/stolica1967_nr_48_26.11_s_01.djvu

			BEATA TYSZKIEWICZ w roll IZABELI lĘCKIEJ (o filmie "LALKA" plazem, na str. 8-9)
J I
I
I J "]
I I l
:':'1
\ :
: łf:
I.. I I
Ir
ł
,
'II
,'l
I
Fot. Tadeusz Biernackl
ł
�
I"
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_02.djvu

			STUDENCI I METRY KWADRATOWE
Wśród wszystkich wyż­
szych uczelni w naszym
kraju warszawskie
mają najgorsze warunki
do pracy naukowej i dy­
daktycznej. Dwie podsta­
wowe bolączki, zatruwa­
jące życie słuchaczom i
profesorom, to ciasnota w
salach wykładowych,
pracowniach i laborato­
riach oraz rozproszenie
placówek uczelnianych.
Dla przykładu: Akade­
mia Medyczna rozloko­
wana jest w ponad 20
punktach miasta, a część
katedr mieści się w adap­
towanych do tego celu
pomieszczeniach miesz­
kalnych. Politechnika i
Uniwersytet również są
poważnie "zdeglomero­
wane". Toteż w bilansie
czasu studenta pokaźną
liczbę godzin pochłaniają
przejazdy między akade­
mikiem, poszczególnymi
obiektami dydaktyczny­
mi, siedzibą rektoratu
czy dziekanatu, stołówką,
lokalem ZSP itd.
W Uniwersytecie War­
szawskim na wydziałach
humanistycznych przypa­
da na jednego studenta
niespełna 2 m kw. A co
mają powiedzieć słucha­
cze Politechniki, którzy
nie mogą się pomieścić
ze swymi rajzbretami w
ciasnych pracowniach?
Wprawdzie każdy z prze­
szło 12 tys. studentów Po­
litechniki ma do swej dy­
spozycji "aż" 9 m kw. po­
wierzchni, ale w skali o­
gólnopolskiej w uczel­
niach technicznych
wskaźnik ten wynosi 11,2
m kw. Ta średnia krajo­
wa jest zresztą również
niska bo według opinii
fachowców, powinna wy­
nosić 16 m". W innych
stołecznych uczelniach
także jest odpowiednio
ciaśniej niż w pozostałych
uniwersytetach, WSE czy
WSR w kraju.
Perspektywa osiągnię­
cia prawidłowych norm
powierzchni w warszaw­
skich szkołach wyższych
wydaje się bardzo od­
legła. Oto przykład: Poli­
technice Warszawskiej
przybywa co roku no­
wych obiektów o ku­
baturze 20 tys. m3• Jest
to akurat trzecia część
tego, co powinno się bu-
dować, aby w 1980 roku
sprowadzić sale wykłado­
we i laboratoria tej u­
czelni do właściwej
wspomnianej normy. Nie
lepiej jest również w
warszawskich domach
akademickich. Na jedne­
go ich mieszkańca przy­
pada niecałe 4 m' po­
wierzchni, a powinno być
ponad 6 m'.
Zadając sobie pytanie,
gdzie leży przyczyna tej
sytuacji, szukaliśmy jej
przede wszystkim w bra­
ku środków finansowych
i materiałów budowla­
nych. I oto niespodzian­
ka - i jedne i drugie od
dawna są już zapewnio­
ne. Rzecz jednak w tym,
że wiele inwestycji ulo­
kowano uniewłaściwych
wykonawców, ponadto
nader często budowlani
tłumaczą ślamazarne
tempo prowadzonych ro­
bót brakiem rąk do pra­
cy. Doceniamy np. zasłu­
gi Przedsiębiorstwa Bu­
downictwa Mieszkanio­
wego .. Południe" w roz­
budowie stolicy, jednak­
że budzi naszą wątpli­
wość, czy da ono sobie
radę ze Skomplikowaną
budową całego zespołu
nowoczesnych obiektów
dla Akademii Medycznej?
Niedostateczny poten­
cjał ludzki przedsiębior­
stwa "Budomontaż" po­
woduje, że już na star­
cie budowy nowej siedzi­
by SGGW w Ursynowie
nie wyzyskuje się środ­
ków finansowych, prze­
znaczonych na tę wielką
inwestycję. Do roku 1980
ma tu powstać kosztem
700 mln zł całe miastecz­
ko studenckie. Aby to
zrealizować, wartość pro­
dukcji budowlano-monta­
żowej powinna sięgać
corocznie 30 mln zł. Rze­
czywistość jednak daleko
odbiega od zamierzeń. W
1966 r. ten plac budowy
pochłonął zaledwie 7 mln
zł, w br. - jak się prze­
widuje - wartość robót
wyniesie 15 mln zł, a w
roku przyszłym � 22 mln
zł. Trudno przypuścić, by
po tak złym początku u­
dało się budowlanym w
przyszłości zlikwidować
te opóźnienia.
Prawdziwą zmorą dy­
rektorów administracyj-
Pole Mo1cotowskłe - widok z domu akademickiego .. Riwiera".
. --
"-
J
..
...
\ I
: ...
nych uczelni jest wyraz
.. priorytet". Stale słyszą
o priorytecie dla inwesty­
cji przemysłowych i mie­
szkaniowych. Warto by
się zastanowić, czy na li­
stę obiektów, które nale­
ży budować w pierwszej
kolejności, nie można
wpisać inwestycji akade­
mickich? Przykład bo­
wiem Ursynowa nie jest
odosobniony.
Dalszym nagminnym
grzechem wykonawców
jest nieliczenie się z po­
trzebami przyszłych u­
żytkowników. Znamienny
może być tu przykład z
Uniwersytetu WarsDaw­
ski ego. Uczelnia ta otrzy­
ma w tym roku jeden z
dwu nowych domów
akademickich przy al.
Zwirki i Wigury, w któ­
rym zamieszka 870 stu­
dentów. Plan przewidy­
wał, że jednocześnie z a­
kademikiem będzie
wznoszona stołówka dla
jego mieszkańców. Miała
ona być gotowa l wrześ­
nia br. Z powodu długo­
trwałych przestojów na
budowie, ten tak potrzeb­
ny obiekt zostanie odda­
ny do użytku dopiero za
rok.
Pod znakiem zapytania
stoi również budowa no­
wego gmachu uniwersy­
teckiej biblioteki przy
ul. Wierzbowej. A tym­
czasem w podziemiach 0-
obecnego, ciasnego bu­
dvnku, spoczywa kilka­
set tysięcy tomów, dla
których nie ma innego
miejsca. Studenci nie mo­
gą z nich korzystać. Kon­
kurs na nowy gmach bi­
blioteki ma być nieba­
wem ogłoszony, a budo­
wę zaplanowano na
przyszłą 5-latkę. Trudno
sobie jednak wyobrazić,
by przy chronicznym bra­
ku rąk do pracy budowa­
no równocześnie w War­
szawie dwie biblioteki -
Narodową i niewiele od
niej mniejszą - Uniwer­
sytecką. Najprawdopo­
dobniej więc Uniwersytet
doczeka się tego nie­
zbędnego obiektu dopie­
ro po roku 1975.
Dość jednak narzekań.
Wprawdzie aktualny ob­
raz realizacji inwestycji
akademickich w Warsza-
Fot. J. Slclskł
'I
.',
wie nie przedstawia się
optymistycznie, rysują
się jednak pewne po­
myślniejsze perspektywy.
W najbliższych latach ma
powstać w Warszawie
kilka wielkich centrów u­
czelnianych, w rodzaju
ośrodka SGGW w Ursy­
nowie. Oto jak wygląda­
ją one w planach, któ­
rych realizacja już się
rozpoczęła lub rozpocznie
się niebawem.
Uniwersytet Warszaw­
ski będzie w przyszłości
skoncentrowany w dwu
rejonach przy Krakow­
skim Przedmieściu i w
al. Zwirki i Wigury
Pierwszy z nich obejmie
dotychczasowe tereny u­
czelni i najbliższe okolice.
Tuż pod uniwersytecką
skarpą zlokalizowano
Wyższe Studium Języków
Obcych, którego budowa
rozpocznie się już w
przyszłym roku. Dla słu­
chaczy tego studium po­
wstanie tam także aka­
demik o 324 miejscach. W
dalszych planach jest
budowa kilku domów
studenckich o ogólnej
liczbie 2 tys. miejsc, przy
ul. Karowej.
O ile na Krakowskim
Przedmieściu będą się
mieścić wydziały huma­
nistyczne Uniwersytetu,
to w al. Żwir ki i Wigury
powstaje kompleks o­
biektów dla wydziałów
nauk ścisłych i przyrod­
niczych. Do końca roku
1970 zakończy się tam
wznoszenie I części wy­
działu matematyki i fi­
zyki. Całość - to ogrom­
na inwestycja, wartości
pół miliarda zł zaplano­
wana na okres aż do 1980
roku. Za trzy lata prze­
widziane jest rozpoczęcie
w tym rejonie budowy
gmachu dla wydziału bio­
logii i nauk o ziemi. Za­
lążek powstającej tu ca­
łej dzielnicy uniwersy­
teckiej stanowią: istnie­
lący już od paru lat wy­
dział geologii, dwa domy
studenckie i stołówka.
W ał. Zwirki i Wigury
sprowadza się również
Akademia Medyczna. Tu
gdzie w tej chwili rozcią­
ga się ogromne pole ...
kapusty, za kilka lat po­
wstanie jedna z naj no­
wocześniejszych uczelni
w świecie. Niedawno PBM
.. Południe" zainauguro­
wało budowę pierwszych
dwu pawilonów. W okre­
sie kilkunastu lat zbudu­
je się tu ponad 15 obiek­
tów dla AM (oczywiście o
ile terminy wykonania
będą dotrzymywane): 7
budynków dydaktycz­
nych, aule, sale wykłado­
we i seminaryjne, a tuż
obok 3 ogromne szpitale,
z których każdy pomieś­
ci 6 klinik specjalistycz­
nych. Całość zostanie
wyposażona we własną
sieć radiofoniczną i tele­
wizyjną, co ułatwi współ­
pracę między specjalista­
mi poszczególnych dzie­
dzin medycyny. Studenci
otrzymają domy akade­
mickte i urządzenia spor­
towe. Uczelnia będzie dy­
sponować pokaźnym za­
pleczem technicznym. Na
placu budowy zastosowa-
no rozsądną strategię­
każdy z wykończonych o­
biektów będzie mógł na­
tychmiast podjąć swoje
funkcje. Już za dwa lata
na Pole Mokotowskie
sprowadzą się więc pier­
wsze katedry AM.
Politechnika rozbudo­
wuje swą siedzibę w kil­
ku punktach miasta. W
tym roku, w pobliżu naj­
większego stołecznego a­
kademika .. Riwiera" za­
częto wznosić przychod­
nię lekarską dla słu­
chaczy tej uczelni. W
przyszłym roku staną tu
również pierwsze mury
pawilonu sportowego
mieszczącego m.in. boiska
do siatkówki i koszyków­
ki, sale do ćwiczeń itp.
Koszt pierwszego tego
rodzaju uczelnianego o­
środka sportowego w sto­
licy wyniesie 10 mln zł.
Otworzy on swe podwoje
- jeśli nie zajdą żadne
nieprzewidziane okolicz­
ności - za dwa lata.
Okres intensywnej roz­
budowy Politechniki roz­
pocznie się w 1969 r. Bu­
dowlani przystąpią wów­
czas do wznoszenia trzech
nowych wielkich obiek­
tów dla wydziałów: inży­
nierii sanitarnej, inżynie­
rii chemiczej i Inżynlerf!
budowlanej (w realizacji
tego ostatniego przedsię­
wzięcia ma dopomóc fi­
nansowo resort budow­
nictwa). Inżynieria sani­
tarna uzyska locum na
głównym terenie Poli­
techniki. Inżynieria che­
miczna powstanie vis a
vis "Riwiery" przy ul.
Waryńskiego, inżynieria
budowlana - również na
Polu Mokotowskim. Te
trzy obiekty powinny być
przekazane do użytku w
latach 1972-1973. Przy
ul. Rakowieckiej w 1969
roku rozpocznie się też
budowę nowej stołówki,
mogącej wyżywić każde­
go dnia 2200 studentów.
W okresie 1970-1980 i
w dalszych latach także
pozostałe wydziały Poli­
techniki otrzymają nowe,
obszerniejsze i nowocześ­
niejsze pomieszczenia.
M. in, na Służewcu po­
wstaną poligony do­
świadczalne dla studen­
tów kierunków budowla­
nych oraz mechaniki po­
jazdów. Ten ostatni wy­
dział otrzyma również
nowe obiekty na ul. Nar­
butta, podobnie jak wy­
dzieł mechaniki precy­
zyjnej.
O tym, że przy ulicy
Rakowieckiej mieściła
się kiedyś Szkoła Główna
Gospodarstwa Wiejskie­
go, za kilkanaście lat
mówić będą tylko kroniki
szkoły. Uczelnia przenosi
się na peryferie Stolicy.
Na obszarze 80 ha, które
SGGW otrzymała w Ur­
synowie, w przyszłości
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_03.djvu

			zbuduje się gmachy dla
wszystkich wydziałów,
domy studenckie i kom­
pleks budynków gospo­
darczych. W tej chwili w
blokach dydaktycznych
i akademikach pozosta­
łych po dawnej szkole
POM w Ursynowie uczą
się i mieszkają studenci
wydziałów ogrodniczego
i ekonomiczno - rolnicze­
go. Ostatnio pierwszy no­
wy obiekt objął tam rów­
nież wydział technologii
rolno-spożywczej. Za dwa
lata, gdy zostanie wykoń­
czony gmach dla wydzia­
łu melioracji wodnych -
już trzecia- część uczelni
znajdzie się w Ursynowie.
W rok później ma być
gotowa część gmachu we­
terynarii, dom akademic­
ki i stołówka.
Coraz więcej studentów
będzie jeździło do Ursy­
nowa. Sygnalizujemy
przeto jeszcze jeden ak­
tualny problem, który
spędza sen z powiek pra­
cownikom naukowym i
studentom SGGW miesz­
kającym w mieście. Ur­
synów dzieli odległość o­
koło 5 km od Dworca Po­
łudniowego. Setki studen­
tów tracą cenne godziny
w oczekiwaniu na autobu­
sy MPK, kursujące we­
dług własnego "widzimi­
się" na tej zapomnianej
przez ojców miasta trasie.
Realizacja wielkiego
Programu rozwoju sto­
łecznych uczelni - któ­
rego tylko fragmenty
przytoczyliśmy powyżej
- w pewnym stopniu po­
prawi warunki pracy
przyszłych pokoleń stu­
denckich. Niemało jednak
skorzysta przy tym i sa­
mo miasto, jego miesz­
kańcy. Uczelnie bowiem
zwolnią wiele użytko­
wanych dotychczas o­
biektów zastępczych. Do­
tyczy to np. lokali miesz­
kalnych. które obecnie
służą jako gabinety kad­
rze dydaktycznej AM.
Ponadto część szpitali
klinicznych A'koademii
przejmie stołeczna służba
zdrowia. Interesujący jest
projekt wykorzystania
akademików przy ul. Kic­
kiego. Z chwilą gdy Uni­
wersytet otrzyma nowe
domy studenckie na Po­
wiślu, będzie mógł prze­
kazać budynki na ul.
Kickiego władzom miej­
skim. Proponuje się prze­
znaczenie tych domów na
mieszkania 'kawalerskie
- których stale tak bar­
dzo brakuje.
Wszystko to dojdzie do
skutku pod warunkiem,
Że słowo "priorytet" na­
bierze właściwego zna­
czenia także w odniesie­
niu do rozbudowy war­
szawskich wyższych
Uczelni.
RYSZARD GINALSKI
MACIEJ PĘDZICH
(� <,
...
-d
...,
1
, ,
- ,
--
I
#
, n,
1
•
WSPOMNIENIE
Z "JAZZ
Jazz Jamboree's stały sit:
obok Warszawskich Jesieni
naj popularniejszymi impre­
zami muzycznymi Warszawy.
Ta jedna z najbardziej uni­
wersalnych rodzajów sztuki
współczesnej. znalazła w
Stolicy dobry klimat. wraż­
liwych odbiorców muzyki i
idei mtędzynarodowej współ­
pracy i przyjaźni.
Zakończone ostatnio X
\
JAMBOREE"
Jazz Jamboree zgromadziło
wyjątkowo doborową staw­
kt: zespołów muzycznych. W
imprezie tej wzieto bowiem
udział siedem słynnych zes­
polów zagranicznych ze Zna­
komitym The Red Oni on
Jazz Band z Australii na cze­
le. oraz kilkanascie zespo­
łów polskich i wielu wybit­
nych solistów. (WS)
Zdl'lch u JÓZEF KłCMAN
------
,.
t
...
,--
o- ,
I
f
I
f
/
..
I
,
I
I
1/
I
I
(
,
..
�r
I
II
\
1
;t'
,
I
(
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_04.djvu

			SZTUKA WZNOWIONA
W TKANINIE I MEBLU
"Cepelia" organizator
wystawy sztuki wznowio­
nej zaprezentowała doro­
bek swoich 11 spółdzielni
parających się rekonstruk­
cją tkanin do wnętrz za­
bytkowych, w oprawie
godnej i podkreślającej
naturalne walory ekspona­
tów. Stylowe wnętrze ła­
zienkowskiej Starej Korde­
gardy dopełniało całości
obrazu. A było się czym
pochwalić: Inicjatywa zro­
dzona w momencie podej­
mowania akcji związanych
z uczczeniem ,Tysiąclecia
Państwa przetworzyła się
w realizację o dużej war­
tości, w tej to bowiem wła­
śnie akcji milenijnej "Ce­
pelia" podjęła się rekon­
strukcji tkanin do wnętrz
zabytkowych.
Pierwsza stanęła w
szranki Spółdzielnia Pracy
Przemysłu Artystycznego
"Rękodzieło Artystyczne"
w ŁOdzi - rozpoczynając
rekonstrukcję tzw. tkani­
ny buczacklej. "Sztuka
Beskidzka" z Czechowic
zajęła się odtwarzaniem
XVIII-wiecznych kobier­
ców; .. Pilsko" w Żywcu
sięgnęło po kobierce z e­
poki odrodzenia; "Podha­
lańska" z Nowego Targu -
wyspecjalizowała się w od­
twarzaniu starych wzorów
XVII I XVIII-wiecznych ki­
limów. Opracowywano wzo­
ry na podstawie zbiorów
Muzeum Narodowego w
Warszawie i muzeum na
Wawelu, jedne wzory adap­
towano do potrzeb współ­
czesnych, jeszcze inne
miały służyć wyposażeniu
wnętrz zabytkowych pała­
ców w Wilanowie, Łazien­
kach itp.
Przywracanym życiu
wzorom dawnych tkanin
se�o�ała produkcja
sprzętów stylowych opar­
tych o wzory polskie.
Obydwie dziedziny uzupeł­
niały się harmonijnie o
czym świadczą reproduko­
wane zdjęcia. K. K.
Zdjęcia: Janusz Smogorzewski
•
SZANSE
POWSTANIA
Powstanic Listopadowe,
jak żadne tnne z wielkich
powstań narodowych zwią­
zane jest bezpuśrednio z
Warszawą. W Warszawie
rozpoczęło się i wraz z upad­
kiem Warszawy faktycznie
upadlo; w Warszawie i wo­
kół miasta rozegrały się pra­
wie wszystkie z jego naj­
ważniejszych wydarzeń.
Przed kilku miesiącami u­
kazała się nowa książka po­
święcona wydarzeniom lat
1830-31, rozważania histo­
ryczne .. Szanse Powstania
Listopadowego" Jerzego Łoj­
ka, praca interesująca, cenna
szczególnie przez jej walo­
ry Intelektualne, prowokują­
ca do myślenia i dyskusji,
choć we wnioskach I ocenach
często kontrowersyjna,
Dwa założenia legły u pod­
staw tej książki_ Pierwszym
z nich jest protest przeciwko
pesymistycznym j. katastro­
ficznym koncepcjom ocen
polskich zrywów niepodleg­
łościowych, rzekomo z góry
skazanych na klęskę, będą­
cych rezultatem rzekomej
"nieodpowiedzialności społe­
czeństwa pOlskiego", Łojek
ze wszech miar słuszni .. wy­
stępuje przeciw owemu ka­
sastrortemowt, fałszywemu
historycznie I politycznie.
Drugim z założeń książki jest
teza że badania właśnie nad
pow�taniem Listopadowym
są dla nas "WYbitnie płodne"
i współcześnie potrzebne; za­
łożenie to jest jak najbar­
dziej słuszne i pożyteczne.
Są jednak w pracy Łojka
mysli i oceny, prowokujące
do dyskusji, WYWOłujące
sprzeciw. Badając, jakie
szanse zwycięstwa miało
Powstanie, i dlaczego zosta­
ły one zaprzepaszczone, au­
tor obciąża główną winą
CZOłowych naszych przywód­
ców politycznych I wojsko­
wych tego okresu. Oskarże­
nia swoje posuwa aż do in­
wektyw, nie cofając się na­
wet przed zarzutem zdrady
i świadomego dzialania na
rzecz wroga, Łojek raczej
utrudnia niż ułatwia wypro­
wadzente prawidłowych
wniosków. Przywódcy i do­
wódcy roku 1831, często nie­
udolni, tchórzliwi, nie do­
rośli do zadań - nie byli
zgota zdrajcami, a problem
na czym innym polega. Do­
chOdzimy tutaj do zagadnie­
nia reorientacji politycznej
ludzi którzy od początku
swej' działalności - jak ksrą­
że Adam Czartoryski - CZ);
też od wielu lat związaru
byli bezpośrednio z Peters­
nurglem i na oparciu Polski
o imperium Romanowych
budowali swe plany. ŁOjek
zdaje się sugerować, że ca!­
kowita reorientacja pofi­
tyczna tych ludzi była nle­
możliwa. A jednak dokonała
się. Wydarzenia Powsta­
nia Listopadowego dowio­
dły, że sprawa narodowa dla
wszystkich uczciwych poli­
tykow - a nie politykie­
rów czy sługusów, jak gen.
Rożnleckl - ważniejsza jest
od kwestii orientacji poli­
tycznej. Czartoryski był z tą
orientacją związany do je­
sieni 1830 r. silniej może niż
ktokolwiek Inny, od tej da­
ty zerwał z nią konsekwent­
nie. Przykłady można mno­
żyć; z małymi wyjątkami
całe środowisko polityków I
wojskowych, związane po­
przednio z orientacją peter­
sburską zmieniło swe poglą­
dy szczerze i uczciwie. Jest
to godne wyrażnego pod­
kreślenia.
Sprawa ma jednak inny
jeszcze aspekt. Mimo zerwa­
nia z przeszłością politycz­
ną, dawna orientacja musia­
ła w jakimś sropnlu ciążyć
na tych ludziach. Poprzednio
nawet przeceniali moc i po­
tęgę imperium Romanowych;
uważali, że nie wbrew Pe­
tersburgowt, a tylko za jego
zgodą może mieć Polska
szansę narodowego rozwoju.
Wprawdzie okazało się, że
teza ta nie jest słuszna,' że
.. niepodległość kraju trzęba
wałczyć przeciwko państwu
Romanowych. Lecz dawne
przeświadczenie o potędze
Rosji pozostało I krępowało
w pewnym stopniu dłonie.
ByłO żródłem ich ugodowo­
ści politycznej, sprowadzają­
cej się do płaskiego pseudo­
racjonalizmu, czyli - w rze­
czy samej - strachu. Dlate­
go też mimo reorientacjI po­
litycznej ludzie ci nie byli
w stanie wykorzystać szans
jakle dawały okoliczności -
i tu się wypada z ŁOjkiem
zgodzić, odrzucając jego za­
rzut zdrady, której nie było.
Wniosek, który płynie z ana­
lizy historycznej, jest więc
prosty I nieraz już był for­
mułowany: szansę Powstania
mogli wykorzystać tylko ci,
których nie obciążała prze­
szłość, a więc ludzie nowi.
WpraWdzie I starzy byli po­
trzebni, Jch umiejętności na­
leżało wykorzystać, lecz to
nie oni powinni stać przy
sterze.
Inny jeszcze prOblem, po­
stawiony przez Łojka, budzi
kontrowersję, Jest nim po­
zornie ocena militarnych
szans POwstania, a faktycz­
nie negatywny osąd polskich
dzlatań wojskowych 1831 r.
Nie budzi wątpliwości, że
dowodzenie polsjcie bylo nie
najlepsze. Ale nie można za­
pominać, te !O�roskopljne
Królestwo Polskie toczyło
wojnę z naj potężniejszym
mocarstwem ówczesnego
świata, które wlaśnle dopie­
ro co, w latach 1815-25, zna­
lazło się w apogeum swej
potęgi, (apogeum do którego
nie zbliżylo się już nigdy
poźniej). Wprawdzie impe­
rium Romanowych cierpialo
na pewne trudnoscl wew­
nętrzne, lecz nie było zagro­
Lone z nIkąd, ani z zachodu,
ani ze wschodu, Różnica po­
tencjałów między mocarst­
wem a państewkiem byla
olbrzymia, co znajdowalo
wyraz lakże na polach
walk. W tych warunkach
armia polska, która w
pewnym okresie była nie­
mal o krok od zwycięstwa,
zdziałała w sumie więcej,
niż wydawalo się teoretycz­
nie możliwe.
Wiele jeszcze innych myśli
nasuwa się przy czytaniu
książki Jerzego Łojka. Książ­
ki interesującej i płodnej
intelektualnie. PodObnie Jak
płodny i ważny dla naszego
myślenia politycznego i his­
torycznego jest okres, które­
go praca ta dotyczy,
LESZEK MOCZULSKI
"WIADOMA ŚWIATU
TA SŁAWNA OLSZYNA"
Po dwudniowych wal­
kach W dniach 19 i 20
lutego 1831 r, doszło do
chwilowej przerwy W
działaniach na głównym
froncie wojny powstań­
czej. Siły polskie rozmie­
szczone na wschodnich
przedpolach Warszawy i
zamykające dostęp do
stolicy liczyły nieco po­
nad 42000 ludzi i 100
dział, Siły armii Dybicza
wynosiły natomiast pra­
wie 60 000 ludzi - do
których należałoby doli­
czyć korpus Szachow­
skiego, liczący około
12000 żołnierzy i 196
dział. Nad ranem, 25 lu­
tego rozesłane W stronę
przeciwnika pikiety pol­
skie stwierdziły podej­
rzany ruch po drugiej
linii frontu. Szczególne o­
żywienie dalo się zaob­
serwować na środkowym
odcinku stanowisk pol­
skich tj. między Grocho­
wem II a Wygodą. W
tym miejscu pozycje pol­
skie obsadzone były przez
I brygadę 3 dywizji pie­
choty Skrzyneckiego, zło­
żoną z 4 i 8 pułku piecho­
ty liniowej.
Do sierżanta Rzepec­
kiego podbiega podoficer
Lachocki (jeden z uczest­
ników patrolu) i infor­
muje go o owym podej­
rzanym poruszeniu po
stronie wojsk carskich.
Rzepceki wraz z por.
Przeradzkim po krótkiej
obserwacji wysyłają nie­
zwłocznie żołnierza z
meldunkiem do dowódcy
pułku. Zanim patrol po­
wrócił z pikiety - cała
dywizja Skrzyneckiego
stanęła w szyku bojo­
wym, gotowa do odparcia
uderzenia, Konni adiu­
tanci gen, Chłopickiego
(który formalnie nie był
naczelnym wodzem, a
tylko doradcą gen.
Michała Radziwiłła) za­
częli się rozjeżdżać z roz­
kazami do poszc-zegól­
nych jednostek, Kpt,
Wincenty Nieszokoć, je­
den z aktywnych uczest­
ników sprzysiężenia re­
wolucyjnego przed wy­
buchem Powstania, do­
wodził obecnie jedną z
kompanii artylerii pie­
szej. Jej zadaniem było
wsparcie ogniowe 3 dy­
wizji piechoty, a zwłasz­
cza najbardziej 'ku przo­
dowi wysuniętej jej I
brygady. Ponadto artyle­
ria polska znajdująca się
na środkowym odcinku
działań składała się z ba­
terii Rzepeckiego (stryja
sierżanta 4 pułku) oraz
baterii Rylskiego i Solec­
kiego. Asekurował je dy­
wizjon 4 pułku ułanów.
Większość baterii car­
skich rozpoczęła huraga­
nowy, koncentryczny o­
gień na pozycje 2 i 3 dy­
wizji piechoty polskiej.
W ogniu pocisków pękają
jak zapałki drzewa Ol­
szynki, padają coraz gę­
ściej obrońcy. Pierwsza
fala ataku oddziałów
wchodzących w skład
korpusu litewskiego Ro­
sena uderza w dywizję
Żymirskiego, Jednakże
brygada gen. Rolanda
złożona z 3 i 7 pułku pie­
choty, wspierana przez 2
pułk strzelców pieszych
odrzuca nacierających.
Przeciwnik rzuca do na­
tarcia nowe bataliony.
Sam Chłopi ck i, orientu­
jąc się ','; powadze sytua­
cji wysyła płk, Ignacego
Prądzyńskiego do Żymir­
skiego z rozkazem rzuce­
nia wszystkich rezerw 2
dywizji. Prądzyński wy­
konując rozkaz woła do
żołnierzy: "Dzieci, sto
kroków naprzód i te
działa wasze!" Jest już
koło godz. 11.00. Natar­
cie przeciwnika, znów
rozbija się o opór pol­
skich oddziałów, Wtem W
sąsiedztwie Żymirskiego
pada pocisk armatni.
który miażdży mu jedną
rękę. Dzielny dowódca
dywizji w ciągu kilku
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_05.djvu

			minut umiera na skutek
upływu krwi. Zbiega się
to z nadejściem nowej
fali atakujących, złożo­
nej z 24 batalionów pie­
choty. Śmierć Żymirskie­
ko wpływa oczywiście u­
jemnie na postawę żoł­
nierzy 2 dywizji. Przez
cały ten czas baterie
piesze mimo znacznych
ubytków w działach i lu­
dziach - wypluwają z
siebie cOrGZ to nowe sal­
wy pocisków.
Do Skrzyneckiego pod­
jeżdża jeden z adiutan­
tów Chlopickiego kpt.
Kruszewski z rozkazem
odzyskania Olszynki, któ­
rej przeważna część znaj­
duje się już w rękach
nieprzyjacielskich. Rusza
do przeciwuderzenia 8
pul'k prowadzony przez
ppłk. Kierwińskiego, a
za nim reszta dywizji tj.
czwartacy, dwa batalio­
ny Weteranów Czynnych
oraz jeden batalion Dzie­
ci Warszawy. Chłopicki.
towarzyszy pułkowi gre­
nadierów (b. gwardii)
ściągniętemu z prawego
skrzydła. Piechota pol­
ska idzie naprzód spokoj­
nie, miarowo niemal jak
w czasie ćwiczeń na bło­
niach powązkowskich.
Warczą werble w rękach
doboszów. Czwartaków
Prowadzi płk Bogusław­
ski. W miarę zbliżania się
do przeciwnika rosną
straty: pada ciężko ranny
kwatermistrz pułkowy
kpt. Szumowiecki, ranny
zostaje mjr Kindler, do­
wódca jednego z batalio­
nów i wielu innych młod­
szych oficerów,
Obserwujący z bez­
piecznej odległości dzia­
łania bojowe wielki
ks.iąże Konstanty (znaj­
dujący się w asyście feld­
marszałka Dybicza) - w
pewnym momencie od­
kłada lunetę i odruchowo
uderza się po udach:
"Spójrzcie - woła - co
za postawa, to mój naj­
lepszy pułk!" Wypędzo­
ny � Warszawy carski
. brat, przez piętnaście lat
faktyczny wielkorządca
Królestwa nie może stłu­
mić odruchu osobistej sa­
tysfa'kcji - wbrew ra­
cjom imperialnym ...
Dochodzi do walki na
IgnaCy Prądzyński, na;wybitniejszy dowódca polski okresu
Powstania Listopadowego. Urodzony W 1792 r., słutbę woj­
skowq rozpoczął warmii Księstwa Warszawskiego, w okresie
Królestwa Polskiego pracuje w Generalnym Kwatermistrzo­
stwie, wyklada taktykę i strategię WOjskową, buduje Kanał
Augustowski uczestniczy w sprzysfęteniach patriotycznych.
W 1831 r. mianowany generalem, pelni funkcję generalnego
kwatermistrza, opracowuje plany polskich akcji ofensywnych
na Siedlce I przeciwko gwardiom carskim, zwyc/ęta w bit­
wie pod 19aniami. Zmarl w 1850 roku.
Józef Longin Sowiński, bohaterski obrońca Woli we wrzeSniu
1831 r. Urodzony w 1777 r., ukończył korpus kadetów. Uczest­
nik Powstania Kościuszkowskiego, następnie słuty! warmii
Księstwa Warszawskiego, w bitwie pod Borodino traci nogę.
Wraca jednak do slutby czynnej warmii Królestwa Polskie­
go, jest dyrektorem arsenalu, a następnie szkoł1J aplikacyjnej.
Podczas szturmu Warszawy przez Pasklewlcza, we wrzellniu
1831 r. dowodzi obroną czOłowych umocnień Woli i ginie
w walce na Reducie 56.
choty Giełguda i dywizję
jazdy Jankowskiego.
W porządku, bez obja­
wów paniki, ściągając
rannych wycofuje się 3
dywizja piechoty z Ol­
szynki. Po drodze ku
Warszawie przyjdzie jej
jeszcze odgryzać się na­
Cierającej konnicy. Mimo
rany Chłopickiego, mimo
braku jednoli-tego do­
wództwa i słabej łącznoś­
ci między poszczególnymi
zgrupowaniami polskimi
- przeciwnik nie odnosi
sukcesu strategicznego.
Dostęp do stolicy pow­
staje nadal zamknięty dla
armii carskiej. Straty
obrońców (łącznie z oko­
ło 1000 wziętych do nie­
woli) nie przekraczają
7000 ludzi. Stra·ty wojsk
carskich wynoszą około
10000 poległych, rannych
i wziętych do niewoli.
ANDRZEJ SZOMANSKI
(Portrety ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego - fot. Janusz Smogorzewski).
ców. Żołnierze i podofice­
rowie 4 pułku, przysypa­
ni odpryskami gałęzi, o­
smaleni prochem i w po­
szarpanych kulami mun­
durach walczą jakby sa­
mym instynktem wiedze­
ni. Wśród nich w randze
szeregowca znajduje się
ranny już dwukrotnie
Ludwik Mycieiski. Kie­
dyś był on w stopniu
podporucznika adiutan­
tem gen. TOlińskiego i
przejściowo służył w 4
pułku piechoty. Zniechę­
cony jednak osławionymi
wybrykami Konstantego,
które doprowadziły do
licznych samobójstw i
dymisji wśród oficerów
- zrezygnował ze służby
i powrócił do rodzinnej
Wielkopolski. Teraz w
czasie zdobywania opu­
szczonej przez piechotę
baterii carskiej - ginie
od kuli działowej. Jego
postawa zostanie, już po
bitwie, chlubnie wspo­
mniana w pierwszym
rozkazie dziennym nowe­
go Wodza Naczelnego.
Po kilkugodzinnym boju
Olszynka - a raczej jej
teren pokryty kikutami
potrzaskanych drzew­
znajduje się w znacznej
części wciąż w rękach
polskich. Następuje jed­
nak wspomniane już "a­
tutowe" uderzenie Dybi­
cza. W czterech kolum­
nach nacierają znaczne
siły carskiej kawalerii.
Tymczasem również o­
krężnym marszem (przez
Ząbki) dociera do stano­
wiska dowodzenia wojsk
carskich gen. Szachowski
ze swym mocno przetrze­
bionym korpusem. Po­
przednego dnia bowiem
pod Białołęką poniósł on
dotkliwe straty, poczy­
nione przez brygadę pie-
oagnety. Cofają się i ła­
mią szeregi przeciwnika.
Czwartacy dzielnie wspo­
magani przez sąsiadują­
ce z nimi jednostki sieją
prawdziwe spustoszenie.
Wtedy Dybicz postana­
wia okrążyć Olszynkę
przy pomocy dużych sił
kawalerii, wspieranych
bateriami konnymi. Ro­
sen reorganizuje swe puł­
ki, mocno wyszczerbione.
Przy wsparciu 6 nowych
batalionów z dywizji
Pahlena następuje po­
nowne uderzenie wojsk
carskich. Padają coraz
liczniej zabici i ranni. W
szeregach 4 pułku ginie
kpt. Lubowidzki, a
w'kr6tce po nim kapita­
nowie - Chamski i Du­
niewicz, Kilkakrotnie
jednak przeważające siły
przeciwnika rozbijają się
o imnrowizowane w oka
mgnieniu bloki obroń-
Perapektywa zachodniego odcinka Trasy W-Z (al. gen. Swterczewskiego) oglądana Z wtety kośclOło ewanpellckfepo W kierunku ul, 2ela%ne1. Widoczne skrzy­
ŻOWanie Alei Z TrCl3q N-S, zarysowane śwletlistq smugą skręcającego tramwaju Fot. Jacek Sielski
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_06.djvu

			•
..... seaem Ordon, któregol Pan na tamten
iWtat wyprawn .....
(z rozmowy Konstantego Ordona z Adamem
Mickiewiczem w Burgas w patdzierniku
1855 roku - cytowanej w autobiografii)
Potrzeba zatem było
prawie ćwierć wieku,
aby doszło do tego osob­
liwego, króciuteńkiego
zresztą spotkania au­
tora genialnie suges­
tywnej relacji poetyckiej
z placu boju z jej głów­
nym bohaterem, którego
rzekoma śmierć o świcie
6 września 1831 roku pod
szczątkami reduty Nr 54
na Czystern wzruszała i
nadal wzrusza pokolenia
wielbicieli twórczości
Wielkiego Romantyka.
Bohater .. opowiadania a­
diutanta" dzięki poezji za
tycia obrósł legendą, a mnó­
stwem bałamutnych przeka­
zów obrastał Jeszcze w wie­
le, wiele lat po swej rzeczy­
wisteJ śmierci od samobóJ­
czego strzału pistoletowego,
Skierowanego w skroń ręką
do cna rozczarowanego ty­
ciem starca. Zdumiewające
były sploty losów wokół te­
PO człowieka, tak pełnego
enervn, krwistego, realnego,
a przy tym o nieprzebranych
zasobach na] piękniejszego
patriotyzmu, wielokrotnie u­
dowadnianego nieustanną
gotowością kontynuowania
walki przegranej ongi na
zachodnich przedmieściach
rodzinnego miasta. DOŚć po­
wiedzieć, te powatni bada­
cze nie byli pewni nawet
Jego wlaściwego imienia, ani
tym mniej przydziału woJ­
skowego z epoki powstanio­
weJ a także przedpowstanio­
wej '. Gdyby nie poezja mo­
glo mu grozić całkowite za­
padnięcie w niepamięci -
los tylu innych ginących na
wojnie.
W jednej z pełnych li­
terackiego uroku i eru­
dycji prac współczesnego
krytyka literackiego, a
raczej może historyka na­
szej literatury, z powo­
dzeniem zajmującego się
bardzo potrzebną i inte­
resującą konfrontacją le­
gendy z realiami histo-
ryeznymi dotyczącymi
.. Patrona szańców" zna­
lazł się ustęp": ..... Boles­
ny był powrót Ordona do
Warszawy. On - jej ob­
rońca - wkraczał w dru­
giej oołowie wrze sm a
1831 roku znowu na jej
ulice ... Do szpitali zwożo­
no rannych w czasie
walk o Warszawę. Brak­
ło lekarzy, felczerów,
miejsca w Iazaretach ...
kto spośród rannych jeń­
ców posiadających niższe
szarże żołnierskie (?)' miał
w Warszawie rodzinę lub
krewnych, otrzymywał
pozwolenie na prywatne
zakwaterowanie i opiekę.
Ordon skorzystał z po­
zwolenia... Gdy tylko ...
poczuł się lepiej postano­
wiono obu młodych oti­
cer� wyprawić z War­
szawy, aby uchronić ich
od losu jeńców, od zesła­
nia. Potajemna ucieczka
powiodła się i obaj do­
tarli do Galicji. .. ".
Otóż, nie! Powikłane i
pełne dramatyzmu po­
powstaniowe losy braci
Ordonów - Józefa, .. pod­
officera z Rewolucyi",
który w lipcu 1832 r. sam
deklarował lat 22 i Kon­
stantego, "byłego żołnie­
rza", w tym samym cza·
sie deklarującego wiek
lat 23, były nieco inne.
Dowodzą tego wyrażnie
dokumenty źródłowe z
podlegającego aktualnie
opracowaniu w warszaw­
skim Archiwum Głów­
nym Akt Dawnych zespo­
łu akt Kancelarii Guber­
natora Wojennego miasta
Warszawy, generała jaz­
dy, hrabiego Jana Witt, a
Tu .bula Reduta Ordona. Kamień pamfqtkOtD!/ ustawiony
u zbIegu uUc Mszczonowskłej i Wlochowskiej (teren len obec­
nie nalety do Ochoty). Fot. L. Sempolińskl
. .'
\. .- I'�
'- "'.
�,
-.......,,-
.'.. . I
, • JĄ .WRZ(\·H1A
,c. sll,Ioj \Y/ll"tCo
2-. PII'Z!':l-.iOc., hlJllilt\ ..... �
��T,"", 't'tllt\OZ�N.\ F- •• '.
:REDUTA eg l N�
,,�qqt1_n 'fll >Ii< qt��!- .
...
wśród nich wątły po­
szycik, oznaczony ręką
rosyjskiego kancelisty na
obwolucie "No 78", zaś
poniżej pełnego, długiego
tytułu" datowany "s 19-
go jula 1832 goda", co -
używając języka biuro­
kracji - jasno określa od
kiedy zawarta w niej
sprawa otrzymała "bieg".
Na noszącej okrągłą
pieczęć z napisem ZŁO­
TlYCH DWA ćwiartce
szarego stemplowego
papieru o wymiarach
215 x 375 mm z wodnym
znakiem przedstawiają­
cym urzędowy herb Kró­
lestwa Polskiego, a więc
dwugłowego orła cesar­
stwa rosyjskiego z orłem
polskim na piersiach,
młodszy z braci, Józef
Ordon, pisał":
Do laśnie Wielmożnego
Generała Jazdy Hr: Witt
Gubernatora Wo ienne­
go Miasta Sto. Warsza­
wy.-
Wyieżdżaiąc do Miasta
Hamburga dla ukończe­
nia interesów familiy­
nych gdzie obecność moia
mu si bydź konieczną.
na miesięcy sześć zpo­
wrotem a podpisany słu­
żąc wwoy sku iuż po re­
woluevi pod Officerem.
Julian Konstanty Ordon (zm.
J886 we Florencji)
składaiąc na ten cel u­
wolnienie o którego
zwrot proszę od za ciągu
woyskowego i kwa lifi­
kacyą przez kommi­
ssarza wydaną - upra­
szam Jaśnie Wiei możne­
go Gubernatora o polece­
nie wydania paszportu
dla odbycia tey podróży.
Oczekując spiesznego
skutku podania mego al­
bowiem Interes moy fa­
miliyny wymag.a pilnego
wyiazdu zo staię z głębo­
kiem uszanowaniem Jó­
zef Ordon pod N 276
zamiesikGły w Warsza­
wie d 19 Lipca 832 r., a
brat dopisał jeszcze na
odwrocie: Uwolnienie od
Woyska pod Nro 70 ode­
brałem Konstanty Or­
don.
Do podania załączał
Józef Ordon drukowany
urzędowy formularz tego
samego formatu, opatrzo­
ny Nro 227, a zawierający
OPIS OSOBY, z którego
m. in. wynikało, że jest
R3dem z Warszawy, Kra­
iu polskiego, Woiewódz­
twa Mazowieckiego, a co
najważniejsze, iż (w)
Woysku polskiem byl
lecz tyŁko po Rewolucyi
do żadnych zaburzeń
nienależal, uzyskał uwol­
nienia z Kom missyi Za­
ciągowey zpowodu że
jest Wldcicielem Domu,
co potwierdzał danymi w
rubryce Sposobu do ży­
cia: "z własnego maiątku
iest Właścicielem Domu
305 podOf:ficer z Rewolu­
cyi", aczkolwiek jako
miejsce zamieszkania
wskazywał dom nr 276
przy ulicy Freta.
Jak wyglądało podanie
o paszport na wyjazd do
tegoż miasta Hamburga,
z którym występował
Konstanty Ordon, poka­
zuje zdjęcie z orygina­
łu " datowanego zresz­
tą tego samego dnia, 19
lipca 1832 r. co podanie
młodszego brata, Józefa.
I tu petent na odwrocie
potwierdzał odręczną no-
tatką: ,
Uwolnienie od Woyska
pod Nro 68 odebrałem
Konstanty Ordon. Te
skromniutkie dwa wier­
sze pisma ostro zaciętym
piórem dowodzą niezbi­
cie, że był w posiadaniu
nadzwyczaj cennego do­
kumentu, umożliwiające­
go mu pozbycie się oba­
wy o skierowanie w cał­
kiem inne strony, bardzo
na wschód odległe i od
rodzinnego miasta i od
wymienionego w podaniu
o paszport celu podróży.
Z wielkim na pewno tru­
dem przychodzfło podporucz­
nikowi ł-ej baterii artylerii
lekkokonnej, mianowanemu
w tym stopniu 13 czerwca
1831 roku' i po bitwie 0-
strOłęckiej ozdobionemu
krzyżem Virtuti Militari, wy­
znawać .. najgłębsze uszano­
wanie" dla carskiego ober­
szpicla. hrabiego Willa. Prze­
cież nie komu innemu, tylkO
Konstantemu Ordonowi wła­
śnie, swemu zaufanemu pod­
komendnemu. niespełna rok
przedtem, na krótko przed
szturmem na Czyste którym
mi.ał. się. zacząć de�ydUjący
dZlen bItwy o Warszawę,
s·am Bem, dowódca całej
broniącej miasta artylerii,
polecał:.. gdyby reduty o­
bronić nie można było... ma­
g�zYn wysadzić, by się amu­
n�cje w ręce nieprzyjaciela
me dostały ...
Nie mniej bolesna musiała
być własnowolna degrada­
cja w formularzu ("były żoł­
nierz"!), dokonana chyba dla
zatajenia przed władzami na
pewno uczciwie zapracowa­
nego w boju stopnia oficer­
skiego. Miał jednak do tego
uzasadnione obawami powo­
�Y: Wprawdzie, o czym
swladczą dokumenty' wśród
rannych w dniach 6 i 7
wrzesnia żołnierzy-artyle­
rzystów rozsianYCh w laza­
retach. ulokowanych po róż­
nych punktach miasta, było
bardzo niewielu, mimo to
mogli być międZy nimi tacy
którym wiadomo było do�
kła�nie kto dowodzU art y­
len.ą reduty Sł, a może i to,
jaki rozkaz otrzymał Od do­
wódcy i co z tego wynikło.
Bardzo trudno, a może
w ogÓle niesDosób ustalić
w którym z licznych, zor-
ganizowanych ad hoc
wojennych lazaretów
warszawskich leczył Or­
don opaloną przez eks­
plozję magazynu procho­
wego twarz i ręce. Oprócz
Szpitala Głównego w U­
jazdowie było ich bardzo
wiele - i w koszarach
Aleksandryjskich, i ko­
szarach "Kyrysyerskich",
Saperskich, Sierakow­
skich, Ułańskich, Huzar­
skich, Gwardii Koronnej,
był lazaret w gmachu
Szkoły Aplikacyjnej, ale
także i w licznych więk­
szych domach właścicieli
prywatnych, jak w domu
Jasińskiego przy ul. No­
wy Swiat 1288, szpital na
Ordynackiem ... w kwate-
rze Miodowa 491", za
Żelazną Bramą, w domu
Krzemińskiego przy No­
wym Swiecie 1735, w pa­
łacu Branickich. Wszę­
dzie leżeli i umierali po­
społu z ran wojskowi
polscy i rosyjscy, a
wśród tych ostatnich spo­
ro Polaków z tzw. ziem
zabranych, służących np.
w pułku nieświeskim czy
łuckim. Działający ciągle
jeszcze Wydział Ruchu
Kommissyi Rządowey Wo­
yny przez szereg miesięcy
pracowicie ujmował ich
w "Akta zmarłych woy­
skowych" .r
Powracających do zdro­
wia lub szukających po
klęsce armii i kapitula­
cji oparcia w okupowa­
nej Warszawie wpisywa­
no w .. Protokóły Office­
rów i Urzędników byłego
Woyska Polskiego mel­
duiących się za rękoy­
mią"".
W grubym, po wierzchu
nadpalonym i poprze­
strzelanym w innej tra­
gedii warszawskiej po­
szycie tych protokółów
na karcie 15 pod pozycją
15 można odczytać:
.. Ordon Konstanty - Pod­
officer z ... Konney Gward ...
nik w teyże ... Ulica Freta - ...
i przysięgę ma zło... których
formalniości dl... • .. Zdrowia
uzupełnić niemo... Rękoymią
oycrec ma zło! ... ·, Ił.
a poniżej nazwiska
wyblakłym czerwonym
atramentem: "nie wyko­
nał przysięgi" ..•
Według najblitszej chrono­
logicznie daty 23 maja (1832
roku), występującej o parę
kart dalej. można się tylko
domyślać, że zapis ten po­
chodzi z dni nieco wcześ­
niejszych. Nie ulega jednak­
że wątpliwości, iż nadzwy­
czaj przykrej dla siebie for­
malności ponowienia przy­
sięgi na wierność monarsze,
którego .. mocy Warszawa
Jedna się urągała" cudem
ocalały artylerzysta tak czy
owak musiał dokonać.
Na razie, w drobnej
chyba mierze, bronił go
stan zdrowia, ale i on o­
statecznie, bodaj że w
pażdzierniku 1832 r., zna­
lazł się na listach tych,
których do tego zmuszo­
no. Na stronicy nr (oryg.)
254 bardzo długiej listy
w zapisie prowadzonym,
jak zresztą cały ten do­
kument, w języku fran­
cuskim znalazł się w gru­
pie objętej nagłówkiem:
Batterie de position
d'Artillerie a cheval de
la Gardetl•
.. Ordon Constantin idem II)
Nomme le 13 Juin 1831 Sous-I
lieutenant dans la ł me Bat­
terie d'ArWlerte legl!re li
cheval
Na marginesie dopisek:
.. est demeure li l'hopital
de Varsovie etant malade"
A więc, mimo wyraźnie
stwierdzonej choroby,
formalności musiało stać
się zadość. Wtedy jednak
podporucznik Konstanty
Ordon z 4-ej baterii arty­
lerii lekkokonnej był już
chyba pewien, że przysię­
ga ta nie będzie go długo
wiązała i przedstawia
rzeczywiście tylko czczą
formalność. Kto wie, czy
istotnie nie otwierała no­
wego rozdziału jego dłu­
giego życia?
Odpowiednio wcześniej
została bez wątpienia po­
wzięta decyzja co do tego
jak się z niej wywikłać.
Latem 1832 roku podpo-
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_07.djvu

			rucznik Ordon był już
jako tako zdolny do prze­
chadzek, przynamniej w
obrębie rodzinnego Sta­
rego Miasta.
W tym samym, nale­
żącym do zamożnego
właściciela fabryki brą­
zow, domu Fryderyka
Kriigera t", którego loka­
torami była rodzina Or­
donów, pod Nro 276 na
Freta prowadził Kancel­
Iaryą Ziemiańską Woje­
wództwa Mazowieckiego
rejent Gabriel Wincenty
Połczyński t., stary prak­
tyk, nie lada chyba znaw­
ca praw, a przy tym bo­
daj że przyjaciel jeśli nie
domu Ordonów, to Kru­
gera. Jemu to zapewne
można przypisać jeżeli
nie sam pomysł, to przy­
najmniej wskazówki, jak
należy ratować dwu mło­
dych ludzi od grożącego
im wcielenia w szeregi
wojsk carskich. Obaj, po
prostu, powinni się wy­
legitymować, iż są pose­
serami. Właściciele nie­
ruchomości bowiem nie
podlegali konskrypcji.
Już w kwietniu 1832
roku t7 upatrzył poczciwy
"regent" niejakiego Ta­
deusza' Latoszyńskiego,
obywatela przy ulicy Za­
kroczymskiej Nro 1831
(numerus omen!) za­
mieszkałego, który skłon­
ny był sprzedać swoją
stareńką kamieniczkę z
przynależnościami, jesz­
cze po sławetnych Gau­
tierach, na gruncie emfi­
teutycznym miasta War­
szawy sub Nro 305 przy
ulicy Ślepej stojącą. U­
miejętnie pokierowana
sprawa (powinny były
przecież zostać ślady u­
rzędowe!) skończyła się
18 IV 1832 odstąpieniem
reflektanta, Szymona Te­
leszyńskiego, od transak­
cji.
A bracia Ordonowie?
Mogli teraz obaj kolejno,
prawie na raz, przesunąć
się jako klienci przez
Kancellaryą Hypoteczną
przed Rejentem Toma­
szem Rudnickim. I rze­
czywiście, 17 maja 1832
roku t. "osobiście stawili
się jako komparenci W.
Stanisław Piekarski, O­
bywatel tuteyszy przy
ulicy N owo mieyskiey
pod Nm 165 w Domu wła­
snym zamieszkały i Kon­
stanty Ordon ... ", 18 maja
1832 r. zaś Tadeusz Lato­
szyński, obywatel L. Jó­
zef Ordon,
Pierwszy z braci "we­
dle 'kontraktu kupna i
przedaży" wchodził w
posiadanie kamienicy Nr
164 przy ul. Nowomiej­
skiej "za summę szacun­
kową złłp 18000", drugi na
mocy kontraktu kupna i
przedaży kamienicy nr
305 przy ul. Ślepej
.. za summę szacunkową
zUp 20,000... w monecie
srebrney, grubey ... " Po­
wątpiewać by roaczej mo­
żna, czy obaj młodzi lu­
dzie byli tak posażni z
domu rOdzicielskiego, by
WYdatek pokażnej bądż
Co bądź kwoty stanowił
bagatelkę. Faktem jest,
że 3 lipca 1832 r. Józef
wobec tegoż rejenta ze­
znawał, "iż na własne
SWe potrzeby pożyczył od
� :' /ę -r- /f1.l �
.At:' ,�------
,..,L ".... .
=---.:.:._-----.:._- --- -
Te aokumentu dotyczące Konst.antego Ordona znajdują się w Archiwum GI6wnym Ak.t DawnI/ch w Warszawie.
Fot. J. Sielski
I
I�
,I
i'
Wo Onufrego Fontany
byłego pułkownika Sum­
mę Kapitalną złotych
polskich siedem tysięcy",
obowiązując się "takową
niezawodnie i pod rygo­
rem Exekucyi... za rok
ieden... bez procentu ...
oddać i wyliczyć".
.Tako "posesor" miał i swe
kłopoty Konstanty, który
5 VII 1832 r. spłacał 5 '100 złp
Feliksowi Olszewskiemu, Ad­
ministratorowi Dochodów
Skarbowych i Kontrollerowi
Handlu miasta Nowego Dwo­
ru. kwotę hipotekowaną na
jego nieruchomości. Warun­
ki umów i transakcji hipo­
tecznych były jednak dogod­
ne. a najważniejszy kłopot
mieli poza sobą. Teraz już,
jako posesorowte, mogli
składać swe podania o zagra­
niczne paszporty (obaj 19
linca 1832 roku!) dła dokoń­
czenia jakowychś familij­
nych interesów. Nadawszy
sprawie swego wyjazdu
bieg odpowiedni przedsta­
wionym tutaj sposobem 0-
czekiwali już tylko na jej
normalny biurokratyczny
rozwój. Musieli jednakże
chyba być pewni wyniku
starań. skoro ich nowo na­
byte domy tak szybko prze­
szły w ręce swych... poprzed­
nich· właścicieli. Konstanty
rozstawał się ze swoim za
20 000 zjp 1'1 sierpnia 1832 r.,
.Józef - 22 sierpnia 1832 r.
za 22 000 złp.
Były jeszcze pewne
trudności z paszportem
Józefa, któremu jak gło­
si "dokładnaja zapiska"
z 8 września (st. st.) 1832,
zachowana w formie kon­
ceptu, odmówiono go za
to, że służył ... jako szere­
gowy. Sprawę rozstrzyg­
nął jednak definitywnie
sam namiestnik - gene­
rał feldmarszałek, książę
warszawski, hrabia Pas­
kiewicz Erywański, na
pięknym litografowanym
blankieciel!l swej kance­
larii zezwalający pod da­
tą 11/23 września 1832 r.
generałowi WiU na u­
dzielenie paszportu z u­
wagą o konieczności u­
wiadomienia o tym wice­
prezydenta miasta, co do
skutku nie doszło. Za ile
- nie wiadomo... Pewne
natomiast jest jedno: U­
rząd Municypalny Miasta
Stołecznego Warszawy 19
lipca' 1833 roku podpisem
Naczelnika Wydziału Pa­
szkowskiego oba paszpor­
ty zatwierdził. Dokładnie
o cztery miesiące wcześ­
niej porucznik Józef Za­
liwski z garstką straceń­
ców wkraczał w granice
Królestwa w nadziei
wskrzeszenia powstania ...
Kiedy zaś opuścili o­
statecznie dom rodzinny
warszawscy Kastor i Pol­
luks ustalić nie można.
Niewątpliwie wyjazd na­
stąpił w pośpiechu i bez
rozgłosu, choć nie pota­
jemnie.
Nie ma dziś na Nowo­
miejskiej śladu po domu,
który będąc jego wła­
snością przez okrągło trzy
miesiące ocalił Konstan­
tego Ordona z rąk Kom­
misiji Zacjongowoj tO i
drogi na Sybir lub "linię
kaukaską". Z miejsca,
gdzie stał, poprzez zre­
konstruowane mury wa­
rowne rozciąga się roz­
legły widok na Wisłę i
świeżo odbudowaną na
Mostowej Prochownię, w
jego czasach surowe wię­
zienie, postroach warszaw­
skiego plebsu. Po ulicy
Ślepej z jej emfiteutycz­
nymi gruntami, na któ­
rych stała po-Gautierow­
ska kamieniczka pana
Latoszyńskiego, krótko­
trwała własność Józefa,
nawet i naj mniejsze śla-
dy się nie ostały. Próżno
by także szukać kamieni­
cy fabrykanta brązów
Kriigera, w której wraz
z rodzicami obaj młodzi
Ordonowie przeżywali
swe ciężkie trwogi. Stoi
tu Barbakan.
Kto wie jednak, czy per
analogiam do inicjatywy
Stefana Godlewskiego,
namiętnego wielbiciela
bohaterów "Lalki", nie
dałoby się wykroić choć
małego kawałka kamie­
nia upamiętniającego
miejsce, z którego wyru­
szył w daleki świat czło­
wiek, co by się dał za
swe rodzinne miasto w
powietrze wysadzić ...
P.S. Serdeczne podziękowa­
nia winien jestem Pani dr
Wandzie Maciejewskiej z Ar­
chiwum Głównego Akt Daw­
nych za łaskawe zezwolenie
mi na wykorzystanie cyto­
wanych tu źródeł, a Państwu
Mgr .Janinie Zaborowskiej i
Dr Mieczysławowi Ch6jnac­
kiemu wielką wdzięczność za
Ich nieocenione przyjaciel­
skie porady, wskazówki, wy­
jaśnienia i pomoc.
Gdyby nie tak bardzo
życzliwa postawa P. Mgr Te­
resy Kowałskiej i P. Adama
Słomczyńskiego w Woje­
wódzkim Archiwum Pań­
stwowym w Warszawie przy­
czvnkowi temu zabrakłoby
nader istotnych danych z do_
kumentów hipotecznych.
t Wielka Encyklopedia Ilu­
strowana, seria II, t. V, s.
509-510: Ordon Julian
Konstanty; Ilustrowana
EncyklOPedIa Trzaski, E­
verta i Michalskiego, t.
III, s. 989: Ordon .Juliusz
Konstanty;
Bezpodstawnie podawano
także, iż nazwisko jego
figuruje w Rocznikach
WojSkOWYCh Królestwa
Polskiego, co było niemoż­
liwe, ponieważ rejestro­
wały one jedynie wojSkO­
wych posiadających stop­
nie oficerskie do 1830 r.,
a Ordon został oficerem
dopiero w czasie wojny
1830/31 r. .
2 Sandler Samuel, Reduta
Ordona w życiu i poezji.,
Warszawa 1956 s. 94-95.
• podkreślenia - S. R.
• dotyczy to braci Konstan­
tego i .Józefa, który ofi­
cerem nie był.
• oryginalny tekst (druko­
wany): DELO PO GRA Z­
DANSKOMU OTDELENI­
.JU (STOL PASZPORT­
NYJ) LITER: O. O.;
opis odręczny: Po prosze­
niju Warszawskich Pc­
mieszczikow .Josifa i Kon­
stantina Ordonow o wy­
dacze im pasportow na
sledowanije w Gorod
Gamburg (AGAD).
• karta l;
7 karta '1
• AGAD - Komisja Rządo­
wa Wojny
• Akta KomisjI Rządowej
Wojny (nr Inw, 4'19), Sek­
cya l-a, Liste nominative
des officiers generaux su­
perleurs et subalternes
ainsi que des roncttonat­
res emplóies mUitaires
de l'armee polonaise en
actrvtte de service il Pepo­
que du 29 novembre 1830
qui ont de nouveau prete
serment de fidelite il M-te
l'Empereur et Roi et rem­
plis les formalites pres­
crites.
tO informacje powyższe z
"Akt zmarłych wojsko­
wych w ctągu ich służby
- od 11 września 1831 r."
(AGAD, nr inw. 324), pas­
sim
tł AGAD, nr inw. 4'17
12 prawa krawędź pionowa
karty mocno zdefektowa-
na spalona;
t3 AGAD, nr inw. 4'19, karta
119 veno (oryg. pag. 254)
Ił W poprzedniej pozycji:
Szadurski Leon, Sous Ol­
ficier
t5 Taryffa miasta Warszawy,
1832, s. 4
to Księga wieczysta kamieni­
cy nr 305, ul. Slepa, s. 21
(WAP, 242)
t7 ksi�ga wieczysta kamieni­
cy nr 305, ul. Slepa
'8 księga wieczysta kamieni­
cy nr 164, ul. NowomiejSka
(WAP, 130)
.. karta 8
.., taka nazwa występuje w
aktach w transkrypcji ro­
syjSkiej.
�
l
!
II
I
I
�
.1
"
I[i
7
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_08-0009.djvu

			j
TEOFIL SVGA
PERSJA - POLSliA
I
1\
Malownicza Persja, jej historia, cywI­
lizacja i literatura - pobudzaly wyob­
raźnię Polaków rozmiłowanych w Orien­
cie skoro jut w pierwszej ćwiercł sie­
demnastego wieku Samuel Otwlnowski,
nasz agent dypłomatyczny w Stambule,
przeklada na język polski "Ogród róta­
ny" Saadiego, jedno z na;wlększych er­
cydziel poezji perskiej, wyprzedzajqc
najdawniejsze tłumaczenia francuskie
i niemieckie. Później Saadł miał zdekla­
rowanych wielbicieli w osobach A. K.
C:artoryskiego, Godebskiego, Bończy­
Tomaszewskiego I, przede wszystkim,
Jana PotOCkiego, znakomitego podrótnl­
ka i orientalisty, poszukujqcego w kra­
jach Wschodu rękopisu "Tyslqca i jednej
nocy", dzieła przenikniętego wpływami
perskimi.
PotOcki, autor głoJnego "Rękopisu
znalezionego w saragossie", rozmiłował
się był w Saadim, który .- jak pisał -'
zawsze był jego ulubionym filozofem i
którego naśladował w swych opowieś­
ciach wschodnich.
Więcej! Czwarta księga "DZiejÓW"
Herodota rozpoczyna się od opisu wy­
prawy Dariusza, który po zajęciu Ba­
bilonu wyruszył przecłw Scytom. Lek­
tura tej księgi natchnęła Potockiego ro­
mantycznym pomysłem: z tekstem He­
rodota w ręku sporzqdza mianowicie
mapę trasy pochodu Dariusza. przenosi
na niq - jak zapisał był w swym dzien­
niku pod dniem 23 października 1797
roku - "całq czwartq księgę Herodota
po grecku i po francusku". Wszystkl�
odleglości I granice wykazały "zgodnośc
nie tylko wzajemnq, ale również w sto­
sunku do trasy pOChodu Dariusza I szla­
ku karawan zBorystenu".
Zresztq przykładóW polskich zaintere­
sowań Persjq jest wiele. Choćby Mic­
kiewicz, który studiuje języki wschod­
nie, ciekawi go twórczość innego poety
per�kiego - Hafiza, a z czasem jeden
z jlego wwrszy ukaże się w pierwszym
polskim wydaniu "Sonetów" w perskim
przekładzie Mirzy Dżafara Ibn Altmer­
dana Bega.
O tym to kraju opowiada nam w spo­
sób barwny I ciekawy KAZIMIERZ SI­
DOR w kslqżce "BOGOWIE, MAGOWIE
I NAFTA" (MON'. W jasnym i rzeczo­
wym wykładzie .<: pogranicza historU
ł szkicu literacko-obyczajOWego konfron­
tuje autor legendę z rzeczywistośclq,
wprowadza nas w świat sztuki I literatu­
ry Persji, jej wierzeń I jej religII, jej
cywilizacji I jej dziejÓW.
Ta pasjonujqca lektura wprowadza
czytelnika w podziW ponieważ w ksiqt­
ce o niespełna 400 stronach umIał Sldor
podać tak wiele cennych infarmacjl z
rótnych dziedzin narodowego życia Ira­
nu. Rozkochany w Persji ("TWierdzę, te
nigdzie nie ma tak pięknego nieba, jak
w Iranie'" skomponował dzieło, które
nie tracqc nic ze swej kompozycyjnej
zwartości ł literackiej wartości - jest
prawdziwq encyklopedlq wiedzy o tym
kraju.
Na uwagę zasługuje takte prześledze­
nie stosunków polsko-perskich w zakre­
sie motUwie szerokim. Bo choćby spra­
wa stosunków dyplomatycznych. Szach
Abbas l próbuje je nawiqzać jut w
końcu szesnastego wieku. N. B. szach
ten przyjmujqc ambasadorów, wkładał
strój polski ł w tym w.łaśnle stroju po­
kazuje go jedyny znany portret. Natu­
ralnie stosunki te podtrzymuje krół
zygmunt Waza, wysyłajqc do szacha z
mlsjq Setera Abratowicza. Odtqd komu­
nikacje międZy PoIskq I Persjq sq co­
raz częstsze: za Władysława Wazy i Jana
Sobieskiego (za Sobieskiego odprawiono
aż jedenaście poselstw'.
Do tych relacji dodać nalety, te do
Warszawy przybył jeszcze w roku 1807
nadzwyczajny poseł króla perskiego
Mirza Mehamed Rlza Chan. Zamieszkał
"na podwalu w pałacu, który od ulicy
Miodowe;, czyli jak jq wówczas zwa,!?
ulicy Napoleona, w filary jest ubrany .
Było to jednak poselstwo do Napoleona.
Sam zaś pobyt tego posła upamiętniony
jest w pamiętnikach Leona Dembow­
sklego .ł Karoliny Nakwaskie;.
A Sodoma I Gomora, wieta Babel,
grób biblijnego Daniela, legendy o cu­
dach Mahometa, twórczość I tycie Oma­
ra I Firdausiego, wspólczesna sytuacja
polityczna lranul' Wszystko to znajdzie
czytelnik w opowieści o bogach I ma­
gach - bogatej w treści, świetne; w for­
mie.
8
•
"
\
•
-, ,
-
,. ...
."..
- -
•
. . IJI/ti"
Scenka z pOWiśla - tu twórcy filmu �tarajq się wiernie odtuJorzyć folklor i obyczaje miejskiej bIedoty z epok ...
"LALKA" NA EKRANIE
"Jest dla mnie "LALKA"
sumą wnikliWYCh Obserwacji
czterdziestoletniego pisarza,
który z perspektywy swych
życiowych doświadczeń, z po­
zycji wytrawnego reportera
- kronikarza Warszawy, kre­
śli drobiazgowy lecz jedno­
cześnie pełen oddechu i per­
spektywy obraz swego miasta.
To jednocześnie jakby obraz
kraju w latach 'lO-tych ub,
wieku. I portrety Polaków ...
Przed realizatorami LALKI
staje więc zadanie znalezienia
ekwiwalentu dla eptckie] for­
mv powieści ... "
Tak mówił Wojciech J.
Has latem br., kiedy przygo­
towywał prodUkcję kolejnego
"giganta" polskiej kinemato­
grafii, jakim będzie rozpoczęta
niedawno ekranizacja prusow­
skiej "Lalki". Dziś prace nad
filmem, kręconym kosztem
ok. 35 milionów zł I w ateller
aż dwu wytwórni filmowych­
łódzkiej i wroclawsklej - są
daleko zaawansowane.
... Tłum na Krakowskim
Przedmieściu. Mały placyk
kolo skweru Mickiewicza za­
stawiony sprzętem, mecha­
nicy dłubią przy reflektorach.
Powstaje jedna z początko­
wych scen filmu: kwesta
wielkanocna w kościele Kar­
melitów. Beata Tyszklewi.cz w
stylowej sukni i Mariusz
Dmochowski w jasnym cylin­
drze. Spotkanie Izabeli z Wo­
kulskim w kościelnej kruch­
cie, stos złotych rubli na kwe­
starskim stoliku ...
"Wokulski jest przewodnią
postacią filmu w jeszcze więk­
szym stopniu niż w powieści"
- mówi Has. - .. To gigantycZ­
na i bardzo trudna rola. Jej
odtwórca musi scalić niesły­
chaną .mnogość informacji,
opiniJ i sądów o Wokulskim,
często sprzecznych, rozsia­
nych przez Prusa na kartach
calej powieści. Pragnę poka­
zać człowieka pełnego zapału,
energii, ożywionego wolą czy­
nu, który bezskutecznie usl-
Scena kwesty w koJctele Karmelitów w Warszawie.
. �ltbieta Starostecka, jako Klementyna, przyszla żona barona
lalskiego.
\.
\
_ ....
'.
...
....
�.
\
r
�
..
�) ,.
..
4
o'
.
'.
,..;:
t
Mariusz Dmochowski w roli Wokulskiego.
łuje przełamać hariery kon­
wenansu i zwykłej zawiści".
.. LALKA" powstaje w Zes­
pole Realizatorów Filmowych
"Kamera". Pan Rys2ard
Straszewski, kierownik pro­
dUkcji, nadzoruje właśnie
wykańczanie ogromnych deko­
racji zaprojektowanYch przez
Lidię i Jerzego Skarżyńskich.
W ich skład wchodzą m. in.
duże fragmenty zabudowy sta­
rej Warszawy, wykonywane
ściśle według dokumentacji
dostarczonej przez pracownię
Konserwacji Zabytków. We
wroclawsklej dzielnicy parko-
wej Krzyki, opodal wytwórni,
'lotanął m. In. fragment Kra­
kowskiego Przedmieścia z ma­
kietą kościoła Sw. Krzyża,
sąsiednimi kamienicami - o­
czywiście i tą gdzie Sklep
"Jan Mincel i Stanisław Wo­
kulski" - pomnikiem Koper­
nika I statuą Chrystusa, oba
z patynowanego gipsu 1 ory­
ginalnYCh rozmiarów.
Zdumiony Czytelnik może
zapytać: a na cóż ten trud i
koszty? }:>rzecież ten fragment
Warszawy nie zmienił sięo od
80 lat!
Pomyślmy jednak o trudzie
..
-
\
Zdjecia: TADEUSZ BIERN ACKI
likwidowania szyldów i napi­
sów, przerabiania wystaw, u­
suwania kiosków, anten tele­
wizyjnYCh, przeWOdów elek­
trycznYCh, przeróbce oświetle­
nia - a zresztą w jaki spo­
sób przywrócić XIX-wieczną
kostkę brukową w miejsce
XX-wiecznego asfaltu? I kto
odważy się zatrzymać rus na
wiele dni Zdjęciowych? Więc
lepiej zawierzmy talentowi
dekoratorów l magicznym
właściwoścIom filmowej ka­
mery.
I
!I
,
I
I
OSKAR SOBAt'! SKI
Radziejowlce, SWldry Wiel­
kie, Czerwińsk, kościół Kar­
melitów w Warszawie, to miej­
sca, w których dotychczas krę­
cono ujęcia filmowe do ekra­
nizacji "Lalki" Bolesława
Prusa. W Radziejowlcach pod
Warszawą utrwalono na ta­
śmie sceny rozgrYwające się
w Zaslawku, m. in. przyjazd
Izabeli �ckiej do dworu pre­
zesowej. Swidry Wielkie I
Czerwińsk były miejscem krę­
cenia scen folklorystycznych.
Obecny reżyser filmu Woj­
ciech Has kręci zdjęcia ate-
l1erowe w wytwórni łódZkiej.
Potrwają one do 15 grUdnia
br. Następnie ekipa filmowa
przeniesie się do Wrocławia.
W "Lalce" wystąpi 78 akto­
rów w rolach pierwszoplano­
wych, ponadto przewidzianych
jest 5'15 epizodów aktorskich.
Główne role w tym filmie
grają: Beata Tyszklewicz (Iza­
bela), Mariusz Dmochowski
(WOkulski), Jadwiga Gall
(prezesowa), Kalina Jędrusik
(Wąsowska), Andrzej Lapicki
(Starski) I Jan Makulski
(OchOcki). Operatorem fllmu
jest Stefan Matyjaszklewicz.
Muzykę skomponuje KrzysztOf
Penderecki. Do chwili obecnej
uszyto już ponad 500 kostiumów
wartości okolo 600 000 złotych.
Pozostało jeszcze do wykona­
nia 120 sukien. Wszystkie ko­
stiumy i suknie szyje COPIA.
Zakończenie prac przy reali­
zacji filmu przewidziane jest
wiosną prZYSZłego roku, a
premiera odbędzie się za rok.
Film na ekranie trwać będzie
2,5 godziny. "Lalka" zostanie
sfilmowana na szerokim ekra­
nie, na taśmie barwnej "east­
mancolOr" • (Wś.)
"
!,I
l'
=1
'II
,
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_10.djvu

			ECHA UROCZYSTOŚCI
50-LECIA REWOLUCJI
W Domu Literatury
przy Krakowskim
Przedmieściu 87}89 od­
był się uroczysty Wie­
czór Poezji Radzieckiej,
zorganizowany przez
Związek Literatów Pol­
sktch, Zagaił Jarosław
Iwaszkiewicz, wiersze
recytowali Ryszarda
Hanin, Zofia Mrozow­
ska, Czesław Wołłejko
i Zbigniew zapasiewicz.
W Sali Lelewelow­
skiej Instytutu Histo­
rii PAN odbyło się ple­
narne zebranie poświę­
cone udziałowi Pola­
ków w rewolucji Paź­
dziernikowej. Zagaje­
nie wygłosili dr Alek­
sander KOChański i
min. Wincenty Jastrzę­
bOwski.
Staraniem Wydziału
Kultury Prezydium St.
R.N. oraz Zarządu sto­
łecznego TPPR odbył
się w Sali Kongresowej
PKiN uroczysty kon­
cert uczniów warszaw­
skich szkół artystycz­
nych (orkiestra, chór,
soliści, balet). Dyrygo­
wali Feliks Rybicki i
Romuald Miazga.
WYSTAWA
ISIĄZII IAOZIECIIEI
Stołeczne Przedsię-
biorstwo "Dom Książ­
ki" zorganizowało dla
uczczenia 50-lecia Re­
wolucji PaździernikO­
wej wystawę-sprzedaż
książki radzieckiej, na
której zgromadzono 0-
koł,.. tysiąca tytułów z
roznych dziedzin litera­
tury w języku oryginal­
nym. Uroczystego ot­
warcia dokonał dyrek­
tor generalny Minister­
stwa Kultury i Sztuki
St. W. Balicki, wśród
zaproszonych gości o­
becni byli przedstawi­
ciele Ambasay ZSRR,
Domu Kultury Radziec­
kiej w Warszawie, KW
PZPR, zarządu Głów­
nego związkU z,aw.
Pracowników Książki,
Prasy i Radia, Centrali
Księgarstwa "Dom
Książki", Stołecznej
Rady Narodowej oraz
licznie zebrani wydaw­
cy i księgarze. W trak­
cie uroczystości dyrek­
tor Stołecznego przed­
siębiorstwa "Dom Ksll'jż­
ki" mgr Tadeusz Zwan
odczytał tekst telegra­
mu wysłanego do księ­
garzy MoskWY.
WARSZAWSIl OOOZIAŁ
TOWARnSTWA
SZPITALliCTWA
Po raz pierwszy w
długoletnich dziejach
Towarzystwa Szpital-
nictwa polskiego został
zawiązany Oddział War­
szawski. W tym mie­
siącu n·a specjalnym
posiedzeniu ukonstytuo­
wał się 5-osobowy za­
rząd, którego przewod­
nictwo objął doc. dr J.
Nowkuński ordynator
szpitala Ginekologicz­
no-j=ojożmczego przy
ul. Madalińskiego. Na
zastępców wybrano dy­
rektora szpitala Wol­
skiego dr Z. Hermana
i byłego kierownika
stołecznego Wydziału
Zdrowia dr A. Gostyń­
ską. Oddział liczy już
50 członków i z każdym
dniem przybywa zgło­
szeń. Warto zaznaczyć,
że członkami Towa­
rzystwa są nie tylko
lekarze lecz i architek­
ci oraz pracownicy ad­
ministracji. Bowiem
głównym zadaniem tej
organizacji jest nie tyl­
ko wymiana najnow­
szych osiągnięć nauko­
wych ale i innych doś­
wiadczeń związarrych z
organizacją szpitali.
Między innymi w tym
celu kolejne posiedze­
nie Oddziału Warszaw­
skiego Towarzystwa od­
będzie się na terenie
Krakowa w jednym z
szpitali pediatrycznych.
(u)
SKRnOLATY EKSPERT
�
.=
-
-
ł	
			

/stolica1967_nr_48_26.11_s_11.djvu

			lASZ KALEIIDARZ
12 Dzień Wojska Pol-
skiego uczczono
w stolicy uroczystą Od­
prawą wart przpd Gro­
hem Nieznanego Zoł­
nierza i salutem !4
salw artyleryjskich.
13 Z lotniska na o-
kęciu udała się z
rewizytą do Kanady
delegacja SPjmu PRl. z
marszałkiem C. Wyce­
chenl na czele.
15 W związku ze 118
rocznicą śmierci
Fryderyka Chopina To­
warzystwo imienia kom­
pozyt<>ra zorganfzowajo
uroczystości poświęco­
ne jego pamięci; m. in.
otwarto W zamku
Ostrogskich dwie wy­
stawy chopinowskie, a
z recitalem muzycznym
Wystąpił laureat V Mię­
dzynarodowego Kon­
kursu Chopinowskiego
Bernard Ringeissen.
16 W setną rocznicę
urOdzin Marii
Skłodowskiej-Curie od­
była się uroczysta aka­
demia w Teatrze Wiel­
kim; w staromiejskim
domu przy ul. Freta 16
- W kt6rym urodziła
się wielka uczona
otwarte zostało muzeum
jej imienia.
Zakończenie dwu-
dniowYCh obrad V kra­
jowego zjazdu Ligi
Obrony Kraju, połączo­
negO z wyborem naczel­
nych władz (prezeSem
ZG wybrano ponownie
gen. dyw. Franciszka
Księ:larczyka.
11 W sali kolumno­
wej Pałacu Na­
miestnikowskiel:o roz­
poczęło się ł-dniowe
międzynarodowe sym­
{lOZjum naukowe po­
swięcone perspekty­
wom fizyki jądrowej i
chemii jądrowej. w kt6-
ryn\ uczestniczy około
121 zagraniczn)'ch i pol­
Skich naukowc6w (m,in,
8 laurt'at6w nagrody
Nobla).
18 Uroczysta inaugu­
racja roku kultu­
ralno oświatowPl:o
ZI\I\\', z udziałem wice­
ministra kultury i Sztu­
ki Z. Garsteckiego oraz
PrLPdstawicieU ,,","dzia­
lu kultury KC PŻPR i
NK ZSl... ,
Zakończenie obrad
lIliędzl'narodowego ,"pot­
kania dz.ipnnikarLY na 11-
kow!\,ch (60 pr7.pdsta"i­
cieli z l' krajowI.
Jak wiadomo, najklopot­
Uwszym manewrem dla lcie­
rowcy jest sl(ręt w lewo,
sz('zególnie W dużym mies­
ci", szczegolnle na ruchli­
wym skrzytowaniu, s::cze­
gólnie dla malo wprawnego
kierowcy z zielonym liściem,
Znam talach, Idórzy jadąc
Marszalkowskq od pla.cu
Komtytucji I projel(tując
Skręt woleJe JerozolimsIcIe,
w kierunku dworca - odda­
jq pole wa1lwwerem. Zna­
('zy to, te jadą dalej Mar­
szalkowskq, skręcają w
prawo W Slenktewlcza, .Jasną
i dopchawszy się kolo Cede­
tu w aleje JerozolimskIe
Skręcają W nie w prawo i
dOPiero wtedy udają się w
Ulul'ionym kierunku.
Mf'toe/.{ pętelki.
Literatura - Polityka - Historia
MAIGEWITTER
Pułkownik Stanisław Glinka jest
warszawtaktem 00 dobrych kilkuna­
stu lat. Przełomowe lata jego życio­
rysu zwtązane są jednak nie ze sto­
licą, lecz ze ścteżkamt leśnymi i pol­
nymi Lubelszczyzny, które przemie­
rzał W swych partyzanCkich czasach.
Po latach doświadczenia tego okre­
su owocowały książką· - wyróżnio­
ną wśrod tegorocznych nagród mini­
stra Obrony Narodowej.
Nazwisko i pseudonim Stanisława
Glinki - .. Wrzosa" znajdujemy na
kartach wielu publikacji dotyczą­
cych lubelskiej partyzantki, m. in.
w "Barwach walki" Mieczysława
Moczara. Owczesny dowodca obwodu
AL płk .. Mietek" pojawia się z kolei
jako jedna z drugoplanowych (W
sensie formalno-literackim, lecz ja­
ko czołowa w sensie merytorycznym)
postaci powieści swego byłego pod­
władnego.
Powieści? Jeśli rzecz r()zpatrywac z
punktu widzenia klaSYfikacji gatun­
ków literackich, jest to niewątpliwie
powieść. Opisane w niej wydarzenia
dają się jednak bardzo ściśle umiej­
scowić w konkretnej rzeczywistości
historycznej. Bohaterowie - party­
zanci l dowództwo ob .... odu II AL _
występują bądź pod autentycznymi
pseudonimami z owego czasu, bądź
są stosunkowo latwo rozpoznawatnt
(nawet mało zorientowany czytelnik
z łatwością odnajdzie na zachowa­
nych dokumentalnych zdjęciach i
hiszpańską bródkę marginesowo
wspomnianego .. Grzegorza" i jasny
prochowiec generała przybyłego na
inspekcję z Warszawy ... ). O wiernie i
z polotem opisanej przez Glinkę bi-
twie pod Rąblowem (14 maja 19-1-1 r.)
przeczytać można w niejednym o­
pracowaniu stnicte historycznym, a i
sam tytuł powieści jest dosłownym
tłumaczeniem niemieckiego· "Maige­
witter" - autentycznego krvptonr­
mu szeroko zakrojonej antyparty­
zanCkiej akcji na Lubefszczyżrue,
Można zadać sobie pytanie, dlacze­
go autor - nie tylko świadek lecz i
uczestnik tych wszystkich wydarzeń
- zdecydował się nie na bezpośred­
nie wspomnienie, lecz na niedoku­
mentalną formę powieściową? Zga­
duję. że najistotniejszą pobudką tego
wyboru była... troska o autentyzm.
Stanisław Glinka nie poprzestał bo­
wiem na zewnętrznym opisie histo­
rycznych wydarzeń, akcji i manewru
partyzanckiego zgrupowania wymy­
kającego się obławie i zadającego
wrogowi poważne straty. Pokusił się
o coś więcej - o ukazanie drobnych
i codziennych realiow wojny party­
zanckfe], o odkrycie motywacjt ide­
owej, psychologicznej, która wielo­
tysięcznej rzeszy ludzi nakazała de­
cyzj� podjęcia i prowadzenia walk.
Ambitne to założeme można było
zrealizować tylko w formie powieś­
ciowej.
"Burza majowa" jest literackim de­
biutem autora. rezultatem kiłku lat
pracy. I - jak na debiut jest
książką nieoczekiwanie dojrzałą, wy­
cyzelowaną w formie i czytelną za­
razem. a przede wszystkim bogatą
w treści. Daje pełne autentyczno
świadectwo ważkiemu epizOdowi
wojny partyzanckiej w Potsce, praw­
dziwie i wielostronnie ukazuje syl­
wetki ludzi, którzy tę wojnę prowa-
dzili. KRZYSZTOF KULlCZ
• Stanisław Glinka: Burza majo­
wa. Warszawa 1967. Wydawnictwo
MON.
PROGRAM TELEWIZJI
24 - 30 XI
10.55 Film radz. ..Cisza
na granicy". 12.40 Wi­
dowisko poetycko-mu­
zyczne wg sonetów
Szekspira. 13.05 .. Ossoli­
neum". 14.00 Mecz pił­
karski z Sofii. 15.20
Przemiany. 15.50 Dla
dzieci widowisko "Czte­
ry mile za piec" M. xo­
wnackiej. 16.30 Ludzie i
zdarzenia. 16.40 Teletur­
niej "Wielka gra" 17.45
Karty z zamierzchłej
pneszłosci. 18.110 Por­
trety - Karol Dickens.
18.30 Teatrzyk Stefanii
GrOdzieńSkiej. 20.05
Konkurs Piosenkarzy
Stud,mckich. 21.20 Film
franc ... Smi .. rc w bu­
telce".
27. Poniedziałek: 17.110
Kino Ptys. 17.15 Pro­
gram o krótkofalow­
cach. 17.50 Magazyn Po­
stępu Technicznego.
18.20 Na zdrowie. 18.40
Film .. Paryż śpiewa".
18.50 Kino Krotkich Fil,
mów. 20.05 Teatr TV
•• Poletko nad j .. ziorem"
.Józefa Lenarta. 21.�n
Próby.
28. Wtorek: 8.20 Fiłm
jugosi. ..Prometeu"z z
2ł. Piątek: 10.30 Film
radz. "Niewidomy mu­
zyk". 17.00 Miś z okien­
ka. 17.15 Klub dobrych
gospodarzy. 17.40 TV
Kurier Mazowiecki.
17.55 Sylwetki X Muzy
Andr7.ej Łapicki.
18.25 Za kierownicą.
18.55 Menuety Mozarta
z tekstem St. Groclw­
wiaka. 211.011 Be7. apela­
cji. 20.45 Teatr TV Ka­
towice .. Wrogowie'" M.
Gorkiego. 22.15 Infor­
macja kulturalna. 22.30
Od Kaukazu do Tień
Szaniu.
25. Sobota: 9.20 Film
ang. "Pod wiatr". 16.45
Uczymy się jeżdzić na
łyżwa(·h. 17.110 Turniej
szkół mechanicznych.
17.511 Opowieści lomi­
ków. 18.05 Film .. Or2eł"
18.30 Tele-Echo. 20.10
Film "La Fontaine
wiecznie żywy". 211.411
Program rozrywkowy.
22.05 Fiłm ang. ..Pod
wiatr".
2/;. Niedziela: 111.45 PKF.
Oalmacji". 17.00 Pro­
gram o książkach. 17.20
Klub pod Smokiem.
17.55 Film jugosl.
.. Tam, gdzie czas sta­
nał". 18.10 TV Kurier
Warszawski. 18.25 Publi­
cystyka kulturalna.
18.45 Program studen­
cki. 20.115 Giełda piosen­
ki. 20.35 Siedem mln
mIodych. 20.55 Film ju­
gosl. "Prometeusz z
Dalmacji". 22.30 Żerań­
ska biblioteka.
!!I. Sroda: 9.20 Film
"Swięty". 17.30 Mecz
Górnik - Dynamo. 211.05
Film .. Swięty". 211.55
Swiatowid. 21.25 PKF.
21.40 Studio 63 .. List)·
Marianny" M. Alcofera­
do.
lO. Czwartek: 17.00 E­
kran z bratkiem. 18.05
Nad Odrą i Baltykiem.
18.30 Teleturniej "Blaga
czy prawda". 19.00 Z
kamerą po świecie. 211.05
Dobry wieczór, jak mi­
nął dzień. 20.35 Film
fran('. ..Niebezpieczna
przesyłka. 22.00 Repor­
taż "W domu na Fok­
sal". 22.15 Magazyn Me­
dyczny.
l
,
�
......
'\
...
�
,.
I
"\\'
"'
jedyny ośrodek w kra­
ju dostarczający specja­
listów dla tych gałęzt
nowoczesnego przemys­
łu), Obok budynku
szkolnego wyposażone;
go m. in. w laboratoria,
salę gimnastyczną oraz
basen. na terenie oś­
rodka znajdzie się in­
ternat i budynek war­
sztatowy.
Koszty budowy w wy­
sokości ponad 6� mln
zl zostaną W eatośct po­
kryte ze środków Spo­
łecznego Funduszu Bu­
dowy Szkoł i Interna­
tów. BUdynek szkolny i
warsztaty zostaną prze­
kazane do użytku w
1969 r .• a ukończenie bu­
dowy calego obiektu
przewiduje się na rok
1975.
SZKOŁA PRZYSZŁOŚCI
Inicjatywa wyszła ze
strony Ministerstwa
Przemysłu Ciężkiego,
następnie zaintereso-
wało się nią Kurato­
rium Okręgu Warszaw­
skiego i oto 7 listopada
nastąpiło wmurowanie
aktu erekcyjnego pod
zespół szkól elektroni­
ki i automatyki na Żo­
liborzu przy zbiegu ulic
Generała Zajączka i
Mickiewic7.a (na fot.).
Zespól szkolny obejmie
zasadnicze sZkOły za­
wodowe oraz techni­
kum. Łącznie w klasacn
dziermyr-h i wieczoro­
wych dla pracującvcn
będzie zdobywa lo kwa­
lifikacje ponad 3700 0-
sob, w dziewięciu róż­
nych specjalnośctaen z
dziedziny elektroniki i
automatyki (będzie to
(o)
powodzenie wsrod pub­
Iicznosei.
- Czy ma Pani ja­
kies konkretne zamiary,
konkretne propozycje
w Warszawie?
- Najprawdopodob­
niej wezmę udział w ja­
kimś spektaklu telewi­
zyjnym (może w Tele­
Echo) zostałam takźe
zaangażowana na kilka
występów w lokalu
Beaty Artemski<'j w
.. Kużni Królewskiej".
Propozycję tę przy je­
lam z radoscią, bowiem
z Beatą przyjaźnimy si�
od lat. koresponduj,'ml'
i dawno już planowa­
łys my mój występ w
"Kuźni".
- Jak Pani ma za­
miar wypełnic swoj
czas w Polsce?
- Oby tylko starczy­
ło mi tego czasu. Mu­
szę odwiedzlc niezliczo­
ną ilość osób, a przede
wszystkim moje uko­
chane miejsca w War­
szawie, te, których za­
pewne już nie poznam
i te. które zostały ta k
dokladnie zrekonstru­
owano Jakby się nic
przez ten długi czas nie
stało. Pobyt w Warsza­
wie (jakże zresztą rzad­
kil jest dla mnie prze­
życiem nie do opisania.
'I
i
I
ZOFIA TERNE W WARSZAWIE
Zofia Terne, doskona­
ła śpiewaCZka. znana
bywalcom przedwojen­
nych teatrów i kabare­
tow. Dt'biutująca W
.. QuI pro Quo" a obC('­
nIc ocl lat dwudziestu
mieszkająca w Londy­
nie przybyła do War­
szawy. gdzie wykorzys­
tując swój turystyczny
pobyt ma zamiar wziąć
udzial w kilku koncer­
tach a także wystąpić
w tł'lewizji.
Pani Terno prawic
nic się nit, zmieniła.
Ten sam wdzięk. ta sa­
ma twarz. figura.
wszystko co tworzyło
tę niezwykle miłą at­
mosferę i przynosiło
� •.
�
�y
� ��
A MOŻE TAK
PĘTELKĄ?
Oczywiśde, trudność skrę­
tu ID lewo n4 rogu alei Je­
rozolimski('h i MarszaU(ow­
sldej wynika z nie przemy­
ślanego zarządzenia, zabra­
niajqcego skrętu w lewo na
calej Marszalkowsklej, CO
spowodownlo wlaśnie ow su­
pel na tym piekielnym rOI/u.
ale nie o to mi dzisiaj cho­
dzi. Warszawscy drogowcy
potrafią zasuplywać jeszcze
lepiej. o Iym pomollJlmll in­
nym razem. Dziś - dalej o
skręcie w lewo.
Nie tylko jednak na wy­
mienionym skrzytowaniu
skręt w lewo jest sprawq
trudną, lecz na katdym • .Je­
śli dobry m!lkjant nie po­
mote - korek gotowy, Dla­
c;;:ego? Czy rzeczywlścic nie
mCżna gladko I bez bloko­
wania się nawzajem?
Motna. Jasne, skręt w le­
wo wymaga znacznie więk­
szeg:> napięcia uwagi, ntż
skręt w prawo; wymal1a lep­
szej orientacji Iderowców i
szybszych deCYZji, ale
można go wykonać znacznie
prościej, nit to się dzieje
dziś na naszyd. ulicach.
Można, pod wa.runl(iem, te
w s Z y S C Y będq go wyko­
nywali I,recyzyjnie. Rzecz w
tym, aby dO skrętu w lewo
nie ustawiać się byle jnk i
gdzlekohvlek, to znaczy nie
dwn metry za zderzakiem
kolegi-kierowcy, lecz pól
metra; to =naczy nie metr
od jego drzwiczek, jeśli sto­
Icie obol( siebie, lecz kilka­
naśt'ie centymetrów.
Chodzi o to, aby no motli­
wie niewielkiej pr=estrzeni,
na ktorej oczelutjemy na
motllwosc skrętu w lewo -
pomieścic maksymal nq ilośc
samochodów. Chodzi o to, a­
by - gdy ta motllwośc po­
wstanie - ('aly nnbój ruszyl
szybl(o ł jedno('ześnle,
To wszysU(o.
Najlepiej, rzecz prosta, je­
sli na skrzytowaniu stoi mi­
licja. i reguluje calq aferę,
ale milicjan('i stoj'l tylko na
najbardZiej newralgicznych
sl(rzytowanlach i najczęś­
ciej trzeba się obywac bez
niell. Przy niewielkim ru­
('I,U male zm	
			

/stolica1967_nr_48_26.11_s_12.djvu

			\ -
/r
Brmde;onc de .lloulHlnis
.
. .
' ..
SlA WNI LOTNICY
,
W WARSZAWIE
Kiedyś w latach mło­
dzieńczych lotnictwa,
bliskie nawet, jak na na­
sze dzisiejsze warunki,
loty zapierały dech w
piersiach entuzjastów a­
wiacji, zaś ich bohatero­
wie, sławni piloci, cieszy­
li się sławą i spotykali
z entuzjazmem. Rów­
nież Warszawę odwiedza­
ło wielu sławnych lotni­
ków z owego bohater­
skiego okresu dziejów
lotnictwa. Trzem takim
wizytom poświęcony jest
nasz artykuł.
10 czerwca 1913 r. o go­
dzinie 19.15 po dwukrot­
nym okrążeniu Pola Mo­
'kotowskiego wylądował
na placu ćwiczeń wojsko­
wych sławny francuski
pilot Brindejonc de Mou­
lin ais. Warszawa była e­
tapem w jego locie okrę­
żnym na trasie Paryż
(Villacoublay) - Berlin
- Warszawa - Peter­
sburg .!..- Rewel - Sztok­
holm - Kopenhaga -
Hamburg - Villacoublay
na samolocie Morane, z
silnikiem Gnóme 80 KM.
Trasę Paryż Berlin
przebył w ciągu 7 godzin,
a Berlin - Warszawa ze
średnią prędkością 215
km na godzinę, wszystko
w czasie między wscho­
dem i zachodem słońca
zgodnie :z. warunkami na­
grody "Pommery". W
ten sposób zdobył nastę­
pujące nagrody: sto tysię­
cy marek za przelot do
Berlina i "Puchar Pom­
mery" oraz dwadzieścia
tysięcy franków za prze­
lot Paryż - Warszawa.
Samolot został umiesz­
czony w dawnym hanga­
rze "Awiaty", a Br inde-
jonc zamieszkał w Bris­
tolu.
12 czerwca odbyło się
na cześć słynnego lotni­
ka śniadanie w Bristolu,
urządzone przez War­
szawski Klub Automobi­
listów, po czym Brinde­
[one zwiedzał Warszawę.
13 czerwca spędził wie­
czór w teatrze.
15 czerwca o godz. 4.48
Brindejonc wystartował
do Petersburga. Przed
hangarem, pomimo wcze­
snej pory, zebrała się
grupa dziennikarzy i mi­
łośników sportu; nie
brakło też pań. Brinde­
jonc siadł do samolotu,
rozległy się okrzyki: "Vi­
ve la France". Śmigło
puszczone w ruch wpraw­
ną ręką polskiego "kole­
gi po fachu", p. Michała
Scipio deI Campo nabie­
rało coraz prędszych ob­
rotów. Przez chwilę tu­
many pyłu zasłoniły po­
le widzenia, po czym
samolot, oderwawszy się
od ziemi, poszybował nad
Warszawę, a 'następnie
skierował się w kierunku
północno-wschodnim.
W pół godziny potem
ukazał się na mieście
"Kurier Ilustrowany" z
fotografią lotnika i krót­
ką wiadomością o jego
odlocie.
Była to jedyna wizyta
Brindejonca w Warsza­
wie. W następnym roku
wybuchła wojna. Sławny
rrilot myśliwski Brinde­
jonc de Moulinais zginął
w walce powietrznej nad
Verdun w 1916 r.
Wkrótce potem do
W.arszawy zawitał inny
słynny lotnik francuski,
Adolf Pegoud. Sławę swą
Samolot Amy Johnson - .. Gipsy Moth"
�I I
zawdzięczał opracowaniu
nieznanych dotąd akro­
bacji powietrznych. Sen­
sacją na miarę światową
stało się, wykonanie
przez Pegoud, 19 sierpnia
1913 r. po raz pierwszy
tzw. "looping" (martwej
pętli) na jednopłacie
Blertot, z silnikiem Gnó­
me 50 KM. Póżniej od­
bywał też loty na ple­
cach (głową w dół) i za­
dziwiał tymi akrobacjami
miliony widzów w więk­
szości stolic Europy. W
czerwcu 1914 r. przyszła
kolej na Warszawę. Po­
pisy Francuza trwały
kilka dni. Najpierw za­
demonstrował loty dla
prasy i wykonał w ciągu
12 minut szereg akroba­
cji, mając na pokładzie
samolotu jako pasażera
znanego dziennikarza
warszawskiego dra Tade­
usza Jaworskiego. 14
czerwca loty trwały od
godziny 7 rano do zmie­
rzchu, licznie zebrani
warszawiacy przeżywali
wielkie emocje. Zdjęcie,
które reprodukujemy
przedstawia lotnika z
pięcioma jego pasażera­
mi, dobrze znanymi ów­
czesnej Warszawie (: w
późniejszych latach). Dy­
rektor teatru Qui pro
Quo, Jerzy Boczkowski,
Wkrótce po tej wizy­
cie wybuchła I WOjna
światowa. Pegoud wal­
czył jako lotnik na fron­
cie w Szampanii i od­
niósł szereg zwycięstw
powietrznych. Zginął w
walce 31 sierpnia 1915 r.
Mijały lata, do Warsza­
wy przybywali coraz to
inni sławni bohaterowie
przestworzy. Wśród nich
znalazła się słynna ko­
bieta pilot - Amy John­
son. Lotniczka brytyjska
wystartowała l stycznia
1931 r. z Londynu z za­
miarem dotarcia przez
Rosję Europejską i Sy­
berię do Japonii.
Lot ten zaskoczył na­
wet angielskie koła lot­
nicze, gdyż po forsownym
przelocie w 1930 r. z
Croydon pod Londynem
do Australii lotniczka
czuła się wyczerpana fi­
zycznie i nerwowo. Lot
do Australii był wówczas
przedsięwzięciem na
wielką skalę, a jego re­
zultat, pobicie rekordu
Hinklera z 1928 r. o 3
doby - dużą sensacją
światową.
Ten nowy ryzykowny
lot nad Syberią, w do­
datku w czasie zimy,
wywołał zdumienie i na­
wet zaniepokojenie, cze-
szawskiego, w składzie 4
maszyn, wystartowała na
spotkanie Miss Amy w
kierunku Poznania, skąd
się jej spodziewano, jed­
nak po godzinie wróciła
na lotnisko, nie spotkaw­
szy lotniczki. Depesza z
Berlina mówiła o starcie
stamtąd o godzinie 10 mi­
nut 30, więc gdy zaczął
zapadać zmrok, a o lot­
niczce nie było nic sły­
chać, zaczęto się niepo­
koić. Dopiero koło godzi­
ny 20 ambasada angiel­
ska otrzymała telefonicz­
ną wiadomość, że Miss
Johnson wylądowała ko­
ło wsi Amelin między
Przasnyszem i Ostrołęką
ok. 100 km na północ od
Warszawy, uszkadzaląc
podwozie i śmigło. Głów­
ną przyczyną zboczenia z
trasy było to, że lotnicz­
ka nie rozpoznała zamar­
zniętej i pokrytej śnie­
giem Wisły. Całą pra wie
dobę spędziła na pleba­
nii w Krasosielcu, gosz­
czona przez księdza ka­
nonika Serejkę, o czym
p6źniej mile wspominała.
Nazajutrz po przymuso­
wym lądowaniu lotniczka
przybyła samochodem do
Warszawy, a samolotem
zaopiekowały się Polskie
Linie Lotnicze LOT i do­
konały w swych warszta-
�.
",
tli'
II
.1-
"
�
..
.
., .... ,
� ,
tł
.'
'!-
..
'.
ł
Adolf Pegoud i towarzysze jego akrobatycznych lotów nad Warszawą. Od lewej: Pegoud,
znany automobilista P. Bltsc/wn, d2iennikarz dr T. Jaworski, red. "Lotnika" i .. Automobili­
sty" Z. Dokler, późniejszy dyrek:or "QUi pro Quo" J. Boczkowski, dr W. Osmólski
po wylądowaniu po trzy­
nastu tak zwanych mart­
wych pętlach opowiadał
znajomym, że odbył bez
lądowania lot Warszawa­
Ryga-Warszawa; (jego
wierzyciel, który znalazł
się wśród widzów, od­
przedał weksle wysta­
wione przez Boczkow­
skiego - za połowę sumy
nominalnej!) Wśród pa­
sażerek znalazły się też
panie Altdorferowa i La­
szczyńska. Wieczorem Pe­
goud podejmował swych
pasażerów w restauracji
hotelu Polonia.
ł
-.
mu dawała wyraz prasa
angielska, podając szcze­
gółowe wiadomości o
przebiegu rozpoczętego
rajdu. Po Berlinie, War­
szawa była przewidziana
j,ako miejsce lądowania
lotniczki - 4 stycznia
1931 roku.
Tego dnia przed połud­
niem zebrał się na lot­
nisku MOkotowskim nie
tylko cały warszawski
świat lotniczy, ale i wie­
le innych osób, chcących
zobaczyć przylot słynnej
lotniczki. Honorowa es­
kadra Aeroklubu War-
Amy .1ohnsQn
tach naprawy uszkodzeń,
które okazały się zresztą
niewielkie.
6 stycznia Miss John­
son rozmawiała z war­
szawskimi dziennikarza­
mi, opowiadając, jak to
mgła i śnieżyca zmusiły
ją do lądowania .. gdzie
się dało", że widoczność
była bardzo zła, więc
trzymała się kursu wed­
ług busoli, przy czym
została zniesiona na pół­
noc, że w Polsce jej się
bardzo podoba i że dal-
ł
� ... '
J
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_13.djvu

			szy jej lot zależy od sta­
nu maszyny oraz od po­
gody. Żegnając się po­
wiedziała, że bardzo się
cieszy, iż dzięki przypad­
kowi mogła poznać nasz
kraj i że została w Pol­
sce tak serdecznie przy­
jęta. Jedna z dziennika­
rek tak scharakteryzo­
wała lotniczkę: "Jest to
szczupła, niewielkiego
wzrostu niewiasta o
ciernnobląd włosach, du­
żych jasnych oczach i
bardzo delikatnej cerze.
Robi wrażenie istoty
dość wątłej, w każdym
razie nie kobiety, która
pobiła rekord lotniczy
jednego z asów angiel­
skich".
9 stycznia lotniczka
wyjechała koleją do Mo­
skwy, aby omówić z ra­
dzieckimi kolegami spra­
wę dalszego lotu do Ja­
ponii, który następnie
kontynuowała i szczęśli­
wie zakończyła. W 1932
roku dokonała przelotu
z Anglii do Południowej
Afryki. Po powrocie do
Anglii wyszła za mąż za
lotnika kpt. Mollisona.
Przed rajdem do Połud­
niowej Afryki udzieliła
reporterowi tygodnika
"Sunday Dispatch" wy­
wiadu o sobie i o swo­
ich lotach. W numerze z
22 stycznia 1933 r. ukazał
się w tym tygodniku ar­
tykuł o przymusowym lą­
dowaniu p. Johnson w
Polsce i tu nastąpił zu­
pełnie nieoczekiwany
zgrzyt. TreŚĆ artykułu
nie odpowiadała rzeczy­
wistości; szczególnie re­
porter przedstawił lud­
ność wiejską tak, że
można by przypuszczać,
że lotniczka trafiła do
rejonów których cywili­
zacja jeszcze nie dosięg­
ła. Kiedy artykuł ten do­
tarł do Warszawy, Aero­
klub RP, wobec skon­
statowania w nim fak­
tów nie tylko niepraw­
dziwych, ale uwłacza­
jących dobremu imieniu
ludności, która z taką
gościnnością przyjęła lot­
niczkę, wystosował 20
marca 1933 r. pisma pro­
testacyjne do Ambasady
Brytyjskiej w Warszawie
i do redakcji "Sunday
Dispatch", przekazując
ich treść polskiej prasie.
Sławna lotniczka lUZ
31 marca 1933 r. przysła­
ła do Aeroklubu RP list
z wyjaśnieniami, że ar­
tYkułu przed wydruko­
Waniem nie czytała, a re­
Porter samowolnie zmie­
nił zasadniczą treść wy­
Wiadu, pomijając istotne
fakty, a wprowadzając
drastyczne momenty, aby
nadać wypadkom cechy
sensacyjne. W liście tym
Ąmy Johnson-Mollison
Pisała, że pamięta do­
kładnie, że mówiła repor­
terowi o życzliwości doz­
Ilianej w Polsce, o stara-
ł
•
I
•
•
t
l,
I
»
Z pOdcienia domu przy ul. Krzywe Kolo spojrzenie w kierunku ul. Mostowej (Widoczne tyly zabudowy mieszkalnej). W gtębi
kościół św. Jacka od struny elewacjt bOcznej Fot. Jacek Sielski
W 1933 r. p. Amy jako
pierwsza kobieta prze­
leciała z mężem Atlan­
tyk ze wschodu na za­
chód w 39 godzin, a w
1934 r. miała na swym
koncie rajd z Anglii do
Indii w ciągu 22 godzin
lotu. W 1938 r. rozwiodła
się z mężem, W II woj­
nie światowej była czyn­
na w lotnictwie transpor­
towyrn, Zginęła 5 stycz­
nia 1941 r. w wypadku
samolotowym przy ujś­
ciu Tamizy.
EDMUND JUNGOWSKI
niach władz miejscowych
celem naprawienia samo­
lotu i zabezpieczenia go
do czasu transportu, o
nadzwyczajnej gościnnoś­
ci jakiej doznała w Kras­
nosie1cu od miejscowego
'księdza; szczególny na­
cisk położyła na odwagę
polskiego Iotnika ", który
sam, z własnej woli, pod­
jął się pilotowania jej
maszyny do Warszawy,
chociaż dokonano w niej
tylko prowizorycznych
napraw. Niestety to
wszystko jak widać nie
stanowiło atrakcji dla
pisma i szczegóły te zos­
tały pominięte, zaś bła-
he incydenty przejaskra­
wione do niepoznania. W
zakończeniu listu lotnicz­
ka napisała: "Mam jak
n.ajszczęśliwsze wspom­
nienia .z mojego pobytu
w Polscs i czuję jedynie
wdzięczność za uprzej­
mość i wspaniałomyślną
gościnność, okazane mi
przez każdego z kim się
zetknęłam". "Listy dzięk­
czynne, które napisałam
natychmiast po moim
przymusowym lądowa­
niu, są lepszym wyrazem
moich prawdziwych u­
czuć, a nie dalece prze­
inaczone sprawozdanie
gazetowe". "Czuję się bar-
dzo zmartwiona tym nie­
szczęśliwym wydarze­
niem, gdyż moje wspom­
nienia z Polski zaliczam
do najprzyjemniejszych
w życiu i nigdy nie za­
pomnę serdecznej gościn­
ności, jaką mnie otoczo­
no, ani kurtuazji i wspa­
niałomyślności licznych
przyjaciół, jakich znala­
złam w Polsce, a których
mam nadzieję kiedyś je­
szcze zobaczyć". "Szcze­
rze oddana A. Mollison".
W ten sposób przykry
incydent wywołany nie­
sumiennością angielskie­
go reportera został zli'k­
widowany,
• Lotnikiem tym był pilot
"Lotu" Zbigniew Wysi:!kier­
ski.
13
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_14.djvu

			MAREK SAOZEWICZ
W pi4'e1 po poludniu
NADZIEJA
W PIASECZNIE
Z prawdziwą radoścłą przyjąlem
zaproszenie Juliusza do nowego mie­
szkania. Jego marzenia nareszcie się
spełnłly. Mieszka "w nowym budow­
nictwie". Jednym z atrakcyjnych
punktów programu wizyty u Juliu­
sza bylo dla mnie zawsze oglądanie
jego biblioteki, stale rosnącej i ze
znawstwem uzupelnlanej. Toteź po
pierwszych okrzykach zachwytu nad
łazienką z przyległościami, zagadną­
lem o bibltotekę. Juliusz trochę się
speszył. No oczywiście. Obejrzymy
sobie i blbllote·kę, zwłaszcza że warto
zobaczyć kilka nowych, ciekawych
nabytków. Jednakże biblioteka znaj­
duje się na razie w piwnicy. W mie­
szkaniu nie ma na nią miejsca. Obej­
rzałem wszystko dokładnie, wymie­
rzyłem ściany i musiałem się zgo­
dzić, że istotnie miejsca nie ma. Wy­
braliśmy się do piwnicy. Stały tam
skrzynie, jedna na drugiej. Jakże tu
się dostać do tycll dolnych? No więc
przynajmniej. póki co, otworzymy tę
na samym wierzchu. Gdzie tam, nic
z tego. Naldalo bowiem zdjąć z
Wierzchu antyczny taboret, umiesz­
czony w piwnicy z tejże przyczyny.
otóż złośliwy staruszek stanął na
przekór wszystkim usiłowaniom. za­
parł się nogą w powałę, a kiedy usi­
łowaliśmy go Inaczej przekręcić, za­
parł się drugą nogą. Tak więc ani
w tę, ani w tamtą. Gdybyśmy mieli
więcej wyobraźni teChnicznej, może
by się udało. Ale nie· mieliśmy i się
nie udało.
- Nie mam juź biblioteki - west­
chnął Juliusz - biblioteka, do któ­
rej nie można się dostać, przestaje
być biblioteką.
Nie mówiąc juŹ o ksląźce, jako e­
lemencie dekoracyjnym mieszkania,
którego niczym zastąpić się nie da.
Niestety, normatyw naszych miesz­
kań nie przeWiduje miejsca na książ­
ki. Nie stać nas na to. Przypuszczam,
że nawet konstrukcja nowych bloków
by nie wytrzymala, gdyby tak każ­
dy urZądzI! sobie biblioteczkę·
Nie tylko ksląźkl. Mówi się, źe dzi­
siaj lud (to znaczy my) jest mecena­
sem sztuki, na przykład malarstwa.
No dobrze, ale po co ludowi (to zna­
czy nam) ten mecenat? Gdzie powie­
simy obrazy? Ja się nie znam I nie
potrafię powiedzieć, czy współczesne
malarstwo jest gorsze, albo lepsze.
Wiem tyle, źe nie ma żadnych wa­
runków rozwoju. Co prawda, poń­
stwo stara się zastąpić nas w tym
względzie I zakupuje pewną Ilość
dziel. To bardzo dobrze, jednak te
zakupione obrazy Idą do piwnicy,
czyli do grobu. Nie ma ich gdzie po­
wiesić. Czy wiecie, że w Muzeum Na­
rodowym nie ma miejsca na stalą
wystawę malarstwa współczesnego?
Zatrzymaliśmy się na XIX wieku.
Gdyby tylko malarstwo! Z Muzeum
Narodowym taka sama sprawa, jak
z mieszkaniem Jultusza. Nie mieści
się. Jest coś w tym paradoksalnego.
Muzeum wal. :t Maja wybudowano
przed 40 laty. Z tym, że Muzeum
Wojska miało osobne pomieszczenie,
a dziś zajmuje jeden i gmachów
przynależnych Narodowemu, bo wła­
snego nie posiada. Z początku, kie­
dy odbudowaUśmy przedwojenną
siedzibę Muzeum Narodowego, zda­
walo się, że I tego za dużo. Zbiory
przecież zniszczyli ł rozkradli hitle­
rowcy. Jednak :;: Muzeum stalo się
to samo, co z całą Warszawą. Wróg
znlszczyl nam Warszawę, my na złość
odbudowaliśmy jeszcze większą I ład­
niejszą. Wróg zniszczył zbiory Mu­
zeum, dziś mamy takle, z którymi
przedwojenne nie mogą się poróu:­
nywać. Tylko że wówczas było 90 sal
a dziś 70.
Takle na przykład freski t inne wy·
kopallska z Faras. Toź to pozycja
międzynarodowa, ważny punkt w ge­
ograJi! naukowej świata, czegoś po-
dobnego nie mieliśmy nigdy. Odby­
ła się ekspozycja i co, wypadłoby
chyba pakować wszystko z powro­
tem do skrzyń i poznosić do piwnicy.
Tego nie moźna zrobić. Ale wobec
tego, jeśli ta wystawa pozostanie ja­
ko stała, nie będą mogły wrócić na
swoje miejsce zbiory sztuki zdobni­
czej. Wspaniałe tkaniny, pasy pol­
skie i wschodnie, ceramika, szkła i
kryształy, srebra, klejnoty, stroje,
rzędy końskie, ozdobne sprzęty,
barwny, urzekający obraz historU w
sztuce, świadectwo kultury polskiej
I światowej, dziesiątki i setki tysię­
cy przedmiotów cennych i bezcen­
nych pogrzebano w podziemiach. Kto
pamięta wystawę klejnotów antycz­
nych?
Pewną pociechą może być zamie­
rzona budowa ryzalitu, w którym
znajdą się magazllny sztuki zdobni­
cze; tak urządzone, źeby przynaj­
mniej naukowcy, badacze mogli z
nich korzystać. Ale my, ludzie zwy­
kli, ale młodzież? Okazuje się, że nie
tylko w mieszkaniach nte mamy
miejsca na kultUrę, :nie mamy go
również w naszym wspólnym, wiel­
kim mieszkaniu, w Warszawie. I tu
słyszę - niech ktoś zgadnie? .. o de­
glomeracji. Czyź mamy' zdeglomero­
wać, to znaczy rozproszyc Muzeum
Narodowe? Stolicę jako główny w
kraju ośrodek kultury? No przecież
nie na tym polega słuszna idea deglo­
meracji. Pewno, że muzeum glówne
powinno zasilać zbiory regionalne
I czyni to. Baranów, Kielce, wiele in­
nych obiektów wyposaźono z tego
przebogatego źródla. Ale to zaledwie
nikły odsetek, poza tym, jakIeż uza­
sadnienie? Ktoś rzucił myśl przenie­
sienia zbiorów .?; Faras do Malborka.
Dlaczego akurat do Malborka? Miał­
bym Inne rozwiązanie. Można prze­
cież przyłącZyć całą dzielnicę moko­
towską do Piaseczna. W takim razie
wystarczyłoby przesunąć granicę Mo·
kotowa do połud.nioWej strony Alei
Jerozolimsklc/,. I deglomerację ma­
my z glowy i wszystko co potrzeba
zostaje na miejscu, nie ma teź prze­
szkód do wlaściwej rozbudowy Muze­
um Narodowego i Muzeum Wojska.
JERZY K. KLECHTA
Warszawiacy - uczestnicy
.Rewolucji Październikowej
WARSZAWA - KIJÓW
Jest kwiecień 1912 roku. W
strajku w fabryce tasiem gu­
mowych ( .. Spiegi i Ska" -
Karolkowa 10) bierze udział
18-letni robotnik Franciszek
Biedrzycki. Jest to początek
jego działalności w ruchu
robotniczym. przez najbliż­
sze trzy lata będzie działał
w PPS-lewicy, aby na jej
polecenie udać się do Gra­
jewa, potem do Lodzi. TU
zastaje go wybuch wojny
światowej. przedostaje się
do Żyrardowa, wreszcie do
Warszawy. gdzie nawiązuje
kontakt z SDKPiL. Zostaje
jednak wcielony do wojska
carskiego i wysłany na po­
łudniowo - zachodni front,
jako szeregowy 104 dywizji.
Stamtąd zaś władze wojsko­
we kierują Biedrzyckiego do
rezerwowego 80 pułku pie­
choty stacjonującego w Rle­
gorewsku (gubernia riazań­
ska).
W Riegorewsku Franciszek
Biedrzyckl zetknął się z re­
wolucyjnym działaczem Bła­
ganrałowem (który w paź­
dzłerniku 1917 roku na cze-
le oddziałów rewolucyjnych
zdobył twierdzę Pietropa­
włowską, później został ge­
nerałem w Armii Czerwo­
nej). Kontakt z Błaganrało­
wem daje mu wiele, uczy
się od niego. zaczyna rozu­
mieć doniosłość zbliżających
się przemian. Biedrzycki na­
wiązuje nici przyjażni z
współtowarzyszami broni,
prowadzi rozmowy politycZ­
ne z ŻOłnierzami, zyskuje Ich
zaufanie. Gdy nadejdzie sie­
demnasty rok wybiorą go
do Komitetu pułku, do Rady
Żołnierskiej '"
Biedrzycki wybrany na
zastępcę sekretarza Komitetu
pulku przyłącza się, po re­
wolucji lutowej, do grupy
bolszewików w pułku.
.. Do pułku dotarły hasła,
które głosili bolszewicy: za­
kończenie wojny, władza dla
ludu. Władza dla ludU? TO
było przecież właśnie to,
czego nasłuchałem się w
Warszawie; w domu, w fa­
bryce, o co walczyłem bio­
rąc udział w strajkach, o
tym mówlłiśmy na zebra-
niach partyjnych w Warsza­
wie".
F. Biedrzycki broni haseł
. bolszewików na posiedze­
niach Rady Żołnierskiej, 0-
panowanej w większości
przez mieńszewików. Naraża
się na szykany ze strony ofi­
cerów, którzy stosują się do
niektórych poleceń RządU
Tymczasowego. ale przeciw­
stawiają się "czerwonym".
W lipcu 1917 roku Bicdrzycki
wspólnie z podoficerem Ni­
kitinem organizuje na roz­
.kaz bolszewików, manifesta­
cję uliczną. w której biorą
udział robotnicy.
We wrześniu dostaje się do
Kijowa. Pażdziernlk spędza
złożony chorobą W szpital­
nym łóżku. Po wyleczeniu
szuka kontaktów z bolszewi­
kami. Rady Delegatów Ro­
botniczych w Kijowie· two­
rZ1ł oddziały Czerwonej
Gwardii. Franciszek Bied­
rzyckl pracuje w niewielkim
warsztaCie reperacji butów i
kaloszy przy ulicy Pradez­
nej. Po pracy bierze udział
w ćwiczeniach formujących
się oddzialów Gwardii Czer­
wonej; jako bl'ły żołnierz
zostaje tzw. dziesiętnikiem
oddziału. W połowie stycz­
nia 1918 roku wojska petlu­
rowcóW wkraczają nieSpo­
dziewanie do miasta, opa­
nowują wszystkie centralne
placówki, w tym arsenał.
Rady Delegatów Robotni­
czych decydują wycofanie
się oddziałów Czerwonej
Gwardii na przedmieścia Ki­
jowa, aby stąd rozpocząć l
lutego walkę o mi·asto. Bie-
rze w niej udział Biedrzyc­
kil.
"Pamiętam jak dziś
wspomina F. Biedrzycki -
nasz oddział stał na rogu
Policyjnej i Kuzniecznej, o­
bok Dworca Towarowego. W
oddziale prawie sami Pola­
cy. W pobliżu nas walczyli
marynarze, posiadali dwa
karabiny maszynowe. Walki
toczyły się 13 dni. m. in. o
Dworzec Towarowy, następ­
nie o Dworzec Osobowy".
Władza w Kijowie przeszła
w ręce bolszewików. Pierw­
szym zadaniem Rad byłO za­
pewnienie ludności chleba.
Następuje jednak ponowny
atak Petłury, wspieranego
przez wojska niemieckie. W
kilka dni po zajęciu przez
oddziały Peltury Kijowa. 4
marca 1918 roku F. Biedrzyc­
ki wspólnie z innymi towa­
rzyszami wydostaje się z
miasta. Udaje się do Tarno­
poła. Tam dostaje się na
krótki czas do więzienia aus­
triackiego. potem wraca.
przez Lwów Lublin, do
Warszawy.
W Warszawie znajduje się
jako jeden z pierwszych Po­
laków - uczestnikóW Rewo­
lucji, spotyka się z towarzy­
szami z SDKPiL, rozpoczy­
na działalność rewolucyjną·
Zostaje aresztowany w 1919
roku. PO wyjściu z więzie­
nia jest inwigilowany przez
policję. W 1923 roku wyjeż­
dża z poTecenia Komunisty­
cznej Partii Polski do Fran­
cji, gdzie wstępuje do KPF.
Do Warszawy wróci w la­
tach trzydziestych.
Z OTWARTYCH
SZKATUŁ
Czytelnicy nass, pp. Hen­
ryk Żaczkowski i Stanisław
Janicki nadesłali nam obszer­
ny opis jednej z .akcji zbroj­
nven, wykonanej w 1943 r. w
pow. sochaczewskim, której
celem było zgładzenie kata
miejscowej ludności, Dehrin­
ga.
.. Na terenie gromady Mło­
dzieszyn w pow. sochaczew­
skim, przyłączonym do tzw.
Rzeszy, funkcję komen­
danta żandarmerii pełnił
Dehring wyróżniający się
szczególnym okrucieństwem
w stosunku do ludności pol­
skiej. Na terenie Młodzieszy­
na znalazł się on już po raz
drugi w swym życiu: tutaj
właśnie w 1918 r. został roz­
brojony. W momencie roz­
brajania Dehring wów­
czas żołnierz Wehrmachtu -
zapowiedział, że wróci tu
jeszcze, lecz w innym cha­
rakterze. I rzeczywiście, w
czasie II wojny światowej
został mianowany komen­
dan.tem żandarmerii w Mlo­
dzieszynie. Od początku ob­
jęcia tej funkcji rozpocząl
akcję eksterminacyjną W
stosunku do ludności pol­
skiej. To jego dzielem byłO
przekształcenie dzwonnicy
przykościelnej na katownię
więzionych tam ludzi. Wielu
ludzi zostało tu zakatowa­
nych na śmierć, a dla innych
była ona bolesnym etapem
do dalszych męczarni w obo­
zach koncentracyjnych czy
w hitlerowskich więzieniach.
Napisy, które zachowaly się
na ścianach dzwonniCY
świadczą o okrucieństwie
siepaczy hitlerowskich, De­
hrmg nie liczył się z wie­
kiem czy stanem zdrowia
swych ofiar. W pamięci
miejscowych ludzi żyWO
tkwi jeszcze obraz zaszczu­
tego na śmierć psami stare­
go człowieka.
W 1943 r. Dehring wyro­
kiem Sądu Podziemnego RP
skazany został na karę
śmierci. Wykonanie wyrokU
powierzone zostało grupie
dywersyjnej Armii Krajo­
wej kpt. "Mścisława". Rea­
lizacja zadania nastręczała
wiele trudności: w bezpo­
średnim sąsiedztwie miesz­
kania Dehringa znajdował�
się posterunek żandarmerii ,
stanica celników. Pod uwagę
należało brać również ewen­
tualną pomoc z sąSiedniego
posterunku celników W
•• Knnradc�u, położonej W
odległości około 2 km.
Po starannym rozpoznaniu
terenu i przygotowaniu bro­
ni, nocą 20 sierpnia 1943 r.
przystąpiono do akcji. Więk­
szość broni zgromadzono u­
przednio we wsi Mistrzewice
u Szczepana Rackiego. częŚć
zaś uczestnicy akcji przyni';­
śli ze sobą. W MistrzeWI­
cach skoncentrowala się
przed akcją grupa operacyj­
na w sile okol o 60 ludzi. U­
czestnikami akcjl byli party­
zanci pochodzący z Socha­
czewa. Chodakowa i tzW·
Rzeszy.
Plan akcJi był następują:
cy: grupa w sile 7 ludzi
wtar�nąć miała do budynkU,
w którym mieszkał Dehring,
podCzas gdy dwie pozost�le
grupy miały otoczyć I zw,ą­
zać ogniem budynki żandar­
merii i celników. sygnał<;rtl
do rozpoczęcia akcji mIal
być wystrzał z pistoletu dO;
wódcy grupy operacyjnej n
siedzibę Dehringa.
Wybiła północ. Ciszę noe;
ną przerwał ostry strzał
pistoletu zwiastujący rozp:,;
częcie akcji. Do budyn_
sypią się granaty, partyza�o
ci wskakują przez okna e­
środka w pOSZUkiwaniu p
BEDAKc.JA: Warszawa n, ul. Marszalkowska 8. Tel. centrali: 215058. Redaktor Naczelny: Leszek Wysznackl. WYDAWCA: Warszawskie Wydawnlc­
łwo Prasowe RSW "Prasa" _ Warszawa, ul. Foksal 15, tel.26-51-3ł. WARUNKI PRENUMERATY: krajowa - dla czytelnik6w Indywidualnych I!rzes
urzędy pocztowe oraz listonOSzy. Motna r6wnieł dokoo)'wać wplat na konto PKO Nr 1-6-100020 - Centrala Ko1portału Prasy I Wydawmctw
"Buch" _ Warszawa, ul. wronia 23. WszYstkie instytucje państwoY.'e i spoleczne w kraju mor:ą zamawiać prenumeratę wyłącznie za pośrednictwem
Oddział6w i Delegatur "Ruch". Prenumeraty przyjmowane są do 10 etoia miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty: kwartalnie 32,50 zł, p6lrocZ­
nie 15 zł, rocznie 130 zł; na zacranlcę - przez .. Ruch" ul. Wronia 23, tel. 20-ł6-88, konto PKO Nr 1-1-100024 o 40 proc. drołeJ. Egzemplarze numer6W
zdeaktualizowanych mołna nabywać w Punkcie Wysyłkowym Prasy Archiwalnej .. RUch" - Warszawa, ul. Nowomlejska 15/11, konto PKO Nr
llł-I-1IIoo41 VII O/M Warszawa. Rękopis6 .... nie zam6wionych redakcja nie zwraca. DRUK: Zakłady Wklęsłodrukowe RSW ,'prasa": Warszawa, ul.
OJropowa 58/'12. Zam. 2357. T-ł7, 15.
14
-
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_15.djvu

			' .
.: lti:'\�
........
, .'
ł
•
"
I .
'1
I . I
hrlnga. Henryk Biernat od­
n�jd,:,je go rannego w sy­
plalDl. Ciężko ranny w
b.rzuch zbir stara się jeszcze
sięgnąć po pistolet, lecz
szybszy Biernat oddaje sku­
teczną serię. W czasie wyko­
nY,:",ania tej akcji pozostałe
dWie grupy ostrzelały silnie
Posterunki żandarmów i cel­
ników. Zalogi niemieckie
bronią się rozpaczliwie sil­
nym ogniem z broni maszy­
nowej. Zadanie nie przewi­
dUje jednak likwidacji po­
sterunków hitlerowskich'
brak na to sił. Umówiony
gwizdek daje znak zakoń­
czenia boju. Ostatnie strza­
�, ostatnie rzuty granatów
l dowódca grupy zarządza
zakończenie akcji. Czas ku
temu najwyższy. gdyż niebo
staje się jasne od rakiet
zWiastUjących nadchodzącą
pomoc osaczonym hitlerow­
com. Rakiety wystrzeliwa­
ne byly z Sochaczewa,
RuSZk, "Konradki" i Bro­
c�owa. W zwartym ubez­
PI.eczonym szyku oddział
kieruje się w stronę rzeki
B�ury, gdzie następuje roz­
Wiązanie grupy. Jedni uda­
ją się przez rzekę w stronę
C�Odakowa. pozostała część
kieruje się polami w klerun­
kil Sochaczewa.
Akcja zakończona. Na
miejscu walki pozostało 18
zabitych hitlerowców na cze­
le z komendantem Oehrin­
giem. Nasze straty ograni­
cZyły się do kUku rannych,
w tym: R. Ogrodowski -
ciężko ranny oraz lżej ran­
ni: Zbigniew sadowski, Wła-
Str
TU 5fD(lY"A,� 159
OHĄT(RO" POUK'[N
dl" IDLUu Ił �_Q."_�
"U,
"
..
-"ł_
";'.: -'"'"
_.
Pomnik poLeglych na cmentnrcu w Dobrzy­
kowie
Dlugle rzędy hełmów polskiej piechoty na cmentarzu w Dobrzykowie
dysław Skoczyński, Franci­
szek Winnicki. Henryk Zacz­
kowski.
A oto uczestnicy akcji:
Kpt. ,.Mscislaw". por. ..Za­
wieja", podchorążowie: No­
wakowski, Tadeusz Orzewic­
ki, Zygmunt Makarewicz.
Stanisław Janicki, Henryk
Zaczkowski. Jerzy Wiecz­
fiński, Zygmunt Charaziński,
Jerzy Zgliński, TadeusZ
Strzelecki, Bronisław " Gosz­
czyński. Władysław Jawor­
ski, Julian Czerwiński,
"Lech", Czesław Kubik, sa­
nitariuszka - Lucyna Win­
ntcka, podOficerowie 1 żoł­
nierze: Jan Blaszczyk, Marek
Cichv. Zdzisł.aw Zaczkowski,
Stanisław Marat, Roman 0-
grodowski, Jan Kożbiał, Je­
rzy Kozłowski, Henryk Ple­
ban, Zygmunt Fliszkiewicz,
Stefan Kania, Tymoteusz
Januszkiewicz, Władysław
Skoczyński, Zbigniew Sa­
dowski, Witold Wleczfiński,
Franciszek Smietanko. Ma­
rian Szymaniak, Władysław
Siekiera, Henryk Wolsza,
Tadeusz Kęska, Franciszek
Winnicki, Henryk Boruch,
Kwiatkowski, Bartłomiej Po­
korski, Henryk Rerich. Zbig­
niew Pająk, Stanisław Sie­
wiera, Jerzy Knapik, Jerzy
ZUblk, Piotr GrzegoroWskl,
KaZimierz Roczek. Oonat,
Piątkiewicz, KałUbiński. Ta­
deusz Bombrych, Edmund
Kalinowski, Janusz Ptaszyń­
ski, Kazimierz Banasjak, Fe­
liks Orliński. Z wymienio­
nych uczestników akcji tyl-
ko polowa pozostała przy
życiu. Pozostali polegli w
dalszych walkach lub zamę­
czeni zostali w katowniach
niemieckich".
P. inż. Janusz Prażmo z
Warszawy nadesłał nam
zdjęcia przedstawiające mo­
giły żołnierzy polskiej 15 dy­
wizji pieChoty, poległych w
walkach pod Płockiem 13 -
15 września 1939 i pomnik
poległych na cmentarzu w
Oobrzykowie.
L M-ski
I
I
weJ, I oczywiście zmie­
niającej całkowicie sens
filmu, kolejności. I oto
z owych 20 milionów
widzów nikt nie zapro­
testował, nikt nie za­
dzwonił do studia, nikt
po prostu nie zauważył
pomyłki operatora.
Jest to zdarzenie bar­
dzo . prawdopodobne.
Sam nie jestem pewien.
czy wszystkie filmy, ja­
kie oglądałem w telewi­
zji, oglądałem we właś­
ciwej kolejności i czy
miały one wobec tego
jakiś sens. Bo podczas,
kiedy W telewizorze
"idzie film", każdy z
nas będąc u siebie w
mieszkaniu, załatwia
równocześnie dziesiątki
spraw: pije herbatę, uci­
sza dzieci. rozmawia
przez telefon, przegląda
gazetę,.. Uwaga widza
telewizyjnego jest nie­
porównanie bardziej
rozproszonG, niż uwaga
widza kinowego, który
wykonuje tylko jedną
czynność: ogląda film.
Myślę jednak. że nie
należy wyciągać z tego
zbyt dalekich wniosków,
a W każdym razie nie
taki, że treść w telewi­
z,H nie ma znaczenia.
Przeciwnie mam
wrażenie, że film tele­
wizyjny musi być tym
bardziej zwarty i dra­
matyczny, skoro ma do
pokonania o tyle więcej
przeciwności.
Oczvwiście, że istnieją
pewne reguły technicz­
ne filmu telewizyjnego.
Mniejsze z."!!!!!zenie ma
tu rozległy pejzaż -
skoro i tak nG małym
ekranie trlici swoją roz­
ległość, lepiej wychodzą
w telewizji sceny kame­
ralne niż zbiorowe, nie­
dobrze, jeśli akcja filmu
dzieje się w nocy, bo
wtedy już zupełnie nic
nie widać. Może istnie­
je jeszcze kilka innych.
Ale nie udało mi się
spostrzec, aby istniała
wśród nich reguła o
nieważności treści. Ra­
czej przeciwnie. Obej­
rzałem ostatnio, w ma­
łych odstępach czasu,
dwa polskie filmy tele­
wizyjne "Ojciec"
Hoffmana z Fijewskim
w roli głównej oraz
,,xIII piętro" Etlera. I
wszelkie wątpliwości co
do roli treści w telewi­
ZJI rozwiały się jak
dym.
Film "Ojciec" jest
jednym z najlepszych
filmów, jakie wyprodu­
kowała nasza TV. A
może jednym z ambit­
niejszych, jakie powsta­
ły ostatnio w naszej ki­
nematografii. Jest to
historia chłopaka, syna
wyższego zapewne, a w
każdym razie zamożne­
go urzędnika, któremu
nauczyciel w szkole na­
kazuje, aby "przyszedł
z ojcem". Chłopak, ny­
gus i obibok, wpada na
"genialny" pomysł, aby
zamiast prawdziwego
ojca sprowadzić do
szkoły byle kogo, jakie­
goś faceta, wynajętego
za trzysta zlotych. I oto
rozpoczyna się drama­
tyczna akcjG, kiedy o
wyczynach "bananowe_
go" nicponia dowiaduje
się z ust nauczyciela
warszawski dorożkarz.
Jest w tym zdumienie
i niedowierzanie, i
sprawiedliwy gniew.
Jest treść - ostra, suro­
wa treść społeczna i
wychowawcza. Film ka­
że nam przeżywać tę
treść i przejąć się nią,
chociaż, oglądany okiem
fachowca, nie ma w so­
bie nic oodzwyczajnego.
Zrobiony jest przecięt­
nie, fotografowany tak
sobie, zmontowany w
sposób tradycyjny.
I oto drugi film
"XIII piętro". Cały, od
początku do końca
"eksperymentalny". Fa­
cet jedzie, zapewne do
dziewczyny, windą na
XIII piętro i winda, o­
czywiście, zacina się tuż
przed podestem, a więc
tak, że pechowy pasażer
może przez szparę ob­
serwować, co się dzieje
na klatce schodowej. A
na klatce schodowej
dzieje się wszystko. Od­
bywają się tańce i prze­
chodzi pogrzeb. WyjGŚ­
niają się zawiłości wza­
jemnych relacji erotycz­
nych poszczególnych lo­
katorów. Bawią się,
dzieci z przedszkola.
Nawet samotna loka­
torka, wychodząc ra­
no po butelkę z mle­
kiem, wykonuje na po­
deście schodów suitę
baletową. Słowem
film ten jest od począt­
ku do końca niepraw­
dziwy. Udaje, że zna­
lazł "ciekawy punkt
widzenia". Udaje, że
podgląda "nieufryzowa­
ne życie". Ale oczywiś­
cie jest to oszustwo.
Właśnie życie jest tu u­
myślnie fryzowane dla
potrzeb filmu i "żeby
było dziwniej". Film
ten operuje bardzo �y­
szukaną formą - za­
gadkowe ujęcia kamery
z punktu widzenia" pa­
trzącego z windy ob­
serwatora, zagadkowy
montaż, dziwne zacho­
wanie się aktorów. NG
pozór owa dziwna for­
ma i dziwny pomysł po­
winny wciągać, powin­
ny być "telewizyjne".
Są po prostu nudne i
pretensjonalne. A więc
nie sprawdza· się. że na
tym polega "specyfika
szkloanego ekranu".
K. T. TOEPLlTZ
" I '
SPEClł'IKA?
Niedawno przysłuchi­
wałem się dyskusji na
temat "specyfiki filmów
dla telewizji". Zastana­
wiano się, czym powi­
nien się różnić film,
przeznaczony na szkla­
ny ekran od tego, który
wyświetla się na ekra­
nie normalnym. Padały
rozmaite zdania i w re­
zultacie każdy pozostał
przy swoim. Bo, prawdę
mówiąc, owa "specyfi­
ka filmu telewizyjnego"
prawdopodobnie nie ist­
nieje. Oczywiście, że
mogą istnieć na ten te­
mat różne teorie. Nie­
dawno czytałem wywo­
dy pewnego amerykań­
Skiego teoretyka, który
twierdzi, że odbiór tele­
Wizyjny tym się różni
od filmowego iż mniej­
szą uwagę przywiązuje
się tu do treści i ciąg­
łości pokazujących się
na ekranie obrazów.
Widzowi - zdaniem te­
go autora najbar­
dziej podoba się sam
fakt pojawiania się 0-
�razów, ich zmienności,
Interesuje go również
treść poszczególnego o­
brazu, natomiast znacz­
nie mniej obchodzi go
ZWiązek pomiędzy oblG­
zami, ich wzajemne po­
Wiązanie, to znaczy,
krótko mówiąc, fabuła.
Jako dowód na swoją
tezę autor przytaczał
Przykład, że kiedyś w
Czasie projekcji telewi­
zyjnej filmu, projekcji,
którą oglądało około 20
rnilionów ludzi operator
Pomylił rolki filmu i
puścił je w niewłaści-
:
'1
·1
I
I
II
�I
.. OJciec" (Tadeusz FłJewskl), tum ff!JIserU Je-rugo Hoff­
mana
\
I
I
=1
li
15
		

/stolica1967_nr_48_26.11_s_16.djvu

			26 lipca 1944 roku wo­
bec szybkich postępów
Armii Czerwonej okupa­
cyjne władze niemieckie
zarządziły przesunięcie
wszystkich przystani wy­
najmu łodzi i 'kajaków o­
raz pływalni zakotwiczo­
nych przy prawym brze­
gu Wisły wzdłuż ulicy
Miedzeszyńskiej (od uli­
cy Wersalskiej do mostu
Poniatowskiego) na le­
wy brzeg Wisły.
Ponieważ przy lewym
brzegu Wisły - od obec­
nie istniejącej "Płyty
Desantowej" aż do mostu
Poniatowskiego nie
było miejsca, gdyż były
tam już zakotwiczone
przystanie, pływające ka­
wiarnie "Maneta", "Mare­
na", statek pasażerski
"Faust" (ex .. Łokietek") i
statek spacerowy "Bajka"
(na tym ostatnim prowa­
dziła kawiarnię p. Ola 0-
barska), przeto nie było
innego miejsca do zakot­
wiczenia pozostałych
przystani na lewym brze­
gu Wisły - poza "Cyplem
Czerni akowskim" i to od
strony zewnętrznej tj. od
Wisły, ponieważ wjazd
do Portu Czerniakow­
skiego oraz do Portu
Praskiego był zakazany.
Tak więc przystanie:
Kalickiego, Lisickiej,
Kossakowskiego, Zarem­
by, Niewiadomskiego,
Skwarskiego i "Nadwiś­
lanka" (byłem współ­
właścicielem tej przysta­
ni łącznie z Borkowskim
i Pokorą), zakotwiczyły
wzdłuż właśnie tego "Cy­
pla Czerniakowskiego",
co następowało stopnio­
wo przy pomocy holow­
nika "Olza" 27, 28 i 29
lipca 1944 roku. Przy
prawym brzegu Wisly
pozostała na .. łaskę losu"
pływalnia .. Jurata" sta­
nowiąca przed wojną
własność Ligi Morskiej i
Kolonialnej. Dzierżawcy
"Juraty" na sezon 1944
roku wydzierżawili tak­
że od Górnickiego statek
.. Raba" (ex .. Fredro"),
który także zostawili na
"łasce losu" jednak
właściciel czuwał nad
swoją własnością. 28 lip­
CIa 1944 roku dopłynął
inny statek Górnickiego
"Stanisław" (obecnie
"Gen. Swierczewski")
korzystając z przyboru
Wisły ściągnął statek
"Raba" z kamienistej
"główki" na jakiej osiadł
przypadkowo - i odholo­
wał w dół Wisły. Na
przystaniach Kalickiego,
Kossakowskiego, Zarem­
by, Niewiadomskiego i
Skwarskiego mieszkali
ich właściciele. Niezamie­
szkałe były jedynie przy­
stanie Lisickiej i .. Nad­
wiślanka".
Jak wI.adomo. do kryp
drewnianych - na których
wybudowane były przy�a­
nie - stopniowo przesiąka
woda rzeczna, wzgll:dnie
zbiera sil: na dnie krypy w
przypadku dużego deszczu.
Ten stan rzeczy wymaga co
pewien czas - w zależności
od szczelności krypy - od­
lewania wody, aby uniknąć
samozatopienia sil: przysta­
ni. Ponieważ 31 lipca 1944 r.
padał deszcz, przeto 1 sierp­
nia 1944 r. w póżnych godzi­
nach popołudniowych, po­
szedłem piechotą ze Starego
Miasta, gdzie mieszkałem -
Wybrzeżem Gdańskim. Koś­
ciuszkowskim i ul. Wioślar­
ską do wjazdu do Portu
Czerniakowskiego. Na "Cy-
pel Czerniakowski" przepły­
nąłem łodzią razem z Bro­
nisławem Niewiadomskim
tuż przed godzma n-tą.
Stojąc już na "cyplu"
byłem świadkiem, jak
rzeczna kanonierka nie­
miecka wyholowała z
Portu Czerni akowskiego
rufą statek "Halka" (ex
"Polska", obecnie "Dzier­
żyński") wykreoaiąc ko­
pułę z lufami dział w kie­
runku ulicy Solec. Statek
ten kanonierka odholowa­
ła w dół Wisły, gdzie na­
stępnie na wprost obec­
nvch "Ogródków Działko­
wych", pomiędzy ulicami
Krasińskiego i Potocką
przy Żoliborzu - został
zatopiony. W kilka mi­
nut po tym odholowaniu
statku "Halka" rozpoczę­
ła się silna strzelanina,
rozpoczęło się Powstanie
Warszawskie,
w tym czasie na "Cyplu
Czerniakowskim" znajdowa­
ły sil: następujące osoby:
Skwarski z żoną, Kossakow­
ski z żoną, Zaremba z żoną,
synem i cork.ą, Piotr Kalic­
ki, Bronisław Niewiadom­
ski z z-ma synami i zil:­
ciem Stefanem KOcbuchem
oraz ja razem 14 osób.
Byliśmy Odcil:ci i zdani na
własne siły, ponieważ nie
było żadnej możliwości
przedostania sil: na ulicl: So­
lec bl:dącą pod stałym i
systematycznym ostrzałem
ze strony Niemców. Nie by­
ło również możtlwośc! prze­
dostania sil: przez teren o­
sadników wodoclagowych,
gdyż znajdował sil: w rę­
kach niemieckich. Tym bar­
dziej nie było wówczas żad­
nej możliwości przedostania
sil: na PragI: z uwagi na sil­
ny ostrzał i całonocne o­
świetlanie reflektorem przez
Niemców obu brzegów Wisły
powyżej mostu Poniatow­
skiego. Sytuacja była tym
bardziej krytyczna, że na
przystani nie mieszkałem, a
wil:c nie miałem żadnej
,żywności. Jeżeli wil:c prze­
. żyłem te dwa tygodnie na
"Cyplu Czerniakowskim" -
zawdzięczam to życzliwości
Bronisława Niewiadomskie­
go, który dzielił sil: ze mną
posiadaną żywnością oraz
Zarembie przez ostatnie dwa
dni, a także rybom, jakle u­
dawało sil: złowić w 2 "wi­
rażkach". które ulokowałem
na dnie Wisły przy przysta­
ni. "Nadwiślanka".
....
G.
NA STAREJ POClTO·WCE·. Warszawa, most Poniatowskiego według jotograjii ówczes­
nej. Pocztówka wydana przed pierwszą wojną ŚWiatową
przez anonimowego wydawcę - rozbarwiona w druku. (Nadesłał p. Krzysztof
Alezandrowicz. z Warszawy).
KRYSTYNA WlODARSKA
• •
Czy pamiętasz
Jak to przez drzewa Agrykoli
Slońce prześwieca?
Jak ulicę,
Która nas niesie w dól powoli
Księżyc swym nakryl parasolem?
Jak w Botaniku bzy pachnialy
Kiedy mówi/eś mi po cichu
"Przecież Ty oczy masz jak bratki
Miękkie j ciemne".
Ja pamiętam
Lecz po cichutku i od święta.
W następnych dniach (2
i 3 sierpnia 1944 r.) nic
nie zapowiadało rychłego
zakończenia walk, przeto
poszczególne rodziny wy­
kopały w pobliżu przy­
stani na lądzie 5 schro­
nów. Nastrój wszystkich
zwłaszcza w ciągu
pierwszych 3 dni był
dobry, pełen nadziei na
pomyślne zakończenie
walk powstańczych.
W dniach następnych nic
się nie zmieniło w naszej
sytuacji. Nadszedł wreszcie
tragiczny w skutkach dzień
12 sierpnia 1944 r. (sobota).
Około godziny 15 zjawiło się
na "Cyplu Czerniakowskim"
2 nieznanych osobników u­
branych po cywilnemu. boso
z zawiniętymi do kotan
spodniami, ktorzy spenetro­
wali wszystkie przystanie I
przeprowadzili rozmowy z
poszczególnymi rodzinami.
Spotkanie moje z nimi mia­
ło riastępujący przebieg:
siedziałem nad brzegiem Wi­
sły kiedy ci dwaj OSObnicy
zjawili się za moimi plecami,
usiedli i rozpoczęli głośną
rozmowę po polsku pomiędzy
sobą, mniej więcej tej treś­
ci. że "gdyby mieli karabin
maszynowy, wówczas przedo­
staliby się na Wał Miedze­
szyński (ul. Miedzeszyńska)
i tym karabinem zabloko­
waliby ultcę niemieckie­
mu Wehrmachtowi". Rozmo­
wa ta wydala mi sil: podej­
rzana. Nie rozmawiałem
więc z nimi, obaj OSObnicy
zaś wkrótce odeszli. Kiedy
następnie wróciłem do mych
towarzyszy i dowiedziałem
się. że obaj ci ludzie roz­
mawiali z nimi - bylem pe­
len naj gorszych przeczuć.
Około godziny 18 ogień dzia­
łek i karabinów maszyno­
wych niemieckich ulokowa­
nych na praskich wieżycz­
kach mostu Poniatowskiego
skierowany został na wszys­
tkie przystanie i statki za­
kotwiczone po stronie war­
szawskiej. W ciągu kilkuna­
stu mnut uległy zatopieniu
statki .,Bajka" "Faust",
przystanie "Maneta" i "Ma­
rena", zapalone - pływalnl.a
Skwarskiego i przystań Ka­
lickiego. Potem zatopiono
pozostałe przystanie.
Wszyscyśmy przebywa­
li w schronach, ja tym
razem - w schronie Za­
rembów. W pewnej chwi­
li Zaremba wyjrzał ze
schronu i zobaczył, że pa­
li się przystań Kalickie­
go, która była zakotwi­
czona tuż przed jego
przystanią. Zaremba za­
wołał syna i obaj pobieg­
li w kierunku ich przy­
stani, aby nie dopuścił:
do przerzucenia się ognia
z płonącej przystani Ka­
lickiego. Silna strzelanina
nadal trweła, a Zarem-
bowie nie wracali, toteż
zaniepokojony ich nie­
obecnością wyszedłem ze
schronu i wykorzystując
naturalną osłonę krza­
ków i nierówności grun­
tu dotarłem, czołgając
się do przystani Zarem­
bów i tu oczom moim
przedstawił się okropny
widok.
Tuż nad wodą leżał na
piasku zabity Zaremba.
Pocisk dużego kalibru
przebił obie burty (lewą
i prawą) barki, na 'której
wybudowana była przy­
stań i spowodował śmierć:
Zaremby. Jego syn leżał
na dnie łodzi rybackiej,
obok burty w stanie ago­
nalnym, nieprzytomny,
uderzony został bowiem
w głowę belką � wyrwa­
nej pociskiem bariery,
jaka biegła wzdłuż przy­
stani. Kolejno, etapami z
uwagi na silny ostrzał -
wyciągnąłem syna Za­
rem by najpierw z łodzi
na ląd, a następnie znad
wody na górny brzeg i
wreszcie do schronu,
gdzie niestety wkrótce
zmarł. Tej nocy Kalicki,
Bronisław Niewiadomski,
jego dwaj synowie i zięl:
Stefan Kocbuch przedos­
tali się kajakami na stro­
nę praską. Całą niedzie­
lę 13 sierpnia 1944 roku
przebywaliśmy w schro­
nach w otępieniu i ciszy,
nie rozmawiając i nic nie
jedząc, poza kilkoma
kostkami cukru. Nikt też
nie spał tej nocy. W po­
niedziałek 14 Sierpnia
1944 r. nad l'lanem około
godziny 3 Niemcy wyjąt­
kowo wcześnie zgasili re­
flektor i tym samym nie
oświetlali Wisły i obu jpj
brzegów, a ponieważ
równocześnie księżyC
przesłoniła czarna, nie­
wielka chmura - stwo­
rzyła się możliwość prze­
dostania się przez Wisłę
na Sas'ką Kępę. RyzykO
było wielkie, ale śmierl:
mogła nas spotkać i na
tym "Cyplu" - nie by­
ło więc innego wyboru.
Przygotowaliśmy więc
lejtak (łódź rybacka z
dwoma czubami) po CZy�
Skwarscy, Kossakowscy !
Zarembowa załadowalJ
naj niezbędniejsze ruch�­
mości, wszyscy w licZ�le
7 osób wzi�li do rąk WIO­
sła i w ten sposób prze­
płynęliśmy z lewego na
prawy brzeg Wisły, lą­
dując nG Saskiej KęJ?le
tuż za plażą Kozłowsk1E,!­
go, mniej więcej v.: C?kob­
cy ulicy GenewskIeJ.