/stolica1969_nr_12_23.03_s_01.djvu

			•
<.
,�
.,
"
fU
Ił"
ł
l
•
...
•
•
-=:-,
MIECZYSŁAW FOGG - PIEŚNIARZ WARSZAWY - OBCHODZI 40-LECIE SWEJ PRACY ARTYSTYCZNEJ
I I l
• •
ł ł
",
,
l
I I �
l ł .
Fot. J, Sielski
• ł l .II
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_02.djvu

			-'
--
\
fi
/'
-:
/
»:
/'
/'
V
r
I
I I
I
I
l t r
•
WicemiBteT 11168 - Muzeum Plakatu w Wilano­
wie Fot. Janusz SmopOTZewski
o TYTUŁ
"MISTER
WARSZAWY"
Przez 8 !kolejnych lat,
począwszy od pierwszego
Mistera ,Warszawy", któ­
�ego tytuł zdobył dom
przy ul. Kredytowej 8,
wyłoniono 8 najlepszych
domów mieszkalnych
(Niska 11, Krasińskiego -
osiedle Sady Zoliborskie
blok 113, Czerni akowska
- osiedle Sielce budynek
C nr 6, al. Sobieskiego 114,
osiedle "Batory" ul. Julia­
na Bruna 2, Stołeczna 17 i
Okopowa 22).
Wiele się przez ten o­
kres w warszawskim bu­
downictwie zmieniło; zna­
ne postępy ·poczyniły u­
przemysłowlenie, mecha­
nizacja, unifikacja, bu­
downictwo wysokościowe.
Z drugiej jednak strony
konieczność szybkiego bu­
dowania jak majwiększej
ilości mieszkań przy dale­
ko posuniętych oszczęd­
nościach zmuszała do o­
graniczania normatywów,
,,redukcji" wyposażenia
itp. ograniczeń, które od-
.....
kiewicz, Bolesław Wala
Stefania Wielądek. Kon­
strukcja inż. Wiesław Kło­
kocki !l; biura "Miastopro­
jekt Specjalistyczne" (wyko­
nawoy: Przedsiębiorstwo Bu­
dpwnictwa .MiejSkiego "Sród­
mieście" i Przedsiębiorstwo
Robót Wykończeniowych
"Muranów").
.Budynek ten O 4 kon­
dygnacjach wyposażony
jest w warsztaty specja­
listyczne i dużą salę gim­
nastyczną dostosowaną do
projekcji filmowych, a
dostępną również i dla
mieszkańców sąsiednich
domów. Konstrukcja bu­
dynku z elementów pre­
fabrykowanych Uriifikacji
Warszawskiej, kubatura
35 390 m3, powierzchnia
użytkowa 8039 m2• O je­
go 'kształcie zadecydowała
sytuacja urbanistyczna i
położenie szkoły przy Tra­
. sie Północ Południe (tj.
przy jednej z głównych
arterii stołecznych). Auto­
rzy rozdzielili przy tym
udane różne funkcje dość
skomplikowanego obiek­
tu: sale lekcyjne, pracow­
nie, la:boratoria, warszta­
ty poligraficzne ltp., a na
każdym 'piętrze zaprojek­
towali po jednym dużym
!pomieszczeniu rekreacyj­
nym, gdzie młodzież zbie­
ra się podczas przerw.
Technikum jest jedyną
tego typu szkołą w kraju.
pełniącą rolę głównego o­
środka szkolenia i specja­
lizacji fachowców - po­
ligrafów. Na zajęciach
dziennych kształci się tu­
taj 800 uczniów. Po połud­
niu czynne jest tu ponad­
to technikum dla pracu­
jących z wydziałem zao­
cznym oraz Państwowa
Szkoła Techniczna dla
Pracujących.
Do uzyskania zaszczyt­
nego tytułu "Mistera"
przyczyniło się dobre roz­
wiązanie urbanistyczno­
architektoniczne, prawid­
łowe rozwiązanie funkcjo­
nalne i techniczne wnętrz
oraz dobry poziom robót
budowlanych.
Wicemister 11168 - Instytut Pro/tlaktyki Osrodka Medy:cYnJ;:'of.r'ii.Y J::;�� .
Ul. G6rczewsktej
biły się niekorzystnie na
wygodale użytkowników i
wyglądzie samych miesz­
kań. Coraz trudniej wy­
bierać 'było najlepszy 0-
bie�t spośród dziesiątków
stypizowanych domów.
Ranga tytułu wylkluczala
jakiekol wiek zastrzeżenia!
W dziewiątym z kolei
konkursie na "Mistera
Warszawy 1967", rozsze­
rzono ostatecznie jego za­
'kres na całe budownictwo
kubaturowe, z wyjątkiem
przemysłowego. Wśród
zgłoszonych kandydatów
znalazły się po raz pier­
wszy szkoły, placówki
służby zdrowia, handlo­
we, usługowe itp.
Ostatecznie pierwsze
miejsce, uzyskała szkoła
przy ul. Piaseczyńskiej na
Dolnym Mokotowie, a ty­
tuły "Wicemisterów" bu­
dy.nelk mieszkalny przy
u'l. Osowsklego 80 (osied­
le MIlodych) oraz bar
szybkiej obsługi ,.Gruba
Kaśka" przy Trasie W-Z.
Pomimo różnorodności o­
biektów utrudniającej
dokonanie trafnego wy­
boru, ustalenie wspólnych
kryteriów jakimi były
funkcjonalność budynku.
staranność. wykonawstwa,
wysokość kosztów pozwa­
lało na obiektywną ocenę.
Teraz mamy już poza
sobą dziesiąty, jubileuszo­
wy konkurs na "Mistera" .
Rozstrzygnięcie nastąpiło
Mister Warszawy 1968 - budynek Techntkum Poligraficznego
na Stawkach Fot. CAF
II!! !! ! .. !I Ił!! !!
'-r-
w przeddzień 24 rocznicy
- wyzwolenia Warszawy, a
wyniki opublikowano 17
stycznia 1969 r. Na pier­
wszym 'posiedzeniu jury
(6 stycznia 1969) dokonało
wstępnej eliminiacji spo­
śród zgłoszonych ponad
30 obiektów. 10 stycznia
odbyła się wizja lokalna
w terenie. W poszulkiwa­
niu "Mistera" przemierzo­
no 85 km, od Wilanowa
i Wierzona przez Saską
Kępę - Bródno - Żerań
- Bielany i Młociny po
Wolę i Ochotę. Obejrzano
przeprowadzając natural­
nie konsultację z użyt­
kownikami - 18 zakwa­
lifikowanych do półfina­
łu obiektów, w tym 9 do­
mów mieszkalnych. 2 biu­
rowce, muzeum plakatu
w Wilanowie, pawilon
wystawowy SARP-u, dwie
szkoły oraz kilka placó­
wek o charakterze nauko­
wym jak Instytut Zywie­
nia i Zywności, Ośrodek
Medycyny Pracy, ośrodek
zdrowia i przychodnie.
Ważnym kryterium stała
się wygoda użytkownika i
jego opinia.
I z tym właśnie ostat­
nim "za i przeciw" byto
najwięcej kłopotów gdy
w grę wchodziły domy
mieszkalne. Ogólnie na­
rzekano na złą jakość u­
rządzeń i materiałów bu­
dowlanych (zła akustyka
nieszczelne okna i drzwi,
!psujące się windy, hałaś­
liwe iprzewody etc.). Do­
dając do tego ,powszechne
7'łle na n iedogrzewani e
mieszkań (zimne kalory­
fery!) i niezadowolenie z
ciemnych tj. pośrednio o­
świetlanych kuchen .oraz
zbyt ciasnych przedpoko­
jów i łazienek (ten gene­
ralny w odczuciu miesz­
kańców mankament jest
niemal powszechny, bo
związany z obowiązują­
cym w tym okresie ty­
pem budownictwa) - sy­
tuacja w .. mi�d()wce·'
rysowała się niekorzyst­
nie.
Powiedzmy sobie szcze­
rze, o ile przed kilku la­
ty mieszkańcy wyrażali
pełen entuzjazm, obecnie
często dziwiono się iro-
nicznie: .masz dom ma
być najlepszy?"
Trudno było znaleźć o-
biekty odpowiadające
wszystkim stawianym
przez konkurs warun­
kom. Budynki mieszkalne
na Bródnie odznaczały
się dobrym układem ur­
banistycznym i świadczy­
ły o trosce rw dobrym za­
gospodarowaniu wnętrz
osiedlowych lecz jednocze­
śnie nie odpowiadały in­
nym wymaganiom. Bardzo
ostro krytyikowali właśnie
sami mieszkańcy dom
przy .pl. Przymierza na
Saskiej Kępie, choć z dru­
giej strony wyróżniał się
on dobrym usytuowaniem
i interesującą sylwetą
architektoniczną. Dobre
rozwiązanie mieszkań jak
np. w wypadku budynku
przy Agorze 14 (osiedle
młocińskie) - często de­
zawuowały: nie uporząd­
kowane· otoczenie, usterki
wynikające ze złej jakoś­
ci materiałów budowla­
nych. nazbyt oszczędne
rozwiązania w (sposób
"udziwniony") itd.
Przy silnej .konkurencji
dbiektów użyteczności pu­
blicznej, spośród których
znacznie więcej kwalifi­
'kowało się do nagród niż
mogło je regulaminowo
otrzymać, budynki miesz­
kalne zdecydowanie usu­
nęły się w cień; po raz
pierwszy żaden z nich nie
uzyskał nawet tytułu "wi­
cemistera".
Spośród szczególnie wy­
różniających się pozio­
mem i jakością architek­
toniczno-budowlaną pre­
tendentów do Mistel'a i
Wicemisterów Warszawy
1968 jury wybrało trzy
najlepsze obiekty, które
zyskały najwyższe oceny.
Tytuł "Mistera", a więc
najlepszego obiektu roku
zdobył budynek Techni­
kum Poligraficznego 'ha
Staw,kach. Tytuły .,Wice­
misterów" Muzeum
Plakatu w Wilanowie o­
raz Ośrodek Medycyny
Pracy - Instytut Profi­
laktyrki !przy ul. Górczew­
skiej 89.
Autorami "MIstera" są:
mgr inż. arch. Roman Dut-
Muzeum Plakatu w Wila­
nowie, które uzyskało tytuł
"Wicemistera Warszawy
1968", prezentowaliśmy już
kilkakrotnie na naszych ła­
mach. Jego autorami są: ge­
merabny projektant zespołu
wUanowskiego mgr inż arch.
Jacek Cydzik (od ub. r.
dzielnicowy architekt Moko­
towa), mgr inż. arch. Hali­
na Kossuth (projekt archi­
tektoniczny) oraz inż. Adam
Pulikowski. Generalnym wy­
konawcą jest PP Pracownie
Konserwacji Zabytków
Oddział Warszawski.
Kubatura 7313 m:l. No­
woczesny pawilon o 'kon­
strukcji żelbetowo-szkie­
letowej został udanie
wkomponowany w adap­
towaną całość zabytko­
wej archiotektury - daw­
ną ujeżdżalnię i wozow­
nię wilanowską. Właśnie
to umiejętne wkompono­
wanie nowej treści no­
woczesnego na wskroś o­
biektu w zabytkowe za­
budowania zespołu wila­
nowskiego oraz w krajo­
braz parkowy - zasłużyło
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_03.djvu

			sobie zdaniem jury
konkursu na wysokie
wyróżnienie. 'Yys� o­
cenę uzyskał rowmez po­
ziom robót wykończenio­
WYch, a w sumie walory i
efektyplB;Styczoe całości.
Instytut Profilaktyki Ośro­
dka Medycyny Pracy (ul.
G6rczewska 89) zaprojekto­
wali mgr Inż arch. Adam
Wiesław Krawczyk I mgr
inż. arch. Andrzej SochaC'kl
(konstruktor, zmarły przed
2 laty).
PrOjekt powstał w la­
tach 1963-1964; ·placówka
będąca pierwszą tego ty­
pu w kraju zajmuje się
"profilaktyką i badaniami
chorób .zawodowych (stąd
J.iczne laboratoria specja­
listyczne, wibracji, oświe­
tlenia, toksykologii i in: o­
raz gabinety lekarskie,
zabiegowe). Jednopiętro­
wy budynek o :kubaturze
21 381 m3 zawiera ogó­
łem 145 pomieszczeń, w
tym oprócz wymiento­
nych uprzednio sale wy­
kładowe i odczytowe, bi­
bliotekę, aptekę. W przy­
szłości powiązany zostanie
z budowanym w sąsiedz­
twie szpitalem doświad­
czalnym i przychodnią re­
jonową, !Worząc specja­
listyczny kombinat służ­
by zdrowia przeznaczony
(w zasadzie) dla pracow­
ników budownictwa.
Ten .. Wicemister" sta­
nowi dobry przykład traf­
nego rozwiązania funkcjo­
nalno-przestrzennego, do­
stosowanego do charakte­
ru placówki. Wyróżnia się
rÓWnież wysokim pozio­
mem robót budowlanych i
bardzo starannym wykoń­
czeniem wnętrz, które to
SUkcesy zawdzięcza wy­
konawcom: Przedsiębior­
stwu Budownictwa Uprze­
mysłowionego Północ (ge­
neralny wykonawca) i
Przedsiębiorstwu Robót
WYkończeniowych .. Mura­
n�".
Trzy wyróżnione naj­
lepszymi ocenami obiekty
miały w grupie obiektów
użyteczności ·publicznej
dość sUną konkurencję.
Kwalifikował się do na­
grody również i pawilon
WW..:lwowy SARP, .za
CZYStość 'kompozycji ar­
chitektonicznej; wyrÓŻ­
niający się prostotą u­
kładu funkcjonalnego i b.
dobrze oceniany przez je­
go użytkowników Instytut
ZYWienia i Zywności, a
także Szkoła Rzemiosł
przy ul. Generała Zającz­
ika (dobre walory archi­
tektoniczne i jakość ro­
bót). W miarę możliwości
'Postaramy się i tych u­
CZestników .konkursu za­
prezentować naszym Czy­
telnikom, gdyż .zarówno
autorom jak a samym o­
biektom należy się słusz­
nie choć taki rodzaj satys­
fakCji.
KRYSTYNA KRZY2:AKOWA
=
I
lo
)
Pa-rte·r "Jltniora" - sala ekspozycji oczekują­
ca na urzqdzenie i zagospodarowanie
Zdjęcia: Henryk Jurko
"JUNIO R" FI NISlUJE
Budowlani już dawno powinni zakończyć
prace przy budmyiE! "Juniora". Pierwszy dom
towarowy na Sclan1e Wschodniej Marszałkow­
skiej nie jest jeszcze gorowY.
Odbywamy orientacyjny spacer po tym
handlowym królestwie mającym 67 000 m3 i
12000 m2 powierzchni.
Od zagłębionych w ziemię piwnic (mieszczą­
cych magazyny i wszelkie urządzenia technicz­
ne jak m. in. hydrowęzły, pomieszczenia komór
niskiego napięcia, maszynownia klimatyzacyj­
na, obrotnica samochodowa) wędrujemy w gó­
rę, drogą przyszłych klientów. 6 klatek seho­
dowych i imponująco prezentujące się schody
ruchome wykonane przez katowickie zakłady
.. Elewator" , wiodą w górę I w dół w zależ­
ności od tego dokąd zechcemy się skierować.
Cały budynek ma bowiem jakby dwa odręb­
ne plony: użytkowy i gastronomiczny, dość wY­
raźnie od siebie oddzielone i z odrębnymi wej­
ściami.
A więc parter to przede wszystkim tzw. sala
ekspozycji o powierzchni około 1000 m2, Klub
Międzynarodowej Prasy i Książki (od strony ul.
Sienkiewicza) i bar kawowY (od ul. Kniew­
sktego), W obu krańcach budynku na antresoli
usytuowano (po analogicznych stronach) dalsze
pomieszczenia Klubu MPiK oraz kawarnię po­
łączone galeryjką.
Na I piętrze marny salę sprzedaży o po­
wierzchni 1600 m2 oraz kawiarnię z dansingiem.
Na II piętrze oprócz równie wielkiej sali sprze­
daźy - pomieszczenia klubu dla młodzieży
obejmujące salę projekcyjno-odczytową i tzw.
gabinety gier clcnycn. III piętro stanowią po­
mieszczenia administracyjno-biurowe.
Z domem towarowym .,JunIor" związany jest
funkcjonalnie kabaret, który umieszczono pod
wzniesionym w bezpośrednim sąsiedztwie sze­
rokoekranowym kinem .. Relaks". Główne wej­
ście do lokalu kabaretu wiedzie właśnie z .. Ju­
niora".
Efektownie prezentują się cztery ełewacje z
masą szkła i lśniącego aluminium, a i sarn
dach można by właściwie traktować jako -
elewację piątą. Otoczerrie na które składają się
budynki wysokie podyktowało konieczność nie
mniej efektownego rozwiązania powierzchni
dachu oglądanej z góry przez wiele oczu ludz­
kich. Stąd więc nie nużąca oka forma i sta­
ranny "wystrój" w postaci specjalnych, prefa­
brykowanych płyt ram rąbowycn,
Budowa trwała długo. Zgodnie z UChwałą
KERM-u termin dostarczenia pełnej dokumen­
tacji ustalono na 31 XII 1966 r .. ale ... Znamy to,
znamy! Ostatecznie budowa ruszyła de facto
wcześniej niż wynikałOby to Z uchwały, uza­
leżniającej rozpoczęcie prac od terminu dostar­
czenia pełnej dokumentacji! A ponieważ obiekt
miał niezaprzeczalnie charakter budowy proto­
trnowej - stąd trudności.
K. K.
-
;
-c- ...
ł I' ł
..
-
-
-
-�
�
- -
-
- -
I:
- �
----
"-
-�- -
-
-
-
-'.
Schody ruchome PTodukcjt katowickic', zakładów "Elewator"
Klatka schodowa pomłędzy l ł II piętrem: 'Wygodne szerokie stopnie, po­
mysłowa podWÓjna pOTęClz (dla wygody klientów o różnym wzroście)
f
I
. I:' � 11 IIII II
II
111/ 1111 J oli
IIIlf!!ffIIIIII L'
•
III
\.
k'i
,
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_04.djvu

			I I
Publikując fragment
wspomnień z okresu oku­
pacji, obejmujących tzw.
"sprawę szwedzką" ("sto­
lica", Nr 34 z 1968 r.),
kierowałem się intencją
przedstawienia wydarzeń,
rozgrywających się w
czasie wojny i znanych
tylko nielicznym warsza­
wiakom, przeżywającym
okres hitlerowskiej oku­
pacji w stolicy, a zupeł­
nie obcych tym, którzy
zadomowili się w niej po
wojnie.
Wspomnienia obejmo­
wały zespół wydarzeń,
obserwowanych ze stano­
wiska operacyjnego w
akcji bez zamierzenia
pełnego wyczerpania te­
matu. Nie przewidywa­
łem wówczas, że moja re­
lacja, ograniczona do
własnych przeżyć, wywo­
ła szersze zainteresowa­
nie, potwierdzone napły­
wem korespondencji, od
wcześniej nie znanych mi
osób, rozmowami na ten
temat, wreszcie - arty­
kułami pp. R. Papaya i
B. KroIla ("Stolica" Nr-y
44 i 50/51 z 1968 r.).
Szczególnie relacja B.
KroIla, oparta na aktach
sądowych Trybunału Lu­
dowego w Berlinie i za­
wierająca dane z prze­
biegu dwóch karnych
spraw, wytoczonych ucze­
stnikom akcji, prowadze-
I I
I I I
nej połączonymi wysiłka­
mi Szwedów i Polaków,
decyduje o jej ważnym
znaczeniu. Margineso­
wym lecz również intere­
sującym szczegółem jest
informacja ks. Aleksan­
dra Cegfowskiego, za­
mieszczona w n-rze 49
. ,Stolicy" i przedstawiają­
ca okoliczności wyjazdu
rodziny gen. W. Sikor­
skiego za granicę już po
wybuchu wojny.
Z nawiązanej w powyż­
szy sposób łączności z
czytelnikami wypływa
życzenie zapoznania się z
tłem historycznym rela­
cjonowanych wydarzeń;
zadanie jest o tyle utrud­
nione, że lokalizacja o­
środka działania za gra­
nicą i sam charakter
akcji nie pozwalają na
czerpanie wiadomości ze
źródła informacji. wobec
czego można opierać się
tylko na dostępnych frag­
mentach. W tej sytuacji
- ulegając życzeniom ko­
respondentów - posta­
ram się przedstawić hi­
storyceny przebieg wyda­
rzeń na podstawie posia­
danych wiadomości.
Około 1941 roku Szwe­
dzi przebywający w War­
szawie zaczęli angażować
się w sprawy, dotyczące
obywateli polskich, prze­
bywających za granicami
kraju, niesieniu pomocy
pozostałym w kraju ich
CIeplejsze promło>nle ,,'ońea wzmOgły Tueh
kOWl	
			

/stolica1969_nr_12_23.03_s_05.djvu

			trzymania miedzi trans­
formatorowej w ilości
ponad l tonę; wiedzieliś­
my z doświadczenia. że
to nie nastąpi mimo o­
trzymania zaświadczeń o
pilności na odpowiednich
formularzach zamówień
na ten materiał. Po kilku
dniach zgłosili się do mnie
ponownie ci sami cywile
i w toku rozmowy wyra­
zili obawę, że dostawa
może ulec zwłoce w przy­
padku oczekiwania na
przydział. wobec czego
proponują praktyczniej­
sze rozwiązanie w posta­
ci dokonania zakupu na
"czarnym rynku" i dekla­
rują zapłatę w żądanej
wysokości. Odpowiedzia­
łem, że nasze przedsię­
biorstwo reprezentuje
kraj neutralny i że jego
właściciele kategorycznie
zakazali nam kontaktów
z .,czarnym rynkiem",
jako ruele,galnych wobec
władz niemieckich, czego
skrupulatnie przestrzega­
my i nie posiadamy po­
wiązań z tym żródłem za­
opatrzenia; dodałem, iż
według mojego przy­
Puszczenia, jeżeli nawet
takie źródło zaopatrzenia
istnieje, to wątpię, czy
zdoła dostarczyć miedż
specjalną i to w tak du­
żej ilości, W rezultacie
umówiliśmy się. że sami
poszukają i zakupią po­
trzebny materiał, a my
go przerobimy, co zresz­
tą nie nastąpiło i szkiele­
ty transformatorów do­
czekały końca wojny. A
wszystko to działo się w
sytuacji, gdy mieliśmy
dość poważne zapasy te­
go surowca, "zamelino­
wane" w obcych po­
mieszczeniach. Parniętam.
że w dniu wybuchu
powstania dysponowa­
liśmy wśród nielegalnych
zapasów 17 tonami mie­
dzi ,transformatorowej.
Innym środkiem walki
było utworzenie zakon­
spirowanego funduszu
sabotażowego, który do
końca wojny przekroczył
kwotę 5 mln złotych. Fi­
nansowaliśmy z tej puli
zakup deficytowych su­
.rowców, wypłaty dodat­
kowe, uzupełniające gło­
dowe płace /pracowników
Według urzędowe] tabeli,
dożywianie dzieci, spora­
{lyC"znie wypłacane zasiłki
OSobom, przewaznie
WSkazywanym przez
Szwedów, pomagaliśmy
OSObom prześladowanym,
między innymi inżynie­
rOwi Z. F., który został
Przez Niemców zdekon­
SPirowany jako "rasowo
Obcy"; jego żonę i córkę
zastali w domu i zastrze­
lili. Wyrobiliśmy mu do­
Wód aryjski i w ciągu ro­
ku osobiście doręczałem
łllu miesięczne zasiłki na
utrzymanie, spotykając
się każdorazowo w innej
.. melinie".
Od czasu do czasu
otrzymywałem wiado­
łllości, że i pozostałe pla­
CÓwki szwedzkie w War­
szawde nie "Zachowywały
się biernie, leoz nie posia­
dam dostatecznych da­
nych o ich działalności po
1942 r.
Akcję naszą przerwało
POwstanie W al·S7.a wskie.
..
ZBIGNIEW SUDOLSKI
WARSZAWSKIE
PODRÓŻE
IGNACEGO
DOMEYKI
Przyszły biograf I�na­
cego Domeyki 0802-
1889), cenionego chemika.
mineraloga i pamiętnika­
rza będzie musiał
uwzględnić w tym nie­
zwykłym życiorysie aż
dwukrotny pobyt w War­
szawie. Dla urodzonych
w dalekiej nówogród­
czyźnie nie był to wów­
czas szlak przetarty, wy­
starczy uprzytomnić so­
bie, że Mickiewicz nigdy
nie widział stolicy!
Pierwsza warszawska
podróż Domeyki plano­
wana była już w niespeł­
na rok po zakończeniu
procesu Filomatów, w
wyniku którego młody
absolwent Uniwersytetu
Wileńskiego został inter­
nowany na wsi. Zbyt ma­
ło uwagi, jak sądzę, po­
święcono dotąd tej za­
mierzonej podróży, która
bvła bardzo xręeznyrn po­
sunięciem taktycznvrn.
Ignacll Domellko
Obwiniony i osądzony w
niedawnym procesie 23-
letni młodzieniec, w kil­
ka miesięcy później, wio­
sną 1825 r. zostaje pole­
cony specjalnym listem
przez pro.f. Jana Sniadec­
kiego gen. Wincentemu
Krasińskiemu. którego
wstawiennictwo u w. ks.
Konstantego miało uła­
twić Domeyce dostanie
się do korpusu inżynie­
rów w Warszawie. Pierw­
sza planowana warszaw­
ska podróż Ignacego Do­
meyki miała więc na ce­
lu stabilizację losów
absolwenta wileńskiej u­
czelni oraz wyrwanie się
spod kurateli' tamtejszej
policji. Plany te zakoń­
czyły się jednak fiaskiem
- nie wiadomo, czy pro­
tekcja gen. Krasiń'skiego
była zbyt ostrożna, czy
też sam w. ks. Konstan­
ty nie chciał widzieć w
swym korpusie człowieka
skompromitowanego w
,procesie Filomatów
faktem jest, iż Domeyko
celu swego nie osiągnął
(M. Bali ilsk i Pamiętn.iki
o J. Sniadeckim Wilno
1865, t. I, s. 882; St.
-
j
•
-
\
\
\
•
I,
l,
"
.:
"� ..
...
.
-
"
Zima odeszła - wloBna jeszczp nlelmlala. Ul. Freta w marcowym slońcu
Tot. H. Jurko
Kossówski KaTtka Z ży­
cia Domeyki "Słowo Pol­
skie" Lwów 1904 nr 3JP).
Wileńszczyznę udaje
się Domeyce opuścić do­
piero w połowie 1830 r.
Wówczas to po raz pierw­
szy odbywa podróż przez
Polskę i odwiedza War­
szawę. Zobaczmy, jak
ten zasiedziały na wsi
Litwin opisuje swoje
wrażenia w nieznanym
dotąd liście do Antoniego
Edwarda Odyńca, który
wraz z Mickiewiczem po­
dróżował wówczas po
Europie.
(pazdziernik (7) 1830)
Mój Edwardzie! opisałem
Adamowi smutny obraz na­
szej Litwy lękającej się co
mnment przyjścia morowej
zarazy nazwanej cholerą.
która od Moskwy ku nam
się przybllZa. Tobie tylko
dodam. te ta obawa jaką wi­
dzę na przelęknionych mie­
szkańcach ma 1 na mnie
wpływ, którego CI nie u­
miem opisać. Niczym Innym
dotąd nie zajęty jak żądzą
wojatowanla, -dziś bym nie
miał śmiałości opuszczać
stron rodzinnych. Smutne
dziś potegnanle, a niespokoj­
ność wzrastałaby z oddałe­
niem od !kraJu; nie mysię o
żadne] podróży, W potną je­
sień po powrocie z Warszawy
zajęty bylem sadzeniem
drzew I poprawą mieszkań
wrośclanom. ( ... 1 POdrót mo­
ja do Warszawy jako pierw­
sza w :l:yclu była dla mnie
przyjemną, rozkoszną. od:l:y­
łem był nieco. Miasto same
w posród drogiCh zabytków
dawnej narodowej wielkości
miało dla mnie wejrzenie mi­
litarno-rękodzielniczej odno­
wionej osady: samych kosza­
rów na 12000, a co tych fa­
bryk, parowych machin et('.ł
Nie wstYdzę się tego wy­
krzyk.niku. bo wiecie, te ma­
ło świata widziałem. Brakło
mi tylko w Warszawie -
przYjaciół, Jakich dla siebie
żądać na.wykłem. Co do ludzi
z ktoryml się zS7edłern, bar­
d71ej mię nieraz gniewali nl-
tell owe posągi Janów I Zyg­
muntów, którym dziś tak nie
do twarzy dzisiejsza Warsza­
wa. zgroza mię przejęła wi­
dząc. te nie tak gorąco o
ty.ch mi wspomi1Jlall, o któ­
rych im z uniesieniem mo­
wUem. Dostrzegłem w ogól­
ności jakąś kostyczność w
rozmowie, a skłonność do
tego tylko co jest świetnym
choć na pozór, choć zniko­
mo. Plan JoachImI Lelewel
zawsze .nleporównll'lly, cu­
downy. Z Twoich przyjaciół
(Stefan] Witwicki mi się po­
dobał, bo wid2lałem, te Clę
bardzo kocha. ( ... ] Nasz
(Tadeusz] Hrellorowlcz wy­
borny, poczciwy. Krasinski
(Walerian) chelał mię w świat
piękny wprowadzić, ale na
ten raz, bawiąc 3 tygodnie
tylko, wolałem z tym:l:e u­
przedzeniem o salonach wy­
jechać, jakie z Za,pola przy­
wiozłem. Nieraz chodząc po
Ogrodzie Saskim spogląda­
łem na okna Twoje osieroco­
ne; tal md było lat moich sa­
motnie spędzonych w zapo­
lu, wtenczas, kiedy Ty ba­
wiąc w Warszawie mogteś mi
jeden dać uczuć prawdziwe
Jej powaby. P.rzY2Jnam się
nawet Tobie, te podrót po
kraju polsldm była dla mnie
milszą nit sama Jej stolica.
Akcent naszych Mazurów,
Jch wesołość, dobry byt, wi­
dok Lomty, Ostrołęki, Puł­
tuska, Serock, Jabłonna etc.
wiele mi przyjemnych obu­
dzało myśli l uczuć, a mniej
roztargniony byłem ntżeu w
zgiełku miejskim, do które­
go nie jestem nawykły. Nie­
chętnie CI dodać muszę, te
w tej pOdróty skradziono mi
pugUares, w którym wiele
drogi.ch dla mnie pamiątek
było. Odtąd pieniądze zawsze
osobno chować będę, bo
przy nich nieraz co dro:l:s7.e­
go łakomy złodziej skradnie,
Jak mi BIt: to raz zdarzylo.
Były tam l do Ciebie dwie
kartki, w których dwa po­
zdrowienia od najdrotszych
Tobie osob miałem wysłać z
Warszawy; za pokutę dla
siebie I ja nie pl'iałem do
Wa.... ( ... ] (Ze zf>lorow Bff>lło­
-'('ki PoIlIkip) 1V Parv�IIJ.
Zastanawiająca jest
rzucona tu przelotnie
diagnoza społeczeństwa
warszawskiego jego
"kostyczności i skłonnoś­
ci do tego tylko co jest
świetnym", oziębłość w
stosunku do reprezentan­
ta dalekiej Litwy - i to
wszystko na kilka mie­
sięcy przed wybuchem
powstania Hstopadowego!
Znacznie pozytywniej o­
cenił Domeyko swą po­
dróż � Pcdsk� choć
zapewne po raz pierwszy
w życiu został wówczas
okradziony.
Po raz drugi przybył
Domeyko do Warszawy
dopiero po przeszło 50
latach, w r. 1884, już jako
80-paroletni starzec. Miał
już wówczas za sobą lata
tułaczki po upadku pow­
stania i długoletni, nie­
zwykle twórczy pobyt w
Ameryce Połudnlowe],
gdzie jako profesor che­
mii i mineralogii położył
ogromne zasługi dla
nauki i organizacji ko­
palnictwa siarki w Chile.
Warszawa przyjęła wte­
dy bardzo serdecznie
swego słynnego rodaka.
Zamieszkał on u Odyń­
ca, w mieszkaniu jego
córki Teresy Chomętow­
skiej. Improwizacjami
poetyckimi witali go
Deotyma i Adam Pług.
Wkrótce Domey�o wraz
z Odyńcem wyruszyli W
strony rodzinne na Litwę.
Odbywał wówczas Do­
meyko po raz ostwtni po­
dróż na .szlaku łączącym
Warszawę z litwą (W.
Korotyński Ionacy Do­
meyko w WaTsz,au,ie W
Księdze pamiqtkowe; -na
uczczenie l{)O Tacznicy u­
Todzin A, Mickiewicza
Warszawa 1898 t. III, s.
111-117l.
I
t
I
I
I
I
I l,
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_06.djvu

			\
Najstarsze zdjęcie z alblLmu ro	
			

/stolica1969_nr_12_23.03_s_07.djvu

			dało ich "pl·Zekrzycz�".
Nawiasem mówiąc więk­
szość członków chóru sta­
nowili zapaleńcy, mania­
cy śpiewu, którzy poza
·kościołem nie mieli gdzie
pośpiewać... Początkowo
śpiewałem więc na pół
głosu. Po dwóch miesią­
cach nabrałem pewności
siebie i... poszedłem na
całego. Moi koledzy byli
zaskoczeni siłą głosu. W
chórze śpiewało się tylko
w niedzielę, natomiast
dwa lub trzy razy w ty­
godniu odbywały się .pró­
by - w domu organisty.
Pewnego dnia na próbę
przyszli - co stwierdzi­
łem ze zdzilwien.iem -
dwaj artyści Operet. •••.
Rozpoznałem w nich te­
nora Stanisława Stasiaka
i Ludwika KierSkiego,
znanego dziś pod nazwi­
skiem - Ludwik Sempo­
lińs'ki. Organista dorabiał
jako... sufler w Operetce
i miał dobre koneksje z
solistami, których udawa­
ło mu się pozyskiwać na
świąteczne nabożeństwa.
Zbliżało się właśnie Bo­
że Narodzenie i pan Szych
prowadził pospiesznie pró­
by z chórem i obydwoma
solistami. Na pierwszej
próbie artyści z Operetki
śpiewali refren kolędy -
.. Bracia, .patrzcie jeno ... " ,
a chór odpowiadał
.. Jak niebo goreje..... By­
łem tego dnia świetnie
dysponowany, no i śpie­
wałem - jak zawsze
z sercem.
Po próbie podszedł do
naszej grupy chórzystów
Ludwik Sempoliński i za­
pytał, .. który z tych mło­
dych ludzi ma taki dźwię­
czny głos?". Pokazano na
mnie. Odciągnął mnie na
bok i powiedział: - .. Po­
winien się pan wziąć po­
ważnie za naukę śpiewu.
Będą z pana ludzie". Po­
lecił mi profesora Antonie­
go Lysakowskiego, u któ­
rego sam ciągle jeszcze się
uczył.
Fakt, że znany aktor O­
peretki zwrócił na mnie u­
wagę dodał mi bodźca do
podjęcia poważnej eduka­
cji. Otwierały się przede
mną - jak mi się zdawa­
ło - nowe .perspektywy,
a myśl o tym uskrzydliła
mnie, gdy nazajutrz w
najlepszym garniturze i w
białej jak śnieg koszuli
Pędziłem na ulicę Senator­
ska 31, gdzie mieszkał ów
profesor śpiewu. Stanąłem
Prze	
			

/stolica1969_nr_12_23.03_s_08-0009.djvu

			Pokrywanie luml.natorem miniaturowych lwietlówek
Produkcja bletqca 7,WLE
-
\
•
SWIATŁA
• •
"RDZY"
Zakłady Wytwórcze
Lamp Elektrycznych im.
Róży Luksemburg są
przedsiębiorstwem prowa­
dzącym w krajowym prze­
myśle lampowym. Pod ich
nadzorem znajdują się trzy
zakłady, w których produ­
kuje się żarówki i jeden -
wytwarzający lampy elek­
tronowe oraz zakłady zaj­
mujące się produkcją ma­
teriałów i maszyn lampo­
wych. Cała produkcja o­
parta jest niemal wyłącz­
nie o materiały krajowe.
Prawdę połowę swych wy­
robów ZWLE eksportują
do 52 krajów świata. War­
szawska "Róża" od kilku
już lat nie zajmuje się pro­
dukcją żarówek, lecz wy­
twarza miliony sztuk no­
woczesnych źródeł światła
lamp wyładowczych
(świetlówek i lamp rtęcio­
wych) oraz lamp elektro­
nowych małej mocy. Ich
łączna wartość wynosi l
miliard 200 milionów zł
rocznie. Pozostałe zakłady
nadzorowane przez "Różę"
dają krajowi wyroby o
wartości około 1,5 miliarda
zł w skali rocznej. A jak
wygląda praca w stołecz­
nych Zakładach przy ulicy
Karolkowej pokazują
nasze zdjęcia.
E.D .
--
I
, I
I
I ł
A oto prak'yczne zastosowanie �el łtvfafła - ulica Marszalkou;ska
p rtęclo
Tuta; odbywa stę suszenae lam IOlIch
\ "
\
•
.1
-
Alontaż Lamp elektronowych
Lampa rt�cłou.'/J o 2000 wat
\
•
ul�ADO"A
300m"
•• I
L
I
Zdjęcia: Jacek Sielski
I
II
I
-' ,
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_10.djvu

			r
_.'
; .. ',1
/I
REMONT TUNELU
Po raz pierwszy, od
momentu przekazania
go do użytku, przystą­
piono do remontu tune­
lu Trasy W-Z. Było to
konieczne, ponieważ
.. tare okładziny kamien­
ne na frontonie tunelu
zaczęły odpadać i kru­
szyć się. Prace nie na­
leżą do najłatwiejszvch,
bowiem najpierw tree­
ba było wykonać r::usz­
towanie urnożfiwlające
ekipie robotników bez­
pieczny dostęp do tune­
lu, a następnie spuścić
na linach specjalny po­
most z którego robotni­
cy mogliby wymienić
stare okładziny fronto­
nu tunelu na nowe.
Prace wykonywane bę­
dą przy nie przerwa­
nym ruchu kołowym
przez tunel.
ZBÓJ MADEJ
W "CHATCE PUCHATlA"
Rysunek tu przedsta­
wiony. to dziecięca
percepcja sztuki .. Kło­
poty zbója Madeja" w
teatrze dziecięcym
"Chat'ka puchatka" (au­
tor - Ludomir Legut;
reżyser Joanna Koenig;
scenograf Ryszard Wi­
niarski: kierownik ar­
tystyczny Krystyna
Królikiewicz. Obsada I
C. Julski, K. Królikie­
wicz, E. Gacrtner; W.
Zagórski, H. Antoszew­
ski. Obsada II B. Sta­
nowski, J. Sulinski, M.
Celowna, J. Hilchen, R.
Markowski).
Baśniowa sensacja po­
rywa młodą widownię,
czego dowodem dyna­
miczna reakcja oraz u­
powszechnianie tema­
tyki madejowej w ry­
sunkach.
"Chatka Puchatka" i­
stnieje od 1962 roku.
Jej duszą i organizator­
ką jest Krystyna Króli­
kiewicz. aktorka (córka
olimpijczyka). ..Chatka
Pucha tka" dotychczas
w)'Stawiła cztery sztu­
ki "Czerwony Kaptu­
rek" Swieżawsklego,
"Elżbietka w krainie ba­
śni" S. Prusickiej,
"Bajka o skrzypcowej
duszy" J. Kiersta, "Kło­
poty zbója Madeja". O­
glądało je 160.000 dzieci.
Główny jednak kłopot
zbója Madeja w tym, że
"Chatka Pucha tka" nie
ma własnej chatki. I­
stnieje na przyprzążkę
przy "Estradzie", spek­
takle daje w Teatrze
Zydowskim, w którym
sala mimo życzliwości
dyr. J. Bergera nie mo­
że się rozszerzyć. Jed­
nym słowem Warszawa
wciąż nie ma stałego
teatru dziecięcego, a
"Chatka Puchatka" po­
winna się nim stać.
(m.s.)
COŚ DLA ZDIERAI:ZY
,I
Nie słyszeliśmy jesz­
cze co prawda o tej od­
mianie kolekcjonerst­
wa, ale może ktoś ją
już uprawia! Jeśli nie
- zachęcamy do zapD­
czątkowanfa. Ludzie
rÓŻnych zawodów, któ­
rzy prowadzą liczną ko­
respondencję, zazwyczaj
obstalowują sobie włas­
ny papier listowy z od­
powiednim nadrulldem.
Ciekawe rodzaje takich
nadruków lub - co
chyba ważniejsze - zna­
ne nazwiska ich dyspo­
nentów mogą stanowić
Interesujący obiekt ko­
lekcjonerstwa. Byłaby
to może nowa odmiana
zbierania exlibrisbw,
mających, jak wiadomo,
wielu zwolenników.
Prezentujemy - na p<>­
czątek - reprodukcję
nadruku na papierze li­
stowym popularnego au-
.'
JANUSZ PRZYMANOWSKI
WA.aSZAWA. I, '1iItA_SkA '11
tora "c.zterech pancer­
nyC'h" płk. Janus?.a
Przymanowskiego. Ry­
sunek, naszym zdaniem
trafny, przedstawiający
pancernego (tego od sta­
ropolskich towarzyszy
pancernych) Pegaza
w cZP'praku z serdusz­
kiem, pistołetami w ol­
strach i koncerzem,
właściwie chyba symbo­
lizuje zainteresowania i
twórczość pisarza.
STACJA SAN-EPID W NOWEJ SIEDZIBIE
E.D.
Jak już informowaliś­
my, od lipca 1964 r.
tr-wata budowa stacji
Sanitarno - Epidemio­
logicznej przy ul. Zelaz­
nej. W lutym br. wy­
kończony obiekt prze­
kazano użytkownikom.
Kubatura nowej siedzi­
by SAN-EPID-u wYnosi
około 25 tys. m kIW.
Mieści się tam 25 pra­
cownt specjalistycznych,
a m. In.: badania ha­
łasu, ochrony powietrza
atmosferycznego i och­
rony radiologicznej. 1'1.
jak wygląda nowy o­
biekt - prezentujemy
na zdjęciu. E.D.
ZNAKOMITE POMYSŁY
Dzlal sportowy Tele­
wizji osiqgnql praWdzi­
we sukcesy w reLacjo­
nowaniu Olimpiady w
Meksyku I to zapewne
stalo się powodem eks­
pansji pomyslów, z któ­
rych jeden owocowa! w
niedzielę 9 marca tak
zwanym b/okiem pro­
gramcJWym.
Efektem tego "blo­
ku" by/o posiekanie na
kawalki na;ciekawszej
transmisji niedzielnej z
meczu hokejowego Pol­
ska - NRF w Lubla­
nie. Nie wiadomo czy
chodzIlo tu o doprowa­
dzenie telewidzów do
wściekłości cz1J te:t o
ćwiczenia z zakresu
clerpliwo.łci w ka:td!lln
razie rmultat by/ ta!d,
:te IZ interesujqcego wi­
dowiska sportowego zro­
biono parodię. Jest sta­
ra i bardzo prosta zasa­
da: jeżeli w jednym
czasie odbywa sfę kilka
imprez sportowycn
transmituje się najcle­
kawszq. Nie ma wqtpli­
woścl, że takq impr2zq
by! mecz ltokeja na lo­
dzie Polska NRF.
Przerywanie transmiSji
meczu z NRF, żeb1J po­
kaza/! prÓbne skoki nar­
ciarskie w Zakopa'7lem
to Ch1Jba żarty.
Mocno denerwujqce
byty też zapowIedzi
prowadzqcego caty
"blok" skierowane do
spra.wo/zdaWC1J w Lubla-
nie w rodzaju: "masz Z
minuty". Dyrygujqcy
tym wszystkim by " jak
wid a/!, bardzo przejęty
swojq rolq i' zapewne
dumny z nowoczesnych
oSiqgnlę/! technicznych,
którymi dysponowat.
Pomys! transmitowa­
nia meczu pUki nożnej
Legia Zaglębie by!
niefortunny. nie tylko
z powodu kolizji z cza­
sem transmisji w Lu­
blanie. Boisko bowiem
nie nadawalo się do gry
I panujqcy chaos (któ­
rym notabene nie wia­
domo dlaczego zacnwy­
cal się sprawozdawca)
nikogo nie mógl emo­
cjonowa/!. PodobnYCh
meczów ligowych (tylko
rozegranych w normal­
nych warunkach I na
du:to lepszym pozio­
mie), będziemy jeszcze
mogli oglqda/! dzlesiqt­
ki. Skoki narciarskie z
Zakopanego tł!ż nie mo­
gly nikogo podnieci/!
skoro oglqdano Już w
sobotę takq samq trans­
misję.
Piszem1J o tym tak
obszernie, gdyż do­
świadczenie uczy, :te
często eksperymentuje
się u nas na puolicz­
ności. Uwagi te nie 0-
znaczajq, oczywiście, o­
gólnej krytyki progra­
mów sportowych Tele­
wizji, które zas!ugujq
na pochwalę. A.
SPOD WIECHY
(n)
W pobliżu mokotow­
skiej skoczni narciar­
skiej powstaje osiedle
mieszkaniowe, kłbre
przybralo nazwę od te­
go oryginalnego jak na
warsza"'skie warunki
obiektu sportowego
"Skocznia". Teren Jest
piękny; widać stąd do­
linę Wisly. Budowę
rozpoczęto w roku u­
biegłym stosując cegłę
żerańską. Obecnie w
bloku pierwszym sta­
wia się ścianki dzialo­
we wewnątrz mieszkań
a w drugim trwa mon­
taż I piętra. W sumie
staną tutaj 4 jednakO­
we U-kondygnacyjne
wieżowce po 400 izb
każdy. Dwa z nich bę­
dą gotowe w tym roku.
Następny etap zabuuo­
wy osiedla znajduje się
w opracowaniu. Prze­
widuje się tu jeszcze
wyższe domy do 18-20-
kondygnacji dla któ­
rych zastosowana bę­
dzie inna technologia.
Osiedle uzupelni szkoła
i pawilon handlowy.
Buduje dla pracowni­
kbw MON - Pnedsię­
biorstwo Budownict·ta
MiejSkiego Połudn.e;
pracami kieruje inż.
Aleksander Pru gar.
Spotkałem arcyznanq
osobistość świata spor­
towego - mgr ZlIgmun-
ta Szelesta. Przed kil­
kunastu dniami czyta­
lem o konkursie .. SZtan­
daru MlodllCh", z cze­
go wynika lo, że wlaś­
nie on (Szelest) jest w
grupie najlepszych I naj­
popularniejszych pol­
skich trenerów. Dlacze­
go zatem ów trener I to
w tak pięknej konku­
rencji jak oszczep, nie
trenuje naszej kadry?
Znam osobiście od wie­
lu lat Szelesta; znam
jego zalety I wszystkich
wychowanków, tycI,
najslawnlejszych jak
Kopyto, Sld/o, G!ogow­
ski, Figwerówna, Wo;­
taszkówna... Nie znam
tylko przyczlln, dla któ­
rych od kilkunastu mie­
sięcy Szelest nie kieruje
reprezentacyjnq grupą
oszczepników. scedował
swoje zajęcia na czwor­
kę trenerów, bardzo ml­
lych, którzy jednak na­
wet w tej ilości nle-za­
stqplq jednego Szelesta.
Nie dlatego by byli
mniej warci, u po pro­
stu dlatego, że nie ma
na świecie rzeczy pow-
tarzalnych. Wszystko
jest Inne. Proponuję,
jeśli nie ma Innego wyj­
ścia, do "czwórki" do­
kooptować Szelesta I
"czwórkę" nazwać ,.płq­
tkq". To byłoby nie naj­
gorsze rozwlqzanle, bo
jeśli PZLA stać na
czterech trenerów, to
chyba może się zdoby/!
I na plqtego. Wówczas
można b" powróci/! do
starej, dobrej zasady
koordynowania, mlanu­
jqc Szelesta z powrotem
ZMARLI
2 m&l'ICa - JAN OSTERMAN, dłu­
goletni CZłonek Zarządu Warszaw­
skiego Towamystwa Wioślarskie­
go, senior WTW, ooznaca:ony Zlo­
tym Krzytem Zaslugi.
26 lutegoo - MARIA MAJKOW­
SKA, bIOlog, wychowawczyni wle­
iu pokoleń młodzieży, wl .. loletnia
nauczycielka b. państwowego Gim­
nazJum im. EmIlii Plater, po woj­
nie Liceum Pedagogicznego w
Grodzisku Mazo.wieckirn, olłzna­
czona dwukrotnie ZIOłyrn Krzy­
:tern Z�ugl.
'l Dlal'lCa - ANNA KOWALSKA,
czJ(loek Związku Llternt6w Pol­
skich, pisaI'ka, publicystka. dzia­
łaczka spOłeczna, Laureatka Na­
gro�y Państwowej, odznaczona
Orderem Sztandaru Pracy II kl.,
Krzyżem Oficerskim Orde-tu 0-
drod2lenia Polski.
trenerem - kooraunato­
·em. Polski oszczep, któ­
ry przyczynIl się do tak
wielu sukcesów wart
jest tej zwyklej i nle­
trudnej operacji. (eter)
, I
I.we przedszklle
Warszawskie osiedla
Młociny, Emilia, Za
Zalazną Bramą, Szase­
rów, Bródno i Za trasie
otrzymają w tym roku
nowe przedszkola. Licz­
ba ich więc wzrośnie w
stolicy do 281. Do
pezedszkolt tych będzie
uczęszczało 30 768 dzie­
ci.
Więcej iwlalla
II Oc"cl.
Wnioski i postulaty
mteszkańców Ochoty z
lat ubiegłych w spra­
wie nteodpowtennte­
go oświetlenia niektó­
rych ulic tej dzielnicy
doczekały się wreszcie
realizacji. Wzmocnione
oświetlenie otrzymają
m. in. al. Jerozolims­
kie, Łopuszailska,
Mszczonowska, Zwirkl i
Wigury, Mołdawska,
Radomska i inne. Ogó­
łem w tym roku Ocho­
cie przybędzie 300 no­
wych ulicznych punkt­
ów świetlnych.
li.sla wsklepack
Z .kuwlell
warszawskie sklepyo­
buwnicze MHD rozpo­
częły wiosenną sprze­
daż. Przedsl�blorstwo
to, które dostarcza War­
szawie 50 proc. obuwia
(pozostałe ilości dostar­
czają WSS i Domy To­
warowe) przygotowało
na otwarcie sezonu
wiosenn..p::,letnlego około
200 tys. par butów CZyli
o 50 tys. więcej niż w
roku ubiegłym. Obuwie
oferowane warszawia­
kom w tym sezonie po­
chodzi z produkcji bie­
żącej i .całkowicie od­
powiada obowiązują­
cym obecnie kierunkom
mody.
Ile Jaski'kl
CZYli, wl,sl,
"Nie jaskółki czynią
wiosnę, lecz wędkarze"
pod takim hasłem
warszawski Dom Węd­
karza rozpoczął sezo­
nową sprzedaż sprzętu
wędkarsktego, W tym
roku przygotowano sto­
łecznym wędkarzom
sprzęt wysokiej jakoś­
ci. Pod znakiem jakOŚ­
ci będzie się także od­
bywała w tym sezonie
wiosenno-letnia sprze­
daż sprzętu sportowe­
go i turystycznego w
sklepach należących do
PHD Aruk. Ma to na
celu wytworzenie
wśród producentów at­
mosfery konkurencyj­
ności, a co zatem idzie
dostaw lepszych towa­
rów dla rynku stołecz­
nego.
Zaklady frYzJerskie
la peryferlack
Peryferie Warszawy
od lat pozbawione są u­
sług fryzjerskich. Mie­
szkańcy takich dzielnic
jak Nowe Bródno, Ma­
rysin Wawerski, Tar­
gówek, Młociny i in­
nych 'zmuszeni są częs­
to korzystać z zakła­
dów fryzjerskich w
centrach swoich dziel­
nic lub też jeżdzić aż
do Sródmieścla. W tym
roku kłopoty te cz�ś­
ciowo zostaną zlikwi):lo­
wane. Oto Warszawska
Spółdzielczość Pracy u­
ruchomi do końca roku
na . peryferiach nowo
budowanych dzielnic
kilka nowoczesnych
placówek usługowych
fryzjerskich i kosme­
tyca:nych.
(wś.)
"STRZAŁ" I I O-TK�
Przed Hotelem Brlstoł
operują cz�sto Cygan­
ki, które wychodzącym
stamtąd osobom propo­
nują usługi wróżbiar­
skie. Zanim zagadni�ty
zdąży podziękować za
propozycję wróżby, Cy­
ganki raczą delikwenta
porcją przepowiedni,
zresztą stereotypowej,
na ogÓł oI:I.noszącej się
do spraw sercowych
("spotkas7. panie boga­
tą blondynkę" ... ) lub
zapowiadającej wyjazd
za granicę. Właśnie o
szansie szybkiego woja­
żu na Za('hód "meldo­
wała" śnIada Cyganka
pewnemu tęgawemu
m�żczyżnle. Tym razem
trafiła bezbłędnie. Ow
pan był bowIem przed­
stawicielem polonijne­
go... biura podróży z
USA.
.. SIR ElA"
lA SESJI "JAlDOIEI
To był iście szarman­
cki gest: zespół Teatru
Syrena spakował ma­
natki i przeniósł się na
dwa dni z programem
.. Bujamy wśród gwiazd"
do Łodzi, inaugurując
występy w "polskim
Man.rhesŁerze" 8 maTca.
W ciągu dwu dni aż 30
tysięcy widzów oklaski­
wało zespół .. Syreny" w
łódzkiej Hali Sportowej.
Nawiasem mówiąc sce­
na była ustawiona na
tafli lodowej (taki 16-
dzki Torwar), przy czym
10dOM'isko wyłożono de­
skami, co oczywiście nie
chroniło przed chłodem.
Zespół orkiestrowy grał
więc w futrach (piani­
sta w chwilach wolnych
grzał ręce w rękawicz­
kach), w związkU z
czym inspicjent .. Syre­
ny" Krzysztof Chmie­
lowski wymyślił dla or­
kie�try okolicznościoWą
nazwę - "Los AntarC­
tidos profesora OslcC­
kiego".
RE.DEZ-YOUS
PRZY "OKRĄGLAKU"
"Okrąglak" słoweJl1
nowo('zesny budynek
PKO u zbiegu al. Jerozo­
limskich i MarszałkOW­
skiej stał się ulubionyJl1
miejscem spotka n war­
szawiaków i· przyjezd­
nych. LOkalizacja rZe-
czywiście znakomita.
Wśród oczekujących
przed rotundą spotkaĆ
można także sporo młO­
dych dziewcząt czekają�
cych na sympatie, i vi­
ce versa. Może młodzi
spotykają się przecl o­
wym budynkiem pomni
hasła, że "PKO, to pe­
wność i zaufanie", cO
można odnieść i do pO­
bożnego życzenia, że
gdzie jak gdzie, ale W
takim miejscu umóWiO­
ny partner na pewno
się na randce zjawi.
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_11.djvu

			IOIFERUCJA
SPRAWOZDAWCZG­
WYBORCZA PZPR
lA WOLI
Dzielnicowa
konferenCja
sprawozdawczo wyborcza
wOlskiej organizacji partyj­
nej obradOWala 13 marca. U­
czestniczYli w niej I sekre­
tarz KW PZPR Józef Kępa
Oraz sekretarze KW Alojzy
Karkos:r.ka I Jerzy Lukasze­
WIcz. W referacie i dYSkusji
dominowały problemy prze-
mysłu dZielnicy - In. in.
sprawy postępu technicznego,
zarządzania i organizaCji pra­
cy; mówiono też o wychowa­
niu młodzie:!:y ZWłaszcza w
szkołach przyzakładowych, a
tak:!:e o niektórych codzien­
nych problemach :!:ycla dziel­
nicy. Konferencja uchwalUa
program działania na najbll:!:­
sze dwa lata i wybrała nowe
dzielnicowe Władze partyjne.
I sekrelarzem KD został wy­
brany ponownie Marian
ChruSZC7.e'Wski.
Z iałobnel karły
STAlISUI SZClYP/DISII
POŻAR
lA MARSZAŁKOWSKIEJ
Rankiem 14 marca w domu
towarowym .. Wars" na Stro­
nie Wschodniej ul. Marszał­
kowskiej wybuchł groźny po­
żar, Zr6dło jego było w paka­
merze Przedsiębiorstwa Robót
Eł�C2nych, gdzil' pozo­
stawiono nie wyłączone urzą­
dzenia grzejne obok materia­
łów łat�opalnych. Ogień
szybko się rozprzestrzenIając
objął OCieplające bUdynek
Płyty I sIęgnął drugiego pię­
tra. W wysokiej temperatu­
rzp zaczęły pękać i rozprys­
kiwać sIę wretkre, grube szy­
by przeszklonyłh śctan bu­
dynku.
Istnieje obawa, :!:e poważ­
ne opóżntenta w budowie
domu mogą sPowodować wy­
nIkłe wskutek wysokIej tem­
peratury odkształcenIa kon­
strukcJI schodów ruchomych.
2 marca br. zginął tragicz­
nie dr weterynartl Stanl'iław
Szczypiorskt.
Po ukończeniu Wy:l:szych
studiów na Wydziale Wetery­
nartI, jako stypend�a .. To­
warzystwa Zachęty do Ho­
dowli Koni w Polsce", dr
Szczypiorski rozpoczął w
1958 roku pracę zawodową na
Torze Mokotowskim, �tórą
kontynuował po wojnIe od
1960 r. jako naczelny lekarz­
weterynarII Państwowych
Torów Wyścigów KOJUlych.
Poza ni�rzeClętnymi u­
zdolnienl.ami, które przyczy­
nłly sIę, 1t dr S. Szczypior­
ski stał się wybitnym specja­
listą w SWoim fachu, Zmar­
łego cechowały rzadkie zale­
ty charakteru, tak w pracy,
jak I w cOdziermym obCowa­
niu z otoczeniem. Przyjazne
usposobienie, radość :!:ycta i
pogoda ducha, zjednały dr.
SzCzypiomkiemu wielu przy­
Jaci6l oraz wytworzyły bar­
dzo mile stosunki między
nlm a współpracownikami i
PodWładnymi. Przeło:!:enl da­
rzyl4 Go wielkim zaufanlem,
oceniając Jego wiedzę, su­
mienność I rzetelność.
Piękną .kartę zapisał w hl­
storU swego :!:ycia dr Szczy­
piorski podczas okupacji,
gdzie działając w konspiracJi
wykazał wiele odwagi I po­
ŚWięcenia. (R. R.)
P R O G R A M T E L E W I Z Y J N Y 20 - 26 III 69 r.
,
,
20 Czwańek: 8.10 Film polski
.. WrakI" 16.45 Ekran z brat­
kIem 17.45 Telekram 18.00 TV
J(urler Lubelski 18.15 Poligon
18.45 Progr. z cyklu .. Poiska
Pleśń Ludowa" 20.05 Report�
z cyauu .. Perspektywy te­
chnIkI" 20.35 FUm ang ... W
Oczekiwaniu na zbrodnię"
21.55 .. Próby" - miesięcznik
konsumenta
21 PIątek: 9.25 Film bułg.
.. Złoty ząb" 16.45 Program
dle. dzIeci 17.20 TV Kurier
M:azoWlecki 17.35 Kino Fil­
mów Amatorskich 18.05 Nie
tYlko dla pań 18.25 Wszech­
nica TV 18.55 .. Trzy grosze"
- magazyn satyry politycz­
nej 19.55 Film węg. ..Rewolu­
Cja 1919 r." 20.15 .. Pod zna­
kiem Jakośct" 20.55 Teatr TV
.. M:ą:!: I :!:ona" A. Fredry 22.25
lO minut recenzjI
22 Sobota: 9.05 Film franc.
.. M:lnuta zwierzeń" 16.00 Wy­
cbowanie fizyczne ne.szych
ctzlecl 16.50 Dla ka:l:dego coś
1I111ego 18.00 .. W przestWo­
l'.Zach czyli ctekawe opowieś-
(811U18 'UIIII.ISII
4 marca br. zmarł w War­
szaWIe w wieku 75 lat ED­
MUND WIKTOR JeNGOW_
SKI - autor wielu publika­
cJi o historii polSkiego lotni­
ctwa, m. in. Iicznycb arty­
kulów na ten temat druko­
wanych w naszym piśmIe. W
okresie międzywoJennym był
on oficerem WOjSk Lotni­
czych, pracował w przemyś­
le lotnIczym; w czasie oku­
pacJI uczestniczyl w pod­
ziemneJ walce z wrogiem.
OdznaCzony był m. in. trzy­
krotnie Krzyżem Walecz­
nych, Złotym Krzyżem Za­
���.gi I Krzytem Niep<>dleglo_
ci lotnIków" 18.15 Film .. Pod­
wodne okno" 19.00 DIalogI
hIstoryczne 19.30 MonItor 20.10
Tele-Echo 21.00 Progr. roz­
rywk. ..Latające gwIazdy"
22.15 Film franc. ..Minuta
zwierzeń"
Z3 Niedziela: 8.30 .. Sekrety ro­
sYilsklego mistrza' z Lenin­
gradu 9.55 PrzypomInamy,
radzimy 10.00 Sport i zabawa
z Lagdeburga 11.00 Plika noż­
na .. Legia" Warszawa
.. Górnik" Zabrze 12.45 Kon­
cert muzyki lekkIej 13.30 W
starym klnie 14.25 Przemiany
14.55 Teallrzyk dla przedszko­
le.ków A. Chodorowska
,,2ródło na Wysokiej górze"
1535 Film .. Polacy na fron­
tach II wojny światowej"
15.55 TeleturnIej .. Wielka gra"
16.45 "Muzyka I moda" 17.35
Reporta:!: z cyklu .. Ludzie I
zdarzenia" 18.20 .. Z Janem
Straussem w Wiedniu" 20.00
Film z serii .. Drogi I bezdro­
U U RzecZypo«,politej" 20.30
Film franc. ..Zaze." 21.25 Mi­
strzostwa Swiata w hokeju
Kanada-Czechosłowacja
24 PoniedzIałek: 16.45 Progr.
dla dzieci .. Zwierzyniec" 17.30
Echo stadIonu 17.50 Rep. film.
.. Po sąsIedzku" 18.05 Kino
Krótkich Filmów 18.45 Eureka
20.00 Teatr TV .. Bracia Kara­
mazow" F. Dostojewskiego
22.10 Progr. dokument. 22.45
MIstrzostwa Swlata w hoke­
ju ZSRR-SzweCja
25 Wtorek: 10.25 I 20.35 Film
czechosł. ..Martin Eden" _
cz. I 16.45 Film pOlskI .. Tam
gdzIe pisał Reymont" 17.00
Telewizyjny Ekran Młodych
20.05 Za' kierownicą 21.40
Kontakty .
2' Sroda: 9.55 Film czechosł.
.. Martin Eden" - cz. I 16.45
.. Latający Holender w Ros­
tocku" 1'/.20 Z drugiej strony
SZklanego e)Qranu 17.35
Progr. morski 18.05 TV Ku­
rier Warszawski 18.20 V Kon­
cert z cyklU .. Słuchamy I pa­
trzymy" 20.00 Film czechosł.
.. Martin Eden" - C7.. II 21.40
Swlat.owid ZI.30 ,PKF 21.40
Film polski "Godzina Teatru'"
.. -
KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY
W ub, r., z oka7Ji obcho­
dów 25 rocznicy wyzwolenia
Wa-rszawy. Wydział Kultur):
Prezydium St. RN ogłOSił
konkurs na piosenkę o sto­
licy. Niedawno konkurs roz­
strzygnięto. Spośród nadesła­
nych '18 prac sąd koolkurso­
wy pierwszą nagrodę przy­
znal piosence .. Na ulicy Mie­
dzianej", z muzyką Jerzego
TYSzkowskiego ł słowami
Krystyny Plac-GajeWSkiej.
Laureatką drugiej nagrody
została piosenka "Chopin
grający w Łazienkach" z
muzyką Bohdana Pieczyń­
skiego do słów Macieja
Szweda. Ta sama spółka au­
torska otrzymała również
trzecią nagrodę za piosenkę
.. Wschodnia ściana". E. D
J. M&I"04a • Ioakurel.e 11& ft.o-ukt • Wanaawl.e
az.owAlJJII8nIU. p�� llDZlU.nBZY �na
,p Am " .. " E."+
4'1 (l 442 I; ! fl'i2 l !LJJ; ....
u· tt "ul:- �trJ ""lCt pc:a". """ ""I No\ li-
C. "1)",' •
; ; J'2 I J J. ,./ J 2 f J' !
•
11Ił4-""", wpt-"",,_ "1'"'Q;1II C'""� .... i-� .. I 74-ri_
II'ł" e"+-....,
, ..l J �)ps J 2 l;! 2 jJ!f.
I�.A""
.� " I ;
Io..,'t-
JU'! I I
, •• "heli
UL( Ar;'
�t
TO.
,
_ � .. & "'''
Il""
'h:
rJ ...
Jf!
IV"'.
P"-!'''ł oł'1n '�.�l Wl.nc. Z4 o- IC'W_", HII-Q.tł 1.i.ą, TIII::C:�
l>FJ\"'l D.., A", r.� C-
i i dhlL�!"'40'i!J1&1!±i�
O'S>1q. "'''�łII WlMIZ', 2ł\o')ZAI["
r�.D� � .. �'" l
: 2P; 1 YśjJ
I
DOI'!.
NA ULICY MIEDZIANEJ
Slowa: KRYSTYNA PAC-GAJEWSKA
Mueuka: JERZY TYSZKOWSKl
No. Ulicy Mledzio.nej
je:rzcze drzewa te same,
na Ulicy Miedzianej
dawne mury' bro.my.
W pro:rtOkąmch chodnika
zapisanych jak ka.rty
znajdziesz okrUCh barykad
ziemi kiedyś Wyda-rty.
Tylko tam. tylko tam,
(IdZie m6j dom na warcie .t41
strzegąc! nocy mych I dni _
nle ma nic. nie ma nlc._
Podal deszcz, szumiał wiatr,
za oknami hucza.! Świat,
tarczq byl Ze WGzys,tklch .tron
stary dom.
Na mlalTto spadł talobny ptak,
trysnęły z chmur ogniste r6te
I pasatami biegI po murze
Imierci znak;
Iskier deszcz, dym6w wiatr,
zew:rzqd kul zblqkanych grad _
hronł! mnie w wOjennq noc
wierny dom.
O dwa kroki - noc miejska,
pejzat jasny I gwarny,
mnIe przykuwa do miejsca
blask nlemoollej latarni.
Pies przUdreptal ••• -	
			

/stolica1969_nr_12_23.03_s_12.djvu

			,.
•
Kiedy Władysław Chojnacki
(warszawiak od 4 pokoleń;" 1920)
tuż przed wojną zgłosił się do
centrali Związku Zachodniego
przy alejach Ujazdowskich. by
podzielić slę swymi gorącymi za­
interesowaniami dla Warmii i
Mazur, być na usługi instytucji
i zasięgnąć jej rad.w kierunku
poświęcenia się sprawie polsko­
ści tych ziem, usłyszał opinię:
- MIody człowieku, Warmia I Mazu­
ry nigdy nie wrócą do Macierzy, tę
prawdę trzeba sobie uświadomić.
Szkoda pańskiego daremnego trudu
naukowego, Niech go pan poswteet
Innej �ywotnej s:n-awle.
Chojnacki poświęcił pół życia
polonii zagranicznej, kontaktom
emigracji z krajem, repoloniza­
cji ziem zaniedbanych przez ro­
dzonych braci, w szczególności
poznaniu dziejów i życia emigra­
cji za chlebem lat 1870-1939 i
pracy naukowej na polu historii
Ziem Zachodnich. Można powie­
dzieć, że wykonał pracę za wielu.
Więcej, wykonał obowiązek ele­
mentarny nauki polskiej wobec
Polaków z zagranicy.
Przykłady? Zacznijmy od
drobnego, jednego z tysiąca do­
słownie, ale charakterystyczne­
go: Wydobył ze śmieci unikato­
wy egzemplarz żródłowej publi­
kacji, przeznaczony w roku 195.1
na przemiał w Kościanie): "To­
pogTaphisch - sfatistische Uber
sicht des RegieTungs - Bezirk.s
Gumbinnen, nach amtlichen
Quellen bearbeitet und herausge­
geben von A. Meyer. Insterburg
1839". W tej książce bezcennej ze
stanowiska dowodów polskości
Prus Wschodnich znajduje się
dokładny wykaz miejscowości,
ilu, gdzie było Polaków i Niem­
ców oraz przewagi· .Polaków lub
Niemców. Nie ma drugiego e­
gzemplarza tej księgi ani w Pol­
sce ani w Niemczech.
Nie ostatnią dumą zbiorów Władysła­
wa Chojnacklego sq 4 roczniki Kalen­
darza Krakowskiego z lat 165%_B. z
zapiskami pastora Jana Bytnera z Le­
szna. Pastor odbywal liczne wOJaże
po Wielkopolsce. Slqsku I Prusach.
notujqc Odwiedziny, sejmiki. chrzci­
ny, morowe zarazy I "aspekty" a­
strologiczne. W przededniu wybuchu
wojny ze Szwedami Kalendarz 0-
strzegal: "Smlem to twierdzić. że nie­
bo przeciwko ziemi I ohywatelom jej.
jeżeli kiedy zaiste teraz konsplrowa­
lo". Cymes dla astroIO'lOII"
·tfALENDAR��
/i",i,t'Roctnycb,yBiegoyNie=.
bleJklCb, Z W;ybor.m czarO .....
. y "% łUpcktaroi
NAR()kFan�ki.( 1" 5 :t ..
pr3elhp"" ,P�1io�,.
• PfUII
. �
)f. M� l'l,,5:I A .() łt.l.! jP "'! r C$;
IF p,u!(,Atnty .AkA4emit.JJ{rlik: phi/Dz:..­
. 1,hir,Do!ctor • .1 PTre��a,IcIlJ?",e."
l ' . l1}fłlile.1ll11 "p,I/JOsr" 11Jpijd'!1.
. .'\. łI"'ll4>dmil �łI-łtllwych.
Prawie wszystJc1e niemieckie. dotyczą­
ce historii Mazur i WarmII. od "EI'leu­
tertes preussen" (1724-1742). poprzez
.,Moittellungen der Llterarischen Ge­
sellschaft Masovia" 1 .. Zeitschrift fur
Ostforschung" do "Preussenla.nd"
(1963-67). w kompletach liczących po
kilkaset tomowo Monografie powia­
tów I miast. - Kilkaset Prussia.nów
wystawiał ChoJnackl podczas ZjazdU
pl�arzy Ziem Zachodnich w Ełku w
1964 r.
Druki polonijne i literatura o Polo­
nii zagranicznej (okołO 500 tomów).
Wychodźstwo za chlebem. od 1870 r.
Książki w związku z tą emigracją e­
konomiczną (,nie polityczną). wyda­
wane ;przez wychodźstwo 1 dla wy­
chodźstwa. Druki zwarte, czasopisma.
kalendarze. odbitki 1 wycinki. Polo­
nia w 'Posz.czegolnych krajaCh. naj­
więcej w USA. Brazylii, Argentynie i
Kanadzie. Kilkaset ezawpism w po­
jedy.nC'�ych numerach. około 60 roc,,­
nlkow kalendarzy z lat 1899-1968.
Zajmuje się też Chojnacki od
ćwierć wieku literaturą konspi­
racyjną lat 193�5. Świeżo od­
dał do druku w Państwowym
Wydawnictwie Naukowym Bi­
bliogTafię ZWOTtllch dTuków nie­
legalnllch z okTesu hitlerowskiej
okupacji 1939-1945, która osiąg­
nęła imponującą ilość przeszłO
1200 opisów ksiąźek i broszur.
ANTONI TREPIŃSKI
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_13.djvu

			"WARSZAWA
Z B R O J N An
ODBICIE WIEŹli ÓW
POD ARSEIIAŁEM
261111943 r.
III. Bielaoska r6r Dluriej
Wiosną 1943 r. (23 marca)
gestapo aresztowało .. Rude·
go" (Jan Bytnar) działacza
podziemnego harcerstwa
jednego z organlzatorow ma­
łego sabotażu "wawer", :1:01-
nlerza grup szturmowych
"Szarych Szeregów".
Kierownictwo "Szarych
Szeregów" podjęlo decyzję
zorgantzowanta akcji mającej
na celu uwolnienie .lana By t­
nara z rąk gestapo.
Niebawem udało się ustalić
dokladną datę transportu
Wlę:l;n1ów z ·przesłuchanla w
alei Szucha - siedziby ge­
stapo do więzienia na Pawia­
ku. Duże zasługi w tym u­
staleniu miał działacz "Sza­
rych Szeregów" - .. Wesoły"
(Zygmunt KaczyńskI).
W oznaczonym dniu 26
marca, gdy karetka więzien­
na znalazła się w drodze na
Pawiak, na skrzyżowantu ul.
Blelańsklej z Długą. pod Ar­
senałem zaatakował ją od­
dział młodych bojowców z
Grup Szturmowych •. Szarych
Szeregów". Po kUkunasto­
minutowej walce z konwo­
Jem i grtlpą ss-manów kon­
spiratorom udało stę odbić I
uwolnić wlężnlów. ByłO ich
25-clu, wśrÓd nich Jan By t­
nar strasznie zmasakrowany
w czasie przestuchama na
Szucha. W cztery dni pożnlej
Bytnar zmarł od poniesio­
nych obrażeń, zmarł rownteż
ranny' w brzuch uezesmtk
zamachu pod Arsenałem -
podharcmistrz "Alek" (Alek­
sy Dawidowski).
Tę głośną i świetnie prze­
prowadzoną akcją kierował
komendant Warszawskiej
ChorągWi .. Szarych Szere­
gów" - .. Orsza" (Stanisław
Broniewski) zaś inicjatOrem
był sławny .. Zośka" (Tade­
usz ZawadZki).
Drugą częścią tej operacji
bylO szybkie ukrycie wlęt­
nlów oraz opieka I 'Pomoc le­
karska. Odznaczyła się tu
Odwagą i ofiarnością grupa
WarszawsklL't lekarzy: dr
Andrzej Trol.:onowskl, prof.
dr .l. Bogdanowie.:. dr Ma­
rian Perlklewicz, dr Chaj­
kowskl l In.
BOMBY lA III CYRKUŁ
261111905 r.
III. Wileoska 9
Slawny zamach na XII cyr­
kuł policji na Pradze mial za
zadanie obok rozbieilł lej
....... � .. ;:.; ...... .
��i::.
I
'"
I •••
• •
•
••
.. f
: .. '.'
•
.11
r.,,"�
, '
, '
1- "
Długa. Na naszym zdjęcłu obecny widok w pobliżu tego rejonu
Fot. Z. Siemasuw
ty Halska :!:ył i mieszkał sta­
le w BelgU; w Warszawie zaś
znajdowali się uczestnicy ak­
cji - członkowie "obstawy":
JÓzef Bąkowskl - były za­
paśnik. Józef Rydzyńskl -
konduktor oraz Stefan Wa­
wrzyński - b. felczer. który
w obu akcjach (Okrzel i
Halski) spetntat rolę technika
organizatora.
BITWA POD WAWREM
311111831 r.
ul. Szosa Płowiecka
swteme zwycięstwo wojsk
polskich ,pod Wawrem było
zasługą jednego z najWięk­
szych strategów w naszej hl­
storli gen. Prądzyńskiego.
Bitwa ta była tylko częścią
jego planu Wojskowego. któ­
ry mógł przechyllć szalę
zwycięstwa w wojnie 1831 r.
na stronę powstania. Nieste­
ty wodzem naczelnym był
Słaby czlowiek kunktator -
gen. Skrzynecki. który nie
potrafił wyzyskać owoców
wawersklego zwycięstwa.
Nocą z 30 na 31 marca. w
całkowltej tajemnicy wo'ska
polskie przeprawiły sit. na
prawy brzeg Wisły. Na cze­
le szla 4ywt>.ja gen. Ryblń­
s�lego, ktÓra miała oskrzy­
dlić od Ząbek wojska carskie
gen. Gelsmara obsadzające
Wawer. O ł rano padły
pierwsze strzały od strony
Kaweczyna I Ząbek. zaś od
czoła ruszyły brygady jazdy
Kickiego I Demblckiego. Gdy
czołowy atak został po­
wstrzymany. gen. Rybiński
uderzył z ogromnym impe­
tem na główne siły Gelsma­
ra i w okrotklm boju rozbił
je całkowicie. Pierwszy Gels-
,.
I
mar. a za n\im jego żem.erze,
rzuclU się do ucieczki. ociga­
ni przez pol,.ltą jazdę w stro­
nę Miłosny. Zniesiony został
95 pułk piechoty. wzięto 2
tys. jeńców.
U-clekający Gelsmar dotarł
do wioski Dębe Wielkie.
gdzie stał nały korpus gen.
Rosena. Wbrew oporom na­
czelnego wodza gen. Skrzy­
neckiego. ścigające wroga od
Wawra oddZiały ·poL�kle ude­
rzyły na Rosjan. Bogusławski
na czele .. Czwartaków" za­
atakował I wyparł z folwar­
ku przeciwnika. Dalsze posu­
wanie się naprzód było jed­
nak utrudnione. gdyż oddzia­
ły carskie osłonięte byłY pa­
sem mokradeł. Bitwę ro�­
strr.ygnęla jedna z �ajwspa­
nlatszych w na�zych dzie­
jach szarż kawaleryjskich. O
zmierzchu dywizja kawalerii
gen. Skarżynsklego uderzyła
wąską kolumną !po szosie.
mimo ognia armat wroga.
wdzierając się w środek je­
go szyku. Tutaj głównego
dzieła dokonali strzelcy kon­
ni mjr. Koslńskiego. Do ata­
ku ruszyła te:!: pr?ez mukra­
dła ,polska piechota. Po krÓt­
kim boju rozbita armia ro­
syjska w popłochu rzuciła
się do ucieczki w stronę Miń­
ska. Sam Rosen ledwo uszedł
z :!:yclem. Niestety. zwycię­
stwo pols.kle nie zostało wy-
������:�:I ���a���!�'Ył G�f.; ,
na dalsze szybkie kontynuo­
wanie ofensywy.
Plony bitwy i pościgu były
ogromne. 11 tys. żołnierzy
carskich dostało się do nie­
woli. Zdobyto Wielką ilość
broni. amunicji, żywności I
11 annat. WOjska rosyjskie
Odepchnięto daleko od stoli­
cy kraju - Warszawy.
t
t
J
I
OZU nie ka�dy 111� wskate. gdzie zbiegały się liI/el': Błelańska
cło"sklej placówki - również
wywabienie w przygotowaną
przez bojowców Orgarnzacjl
Bojowej PPS zasadzkę, ober­
pollcmajstra warszawskiego
Nolkena.
Zamachu dokonał dzieWięt­
nastoletni robotnik fabryki
.. Wulkan". jeden z tragtez­
nych bohaterów reworuejt
1905 r. - Stefan Okrzeja.
Wieczorem. o godz. 20-tej.
26 marca 1905 r., do domu.
gdzie mieścił się cvrkut
wszedł Stefan Okrzeja. Nie
zatrzymywany ·przez nikogo
dotarł do drzwi posterunku
i wrzucił bombę do wnętrza
pełnego pollcjantów. Nastąpił
wybuch. Okrzeja wycofał się.
jednak:!:e nie mógł wyjść
przez bramę. gdy:!: opadły po
wybuchu gruz i tynk zatara­
sowały wyjście. ReWolucjoni­
sta wybiegł więc przez za­
kład felczerski (gdzie dziś
mieści się drogeria). Tymcza­
sem na ulicy powstała nowa
przeszkoda - zatrzymał się
tramwaj konny, który od­
dzieJU zamachowca od jego
,.obstawy" z wozu zaś zaczął
strzelac do Okrzei rewirowy.
Okrzeja ranił pollcjanta. lecz
nagle u zbiegu ul. In:ty.nler­
sklej z Esplanadą (ul. 11
Listopada) pojaWili się żoł­
nierze z pobllskich koszar
gwardyjSkiego pułku piecho­
ty. Okrzeja strzelając scho­
wał się w bramie domu nr 3.
Tu dosięgły go kule. Ranny
został ujęty l zawleczony do
cyrkułu.
Po wyleczeniu stanął przed
sądem, oSkarlony o zaoój­
stwo l !poliCjanta Irantenie
trzech innych. W czasie roz­
prawy zachowywał się po
bohatersku. Został skazany
na śmierć i stracony w Cy­
tadeli.
Bronił go na rozprawie
znany adwokat Stanlsław Pa­
tek.
O zamachu na oberpotlc-
majstra Nolkena czy t .. s
dalej.
ZAMACH lA OBERPOLIC­
MAJSTRA NOLKEIIA
ul. lo wy Zjazd
r6g ul. Mariensztat
Tego wieczoru. 26 marca
1905 r. oberpolicmajster war­
szawski Nolken bawił na
przedstawieniu ,.Aidy" w Te­
atrze Wielkim. Na Wieść o
zamachu Stefana Okrzei na
XII cyrkUł policji carskiej
na Pradze natychmiast opuś­
cił przedstaWienie. Wsiadł do
doro:!:kl w towarzystwie kpt.
:!:andarmerll Szepela i eskor­
towany na rowerze przez a­
genta Gawryłowa. popędził
na ul. Wileńską. Tego właś­
nie oczekiwali zamachowcy.
Pierwszy Ich posterunek
przy zbiegu ul. Miodowej l
Krakowskiego Przedmleśrla.
zaskoczony nie zdążył wyko­
nać zadania. Uczynił to na­
stępny dwuosobowy posteru­
nek na rogu ul. Nowy Zjazd
i ul. Mariensztat. Bombę pod
pojazd pOl1cmajstra rzucił
bojOWiec Konstanty Halska.
Po wybuchu zamachowcy
wycofall się ul. Mariensztat.
a potem ul. Zródłową. zabi­
jając z pistOletu ścigającego
ich agenta Gawryłowa. Nol­
ken został clę:!:ko ranny i jak
podała ówczesna prasa od­
niÓSł od bomby około 120
ran. Z Warszawy zniknął na
zawsze. Zamachowcy uszll
cało. - Według InformacJI z
1965 r. zamachowiec Konstan-
TEOFIL SVGA
PAMIĘTNIKI
POLSKIE
Nazlwsko Macieja Vorbe­
�a-Lettowa. przybocznego le-
arza krÓla Władysława IV.
znane było dotychc7.a" t�'lko
SZCzupłemu gronu histury­
ków. badaczy wieku sledem­
na.�tego. Wspomina o mm
HenrYk Barycz w swej pra­
Cy o stosunkach polskO-Wło­
skich jako o ciekawej i cha­
rakterystycznej postaci. kto­
ra "odegrała w dziejach u­
Czelni padewsklej historycz­
ną rolę". Rzeczpospolita We­
necka za zasługi naukowo­
organizacyjne nadała mu na­
Wet uroczyście tytUł .,złoci­
ste�o rycerza św. Marka".
Pterwsze wydanie pisanego
f o pOL�ku pamiętnika Marie­
a Vorbeka-Lettowa .. Skarb­
nica pamięci" (OssolinE'um)
w opracowaniu Ewy Galos i
FrancL�zka Mlncera pod re­
dakCją naukową prof. Wła­
dysława Czapllńsklego jest
wobec s?.czupłości tamtocze­
snych obszerniejszych zapi­
sów p .. mi«;t-nlkarskich dużym
wydauenlem. Rzecz prosta
- d"ieło Lettowa nie będzie
miało tej popularności jaką
zyskał �obie Pao;ek. nie mniej
stanowi ono cenne źrildło za­
rowno dla historyka, jak i
badacza dziejÓW obyczajowo­
ści poLo;klej.
Na wstępie rzuca się w o­
czy rzecz nlezmicrnie cha­
rakterystycr.na: oto Lettow.
protestant z urodzenia i prze­
konań. k<;ztalci się w szko­
łach jezuickiCh I to w okre­
o;ie reakcji katolickiej. ..Pa­
mięlnik Lettowa je.�t dowo­
dem - pis?ą wydawcy - :!:e
tradycje tOlerancji religijnej
były jeszcze w Polsce sie­
demnastego wieku bardzo
silne. Proteslant Lettow ( ... )
nie tylko nie doznawał na
dworze Władysława IV żad­
nych przykrości z racji swe­
go wyznania. ale otrzymał
je.�zcze od króla akt oficjal­
nej aprobaty fundacji Insty­
tucji zapomogowej dla lute­
rańskiej �mmy wileńskiej ... "
W lej mierze pamiętnik
Lettowa jest potwicrdzeniem
ocen badaczy ,naszych na te­
mat tolerancji rełlgljnej w
Polsce. Ignacy Chrzanowski
określał ją Jako •. bezprzy­
kładną na calym świecie" (w
Niemczech w tym c7asie tra­
cono anabaptystow tysiąca­
mi). Władysław Konopczyń­
ski s-lwierdzał. że kilkanaście
tumultów to był jednak po­
kój w porównaniu z tym co
prze:!:yła Francja. Niderlan­
dy. Niemcy; Władysław Cza­
pliń. .. kl zwracał uwagę w
książce .. O Polsce siedemna­
stowiecznej" że chcąc nale­
:!:ycie ośwlet1lć problem nie­
tolerancji w Polsce. trzeba
zestawiać ją z tym, co się
wówczas działo w innych
pań�twach europejskich.
Pamiętnik przynosi wiele
infonnacjl z życia potoczne­
go. Najciekaws?e są jednak
partie książki opisujące woj­
nlo' z Moskwą (brał w niej
nasz pamiętnikarz czynny u­
dział). z Chmielnickim. ze
Szwedami. Są to 'Przecież
czasy Potopu l na kartach
pamiętnika spotykamy row­
nie:!: I znajome nam z powie­
ści Sienkiewicza nazv.'L"ka.
Lettow był w tym okre.�le u
boku ks. Janusza Radziwilla.
czytał wyslOsowane do kslę-
cia Ilsty -królewskie; porozu­
mienia Radzlw1łla ze Szweda­
mi - jako gorący patriota
poL "ki - OCZYWiście nie po­
chwala.
Język �mlętnlka .:. choć
daleki od obrazowości języka
Paskowego - jest jasny i
rzeczowy. Oto pierwszy z
brzegu przykład;
.. Miałem był wolą nagro­
bek ten na marmurowym ka­
mieniu kazać wybić. lecz r.a
odjazdami mymi częstymi do
tego nie przyszło. W tym
czasie przyjechał Jan Fenig
prokonsul malborski do Wil­
na. nawiedziwszy mnie spy­
tal. jak dawno pomarli rodzi­
cy moje l to. jakim nagro­
bek Im wystawić dałem. po­
kazałem. :te wy:!:ej Jlapisany
mam wolą. Rzecze. zatrzy­
maj się wrn. nieco. napiszę
I ja. który ad placitum (do
przekonania) przypadnie.
niech będzie wystaWIony.
Nie zawiÓdł obietnicą. napi­
sawszy przysłał ... "
PamiętnIk Lettowa opraco­
wany jest starannie. opatrzo­
ny komentarzem i przypisa­
mi.
Pewien Interes budzi rów­
nie:!: wydany przez Ossoli­
neum dziennik podró:!:y do
Cieplic z roku 1816 /pl.: •. 011-
Itżansem przez Slqsk". Au­
torką jego je."t ,pani z Pu­
ław. Izabela Czartoryska. żo­
na generała ziem podolskich.
matka Adama Jerzego. póź­
niejszego prezesa Rządu Na­
rodowego w roku 1831.
Gorąca patriotka ( .. .lu:!: ci
mf>wiłam - ;p:., .. l:\ kiedyś do
mę:!:a - I 'Powtarzam r .. ", je­
szcze. że jestem ogromnie
przywiązana do Polski... tyl­
ko tam zawsze chciałabym
:!:yć") daje swym uczuciom
wyraz równie:!: w d,.ienniku.
Cenne są jej postrze:!:enia na
temat pOls'kości Sląska. Już
Niemcewicz w tym Ja.koś
czasie notował: "wszystko
takie jak u nao;; ta:!: sama
mowa. strój. obyczaje. połu­
:!:enle kraju. wszystko świad­
czy. :!:e Pobka i Sląsk jed­
nym narodem. jedną były
kra�ną". Podobnie Czartory­
ska. Wchodząc do kościoła
we Wroclawiu - plsze - "u­
słyszałam głośny śpiew lu­
du. Wzruszyłam się ogrom­
nie słysząc te same co I u
nas strofy śpiewane po pol­
sku. Wydało mi się. :!:e je­
stem w ,puławarh".
Dzienntk zostal przełożony
z francu"klego i opatrzony
komcnlar7c.m przez Jadwlgt:
Bujłlnską.
11
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_14.djvu

			.. Dostaliśmy. moja pani. mieszkanie
na Nowotkach ..... słyszę w tramwaju.
ponlewat sam mieszkam w okolicy u­
licy Woroniczej, od razu zrozumia­
łem. te to jedna z nowych mieszka­
nek któregoś nowego "bloku" I te
z ul. Nowotki tyle ją łączy. co więk­
szość mieszkańców Wierzbna z ul.
Woronicza I jej przyleułośclamf.
Wfększośc mieszkańców? Kto wie.
czy to jut będzie większość... Jesteś­
my spoleczeństwem statystycznie
mlodym. l oto bylem świadkiem roz­
mowy pewneuo ojca z cÓTką 9-latkq.
Ten rodzic jest członkiem Towarzyst­
wa Przyjaciół Warszawy I dba o to.
teby jeuo córka znała miasto. jego
IIlstorię I osobliwości. Chodzi z nią
I po Starym Mieście i po MDM.
zwieaza równiet tzw osiedla. ..Gdzie
et się najbardziej podoba?" "Podoba?
No tu u nas. Tu jest najladniej". Ro­
zejrzalem się. Nie bardzo było na CO
patrzeć. Bloki jak bloki. jeden do
druuieuo podobny. Zieleń ma być do­
piero w prZYSZłOści ... A udzie chcla·
łabyś mieszkać?" .. No tu. gdzie mle�
szkamy. Tylko tu!" Przyszf!dł jednak
czas I ojciec zapisał ją do spółdziel­
ni mieszkaniowej. Placi na razie 100
zlotych miesięcznie. PrzysIano kwe­
stionariusz. Gdzie tyczy sobie miesz­
kać. kiedy dorośnie? Na Podchorq­
tyclI czy na Osi Saskiej? Tam bo­
wiem w końcu lat siedemdziesiątyclI
naszego stulecia będzie się dawalo
mieszkania. Tak wynika z planów.
Dziewczynka usłlowala stawić opór.
Jaktet to? Chcą ją wyrzucić kiedy
dorośnie z dzielnicy. w której wzros­
ła? Trudno. Inaczej nie motna. Na
podchorątych. albo na Osi. ..W takim
razie niech jut będzie na Oślej" szep­
nęła z rezyunacją. Nie tak dawno o­
mawialiśmy tutaj poklosle szkolnych
konkursów dzielnicowych. Zwracalo
uwaUę. uderzalo serdeczne przywiąza­
nie dzieci do rodzinnej dzielnicy
(choćby I rodzice byli przybyszami)
ciekawość jej historii. radość z roz­
woju. To wszystko nie na dluuo. Kie·
dy osląUną wiek dojrzaly. będą się
musiały przeprowadzić podlUU klasy
wieku. _
W ten sposób. przypuszczam. wy­
tworzą się dzielnice wieku. Bo I dla
ludzl .. w wieku poprodukcyjnym"
przewidziano stopniowanie domów 0-
piekl. o co jut tu byla na tej szpal­
cie awantura. Powstalyby więc dziel­
nice starców plerwszeuo I druuieuo
stopnia. dzielnice średnieUo wieku i
mlodzlety. Mote to I dobre? W jed­
nej dzielnicy młodzi będą swobodnie
halasować. w druuiej uaworzyć będą
siaruszkowie. a w trzeciej motna by
nawet zrezygnować z ograniczeń
szybko.łcl jazdy samochodów.
Jest to zgodne z prawami przyrod­
niczymi. dotyczącymi wprawdzie tyl­
ko niektórych uatunków. Taki na
przyklad tasiemiec wylęUa się w jed­
nym orUanizmie. potem przenosi się
do inneęo, a kończy droUę życia zu­
pelnle jeszcze udzie Indziej. Albo wę­
gorze! HodOWla karpia odbywa się
tym sposobem. te wylęgają się w jed­
nym zbiorniku. podrastają w dru­
ulm. stają stę kroczkami. znów się je
MAREK SADZEWICZ
W pią'e" po poludniu
o KARPIACH
I PANI OPAClEWSKIEJ
przenosi do następnego stawu. gdzie
zatywają pelnl tycia teby w końcu
wylądować na patelni. Jak mbwią
wykopaliska. karp jest rybą udomo·
Wioną co najmniej od tysiąclecia. A
mimo to nie ukształtowal w sobie po­
czucia domu I tym wlaśnie rótnl się
od czlowieka.
MOUloby wyjść na to. te chcialbym
ludzi poprzytwlerdzać do miejsca.
podczas kiedy człowiek jest Istotą
ruchliwą i dzięki tej wlaśclwoścl 0-
panowal Ulob ziemski. a teraz wybie­
ra się na Inne ciala niebieskie. Wca­
lę nie chcę nlkouo przytwierdzać.
Przeciet niedawno domagalem się
swobody w zamianie mieszkań.
Chcialbym teby mÓUl się ruszyć z
jednego miejsca na druule kto się
chce ruszyć I teby na miejscu sie­
dzial. kto chce siedzieć. Oruanizm
miejski wymaua zarównO naturalne;
dynamiki jak f naturalnej stabilnoś­
c!1. Nic z teuo nie wyjdzie. jeśli jej
przeciwstawimy sztuczną dynamikę t
sztuczną stabilność. A raczej wyjdzie
sztuczne miasto.
Tu niedawno padlo w ,.StoltclI" 'Py­
tanie czy "warszawiacy stanowią
spoleczność?" Odpowiem nie wcho­
dząc w szczeuóly. te nie stanowią i
jeteli zostaly Udziel jeszcze fraumen­
ty i relikty. to je likwidujemy. dba­
jąc pilnie teby się nie wytworzyla
gdzie indziej. Mieszkańcy Taruówka
czy Szmulowizny nie mają się co cie­
szyć z planów t realizacji nowego
Taruówka I nowej SzmulowiznY3 To
nie dla nich. Nowe bloki wypelnią
sprowadzeni nie wiadomo skąd ano­
nimOWI mieszkańcy. A dawni miesz­
kańcy Taruówka pojadą Udziel nie
wiadomo dokąd I tam staną się ano­
nimami. Bez więzi spolecznej. są­
siedzkiej. bez tradyc historII t wlas­
neuo krajobrazu.
To samo będzie z Pragą. Wraz z ra­
dosnymi perspektywami przebudowy
Praul. przed jej mieszkańcami osiad­
łymi od pokoleń otwierają się smut­
ne perspektywy utraty Icll Praul. Na­
tomiast do nowoczesnych domów
wybudowanych np. na Panieńskiej
sprowadzono dawnych mieszkańców
Grzybowa. Na Grzybowle takte pow­
staly nowe domy. Czy dla pratan?
Nie ma co talować starej praskiej
zabudowy. ktÓTej Istnienie dobleulo
naturalneuo kresu. Na jej miejsce
powstanie nowa. lepsza albo uorsza.
na pewno lepsza od tej jaka jest.
Tylko to jut nie będzie Praua. Praga
bo lUdzie Inni. Czy warto ją zacho­
wać. tę PraUę jako zespól. jako cląU­
lość historyczną? Ma swoje wady I to
jakle! Czy nie ma f zalet? Ma, prze­
de wszystkim tę. te jest Pragą. Szlo­
by więc o to teby Praua przyszloścl
byla lepsza. ale teby zostala Prauą.
Zeby mieszkańcy mieli do niej pra­
wo. a wówczas będą się poczuwali f
do obowiązków. Chociatby w co­
dziennej dbalości o zieleń i sieć u­
sluuową. jak równlet w momen­
tach heroicznYCh. To samo i dzielni­
ce Inne ... Ja pani Opaczewska bronię
dziś Warszawy'" To byla warsza­
wianka ale I niemniej pan. opaczew­
ska. Nie powinno stę jej teuo odbie­
rać.
Problemy i dyskusje
.. BARDZO ZDROWE
I GORZKIE UWAGI"
Przeczytaliśmy niedawno
w "Polityce" (nr 7 z 15 II
69 r.) artykuł p. Andrzeja
Szczypiorskiego ("Nie wszy­
stko zloto ..... ) w czambuł
kry.tykujący program telewi­
zyjny. Jest to stosunkowo
tani chleb publicystyczny,
gdyż na telewizji zna się
każdy, a wielka rÓŻnorod­
ność tematów i form - nie
zadowalających wszystkich
- stwarza możliwość for­
mułowania krytycznYCh o­
cen raczej bezkarnie. Publi­
kacja p. Szczypiorskiego wy­
dała się nam jednak zbyt na­
pastliwa; jak gdyby autoro­
wi nie wystarczały ramy
krytycznej wypowiedzi
według ogólnie przyjętych
norm i obyczajów. Powiedz­
my otwarcie: mentorski, au­
torytatywny ton, tak cha­
rakterystyczny dla niektó­
rych publicystów uważają­
cych, :te mają monopol na
,,kształtowanie" opinii publi­
cznej, budził opozycję w
stosunku do argumentacji
autora, zasługującej skąd­
inąd na uwagę, nastrajał ne­
gatywnie do prezentowanych
tez, niezależnie od meritum
sprawy. PubUkacja odzna­
czająca się pOdobnymi ce­
chami nie zachęca swoją a­
gresywnością do polemiki,
chociaż przedstawione w ar­
tykule p. Szczypiorskiego
poglądy wymagają odpowie­
dzi.
Tymczasem ,.2ycie Warsza­
wY" z dn. l marca br. przy­
niosło artykuł Stanisława
Kuszewskiego pt. "W spra­
wie technicznej zabawki",
który ukazał rozważania na­
szego bohatera z .. Polityki"
w jeszcze innym świetle;
trzeba je rozpatrywać już
nie tylko w sferze dyskusji
o programie telewizyjnym.
Oddajmy głos p. St. Kuszew­
skiEn1u.
.. Publikacja. o której za
chwilę, wykracza jednak po­
za przyjęte w tej dziedzinie
normy zwycwjowe"
pisze
on.
"Mowa tu o artykule An­
drzeja Szczyplorskieuo pod
tytulem .. Nie wszystko zlO­
to". opublikowanym w 7 nu­
merze "Polityk'" z datą 15
lutego ( •.• y.
,,( ... ) Granica uprawnień
krytyki zostaje jednak zde­
cydowanie przekroczona
pisze dalej St. Kuszewski -
w momencie. kiedy - wy­
pisawszy dytyramby na cześć
Adama Hanuszkiewicza, je­
dyneuo - jeuo zdaniem -
poszukiwacza miejsca dla
telewtzyjnej suwerenności,
Szczypiorski stwierdza:
"MaI y ekran - bez Hanusz­
klewicza stanie się - co tu
ukrywać - kurnikiem. ( ... )"
,,( ... ) Jako czlowlek bUsko
związany z formami artysty­
cznymi telewllzjl. muszę jed­
nak zaświadczyć. te twórczy
rozwój widowiska teatralne­
Uo, który PTzynlósl teatrowi
telewizji nie tylko uznanie
szerokich rzesz odbiorców
PTOQramu w kraju. ale za­
pewni! mu także wysoką
ranUę za Uranlcą. tim twór­
czy rozwó;- jest dzlelem wie­
lu utalentowanych. wra:tlt­
wych i wielce zaalutonycll
dla polskiej kultury artys­
tów, w tym tak:te Jerzeuo
Antczaka. JerzeUo Gruzy.
Ludwika Ren�. Jerzeuo Kra-
sowskiego. Jana Bratkow­
skiepo. Aleksandra Bardlnie­
UO, Andrzeja Konica. Ireneu­
sza Kanickieuo. Tadeusza
Mlnca I wielu innych ret y­
serów. Ten twÓTczy rozwój
jest tak:te dzielem Urupy u­
talentow�nych realizatorów
telewlZYJJI,ych. scenourafów
I dźwtękowców. a tak:te wy­
sokiej klasy operatorów ka­
rneT.
Traktować to wszystko ja­
ko kurnik. to lauodnie mó­
wiąc nietakt I śWiadectwo
braku kompetencji. ( ... )"
.. ( ••• ) Ktlr7lliIk - łatwizna.
prostactwo. rachityczność.
gluP6two - zadziwIająca za­
Iste wytworność i elegancja
w posluuiwanlu się epiteta­
mi.
Nie brak w artykule Szczy­
plorskieuo przykładów braku
elementarnej rzetelności
dzIennIkarskiej. Oczywistym
zmyśleniem jest podana
przez nieuo Informacja, ja­
koby dla telewizji robUo się
przedstawienIe w ciqUu ty­
godnia. W rzeczywistości o­
kres przygotowań do spek­
taklu TV trwa Itednlo trzy
miesIące. z czeuo mielłiqc
czasu zajmują próby z akto­
rami. Nie jest to duto. ale
teuo typu normy czasowe
stosowane są od lat w wIelu
uznanych, profesjonalnych
teatrach na świecie.
Pisze dalej Szczypiorski -
l:t nieobecność wielu czolo­
wych aktorów ,cen polskich
w programie teatru .xV w
roku 19t18 byla wielką stra­
tą dla jeuo mUośnlków I WJI­
mienia jako rzekomo nieo­
becnych na malym ekranie
Aleksandrę ,sląską. Halinę
Mikolajską. Holoubka. Łom­
nickiego ł Swidersklego.
Otó:t. po pierwsze. przy
pełnym uznUi7liu dla talentu
wymienionych wytej mis­
trzów s.ceny. zuódźmy się, te
czołówka polskiego aktor­
stwa nie ogranicza stę do te­
UO znakomiteuo urona. Są
jeszcze - dla przykladu _
Opaliński. Fijewski. Wosz-
czerowlcz. Jaroszew.ka,
Młodnlcki, Kwiatkowska.
Mrozowska. Łaplcki. GOUo­
lewak I. WOllejko, Krasno­
wiecki, Dmochowski I srzereg
Innych znakomitości. lm to
w dutej mierze zawdzięcza
teatr telewlzl/jny swą wy­
soką ranuę.
Po wtÓTe. w rzeczywistoś­
ci tylko Łomnicki, spośród
wymienionych przez Szczy­
plorskieuo artystów. byl
faktYcznie nieobecny w pro­
Uramie teatralnym roku 1968,
ponlewa:t - o czym wszyscy
wiedzą - zajęty byl w tym
czade najpierw w f Umie
"Pan WOlodyjowskl", póź­
niej w telewtzyjnej serii fil­
mowej .. PrzJ/uody pana MI­
chała".
Natomiast Aleksandra ,slą­
ska dwukrotnie kreowała
rOle prowadzące (w .. Łauod­
nej" i "Nokturnie"J. Holou­
bek występOwal w "Bracie
marnotrawnym" t "ASTnO­
deuszu", a Jan ,swlderskl w
"Babiej uórze" I .. Panu
Geldhabie", któreuo zresztą
sam re:tyserowal. Wszystkich
zaś widzieliśmy niedawno
razem w .,Mazepie" Sło­
wackiego - spektaklu rów­
nle:t przYUotowanym w roku
ubleulym.
W podobnej manierze z
równą rzetelnością i "subtel­
nośctq" omawia autor takte
t Inne rodzaje prouramu te­
lewtzyjneuo" •
Trzeba przyklasnąć pow­
ściągliwości i taktowi St.
Kuszewskiego; okazuje się,
że p. Szczypiorslri nie tylko
nie ma racji. ale napisał
nieprawdę i to chyba nie
podświadomie, trudno bo­
wiem założyć, aby nie były
mu znane fakty, o których
pisze jego polemista. Nie
można posądzać tak wytraw­
nego iJlubHcysty (felietonisty
Połskiego Radia), że nie zna
podstawowych danych z za­
kresu pracy Telew�zji. Pow­
staJe więc uzasadnione py­
tanie: jaki był motyw dzia­
łania publicystycznego p.
Szczypiorskiego, na łamach
"Polityki" (i samej redakcji
r6iwlnliet) 7
Sprawa jest charakterysty­
czna tym bardziej, że "Szpil­
ki" (w numerze 9, z 2 III 69),
a wU:c kiecty opinii publlcz­
nej znane już były, cytowa­
ne przez nas wyżej, istotne
sprostowania St. Kuszew­
skiego uznały za możliwe i
potrzebne ocenić (w "Listach
Teofila") zupełnie serio, że
p. Szczypiorski wypowie­
dział "b a r d z o z d r o w e
i g o r z k i e u wag i".
JednIOInyślno.ść ,,iPoIIJtyOd" I
"Szpilek" w ocenie progra­
mu Telewizji w 1968 roku
jest doprawdy wzruszająca,
ale nie zaskakująca.
A.E.
•
REDAKCJA: Warszawa 1. ul, Marszalkowska 8. Tel. centraU: 215058. Redaktor Naczelny: Leszek Wysznacki. WYDAWCA: Krajowe Wydawnictwo
Czasopism RSW "Prasa" - Warszawa, uL NoakoWllldego 14, &e1.28-00-63. WARUNKI PBENUMEBATY: kraJowa-dla czyłelDik6w Indywidnalnych przez
urzędy pocztowe oraz listonoszy. Motna rlIwnie:l dokonywać wpłat na konto PKO Nr 1-6-100020 - Centrala KOlporta:tu P!'asy I Wyda!Vllictw
Ruch" - Warszawa ul. Wronia 23. Wszystkie instytucje państwowe i społeczne- w kraju mog� zamawlat prennmeratę wyl�cznle za lIoliredmctwem
Oddzlał6w i Delegat:ar Ruch". Prenumeraty przyjmowane 5� do 10 dnia miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty: kwartalnie 39.- zł, p6łrOC2lnie
78 - zl rocznie 156 - zi! na zał;ranlcę - przez .. Ruch" ul_ Wronia 23, tel. 20-ł6-88, konto PKO Nr 1-6-100024 o łO proc, droleJ, Egzemplarze numer6w
zdealdiaaJizowanych moina nabywa/\ w Punkcie Wysylkowym Pra�v Archi walnej "Ruch" - Warftawa, ni. NowomIejska 1511'1, konto PKO Nr
114-6-7000łl VII O/M Warszawa. Rękopis6w nie zam6wionych redakcja nie zwraca. DRUK: Zakłady Wklęsłodrukowe RSW "prasa": War_wa, ul.
Okopowa 58/72, Zam. 392. N-72-62.
14
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_15.djvu

			Z OTWARTYCH SZKATUł
Rok temu, w notatce
.. Dzieje insygniów rektor­
skich", zamieszczonej w nr,
6. (1053) pisaliśmy o zrekon.
struowaniu I wręczeniu w r.
1949 przez Cech Złotników i
Zegarmistrzów (obecnie
Cech Złotników, zegarmis­
trzów, OptykóW, Grawerów
i Brqzowników) insugnlów
rektorskich unlwersutetu
WarszaWSkiego. Do sprawy
tej powraca w liście niedaw­
no nadesłanum .. StolicU" p.
DANUTA SOKOLNICKA:
.. Chciałabym przypomnieć,
że inicjatorem i uczestni­
kiem ofiarowania Uniwersy-
• J'
1 _
...
. ,
. ,�.:,
··-F
..
.
, ,
tetowi Warszawskiemu zre­
konstruowanych insygniów
rektorskich był nieżyjący
Ojciec mój, poznański jubi­
ler Stanisław Szulc.
Wysiedlony z Poznania
przez Niemców w 1939 r. zna­
lazł w Warszawie życzli­
we oparcie wśród kolegów
swego zawodu, którzy ułat­
wili mu stworzenie tu war­
sztatu pracy. Znakomici fa­
chowcy, znani jubilerzy war­
szawscy, jak na przykład
pp. LipoWSki, Wolski I prze­
de wszystkim Turczyński o­
kazali nam swą pomoc od
..
,
o"
loancucll rektorski Wyzszej Szkol Y Ek07wmiczne] w Poz­
na.nlu, wykonany w pracoWfli firmy W. Szulc w Poznaniu I
o!tarowanU przez Stanisława Szulca Akademii Handlowej w
Poznaniu w r. 1939. Wykonany w srebrze, złoconu. Projekt
Henryka Piotrowskiego, art ust y plastyka współpracujqcego
z !irmq W. Szulc
pierwszych dni naszego po­
bytu w Warszawie. Nie o­
puścili nas też w trudnych
chwilach po aresztowaniu
Ojca przez gestapo i wywie­
zieniu go do obozu. Chciała­
bym podkreślić przy okazji
ten tylko jeden z jakże licz­
nych przykładów serdeczne­
go potraktowania nas, wy­
siedlonych z Poznania.
Po wojnie Ojciec pozostał
W Warszawie. Dowiedziaw­
szy sic: o zniszczeniu insyg­
niów rektorskich UW, wysu­
nął propozyej ę ich rekon­
strukcji i ofiarowania przez
Cech Uniwersytetowi. Z
właściwą sobie energią dzia­
lał jako członek Komitetu
fundacji insygniów. Siadem
jego udziału w tej sprawie
jest list ówczesnego rektora
v.1 prof. dr. Franciszka
Czubaiskiego.
Na nadzwyczajnej sesji c�­
chowej, 4 grudnia 1949 r.
Stanisław Szulc wygłosił
przemowienie, w którym m.
In. powiedział: �TegorocZIlY
uroczysty dzień patrona na­
szego Cechu szczególnym o­
toczony jest blaskiem. W
mury Domu Rzemiosła, sie­
dziby ludzi pracy fizycznej,
przybyli reprezentanci nau­
ki polskiej. JM Rektor wraz
z dostojnym gronem profe­
sorów Uniwersytetu War­
szawskego są gośćmi naszego
Cechu. Wzruszeni, wysoko
cenimy sobie zaszczyt do­
znany. Chwilc: tak jedyną I
osobliwą pozwólcie nam Do­
stojni GOŚcie uczcić darem
dla Wszechnicy, jaką czcigod­
ni. obywatele reprezentuje­
cie. Za danie nam możności
wykonania widomych zna­
ków dostojeństwa przodują­
cej w Polsce Wszechnicy
jesteśmy Tobie, Magnificen­
cjo, I Wam, Panowie Profe­
sorowie, głęboko wdztęeznt,
bo pozwoliliście nam uczest­
niczyć w dziele odnowy za­
bytków Stolicy, na dostęp­
nym nam złotnikom odcin­
ku, bo daliście nam sposob­
ność odtworzenia tego, co
zbrodniarz hitlerowski Uni­
wersytetowi zabrał ......
To, że Inicjatorem tego da­
ru był Stanisław Szulc, ju­
bller poznański, nie było
dziełem przypadku. Ojciec
poza działalnością zawodową
był aktywnym działaczem
gospodarczym i społeęznvm.
M. in. jako wiccprezes Izby
Przemysłowo-Handlowej w
Poznaniu był członkiem Ku­
ratorium poznańskiej Akade­
mii Handlowej. Tuż przed
wybuchem wojny w 1939 r.
ofiarował tejże Akademii
łańcuchy - rektorski I pro­
rektorski - prace jego war­
sztatów. Stąd też i myśl re­
konstrukcji zniszczonych in­
sygniów UW była Ojcu me­
mu tak bliska".
...
W zwiqzku z minionq nie­
daWflo 50 rocznlcq Powsta­
nia Wielkopolskiego otrzy­
maliśmy od p. JÓZEFA
ZBORALSKIEGO z pozna­
nia, uczestnika tego wolnoś­
ciowego zrywu, pamiqtkowe
zdjęcie sprzed półwiecza,
przedstawiające grupę ucze­
stników waZki o wolność
Wielkopolski t zjednoczeni"
jej z resztą kraju (sq częś­
ciowo jeszcze w mundu­
rach... niemieckich) przed
punktem zbiórki ksiqżek dla
polskich żolnierzy.
Również z rocznicq Pow­
stania Wielkopolskiego wiqże
się nadesłana nam przez p.
JANA ROLEWICZA pocz­
tówka-zdjęcie z reprodukcjq
znanego w okresie przedwo­
jennym obrazu Wojctecha
Kossaka .. Straż nad Wlsłq".
W tej samej sprawie przeka­
zał nam dodatkowy komen­
tarz p. BOLESŁAW LEON­
HARD:
•
•. !J
.. -I.
�ł' ł
-
....
..Idzie o to, by ocalić od
zapomnienia ten obraz-sym­
bol, zwracający w tamtych
latach oczy młodego poko­
lenia na ówczesną grantcę
Polski z Prusami. Przed
wojną obraz ten wisiał w
każdej niemal harcerskiej
świetlicy i miał jakiś swój
udział w całokształcie przy­
gotowania do naj trudniej­
szych zadań pokolenia �Ka­
mieni na szaniec». Oryginał
obrazu był w posiadaniu
Komendy Chorągwi Krakow­
skiej ZHP do 1949 r., potem
gdzieś zniknął".
•
I
I
'.
.,.
I •
lotnlrrn
I 'r�o
11
.. \
\
-
•
•
wiele miejsca (notabene: JUż
po raz trzeci wracając do
miej w tym roku na naszych
łamach) bynajmniej nie dla­
tego, że stanowić by miała
naszym zdaniem problem
istotny. Przeciwnie, podzie­
lamy tu w pełni opinic: za­
wodowych historykow, że na
tle rzeczywiscie wazkich wy­
darzeń epoki napoleońskiej,
amory polskiej szlachcianki
i zarazem austriaCkiej hra­
bianki z Cesarzem Francu­
zów nie miały żadnego wpły­
wu na sprawę Polski czy
jakiegokolwiek innego na­
rodu. Rownie bez znaczenia,
w tym samym układzie odr
niesienia, jest miejsce ostat­
niego spoczynku Walewskiej,
a zatem szperanie w trum­
nach, dokonane w Kiernozl,
uznać trzeba za niepotrzeb­
ne. Stanowisku temu "Stoli­
ca" dała już swój wyraz
felietonem Marka Sadzewi­
cza w nr5 (przy Okazji kwi­
tujemy odbiór krytycznych
uwag paru naszych Czytelni­
ków na temat zakończenia
tego felietonu, sądzimy jed­
nak, że ocena żartObliwego
sformułowania autora .. Piąt­
ków" merytorycznie nic do
sprawy nie wnosi). Nie moż­
na jednak zaprzeczyć, że
sprawa ta, jak wiele sensa­
cji obyczajowych z przeszlo­
ści, zainteresowała opinic: pu­
bliczną - zresztą nie bez
wpływu wspomnianej kam­
panii prasowej, radia i TV.
Dlatego też zdecydowaliśmy
sic: na prezentacjc: opinii i
hipotez sformułowanych
przez p. Radzyńskiego, tra­
ktując to, w zaistniałej sy­
tuacjI, jako godną uwagi cie­
kawostkc:.
Na marginesie całej - 0-
małż.e - kampanII prasowej
\Yok�ł sprawy miejsca pocho­
wama Marii Walewskiej o­
PUblikowaliśmy w .. Stolicy"
artYkuł "Poprawki history­
czne:' (nr 2), w konkluzji 0-
P�Wladający sic: za uzna­
n�em ?.a miejsce pochowa­
ma "polskiej żony' Napole­
ona" wskazywany wcześniej
P�r;vski cmentarz Pere-La­
c . alsc. Już po opublikowa­
��U przez nas tego artykułu,
l" a.zało sic: w prasie sporo
Istow i notatek wyrażają­
CYCh opinie odmienne i
�OdtrzymUjąCYCh hipotezc: M.
t randysa, jakoby jednak
srurnna ze zwłokami Walew­
�Iej przewieziona została do
s lernozi pod Łowiczem,
pkąd Zmarła pochodziła. Naj­
wOW�żniejsze udokumento­
ra�me . tego poglądu zawie­
W SkIerowany do .. Zycia
arszawy" list proboszcza
�a teł miejscowości, ks. Ja­
w Uk�wskiego, który po­
Z ołał SIC: na zapis Ksic:gi
nFarłYCh parafii z 27 wrzes­
n a 1�18 r. i wysunął kolej­
leą hlpotezc:, iż prochy wa­
naWsk.lej zawiera trumna in­
dot mz ta, jaką wskazywano
n' ąd. I ta właściwa zda­
��rn ks. Zukowskieg�, tru-
a została otwarta pod-
czas autopsji w nocy z 16 na
17 grudnia ub, r., jednakże
znajdujące sic: w niej rozsy­
pane i przemieszane z zie­
mią szczątki kostne nie u­
możliwiły antropologom wy­
powiedzenia zdania.
Do sprawy tej, a także do
ocen postaci Marii Walew­
skiej, publikowanych przy
okazji, nawiązuje w obszer­
nej wypowiedzi nadesłanej do
naszej redakcji p. TADEUSZ
RADZYNSKI ze Szczecina:
.. W Kiernozi, stanowiącej
wtedy własność mojego kre­
wnego, Kazimierza Wieszczy­
ckiego, przebywałem przez
czas dłuższy w latach 1917-
1918 i dążyłem do uzyskania
potwierdzeń rodzinnych prze­
kazow o Marii Walewskiej;
korzystałem przy tym z u­
przeJmości ówczesnego pro­
boszcza, ks. Zawado, jak też
informacji mieszkańcow dwo­
ru i miejscowej ludności.
Miało to miejsce przed 50
laty, gdy relacje były śwież­
sze o ten okres czasu. Ze­
brane informacje potwier­
dzały jednoznacznie fakt po­
chowania Marii Walewskiej
w Kiernozi.
Artykuł w >>Stolicy« jest
uzupełniony reprodukcją
portretu Marii Walewskiej ze
zbiorów Muzeum w Łowiczu.
Czy Jednak jest to wierny
portret z natury? Około 1910
roku powstało wydawnictwo
albumowe pt. »Napoleon 1--,
opracowane w jc:zykach pol­
skim i francuskim i poświc:­
cone pamic:ci Napoleona i
napoleonidów. Zawierało o­
bok tekstu monograficznego
liczne reprOdukcje portretów
l obrazów, związanych z ce­
sarzem. Wśród napoleonidów
figurowała postać Ma�ii 'Wa­
lewskiej, a ikonograficzny
komentarz twierdził, że i­
stnieje tylko jeden portret,
malowany z natury przez ar­
tystę, którego nazwiska nie
pamic:tam; obok reprodukcji
tego portretu zamieszczono
2 lub 3 inne, ktore wedlug
opinii autorów stanowiły ko­
pic własciwego portretu, od­
powiednio zmodyfikowane
przez zmianc: Ua lub szcze­
gołów stroju. Portret uzna­
ny za autentyczny przedsta­
wiał model en face i miał
znajdować sic: w Warszawfe
w posiadaniu rodziny Skrzyń­
skich. Jeżeli więc informa­
cJa ta była prawidłowa, moż­
na przypuszczać, że w mu­
zeum w Łowiczu znajduje
sic: jedna z kopii, na ktorej
nieznacznie zmieniono pozy­
cjc: głowy."
Z kOlei P. Radzuński po­
wraca do ocenu samej posta­
ci Walewskiej i motuwów je;
postępowania, polemizujqc
m. in. z opublikowanym w
"Zyclu Warszawy" listem
H. S. Czartoryskiego pt.
.. Vale Walewska". PrzecIw­
stawlajqc się stwierdzeniu,
iż Walewscy wyrzekli się
polski na zawsze, nasz Czy­
telnik przytacza jako argu­
ment, że syn MarII i Napo­
leona, Aleksander Col On na
Walewski ..... żonaty był z
wnuczką ks. Stanisława Po­
niatowskiego, syna Kazimie­
rza, starszego brata króla
Stanisława Augusta. czyli z
osobą posiadającą domieszkę
krwi polskiej". W kwestii o­
ceny przuczyn, jakie skłoni­
ły Walewskq do romansu z
Cesurzem Francuzów, p.
Radzuńskl (zastrzegajqc się
wprawdzie, Iż brak jest pod­
staw do twierdzen kategoru­
cznych) przychyla się do in­
terpretacji zgodnej z tq, ja­
ka zawarta jest w popular­
nej powieści W. Przyborow­
skiego - tzn. do sugestii, że
.. Maria mogła dac sic: por­
wać ogólnemu entuzjazn!owi
i powziąć decyzJc: złożenia
ofiary Ojczyżnie w dostc:pnej
dla niej formie. Możliwe też,
że po zawarciu osobistej zna­
jomości z Napoleonem, pót­
niej działała pod wpływem
innych osobistości, inspirują­
cych uzyskanie wpływu na
cesarza w kierunku zaszcze­
pienia mu idei odrodzenia
Polski. Ze w ostatecznym
wyniku zamierzona ofiara
mogła stać sic: pożądanym
przeżyciem - mogła przeko­
nać sic: w toku rozwoju sy­
tuacji. W kaŻdym jednak
razie, wiedząc o bogatym ży­
ciu seksualnym Napoleona,
nie miała najmniejszej pew­
ności, że związek z nim bc:­
dzie posiadał charakter wzglc:_
dnie trwały, że nie skończy
sic: na Jednokrotnym przeży­
cIu."
"Taka Interpretacja
stwierdza nasz Czytelnik -
była myślą przewodrilą ro­
dzinnej tradycji, prawdopo­
dobnie kierującej sic: Inten­
cJą złagodzenia bardziej dra­
stycznych fragmentów. Za­
gadnienie to było komento­
wane rzadko i w sposób dy­
skretny, nie dopuszczano do
rozmów na ten temat z
młodzieżą płci żeńskiej: ta
ostatnia jednak potrafiła
zwalczać przeszkOdy i w
skrytości przeżywała losy
Marii jak poczytny romans".
Pośwlc:camy tej sprawie
15
		

/stolica1969_nr_12_23.03_s_16.djvu

			Z Jerzym Rollandem
Getlingiem chodziliśmy
razem do jednej klasy
gimnazjum im. ks. Józefa
Poniatowskiego. Jego
drugie imię, tak rzadkie
w naszym kraju, dobrze
wbiło mi się w pamięć,
gdyż stało się przedmio­
tem ciągłych żartów na­
szych szkolnych kolegów,
co on odpierał dzielnie,
bardzo był bowiem dow­
cipny i pyskaty. Razem z
nim zamieszczaliśmy na­
sze elaboraty w redago­
wanym przez Jurka
szkolnym pisemku. Ra­
zem też zdawaliśmy ma­
turę,
Po maturze Getling
studiował prawo na Uni­
wersytecie Warszawskim.
Wtedy to zaczął pisywać
do pism lewicowych, głó­
wnie do ,,Robotnika". Za­
mieszczał tam reportaże,
recenzje, krytyki literac­
kie. Ale przede wszyst­
kim był poetą - moim
zdaniem - jednym z naj­
lepiej zapowiadających
się liryków swego poko­
lenia. W wierszach jego
coraz częściej rozbrzmie­
wała nuta walki klaso­
wej. Przyjaźnił się ze
znanym poetą pepesow­
skim Edwardem Szymań­
skim i z nim razem urzą­
dził parę wieczorów au­
torskich o charakterze re­
wolucyjnym. Wiersze re­
cytował przeważnie Hen­
ryk Ladosz..
W gimnazjum Ponia­
towskiego istniało w o­
wym czasie koło szkolne
ZNMS. Getldng wyszedł
z niego dość wyrobiony
politycznie. Wprowadzi­
łem go więc do PAPP-u
(Polskiej Asocjacji Plsa­
rzy Proletariackich), do
,której należeli: Alfred
Degal, Józef Gołąb, Hen­
ryka LazoV(ert, Nastek
Matywiecki, Aleksander
Minorski, Sydor Rey,
Władysław Smólski, Jan
Spiewak i inni. Z tej dru­
giej (po Broniewskim,
Wandurskim i Bruno Ja­
sieńskim) generacji pisa­
rzy socjalistycznych
większość przeżyła woj­
nę, co może się wydać
dziwne, opr6cz S. Reya,
który ją spędził szczęśli­
wie w USA (gdzie napi­
sał świetny tom prozy
"Księga rozbitk6w"). Pa­
ru zaś, zwłaszcza spośród
poetów, zdobyła wysoką
rangę w literaturze Pol­
ski powojennej. Wówczas
- trzeba się przyznać -
nie stworzyliśmy dzieł
wybitnych. Na przeszko­
dzie stał nam zbytni dog­
matyzm właściwy dwu­
dziestolatkom, który tak
fatalnie zaważył na lite­
raturze okresu "błędów i
wypaczeń". W krótkim
czasie zresztą ta między­
narodowa organizacja pi­
sarzy została przez Sta­
lina rozwiązana.
W roku 1933 Getling
ukończył Uniwersytet. W
okresie międzywojennym
mało który literat polski
mógł wyżyć z pióra. Za­
czął więc pracować w
wydziale prawnym PKO.
Wydawała ona wówczas
pisemko "Młody Obywa­
tel", którego redaktorem
był Stanisław Strumpf­
Wojtkiewicz.. Pomagał mu
w redagowaniu Getling,
co po pewnym czasie
skierowało jego zaintere­
sowania ku literaturze
młodzieżowej. Napisał
dwie powieści: "Przygoda
wakacyjna" i "Wyprawa
na księżyc". Niestety,
obie przyjęte już do dru­
ku, spaliły się oU wydaw­
ców na Swiętokrzyskiej
podczas oblężenia War­
szawy.
Ożenił się w r. 1935 i
zamieszkał w bloku War­
szawskiej Sp6łdzielni
Mieszkaniowej na Żolibo­
rzu, najpierw jako sublo­
kator Wandy Wasilew­
skiej, z którą był zaprzy­
jaźniony: Później młode
małżeństwo otrzymało
własne mieszkanie. Poeta
przeżywa wówczas chyba
najpiękniejszy okres swe­
go krótkiego życia. Na
Żoliborzu istniała przed
wojną spora kolonia
wspaniałej lewicowej in-
JERZY R. GETlING
STOPY NA SZCZYTACH
Blade patrzą bielma miejskich okien,
otleplym okiem
wlzawlone
w dym ..•
... gdzlet
daleko
jezioro głębokie
grzmiący wiatr burzy, kąpiąc się w nim
-gdzlet -
. .
•
I ,
I l
daleko -
trawy soczyste
szumiącą plamą retą u nóg,
kwiat dmuchawcowy w Wysoką przystań
plynle
W muzyce
spiralnych
dróg.
Gdzieś - daleko -
oczy rozwarte
ZWierają w sobie zwyczajny twlat
Słońce klpiqce. błękit I wiatr ten
co chłodną piersią
na ziemię padł.
Góry dtwlęczące melodią ciszy
i mocne odwieczne -
powitaj l
Idt w IIlad słoneczny. co się kołysze
'gorącą stopą stojąc na szczutactu
Idź mlędzll kwlatll -
Idź między dr=eu'a -
Tragiczna lista strat
kultury polskiej z czas6w
ostatniej wojny ciągle
wymaga uzupełnień. Zro­
biona zaraz po wyzwole­
niu obejmuje nazwiska 0-
s6b już "wprowadzonych"
i uznanych. Pominięto w
niej sporo nie tylko ta­
kich,. co dopiero zaczęli
tworzyć, ale i tych, co już
dali się dobrze poznać na
przykład na łamach pra­
sy, nie osiągnęli jednak
tego, co czyni najbardziej
znanym nazwisko pisarza
- wydania książki.
W ciekawym zbiorze
reportaży o przedwojen­
nej Warszawie biedoty,
pt. "Niepiękne dzielnice"
zredagowanym przez
Dąbrowskiego i Koskow­
skiego znalazł się też re­
portaż Jerzego R a u l a
Getlinga. Przyznam się,
że było mi niezmiernie
przykro stwierdzić, jak to
po latach ginie pamięć o
ludziach. Kiedy nawet
odgrzebano jakiś utwór
zmarłego tragicznie pisa­
rza, musiano choć prze­
kręcić jego imię.
w piosenkę
skrzlldeł
się
wsluchaj
l - co poczujesz - jak chcesz
wyspiewaj
W dyszącą ziemię -
nie mytr, te grucha!
Na słoneczne szlaki
kwartalnik Rok I
Nr l .styczeń-manec 1939
teligencji, spośród której
wyszło wielu naukowc6w,
artystów i pisarzy, jak
Adam Próchnik, Aleksan­
der MaJ.iszewski. Leopold
Lewin czy Eryk Lipiński.
Opisał to w 653 numerze
"Stolicy" Maliszewski we
wspomnieniu "Żoliborskie
okna". Cytuję jedno zda­
nie: " ... W tym mieszkaniu
spędziłem poetycką noc z
Konstantym Ildefonsem
Gałczyńskim, Edwardem
Szymańskim i Jerzym
Getlingiem, świetnie za­
powiadającym się poetą i
satyrykiem".
O ile wiem, tyle pozo­
stało po Getlingu - ta
drobniutka wzmianka.
Inaczej stało się ze spuś­
cizną jego przyjaciela,
Edwarda Szymańskiego,
który pozostawił po sobie
parę tomik6w dobrych
wierszy. Lecz nie uprze­
dzajmy wypadk6w! Któż
wtedy, na parę lat przed
wojną, m6gł przeczuć
wiszącą nad Polską krwa­
wą chmurę?
Tak więc w kręgu żoli­
borskiej inteligencji pe­
pesowskiej upływają o­
statnie najbardziej też
chyba ekspansywne lata
życia Jerzego Getlinga.
Pisuje do prasy jednoli­
tofrontowej, urządza wie­
czory autorskie wraz z
Władysławem Broniew­
skim. Przez wszystkie te
lata bowiem nic ustaje w
tw6rczości poetyckiej,
Drukuje wiersze w'"Ro­
botniku", "Czarno na bia­
łym", "Trybunie Robotni­
czej", w "Szpilkach". Za­
mierzał je zebrać i wydać
u Hoesicka, jak czynili
wówczas inni młodzi poe­
ci. Pisarza proletariackie­
go nie bardzo jednak na
to było stać. A przy tym ...
czyż mógł przewidzieć
swój tragiczny los ...
W fatalnym roku 1939
został zmobilizowany ja­
ko porucznik rezerwy
jeszcze przed pierwszym
września, wyjechał z puł­
kiem j zginął.
Jerzy Rolland Getling,
doskonale zapowiada.jący
się pisarz lewicowy, uta­
lentowany publicysta i
poeta stał się jeszcze jed­
ną ofiarą wojny. Smierć
zaś jego była tym tra­
giczniejsza, że zaginęły
nie tylko maszynopisy
dw6ch jego książek złożo­
nych u wydawców. ale
również w czasie Powsta­
nia Warszawskiego (żona
znajdowała się wtedy w
Ravensbrtick) mieszkanie
jego przy ulicy Suzina
zawaliło się, w domu zbu­
rzonym przez bombę lot­
niczą, grzebią-c całą jego
literacką spuściznę. Pozo­
stało to tylko, co było za
życia opublikowane w
prasie. Dlatego dziś o nim
tak doszczętnie zapo­
mniano.
•
..