie warunki.)
Warszawa. Uwaga Naczelne­
go Doworlztwa skupila się n"
armii .. Kraków", której
front został przelamany w
centrum. a oba skl'zydla mo­
gly w każdej chWIli pęknąe.
Sily niemieckie nacierające
na tę armię były trzy do
czterech razy silniejszc.
Armii groziła więc rychla
katastrofa, co oznaczało
7ni'izczenie pnłudnlowcgo !i·
laru całego frontu polskiego.
W związku z tym wiecznrenl
Smigly zgodził sio: na wczeŚ­
niejszą propozycję dowódcy
arnlii .,Krakow" prz.erwdnia
bitwy przez wycnfanie
armii do tyłu wyjścia jej
z zarysowujacych SIę klesz­
czy niemi.eckicgo okrążenia.
W konsekwencji także armie
"Pomorze", "Poznań"
.,Lodż" otrzymały rOLkazy
przerwania walki na przed­
polu i wycofania na głowne
linie obrony biegnące prz",z
Toruli. Bydgoszcz, Koło n.
przedpola
Wartą. Kalisz.
Piotrkowa.
Siedziela. 3 wrzesnia
t·ront. Zaciekłe walki we
wszystkich tocznnych bit­
wach trwają z coraz więk­
szą intensywnością.
- Na północnym Mazowszu.
Niemcy obchodzą od wschO­
du broniącą się Mławę·
- Nad Osą. Nie rOl'strzygnię­
ta ostatecznie bitwa zostaje
przerwana; dywizje polskie
rozpoczynają odwrót do To-
runia.
- Na Pomorzu. Niemieckie
siły pancerne docierają do
Wisły, odcinając część sił
armii "Pomorze" cofającej
się na Bydgoszcz. W Byd­
goszczy V kolumna i spado­
ch roniarze nienlieccy usiłu­
lą opanowae miasto. Dywe.­
sja niemiecka zostaje stłu­
miona. Na Wybrzeżu, odci�­
tym przez Niemców, trwają
walki. Zatopione zostają na
Helu nisz('zycie] .. V,"'ichcr" i
staV\ iacz nlin "Gryf" - jedy­
ne wicksze nawodne okn;ty
polskie, które pozustały na
Bałtyku. W Grlańsku broni
się Westerplatte.
- Na przedpolach Warty. Dy­
wiZJe armii .Lódź" wycofują
się na przvuotownne pozycje
ubronne w,dłuż Warty j \Vi­
dawki, odpierając ścigających
Je Niemcow.
- Na odCInkU arnlij "Kra­
ków". Niemcy zajmują Czę­
stochowę po ciężkich wal­
kach w rejonie tego miasta.
Na Górnym Sląsku i w Ma­
.Iopolsce polskie jednostki
rozpoczynają odwrot i obsa­
dzają nowe pozycje. W Bes­
kidach zmotoryzowana kawa­
leria na nowej linii obl'ollne!
odpiera uderzenia nipmieckle.
Berlin. Ambasador brytyjski
przyjęty zostal w niemieckim
MSZ o godz. 9 przez tłuma­
cza 	
			

/stolica1967_nr_37_10.09_s_06.djvu

			"''''�J�-''''''�
Io- _ ...
,
JULIA PIROTTE
Z ruchu oporu 1Ne Francji
OKRUCHY WSPOMNIEN
Okupację przeżyłam w Mar­
sylii - mieście dokerów i mary­
narzy, mieście palącego słońca i
sjesty, znanym także ze śmiesz­
nych anegdot o Oliwie i Mariu­
sie. Paryżanie i mieszkańcy Nor­
du twierdzą żartobliwie, że ostre
promienie słońca wypaliły Mar­
sylczykom ... intelekt. Ja ich lu­
bię takich, jakimi są: głośnych,
beztroskich, gestykulujących. za­
jadających wielkie porcje sała­
ty z ogromną ilością czosnku. I
nikt tak jak oni nie zaśpiewa
Marsylianki. Tu przecież naro­
dziła się ta pieśń.
Zimą 1943 roku wiozłam do Arles
walizeczkę z ulotkami agitacyjnymi,
przeznaczonymi dla żołnierzy nie­
mieckich. Traf chciał, że do mojego
przedziału weszła inna znajoma ku­
rierka - .Jenni Lieblich. Ona także
miała Ze sobą walizeczkę o podobnej
jak moja zawartości. Gdy już po­
ciąg był w biegu, drzwi przedziału
nagle się otworzyły, weszło dwóch
młodych ludzi. W powietrzu mignęła
paczuszka, na pasażerów posypały się
ulotki, chłopcy zniknęli. Ulotki były
mniej więcej tej treśct: Francuzi! Ge­
nerał de Gaulle wezwal was do wal­
ki z okupantem. Nikt się przed nią
'I
- 1
"
Na zd;,?clach (od góry): Młodziutki prefekt-powstaniec pisz'? pierwszy
dekret. W dniach powstania w Mal'sy/łł (dzielnica Endoume) • Generał
armii francuskie; Odznacza powstańców w Marsylii • Poniżej: Staszek Oboda
i Marysia Diament. Wszystkie zdjęcia - autork./ wspomnienia.
\
• ic ....
,.-.--,--
V
' ..
'.
�1
..
t.'
"
..
nie cofnie. Wybierajmy: §mierć na
stojąco lub życie na kolanach.
Serce zabiło mocniej, w gardle -
ucisk. Wymleniłysmy spojrzenia z
.Jen ni. Co za brawura! Nie zdążyłyś­
my doczytać ulotki do końca, gdy
rozległ się gwizd, pociąg stanął. Tuż
przed oknem przedziału ufrzeliśmv
gromadę wrzeszczących gestapowców.
\11 tej samej chwili przyprowadzono
do nich wspomnianych już młodych
ludzi. podsuwali Niemcom jakieś do­
kumenty, próbowali coś wyjaśniać.
ale tamci zagłuszali ich swym krzy­
kiem, obezwładniali wściekłością.
Co robić? Opuścić przedział? Prze­
nieść walizki? To zwróci uwagę. I
tak za chwiłę cały pociąg zostanie
poddany rewizji, a pierwszy będzi.e
nasz przedział. Dobrze, że .Jenni jest
obok. W takich chwilach nie chce
się być samemu.
Nagle wrzask przycichł. Obok ge­
stapowców stał teraz cywil z u­
lotką w ręce i COŚ im mówił po nie­
miecku. (Musiał to być Ich tłumacz).
Za chwilę puszczono chłopców. Zno­
wu gwizd i pociąg ruszył. Co się 0-
kazało? Ulotka tylko w pierwszej
części nawoływała do oporu. Postu­
żono się popularnym nazwiskiem de
Gaulle'a, aby zachęcić do czytania. W
drugiej bowiem części przeczyta
pierwszym zdaniom: Z bezpiecznego
Londynu de Gaulle'owi latwo nara­
żać was [ kraj na niebezpieczeństwo.
Niemcy wyciągają do was bratnią
dloń. Razem z silną Francją chcą
stworzyć Wolne Stany Europy. _
NietrUdno się domyśltć, że była to
ulotka prowokacyjna wydana przez
Niemców.
Z niedużym opó:!:nieniem doręczy­
łam tego dnia walizeczkę moim od­
biorcom - Dąbrowszczakom - Leo­
nowi i Czermakowi. Potem długo wę­
drowałam ulicami Arles. Nigdy dotąd
to miasto Van Gogha nie wydawało
mi się tak piękne ••.
Tekturowe pudełko zawierało
istne skarby: z siedem pieczątek,
blankiety dowodów osobistych,
karty pracy, karty żywnościowe
itd. Wykonanie francuskiego do­
wodu osobistego nie było rzeczą
specjalnie trudną. We Francji
jest zwyczaj (był on również
w czasie okupacji) kupowa­
nia specjalnych książeczek, tzw .
carte d'identite, w kioskach z pa­
pierosami. Wystarczyło w takiej
książeczce nalepić zdjęcie, przy-
bić pieczątkę, zrobić odcisk pal­
ca, położyć podpis, no i był do­
wód.
Kiedyś otrzymałam polecpnie wyko­
nania dowodów dla dwóch radziec­
kich żołnierzy - uciekinierów z obo­
zu jenieckiego. Najpierw jednak mu­
siałam im zrobić zdjęcia. Pojechałam
więc do znacznie oddalonego od Mar­
sylti starezo zamku z niezliczoną
ilością średniowiecznych wieżyczek
- (własność jakiegoś francuskiego
arystokraty. w dodatku kotaboran­
ta) - gdzie naszym przyjaciołom u­
dzielila chwilowej kryjÓWki sympa­
tyzująca z nami pokojówka - .Jea­
nette. Zadanie wykonatam.
Niestety, jeden z moich "podopie­
cznych" Wania me' dożył wolności,
zginął w jednej z akcji zbrojnych.
Niezapomniany 21 sierpnia
1944 roku. Pierwszy dzień po­
wstania w Marsylii.
O godzinie 12 wsiedliśmy do
simki. Było nas czworo członków
FTPF - MOI (Wolni strzelcy
partyzanci - sekcja obcokrajow­
ców): Jean Verine - Francuz,
Jadwiga Wełykanowicz - Polka,
Kolio Atanasow - Bułgar i ja.
Mieliśmy za zadanie mobilizować
ludność do stawienia się na go­
dzinę 16 przed Prefekturą.
Mobilizować? Boże! Na sam
widok simki z zatkniętym trój­
kolorowym sztandarem (pierw­
szy od lat na ulicach miasta), na
widok karabinu maszynowego w
rękach Kolii - ludzi ogarniał en­
tuzjazm.
O godzinie 15 znależliśmy się
przed Prefekturą. Na placu były
tysiące ludzi. Nagle od ulicy de
Rome przemknęło kilka ciężaró­
wek z uciekającymi Niemcami.
Puścili serię w tłum. Wyskoczy­
łam z simki i przycupnąwszy za
jej tylnym kołem, zrobiłam zdję­
cie w chwili, gdy powstańcy za­
atakowali hitlerowców.
Ludzie byli teraz rozproszeni
po okolicznych uliczkach. Na
wezwanie naszej grupy, aby u­
formować pochód, słyszeliśmy
głosy: "Niemcy są wewnątrz".
Chwyciłam za drzewce sztanda­
ru i, stojąc na stopniu auta, za­
częłam zataczać nim koła, czując
że to podziała na ludzi jak mag­
nes. Jeszcze się ociągano, oba­
wiano zasadzki Niemców. Ze­
szłam na jezdnię i ze sztandarem
w ręku zaczęłam iść w kierunku
Prefektury. Natychmiast kolo
mnie znależli się moi towarzy-
DOKOŃCZENIE ZE STR. 5
I
I
Ponoszą wielkie straty w re­
zultacie nalotów Luftwaffe.
Równocześnie jedna brygada
kawalerii dokonuje wypadu
na teren Prus Wschodnich,
ma on jednak głównie zria­
czenie psychologiczne. Sku­
teczne bombardowania nie­
przyjacielSkich kolumn pan­
cernych przeprowadza polska
Brygada Bombowa w rejo­
nie Pułtuska i Ciechanowa
(także w innyCh rejonach
ważniejszych bitew: koło
Wielunia, Sieradza, Radom­
ska i Piptrkowa).
- Na Pomorzu. Część armii
"Pomorze" broni się Odcięta
w Borach Tucholskich. Resz­
ta - w odwrocie na Kujawy.
W Gdańsku broni się nadał
Westerplatte.
- W centrum frontu. Dywi­
zje niemieckie posuwają się
ku linii Warty - Widawki,
kolumna pancerna w kierun­
ku na Rozprzę.
- Na odcinku armii "Kra­
ków". Na wschód od Czę­
stochowy zniszczona zostaje
polska dywizja (7 DP), two­
rzy się niebezpieczna lu.ka
we froncie. Większość sił
ar.mli kontynuuje działania
6
opó:!:niające. Brygada kawa­
lerii pancerno-motorowej
broni przełęczy w rejonie
Jordanowa. Po wycofaniu się
jednostek polskich z Górne­
go Sląska Niemcy dokonują
tu licznych masowych mor­
derstw na Jeńcach i ludności
cywilnej.
Front zachodni. Nastąpiła
pierwsza wymiana strzałów
na granicy irancusko-nie­
mieckiej. Na Atlantyku nie­
miecki okręt podwodny topi
bez ostrzeżenia statek pasa­
żerski "Athenia" rozpoczy­
nając tym "bitwę o Atlan­
tyk".
paryż. Min. BOf1net i polski
ambasador Lukasiewicz pod­
pisują przygotowany jeszcze
w maju układ interpretacyj­
ny do sojuszu polsko-fran­
cuskiego; nabiera przez to
ostatecznie mocy umowa
wojskowa przewidująca pod­
jęcie przez siły francuskie
ogra·nicz011ej akcji przeciw­
ko Niemcom już trzeciego
dnia i ofensywy generalnej
piętnastego dnia od początku
franCUSkiej mobiliiZacj-i.
Waszyngton. Stany Zjedno­
czone dekl@.rują neutralność
wobec wydar1leń dla tego
państwa "zewnętrznych".
Warszawa. Wobec luki pod
Częstochową i zagrożenia
llI1Ini1 "Lódż" uwaga Naczel­
nego Dowodztwa skupia się
teraz przede wszystkim na
centrurn frontu. ZostaJe
przyśpieszona koncentracja
odWodowej armii "Prusy",
która wy'suwa się do rejonl1
Piotrkowa. Nie ustają terro­
rystyczne bombardowania
Kontynuowane .są naloty na
lln1e komunikacyjne. przy
czym Lultwaffe atakuje nie
tylko transporty 1 kolumny
wojskowe, l� i tłumy u­
chod:!:c6w na dlI'ogach.
Wtorek, 5 września
Front w Polsce. Najdon1o­
ślejsze - w skali całej kam­
panil - wydarzenia zacho­
dzą w centrum, gdZie Niem­
cy osiągają powaŻJly sukccs
przerywając front polski. Po
całodziennej walce złamane
zostaje prawe skrzydło armii
"Lód:!:" pod Sieradzem. Nie­
miecki korpus pancerny roz­
bija polską dywizję z armii
"Prusy" i opanowuje Piotr­
ków.
- Armia "Kraków" prowa­
dzi walki opó:!:niające na
pru:edpolach Krakowa.
- W Gdańsku trwa obrona
Westel'platte. Hitlerowcy
rozstrzelaH pozostałych przy
życiu obrońców poczty Pol­
skiej.
Front zachodni. Patrole fran­
cuskie przekraczają granicę
w Lotaryngii.
Londyn. Glówny oponent wo­
bec polityki "monachijskiej"'
Ohurchlał wchodzi w skład
rządu Chamberlaina.
Berlin. Niemieckie Naczelne
Dowództwo uznaje postępy
ofensywy w Polsce za nie­
zadowalające i podejmuje
piel1Wszą, wymuszoną przez
polski opór, zmdanę planu
operacyjnego, który pierwot­
nie przewidywał okrążenie
i zniszczenie sił polskich na
zachód od linii Narew - Wi­
sła. Obecnie niemieck.ie
skrzydło południowe zostaje
skierowane W1ldłuż wschod­
niego brzegu Wisły (na ra­
eie dotarło do Tarnowa), a
3 armia z północy w rejon
na wschód od Warszawy.
Cel: okrążenie i zniszczenie
sił polskich na wschód od
Wisły.
Warszawa. Wobec katastrofy
w centrum marszałek Smi­
gły podejmuje decyzję ogól­
nego odwrotu sił polskich na
linię Wisły. Min. Beck do­
maga się od paryża· rozpo-
czecta akcji lotniczej na
Niemcy. Broniąca stolicy
myśliwska Brygada Pościgo­
wa ze zmiennym szczęściem
odpiera niemieckie naloty.
Zostaje wycofana z Warsza­
wy znaczna część artylerii
przecdwlot.niczej, Ewakuują
się ze stolicy ministerstwa
i urzędy.
Sroda, 6 września
Front w Polsce. Następują
dalsze sukcesy niemieckie.
- Na póPlocy. Niemcy prze­
rY'!!ają front nad Narwią -
pOd RoŻBnem.
- W centrum. Korpus pan­
cerny opanowuje TomaszóW
rOZbijając grupę północną
armii odwodowej .. Prusy"
i otwierając sobie drogę na
Warszawę. Ko-rpus lekki do­
ciera na południową Kielec­
czy.znę. Sztab armii "Lód:!:"
traci łączność ze swymi jed­
nostkami.
- Na południu. Armie "Kra­
ków" i "Karpaty" powstrzy­
mują Niemców nad Dunaj­
cem - Nidą l w Karpatach.
- W Gdańsku broni się
Westerplatte.
Front zachodni. Kontynuo­
wana jest działalność nie­
llcznych fra·ncusloich patroli,
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_07.djvu

			sze. Ludzie opuścili zaułki i w
ci�gu sekundy uformował się po­
tęzny pochód. W marsylskie nie­
bo buchnęła płomienna Marsy­
lianka. Teraz już nie szliśmy, lecz
biegliśmy, tak że o mało nie
przewróciłam się ze sztandarem.
Przed godziną 16 Prefektura była
przez nas opanowana. Zaraz po­
tem miałam zaszczyt uczestniczyć
w pierwszym zebraniu, na któ­
rym dokonał się wybór władz.
Prefektem został młodziutki po­
wstaniec - komunista.
Niezapomniane dni powstania.
Bywało się na wozie i pod wo­
zem. Na przedmieściu Marsylii
- Endoume - nie wiem jakim
cudem udało mi się wyskoczyć
z palącego się od pocisku jeepa.
W dodatku uchroniłam wtedy
nieodstępnego towarzysza - Lei­
cę. Przechowuję ją dotychczas
pieczołowicie wśród najbliższych
mi pamiątek.
Czy słusznie oddaję te okruchy
wspomnień do druku? Są prze­
cież w kraju Polacy o wiele bar­
dziej zasłużeni we francuskim ru­
chu oporu. I żywa jeszcze także
jest parruęc o tych, którzy
wolności nie dożyli. Tacy jak Mi­
chał Matysiak i Staszek Oboda
- pracownicy paryskiego lotni­
ska Orty, którzy starali się o to,
by bomby stąd przesyłane na
front wschodni. nie wybuchały.
I tacy jak Józek Spiro - prze­
rzucony potem z Francji do Pol­
ski, do partyzantki na Lubel­
Szczyżnie, i jak szczuplutka bla­
da dziewczynka Marysia Dia­
ment. która w jesienne noce z
zawiniątkiem nad głową przecho­
dziła w bród rzekę, by dostar­
czYć górnikom na Nordzie cenne
materiały. Marysia została ścię­
ta nożem gilotyny w więzieniu
We Wrocławiu, gdy my we Fran­
cji byliśmy już wolni.
O jednym jeszcze żyjącym w
kraju człowieku - wąsatym gór­
niku Żyle - chcę tu wspomnieć.
Zdobyty na Niemcach karabin
maszynowy Żyła przewi6zł w ro­
ku 1946 do kraju. Wykł6cił się o
niego z władzami francuskimi,
Wykł6cił się z celnikami na wie­
lu granicach Europy.
•
. I:
•
"
Ta wojna, która o świcie l
września 1939 r. zwaliła się na
Polskę równocześnie od północy,
od zachodu i od południa. wojna,
która weszła do historii pod mia­
nem Drugiej Wojny Światowej,
miała swój początek gdzie in­
dziej i kiedy indziej. Naprawdę
zaczęła się już latem 1936 i nie
nad Wisłą, a nad Ebro, tam gdzie
walczyła polska brygada im. Ja­
rosława Dąbrowskiego. Hitlerow­
ski najeżdżca szedł już na Pol­
skę podejmując wiosną roku 1938
podbój Austrii, a wiosną 1939 o­
kupując Czechosłowację. Nie ro­
zumiała tego, a raczej nie chcia­
ła zrozumieć tylko oficjalna
Warszawa. Warszawa OZN-u.
Mościckich, Składkowskich, Bec­
ków, Koców, Grażyńskich i Sosrr­
kowskich, wiwatujących na pla­
cu Saskim i na Wierzbowej z po­
wodu uzyskania w darze od Hi­
tlera - małego skrawka ziemi
po czeskiej stronie granicznej
rzeki Olzy. Sanacyjni dygnitarze
triumfowali wówczas ...
lf
Tak oto nadszedł wrzesień, pa­
miętny polski wrzesień roku
1939. Parniętają go dobrze już
tylko ludzie po czterdziestce. Mło­
de pokolenie dowiaduje się o
nim z podręczników szkolnych.
z pożółkłych roczników ówczes­
nej prasy, z wycieczek do obo­
zów zagłady, z lektury utworów
W. Broniewskiego, J. Tuwima,
M. Dąbrowskiej, Z. Nałkowskiej,
L. Kruczkowskiego, J. Iwaszkie­
wicza, R. Bratnego. Pamięć o o­
wym wrześniu, o wydanej na łup
Hitlera, na pastwę Goeringów,
Heusingerów, Keitlów, Himmle­
r6w i Franków Warszawie nie
powinna nigdy wygasnąć. Dzi­
siejsza piękna i nOwa Warszawa
a wraz z nią i cała Polska win­
na zachować w żywej pamięci ową
Warszawę s·przed 28 lat, oblężoną
.
�-::-'"�
II
lO
• e
•
..
�
d'
•
ł
'-.
"'-C.- ....... -9
. ' \.
..
�,......
.,r-... -
....
.... .."
I-
�
�
...
ze wszech' stron, zasypywaną w
ciągu czterech beznadziejnych
długich tygodni gradem pocisków
i bomb z ziemi i powietrza, pło­
nącą i głodną, a jednak nie da­
jącą się ujarzmić ani upokorzyć,
walczącą do ostatniego naboju.
To miasto było zbiorowym boha­
terem. Należy mu się w pełni
Wielki Krzyż Grunwaldu.
]f
Bohaterowie rodzą się w walce.
Wrzesień zrodził wielu bohaterów, w
tym również i tego, który jako Ko­
misarz Cywilny Obruny \Varszawy
stal się orędownikiem walczącej sto­
licy, jednym z organizatorow naj­
dłuższego i naj twardszego oporu, na
jaki się natknął hitlerowski agresor
na ziemiach polskich.
Stefan Starzyński przybył na Ra­
tusz w r. 1934 jako prezvdent z nomi­
nacji, a nie z wyborów. Kusy parla­
mentaryzm polski, a wraz z nim i sa­
morząd miejski przeżywał swój
zmierzch, Było już po Brześciu.
BBWR w oparciu o Związek Ziemian,
o wielkOkapitalistyczny Lewiatan
(Centralny Związek Polskregc Prze­
mysłu, Górnictwa, Handlu i Finan­
sów) zdążał całą parą do likwidacji
tych formałnych swohód obywatel­
skich, które gwarantowała stara,
marcowa Konstytucja z r. 1921. Nie
związana z sanacją prasa odniosła się
do osoby nominata sceptycznie, nie­
ufnie - a czasami wr'ęez wrogo. f.le
dła zaniedbanych peryferii wielkiej
Warszawy, pozbawionvch elementar­
nych urządzeń komunalnych, sieci
wodnej i kanalizacji, ziple!1i i par­
ków, światła I gazu, chodnlków a
często i bruków, budynków szkolnych
i ośrodków zdrowia - Sta:-zyń�ki,
choć i nominat, okazał się prezyden­
tem z prawdziwego zdarzenia. Był od­
ważnym nowatorem i modermzato­
lem całej gospodarki ko'l1u!1alnej, a
nie nepotą, jak wszyscy j.!go p:>przed­
nicy. W ciągu stosunkow!l krótkiej
jego kadencji na Ratuszu zmoderni­
zowane zostały i rozszerzone wszyst­
kie arterie wylotowe miasta: PUław­
ska, Grójecka, Wolsk:!, Zoliborska
wraz z Wiaduktem Gdańskim, Gro­
chowska. Ząbkowska i Miedzeszyńska.
Usun.ęto z granic mi.l'it:l przcsl.arzah-,
zadymiające miasto i korkujące ruch
uliczny kolejki dojazdowe d:> .Jabłon­
ny i Karczewia na Pradze. a do Wi­
lanowa i Konstancina :>l'az do Pi3-
s"czna na placu Unii i n'ł ul. Polr.ej.
Z rąk francuskiego kon�esjor.ar;usza
została wydarta i urmastowlona J;'lck­
trownia Warszawska. Na nie zabudo­
wanych terenach Mokoto",,,, Ochoty,
Woli, :2:oliborza powstaly pierwsze
parki dzielnicowe. Miastu przybyło
wiele szkół, kilka ośrodków zdrowia.
rozrosły się szpitale, przestaro był'
kopciuszkiem Muzeum Nl1roclowe, do­
konano rekonstrukcji Arsenału na
ul. Długiej, Rynku na Starym Mieś­
cie etc. Powołano do życia organy
planowania i regulacji miasta.
Pełnym uznaniem cieszyły się orga­
nizowane przez miasto niedzielne lron­
certy pubticzne w parkach peryferyj�
nyoh, kampania na l'ZCCZ ukwiece­
nia Warszawy, śmiałe projekty urba­
nistyczne w rodzaju budowy arteni
Północ-Południe lub zagospodarowa­
nia brzegów Wisły ("frontem do Wis­
ły"), rozszerzenia sieci bibliotek
miejskich i propaganda na rzecz czy­
telnictwa.
Wbrew Oficjalnemu kursowi BBWR
Starzyński nawiązywał żywą współ­
pracę z postępowymi instytucjami,
jak Warszawska Spółdzielnia Miesz­
kaniowa na :2:oliborzu, jak Towarzyst­
wo Osiedli RObotniczych, budujące
na Kole i na Grochowie tanie miesz­
kania robotnicze, jak Towarzystwo
Reformy MieSZkaniowej. w aparacie
mtejsktm pracowało sporo lewicow­
ców i radykałów na stanowiskach
kierowni.czych, jak dyr. Z. Limanow­
sIU, E. Strzelecki I Fr. Piltz w Wy­
dziale Statystycznym, jak dyr. �t.
Lorentz W Muzeum Narodowym. jak
dyr. Klemens Frelek w Wydziale
OSwiaty, dyr . .J. :2:abiński w Ogr odzte
Zoologicznym, dyr. A. Olszewski w
Wydziale Technicznym, prof. St. Rt­
żański w Biurze Regulacji, jak archi­
tekci Bohdan Pniewski I Marian Spy­
chalski.
Były to czasy rządów pułkowników.
Polską trzęśli Miedzlńscy, Beckowie,
Sławkowie, Switalscy, Kocowie i Ma­
tuszewscy. Ale Stefan Starzyński wy­
szedł z wojska raptem w stopniu ka­
pitana rezerwy. Z pUłkownikami, mi­
mo iż był jak i oni legionistą, iż
należał również do BBWR, żył na ba­
kier. Stosunki z bezpośrednim sze­
fem w resorcie Skarbu, min. I. Ma­
tuszewskim, były tak złe i napięte,
że w końcu Starzyński w pierwszej
polowie r. 1934 jako wiceminister po­
dał się do dymisji. Kariera urzędni­
cza Stefana StarzyńSkiego na tym się
skończyła. "Gazeta Polska" za redak�
cji Mledzińskiego kwitowała osiąg­
nięcia gospodarki miejskiej stolicy
f'uchymi wzmiankami w kronice.
DALSZY CIĄG NA STR. 15
rozpoczęta dnia poprzednie­
go.
Paryż. Ambasador Łukasie­
Wicz składa we francuskim
MSZ notę domagającą .iię
rozpoczęcia akcji lotniczej na
Niemcy i przełamania linii
Zygfryda jeszcze przed rU­
SZeniem wielkliej ofensywy.
Uzyskuje zapewnienie, że
Wielki atak bombowy na
Niemcy przeprowadzony bę­
dzie 'l, a najdalej 8 IX. .
Berlin. Hitler ostro inter­
WeniUje w Naczelnym Do­
Wództwie domagając się
SZYbkiego zakończenia kam­
Panil.
CZWartek, 1 września
Front w Polsce. Siły polskie
łu>ntynuują odwrót na li!l1ię
Wisły.
- Na północy. Rozproszona
nad Narwią poprzedniego
dnia grupa odwodowa
"WYszkóW" wycofuje się na
dOlny Bug. Brygada Bombo­
Wa skutecznie atakuje nie­
Illieckie wojska pancerne w
rejonie Rożanu (także Stry­
kOWa, Ozor.kowa, Makowa).
- W centrum. Niemiecki
�orpus pancerny prze spod
��aszowa ku Warszawie.
�"';""POC:Zynają się walki na
..,..eo.ecc:zyźn.1e w ,rejonie Iłży.
Nie naruszona w bojach armia
"Poznań" i armia "Pomo­
rze". przesuwają się w kie­
runku Kutna, zachodząc od
północy uderzające na War­
szawę zgrupowanie niemiec­
kie.
- Na południu. W niezwy­
kłe cieżkich walkach dywi­
zje polskie pnzebijają się
przez Dunajec, a armia "Kra­
ków" OpUS2lCZ8 linię Nidy.
N'emcy zajmują Tarnów 1
Dębicę, powstaje luka między
armiami "Kraków" i .. Kal"­
paty".
_ Na �olowanym obszarze
nadmorskim trwają walki.
P�.zed południem, o godlZ.
10.15, kapitul uje polska pla­
cówka w Gdańsku - Wester­
platte.
- Na terenach zajętych
przez Niemców, zwłaszcza na
SląskU, Pomorzu, W.ielkopol­
sce i w rejonie Ciechanowa
mnożą się masowe morder­
stwa dokonywane na pol­
skich jeńcaCh i ludności cy­
wilnej.
Front zachodni. Francuskie
oddziały rozpoznawcze prze­
kraczają granicę francusko­
niemiecką. Rozpoczynają się
działania polskich okrętów
na Atlantyku: dywizjon nis.z­
czycieti wykrywa, atakuje
i prawdopodObnie topi nie­
miecki okręt podwodny.
Warszawa. Marszałek Smigły
podejmuje decy.zję opuszcze­
nia stolicy przez Naczelne
Dowództwo i wyjeżdża do
Brześcia n. Bugiem. Decyzja
ta w znacznym stopniu unie­
możliwia jednolite dowodze­
nie siłami polskimi. Resztki
Brygady Pościgowej (16 sa­
molotów z 54 posiadanych
1 IX) broniącej dotąd stolicy
opuszczają lotniska podwar­
szawskie po sześc1odniowyC'h
walkachJ w których zestrze­
liły na pewno 43, prawdopo­
dobnie 9 i uszkodziły 20 sa­
molotów niemieckich. W wy­
niku nieodpowiedzialnego
i zbyt późno PTzerwanego
przez prez�denta miasta wy­
stąpienia radiowego szefa
propagandy Naczelnego Do­
wództwa płk. Umiastowskie­
go, wzywającego wszystkich
zdolnych do noszenia broni
do opuszczenia Warszawy,
wybucha w stolicy krótko­
trwała panika.
W szeregu wspomnianych
wyżej starć zala.mal się opra­
cowany wiosną 1939 r. polski
plan operacyjny, przegrana
zostala bitwa o utrzymanie
zasadniczych ltnli obronnych.
8 września, już ze schronu
w Brześciu, Smfgly rzuCi na
stół ostatni atut polskiego
Naczelnego Dowództwa: po­
dejmie decyzję poświęcenia
zgrupowania annil .. Poznań"
i .. Pomorze" Uczących razem
blisko ćwierć mUlona ludZI.
Annie te 9 wrześ1Ua uderzą
nad Bzurq w odllllonięte
skrzydlo niemieckiego ugru­
po.wanla, przez kUka dni odno­
sić będq sukces za sukcesem,
odbiorą Niemcom - na krót­
ko - Inicjatywę strategiczną,
śCiągną na siebie g.ros sil
Wehrmachtu. Po 10 dniach
resztki tCh, wykrwawione w
bojach dotrą przez Puszczę
KampinOSką da Warszawy.
SamObójczą tę akcję poliskie
Naczelne Dowództwo podej­
mie w nadziei, :l:e pod jej
osloną uda się za Wlslą obsa­
dzić nowe pozycje I na nich
dotrwać do rozstrzygnięcia na
Zachodzie. Jest to jednak na­
dzieja daremna.
Po tygodniu wojny Polska
wiąże glówne Słly Niemiec,
Hitler nie może stąd zabrać
ani jednej dywizjł. Na słabo
•
•
•
Minąl pierwszy tydzień woj­
ny. SIly polskie ponlosly
ogromne straty, zmuszone
zostaly do opWszczenia poważ­
nej części obszaru kraju.
obsadzonej JWZez Weh�cht
zachodnie; graniClf Rzeszy po
akcji patroli rozpoczną się
9 września francuskie "ogra­
niczone dzlalania zaczepne".
potężna a17711a zajmie... skra­
wek iasu. Dzień wcześniej na
konferencji w naczelnym do­
wództwie francuskim, z udzla­
lem premiera Daladlera, za­
padnie deCJIZJa nlcwusyła­
nla do Polski obiecanych jed­
nostek lotniczych I rezygn4-
cjf z akcji lotniczej na Niem­
cy. 12 września, w dniu naj­
większego rozpędu polskiego
uderzenia nad Bzurą, fran­
cusko-brytyjBka Rada Wojen­
na w Amfens postanowi zre­
zygnować także z przeprowa­
dzenia wielkiej Ofensywy, do
ktÓTej w piętnastym dniu od
początku mobilizacji sojuszni­
cy zobowIqzali się w układaCh
z PolSką. Polityka .. monachU-.
czyków" odniesie triumf.
Po tygodniu wojny wróg
doszedł do Wtsly I Narwi,
staje u bram Warszawy. Pora
teraz na stolicę, na nfq zwra­
cają się oczy lwiata. od
8 września 1939 rozpoczyna
się jej trzytygodniowa dra­
matyczna obrona.
Oprac. L. MOCZULSKI
K. NAUMIENKO
7
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_08-0009.djvu

			TEOFil SVGA
KONTROWERSYJNY P R O B L E M
Zaletq Interesujqcej I świetnie skomponow"
nej ksiqżkl Mariana Brandysa .. KozietulskI I
Inni" (Iskry) jest I ta, że autor pOrzucajqc wc:­
sze ścieżki biografistyki porusza także zagad
nlenla natury ogólnej.
Jednym z tych zagadnień jest stosunek sp"
łeczeństwa pOlskle{}o do Napoleona i cesarz"
Aleksandra, sprawa owego honoru, ktory k.
Poniatowskiemu nakazywal nie porzucać st,·"
ny przegrywajqcej. Tutaj Brandys Idzie traau
cumum torem za Askenazym, Handelsmanem.
Sobieskim. Ich opinie, afirmujqce stanowisk.
ks. Józefa podziela, tyle tylko, że prolIlem
nadto już upraszcza.
Wiosna roku 1813 była ostatecznym termznen,
w którym należało pOdjqć decyzję. Napoleon tf
pełnym odwrocie, Aleksander jeszcze Zall"'(1'1
o przychylność Polaków. ..Z catq otwartosrlfl
mówię księciu - pisał do Czartoryskiego jes
cze w styczniu - że ulubionej myśli o POlsr.
nie pozbywam się .....
Pod wplywem takiego stanowiSka cesarz"
Aleksandra w wojsku polskim w rzqdz«
Księstwa Warszawskiego przeżywano drama
tyczny kryzys moralny, zrozumialy w chwll,
tak stanowczej i przetomousej, I jedni, zwole"
nicy ugody z Aleksandrem, i drudzy, przerw
nicy tej ugOdy, mieli za sobq poważne rac]. ,
argumenty.
A jak to wyglqda u Brandysa? Sprowadz" O"
rzecz do pobudek osobistych: magnaci pow to
rzali za Matuszewlczem, że Polskę należy br(((
od katdego, kto jq szczerze daje. Przecie;;': ,,\\
szczegółowe rozważania na temat szczerosr-.
Aleksandra nikt się nie wdawal i łatwo IIyl" su
domyślić, że wygłaszajqcym wzniosIe frazes"
chodziło przede wszystkim o ucllronieme 011
konfiskaty własnych majqtków"
Czy to praWda? Askenazy, entuzjastyczny
biograf ks. Poniatowskiego, twierdził, że WIJ
bór nie był prosty ... Teraz - pisal o kS. JóZf'
fie - wypadło pójść prawic w pojedynk� �
garściq żołnierza, zerwać prawie ze wszystk.m,
nfljlepszcj wott przewodnikami narodu, z", 2n(l
komitq większościq spoteczeńsrwc. W tym byla
tragedia. Dodać jeszcze na dobitkę potrzeba, 2"<
książę był nękany zwqtpieniem w I ojalnO.ę.
Własnego swego króla ( ... J. Byl bez dokladne]
wiadomości o położeniu i intencjach NapOleona,
ktorego nie opuszczała jeszcze myśl odnalezil
nia drogi porozumienia z cesarzem Aleksn"
drem, bodaj przez negocjację o Księstwo"
Jednak to tylko margines zagadniema, ktoT<
sprowadzalo się do tego, kto z obu zapasnikolf
dawał pewniejsze rękojmie co do przyszlosc,
kraju. stanisław Smolka stwierdziwszy, że P"
stawa Polaków byla wówczas języczkiem tt eU
ropejskiej wagi - :PIsał: "Sumienie zostau'lO­
ło pełnq swobodę. Honor wojsf:owy wzdrygal
się tylko na porzucenie napOleońskich orłów.
sumienie nie miało prawa oglqdać się na punkI
honoru, dźwlgajqc w brzemiennej chwill cal'l
odpowiedzialność za los narodu..... (To prz.
cleż sam Kościuszko po klęsce NapOleona rO
dzil Aleksandrowi aby .. oglosil się królem Pol
ski").
Długo jeszcze przyszły historyk będz.e rozpLą
tywał zawiłe nic! kontrowersyjnego problem ..
uwidocznionego i w ksiqżce Mariana Brandysa
Dobrze by się stało - a bywa tak z dzielam.
t o charakterze Hteracklm - gdyby wywola!a
obszernlejszq dyskusję.
I zasługuje na to w zupelnoścl mimo tych I
Owych usterek towarzyszqcycl, dziełu w tym
rodzaju plonlersktemu.
Mote więc tylko kilka uwag przydatnych.
być może, drugiemu wydaniu kslqżki. Więc: au­
tora ponosi "demaskatorski" temperament gdy
pisze, że I szwoleżerów poplerajqcych Napole
ona .. nie obchodzt!o nic, że stare Królestwo
obeJmowalo ziemie etnicznie obce, do przeko­
nania przemawiał Im natomiast fakt, że nu
tych ziemiach sledzlelt po dawnemu jakO wła .•
cfcfele ich kuzynowie, powinowacf I przyjfl
cfele..... Tu autor przeczy samemu sobie, bu
przecież w Innym mlejsctt tWierdzi, że odstępn
wano Napoleoruz wlaśnle dla ratowania majqt­
ków.
Ks. Józef Mickiewicz nie byl stryjem wielk",
go poety, zaledwie jego imiennikiem; Adam
Mickiewicz nie by� uczniem szkoly wileńskiej
I nie przebywał w roku 1812 w Wilnie, lecz 11'
Nowogródku; nie J. Pawltkowskl był inspirato­
rem Koścfuszki lecz na odwrót. Wreszcie­
adopcyjna loża kobiet .. Eden" na wschodzlC
Warszawy otwarta została już w czerwcu 1810
roku, a Kozietulski nie był masonem· jak to
sugeruje autor.
W rezultacie trzeba jednak powiedzlec, że
ksiqżka Mariana Brandysa jest - obok dzielo
Aleksandra BOCheńskiego o dziejach przemysłu
polskiego (choć to t pokrewna, i odmienna
dziedZina) - najclekawszq bodaj pozycjq ble­
żqceuo roku wydawnlczeuo.
I
I
I
8
,
...
1
I
J
I
,
•
I
,
,
(
f
..
\,
'.
-_.
---
OGRÓD W WILANOWIE
.,
Jednym z naj ciekawszych i ; �:'ocenione widoki Bernarda
najlepiej obecnie zachoWa' I /lj otta Canaletta. Oba pozio­
nych zabytków polskiej sztU' I kI �grodu łączą dwubiegowe
ki ogrodowej jest malowniCZO iChllllenne schOdy. z grotą pod
położony i kunsztownie urz� I' RIo POdestem. usytuowane na
dzony ogród przypałacowY We Wnej osi założenia ogrodo-
Wilanowie. Jego bogata szat9 � g�. Mur oporowy i schody
ogrodowa oraz zróżnicowana PI�bl tralkowa balustrada z
stylOWO forma jest wynikie\1l I Cy skowca z rzeźbami igrają­
długotrwałego rozwoju i prze' lila Ch Puttów i sfinksów wyko­
mian, jakim uległ on w ciągU Sk:?YCh przez warsztat puław­
swego blisko trzechsetnego I Clę- y.r I pOło XVIII w. Górną
istnienia. cy Sc ogrodu tworzą dekora-
Najstarszą częścią ogrodU VI l t1'�ne partery barokowe o mn­
Wilanowie, .pamiętającą je�Z' bOli ae� kół. palmet i linii bur­
cze czasy Jana III SobieskIe' ną s�leh. dolną zaś ozdobin­
go, jest jego część centrl!1I18: ter nl�Co skromniej.szymi par­
położona między pałacem l je I' allll barokowymI, zamyka­
tiorem. Posiada ona charakte� b�:YSOkoPienne szpalery gra­
barokowego, dwupoziomoweg I Prl C; z charakterystycznymi
ogrodu włosko - francuskieg�, , WyeS\yitami i osiami widokn­
zrekonstruowanego po ost3 'jlosrl w kierunku jeziora. Ca­
niej wojnie w oparciu o star: 0Rr dekoracji barokowegn
plany z XVII i XVIII W. or3 niajdu przypałacowego do pel-
sąg. ą fontanny i kamienne po­
J{ I bóstw antycznych z
�III w. Wzdłuż jeziora bie­
��e Parusetmetrowa prome­
ła a, z wysuniętą na osi pa-
2d clJ. .prostokątną platformą, 0-
S60bloną rzeźbami Herkule-
W.
o Na POłUdnie od barokowego
i�irodu przypałacowego rozpo­
Ro era się teren romantyczne­
go Parku angielsko-chińskie­
Cla' założonego na miejscu
go Wnego folwarku królewskie­
lę' Przez marszałkową Izabe­
ćWI LUbomirską w ostatniej
'st erci XVIII w. Ten niedo­
krę�ny od dziesiątków lat park
Wa,obrazowy. obrzeżony od
�ehodu wodami jeziora, a od
ni łUClnia wartkim strumie-
I "",ern ,z kaskadą. tworzy w
1lJlel srodkowe:, części olbrzy­
na ą .Polanę z pięknymi odmia­
I'ącrnl drzew i krzewów, opada­
'n1' . lIlalowniczo ukształtowa-
• Starnl stokami do niewielkiego
CtQWu, Pochodzącego jeszcze z
I Po s6w Jana III. Skromne wy­
J ictażenie plastyczne tej czę­
I WIogrOdu stanowią dwa dzie­
I brrnastowieczne pomniki nad
Pa egarni stawu, poświęcone
lR�lęCi Stanisława Kostki i
�.cego Potockich oraz
łlJ.cl. l�siona na wzgórku w po-
nlOWo - zachOdniej części
..... --.
--
parku siedemnastowieczna ko­
lumna z "krzyżem maltańskim.
W pObliżu zabudowań pałaco­
wych widnieje zachowana do
dziś, dawna .. góra Bacchuso­
wa" z czasów Sobieskiego, o­
zdobiona obecnie dziewiętna­
stowieczną figurą ceramiczną
anioła. symbolizującego zwy­
cięstwo.
Z połowy Ubiegłego stulecia
poChodzi niewielki neorene­
sansowy ogrÓdek kwiatowy
przy połUdniowym skrzydle
pałacu, pośrOdku którego znaj-
ł
duje się czwórlistny basen
fontanny i małe alpinarium.
Na północ od centralnej czę­
ści ogrodu wilanowskiego roz­
ciąga się wzdłuż brzegów je­
ziora malowniczo ukształtowa­
ne pasmo dwupoziomowego
parku angielskiego, założone­
go przez Stanisława Kostkę
Potockiego na przełomie XVIII
i XIX w.
Dzisiejszy swój urok i pięk­
no zawdzięcza ogród wilanow­
ski nie tylko swym natural­
nym walorom krajObrazowym,
lecz również umiejętnościom
•
t
,
.,
polsklch konserwatorów i o­
piece państwa, dzięki czemu
zniszczony bezprzykładnie
przez Okupanta zabytek przy­
wrócony został do dawnej
świetności, aby mógł z pożyt­
kiem wypełniać swą doniosłą
rolę kulturalną. wypoczynko­
wą i dydaktyczną.
W. FIJAŁKOWSKI
ZoI."clol J. SMOGORZEWSKI
., ,
" . t'
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_10.djvu

			r
I
1
..,-
l
l
I
MłODZI
MISTRZOWIE ŚWIATA
Z laurami mistrzów
świata powrócili z Mon­
trealu dwaj młodzi za­
wonnicy warszawskiego
AZS szesnastoletni
Zbigniew Kania i sie­
demnastoletni Konrad
Flek (fot.) Obaj chłopcy.
uczniowie warszawskich
szkół. na żeglar,.;kich
mistrzostwach świata w
klasie •• Cadet" powtó­
rzyli ubiegłoroczny suk­
ces swoich rówiesników
- Wyszkowskiego i No­
wickiego. Zwycięstwo
odnieSli w doskonałym
styl u, przy silnej kon­
kurencji zespołu angiel­
skiego. Dużym przeży­
ciem dla młodych mi­
strzów był sam pobyt
w Kanadzie - wystawa
Expo i miły wieczór w
gronie harcerzy Polonii
kanadyjskiej. (o)
IADAL W SŁUŻBIE
MłODZIEŻY
W gmachu dawnego
Instytutu Mokotowskie­
go przy ul. Puławskiej
97. w miejsce istnieją­
cego tam obecnie za­
kładu wychowawczego.
powstanie młodzieżowy
dom kultury. Zabytko­
wy budynek (dzieło
Marconiego) przestał
już odpowiadać wymo­
gom lokalowym nowo­
czesnego zakładu wy­
chowawczego. Zostaną
tutaj urządzone sale
klubowe, pracownie
przedmiotowe, czytel­
nia (oraz boIska sporto­
we), Co pozwoli na pro_
wadzenie różnorodnych
zajęć z młodzieżą. Daw­
ny Instytut przekształ­
ci się w placówkę o
charakterze profilakty-
cznym, specjalizującą
się w pracy z młodzie­
żą moralnie zaniedbaną.
Tutaj również znajdzie
siedzibę Ośrodek Komi.­
sji d/s DzIeci i Mlodzie­
ży Stołecznego Komite­
tu FJN wraz z kadrą
pedagogów, lekarzem i
psychologiem.
SPOD WIECHY
Ruszyła nareszcie dłu­
go oczekiwana budowa
szpitala dla PSychicznie
chorych przy ul. So­
bieskiego. Kilkuhekta­
rowy teren jeszcze nie
jest w całości ogrodzo­
ny i objęty płacem bu­
dowy poniewaŻ dużo tu
czynności wywłaszcze­
niowych. Budowę roz­
poczęto w tych dniach
drążąc wykop pod bu­
dynek kotłowni i gara­
żu, które wykonawca -
PBM-Południe za­
gospOdaruje na biura i
pomieszczenia socjalne
dla robotników. Obiekt
łeczniczy będzie skła­
dał się z ł pawilonów
niskich o dwóch kon­
dygnacjacb pOłączonych
łącznikiem. w którym
także znajdą się po­
mieszczenia dla cho­
rych. Pawilon dziecięcy
jest wyłączony z kom­
pleksu zabudowań dla
dorosłych. Terapii za­
jęciowej służyć ma mię­
dzy innymi duży teren
odpowiednio zagospl>­
darowany i urządzony.
projektantami szpitala
są inżynierowie ar.ch.
Rozner i WesołowskI z
Biura prOjektów BU­
downictwa OgÓlnego.
Inwestorem - I\linister­
stwo Zdrowia. Nad7ór
nad budową realizowa­
ną systemem tradycyj­
nym z cegły, spoczywa
na budowniczym Hen­
rykU Szczepańskim.
REDAKCYJNY
"CHOCHLIK"
ROZdokazywał nam się
redakcyjny "chochlik"
w nr. 35 z 27 VIII. W
artykUle Józefa Rodaka
na s. 7 znalazła się in­
formacja o :zamachu w
Sarajewie na .,arcyksię­
cia RudOlfa, następcę
tronu monarchii Austro­
Węgier", a w reportażu
l
(o)
"W Zaciszu nie tylko
się radzi" równie ,.tra­
fna" nowość geografi­
czna: .. Dwa i pół tysią­
ca domów rozrzuconych
jest po obu stronach
ruchliwego traktu ko­
munikacyjnego wiodą­
cego na Lublin - uli­
cy Generalskiej'".
Zabity w Sarajewie
następca austr o-węgjer­
skiego tronu mial oczy­
wlscie na imię Ferdy­
nand, a przez ul. Gene­
ralską biegnie trakt ...
matostockt,
Fakty potwlerdzajq na­
sze tezy. Tysiqce Ludzi
nie korz!}sta z wod�1 po­
niewa? boi się kapac w
WisIe u' miejscach nie
stTzeżonyclt, a jeszcze
bardzieJ boi się tłoku
u' miejscach strzeżo­
nych. Sytuacja basenów
krJ/tych IdegLa wprau·­
dzle sporej poprawie,
ale basenu te sq ciqgle
trudno osiqgalne. Mam
na myśli zwyklego mie­
szkańca Warszawy. a
nie czlonka kadry ply­
wackiej. Teraz gościtis­
my najwspanialszych
europejskich plywaków
wśród nich Wielu rekor­
dzistów świata I mi­
strzów Euroqn], Opowia­
dali oni jak w ich kra­
ju zorganIzowane jest
plJ/wanie zarówno dla
kad'" jak i obytcateli
lubiqcych się kqpac i
pLywać i w jakim stop­
niu sprawy te wiqtq się
wlaśnie z w�Jsokim po­
ziomem wyczynowcótC'.
Obowiqzkowe plywame
w szkole licealnej, obo­
�viqzkowe plywanie na
u'yfszych uczelniach i
,UJ katdej zresztq uczel-
71.1, w katdJJm zakladzie
nł/Ilki. Budowa zwyk­
"1:11"". prostych plywalni
otu'urtych - oto droga
.no podniesienia popu­
],"""'Ulsci tego pięknego
spartu. (eter J
_ po Bagdadzie - na
swiecie). Oto pierwsze
wrażenia prof. Srokow­
skiego ze spotkania z
Warszawą: "Warsza-
wa jeszcze bardzief
wypiękniała! Rozrasta
się! Zazielenila się".
PA. ERYł .A PLA ••••
Oto jeszcze jeden a­
matorski debiut filmo­
wy. Przed kamerą fil­
mową stanął po raz
pierwszy Eryk LipińSki!
Znany grafik prze­
dzierzgnął się na fil­
mowym planie w... a­
merykańskiego Polaka
Odwiedzającego stary
kraj. Filmową żoną
p. Eryka jest znana
aktorka Irena Laskow­
ska. Film (krotkome­
trażowy) realizuje reż.
Wadim Berestowski dla
pOlonijnej TV w USA.
OPINIE
Ini. arch. WOJCIECH ZABŁOCKI
autor proiektu architektoniczne­
go Pomnika Powstańców Ślqskich
- ..
- .. ...=::- .....
:.i'''' .. i.J.i.ł i.,�
.. hl.\i'l11&'h 1_
Akcja odnajdyWClnia
plywalni na terenie
Warszawy przyniosla
jak wiemy � prasJ/ trca­
le ciekawe rezultatu.
Motna ou powiedzieć, te
prawie katda dzielnica
stolicy dysponowałaby
jakimś basenem ply­
wackim gdyb�1 takowu
nie zostal zamieniony
na sklad paliwa, śmiet­
nik. gigantycznq lodów­
kę... i szereg inn/lch
rzeczJJ nie maJqcych jl'd­
nak nic wsp"lnego z
wodq i pLywaniem. "Mi­
krosport" konseku'ent­
nie, od lat, wJ/stępuje o
lepsz'l organizację kq­
pieliska dla Warszawy.
W PLENER
Reż. Janusz NasCeter
wyjeżdża w pierwszej
polowie wrzesnia nad
jeziora augustowskie,
gdzie przystąpi do krę­
cenia swego nowego
filmu pt. "Weekend z
dziewczyną'·.
PO 3 LATACH
ROZSTANIA
Po blisk.o 3 łatach nie­
obecności przyjechał na
miesięczny urlop do
Warszawy, znany grafik
i malarz prof. Jerzy
Sroko wsk i, który od
stycznia 1965 r. wykła­
da w Damaszku na wy­
dziale sztuk pięknych
tamtejszego uniwersy­
tetu (nb. drugiego naj­
starszego uniwersytetu
o POMNIKU
POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH
Prace rzeźbiarskie pomnika wykonał Gustaw
Zemla, moim udzialem byLa strona architekto­
niczna projektu_ W naszJJm ujęcill pomnik sta­
nowi tcompozucię przestrzennq, w której do­
minujqcym elementem sq trz�J odrębne rzeżou
skrzydeł. Architektura nabiera �Iltaj charakteru
.. rzeźbiarskiego·', podobnie jak rzeźba ma cha­
rakter .. architektoniczny". Ciekawa i nowator­
ska, dynamiczna W nastrojll praca Zemły sta­
nowi kwintesencję jednego z wariantów jego
tworczości. Posiada ona pewne walory istot­
ne z uwagi na miejscł' IlsytllotJ,ania pomnika
- oglqdana ze wszystkich strun. pod rótnJJmi
kqtami, zachowllje SUlOjq wymowę i charakter.
Ludzie zostali 'wprowadzeni nauoet do Jej WlII:­
trza - między poszczególne skrzydła. Rzeźba
jest ustawiona wprost na pIacIl, jak gdyby W�/­
rastala z niego I wlaśnił' plac jako część skla­
dowa pomnika pelni rolę pustumentu. Cały
zespÓl pomnika jest znacznie wyniesiony ponad
poziom ronda, przJl którym został ;:lokallzowa­
ny. Dzięki lemu jest on dobrze widoczny z dru­
giej strony jezdni (ruch na rondzie uniemotli­
wia swobodne poruszanie się wokól pomlllka
I oglqdanie go z bliska). Jedyne pOdejŚCie do
rzeźby prowadzi przez plac uformowany w
ksztalcie misy. W jego najwytszym punkcie u­
stawiono rzeźbę. W ten sposób dla ludzi pa­
trzqcych z dolu krawędź placu zasiania jezdnię,
a rzeźba rysuje się na tle nieba. Ponadto przez
podkreślenie profilu niewielkiego stosunkowo
placu ciemniejszymi pasami z bazaltu uzyska­
no efekt optycznego wydlutenia terenu.
Warto wspomnieć o innym jeszcze rozwiqza­
niu architektonicznym. Jeden z wylotów bleg­
nqcego pod rondem tunelu wychodzi wprost
na najwytszq część bastionu stanowiqcego 0-
bramowanie placu. Z tego poziomu widoczna
Jest jedynie część rzeźby. Aby rozladować przy­
kre wratenie jakle mote wywolać Widok WJlso­
klej na 6,5 m go/ej ściany, zostala ona zlamana
na wysokości poprzez nawisJl z gr,mllowych
głazów.
Przyjęta przez nas koncepcja pomnika zdej­
muje go w pewnym sensie z piedestalu, ale za­
'razem podkreśla jego monumentalność.
Notowała H. OGNIK
MANIFESTACJA NA
p LACU ZWYCIĘSTWA
I
ł
W vrzeddzlcm 28 rocz­
nlcu Wrzdnia Vlac
Zwycięstwa i przylegLe
uUce wypełniło vonad
100 tys. mieszkańców
stolłcu. Na frubunIe
zajęlt miejsca czlonko­
wie najwytszych wladz
partyjnych t państwo­
wJICh Z l sekretarzem
KC PZPR Wladysła­
wem Gomulkq I Preze­
sem Rady Ministrów
Józefem Cyrankiewi­
czem na czele.
W W!}głoszonym na
wiecu przemÓWieniu l
sekretarz KW PZPR
Stanisław Koctołek
przypomnlal wydarze-
nia tragicznego Wrze­
śnia, powojennq odbu­
dowę stolicy, pomoc i
poparcte państw socja­
Iist'lcznych oraz wska­
zal na odradzanie się
sil wojennYCh w mie­
cie - rewizjonlstycznq
polttykę NRF, agresję
w Wietnamie I napad
na kraje arabskie.
Apel pOleglych byl
holdem pamięci zloto­
nym wszustklm, kt6rzJl
oddali tycie za wolność
Ojczyzny.
10
D.
I
•
- T.".
. ,
J�
I·IJ' II .• - _-.-.
'I�--
.,. l_fl8 ..-
I • !'".. ł .� ..
�,
..
/
J
I�
� ..
-
-
• ••
• ••
• ••
,
--
1II1IIr.11
'l
III1IIIII
,
...
-�
,1 �
\
Dt
I!",
�I
:r
�I�.
[ ':-
.łUI ... �
�·-1lO
........... ,
111"
•
r
•
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_11.djvu

			I'
.,:
1\.
Na trybunie honorowej za]ęh mżejsca (od lewe]): przeWodni­
czący ZG ZBoWiD, minister Mleczyslaw Moczar, Marszalele
Polski Marian Spyc/lalski, przewodniczący Krajowej Komisji
Weteranów powstań Śląskich Jerzy Ziętek (wygłasza prze­
mówienie), l sekretarz KW PZPR UJ Katowicach Edward
Gierek i l sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR Stani­
sław Kociołek. W głębi � !Jeneralicja i weterani powstań
Śląskich. Fot. J. Smogorzewski
ODSŁONIĘCIE POMNIKA
POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH
l wrzesma, odbyła się w
Katowicach wielka antywo­
jenna manifestacja społe­
czeństwa Sląska, połączona z
uroczystością odsłonięcia
monumentalnego Pomnika
Powstańców Sląskich. Wśród
ponad 150 tysięcznej rzeszy
uczestników manifestacji
znalazła się kilk uset osobo­
wa delegacja Warszawy z
I sekretarzem KW PZPR
Stanisławem Kociołkiem i
zastępcą przewodniczącego
prezydium St. RN Jerzym
Wołczykiem. Z całego kra­
ju zjechali się powstańcy
wielkopolscy i warszawscy,
'weterani powstań śląskich,
członkowie ZBoWiD.
Obok trybuny honorowej i
pomnika zajęły miejsce po­
czty sztandarowe, a na fron­
cie - kompania honorowa.
Plac wypełniły zwarte sze­
regi byłych kombatantów,
wojska, organizacji społecz­
nych i młodzieży. Delegacje
zakładów pracy i wielotysię­
czna rzesza uczestników ma-
nifestacJi zajęły miejsca wo­
kÓł placu.
Manifestacje otworzył
eztonek Radv Państwa, prze­
wodniczący Krajowej Ko­
misji Weteranów Powstań
Sląsklch i przewodniczący
WRN Katowice Jerzy Ziętek,
charakteryzując w swym
przemówieniu hohaterstwo
ludu śląskiego w walce o
polskość swej ziemi i skła­
dając podziękowanie ludno­
ści Warszawy za ufundowa­
nie pomnika będącego sym­
bolem tej walki. Przemówie­
nie wygłosił MarszaŁek Poł­
ski Marian Spychalski. Na­
stępnie Marszałek M. Spy­
chalski w towarzystwie E.
Gierka, J. Ziętka. St. Ko­
ciołka i M. Moczara dokonał
symboficznego aktu odsło­
nięcia Pomnika. Gdy prze­
brzmiały artyłeryjskie salu­
ty dostojni goście powrócili
na trybunę honorową, a do
stóp Pomnika podchodztć za­
częły dełegacje składające
wieńce.
\
....
l�b
f
\
-�
..
-�
...
ol
. .,
s
�
I
\ \
h--�
�-
{
"
�
�i"
'.'
.�
-
""
-
!
-.:
�
,
'":\...
� .. � ...
.
�
-'
...
"'\
,,'t.
.�.
�"Wl". I
pomnik Pows!anców Śląskich - dar społeczeństwa Warszawy. Za chwilę Marszałek Polski
Marian Spychalski dokona symbOLIcznego przecięcia opasującej monument wstęgi.
-.
��. :f;Ar
r.
.�,: ...
..
� "'Ii,;
""
''Ii! I J \
-.-I
"t.
' .'
.' j
�'
�
,
\.
,
... �
, )
..,.
I l
\
dzie Skarba nie startowały
wszystkie najlepsze dwulat­
ki, ale jak na razie. wybit­
nego konia nie widać.
Nagroda Pink Pearla dla
3-letnich koni, na dystansie
1800 m., przyniosła również
rozczarowanie publiczności.
Konie faworyzowane: Sotis,
Meta i Estragon mijały ce­
lownik na dalszych miej­
scach - zwyciężył Mistyk.
Dziwi nas upór z jakim
trener M. Stawski prÓbuje
Sotisa na krótkich dystan­
sach (już trzeci raz w tym
sezonie), gdy wiadomo, że to
koń długodystansowy, na CO
dobitnie wskazuje jego po­
chodzenie po Surmaczu i
Solnicy. Surmacż trzykrot­
nie zdobył nagrodę Prezesa
Rady Ministrów, (w latach
1959, 1960 i 1961) n.a dystansie
3200 m, wygrał też Wielką
Warszawską, w 1959 roku
(2600 m).
Rezultaty mityngu mię­
dzynarodowego w Hoppen­
garten, o których pisałiśmy
w poprzednim sprawozdaniu,
nastręczają kilka refleksji -
przede wszystkim na temat
treningu naszvch koni. Brak
miejsca nie pozwala n,am na
rozwinięcie obecnie tego te­
matu - uczynimy to przy
końcu sezonu, (A)
UROCZYSTY POKAZ FILMU "W E S T E R P L A T T E"
Atmosfera wzruszenia towarzyszyła premierowej projekcji
filmu "westerplatte", w Sali Kongresowej, w dn. l wrześ­
nia, choć widownia nie składała się tylko z ludzi starszych.
Można r6wnież m6wić o uczuciu dumy każdego polskiego
widza oglądającllgo ten film, będący rekonstrulu'Ją czynu żoł­
nierskiego, kt6ry jednoznacznie nazwać należy bohaterskim.
W tym słowie zamyka się cała epopeja obrony Westerplatte,
kt6rą tw6rcy filmu przetworzyli w kształt artystyczny, za­
chowując wszelkie cechy dokumentu.
Serdecznie witała pUbliczność przybyłych na uroczysty
pokaz obrońc6w Westerplatte: W. Barana, M. Gawlickiego,
S. Grodeckiego, L. Pająka, L. Piotrowskiego, E. Szamlewskie­
go, B. Rygiełskiego i S. Zwierzchowskiego. Przed projekcją
filmu pięknie przemawiał sekretarz generalny ZBoWiD,
wiceminister Kultury i Sztuki Kazimierz Rusinek. (g)
Ubiegła niedziela wyścigo­
wa interesowała nas specjal­
nie ze względu na pierwszą
poważną próbę dwulatkóW -
w nagrodzie Sk·arba na dys­
tansie 1200 m. Przebieg tej
gonitwy rzucił pewne świat­
ło na klasyfikację koni dwu­
letnich przed nagrOdą
Z TORU SŁUŻEWIECKIEGO
"Stolicy" (17 września). Fa­
woryt publicznOŚCi Erotyk
(Turysta i Eroica) doznał po­
rażki, choć dobrze przyjął
start. Nagrodę "Skarba"
zdobył Dermot (SolaU i De­
ruta), pod dżokejem Rej­
kiem. finiszując swobodnie
w połOwie prostej. W nagro-
PROGRAM TELEWIZYJ IY 8 - 14 IX 1961
B.IX, Piątek: 10.30 Film czes­
ki "Fajki" 17.00 Miś z okien­
ka 17.15 Filo:. .,Przygorly Ro­
bin Hooda" 17.ł5 t'Um franc.
..Pałac Wer..alski·' 18.05 Pro­
gram rozrywkow.V z Pozna­
nia 18.20 Pr. obyczajowy
"Jak być kochaną" 18.55
Film "Paryż śpiewa" 19.05
TV Kurier MaZOWiecki �0.!l5
Film czeski "FaJki" w/g
I. Erenburga.
9.1X. Sobota: 9.25 Film franc.
"Zamieńmy się żonami" 15.35
Koncert z Zabrza 16.50 Film
"Piotruś I jego zwierzęta"
17.15 Spotkania z przyrodą
17 • .0 .. 7 mln młodych" 18.00
Estrada poetycka 18.30 Film
.. Bułgarska jesień" 18.55
Film "Za siedmioma góra­
mi" 20.10 Koncert z okazji
"Dnia Trybuny Robot:1i­
czej" 21.55 Film f�anc. _ "Za­
mieńmy się żonami"
10. IX. Niedziela: 11.00 Tran­
smiSja z Westerplatte 11.35
W starym kinie 12.35 Film
NRD "Egipt�arem Nilu"
13.20 Przemiany 13.50 Teatr
Młodego Widza "Tomek Sa­
wyer detektywem" Marka
Twaina 16.00 Piórkiem i wę­
glem 16.30 Teleturniej "Pa­
ryż". 17.20 Felieton T. Hołu­
ja 17.35 Sezam muzyczny
18.20 Rep. z odsłonięcia pom­
nik.a Lotnika w Warszawie
18.45 PKF 18.55 Słownik wy­
razów obcych 20.05 Pr. roz­
rywkowy "Paryż - Warsza-
wa" 20.50 Film polski "Giu­
seppe w Warszawie"
U.IX. Poniedziałek: 17.05
Film POlski .. Bolek i Lolek
na wakacjach" 17,15 "Pod
siatką" 17.35 Eureka 18.05
Opowieści lotników 18.20
Sprawozdanie z obrad Sejmu
18.55 Kino Krótkich Filmow
20.35 Teatr TV "Maturzyści"
Z. Skowrońskiego
12.IX. Wtorek: 8.30 Film
fran. "Cmy" 13.10 Sprawoz­
danie z uroczystości pożeg­
nania Prezydenta de Gaul­
le'a 17.00 Film "Wesołe za­
jączki" 17.10 Zrób to sam
17.25 Telekram 17.35 film
ang. ..Cena rekordu" 18.55
TV Kurier Warsz.awski 19.10
Piosenki francuskie 20.05
Film franc. "Cmy" 21.30 Pa­
norama literacka
13.IX. Sroda: 11.25 Film
lugosł. "Ludwiku do rondla"
17.00 Pan Półka i spółka 17.20
Nie tylko dla pań 17.45 Bry­
za 18.10 Film węg. "Kronika
Anny M.agdaleny Bach" 18.35
Magazyn Medyczny 20.05 Pr.
muzyczny z Wrocławia 20.45
Swiatowid 21.25 Film USA
�.Nowy browar"
14.1X. Czwartek: 17.00 Kino
Ptyś 17.20 Kwadrans zagadek
17.35 Film "Za siedmioma
górami" 18.00 Przegląd mu­
zyczny 18.30 DObry wieczór,
jak minął dZień? 20.05 Teatr
Kobra "Szansa Słabego" J.
Włodana 21.05 Refleksje
11
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_12.djvu

			I
I
•
I I
Ten front naszej walki
z niemieckim najeźdźcą
czeka jeszcze na swoich
dziejopisów. Mało kto
wie, że jednym z głów­
nvch obszarów walki Po­
laków z Niemcami w la­
tach minionej wojny by­
ło terytorium Francji.
Mamy tutaj na myśli nie
tylko działania polskich
jednostek regularnych w
1940 i 1944 r., lecz przede
wszystkim wieloletnią e­
popeję udziału Polaków
we francuskim ruchu o­
poru - Resislance. W ru­
chu tym, w latach 1940-
1944 r. uczestniczyło ok.
150 tysięcy Polaków, ode­
grali w nim poważną rolę.
Polacy, członkowie ru­
chu oporu we Francji, re­
krutowali się zarówno z
tzw. "starej emigracji",
jak też z tych, którzy
przybyli z brygad mię­
dzynarodowych w Hisz­
panii i po klęsce wrześ­
niowej z Polski. Konspi­
racja polska na teryto­
rium francuskim dzieliła
się na kilka odrębnych
pionów: wielu Polaków
uczestniczyło też indywi­
dualnie w Resistance.
Pierwszy, najbardziej
zresztą liczny pion pol­
skiego ruchu oporu we
Francji stworzyła rady­
kalna lewica, kierowana
przez polskich komuni­
stów. Walcząc wspól­
nie z francuskimi towa-
•
W krwawych walkach, które
toczyły się ze zmiennym szczęś­
ciem w lecie 1944 na płaskowzgó­
rzu Vercors i w górach d'Oisans
na południowy zachód od Greno­
ble, brało udział kilkuset Pola­
ków. Jak stwierdzają źródła
francuskie, znajdowali się oni w
kaźdym oddziale "Maquis" poje­
dynczo czy w grupach, walcząc
dzielnie i zjednując sobie nie­
przemijające uznanie francuskich
towarzyszy wspólnych zmagań.
Największą co do liczebności jed­
nostką była kompania polska do­
wodzona przez kapitana Konstan­
tego Barzyckiego, który przybył
ze Szwajcarii wydostawszy się z
internowanej tam w 1940 r. pol­
skiej 2. dywizji Strzelców Pie­
szych. Kompania jego przyjęła
nazwę Kompania Warszawska
FFI.
Trzon kompanii tworzyli żoł­
nierze "Wojsk Polskich" pułkow­
nika Zórojewskiego - Daniela,
zgrupowani w kompanii pracy w
Uriage, dowodzeni z ramienia ru­
chu oporu przez porucznika Sta­
rosieiskiego. Resztę stanowili
ochotnicy - robotnicy, studenci i
in. - z dawnej i nowej emigra­
cji oraz liczni Polacy - zbiego­
wie z Wehrmachtu. Na wyróżnie­
nie zasłużyli szczególnie szerego­
wiec Alojzy Hopicki, �tóry jako
wartownik niemiecki nawiązaw­
szy kontakt z partyzantami z od­
działu kapitana Bois-Sapin wy­
sadził w powietrze - jak podają
12
•
rzyszarni broni, polscy le­
wicowi działacze we
Francji doprowadzili do
utworzenia jednolitej or­
ganizacji o nazwie "Or­
ganizacja Pornocy Ojczyź­
nie" (OPO). W organiza­
cji tej działali m. in. póź­
niejsi wybitni dowódcy
partyzanccy Gwardii i
Armii Ludowej jak Grze­
gorz Korczyński. Antoni
Grabowski, August Lan­
ge, Franciszek Księżar­
czvk - przerzuceni przez
OPO do kraju w 1942 r.
Po powstaniu w kraju
KRN i pod wpływem te­
go wydarzenia, OPO w
polaczeniu z innymi
mniejszvmi organizacja­
mi polskimi utworzyła
Polski Komitet Wyzwo­
lenia Narodowego we
Francji.
Pod kierunkiem OPO,
a następnie PKWN, two­
rzone były polskie od-
działy grupy bojowe,
które organizacyjnie
wchodziły w skład orga­
nizacji wojskowej Franc
Tireurs et Partisans
Francais (FTPF), kiero­
wanej przez komunistów.
Ponadto wieI u Polaków
należało do FTPF indywi­
dualnie.
W 1944 r. pod egidą
PKWN przystąpiono do
organizacji masowej pol­
sklej organizacji zbrojnej:
Polskiej Milicji Patrio­
tycznej (PMP), której od-
•
I
działy miały być taktycz­
nie podporządkowane
miejscowym dowódcom
FTPF. Z milicji tej po
wyzwoleniu Francji po­
wstały regularne polskie
oddziały wojskowe, które
w grudniu 1944 r. przy­
dzielone zostały do l ar­
mii francuskiej. Porozu­
mienie z rządem de Gaul­
le'a ze stycznia 1945 r.
określało m. in., że od­
działy te, uznające za swą
władzę Rząd Tymczasowy
w Polsce, do zakończenia
wojny walczyć będą w
szeregach armii francu­
skiej, a następnie wrócą
do kraju z bronią i ekwi­
punkiem. 19 i 29 Zgrupo­
wania Piechoty Polskiej,
których polskim dowódcą
był mjr Bolesław Jeleń,
zachowujące zwarty cha­
rakter organizacyjny, pol­
skie godło, komendy i
sztandar. po wojnie wró­
ciły do kra iu, jako jedy­
ne z polskich formacji
wojskowych na Zacho­
dzie.
Drugim pionem polskiej
konspiracji we Francji
była utworzona stosunko­
wo wcześnie. lecz raczej
nieliczna .. Polska Orga­
nizacja Niepodległościo­
wa" (PON). Była to orga­
nizacja rozwijająca cy­
wilne formy walki kon­
spiracyjnej, a nie prowa­
dząca działalności woj­
skowej. Z początkiem
.,
źródła francuskie - koszary nie­
mieckie w Bonne, po czym zna­
lazl schronienie w szeregach Ma­
ąuis. W jakiś czas potem Hopicki
poległ bohaterską śmiercią w (za­
sie jednej z potyczek. Nazwisko
jego i nazwiska trzynastu innych
żołnierzy z Kompanii Warszaw­
skiej m. in. sierżanta - szefa
Siemiatkowskiego i porucznika
Tustanowskiego wyryte są na
granitowym pomniku poległych
w miejscowości Infernet.
Śmierć Tustanowskiego zasłu­
guje na więcej niż na kronikar­
ską wzmiankę.
Aspirant (podchorąży) Czesław
Tustanowski, świetny żołnierz i
doskonałv dowódca - jak wspo­
minał major Włodzimierz Miz­
gier-Chojnacki. dowódca Okręgu
(pułku) Alpejskiego WPF
wszedł ze swoim polskim pluto­
nem w skład francuskiej Grupy
Ruchomej Nr 5 porucznika Flo­
card Lafleur'a, gdzie mianowany
porucznikiem FFI okrył się wiel­
ką chwałą.
Oddajemy teraz pióro majoro­
wi Andre Lespiau, który jako ka­
pitan Lanvin dowodził zgrupowa­
niem Maquis w górach Oisans·.
.. Dnia 20 sierpnia 1944 wojska
niemieckie, z którymi' walczyli­
śmy w 1'0isans od 7, rozpoczy­
nają odwrót na wieść o zbliżaniu
się straży przednich VII' Armii
USA, która wylądowała 15 sierp­
nia w Prowansji.
Dnia 21 sierpnia kompania nie-
1944 r. PON zmieniła na­
zwę na "Polską Organiza­
cję Walki o Niepodle­
głość" (POWN).
Trzecim wreszcie pio­
nem polskiej konspiracji,
tym razem wyłącznie
wojskowym, była "Połska
Organizacja Wojskowa"
(iPOW). Zorganizowana
została nie samorzutnie,
jak poprzednie piony, lecz
na rozkaz gen. Sikorskie­
go i działalność jej była
związana bezpośrednio z
alianckimi planami inwa­
zji Francji. Na czele POW
stanął skoczek spadochro­
nowy, płk "Daniel"
Zdrojewski, sama zaś or­
ganizacja składała się za­
równo z ekip dvwersvi­
nych i wywiadowczych,
złożonych w znacznej czę­
ści ze spadochroniarzy,
jak teź z ramowej erga­
nizacji podziemnej, która
następnie przeksztalc.ila
się w dość liczne oddziały
partyzanckie.
Gdy na przełomie
1943 1944 r. nastąpiło zje­
dnoczenie całego francu­
skiego ruchu oporu i pod­
porządkowanie go władz)'
Rządu Tymczasowego,
kierowanego przez gen. de
Gaulle'a (rząd ten znajdo­
wał się w Algierze, będą­
cym wówczas suwerenną
częścią Francji) - wszy­
stkie polskie konspiracyj­
ne organizacje wojskowe
weszły pod względem
mieckich Alpenjagerów (strzelców
alpejskich). która zajmuje dolinę
Vaujany i nie może wycofać się
wprost na przełęcz Glandon.: po­
nieważ my trzymamy całe zlewi­
sko wód d'Olle i szosę Nr 526,
usiłuje wydostać się trudną ścież­
ką prowadzącą przez przełęcz Sa­
bot. Zaskakuje i zabija dwu lu­
dzi ze słabej placówki, która u­
bezpieczała kwaterę główną gru­
py ruchomej Nr 5, w Grand-Mai­
son. Jednvm z zabitych był żoł­
nierz polski Mieczysław Litwiń­
czvk,
Kwatera grupy zostaje zasko­
czona w czasie posiłku południo­
wego. Porucznik Flocard Lafleur
przyjmuje walkę w bardzo złych
warunkach otoczony przez nie­
przyjaciela, który przeważa ze
wszystkich stron.
Wówczas to pluton polski po­
rucznika Tustanowskiego zajmu­
jący stanowiska u stóp przełęczy
Agnelin wchodzi do akcji i ata­
kując przez wzgórza uderza na
nieprzyjaciela od tyłu. Dowódz­
two 5 grupy ruchomej poruczni­
ka Flocard Lafleur'a mogło dzię­
ki temu wycofać się. Nieprzyja­
ciel podpala opuszczone budynki
dowództwa i pod ogniem pluto­
nu polskiego rozpoczyna oówrót
w kierunku na przełęcz Glandon
zabierając swoich zabitych i ran­
nych. Widząc to Tustanowski wy­
skakuje na drogę porywając
swoich ludzi do jeszcze jednego
skoku naprzód. Smiertelnie ran­
ny kulą niemiecką zdąźył naka-
taktycznym w skład no­
wo powstalej Forces
Franęalses de I'Interieur
!FFI) - Francuskiej Ar­
mii Krajowej.
Taki był w największym
zarysie, kształt organiza­
c.yjny polskiego ruchu o­
poru we Francji. Przejdź­
my teraz do jego faktycz­
nej działalności. Rozpo­
częła się ona bardzo
wcześnie. Tak na przy­
�lad w czerwcu 1940 r., a
więc jeszcze przed zakoń­
czeniem kampanii francu­
skiej, w obwodzie Lens w
północnej Francji po­
wstała polska organizacja
konspiracyjna, kierowana
przez Rudolfa Larysza.
Stefana Franciszczaka i
Stanisława Wolańskiego,
która po kilku tygodniach
rozpoczęła wydawanie
podziemnego pisma "Na­
sza Walka".
Przvporninając dzieje
polskiego ruchu oporu we
Francji, należy zdawać
sobie sprawę ze specyfiki
sytuacji. jaka panowała
wówczas w tym kraju.
Poczatkowo, aż do późnej
jesieni 1942 I'., tylko część
Francji była okupowana
przez Niemców, gdy resz­
ta - orzvnajmuie] fOI'­
mainie - nie była obsa­
dzona przez jednostki nie­
mieckie. Pclitvka i dzia­
łalność najeżdżcv, aczkol­
wiek zbrodnicza w po­
równaniu z obowiązują­
cymi normami prawa
międzynarodowego, wy­
dawać by się mogła ła­
godna w porównaniu z
wyczynami Niemców w
Polsce. Pozwalało to na
znacznie szerszy zakres
działań ruchu oporu, któ­
ry przed przejściem do
•
zać żołnierzom, by nie przerywa­
li pościgu.
Przybywszy zbyt późno na po­
moc z plutonem Pierre Peltier'a
i grupą ruchomą Nr 2 Rivier'a
d' Allemont kapitan Lanvin z
bólem rozpoznał w zwłokach le­
żących na lewym boku w rowie
przydrożnym ciało porucznika
Tustanowskiego, chwilowo opusz­
czone�zez żołnierzy, którzy sza­
lejąc 	
			

/stolica1967_nr_37_10.09_s_13.djvu

			form zbrojuv ch rnoul lId
przyklad pcsłuaiwac �H:
szeroko walką strajkową
etc
Stąd też etapv J"OZWO\U
ruchu oporu we Pranej:
b�'ł�' dość speevfrczne. VI.
okresie 1940-1942 ruch
Oporu zawiązuje sic, przv
czvm początkowo ogarnia
on tylko niektóre środo­
wiska. Następnie. w la­
tach 1P42-1944 następu­
je intensyfikacja Resrx­
lance. która 00 evwrlnvch
form walki. takich jak lip
strajki. przechodzi do
zbrojnych, du oraaruzacn
partyzantki itp. Wreszcie,
począwszy od konca wiu­
sny 194-1 r. Francję zaczy­
na stopniowo ogarniae
powstanie zbrojne. w ra­
mach którego FFI kolej nu
wyzwala coraz to nowe
obszary, ostatecznie
pod osłoną działali sprt:�­
mierzonych na szlakach
prowadzących z Norman­
dii i Rivierv do Renu
uwalnia iac 'większą cześc
ojczyzny od wroga.
We wszvstkich tych fa­
zach czynnv udział bl'a­
li Polacy.
Najwcześniej rozpoczął
działalność polski ruch o­
poru \\, północnej Francji,
gdzie też znajdowały się
główne skupiska Pola­
ków. Już w połowie 1941
roku w departamencie
Pas de Calais rozpoczął
walkę pierwszy polski od­
dział partyzancki, kiero­
wany przez młodego gór­
nika Franciszka Papieża.
Pod koniec tego roku w
Lens powstał drugi zbroj­
ny oddział polski. W na­
stępnych latach walka Po­
laków z okupantem w tym
rejonie rozszerza się. W
głównej mierze prowadzą
ją oddziały polskie wcho­
dzące w skład FTPF. Pol­
scv partyzanci atakują
transport wroga, wysa­
dzają pociągi z materia­
łem wojennym, dokonują
licznych sabotaży, raz po
raz dochodzi do krwa­
wych potyczek z Niemca­
mi. Do większych akcji
należy m. in. zdobycie
przez dwa polskie oddzia­
ły pod óowództwem Kiel­
tyki parowozowni w Co­
urrieres a następnie w
Denain, w rezultacie cze­
go zniszczono ok. 30 loko­
motyw.
W innych nieco warun­
kach rozwijała się dzia­
łalność polskich oddzia­
łów we wscHodniej Fran­
cji. Znaczna ilość lasów
sprzyjała tutaj tworzeniu
się oddziałów partyzanc­
kich. Jeszcze z począt­
kiem 1942 r. rozpoczął w
tym rejonie walkę oddział
międzynarodowy, złożony
głównie z Polaków, któ­
rym dowodził Władysław
Jacek. Z czasem siły par­
tYzanckie wzrastały coraz
bardziej. Jednym z głoś­
nych wyczynów polskich
partyzantów było zdoby­
cie w 1943 r. niemieckie­
go pociągu wojskowego w
pobliżu Nancy i rozbicie
przewożonego nim od­
działu Wehrmachtu liczą­
cego ok. 700 ludzi.
·W środkowej Francji
Walka zbrojna rozpoczęła
si� nieco póżniej. Ale już
-�
,.
!W
•
No uui z.nhuuuwtl pTZ.y llltC(fcll: l:jze[unskl,cj • .senntorskic] l
ciolu ewangclick.eyo.
t
nnrożmkll trl1s1l w-z - pt, Dzierżynskicllo. Wluok = wieży kos
Fot. Jacek SielskI
z początkiem 1943 r. w la­
sach w okolicy Chalons
sur Saóns działał kilku-
nastoosobowy oddział
partyzantów polskich.
Później siły podziemne
rozrosły się: do bardziej
znanych ich czynów na­
leży m. in. zdobycie i wy­
sadzenie w powietrze śluz
Kanału Centralnego, co
pozbawiło Niemców moż­
liwości korzystania z tej
ważnej drogi wodnej. W
rejonie St. Etienne pierw­
sza polska grupa zbrojna
powstała pod koniec 1942
roku. Dowodził nią Ro­
man Piotrowski. W latach
1943-1944 ilość polskich
grup zbrojnych wzrosła
znacznie, odegrały one
poważną rolę. Pod Gre­
noble pierwszy polski od­
dział rozpoczął walkę
wiosną 1943 r. Później re­
jon ten stał się jednym z
największych skupisk
polskiej partyzantki we
Francji.
Również w południowej
FraRcji óziałał polski
ruch oporu. Jeszcze w
1942 r. rozpoczęły działal­
ność polskie grupy zbroj­
ne w Tuluzie i pobliskich
departamentach. Inne
grupy polskie walczyły w
;\iarsylii, zaś w departa­
mencie Gard działało jed­
no z większych polskich
zgrupowań partYilanckith.
Począwszy od wiosny
1944 r. partyzanci polscy
przeszli wraz z francu­
skimi towarzyszami bro­
ni, do ofensywy na wro­
ga, ich walka przerodziła
się w powstanie po­
wszechne.
W północnej Francji,
zalanej przez dywizje
niemieckie, początkowo
przejŚCie do otwartej o­
fensywy było wielce u­
trudnione. Rozpoczęła się
ona na dobre dopiero
wówczas, gdy pękł front
niemiecki w Normandii i
czołówki sprzymierzonych
zaczęły posuwać si� na
wschód. Wcześniej jednak
trwała nieustępliwa wal­
ka w wyjątkowo truci­
nvch warunkach. W okre­
sie tuż przed lądowaniem
aliantów w Normandii i
zaraz po inwazji cały wy­
siłek ruchu oporu kieruje
się przeciwko niemieckim
liniom komunikacyjnym i
łączności. W tej .. bitwie o
szyny" brali udział Pola­
ty.
Szczególnym rozdziałem
historii polskiego ruchu
oporu w północnej Fran­
cji była działalność dob­
rze zorganizowanego i u­
zbrojonego Okręgu "Pół­
noc" POW, dowodzonegu
przez mjr. Grabowskiego
"Eugene". Poza licznymi
innymi akcjami, Okręg
"Północ" POW wsławił
się akcją przeciwko nie­
mieckim wyrzutniom V-l.
Ekipy polskie, kierowane
przez por. Ważnego, roz­
poznały bardzo liczne wy­
rzutnie tych pocisków, a
także ich centralę rozka­
zodawczą mieszczątą si�
w Amiens. Pozwoliło to
Brytyjczykom na do­
szczętne zniszczenie z po­
wietrza ustalonych przez
Polaków wyrzutni. Dzięki
działaniu grup POW dzia­
łalność całego wielkiego
zespołu wyrzutni V-l w
północnej Francji została
w dużej mierze sparaliżo­
wana.
Po załamaniu się nie­
mieckiego frontu w Nor­
mandii, na przełomie
sierpnia i września 1944 r.
polskie oddziały walczące
w ramach FFI w północ­
nej Francji, przeszły óo
ofensywy na wroga. W
tym czasie siły party­
zantki polskiej poważnie
wzrosły liczebnie. Nieza­
leżnie od oddziałów pol­
skich FTPF, do walki
wkroczyły jednostki Pol­
skiej Milicji Patriotycz­
nej; tylko w departalllen­
cie Nord walczyły trzy
pułki PMP: im. Adama
Mickiewicza, im. Tadeu­
sza Kościuszki i im. Fran-
ciszka Papieża. Tocząc
boje z Niemcami, jeszcze
przed nadejściem oddzia­
łów alianckich, (a w ich
składzie l polskiej dywi­
zji pancernej> polskie od­
działy partyzanckie wy­
zwoliły liczne miejscowo­
ści.
Również w sierpniu
rozpoczęła się ofensywa
partyzancka we wschod­
niej Francji. Walczyło tu­
taj kilka tysięcy Polaków.
M. in. brali oni udział w
wielkiej, dwudniowej bi­
twie o miejscowości
Charleville i Mezieres, o­
raz w odcięciu Verdun. W
środkowej Francji polskie
oddziały partyzanckie to­
czyły boje w licznych re­
jonach. Polski batalion
im. Mickiewicza zapisał
się pięknie przy wyzwole­
niu miasta Autun, w wy­
zwoleniu Lyonu brał u­
dział batalion im. Dąb­
rowskiego, zaś złożony z
Polaków i Rosjan bata­
lion Stalingrad, dowodzo­
ny przez Bolesława Ma­
ślankiewicza uwolnił Di­
jon. O St. Etienne walczył
batalion im. Kości uszki.
W rejonie Grenoble toczył
zaźarte boje pułk polski
złożony z czterech bata­
lionów, dowodzony przez
mjr. Mizgier Chojnackie­
go, w Masywie Central­
nym i dolinie Rodanu -­
pięciobatalionowy pułk
ppłk. Góreckiego, trzyba­
talionowy pułk ppłk. Po­
pelki, samodzielne bata­
liony kpt. Jezierskiego,
rtm. Godlewskiego, kpt.
Myczkowskiego.
Także w południowej
Francji udział Polaków
w ofensywie przeciwko
Niemcom był znatzny. W
Nicei działał batalion por.
Andrzeja Berlinera, w
Grasse batalion kpt. Za­
krzewskiego. Poważny był
też udział Polaków w
walkach w rejonie Tuluzy
i w dolinie Garony.
Szczególne znaczenie
miał jednak udział Pola-
kow w powstaniu parv­
skim. Wstępem do powsta­
nia był strajk kolejarz),
który następnie ogarnał
całe miasto i przerodził
sie w otwarta walkę. Na
czele powstania stanął
płk Rol-Tanguy z FTPI'
Walki trwały kilka dni,
zaś zakońezvlv się wraz z
przybyciem do miasta dv­
wizji pancernej gen. Lec­
lerca. W powstaniu pan­
skim wzięły udział liczne
oddziały i grupy polskie.
Zajęłv one w pierwszej
fazie wszystkie gmach}
instvtucji polskich w sto
Iicv Francji. Następni"
Polacy zajęli koszary Bes­
sieres. Cała północna
część 4 dzielnicy (Arron­
dissernent) Paryża zosta­
ła opanowana przez gru­
py polskie i obroniona
przed atakami Niemców.
Inne, duże zgrupowanie
Polaków walczyło w !l
dzielnicy. Szczególnie jed­
nak gwałtowne walki wy­
wiązały się na południo­
wo-wschodnich przedmie­
ściach, gdzie Polacy Ucze­
stniczyli w odparciu ude­
rzeń Odsieczy niemietkiej
Wreszcie w' samym cen­
trum miasta oddział por.
Nowaka, na rozkaz płlc
Daniela, nacierał przez
Ogrody Tuillerie na
gmach Ministerstwa Ma­
rynarki, zdobywając po
krwawej walce, jego
wielką część. Polskie od­
działy, zarówno z POW,
jak też należące do FTPF
zapisały w powstaniu pa­
ryskim piękną kart�
Taki był - w najwięk­
szych zarysach - obraz
polskiej Resistance we
Francji. Niestety, ten
piękny fragment naszych
walk w drugiej wojnie
światowej nie jest do­
tychczas należycie zbada­
ny, ciągle jeszcze znamy
tylko tę sprawę fragmen­
tarycznie. Temat ten po­
winien stać się przedmio­
tem źródłowych badań
historyków.
13
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_14.djvu

			r-
I
I
I
I
••
Mówiłam już na łamach
"Stolicy" o przesycie
sceny, przesycie tańca.
-Powiem więc - dla kon­
trastu - o głodzie sceny.
Jakże dobrze znane mi u­
czucie! Nawiedzało mnie
nieodmiennie zawsze wte­
dy, gdy na dłuższy czas
rozstawałam sę z tańcem.
� - ... � ...
,..,. - ....
Było tak na przykład w
okresie powojennym, kie­
dy to od 1949 roku przez
dziesięć lat mieszkałam w
Los Angeles. Obowiązki
wychowawcze wobec sy­
na (chodził wówczas do
szkoły w Santa Anna,
mieście gdzie stoi pomnik
Heleny Modrzejewskiej)
wzięły wtedy górę nad po­
ciągiem do sceny. A jed­
nak nie byłam w stanie
wyrzec się tańca zupełnie.
Występowałam więc z re­
citalami w Los Angeles,
San Francisco, Detroit i
Chicago.
• •
Bvl to - jak już wspo­
mniałam - etap życia,
kiedy poświęciłam się
głównie wychowaniu sy­
na. Macierzyńskie powo­
łanie oddaliło mnie w tym
okresie od sceny. Nie da­
łam się skusić nawet tak
atrakcyjnej propozycji,
jak kontrakt do słynnego
zespołu Ballet Russe de
Monte Carlo. Dyr. Dan­
ham kilkakrotnie nakła­
niał mnie, by wstąpić do
tej znakomitej trupy ba­
letowej.
Trudno było mi zyc
dłużej bez sceny, bez tań­
ca. I dlatego tuż po woj­
nie wstąpiłam w Londy­
nle do Anglo-Pollsh Bal­
let, dlatego w latach
pięćdziesiątych występo­
wałam z recitalami w
USA, dlatego przyjecha­
łam na występy do War­
szawy w 1959 roku, dla­
tego podpisałam kontrakt
do "Syreny" obecnie.
W powojennej War­
szawie przeżywałam i
przeżywam swą drugą
młodość sceniczną... Tu
właśnie naj pełniej zas­
pokajam swój głód sce­
ny. I cieszę się na myśl,
że moje rozstanie z War­
szawą nie nastąpi zbyt
prędko. Program .. Bujamy
wśród gwiazd" ma ogro­
mne powodzenie. Przepo­
wiadaśą mu Toczny, może
dwuroczny żywot. Ufam,
że "zejdę z afisza" razem
z programem.
Wrócę jeszcze do spra­
wy tremy, tremy, o któ­
rej wspomniałam już kil­
kakrotnie. Tremę mogą
spotęgować nieprzewi­
dziane okoliczności. W
latach międzywojennych
wystąpiłam w Krynicy
przed bawiącą tam na
kuracji holenderską księ­
żniczką Julianą i jej mał­
żonkiem Bernardem. Gdy
weszłam na scenę z prze­
rażeniem stwierdziłam, że
tuż przed spektaklem, wi­
docznie dla większej gali,
wypolerowano posadzkę
na najwyższy połysk. By­
ło ślisko jak na lodowis­
ku. Opanowała mnie na
moment paniczna trema,
więcej! lęk, że zaraz wy-
-
konam nieprzewidzianą
ewolucję. I rzeczywiście.
Pierwsze batement i ... le­
żę. Błyskawicznie się
podniosłam, zdjęłam 'pan­
tofle i tańczyłam dalej
boso. Po skończonym tań-
cu, publiczność nagrodzi­
ła mnie długimi oklaska­
mi.
ZdarzYło mi się także -
było to w Genewie - że na­
wiedziła mnie spora trema z
powodu obecności na sali
pewnego mojego dość natręt­
nego adoratora, Hiszpana,
który - jak to często się zda­
rza wśród bawidamków z
high life'u - był powierz­
chowny i próżny. - Wiesz,
Loda - powiedział mi przy
obiedzie - kupiłem na dziś
bilet do pierwszego rzędu,
aby nareszcie zobaczyć z bli­
ska twoje nogi.
Nie lubię. gdy ktoś znajo­
my siedzi zbyt blisko sceny.
To mnie peszy. Moje prośby,
aby Hiszpan zrezygnował z
tego zamiaru nie odniosły
skutku.
Weszłam na scenę i przez
pierwsze chwile tańczyłam z
uczuciem tremy. W ferforze
tańca zapomniałam jednak o
tym uprzykrzonym widzu.
Hiszpan wpadł w przerwie
do mojej garderoby i wyrzu­
cił z siebie jednym tchem:
- Słuchaj Lodą, tak mnie
porwałaś tańcem, że zupeł­
nie zapomniałem o twoich
nogach!
To rozumiem. To był kom­
plement dla sztuki. Poszliś­
my po przedstawieniu na
dansing. Hiszpan poprosił
mnie do tańca, zapewne nie­
świadomy faktu, że zawodo­
we tancerki poczynają so­
bie na parkiecie na ogół nie
tak jak trzeba. (Ja potwier­
dzam tę regułę). Chyba dla­
tego, że zawodowa tancer­
ka jest zbyt dużą indywidu­
alnością. aby ste .. nie wy­
łamywać" z ram konwencjo­
nalnego tańca salonowego.
Owe piętno indywidualności
sprawia zapewne, że profe­
sjonalistka na dansingowym
parkiecie mimo woli narzu­
ca partnerowi swą taneczną
osobowość i doskonałość te­
chniczną. ba! prÓbuje swego
partnera prowadzić w tań­
cu. A mężczyżnl bardzo tego
nie lUbią. Hiszpan nie bYł w
tym względzie wyjątkiem.
Resztę wieczoru spędZiliś­
my przy stoliku. Mój towa­
rzysz zapytał w pewnej
chwili, kto dla mnie jest ide­
ałem tańca nowoczesnego.
Odpowiedziałam bez waha­
nia: - Imperio Argentina!
Ta słynna mistrzyni impono­
wała mi absolutną doskona­
łością wyrazu tanecznego,
miała przy tym znakomitą
technikę.
Znacznie wcześniej - i w
innym rodzaju tańca. w tań­
cu klasycznym - jeszcze w
ROsji. gdzie doskonaliłam
swą edukację. za swój ideał
uważałam znakomitą prima­
balerinę - Krasawinę.
Balet to sztuka trudna,
bardzo trudna. Wymag!:l
talentu, ale przede wszys­
tkim pracowitości. I o­
gromnej dyscypliny. Nig­
dy nie stosowałam wobec
siebie taryfy ulgowej.
Chciałam zawsze jak naj­
Więcej się nauczyć i jak
najwięcej dawać z siebie.
- .. Loda, to piła" - ko­
mentowali mój upór w
pracy baletmistrzowie
kofedzy tancerze.
Aha, taniec trzeba je­
szcze kochać! Pytano
mnie niejednokrotnie czy
gdybym urodziła się je­
szcze raz, zostałabym
równ.cż tancerką. Po sto­
kroć tak! Jestem szczęśli­
wa mogąc powiedzieć, że
nie rozminęłam się ze
swoim powołaniem .. :.
OGLĄDAłEM "MAZOWSZE" 100 HAZY. ..
DOKOŃCZENIE ZE STR. 4
I
I
mówić do radia lub uśmie­
chać się do kamery TV. Nie
było chyba w USA miasta,
w którym by p. Korczowski
nie wystąpił przed miejsco­
wą TV czy w radiu. Przed­
stawiano go zwykle Jako
impresaria "Mazowsza", a
nazwa "Pagart" stała się dla
amerykańskich słuchaczy
doskonale znana.
Artystyc.zny wojaż po
USA był dla członków ze­
społu "Mazowsze" bardzo
uciążliwy. Próby, przed­
stawienia, podróże. Prze­
prowadzki z miasta do
miasta, z hotelu do hote­
lu. Jak jakaś drużyna
rugby, objeżdżająca bły­
skawicznie miasta na
sportowym tournee. Nie
mówię już o przyjęciach
na cześć .. Mazowsza",
przeciągających się często
do późnych godzin noc­
nych.
Warunki do pracy nie
zawsze były dogodne.
Ciasnota pomieszczeń tea­
tralnych, złe wyposażenie
techniczne, pamiętające
zamierzchła czasy - da­
wały się we znaki.
Dodatkową komplikacją w
czasie występów "Mazow­
sza" w USA był brak stałej
amerykańskiej garderobia­
nej. Angażowało się ją każ­
dorazowo na miejscu. Nie
znając skomplikowanych
mazowszańskich kostiumów
niewiele mogla pomóc. Wo­
bec tego garderonlana "Ma­
zowsza" harowała jak przy­
słowiowy wół. Pomagali Jej
w tym członkowie kierowni­
ctwa zespołu, a także wspo­
mniany już p. Korczowskl.
..
Tak było w USA. Cie-
kawe w jakim stopniu
australijskie tournee oka­
że się podobne do amery­
kańskiego. Żałuję ogrom­
nie. że nie towarzyszę
.. Mazowszu" w jego po­
dróży do Australii. Za­
przepaściłem bowiem o­
kazję zobaczenia drugiej
setki przedstawień tego
uroczego i znakomitego
Zespołu ...
ZB. K. ROGOWSKI
REDAKCJA: Warszawa n, ul. Marszalkowska 8. Tel. centraU: 215058. Redaktor Naczelny: Leszek Wysznackl. WYDAWCA: WarszaWskie Wydawnic­
two Prasowe RSW .,Prasa'· - Warszawa, ul. Foksal li, tel.26-51-34. WARUNKI PRENUMERATY: krajowa - dla czYtelnik6w indywIdualnych przez
urzędy pocztowe oraz listonoszy. Mołna r6wnież dokonywaf wpłat na konto PKO Nr 1-1-100020 - Centrala Kolporta:tu Prasy l Wydawnictw
.. Ruch" - Warszawa, uL Wronia 23. Wszystkie instytucje państwowe i spoteesne w kraju mocą zamawlaf prenumeratę wYłącznie za pośrednictwem
Oddział6w i Dełegatur .,Buch". Prenumeraty przyjmowane są do 10 cklia miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty: kwartalnie 32,50 zł, p6łrocz­
aie 15 zł. roczDle 138 zł; Da zacraDlcę - przez "Ruch" ul. Wronia 23, ter, 20-CS-88, konto PKO Nr l-1-1DOOU o tO proc. dro:tej. Egzempłarze numerow
zdeaktualizowanych mo:tna nabywaf w Punkcie Wysyłkowym Praliv Archi walnej "RUch" - Warszawa. uL Nowomiejska 15/17. konto PKO Nr
l1ł-l-7000łl VII O/M Warszawa. Rękopis6w nie sam6wionych redakcja nie zwraca. DRUK: Zakłady WklęSłodrukowe RSW "Pl'asa": Warszawa. ul.
Okopowa 58/72. Zam. 17'7. T-ł7, ł8. •
14
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_15.djvu

			I I I I
DOKOŃCZENIE ZE STR. 5
Fredry, Mickiewicza, Słowackie­
go, Norwida. Krasińskiego, Sien­
kiewicza, Żeromskiego, Reymon­
ta, Tetmajera. Wyspiańskiego,
Lechonia - i aż do "straconego
pokolenia" Gaycych, Baczyńskich.
Borowskich ...
Tak oto napotkaliśmy wiąza­
nia duchowe między Polską, a
jednym z największych współ­
czesnych pisarzy francuskich.
Niespodzianka! Inną zgotował
autor "Port Royal" i .. Martwej
kr6lowej", .. Malatesty" i .. Kardy­
nała Hiszpanii", Montherlant.
Przed kilku laty, przeczytaliśmy
w paryskim tygodniku "Nouvel­
Ies Littćraires", w dwóch kolej­
nych numerach, esej Monther­
lanta o Henryku Sienkiewiczu.
Była tam przenikliwa analiza
"Quo Vadis", stylu i języka, war­
tości kompozycyjnych i konstruk­
cyjnych, postaci, Sienkiewiczow­
skiego artyzmu. Przyznam, że na
temat tej powieści nie czytałem
nigdy uwag równie głębokich i
bystrych, oryginalnych i niezależ­
nych. Autor eseju dokonał pra­
cy sumiennej, bezstronnej, a rów­
nocześnie - porywającej. Obok
pochwał znalazły się i zastrzeże­
nia. Obok spostrzeżeń godnych
uczonego komparatysty - tak­
że i obserwacje z warsztatu pisa­
rza. Montherlant umieścił "Quo
Vadis" i inne utwory Sienkiewi­
cza na tle współczesnej (i póź­
niejszej) pOWleSCI historycznej.
Doszedł do wniosku, że nasz au­
tor zaćmił wiele gwiazd pierwszej
wielkości, a szczególnie słynną
.,Salambo" Flauberta. Co najważ­
niejsze, Montherlant stwierdził,
że powieść Sienkiewicza wywar­
ła wpływ na jego własny styl,
sposób pisania, osobowość twór­
czą. Jedynie "Port Royal" Sainte­
Beuve'a r6wnie silnie działał na
wyobraźnię tw6rcy .,Malatesty".
Już mając 8 lat przeczytał Mont­
herlant egzemplarz "Quo Vadis",
podarowany mu na imieniny
przez matkę. Od tej chwili wra­
cał raz po raz do tej lektury, u­
rzeczony i zachwycony.
Gdy przed pierwszą wojną
światową, teatr lwowski przyje­
chał do Paryża, przywożąc m. in.
kilka sztuk Wyspiańskiego, Paul
Claudel napisał na ten temat ar­
tykuły entuzjastyczne, witające
w naszym poecie jednego z wiel­
kich dramatopisarzy świata. Tyl­
ko Jacques Copeau, przyszły
tw6rca .,Vieux Colombier" r6w­
nie gorąco pisał wtedy o Wy­
spiańskim.
Wkrótce potem, Claudel dał
sztukę teatralną pt. ..Paindur"
<"Twardy chleb"). Notatka umie­
szczona na końcu ostatniego
(trzeciego) aktu, informuje iż u­
tw6r został rozpoczęty w Ham­
burgu w październiku 1913, a
ukończony w Bordeaux, w paź­
dzierniku 1914. Rzecz dzieje się
we Francji, za czasów Ludwika
Filipa, a jedną z gł6wnych po­
staci jest rewolucjonistka polska,
panna Lumir (autor dodaje na
wstępie informację, iż należy wy-
mawiać .Loum-vir", co przyjmu­
jemy nie bez uśmiechu). Widać
jednak. że Claudel nie najgorzej
znał polskie sprawy owego ukre­
su, po Powstaniu Listopadowym.
Panna Lumir jest córką po­
wstańca z 1831 roku, wspomina,
że gdy była dzieckiem, jej ojciec
na polu bitew, unosił ją w
górę, na ramionach, jakby małą
statuetkę wolności, Wierność wo­
bec dążeń ojca, a także i brata.
jest naczelnym przykazaniem tej
młodej, uroczej. dwudziestolet­
niej, drażniąco pięknej dziewczy­
ny, o wspaniałych oczach. Lumir
ma narzeczonego. francuskiego
kapitana, z którym była w Algie­
rze. Kocha go, ale nawet i jego
gotowa poświęcić na rzecz Polski.
Gdy ktoś wspomina o szabli So­
bieskiego, panna Lumir prostuje,
że "nie o tę Polskę" walczy, ale
o inną, "nową, powstałą z ducha,
tych co za kraj polegli". i to "bez
jakiejkolwiek nadziei". W okrut­
nym świecie skłębionych intere­
sów i ambicji, młoda Polka jest
postacią o najbardziej zdecydo­
wanym zmyśle konsekwencji,
wierności sobie i swym ideom.
"Twardy chleb", wydany do­
piero w 1928 roku, a wystawiony
w Paryżu w 1949, doczekał się
obecni� polskiego przekładu, kt6-
rego twórcą jest świetny poeta,
autor znakomitych przekładów
z poezji hiszpańskiej, Jan Win­
czakiewicz.
Te trzy przykłady zaintereso­
wania Polską - można by, oczy­
wiście, pomnożyć. O francuskich
przyjaciołach Mickiewicza pisał
przed kilku miesiącami w .. Sto­
licy", Teofil Syga, O wielu wspo­
minał na tych samych łamach,
prof. Mieczysław Brahmer. Po­
przednio odkryć zaskakujących
dokonał prof. Stanisław Wędkie­
wicz. O działalności zaprzysię­
głych naszych przyjaci6ł infor­
mowałem niedawno (Cazin, Rosa
Bailly, Schoell, Jean Fabre, prof.
Bourilly, prof. Hamel, Eric Veaux,
Raymonde Temkine, Marie Luc
Neron i jej wiersze o polskich
krajobrazach, znakomity genew­
ski pisarz Walter Weideli). Moż­
na by zacytować, poświęcone
nam, wspaniałe wiersze Eluarda.
Należałoby wspomnieć o niespo­
dziewanym obuczeniu się we
Francji zainteresowań Norwidem,
którym dała wyraz krytyka pa­
ryska po ukazaniu się .Antholo­
gie de la Poćsie polonaise" , gdzie
zamieszczono przekłady 23 wier­
szy, między innymi "Świętego -
pokoju" we wspaniałym tekście
niezwykle utalentowanego poety.
Yves Bonnefoy, Oczywiście. nie
należy niczego wyolbrzymiać.
Mam przed sobą ciekawą broszu­
rę Christiana Senechala .,La Po­
logne de 1830 ił 1846 dans la poć­
sie romantique polonaise" (Paris
1937). Sama bibliografia roman­
tycznych wierszy francuskich,
poświęconych powstaniom pol­
skim z 1830-31 i 1846 roku obej­
muje ponad sto pozycji! Prof.
Władysław Konopczyński pisał
kiedyś o przyczynach polsko­
francuskiej przyjażni. Można by
dodać, że geografia nas oddaliła,
lecz historia, raz po raz, zbliża.
Dziś możemy zn6w zaobserwo­
wać, na pewno nie tak powszech­
ne jak przed 150 laty, ale niewąt­
pliwe, zainteresowanie polską
kulturą.
WOJCIECH NATANSON
WALCZĄCA II
WARSZAWA'
Szybko zbliżał się wrzesień.
Wojna wisiała na włosku. W o­
kręgach graniczących z Niemca­
mi zarządzono w dniu 24 sierp­
nia alarmową mobilizację. Pre­
zydent Starzyński wydaje rów­
nież w tym dniu odezwę do mie­
szkańców Warszawy.
Głosiła ona m. in. .. ... obowiąz­
kiem naszym jest przygotować
się na wypadek, gdyby państwo
i stolica zostały zagrożone. Naka­
zem chwili jest przygotowanie
odpowiedniej ilości schronów ...
Zarząd Miejski zwraca się do
wszystkich obywateli i obywate­
lek stolicy, wolnych od pracy w
obecnej chwili, aby dobrowolnie
zgłosili się do kopania row6w. W
pracy tej spotkać się winni
wszyscy dobrzy obywatele stoli­
cy". W dniu 28 VIII do pracy
przy budowie rowów przeciwlot­
niczych zgłosiło się już około
30 000 osób. W ostatnim dniu po­
koju, w kt6rym rozpoczęła się w
całym kraju powszechna mobi­
Hzacja, rowy kopano w 230 punk­
tach miasta.
Prezydent Państwa, W6dz Na­
czelny, cały rząd, wszystkie u­
rzędy centralne opuszczają War­
szawę. Szef propagandy w Na­
czelnym Dowództwie, płk U­
miastowski wzywa 7 września
wszystkich mężczyzn zdolnych
do noszenia broni, by r6wnież u­
dali się na wschód. Miasto ogar­
nia panika, rozpacz i chaos. Po­
rzucił je również Komisarz O­
brony Cywilnej na Kraj płk Ko­
stek-Bierna ck i. Nie traci głowy,
nie wpada w panikę, nie ucieka
- dziś jeszcze "burmistrz", a od
jutra Komisarz Cywilny Obrony
Warszawy - mjr Stefan Starzyń­
ski. Warszawa będzie broniona.
Musi być broniona. Zmobilizuje
całą dwudziestotysięczną rzeszę
pracowników miejskich, łącznie
ze swymi naj bliższymi pracow­
nikami, wiceprezydentem J. Kul­
skim (szef OPL na m. Warsza­
wę), wiceprezydentem J. 0koło­
Kułakiem, inż. J. Pohoskim, kt6-
remu powierzy obowiązki prezy­
denta. Będzie mobflizował i za­
grzewał do wytrwania w oporze
całą ludność. Oprze się o Robot­
nicze Bataliony Obrony Warsza­
wy, do kt6rych zaciągną się ty­
siące socjalistów, komunist6w,
bezpartyjnych robotnik6w i inte­
ligentów.
Bez działalności St. Starzyńskie­
go walka o Warszawę nie byłaby
skuteczna - stwierdza gen. Ju­
liusz Rómmel, dow6dca armii
"Warszawa". W jego pamiętni­
kach czytamy co następuje:
..... prezydent miasta Stefan Sta­
rzyński, który potrafił w tym mi­
lionowym środowisku warsza­
wiaków wzbudzić taki entuzjazm,
wytworzył taki nieugięty i nie­
ustępliwy zapał do walki, jed­
nym słowem stworzył takie śro­
dowisko, że oddziały naszego
wojska zbiedzone, zdziesiątkowa­
ne, bez snu i odpoczynku przebi­
[ające się do Warszawy, przy
zetknięciu się z cywilną ludnoś­
cią i widząc jej zapał, nabiera­
ły otuchy i wiary w swoje siły ... "
To była rola, którą odegrał lud
Warszawy i jej prezydent Stefan
Starzyński.
)f.
Op6r trwał prawie 4 tygodnie,
dokładnie 27 dni, czyli do wy­
czerpania posiadanej amunicji.
•
.�
... -..
Transport rannych na ulica cli
Warszawy w J939 Toku Fot. C.\F'
Stefan Starzyński w clngu tych
czterech tygodni, poprzedzających
agonię miasta. dwoił się i troił. 0-
chrypł, spochmurniał, wychudł.
Przedwojenny mundur stał się za
lu:f:ny, pofałdował się pod paskrem i
zwisał.
)f
Kilka razy Starzyński przema­
wiał do naszych sojuszników. O­
to jego słowa posłane w eter w
dniu 15 września: "Przypomina­
my naszym sojusznikom Anglii
i Francji o podjętych zobowiąza­
niach. Warszawa walczy, War­
szawa się broni. Codziennie na
nasze otwarte miasto, w kt6rym
przebywa przeszło milion ludzi,
w tym kobiety i dzieci spadają
tony żelaza. Wróg; odwieczny
wróg nasz, wznieca codziennie
setki pożarów, domy nasze obra­
ca w perzynę. Morduje tysiące
niewinnych ludzi. Jak długo bę­
dziemy czekali na skuteczną ak­
cję bohaterskich wojsk naszych
sojuszników? Donosicie nam, że
na Berlin zrzucacie ulotki, gdy
Niemcy rzucają na Warszawę ty­
siące bomb. Żądamy skutecznej
akcji odwetowej. Żądamy wypeł­
nienia zobowiązań".
•
W kolejnym przemówieniu
Starzyński ochrypłym głosem
wołał: "Osamotniona stolica -
Warszawa daje bohaterski opór
wszelkim atakom wroga na lą­
dzie i w powietrzu. Ale Wy, co
robicie. Wy nasi sprzymierzeńcy,
kt6rzy przyrzekaliście nam po­
móc, kt6rzy przyrzekaliście stać
przy nas w doli i niedoli? Już
po raz drugi zapytuję: Co robi­
cie, żeby wypełnić zobowiązania?
Zapytują zabici i umierający. Za­
pytują o to kobiety i dzieci umę­
czonej Polski, umęczonej War­
szawy. Czekamy na Waszą od­
powiedź, na Wasze czyny". 2ad­
na odpowiedź nie nadeszła. Za­
ch6d prowadził "swoją wojnę".
Stefan Starzyński należał do
ludzi obdarzonych silną wolą. W
pracy na co dzień cechowała go
zawsze odwaga cywilna, a w wal­
ce - męstwo. Oto jakimi słowy
zwracał się za pośrednictwem ra­
dia do najeźdźców, dla których
podb6j Polski miał być wstępem
do 1000-letniego panowania w
Europie:
" ... A wy, zbrodniarze spod
znaku splugawionego krzyża, pa­
miętajcie, że jest sprawiedliwość
dziejowa, która zapłaci za naszą
mękę, za nasze łzy, za naszą
krew, za nasze krzywdy. Parnię­
tajcie!"
)f.
Tych sł6w Starzyńskiemu nie
wybaczono. Tym bardziej nie
wybaczono mu roli, jaką odegrał
w pierwszym miesiącu drugiej
wojny światowej. Zginął męczeń­
sko w Dachau.
ANTONI BIDA
15
		

/stolica1967_nr_37_10.09_s_16.djvu

			�
I
,
Gdy się słucha wspom­
nień Jana Ostrowskiego,
seniora warszawskich ga­
stronomów - staje w o­
czach Warszawa Prusa i
Sienkiewicza. Warszawa
uroczych [our-fixów i fa­
talnej kanalizacji. Przy­
chodzi na myśl Wokulski.
Stary Subiekt, "Lalka" ...
Ten sam klimat, te sa­
me realia.
Urodzony w r. 1891 w
Rawie Mazowieckiej, jako
jedno z trzynaściorga
dzieci, Jan Ostrowski już
jako 14-letni chłopak je­
dzie z wujem do Warsza­
wy, by szukać pracy. Po­
czątkowo jest na praktyce
w hotelu "Victoria" na
Jasnej, po roku jednak
przenosi się na Kraków­
slkie, do modnej wówczas
restauracji Lijcwskiego.
W piwnicach mieścił się
handel win tego samego
właściciela. Skromny zra­
zu zakład rozrastał się
szybko dzięki solidności,
wybornej kuchni i spraw­
nej organizacji. Były to
czasy, kiedy przy stoliku
zasłanym śnieżnym obru­
sem i zaopatrzonym w
mosiężny dzwonek, na
gorące dr nie czekało sic
maksimum 15 minut, na­
poje zaś i przekąski po­
dawano w ciągu minut
pięciu.
Z tego okresu przed
pierwszą wojną p. Ostro­
wski pamięta u "Lija"
wielu znakomitych gości.
Bywał Lorentowicz, Krzy­
woszewski, Or-Ot, przy­
chodził czasem Prus na
Skromne obiadki, zaglądał
Sienkiewicz z księdzem
Chełmiekim. Wychodząc
po takim śniadanku ("san­
dacz w galarecie, zraziki,
jedna wódka, kawa") sła­
wny pisarz zwracał się do
jednego z pracowników:
"Panie Teofilku, ta sama
recepta" co oznaczało, że
trzeba mu przysłać do do­
mu trzy gatunki węgier-
Jan Ostrowski
skiego: wytrawne, półwy­
trawne i słodkie. Nieraz
odnosił sprawunek młody
praktykant Jaś Ostrow­
ski. Pierwszy raz szedł
onieśmielony i nieco prze­
jęty do tego domu obroś­
niętego dzikim winem na
Hożej 22, gdzie mieszkał
wówczas autor Trylogii.
Otworzyła mu pokojów­
ka i przeprowadziła dłu­
gim korytarzem do gabi­
netu Sienkiewicza, który
wstał zza biurka.
"Dlaczego to kawaler
wchodzi od kuchni? Na
'przyszłość proszę fronto­
wymi" powiedział pisarz
wręczając suty napiwek:
pół rubla. Więc potem
chodził od frontu, przez
parę następnych lat, a po­
tem przestał, bo wybuch­
ła pierwsza wojna świa­
towa i Sienkiewicz wy je-
chał. W roku 1914 Mie­
czysław Lijewski umarł
nagle, a firmę przejął An­
toni Czaplicki, od które­
go w r. 1918 odkupiło ją
ikilku współpracowników.
Wśród .nich znajdował się
młody Jan Ostrowski,
który w międzyczasie
przeszedł już wszystkie
stopnie gastronomicznego
wtajemniczenia. Mimo
przejściowych, powojen­
nych trudności dobrze
prowadzony interes za­
czął znowu się rozwijać,
wkrótce zatrudniał 60
pracowników. Zjawiali się
nowi znakomici goście:
Makuszyński, Reymont,
Witos.
Pewnego wrześniowego
popołudnia 1919 roku o­
tworzyły się drzwi res­
tauracji i weszło czterech
oficerów francuskiej mi­
sji wojSkowej w wysokich
żółtych butach z boku
sznurowanych i w błękit­
nych mundurach. Zajął
się nimi kierownik sali i
współwłaściciel firmy Jan
Ostrowski. Od tej pory
przez całą jesień Francuzi
ci byli u "Li ja" prawie
codziennymi gośćmi.
Wkrótce p. Ostrowski
wiedział, że kwaterują na
Nowym Świecie pod 35-
tym, że ten najwyższy,
spokojny i ujmujący to
kapitan de Gaulle. Jak
bardzo -się przydały lekcje
Monsieur,
TADEUSZ ROSS
Paruż, latem
SEKWANA
Czasem kiedy tak idę nocą nad Sekwaną,
Quai d'Orsay czy też mostem SWlętego Ludwika,
Zdaje mi się, :te widzę Wisl1J toń, v>p!saną
W m6j los, w burzliwe karty mego pamiętnika.
Tu jest spokój, jak u naS gdy światla migocą
Na wodzie, padające od Starego Miasta.
Tylko barki Wesole plyną p6źną nocą
I zlota wleźa Eiffla nad czernią wyrasta.
Pomyśl: Vercingetorix spogląda I w te fale,
Z Tuilerl6w patrzyły wladc6w. dumne oczy.
A Sekwana p/ynęla t WCią:t p/ynie dale;
Perużem. jak Warszawą ciemny nurt się toczy.
Francuzi, co im smako­
wało, czego nie lubili.
"Toujours sans vert" -
"bez zielonego" było ich
wspólnym, zadziwiającym
hasłem. Oprócz .. między­
narodowych" polędwic,
rozbefów i karczochów
zamawiali też często coś.
z polskiej kuchni. Senior
Ostrowski wspomina z
pewnym rozczuleniem
Charlesa de Gaulle'a za­
jadającego smacznie pol­
ski żurek, zrazy zawijane
z kaszą czy ozór w szarym
Le GI'neral de Gaulle a bien re�u la lettre
que vous Iui avez fait parvenir par Pinterm�diaire de Monsieur
I'Alnbassadeur de France li. Vartiovie.
Monsieur le President de la Rt.publique
Ir-anęarse a �te trt\s sensible aux termes en łesquels vous
I'assuriez de votre souvemr , li mta char-ge de vous le dire et
de vous remercier des aimables voeux dont vous lui adressiez
en nl@lne temps P,:xprcssion.
Veuillez agreer-, Monaieur .. Pexpression
de mes sentiments Ies plus distingues.
francuskiego, które p. Jan
brał przez dwa lata! Mi­
neło od tej pory blisko pół
wieku, ale p. Jan pamięta
co zamawiali na obiad
�
-:Q
... ---
'9t�
.....
�
li
..:-
-.-
�
-
:a.
......
-
ł
. j
� .
I
S
-
.l.
-'-
,
..
....
--
•
•
ł·
�.
•
•
HA STAREJ POCITOWCE· WaTszc",·n. W lin nńu' - pIIłnt� nr/ �tronu O!1ror/u 11·pr/ług
• akwareli Tadeusza CI.,ślewskiego (ojca). Poczt6wka wyda­
na przez K. Wo;utyńskiego w okTesie międzywojennym. (Ze zbior6w p. St. Rzeź­
niacklego zWarszlIwy).
sosie. W zależności od rO­
dzaju ryb i mięs Francuzi
wypijali butelkę białego
lub czerwonego wina, pła­
cili nie żałując napiw­
ków i z wesołym "Au ą,e­
main!" opuszczali lokal.
Wspomnienia te ożyły
po 46 latach, gdy prasa
podawała szczegóły wizy­
ty premiera Cyra.nkiewi­
cza w Paryżu. 13.IX.1965
r. Jan Ostrowski .napisał
list do Prezydenta de
Gaulle'a i przesłał go
przez fra