/stolica1974_nr_07_17.02_s_01.djvu

			ł
UNIWERSYTECKI ZESPOL TAŃCA LUDOWEGO Z LUBLlNA- FOTOREPORTAŻ na .tr. 8-9
Foł. Jacek SielskI
I I
".
• H.
ł '-I I
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_02.djvu

			W drugiej połowie sty­
cznia 1944 roku przyszedł
na umówione spotkanie
do mego zakonspirowane­
go mieszkania przy ul. Za­
okopowej 4, "Olek"
Aleksander Kowalski. Za­
komunikował decyzję Ko­
mitetu Centralnego PPR,
polecającą mi poczynie­
nie przygotowań organi­
zacyjnych do powołania
konspiracyjnej Warszaw­
skiej Rady. Narodowej.
Podobną decyzję - jak
oświadczył - przekazano
również innym członkom
Komitetu Warszawskiego
Partii. "Izoldzie" - Kry­
stynie Kowalskiej i mnie
przypadła koordynacja
tych przygotowań i do­
prowadzenie do zebrania
się Rady. Było to dla mnie
wobec nawału codzien­
nych obowiązków, zadanie
bardzo trudne, mówiłem
nawet, że jako członek
KW oddelegowany z rejo­
nu prawobrzeżnej War­
szawy do kierowania pra­
cą partyjną na Woli,
Ochocie i Okęciu, mam
wiele pracy. Ale było to
polecenie KC j obowiązy­
wało mnie jego wykona­
nie.
Miesiąc trwały przygo­
towania związane z dobo­
rem kandydatów do Ra­
dy, ustaleniem miejsca
I I I
konferencji, zabezpiecze­
niem ochrony posiedzenia
itp. Najwięcej czasu zaję­
ły dyskusje z przedstawi­
cielami RPPS i innych
postępowych ugrupowań
wchodzących po powsta­
niu KRN w skład koali­
cji podziemnego obozu de­
mokratycznego. Skład
przyszłej Rady pomyślany
był tak, aby radni repre­
zentowali w niej orga­
nizacje polityczne, związ­
ki zawodowe, komitety fa­
bryczne i inne ugrupowa­
nia konspiracyjne, stojące
na stanowisku określonym
przez KRN. Sprawa roli i
zadań Rady zajęły wiele
miejsca w artykułach i
publikacjach polemicz­
nych, zamieszczanych w
konspiracyjnych wydaw­
nictwach "Głos Warsza­
wy" i "Rada Narodowa".
Wyszukanie odpowied­
niego lokalu na inaugura­
cyjną sesję przyszłej Ra­
dy powierzyłem "Szymo­
nowi" - Janowi Szalko­
wi, który w tym czasie
pełnił funkcję sekretarza
Komitetu Dzielnicowego
PPR Wola Na zapropono­
wane mieszkanie przy uli­
cy Chłodnej obok Wro­
niej, nie wyraziłem zgody
z uwagi na częste obławy
niemieckie w tym rejonie
i rewizje w domach -
Wydrukowana we wrzelniu 1944 r. w polowej drukarni lUdo­
wego WP odezwa Warszawskiej Rady Narodowej. W chwili
wyzwalania Pragi przewodniczący Rady Stalski znajdowal się
na lewym brzegu Wisly i nLe m6g1 Objąć swe; funkcji, ale
autorzll odezwy o tllm nie wiedzieli. Odezwa rozlepiana billa
na murach wyzwolonej Pragi, a W stllcznlu 1945 r. pewną
ilolć egzemplarzy rozwieszono w Wllzwolonej Warszawie. Pu­
blIkujemIl reprodukcJę kserograficzną odezwy; orllginal jest
uszkodzonll w dolnej częici - częlciowo podpis oraz da­
tę trzeba bylo zrekonstrl/Ować,
Rada ........ m. Sl WmDWJ
Obwieszczenie
W dniu dzisiejszym objęla władzę Rada Narodowa
m. st, Warszawy.
Rozwiązuje się wszelkie inne organy władzy.
Do pełnienia slutby bezpieczenstwa jedynie powo­
łaną jest Milicja Obywatelska.
Rozwiązuje się wszystkie inne organizaCje zbrojne.
Wszyscy posiadajllcy broń obowiązani s� natych­
miast złotyć ją w organach komendantury wojskowej.
Winni niewykonania tego zal'Z.1dzenia będą karani
wedlug praw stanu wojennego.
Schwytanym na gorącym uczynku· rabunku kara
wymierzana będzie doratnie.
Rada Naro:lowa m. st, Warszawy wzywa wszystkich
pracowników samorządowych i przedsiębiorstw utytecz­
ności publicznej do natychmiastowego przystąpienia do
pracy.
Kierownicy urzędów, instytucyj i przedsiębiorstw
zameldują się natychmiast. u PrzewodniCZącego m. st,
Warszawy.
W wypadku nieobecności kierowników stawią się
starsi urzednicy,
Rada Narodowa m. sl WaIsuwy wzywa obywateli
a�y �oIoty{: wsz�tkich sił �'" jaknajszybszego ultana-:.
wiema porządku I normalnego tycia w stolicy.
"" •• lIIilqlJ ......... ei .. sUWmuwt
§t,,'s.d
Warszawa, 16 września 1944 rok
.'
szczególnie, że była to
wielka kamienica o dużej
częstotliwości ruchu jej
lokatorów i odwiedzają­
cych ich osób z zewnątrz.
Wybraliśmy lokal przy
ulicy Długosza 29, zaofia­
rowany nam przez Jana i
Genowefę Gołębiowskich.
Na kilka dni przed u­
stalonym terminem Sesji,
nasz gościnny gospodarz
Gołębiowski zbił z desek
ławki, przeniósł do kuchni
żelazne łóżko, a na środ­
ku jedynego zresztą, nie­
wielkiego pokoju, posta­
wał stół przysuwając do
niego z jednej strony oto­
manę. Opróżnił w kuchni
wielki drewniany kufer,
który posłużył za "arse­
nał" mogący zaopatrzyć
każdego radnego w broń
i granaty. Zapobiegliwa
gospodyni pani Genowefa,
przygotowała na ten dzień
posiłek dla radnych, skła­
dający się z czarnego
chleba i zbożowej kawy z
sacharyną.
18 lutego w przeddzień
posiedzenia Warszawskiej
Rady Narodowej, odbyła
się na Pradze przy ulicy
Stalowej, ścisła narada
organizacyjna poświęcona
omówieniu ostatnich przy­
gotowań do Sesji.
Nadszedł 19 lutego 1944
roku. Był mroźny pora­
nek, przejmujący wiatr
chłostał niemiłosiernie po
twarzy, przenikał lodowa­
tym chłodem. Aura pa-
miętnej niedzieli nie
sprzyjała bynajmniej
przechadzkom "sztrajf"
żandarmerii po ulicach
Warszawy, Zegarek wska­
zywał godzinę 6.15 kiedy
wysiadłem z tramwaju 22,
na przystanku przy ulicy
Chłodnej i Młynarskiej.
Powiew wiatru rozpraszał
powoli mgłę, która opada­
jąc snuła się leniwie po
trotuarach i jezdniach.
Obszedłem miejsca, na
które mieli za kilkanaście
minut stawić się radni.
Okolica w pobliżu ulicy
Długosza była prawie bez­
ludna. Tylko od czasu do
czasu można było spotkać
spieszących przechodniów.
° miejscu posiedzenia Ra­
dy, OPI'ÓCZ mnie, wiedzia­
ły jeszcze dwie osoby:
.. Izolda" - Krystyna Ko­
walska i "Szymon" - Jan
Szałek. We troje odbiera­
liśmy z różnych punktów
radnych doprowadzając
ich przed bramę domu i
dopiero wówczas zapozna­
liśmy każdego z miejscem
zebrania. ° godzinie 7.30
- 22 ojców miasta zasia­
dło w pokoju mieszczą­
cym się na 3 piętrze. Byli
to: Tadeusz Bartoszewicz,
Magda Bobowska, Antoni
Borkowski, Aleksander
Burski, Bogdan Czeszko,
Karol Grabski, Francisz­
ka Gniado, Roman Har­
tenberger, Czesław Ka­
czor, Antoni Kamiński,
Krystyna Kowalska, Fran­
ciszek Kulesza, Czesław
Oryński, Kazimierz Przy­
był-Stalski, Zenon Rej­
mont, Stanisław Sankow­
ski, Krystyna Strusińska,
Jan Szalek, Jan Szczepa­
niak, Zygmunt Synowiec,
Stefan Witkowski, Józef
Wysocki.
Z ramienia Krajowej
Rady Narodowej uczestni­
czył w zebraniu Włady­
sław Bieńkowski.
W kuchni za zasłoną
czuwało 5 gwardzistów
wyznaczonych do ochrony
Rady. Byli oni zaopatrze­
ni w broń krótką, auto­
matyczną i granaty. Do­
piero kiedy do pokoju
wszedł dowódca ochrony
lokalu i złożył meldunek
o zabezpieczeniu posie­
dzenia i gotowości obrony,
Rada przystąpiła do ob­
rad.
W tym czasie dowódca
Warszawskiego Sztabu
Armii Ludowej "Ryszard"
Bolesław Kowalski
przejmował nadzór nad
posterunkami gwardzi­
stów, rozstawionymi w
ulicach Młynarskiej, Gór­
czewskie], Żytniej, Szlen­
kierów i placu Kercelego.
których zadaniem było
bronić Rady w razie naj­
ścia Niemców na lokal.
Zebrani powierzyli mi
obowiązek przewodnicze­
nia posiedzeniu. Referat
wprowadzający omawiał
sytuację w kraju i mię­
dzynarodową, rozwój wy­
darzeń na frontach wojny
i zadania terenowych Rad
Narodowych w oparciu o
wytyczne KRN.
W dyskusji zabierali
głos wszyscy radni usto­
sunkowując się do spra­
wy strajku powszechnego
i zbrojnego powstania,
przewidywanych w mo­
mencie wyzwalania stoli­
cy przez Armię Radziec­
ką i Wojsko Polskie. Ra­
da przedyskutowała wła­
sne formy działania, kie­
runki pracy podziemnego
ruchu zawodowego, zwła­
szcza komitetów fabrycz­
nych, jako zalążka przy­
szłej władzy ludowej.
Wiele czasu zajęło w dy­
skusji omówienie współ­
działania z wszystkimi u­
grupowaniami demokra­
tycznymi, akcji sabotaży
gospodarczych i zbrojnej
walki z okupantem nie­
mieckim, jak również u­
daremnienie przez komi­
tety fabryczne i załogi ro­
botnicze wywózki do Nie­
miec mienia narodowego
z zakładów pracy podczas
spodziewanej ewakuacji
rwroga, Dominowała spra­
wa roli Rady w momencie
wyzwalania stolicy, prze­
jęcia przez nią admini­
stracyjnych funkcji gospo­
darza miasta, w organizo­
waniu życia gospodarcze­
go, społecznego i kultural­
nego, a w oparciu o komi­
tety fabryczne powołania
zarządów w zakładach
przemysłowych i urucho­
mienia produkcji.
Pod koniec obrad radni
wyłonili Prezydium dla
kierowania działalnością
Rady, w składzie: Kazi­
mierz Przybył-Stalski -
przewodniczący, Roman
Hartenberger - zastępca
przewodniczącego, Kry­
styna Strusińska - se­
kretarz, Czesław Oryński
i Stanisław Sankowski -
członkowie oraz z AL tow.
Aleksander Burski.
W skład Krajowej Ra­
dy Narodowej, powołani
zostali następujący radni:
Aleksander Burski, Ro­
man Hartenberger, Anto­
ni Kamiński, Krystyna
Kowalska, Czesław Oryń­
ski, Kazimierz Przybył­
Stalski, Krystyna Strusiń­
ska.
Jednocześnie Rada u­
konstytuowała Sąd Ludo­
wy w osobach: Kazimierz
Przybył-Stalski - prze­
wodniczący, Stanisław
Sankowski, Jan Szczepa­
ni ak - członkowie.
W podsumowaniu obrad
radni uchwalili wydanie
proklamacji do ludności
stolicy. Stwierdzała ona,
że Rada Narodowa War­
szawy, nawiązując do bo­
haterskich tradycji mia­
sta okresu lat 1794-1939
- powołana jest dla kie­
rowania walką ludu War­
szawy. Wzywając miesz­
kańców stolicy do ofiar­
nej walki i oporu, prokla­
macja kończyła swe we­
zwanie słowami: "Na nas
ma zwrócone oczy cała u­
męczona Polska". ° go­
dzinie 16 obrady zostały
zakończone.· Przez pokry­
te szronem szyby przeni­
kały do pokoju promienie
zachodzącego słońca. Do­
piero na umówiony z go­
spodarzem mieszkania sy­
gnał, zebrani zaczęli 0-
puszczać pojedynczo lokal.
Wszyscy przemykali się
przez klatkę schodową
niepostrzeżeni przez lo­
katorów, ginąc potem
wśród przechodni'ów. Wy­
szedłem z mieszkania o­
statni, a po chwili za mną,
schodzili uzbrojeni gwar­
dziści, którzy pełnili 0-
chronę. W tym czasie do­
wódca warszawskiego
Sztabu AL - Bolesław
Kowalski, luzował w oko­
licy ul. Długosza poste­
runki, które przez cały
dzień, na zmianę, czuwa­
ły nad bezpieczeństwem
Rady.
Warszawska Rada Na­
rodowa rozpoczęła swą
służbę ludowi stolicy.
•
•
•
Konspiracyjna Rada
Narodowa m. st. Warsza­
wy powstała i działała na
podstawie Statutu o tery­
torialnych Radach Naro­
dowych w okresie okupa­
cji uchwalonego przez
KRN na inauguracyjnym
posiedzeniu w noc sylwe­
strową 1943/1944 r. w ten
sposób była ona reprezen­
tantem i wyrazicielem
woli walczącego z na­
jeźdźcą ludu stolicy.
Od lutego do kwietnia
1944 roku skład Rady
zwiększył się z 22 do 25
osób. Dokooptowani zo­
stali: Wiktor Grodzicki,
który objął funkcję sekre­
tarza Sądu Ludowego,
Henryk Grodzicki i Mi­
chał Szyszko-Dąbek. Sąd
Ludowy był organem Ra­
dy. Do jego kompetencji
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_03.djvu

			-
_.
Kazimierz Przybył-Slalskl.
przewodnlczqcy konspiracyj­
nej Warszawskiej Rady Naro­
dowej. Zdjęcte z 1945 r.
należało ściganie zdraj­
ców, kolaboracjonistów i
konfidentów niemieckich,
orzekanie stopnia ich wi­
ny i wymierzanie im w
zależności od rodzaju
przestępstwa sprawiedli­
wości. Sąd wymierzał naj­
wyższe wyroki wobec ge­
stapowców i urzędników
administracji niemieckiej,
którzy popełnili zbrodnie
wobec Polaków. Wyroki
Sądu wykonywane były
przez grupy bojowe Armii
Ludowej.
Organem prasowym Ra­
dy było czasopismo pt.
"Tramwajarz", którego
pierwszy numer ukazał
się w czerwcu 1944 roku,
Organizatorami wydawni­
ctwa i odpowiedzialnymi
za nie przed Radą byli
radny Czesław Kaczor
oraz piszący te słowa. Po
kilku wydaniach, pismo
to ukazywało się pod
zmienioną nazwą .. PI·a­
cownik Stolicy".
Działalność polityczna i
organizacyjna Rady w o­
kresie jej nielegalnego
istnienia wywierała po­
ważny wpływ na walkę
zbrojną z okupantem nie­
mieckim. Rada przejęła
zwierzchnictwo nad Ar­
mią Ludową, nastąpiło
ścisłe współdziałanie war­
szawskiego dowództwa
AL z Prezydium. Główne
jednak znaczenie Rady
polegało na tym, że była
ona realnym politycznie
wyrazem sił obozu demo­
kratycznego i wprowa­
dzania przez niego pod
kierownictwem ideowym
PPR zasady rad, jako te­
renowej władzy mas pra­
cujących w systemie przy­
szłego państwa ludowego.
Podstawową bazą dzia­
łalności Rady były Komi­
tety Fabryczne, które pod­
legały jej bezpośrednio
jako ogniwa pracy maso­
wej w zakładach przemy­
słowych, utrzymujące
łączność z załogami robot-
I
, '
•
\
' ..
niczyrni przede wszystkim
za pomocą kolportażu li­
teratury konspiracyjne],
agitacji itp. Były one zor­
ganizowane na zasadzie
porozumienia PPR z
RPPS i współdziałania z
innymi demokratycznymi
ugrupowaniami działają­
cymi w zakładach pracy:
w ich skład wchodzili tak­
że bezpartyjni oraz przed­
stawiciele niektórych grup
AK. Komitety Fabryczne
nawiązywały kontakty z
młodzieżą, spośród której
rekrutowały się kadry bo­
jowe AL. docierały do
personelu administracji
fabrycznych i do środo­
wisk inteligencji war­
szawskiej. Wspomnę tylko
ważniejsze dla gospodarki
niemieckiej zakłady prze­
mysłowe, z których Komi­
tety delegowały w skład
Rady swoich stałych
przedstawicieli: Lilpop.
Gerlach, Philips, Awia.
Dzwonkowa, Smigłówka,
Tytoniówka, PKP - War­
szawa, Depo i warsztaty
kolejowe na Bródnie, re­
mizy tramwajowe na Wo­
li, Pradze i Muranowie.
Działały one i -w innych
zakładach pracy, np. u
Wedla. Schichta, w Opty­
cznej, u Manna itd. W
stadium organizowania
były Komitety pracowni-
KRONIKA
TRZYDZIESTO­
LECIA - 1948
Stolica osiągnęła pol miliona
mieszkancow. życie 'w rruescre
staje się łatwiejsze, oczywis­
Cle na miarę tamtych lat. u­
ruchomiono tramwaje nocno
i zniesiono zakaz ogranicze­
nia w zużyciu prądu. Ruszyła
produkcja w Fabryce żaro­
wek Elektrycznych i Fabryce
Aparatow Radiowych .. Aga".
8 grudnia otrzymano pierwsze
4 gramy polskiej penicyliny
w Zakladach .. Polfy". W od­
gruzowaniu pomagają hufce
.. Słutby Polsce" oraz uczest­
nicy Międzynarodowej Konfe­
rencji Młodzieży Pracującej.
W 5 rocznicę wybuchu pow­
stania w Getcie. 19 IV od­
słoruęto na Muranowie pom­
nik Bohaterow Getta. W
dniach 1-9 maja odbył się
pierwszy wyścig kolarski na
2 trasie Warszawa - praga i
Praga - Warszawa. W 1948 r.
Zakład Osiedli RobotnIczych
rozpoczyna budowę domów
mieszkalnych na Muranowie.
W końcu roku ukończono
montaż mostu średnicowego I
konstrukcji mostu siąsico-na­
browskiego, wybudowano w
stanie surowym tunel trasy
W-Z. 15 grudnia oddano do
u:l:ytku pierwszy nowy budy­
nek użyteczności publicznej.
Ministerstwo Przemysłu na pl.
Trzech Krzy:!:y, W dniach 15-.
21 grudnia obradował Kon­
gres Zjednoczeniowy PPR i
PPS w auli PolitechnIki. pow­
stata Polska Zjednoczona Par­
tia RObotnicza. 16 gr-udnia
ukazała się "Trybuna Ludu".
(FGJ)
1. Pierwszy dom 110 Marien­
sztacie przekazano już Z
wrze�nia
Z. Pablo Picasso z prof. Sta­
nlslawern Lorentrem w Mu­
zeum Narodowym, gdzie 19
listopada wystawiono cerami­
kę - dar artysty clla Warsza­
wy
3. Pierwszy MlęflZ1/narodowy
Klub Prasy I Ksiqżkl otwar­
to 25 wrze�l1lana pl. Unii LI/­
Ilels1cle)
4. Do transportu gruzu wybu­
dowano specjalne 3 linIe ko­
lejowe. nu zdjęciu: ul. Chmiel-
110 Fot. Archiwum
cze w KKO, Społem, w
ZUS-ie. W skład Rady
wchodzili również delega­
ci podziemnego ruchu za­
wodowego robotników
drzewnych i metalowców.
Lato 1944 roku było
brzemienne w wydarzenia
na froncie wschodnim.
Armia Radziecka i l Ar­
mia Wojska Polskiego
wkroczyły w lipcu na zie­
mie polskie. Komenda Gl.
AK przygotowywała po­
wstanie w Warszawie. W
tej sytuacji w dniu 26 lip­
ca zebrało się na Woli
przy ul. Towal'Owej Pre­
zydium Warszawskiej Ra­
dy Narodowej z udziałem
także sekretarza KW PPR,
Krystyny Kowalskiej i do­
wódcy Warszawskiego
Sztabu AL, Bolesława Ko­
walskiego. Omawialiśmy
sytuację w Warszawie,
konieczność zmobilizowa­
nia członków Partii, akty­
wu Rady i żołnierzy AL.
Rada wydała w dniu 30
lipca odezwę. w której za­
mieściła znamienne we­
zwanie:
"Mieszkańcy Pragi, Pel­
cowizny i Powiśla oraz
podwarszawskich okolic!
Pornagajcle formacjom
Armij Czerwonej. Skupie­
ni wokół Krajowej Rady
Narodowej, Polskiego Ko­
mitetu Wyzwolenia Naro-
-
--
\
3
4·
·cfJ
'.
,I
='
.1
, ł..
rI
II �-
....
_.�
-
. .r.. "
dowego bijmy ze wszyst­
kich sił niemieckich oku­
pantów". 1 sierpnia Po­
wstanie Wal'szawskie
przerwało pracę War­
szawskiej Rady Narodo­
wej. Wszyscy członkowie
Rady walczyli z bronią w
ręku w powstańczych od­
działach Armii Ludowej.
Nie zachowała się pisa­
na dokumentacja z kon­
spiracyjnej działalności
Rady. W czasie bombar­
dowania przez lotnictwo
niemieckie placówki do­
wódczej AL na Freta 16.
zniszczone zostały rów­
nież akta Rady, protokoły
z posiedzeń Prezydium.
zapiski i notatki obrazu­
jące jej działalność, wyro­
ki Sądu Ludowego. Dzie­
je te odtwarza fragmen­
tarycznie, często zawodna
po dziesiątkach lat, pa­
mięć ludzi, którzy prze­
trwali dni walki.
Warszawska Rada Na­
rodowa wznowiła swą
działalność 16 wrzesma
1944 roku w wyzwolonej
części Warszawy - Pra­
dze, już jako legalny, po­
siadający władzę tereno­
wą, samorządny, demo­
kra tyczny organ, repre­
zentujący obywateli sto­
licy.
KAZIMIERZ
PRZYBYl-STALSKI
..
......
".
ł
\
I
------
J. • •
-., ...
.'
.. --
�
• Ii
•
..
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_04.djvu

			Panowie FiJralscy przybyli na bal (Rys. Fr. Kostrzewskiego z r. 1873)
WARSZAWSKIE
KARNAWAŁY
PRZED LATY
w tym roku długi karnawał -
Popielec dopiero w połowie marca.
Warto więc chyba wspomnieć o
dawnych warszawskich karnawa­
łach choćby tych. o których zda­
wał relację w swym pamiętniku
Franciszek Kostrzewski. Chodzi­
lo o słynne bale u p. Edwarda
Koelichena we Włochach pod
Warszawą.
Jedna z ówczesnych matron na­
słuchawszy się o okropnościach
na tych zabawach spytała Kos­
trzewskiego (wówczas, 1874, mło­
dego czterdziestokilkuletniego ka­
rykaturzystę), który na nich by­
wal, jak to jest naprawdę.
- Plotki, nic tylko plotki, łas­
kawa pani. Bo czy może być coś
nieprzyzwoitego w białym krawa­
cie?
- A nie! Przeciwnie.
- A frak?
- Cóż znowu.
- No a czarna aksamitka na
szyi pań?
- Ladna ozdoba.
- No widzi pani. A to są właś-
nie stroje na tych rzekomo roz­
pustnych balach.
- No to rzeczywiście plotka,
panie Franciszku.
- Tylko proszę łaskawej pani,
jest to jedyny strój tych tance­
rek i tancerzy.
Tak było przed stu laty i to
wśród osób wyłącznie z t o w a­
r z y s t w a,
No dobrze, a przed pięćdziesię­
ciu?
Rok 1922-24. W Warszawie (a
i na prowincji) królowało tango.
Kobieta i mężczyzna spleceni w
czułym uścisku przesuwali się w
takt orkiestry. Młody człowiek z
Hrubieszowskiego patrząc na tę
parę zapytał kiedyś na warszaw­
skim dansingu stołecznego bywał­
ca:
- Niech pan mi powie, skąd
ten kapelmistrz wie kiedy skoń­
czyć grać!
�
I
\
•
, . \
- "
�.'
.,
'.
'..J..:
Potem pary zaczęły tańczyć
mniej przylepione do siebie inne
tańce: bluesa, bostona, charlesto­
na. Moraliści odetchnęli.
Często zamiast balów organizo­
wano five o'c1ocki, reuniony, za­
bawy taneczne.
Szał tańca powoli mijał. Karna­
wał zresztą przestaje mieć mono­
pol na tańczenie.
Wtedy - pół wieku temu rodzi
się słowo dansing: taniec w re­
stauracji. Bo do 1918 r. tylko w
dwóch knajpach, bardzo podejrza­
nych: Renesans na Nowym Swie­
cie i Akwarium na Chmielnej
tańczono publicznie, ale tancerki,
Boże zmiłuj się, były bardzo
"specjalne". Pani Tokarska śpie­
wała słynną piosenkę o rydzu, z
której i to z biedą mogę przyto­
czyć dwie zwrotki:
"Chciało się rydzów Jadwidze
poszła do lasu na rydze
Takiego rydza znalazła
Ledwo ...
O rydzu! Rydzu, rydzu mój
Jaki słodki korzeń twój."
Dawniej, ponieważ całe życie
towarzyskie skupiało się na owym
przez cały rok wyczekiwanym
karnawale każdy, czy prosty czy
krzywy, czy miał słuch czy nie,
czy umiał czy nie - chciał tań­
czyć.
O pójściu do tych spelunek z
żoną czy córką nie było mowy!
Za to carscy oficerowie i "złota
młodzież" dorobkiewiczów czuła
się jak w raju.
1 teraz oto zaczęto z rodziną
chodzić do innych, już lepszych
restauracji, gdzie otwarto parkie­
ty do tańca. To był większy prze­
�rót obyczajowy niż swego czasu
wynalazek prochu. Tańczono w
Oazie, Bodedze, restauracje z
dansingiem stopniowo podnosiły
swą klasę, by w slynnej Adrii, na
ul. Moniuszki osiągnąć swój pułap
luksusu.
Wojny i okupacja zmniejszyły
rozkwit tańca, ale go nie zahamo­
wały. Nastąpił drugi przewrót:
pary rozeszły się: zaczęto tańczyć
w odległości jedno od drugiego,
swobodnie, beztrosko, radośnie,
zaledwie vis ił vis tancerz od tan­
cerki i to o parę kroków.
A karnawał właściwie przeszedł
do historii.
\ .
.',�
-:'�\.,
.; �.
.; ·f.� __
,,!\lazur, wszystkre pary" I (Rys. Kostrzewskjego 7. roku 1889)
ol
ALCEO JEST' WARSZAWIE (III)
... Było już późne popołudnie.
Nastał szybki zmrok. Pamięta, pa­
dały wtedy gęste płaty śniegu.
Długo chodził jeszcze potem uli­
cami, zanim znalazł się przed ka­
wiarnią; zwała się ongi "Bodo·'.
Teraz zyskała nowe miano "U
Aktorek" i nowe pracownice, kel­
nerki, nie byle jakiej artystycz­
nej miary: warszawskie artystkl
teatru i filmu.
Mała szatnia, potem drewniane
schody wiodą w dół, kończąc się
'fałdzistą aksamitną kotarą. Zanim
zdążył dojść do tej aksamitnej
materii, wychyliła się zza niej
młoda, smukła kobieta; biały far­
tuszek, czarna sukienka, uważne
spojrzenie i nagle - okrzyk, skie­
rowany nie wiadomo czy do nie­
go, czy do osób skrytych gdzieś
dale] w pomieszezeniaeh: Alceo!
Alceo jest w Warszawie! To był
znany głos znanej aktorki Janiny
Piaskowskiej. Podążyl za nią do
drugiej większej sali, gdzie uj­
rzał kawiarnianych gości, ludzi
na ogół zaprzyjaźnionych z tea­
trem. a wśród nich, z kawą, z
ciastkami, z grzanym winem­
krążące, a w tej właśnie chwili -
znieruchomiałe ze zdziwienia na­
sze polskie aktorki. Oto Mieczy­
sława Cwiklińska z tacą wypeł­
nioną papierosami. Karolina­
jasnowłosa Lala - Lubieńska,
Zofia Lindorffówna. Janina Ro­
manówna; Alceo pamięta jej zdu­
mione wtedy, ale i szczerze ura­
dowane, spojrzenie pięknych wy­
razistych oczu. Przy pianinie sie­
dział znany dziś szeroko dyrygent
··Mieczysław Mierzejewski. Obok
Jerzy Leszczyński, Maria Gor­
czyńska. Alina Zeliska. I jeszcze
- Krystyna Zelwerowicz, i .. Cu­
dak" - mały czarny piesek o­
krzyknięty maskotką lokalu.
Zbliżał się czas Wigilii. Przyga­
Sły światła. zanucono .. Lulajże
Jezuniu", zaśpiewano "Bóg się
rodzi, moc truchleje "c., Czego so­
bie życzyć, wiedzieli. Zbliżała się
policyjna godzina. Lokal opusto­
szał. Pierwszy, wigilijny wieczór
pod okupacją. Wyludnione ulice,
cisza i biel; śnieg bowiem, gęsty,
padał bez przerwy,
Zima rozszalała się na dobre
mrozem, lodowatym wiatrem,
śnieżycami. Kończyły się święta.
Z Wawra nadeszła potworna no­
wina: mord 107 niewinnych Pola­
ków. W tej śmierci, w tych .. 107
istnieniach ludzkich zgaszonych
niemieckim ołowiem" Valcini uj­
rzał "fundamenty pod mur niena­
wiści, który miał się wznosić co­
raz wyżej między ciemiężonymi a
ciemiężcą", I napisal o tym ...
Włoski korespondent zamieszkał
w pokoju o oknie w ramach z su­
rowego nie pomalowanego drew­
na: we wrześniu bowiem pocisk
zdmuchnął narożny gzyms domu,
wywalił futryny i szyby, Brako­
wało opału, kaflowy piec stał nie­
przytulny zimną bielą. Tu przysz­
ła kiedyś starsza koleżanka Katii,
pracująca z nią przed wojną w
Opiece Społecznej - pani Loziń­
ska, prosząc o pomoc w zdobyciu
Wizy do Włoch. Tu, już później,
Polacy z podziemnego ruchu opo­
ru przynieśli plik materiałów, aby
przekazał je w określone ręce -
za granicę. Przy pomocy sekreta­
rza swej ambasady załatwiał te i
inne jeszcze prośby zaprzyjaźnio­
nych z nim Polaków.
W lutym 19-10 roku z .,Corriel·e
della Sera" przyszła alternatywa:
albo wyjedzie pan z Warszawy,
albo przestanie pan być naszym
korespondentem. Warszawa w 0-
hecnej sytuacji nie interesuje nas .
"Ałe interesuje mnie - odpowie­
działem" - No i wtedy - śmieje
się dziś, opowiadając mi o tym
pan Valcini - zdecydowałem się
zostać z Wami".
To, że był, jako Włoch na in­
nym statusie niż Polacy sprawia­
ło, że mógł w wielu wypadkach
pomóc im. 1 czynił to; paczki do
obozów, do więzień. Mi>wią o tym
jego polscy przyjaciele - artyści,
literaci, aktorki. Podkreślają: .. On
wiedział, że łączy nas ze światem,
przynosząc dzień w dzień infor­
macje. Utwierdzał nas w nadzie­
jach, pocieszał gdy opadaliśmy
niekiedy na duchu, obchodził
wspólnie z nami różne rocznice,
święta narodowe wymazane ofi­
cjalnie z kalendarza, przeżywał
dramaty rozstrzeliwań. Jeszcze
dziś świadkowie tamtych lat, by­
walcy .. U Aktorek" mają żywo
przed oczami czarnowłosego Alceo
perorującego zawzięcie z Jerzym
Leszczyńskim na tematy poli­
tyczne. słuchającego rozważań o
teatrze ogromnym - wielkiego
Schillera, z którym potem, przy
barku, wznosił zazwyczaj kieli­
szek z mocną, polską wódką: Sa­
łute! Viva Polonia!
Alceo Valcini w swej książce,
umie stworzyć niezwykły klimat
ówczesnego życia Warszawy: gro­
zę śmierci, męczeństwo - la cal­
varia di Varsavia, patos wałki.
Ale zarazem potrafi też ukazać
sceny codziennego bytowania,
gdzie b�'ło miejsce i na dowcip,
i na egzotyczne piosenki Hanki
Brzezińskiej, na sentymentalne
melodie Fogga: czasem i na luk­
sus francuskich perfum, dobrych
papierosów. Panie, które przed­
tem nigdy nie zajmowały : się
kuchnią, piekły teraz ciastka, wy­
dawały domowe obiady .. na ba­
zie" dostarczanych im potajem­
nie .. pospółek", wiejskiego masła,
jajek, mąki - przynoszonych,
przywożonych - pieszo, rowe­
rem, koleją. "Były to wielkie dni
czarnego rynku", "I ja bylem
szmuglerem - opowiada z hu­
morem ówczesne swoje perypetie
pan Valcin! - jeździłem po róż­
nych trasach - do Częstochowy,
pamiętam - z różnymi towara­
mi". Ale zapominał często, jak
wieść niesie, doliczać swój zaro­
bek; czynił to w wypadku, gdy
chciał komuś ambitnemu, a nie­
zaradnemu pomóc dyskretnie
w ten sposób. Toczył się pow­
szedni dzień Warszawy. W sce­
nerii małych handelków na rogach
ulic: cytryny, pasta do bu­
tów, mydło, sznurowadła - ko­
szyków z bułkami - walizeczek
z papierosami w zziębniętych rę­
kach młodych chłopców w girn­
nazjalnych, wytartych mundur­
kach, w zapachach kaw-guate­
mali, czy costariki, wspaniałych
bukietów azalii, hiacyntów, or­
chidei, róż i konwalii rozkwilają­
cych w kryształowych wazonach
za szybami kwiaciarni. Płyneły
dni: śmiertelne zmęczenie kobiet
o inteligentnych twarzach wsta­
jącyeh skoro świt do codzien­
nej wałki o chleb, groza usta­
wicznych aresztowań. bezustanny
opór w najróżnorodniejszych for­
mach. i przemożna chęć życia i
przeżycia, i ryzyko szaleńczych
niekiedy czynów, które wówczas
uważano za zwyczajne, a które
dziś zwiemy bohaterskimi.
Czasem i alkohol pomagał zła­
godzić napięcie czy świeży bół po
czyjejś stracie, albo spotęgować
radość z jakiejś udanej akcji. czy
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_05.djvu

			2. szeptem powtarzane] kr7.ep14�
ce] wiadomości, Niemcy urządzali
łapanki, rekwirowali towary, W
sierpniu )9411 r., gdy Valcini wra­
cał do swego mieszkania przy ul.
Chmielnej, spostrzegł kilku męi­
ezyzn uciekających do bmmy
przed żandarmami. Za!>!"Osił ich
do siebie; ukradkiem przez ok­
no obserwowali potem, jak Niem­
cy zgarniali pod mur złapane
ofiary, Valcini z przerażeniem d0-
strzegł. że wywlekają sprzed bra­
my jego domu kilkunastoletnie­
go chłopca, sierotę, który akurat
niósł jakiś sprawunek, o kupie­
nie którego wcześniej go popro­
sił. Alceo nic może do dziś za­
pomnieć tej sceny i tego chłopca
zamordowanego póżniej w Oświę­
cirniu, Kiedyś znów w nocy do­
biegly go ryki pijanych Niem­
ców, oddosy demolowania mebli,
bicia łudzi. To bvła masakra
dwóch mieszkańl'ów tego domu,
zatrzymanych mimo posiadanej
przepustki po godzinie policyjnej
i doprowadzonych tu, do miesz­
kania. .,To wszystko rodziło
sprzeciw, nienawiść i pragnienie
zemsty" - tak określał autor
"Golgoty Warszawy" uczucia
swoje i swoich polskich przy­
jaciół.
Otwock, szpital. Tam przeby­
wała już od wielu miesięcy. co­
raz bardziej wątlejąca pani Ka­
lia. Nie oszczędzifa jej gruźlica
zbierająca obfite żniwo w tych
nienormalnych czasach. Wzmac­
niają('e koniaki, poludniowe owo­
ce. cieplarniane kwiaty; woził jej
to wszystko. wierząc. że wyjdzie
ona z choroby. W ostatnich
dniach swego życia dziękowała
mu za wszystko, co uczynił dla
niej. dla jej przyjaciół. Zmarła
wiosną )942 r,
... Dziś na powązkowskim cmen­
tarzu jej grób zdobi zieleń i
kwiaty. W dniu jej Imienin. w'
rocznicę śmierci, w wigilie Bo­
żego Narodzenia, na Zaduszki
pojawiają się na płycie białe i
czerwone róże, goździki. To je­
go pamięć i troskliwa myśl o
tym grobie każe warszawskim
przyjaciołom kłaść na plytc;: -
kwiaty, jakie ongi lubiła Kata­
rzyna Suzin. I ta płyta, nagro­
bek, jest przez niego położona,
już w kilka lat po wojnie. l to
zdanie (w czasie naszej wspólne]
niedawnej rozmowy. skierowane
po cichu do pani Żeliskiej:
,.Alinka. wkrótce święta. a po­
tem ta rocznica. Pamiętasz o co
Cię prosiłem? ..... ) - dotyczy też
'ego miejsca na Powązkach i tej
osoby. Pamięć o bliskich. nic tyl­
ko o istniejących, nie jest zbyt
częstą cechą, szczeg{llnie wtedy,
gdy kocha się życie, akceptuje
życie. nie coCa się nigdy przed
tym co może przynieść jego rwą­
cy nurt .
.... Ży�ie. a właściwie przypadek
w zyclu spowodował. że znalazł
się kiedyś. jesienią 1942 wku w
kawiarni przy placu Napoleona,
lam gdzie dziś stoi ,:Warszawa".
Kawiarnia zwała sic;: imieniem
włoskiego pisarza: .. Boccaccio" i
płacąc tam rachunek mruknął do
siebie w ojczyst�'m jc;:zyku: Ca­
ro. troppo caro ... ] nagle usłyszał
nad sobą: .. Non caro, signor. non
caro... - kelnerka z rozbawie­
niem w jasnoniebieskich ocza�h
zaprzeczała ze smicl'hem. Okazałfl
sic;:. że zna doskonałe włoski,
francuski. przed samą wojn�1 stu­
diowała (pracując równocześni&!
w jakiejś kosmetycznej CirmiŁ"
na paryskiej Sorbonie. Była ciu'­
k'l warszawskiego prawnika i
warszawskiej meloms:c:yn�ka.
J. Zl.lkllcku. S. MIJlUre,owllu. Z. Li"durlltilll"U. E. BurlCz"z .. u·sku. K. Z,,'u' .. r,.łuw'­
czuwa. J. Honu.nolL'ftu. E. Ba"drv'l'sl",-Tursku. M. Wllrz,,"·ulVsk;� M. l'u·U,I.uaklJ.
Z. Kurczewskj. M. Buchu'a'tIulrll. J. Kurylukuu·"u. B. l(us,·I'·Sllłlll'ill •. -ł. Hoty,·"j.
Ze zbiorów E. BorszclewskieJ. R .. produkuu·(j/ll V. LLJ"",,·! ... c�ku
,..,
�
.J.-
__ .4
Cr"
ł __ '
-
-e..
•
.....
fil
--..
y.��
-,
•
•
...
�.
__ ... A
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_06.djvu

			DZIEJE AUTENTYCZNEGO "PŁK. DOWGIRDA" (I)
PRZECIW ELEKTOROWI
Pierwszym polskim serialem
telewizyjnym z gatunku "płasz­
cza i szpady" (jeśli pominąć ,'pa­
na Wołodyjowskiego" lecz to był
raczej gatunek "kontusza i łuku")
są "Czarne chmury", wyreżysero­
wane przez Andrzeja Konica we­
dług scenariusza Antoniego Gru­
dzińskiego i Ryszarda Pietruskie­
go. Ten odcinkowiec, nakręcony
w oryginalnych plenerach (m. in.
w Tyńcu, na zamku tęczyńskim,
w klasztorze Kamedułów w Rit­
wianach, w pałacu w Baranowie
i na zamku w Lublinie) przy u­
dziale znakomitych aktorów (m.
in. Elżbieta Starostecka, Anna
Seniuk, Mariusz Dmochowski,
Edmund Fetting, Leonard Pietra­
szak, Maciej Rayzacher, Ryszard
Pietruski, Janusz Zakrzeński,
Stanisław Niwiński, Jerzy Przy­
bylski) budzi mieszane uczucia.
Scenariusz serialu został
zgodnie z oświadczeniem jego
twórców - oparty" na autentycz­
nych przygodach pułkownika
Kalksteina-Stolińskiego. W rze­
czywistości jednak podobieństw
z pierwowzorem jest niewiele,
dzieje autentycznego "płk. Dow­
glrda" bardzo odbiegały od pre­
zentowanych nam, krzepiących
serca i dusze treści. Przyjrzyjmy
się życiorysowi pierwowzoru.
Mieszkająca od dawien dawna
w Prusach familia Kalksteinów
spolonizowała się mocno w okre­
sie, gdy Zakon Krzyżacki uległ
sekularyzacji, czego dowodem
było przyjęcie przez jedną gałąż
rodziny polskiego herbu i naz­
wiska Stolińskich (od nabytej na
ziemi chełmińskiej włości Stol­
na), a przez drugą Osłowskich (od
posiadłości Osłowo), Główną sie­
dzibą interesujących nas Kalk­
steinów-Stolińskich były dobra
Knauten, położone pomiędzy
Bartoszycami a Królewcem.
W okresie, w którym rozpoczy­
na się akcja serialu, to jest w
pierwszych latach II połowy
XVII wieku, Prusy Książęce
przechodziły rodzaj przesilenia,
stabilizowania władzy elektora i
fermentów zamieszkałej tu lud­
ności. Osobną jednostką tery to-
rialną stały się Prusy Książęce
(nazwa ta powstała po sekulary­
zacji posiadłości krzyżackich w
roku 1525) po pokoju toruńskim
(1466) i do roku 1657 były krajem
lennym Polski. Pierwszy, fatalny
w skutkach błąd, popełnił Zyg­
munt III IWaza po wygaśnięciu
Hohenzollernów-Anspachów, do­
puszczając do sukcesji w Prusach
Książęcych dwór berliński. Ten
ostatni skorzystał natychmiast z
osłabienia Rzeczypospolitej w
wyniku wojen szwedzkich i w
roku 1657 wyszantażował podpi­
sanie przez Polskę traktatów we­
lawsko-bydgoskich, na podstawie
których Prusy Książęce dostały
się pod władzę elektora branden­
burskiego, Fryderyka Wilhelma.
Od samego początku rządził on
tak brutalnie i tak usilnie starał
się zrzucić resztki więzów len­
nych, łączących Prusy Książęce
z Koroną, że wywołało to wiel­
kie wzburzenie Stanów pruskich,
duchowieństwa luterańskiego,
mieszczan i szlachty.
Jak pisał Wojewoda Witebski,
Jan Antoni Chrapowicki, w swym
diariuszu: ,'prusacy barzo na
udry chodzą z kurfisztem prze­
ciwiąc mu się we wszytkiem".
Nastroje wierności i sympatii dla
Polski były podówczas tak silne
w społeczeństwie pruskim, że
znany z "Potopu" zdrajca, na­
miestnik i zausznik elektora, Bo­
gusław Radziwiłł, donosił swemu
panu co następuje: ,,są to praw­
dziwi sąsiedzi Polaków ( ... ) gwał­
tem zamierzają zwierzchnictwo
naruszyć".
Gdy w styczniu 1661 roku ze­
brało się na obrady w Królewcu
ponad 200 szlachty pruskiej, w
tym przedstawiciele najznamie­
nitszych rodów (m. in. Budden­
brockowie, Kalksteinowie, Pac­
kmohrowie, Redernowie i Schlie­
benowie) stary generał Albrecht
Kalkstein, ojciec naszego bohate­
ra, wyasygnował z własnej kie­
szeni pokaźną sumę 10 tysięcy
talarów na koszty deputacji do
Warszawy (narady nad wysła­
niem takiej deputacji pokazane
były w jednym z pierwszych od-
Rok 1663 - Prusacy skladają wymuszony przez elektora zbrojnie (po stlumie­
niu buntu wznieconego przez Rotha i Kalk"teinowJ hold Fryderykowi Wilhel­
mowI w Królewcu (sztych G. BartschaJ
...
'.,
"P
ł
\
•
\"
�
,
..
'.
cinków serialu). Także miasto
Królewiec zebrało 10 tysięcy ta­
larów i za te pieniądze wysłano
do stolicy Polski brata mistrza
ławników królewieckich, jezuitę
Rotha. Jego zadaniem było kon­
trowanie posunięć elektorskiego
posła Hoverbecka.
W kilka miesięcy później, w
czerwcu roku 1661, Stany prus­
kie zdecydowały się na otwartą
akcję i na Sejmie w Królewcu
zaprotestowały przeciw trakta­
tom welawsko-bydgoskim i
zwierzchnictwu elektora branden­
burskiego nad Prusami Książęcy­
mi. W roku następnym polała się
pierwsza krew - mieszczanie
królewieccy starli się z żołnierza­
mi elektorskimi. 17 czerwca te­
goż roku do Warszawy został wy­
słany oficjalny memoriał pruski,
sporządzony przez magistraty
trzech dzielnic Królewca i pod­
pisany przez tysiące mieszczan,
.
...
Wielki Kurfirst Ff"JIderyk Wilhelm,
elektor brandenburski. okrutny ty­
ran. lecz zarazem znakomity polityk
(sztych F, Klllana). WalczyI przeciw­
ko niemu zaciekle plk, Kalksleln-Sto­
lIńskł
4 lipca w kościele knipawskim
zawiązany został przez gminy
owych trzech dzielnic związek,
który postanowił "nie szczędzi':
krwi i mienia, by Prusy Książę­
ce pozostały przy Koronie Pol­
skiej i Rzeczypospolitej". Był to
już jawny bunt, w wyniku któ­
rego Radziwił postawił swe za­
łogi w mieście w stan pogotowia
wojennego, obsadził bramy Kró­
lewca i zablokował drogi prowa­
dzące do Polski. Jednocześnie
Fryderyk Wilhelm wylądował z
piechotą, jazdą i artylerią w Pi­
ławie. Królewcowi zagrożono
niszczycielskim bombardowaniem.
W rezultacie udało się elektorowi
pochwycić przywódcę Opozycji,
mistrza ławników Hieronima
Hotha. Osadzono go na całe ży­
cie w więzieniu magdeburskim.
Przez kilka następnych lat po
tej porażce Prusacy czekali na
dogodntejszy moment do wystą­
pienia. Nastąpił on w roku 1669,
kiedy to po abdykacji Jana Ka­
zimierza tłumy szlachty polskiej
obrały królem Michała Korybuta
Wiśniowieckiego. Nadzieje wiąza­
no z jednym z paragrafów trak­
tatów .. welawsko-bydgoskich, któ­
ry nakazywał elektorowi uzyska­
nie u nowego monarchy potwier­
dzenia swej władzy w Prusach
Książęcych. Prusacy sądzili, że
tym razem Rzeczpospolita sko­
rzysta z okazji i cofnie nadmier­
ne ustępstwa wobec Fryderyka
Wilhelma, tym bardziej, iż ten
ostatni miał swój udział w złu­
pieniu Warszawy przez Szwedów.
W energicznym działaniu prze­
ciwko elektorowi zaczął zwolna
grać pierwsze skrzypce syn gene­
rała Albrechta, Krystian Ludwik
Kalkstein-Stoliński, w serialu -
pułkownik Dowgird.
Z namowy ojca Krystian Lud­
wik rozpoczął swą karierę woj­
skową u wielkiego hetmana li­
tewskiego, Pawła Sapiehy, i słu­
żąc dzielnie w wojskach Rzeczy­
pospolitej dochrapał się w roku
1664 stanowiska dowódcy pułku
cudzoziemskiego autoramentu. Po
dwuletnim pobycie w niewoli
moskiewskiej. powrócił do Prus
osiadając w dobrach swej żony­
w majątku Remitten. Po raz
pierwszy dosięgły go macki elek­
tora w roku 1666 i to nie - jak
w serialu - na skutek wypowie­
dzenia służby i próby uwolnienia
skazanego "buntownika", lecz na
skutek zdrady - zdrady dokona­
nej przez własnego brata, Kry­
stiana Albrechta! Otóż po śmier­
ci ojca Krystian Ludwik objął w
posiadanie majątek rodowy,
Knauten, co doprowadziło do
wściekłości owego dobrego bra­
ciszka. Ten ostatni niewiele się
namyślając zadenuncjował brata,
donosząc elektorowi o jego kon­
taktach z Litwinami i Polakami.
W wyniku procesu zapadł suro­
wy wyrok - dano Kalksteinowi
do wyboru: zapłacenie grzywny
w wysokości 5 tysięcy talarów
bądź dożywotnie więzienie. Kry­
stian Ludwik wybrał to pierw­
sze i opuścił salę wolny, lecz nie
miał najmniejszego zamiaru po­
większać funduszy znienawidzo­
nego wroga. Wkrótce też wszyscy
landraci w Prusach otrzymali
rozkaz "wzięcia Kalksteina za
łeb i odstawienia pod solidną
strażą do więzienia w Królew­
cu" ..
9 marca 1670 roku Kalkstein­
Stoliński ucieka z Prus Książę­
cych do Polski i w cztery dni
później oglądają go już mury
Warszawy. Jego postępowanie
nad Wisłą pełne było niekon­
sekwencji - jedne działania wy­
kluczały skuteczność drugich. Z
jednej bowiem strony starał się
o złagodzenie represji wobec ma­
jątku Knauten, który rzecz pro­
sta elektor zasekwestrował i
wziął pod swój zarząd, z drugiej
zaś strony prowadził ożywioną
agitację na rzecz przywrócenia w
Prusach Książęcych sytuacji
sprzed roku 1657, co musiało do­
chodzić do uszu elektora i, tym
samym uniemożliwiało jakiekol­
wiek porozumienie.
Znając mściwość elektora
Kalkstein nie zamieszkał w żad­
nym zajeździe czy domu gościn­
nym, lecz w klasztorze 00. Ber­
nardynów, którego masywne mu­
ry i brama były mu rękojmią
bezpieczeństwa. Czuł się w War­
szawie jak ryba w wodzie, na
każdym kroku spotykał dowody
życzliwości i sympatii ze strony
Polaków, których zachwycała je­
go gorąca wiara w przywrócenie
pełnych praw Korony Polskiej
wobec Prus Książęcych, przyjmo­
wano go z radością na Zamku
Królewskim, a przyjaźnią darzy­
ło go wielu dworskich urzędni­
ków i dostojników państwo­
wych. Poczucie bezpieczeństwa
zaczęło zwolna rozzuchwalać
"exulanta pruskiego" - zaczął
drwić otwarcie z elektora i pusz­
czać w obieg barwne i zjadliwe
o Fryderyku Wilhelmie powie­
dzonka. Nie przeczuwał jak szyb­
ko przyjdzie mu za to zapłacić.
WALDEMAR lYSIAK
(den)
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_07.djvu

			STRZAŁY NA NOWYM ŚWIECIE
Oczekiwanie dłużyło się. Ze­
spół bojowców oddziału Kole­
gium B od dobrej pół godziny
trwał na stanowiskach na No­
wym Swiecie, a samochodu z
żandarmami nadal nie było wi­
dać. Ppor, "Boruta" - Henryk
Witkowski, dowódca jednej z sek­
cji dywersyjno-bojowych, udając
spokojnego przechodnia wdał się
w rozmowę z ryksiarzem, stoją­
cym przy swym wehikule na po­
stoju przy Ordynackiej. W pew­
nej chwili kierowca rikszy wska­
zał "Borucie" jego kolegę z dy­
wersji i dowódcę akcji - sierż.
"Kreta" - Zbigniewa Młynar­
skiego.
- "Panie, widzi pan tego ty­
pa? On tu kręcił się przed mie­
siącem, a lepiej nie mówić, co
się potem działo. Dobrze radzę,
niech pan stąd zwiewa!" - i po
chwili wszyscy ryksiarze błyska­
wicznie opuścili postój.
Miesiąc wcześniej, a dokładnie
22 pażdziernika 1943 r., na tym
właśnie odcinku między Ordyna­
cką a Świętokrzyską zespół ude­
rzeniowy Kolegium B, dowodzo­
ny wówczas przez ppor. "Boru­
tę", zaatakował niemiecką "bu­
dę" policyjną; samochód został
zniszczony, kilku Niemców po­
legło, inni odnieśli rany. Ude­
rzenie to było jedną z licznych
akcji odwetowych, zarządzonych
przez Kierownictwo Walki Pod­
ziemnej. Zaczęło się od tego, że
10 pażdziernika 1943 r. Niemcy
ogłosili przez uliczne megafony
o wprowadzeniu Sądów Doraź­
nych Policji Bezpieczeństwa, a
trzy dni później rozpoczęły się
masowe łapanki przypadkowych
ludzi na ulicach, w tramwajach,
sklepach, nawet kawiarniach.
Schwytanych umieszczano na Pa­
wiaku, skąd skazane na śmierć
osoby wieziono wprost na miej­
sce egzekucji. 15 pażdziernika
po raz pierwszy Niemcy ogłosili
wiadomość o rozstrzelaniu pier­
wszej grupy i podali nazwiska
dalszych zakładników, przewi­
dzianych do zgładzenia. Naza­
jutrz, 16 października na ul. Ma­
dalińskiego przy al. Niepodległo­
ści miała miejsce pierwsza egze­
kucja publiczna. Nazwiska ofiar
okupant ogłaszał początkowo
przez megafony, lecz począwszy
od egzekucji 9 listopada przy ul.
Wawelskiej publikował na
plakatach drukowanych na brud­
noczerwonym papierze.
Ta szczególnie drastyczna for­
ma masowych morderstw na
przypadkowych ludziach, doko­
nywanych publicznie, na ulicach
m!asta - w zamiarze swym
miała doprowadzić m. in. do spa­
raliżowania podziemia zbrojnego.
Przeciwdziałanie polskie w
pierwszym etapie zwróciło się
przeciwko niemieckim żandar­
mom, dokonującym łapanek i
chwytającym nawet pojedyn­
czych przechodniów, a porusza­
jącym się po mieście samochoda­
mi policyjnymi, tzw. budami.
Jedno z takich uderzeń miało
właśnie miejsce 22 października
na Nowym Swiecie. Miesiąc pó­
źniej, 26 listopada, kolejne ude­
rzenie postanowiono dokonać
identycznie w tym samym miej­
scu. Gdy pierwszą akcją - w
październiku - dowodził ppor.
"Boruta", a sierż. "Kret" był u­
czestnikiem, teraz - zgodnie z
zasadą rotacji dowódców sekcji
dywersyjno-bojowych - role się
zmieniły.
Rejon Nowego Swiatu wyglą­
dał wówczas nieco inaczej niż
obecnie. Świętokrzyska, o wię­
cej niż połowę węższa niż obec­
nie, dochodziła tylko do Nowego
Swiatu. Na tyłach tej ostatniej
ulicy, ale jeszcze przed ul. Ko­
pernika, naprzeciw wylotu Tam­
ki, znajdował się bazar. Nowy
Swiat został poważnie zniszczo­
ny; wszystkie praktycznie domy
po stronie parzystej, od Ordyna­
ckiej po Pałac Staszica, znajdo­
wały się w ruinie. Między kiku­
tami wypalonych budynków i
przez podwórka można było do­
stać się z Nowego Swiatu na te­
ren bazaru.
26 listopada ok. 8.30 rano w
ruinach oraz na ulicy zajęli sta­
nowiska bojowe żołnierze z od­
działu Kolegium B, wchodzącego
w skład Kedywu Okręgu War­
szawskiego AK. Jedna grupa bo­
jowców znajdowała się na rogu
Ordynackiej, druga ukryta zo­
stała w ruinach domów przy No­
wym Swiecie, trzecia wreszcie -
w bramie zrujnowanego domu,
przez którą było przejście na ba­
zar. Żołnierze wtopili się w dość
gęsty tutaj tłum przechodniów,
ale - jak pisaliśmy na wstępie
- doświadczony warszawski ry­
ksiarz dostrzegł co się święci -
i wraz z kolegami szybko znikł,
aby nie paść ofiarą zabłąkanej
kuli w walce, która wkrótce się
zacznie.
Padał drobniutki, zimny deszcz
z rodzaju tych, które obecnie
meteorologowie nazywają mżaw­
ką. Oczekiwanie dłużyło się. Na­
gle, w głębi Nowego Swiatu, na
wysokości ul. Chmielnej, prze­
chodnie zaczęli uciekać i chować
się po bramach. Był to nieomyl­
ny znak: nadjeżdźa żandarmska
buda. Rzeczywiście, niemal na­
tychmiast w polu widzenia poja­
wił się policyjny samochód, po­
malowany na charakterystyczny
zielonkawy kolor, z karabinem
maszynowym umieszczonym na
lawecie.
Dalsze wydarzenia rozegrały
się błyskawicznie. "Boruta" daje
umówiony znak "Kretowi" że
Niemcy nadjeżdżają - i prze­
chodzi na południową stronę
Ordynackiej, tam gdzie obecnie
jest apteka (Nowy Swiat 60).
Rozpina płaszcz, wyciąga ukry­
tego Stena. W tym samym mo­
mencie - była mniej więcej go­
dzina 9.10 - zrównuje się z nim
jadący od strony Chmielnej sa­
mochód niemiecki. "Boruta" o­
braca się gwałtownie i długą se­
rią z pistoletu maszynowego
ciągnie po wypełniających budę
żandarmach. Niemal w tym sa­
mym czasie "Jasny" - Jerzy
Postek rzuca w samochód fili­
pinkę. Postrzelany wóz niemiec­
ki przejechał zygzakiem jeszcze
kilkadziesiąt metrów, zatrzymu­
jąc się naprzeciw bramy Nowy
Swiat 66. W tej właśnie bramie
znajdował się "Kret" ze swoimi
ludźmi. Nim żandarmii zdołali
wyskoczyć, znaleźli się w gęstym
ogniu pistoletów maszynowych,
wśród rozrywających się filipi­
nek.
W tym czasie gdy "Boruta"
rozpoczął akcję, osłaniający go z
południowego narożnika Ordyna­
ckiej sierż. "Kruk" - Zygmunt
Malinowski dostrzegł, że w ślad
za pierwszym samochodem, w
odległości kilkudziesięciu metrów,
jedzie następna buda. Bojowiec
wyczekał spokojnie, aż Niemcy
podjechali do jego stanowiska, a
potem krótkimi seriami stena
rozpoczął ostrzał. Wóz policyjny
przedarł się przez skrzyżowanie
i wyhamował niezbyt daleko za
pierwszym; dokładnie w tym
miejscu, aby znajdujący się tu­
taj "Miś" - Eugeniusz Domań­
ski, "Bończa" - Stanisław Ajdas
i "Kamień" - Zbigniew Mirga­
łowski mogli go obrzucić grana­
tami.
W ślad za drugą budą jechał
jednak jeszcze trzeci samochód
niemiecki - niewielki terenowy
łazik. Wyhamował on już u wy­
lotu Wareckiej, żandarmi wysko­
czyli i kryjąc się za swym sa­
mochodem, otworzyli ogień.
Upłynęła może minuta od po­
czątku akcji. Sytuacja jest na­
stępująca: na jezdni Nowego
Swiatu stoją dwa postrzelane
samochody, a "żandarmi wyska­
kiwali w panice ze swych wo­
zów i kryjąc się za nimi lub we
wnękach bram starali się odgry­
zać ... Swist kul mieszał się z wy­
buchami granatów, w powietrzu
snuły się pasma gryzącego dy­
mu, na jezdni rozpływała się
strugami benzyna z rozbitych bu­
telek zapalających". Inaczej
przedstawiała się sytuacja na ro­
gu Wareckiej, gdzie grupa do­
brze uzbrojonych Niemców mia­
ła przewagę ogniową.
Cel akcji został już jednak
osiągnięty; zespół bojowy rozpo­
czyna odskok, gdyż za chwilę na
polu walki mogą pojawić się do­
słownie setki żandarmów. Tuż
obok, na Swiętokrzyskiej, mieści
się policyjny park samochodowy,
do którego właśnie jechały za­
atakowane budy; nieco dalej, na­
przeciwko Pałacu Staszica, znaj­
duje się główna komenda poli­
cji.
Odskok bojowców z Ordynac­
kiej jest trudny. Niemcy zza ła­
zika nie żałują ognia. Jeden z
bojowców - kpr. "Jarząbek" -
Tadeusz Zieliński zostaje poważ­
nie ranny w nogę, a osłaniają­
cemu odwrót ppor. "Borucie"
przy zmianie magazynka zacina
się sten. Niemcy korzystając z
tego, wzmagają ogień. Wówczas
zawraca "Jasny", biegnie na sam
róg Ordynackiej i N owego Swia­
tu, nie bacząc na pociski sypią-
ce się zza odległego o kilka me­
trów łazika, przyklęka i regula­
minowym, wprost szkoleniowym
rzutem ciska ostatnią filipinkę
między żandarmów. Zaraz po
nim zawraca "Kruk", wbiega na
środek jezdni ul. Ordynackiej i
krótkimi seriami strzela do
Niemców, uniemożliwiając im
przynajmniej celne strzały do
cofających się bojowców. Za tę
interwencję z narażeniem życia,
"Kruk" i "Jasny" otrzymali
później Krzyże Walecznych,
Wszystkie grupy bojowców łą­
czą się u zbiegu Tamki i Koper­
nika. Szczęśliwie, galopuje tędy
jakaś dorożka. Ppor, "Oliwa" -
Czesław Młynarski chwyrta za
uzdę konia i zatrzymuje pojazd.
Tym improwizowanym pojazdem
można odwieść na Powiśle ran­
nego "Jarząbka", a wkrótce
wszyscy bojowcy poukrywali się
w przygotowanych melinach w
tej dzielnicy.
W uderzeniu zespołu Kolegium
B na Nowym Swiecie poległo 12
żandarmów, a kilkunastu innych
odniosło ciężkie rany. Efekt był
tym większy, że dosłownie w
pięć minut później, o 9.15 na
wiadukcie mostu Poniatowskiego,
przy ul. Solec, inny zespół bojo­
wy Kedywu Okręgu Warszaw­
skiego, dowodzony przez ppor.
"Żbika" - Zdzisława Zajdlera
rozbił kilka bud żandarmskich,
uwalniając dopiero co schwyta­
nych Polaków.
Opis powyższej akcji zaczerpnę­
liśmy z książki Henryka i Lud­
wika Witkowskich pt. "Kedywi a­
cy", która właśnie ukazała się
na półkach wydawniczy.ch (Insty­
tut Wydawniczy "Pax"). Ludwik
Witkowski - "Kosa", cichociem­
ny, był dowódcą Kolegium B,
zaś jego starszy brat Henryk -
"Boruta" - oficerem tego od­
działu. Bogato ilustrowana doku­
mentalnymi zdjęciami praca
wszystkie swoje 350 stron wy­
pełnia dramatycznymi, wiernymi
i bardzo szczegółowymi opisami
akcji, z których jedną tylko zre­
lacjonowaliśmy powyżej. Jest to
nie tylko historia okupacyjnych
walk oddziału Kolegium B, ale
w znacznej mierze całego Kedy­
wu Okręgu Warszawskiego, a za­
razem ważny przyczynek do
dziejów okupowanej Warszawy
od jesieni 1939 po l sierpnia
1944 r. Książkę czyta się dosłow­
nie jednym tchem, a za staranne
wydanie oraz stosunkowo niską
cenę szczególne słowa uznania na­
leżą się Wydawnictwu.
L. M-ski
Ulica Nowy Swlat w okresie okupacji hitlerowskiej - odcinek przy zbiegu
z ulicq Ordynackq.
Archiwum - Otwarte Szkatuły
,�
. ,
�
�
�
.. """"
J
. r"
I
':Ii
..
l r
, .
�
•
L., .
�.
t
--
. " ..
�
.. �.J. .
\I��
•
J-.t.:.
\'
,
-
-
.....
t
•
ł
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_08-0009.djvu

			LUBLIN
'WARSZAWIE
W ramach Panoramy Trzy­
dziestolecia: Lublin Warsza­
wie. Z .. stycznia w Operetce
Warszawskiej oglądaliśmy
występy zespolu tańca ludo­
wego UMCS w Lublinie. lau­
reata siedmiu nagród (kraJo­
wych I zagranicznych). ońzna­
ezonego wieloma cdznaczenta­
mi w tym Zlotym Krzytem
Zaslugl. Pu .. Mazowszu" t
.. Sląsku" Jest to chyba naJ­
lepszy zł'Spól w Potsce,
Istnieje od 1953 roku a więc
ponad dwadzieścia lat I liczy
obecnie dwieście osób. Z co­
raz to zmieniającymi się wy­
konawcami tańców wszyst­
kich regionów kraju - stu­
denci bowiem kończą studia
l odchodzą, przychodzą nowi
- pracuje od początku zalo­
życlel zespolu I Jego kie­
rownik artystyczny I organi­
zacyJny. starszy wYkładowca
unlwenytecklego studium
WF mgr StanlBlaw Leszczyń­
ski.
Zdlttcla: JACEK SIELSK!
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_10.djvu

			r
I
LUBELSKA PANORAMA XXX-LECIA
. W KMPiK NOWY ŚWIAT
W poputarnvm "MPiK·'
Pl7.Y ul. Nowy Swlat
odbyły sit: ostat.nlo dwU�
Interesującc imprezy w
ramach Panoramy XXX
-teeta PRL z cyklu "Lu­
bUn Warszawie".
20 I był to ,.Teatr ,prży
stoliku" prezentujący
"Zmowę Swlt:toszkow"
- Michała Bulhakowa w
wykonaniu aktorów
Państwowego Teatru Im.
Osterwy w Lubltrne, w
reżvsertt Kaz\miel7.a
Brauna dl"r. Pań.�two­
wego Teatru Im. OstCI·­
wy: w Lubllnic. Slowo
wprowadzają .. ,· \\"y�łosl­
ła dr Urszula Kn,,"ahka
z Lublin".
24 I odbyło się nato­
miast spotkanie z przed­
stawicielami środowiska
naukowego AkademII
Medycznej w Lublinie:
prof. dr. .MIeczysławem
KQdrą -. kierownikiem
Kliniki Kardiologicznej.
doc. dr. Adamem Maj­
czakiem - kler. Kliniki
Psychiatrycznej Instytu­
tU Chorób Układu Ne:-­
wowego oraz z prorek­
torem do spraw klinicz­
nl'rh AkademII M("dl'CZ­
ncj w Lublinie. Spotka­
nie prowadziła Darruta
Bienlas7klewlcz. red.
r07głośnl POlskl("go Ra­
dlll w J,.ubllnle.
WARSZAWA ZNANA INIEZNANA
Pod takim wymownym
tytulem uka7ało się os­
tatnio swoiste kompen­
dium wiedzy o Warsza­
wie plól'a Karoliny Rey­
lin, przeznaczone dla
młodych czytelników.
Przcmlcrzajll(" pod prze­
wodnictwem autOl'kl .. a­
le sledl'm wickbw mias­
ta, poczynając od jego
narodzin Pl) dZieje
współczesne - poznaje­
my starą Warszawę z
jej urokami i wszystki­
mi niedogodnościami,
Wars7awę "za króla .Ja­
na" I Stanisława Augus­
ta. tradycyjne zwyczaje
J obyczaje świąteczne
.. Roku Wars7.8wskiego··,
a takte "Wielką przygo­
dę Warszawy" jaką sta­
ła się budowa koleI te­
laznej oraz .. Latające
machinY" (tj. pierwsze
loty balonami nad mias­
tem). Interesują<.'o pI·zed­
sławiono d7.1�!e ,\var,.;Z8-
wsk\C"h slizgawek r zega­
r(.\v Wars7Rwy. W ut"07-
m"lconym Charakterys­
tycznymi przysplewkami
i 7awołanlaml rozdziale
.• CI ktorych jut nie ma".
wskrzeszone zostały ty­
py dawncj W",·szawy.
nie znane dzlsiejs7emu
młodemu pokoleniu. Ro­
zdział o Zamku spin" ni­
by klamra dawne l no­
we lata, a ,.Warsz8"'8
wielokrotnie burzona".
J:amyka tę pełną wdzl4i:­
ku opowieść o losa .. h je­
d)'nego na swiecie mia­
sta. w ktorym - jak pi­
sze Autorka - •. pomnikl
odchodzą i wracają".
miasta pamiątek prze­
s7.łoścl i nowoczesnego
zarazem.
A przy tym tej całej
historycznej lekrji u­
dzielono nie nużą... pro­
sto a serdecznie. zrozu­
mIale. z humorem a cza­
sem I nutką nienatręt­
nej r�ewnoścl. trafiając
w ton chyba najw/aścl\\"­
szy dla pI·zyswojenia te­
go rod7aju lektury. Ilu­
stracje Antoniego Unle­
chowsklego sekundują
Wd7iccznle t"kstom in­
formacyjnym. skladaJą('
się w sumie na całość
zajmującą I użyteczną
tej nicwielkiej kslątecz­
kl. wydancj starannie
pl'zez .. Nas".lJ Księgar­
nie".
MALARSTWO DOJRZAŁE I CHŁODNE
(K-a)
W Galerii Towarzyst­
wa Przyjaciół Sztuk
PięknYCh (przy ul. Rut­
kowsklego 5) oglądaliś­
my wystawę malarstwa
Zbigniewa Petrykow­
sklego, artysty niewąt­
pliwie utalentowanego.
Młody. 25-letnl malarz
zadziwia dojrzałą tech­
niką, jego prace odbie­
gają poziomem warszta­
towym. wartością ar­
tystyczn:j In plus od
wlełu obrazów w SAlo­
nach spnedatnych sto­
licy. Dobrze to świad­
czy o ambicjach twór­
.. zych artysty. Jest to
Jednak malarstwo chlo­
dne, nie WYWOłuje tych
w?ru�cń I emocji. !.:..-
kie odczuwamy obcując
z wIelką sztuką.
Wszystkie prace na
wystawie podporządko­
wane są pewnej myśli
przewodniej, co w tym
wypadku uważamy za
błąd - to właściwie po­
wielane (z malyml wy­
jątkami) portrety jed­
nej osoby personifiku­
Jącej rożne tematy. Spra­
wia to wratenie mono­
tonii.
2yczymy mIodem u ar­
tyścic. aby jego dosko­
nala �echnika lepiej
s/użyl.� wy .. brażni. wy­
w9lywała tE' stany
·�·7:rUS7enia u odbiurcy.
Jakie towarzys7'1 ogla-
,
I
daniu dzieł wybitnych.
Cenimy go za ambicję.
nie zaprezentował łat­
Wizny. żaden z jego ob­
razów - w konwenc.tl
realistycznej - nie ko­
jarzy się z czymś tantrr­
CZy ckliwym. To wiel­
ki sukces.
..EIISPAISIA PARYŻA"
I WYSTAWA LAROUSSE'A
W nr 5 •. Stolicy" u­
kazał się artyku! pt.
.. Ekspansja Paryża".
Chochlik drukarski w
ostatniej chwili zlikwt­
dował odnośnik Infor­
mUjący. te treść tego
anykułu została opar­
ta na kslątce pt. ,.Pa­
ryt". stanowiącej częsć
bogato ilustrowanej, 22
tomoweJ. . cncyklopedll
pośwlęconl\j '" Francji
(Seria •. Decou"rir la
France". dzieło zbioro­
wc pod redakcją prof.
Uniwersytetu \\" Reimq,
Rogera Aruneta).
Dokonując tego uzu­
pcłnlenla, powiadamia­
my. że w dniach od 25
do 30 marca br. odb�­
d7Je się w War.lzawle,
pr7Y Ul. Mazowieckiej 9
(godz. 10-18) pierwsza
w Polsce wystawa ksią­
żek Larousse'a. Będzie
to swego rodzaju wy­
danenie kulturalne, bo
7\vią7ane z uczczenielll.
pamięci wielkiego en­
cyklupedysty, pedagoga.
i publicysty. Piotra La­
rc'Us.c;;e-8 •
SPOD WIECHY
Rzadko się zdarza, aby
użytkownik tak szybko
uruchomił prodUkcję w
nowym budynku jak to
zrobiły Zakłady Garma­
żeryjne. DOSłownie po
piętach depczą budowła­
nym z Przedsiębiorstwa
"Dźwi�ar't, kt6re stawia
przy ał. Rewolucji Paź­
dziernikowej nowoczes­
ny zakład prOdUkujący
wyrOby .:armażeryjne.
W tydziefl po przekaza­
niu jednej z sał rozpo­
częto smażenie ryb, już
szykuje się dział wa­
rzyw, chot budowłani
jeszcze nie opuścili za­
kładu. Nastllpi to w
czerwcu br. po wykona­
niu malej architektury
wok6ł zabudowań. Na
razie sporo jeszcze jest
do zrobienia wewnątrz
budynk6w. Zaklad skła­
da się z dwu sał (ter­
micznej i mechanicznej)
l-piętrOWYCh, połączo­
ny z nimi jest budynek
socjalny, w kt6rym tak­
że znajdują się labora­
toria. Budową Zakładu
Garma:l:eryjne.:o kieruje
inż. Adam Krajewski
znany z dobrej or�ani­
zacji pracy I dbało"ci o
ZMARLI
działacz dlugoletni pracownik
Spółdzielni Spożywców "Społl'm",
b. dlugoletnł radny i przewodni­
('zący Komisji Handłu. DRN Moko­
tów. Odznaczony Krzy:l:em Kawa­
lerskim Orderu Odrodzenia Polski,
Srebrną Odznaką Honorową za Za­
sługi dla m. st. Warszawy.
7 stycznia - Zofia PRZYBYLSKA­
BARANOWSKA, nauczyciełka, od­
znarzona Krzy:l:em Kawalerskim
Ordl'ru Odrodzl'nla Połskl.
28 listopada - Serafm GARBINSKI,
starszy wiz)·tator Ministerstwa
O:. ktore repro­
dUkujem)< ponit.ej jest
Impońującą wlzytówkq
młodego poisItlego ar­
chitekta Wojciecha Szy­
mańskiego z Warszawy
pracującego od 8 lat w
Kanadzie. Wśród wielu
projektów, których był
autorem, ten zasługuje
na szczególną uwagę.
.Jest to kompleks miej­
ski. ktory będzie wznie­
siony w mll!ścle Hallfax
kosztem blisko 50 mllio­
now dolarów. W skład
olbrzymiego kompleksu
wejdZie m. In. centrum
hańdlowe (o kubaturze
ok. 1/4 mIrt m') biurow­
ce. 850 mieszkań, hotel
restauracje. 2 kina, klub
towarzyski z kortamI te­
nisowymi. saunami. kr)'­
tym basenem. garataml
(na 2500 wozi.w). Miesz­
kańcy komplcksu nie
wychodząc na zewnątrz
(wszystkie clementy
kompleksu zostaną od­
powiednio polączone)
będą mogli roblc zaku­
py. jeść w kilku restau­
raCjaCh. lśc do kina
etc.
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_11.djvu

			TAJNA OŚWIATA TEMATEM KONKURSU
Grupa ZbowIdowskIe­
go Działania przy PAN
Redakcja "Stolicy"
Pracownia Dziejów
Warszawy Instytutu His­
torii PAN Oddział
Warszawski Towarzys­
twa Przyjacloł Pamięt­
nikarstwa - z okazji 30
rocznicy wyzwolenia
Warszawy i Mazowsza
ogtaszaja konkurs na
prace pamiętnikarskie:
•. Tajne nauczanie w sto­
licy i na terenie woje­
wództwa warszawskiego
podczas II wojny świa­
towej". W konkursie
może wziąć udział kat-
dy. kto tajne nauczanie
organizował lub z nie­
go korzystał. Prace kon­
kursowe .nale:!:y w miarę
mo:!:noścl udokumento­
wać :!:ródłowymi mate­
riałami. Wspomnienia
powinny dotyczyć okre­
ślonych środowisk lub
określonego terenu. Na­
desłane prace powinny
być opatrzone godłem.
a w zapieczętowanej
kopercie nale:!:y podać
Imię, nazwisko j dokład­
ny adres.
Autorzy najlepszych
prac otrzymają nagrody
pieniężne w wysokości
od 10 do 2 tys. zł. Ma­
teriały konkursu pozos­
tają u organizatorów dla
celów badawczych 1 wy­
dawniczych. Wyró:!:nla­
jące się prace zostaną
opublikowane za odręb­
nym honorarium. Ter­
min składania prac do
dnia 30 czerwca 1974 r.
Prace nale:!:y przesyłać
pod adresem: Grupa
Zbowidowskiego Działa­
nia przy PAN, 00-110
Warszawa. PKiN, pokój
24-18.
PIIDIIII'. TELEIIZflIJ 14 - 2D II 1174
14. Czwartek, I: 9.10 Film
TVP "Zemsta" 11.35
.. Luk tęczy" odc. III
16.40 Ekran z bratkiem
17.45 PKF 17.55 Teletur­
niej - wiem wszystko
18.25 Kronika W 1 M
18.45 Mister eksportu
20.15 Teatr Kobra War­
szawa .. Zegnam pana
1\<1r KowaIsky"
II: 17.05 Białostocka zi­
ma 17.40 Kolorowe spot­
kania 18.20 Chór PRiTV
Wrocław 18.45 J. rosyj­
ski 20.15 Program roz­
rywkowy TV czechosł.
21.40 J. francuski 22.10
Film radz. ..Ostatni
dzień"
15. Piątek, I: 10.00 .. Czar­
ne chmury" odc. 'VIII
15.50 NURT 16.40 Pora
na Telesfora 17.20 Tu­
rystyka 17.45 Tygodnik
młodych 18.00 Dwie
szkoły-telekonkurs 18.45
Ludzie i zwierzęta 20.15
Recital Jane White 20.40
Panorama 21.25 Teatr
TV włoskiej "Agamem­
non" cz. II
II: 17.10 Informatyka
17.40 .. Nie ma drogi po­
wrotnej" cz. II 18.50 J.
niemiecki 20.15 film węg,
.. Najlepsze lata w życiu
mężczyzny" 21.40 Prof.
Kazimierz Smullkowski
22.05 NURT
16. Sobota, I: 7.50 i 17.30
.,Rodzlna Straussow" odc.
III 8.45 1 20.15 Film USA
.. Samotny je:!:dzlec" 13.00
Skoki narciarskie 16.10
Dla dzieci 17.05 Nie tyl­
ko dla pań 18.25 Godzi­
na Orfeusza 22.15 Reci­
tal Salvatore Adamo
II: 17.00 .. Ze słoncem
przez Rumunie:" 17.50
Morskie zawody 18.20
Raport z Bolesławca
18.50 Spiewa EIIzabeth
Patches 20.15 Zygmunt
Malanowlcz 20.45 II
Symfonia .. Kopernikow­
ska" 21.25 .. Szpilki" pro­
tegują
17. NIedzieła,. I: 9.00 Te­
leranek 10.20 PKF 10.30
Ludwik SempoIlński (W
starym kinie) 12.00 .. Ka­
rajan dyryguje Beetho­
vena" 13.10 Prof. Wale­
ry Goetel 13.45 Skoki
narclarslde 15.00 Dla
dzieci 15.50 Teleturniej
.. My-74" 16.50 Totolotek
17.10 "Uspokojenie" J.
Słowackiego recytuje W.
Siemion 17.20 Tele-Echo
20.20 "Czarne chmury"
odc. IX 21.10 "Suita
tramwajowa" St. Gro­
dzieńskiej
II: 15.55 Turniej mło­
dych mistrzów zawodu
16.55 PrzyjaCielskie wi­
zyty 17.25 Swiat. obycza­
je. polityka 17.55 FlIm
PeteIskich .. Wraki" 20.20
Poezja współczesnych
poetów polskich 20.45
Gra ZespÓł Kameralny
FN 21.10 Spotkanie z
medycyną - serce 21.40
Program rozrywkowy
TV ezecnost.
18. PODledzlalek, I: 15.55
NURT 16.40 Zwierzyniec
17.30 Echo stadionu 17.55
Warszawskie perspekty­
wy 18.25 Kronika W i
M 18.45 Eureka 20.15 Te­
atr TV Warszawa .. Młyn
nad Lutynią" J. Iwasz­
kiewicza 21.25 Sezam
22.15 .Gra zespół Toma­
sza Staliki
II: 17.20 Na pólnoc od
Paryźa 18.30 Spotkanie z
Marcelem Marceau 20.20
Film franc. "Powrót do
nieznanej BrugU" 21.45
FlIm baletowy 22.30
NURT
19. Wtorek, I: 7.50 I
20.15 Film seryjny radz.
,.Sledemnaścle mgnień
wiosny" ode. I 10.45 Nar­
ciarskie mistrzostwa
świata 16.40 Dla dzieci
17.05 Igor Smiałowskl
17.35 Dla młodzle:!:y 18.25
Kronika W I M 18.45 Se­
zam 21.45 Swlat I Polska
22.30 Dzieje baletu pols­
kiego
II: 17.45 Swlat w kame­
rze 18.20 Nowela PeteIs­
kich .. Kwestia sumie­
nia" 18.45 SlIm John
20.15 Leon wojctkowskt
21.05 Magazyn studencki
21.35 FUm polski .. Brze­
zina"
20. Sroda, I: 9.15 i 20.15
Film TVP .. Stracona
noc" wg J. Iwaszkiewi­
cza 15.55 NURT 16.40
Harcerski raport 17.35
Klub sześciu kontynen­
tów 18.10 Kronika W i
M 18.30 .• Luk tęczy" odc.
IV 20.55 W 80 rocznicę
urodzin Jaroslawa Iwa­
szkiewicza 21.40 Sport
22.10 MiędzynarOdOWY
Dzień Walki z Kolonia­
lizmem
II: 17.45 WOjskowy film
dok. 18.15 Za kierowni­
cą 18.45 J. francuski
20.15 Rzeźbiarz Gerhard
Rommel 20.45 Dziecko w
świecie dorosłych 21.30
Program rozrywkowy
22.05 NURT
WENTYLACJA W MIESZKANIU
Zwykłe kanały wen­
tylacyjne w wysokich
budynkach są stratą
miejsca. nawet przy
Idealnej wy:!:owej aUrze
nie spełniają zadania.
Spółdzielnia .. Oświata"
Jako pierwsza zdecydo­
wala się wprowadzić do
bydynku mieszkalnego
przy ul. Racławlcldej
(róg Komarowa) wenty­
lację mechaniczną. Pod­
ra:!:a ona wprawdzie
koszt metra kwa	
			

/stolica1974_nr_07_17.02_s_12.djvu

			I IlIf
BYŁ TO MIŁY CHŁOPIEC
Pawełek mieszkał \V
kolorowym bloku pl'zy
ulicy Saskiej. który przed
laty zbudowała Spółdziel­
nia Mies7.kaniowa .. Ener­
getyk", Z okien widać by­
ło nową szkołę przy ulicy
Międzynarodowej, do któ­
rej zapisała Pawełka mat­
ka. Przed blokiem - du­
żo wolnej przestrzeni. Pa­
wełek urodzony w dzie­
sięć lat po wojnie. dOI'8-
stający w okresie telewi­
zji i Polskiego Fiata 125P.
nie znał pojęcia podwór­
ko-studnia. Nie widział
nędznych podwórek przed­
wojennych, Pelcowizny i
ulicy Towarowej. o której
Gałczyński pisał w la­
tach trzydziestych. że
"mgłami i alkoholem uli­
ca Towa"owa rośnie i bo­
li". Prawdopodobnie nie
słyszał w ogóle o Gał­
czyńskim. gdyż z trudem
dobrnął do VII klasy.
Na starannie ogrodzo­
nych trawnikach przed
domem Pawełka, jak to
zwykle bywa w domach
spółdzielczych. dzisiaj le­
ży śnieg. ale latem rosną
tu róże. Widać przykryte
krzewy. Po prawej ręce
górują nad domami no­
wiutkie wleźowce p.-zy
Alei Stanów Zjednoczo-
Ulica BednllrJJka od Xrakow­
/łkf"go Prze,Imleścl" bie,," le
po skarpie IV dól do (lsl.',II"
M"rienlłzt­
szedł, A miał wtedy szes­
naście lat".
Wreszcie szkoły skoń­
czyły się dla Pawełka i
siedział w domu. A kiedy
matki nic było, Pawelek
urządzał w mieszkaniu
prywatki. PI-J'.ychodzili do
niego koledzy, a on rzą­
dzil, a to winko, a to pły­
ta ta, a to tam la. Taki
miał charakter, że tylko z
tymi się spotykał, co mu
ustępowali we wszystkim.
Nastawiali te płyl)' i głoś­
no śpiewali w nocy. Cza­
sami zamykali okno, bo
jak mówili odgłos dźwi­
gów z Alei Stanów Zjed­
noczonych im przesaka­
dzał, gdzie robotnicy
dzień i noc szarpali sil; po
kolana w błocie, aby na
czas zdążyć z robotą prz)'
Tr'asie Lazienkowskie].
Kobieta mówi: .. Byly
tam i dziewczyny. Takie
po kilkanaście lot, pięt­
naście i mniej . .Raz jt'dnt'j
ojcit'c przyszedł nad "a­
ncm, wyciągnął ją siłą z
mies7.kania. a tak się zdc-
•
POZIOMO: l) imię l nazWi­
sko pisarki ( .. ObllC?e dnia").
wspólorganlzatorkl l Armii
Wojska Polskiego w ZSRR.
patronki :I .. dn"J z ulic war­
szawskiego 2ollborza, 2) ro­
ślina oleista z rzepą w n8-
•
4
-
4
zwle. 3) Imię l n/lzwisko au­
tora cykhl rellet .. n .. w .. War­
s7.8wskir pOźl'gnanla" druk .. -
wanY"h w .. Zy(·iu WarS7.8-
\yy". ł (downt" .. kre.�lenla
dzlertawy. 5) odmiana r7er­
wJeni - ba,'d70 ml .. kkl mi-
1
2
3
4
5
6
7
8
9 10 1112 13 14 15 16 17 18 1920
2
:1\
11
1
;j6
8
2
�
:!8
13
3
4
4
42
!J
5
43
6
Ił
:!4
7
li
7
3-1
8
tu
12
III
9
:!o
10
21
21i
11
41
17
15
12
!lS
:r
Hl
. ,-
13
�t
14
-lU
15
-.......
22
:!:J
16
-,.,
.J.J
29
;12
.,.
17
_a
18
lIj
.....
�
19
�-
20
30
.. -
:;::;
;l!I
·'t
/
/
neral stosowan}' , :lako ko­
smetyk. 6) kurat",'ka. majlj­
ea pieczę nad klms. 7) histo­
ryk I pUblicysta. b .. dacz
dZIł'jnw Pol�kl oslemnast .. -
wiec7.nej ( .. Znakomi('1 męto­
wie polscy XVIII w"). pa­
l,'on ulicy wa..,.703,, skleg ..
Sródmieśeia. 8) d .. byto·k g.,­
sp .. d8'·skl. 9) p .. pularny ak­
tor filmu I TV W)'slo:pujlj('}'
w bl"ł�"ym pr"gramit' kIlbu-
retu •. Dudł'ko• - nls'.ul"ska
lc'Ńnie7ł,wka Gnlt"7.�·llskit.�ł ••
10) pLo;arka ( .• Grani,·a··). pa_
tronka slCIlN'znej ulicy. .."w­
noległej do ul. Slerana Z,,­
r(':so,'
UW ( .. Psychologla \\ l cho-
waW('7.8 w 7ar� ... lr··). pał,�'n
ulicy wa'"!<7.8wskit·j (Rak,,­
wiee). 11) duma pllkn.."lwa
brazylijskiego alllO'·
..K\\"lah",,,· poL ..... kif"h·'. \\.
szy jl."e bUlelki. III) pirsń hl­
lobna 'w starui�-tnym Rz.ynlle
- skladnik gazu 71t·mnegu.
19) pił'wl'a, piesnla'-J: ",'I1)·e­
ki - 1.,,'1"11 U Illłl,'\'narki _
gwiaZdki J: ni(>ba. 2łi) P' ... yskl
r7A.'"7..illlit· ... .,.·� - naw,I·Mc.
Litery z ponumerowanych
k,· .. l .. k. wyplsan<' w k,)It'j­
n"scj .. dPI'" laaaj'\l"Y"h Im
1I'·7.h .. d I d .. 43. UI\\"u'"7ą Il .. -
,..... kr"sj'ł\\ ki.
no'"
R'.z\\"h"..ania PI'"C,�irllY nad­
s)'la,' w h" minl<," UI-dnh'wym
.. d dllly Uk".fJUlla sit: pism ...
pod adr"sl'm redakcji. z Zaz­
naczeniem na kOJ)t','d... ..Za�
danie z nru '1". Wśród Czytcl­
luku\\". kt.uI"7)' n.IJd�sl.i, pl'a­
"idlu,,"C' rrlZ\\-J:17.l1ni." k,",,\·­
i'1I\\ ki 41'-;17. husJn y. dulą(.7;.­
nyn, kupulu·n,. 7 . .nstilłll, J'",z­
I"sow, .. ,,· IIlIN\" KSI.-\ZKO­
\n;.
ROZWII\Z.\SIE KKZ\"ZOWKI
Z NRlT SIIS2
l'Ozrol\ło: n nUlllk"w!okl
- �1 .. "alll:n. 2) d .... ka. 3) (;111-
(,z)'ński - ... ·kblln.l. 4) O,'kau.
S) b.alans - an"b"7A. 6) ka­
kun. 1, lonarJa - •• Pr,-ud.,\,"­
nik", II) SilU n". 9) ksztllll _
I'rka - sluga, U,) �· .. h·. II)
rr�·kas. 12) lI'ma, 13) "Nei., •
H) nimb. lS) t:nkl. 1';1 h'\\ ",'.
'1) Mulli. III) W"I"". '!" ,"'/:1,'.
211) M ... ·ill \)"1",,,,, -;ku.
PIONOWO: I) blItik - kto-
m" ..... 2) uwaga - •. SI Jk··.
3, L.·ntz - eklo,:: ... �) ". _
... yk .... IIl. S) ",l('jA - ki 1\,.1','.
l;) on\'ks - h'sil'nlc 71 kao;la
- "-)·";.n. ol" suszka - l .. u­
mUIl'ba. !.) KI-upe - 1''''"'''1-,
10) .. ldiol .. ••. II) op .. l. 12)
•• nuJk .. ·•• 1:1) sz)'k. U) M", na.
'S) nuda. '6) Huksa. 11) ba­
w.\I. lO) mia'·... lO) Zb't'K. 211)
tTIIWa. - uSII'on .. Ul) ka.
Cod7iennic prz) bl w" nu\\ y
akcawek WlsluOIt,· .. d)'.
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_13.djvu

			nerwował tym co zoba­
CZYI. że krzyczał na cale
gardło, że skończy raz na
zawsze z tym burdelem,
Nieraz jak matka Pa­
wetka wróciła wcześniej,
albo nie szła do pracy to
on z kolegami przenosił
się do piwnicy, Ale tu nie
mieli spokoju, DOZOI'C"Lyni
nie dawala im żyć, Nie raz
i nie dwa wygarnial ich z
piwnicy dzielnicowy, Zało�
żyli więc melinę gdzie in­
dziej, Na Saskiej, ale w
innym bloku, też w piw­
nicy, Ale nikt o tym nie
wiedział dopóki nie are­
sztowała ich milleja.
Miałam oko na Paweł­
ka, chociaż grzecznie mi
się kłaniał. Był to miły
chłopiec, Raz idę. a on je­
dzie na motorze, Skąd
masz ten motor, pytam, a
on mi odpowiedział, że to
kolegi, ale wkrótce taki
sam ojciec mu kupi.
I rzeczywiście niedługo
miał taki sam, Po areszto­
waniu się okazało, że go
ukradł".
Ojciec do domu już nie
przychodził. Jego była żo­
na prawdopodobnie nie
godziła się na to. Popełniła
błąd, który robi wiele roz­
wiedzionych kobiet, Od­
sunęła ojca od wpływu
na syna, chociaż sama nie
mogła sobie z nim dać
rady, W takich warun­
kach rósł Pawełek, Ojciec
i syn spotykali się tylko
w kawiarniach, Ojciec
płacił, dawał synowi pie­
niądze, OpOWiadał mojej
rozmówczyni, że dawał
mu po trzysta złotych, co
ledwie starczało na wino
i papierosy,
Piwnica Pawełka i ko­
legów znajdowała się pod
nowym błokiem, przed
którym też lalem kwitną
róże, Na ścianie lego blo­
ku jest tabliczka z adre­
sem dozorcy i komitetu
blokowego, Bardzo po­
rządny dom, Melina była
umeblowana kradziony­
mi sprzętami. Stała tam
szafka, dwa fotele i slół.
Centralne miejsce zajmo­
wała rozkładana wersal­
ka,
- Ten stół to od razu
poznałam, Ukradli mi go
z piwnicy - mówi kobie­
ta,
Ną ścianie była ludzka
czaszka, którą Pawełek
prawdopodobnie zabrał
ojcu i krzyż zrobiony z
drutu Z jakimś znakiem,
Te błazeństwa miały ro­
bić wrażenie na tych co
przychodzill lam pierw­
szy raz, szczególnie na
dziewczynaeh. Niektóre
same szły chętnie, inne
ś.ciągano tam p()dst�JX'm,
Mif.'ll takie dwa duże no­
że, własnej roboty, Jak
która nie chciała być po­
słuszna to przystawiali
jej do gardła i była cicho.
Przychodzili do niego
różni, co byli na bakier z
życiem,
"Dobrze, że teraz siedzą
- mówi kobieta - przy­
najmniej Iudzie odpoczną
od ich zabaw, Pawełek
siedzi nie po 'raz pierwszy,
a właściwie nie pierwszy
raz ma sprawę, We wrze­
śniu był oskarżony o kra­
dzież namiotów z piwnicy
lokatora, Byłam zeznawać
w sądzie, Dostał sześć
miesięcy z zawieszeniem,
Znów mamusia mu pomo­
gła, Jak ich aresztowali
lo w piwnicach milicja
znalazła pełno kradzio­
nych części od motocykli",
Jest duża pauza, kiedy
wchodzę do szkoły przy
Międzynal'odowej, Dyrek­
torka od razu przypomina
sobie Pawełka, "Byłam na
jego sprawie" - mówi,
- Chodziło o kradzież
namiotów? - pytam,
Ale okazuje się, że Pa­
wełek ma znacznie bogat­
szy życiorys, Przed dwo­
ma czy trzema laty, dy­
rektorka nie może sobie
przypomnieć, Pawełek ja­
ko szesnastoletni chłopak
został przyłapany na wy­
jątkowym świństwie. Je­
go kolega z klasy zeznał,
że Pawełek zaciągnął go
do piwnicy, sterroryzował,
znęcał się nad nim, a na
koniec dopuścił się czynu
nierządnego. Ów chłopak
za to zapłacił rozlrojem
nerwowym, musiał opuś­
cić szkołę przy Między­
narodowej, chodzi gdzieś
do szkoły specjalnej,
Pawełek wyszedł z ca­
łej sprawy obronną ręką.
A może tak myślała wte­
dy jego matka, kiedy ro­
biła wszystko, aby go
uwolnić od kary. Może
wtedy najbardziej mu za­
szkodziła swoją miłością,
kiedy był jeszcze czas na
reedukację, a ona pozwo­
liła mu się wykręcić,
Sprawa wprawdzie znala­
zła się na wokandzie są­
du dla nieletnich. ale Pa­
wełek wywinął się, Wiele
zdziała! dobrze opłacony
adwokat, zapewnienia 1'0-
dziców, Nie h'am du do­
mu poprawoaego, ani do
szkol}' specjalne]. ani do
domu wychowawc.l.ego,
Wl'ócił znów na Saską do
matki.
Tl"iumfowal. Zaczął cho­
dzić do szkoły nieco dale],
ale też na Saskie] Kępie,
Długo tam miejsca nie za­
gr7;ał, matka UI74dz.ih\ gIl
U' Lod71. Po roku przyje­
chał do Wal"Szawy i wró­
cil do szkoły na Między­
narodową.
- Czy pani uważa te­
raz, kiedy Pawełek jest
aresztowany pod poważ­
nymi zarzutami, a prze­
cież był wychowankiem
tej szkoły, że jego powrót
tutaj to był błąd? Chociaż
popełnił czyn kryminalny
i za niego nie odpokuto­
wał to jednak pani znów
go przyjęła, Mógł się czuć
bezkarny. Dlaczego pani
to zl'obiła?
Dyrektorka wyjasrua
mi, że nie mogła odmówić
bo przecież jest rejoniza­
cja nauczania, więc mu­
siała przyjąć Pawełka z
powrotem, A poza tym
jej zdaniem za wszystko
ponoszą winę rodzice, a
szczególnie ojciec, który
mu dawał pieniądze, Szko­
ła nie mogła naprawić te­
go co popsuli rodzice. Cóż
szkoła, ma tyle obowiąz­
ków związanych z nauką,
w klasie jest po trzydzies­
tu kilku uczniów, nauczy­
ciel nie może się każdym
zająć. Nie ma na to czasu.
Uczniowie tylko kilka go­
dzin są w szkole, nad re­
sztą czasu nauczyciel nie
ma kontroli.
Do rozmowy przyłącza­
ją się nauczycielki. Była
wychowawczyni Paweł­
ka, nauczycielka S, do­
brze go pamięta. W 1971
roku jeszcze go uczyła w
VII klasie, Jej zdaniem
był bardzo inteligentny
i zdolny, wyrobiony to­
warzysko i lubiany na za­
bawach szkolnych, mial
jednak skłonności sadys­
tyczne, bił innych kole­
gów, słabszych zmuszał
aby nosili mu teczkę, Na
lekcjach zachowywał się
arogancko, potrafił wyjść
z klasy, kiedy mu się tak
spodobało.
Nauczycielce S. przy­
znal się, że ma stosunki
seksualne z dziewczynami,
opowiadał. że jest w gru­
pie, ale nie może się ju?
wycofać. Zdaniem wy­
chowawczynl byl to chło­
pak odrzucony przez ro­
dziców, nie dawali mu
nic prócz jedzenia, spania
i pieniędzy.
- Czy pani uważa -
zwracam się do dyrektor­
ki - te szkoła zrobiła
wszystko w jego sprawie?
Dyrek,lorka mówi: .,Jak
miał tę sprawę w sądzie
dla nlełetnich przed dwo­
ma laty, gdzie ja zresztą
zeznawałam, to domaga­
łam się izolowania go.
Do sądu wystawiliśmy
AUKCJA
NA ZAMEK
Ir<-ns LIpska: "Wiosna", olej.
Artystka 7.naj"mość Iysunku I
klllnp .. ?}""JI zd"byln POd"?RS
s'udl(,\\' na \\·�·dziRle RI"I�hl�
."klm·y, mslal'�I\\"s uc?yln się
pod klerunkiem:J, BRm-.;lde­
go. 1... ;Jagodzińskiego I 3,
DobrzyńskieJ.
Fot. KonstanIII .Jorochowakf
•
"" TVVOIM DOMU
BARWNE WYROBY REGIONALNE
WE WNlTRIU
- TO CIEKAWY EFEKT
I MitY NASTRÓJ
TKANINY
DEKORACY..JNE
KILIMY
NARZUTY
PODUSZKI
BIE2NIKI
polecają Sklepy
.,Cepella"
-----
--
�
-
\ \
.,
-.
Cepelia
15
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_14.djvu

			MAREK SAOZEWICZ
W pilffelf pO poludniu
DZIEŁO PRZYRODY ...
"by W puszczy żadna szkoda tak w zwte­
rzu jak l \V drzewie bartnym t Innym
drzewie ste nie dzlaln" (Ustawa o 000-
wiązkaeh leśniczych z roku 1567).
Piszę o Puszczy Blalowlesklej po prOlftu jako ktol
z Warszawy. Zdarza lflę bowiem, te sprawa najbardziej
oczywista dotąd umyka się wszelkiemu zalatu.lenlu, do­
p6kl nie odez1vle lfl", ktoś z Warszawy.
Czym jelft PUlfZcza Bialowleska, to WSZylfCy wiedzą.
dodam tylko, te }elft to jedyny, zachowany w tej skali
las pierwotny środkowej Europy. unikat 'wiatowy, kt6-
reqo nie motna mleć za tadne pieniądze I za tadne
pieniądze nie motna by 11'1110 go odtworzyć, gdyby za­
glnąl. Jest naszą dumą.
Autor dziela "Bialowietskaja Puszcza" (rOk 1903) G.
Karcow, nieprzychylny Polsce, przyznaje: "Patrząc bez­
lftronnie na czterechselletnle polskie panowanie w Pusz­
czy myśliwy powinien Jednak zlOtyć Polakom szczere
podziękowanie ... PUlfzcza mimo wszystko ocalala ... Oca­
lala dzięki swoim kr610m".
Jeśli w Pollfce, nie w Innym kraju przechowala lflę
do nauych czas6w Puszcza w calej swojej krasie. to
w tym jest nalfza hllftoryczna zasluga. Równlet w tym,
te PUSZCza byla ostatnią ostoją tubra, występującego
dawniej w calej Europie I te dwukrotnie. po obu woj­
nach światowych stala się punktem wyjśCiowym do Je­
go odrodzenia w świecie. Równlet I konik - tarpan
leśny zawdzięcza Blalowlety swoje odrodzenie.
Polakom tet trzeba zawdztęczać powstanie I rozw6j
jedynych w swoim rOdzaju obiektów jak Muzeum Przy­
rodnicze. a nade wszystko rezerwat. w tym rezerwat
ścisly. nienaruszony las pierwotny, gdzie przyrOda sa­
ma gospodaruje. Z zachowaniem Blalowleży, jako pom­
nika przyrody i Siedziby licznych Instytucji naukowych
lączą lflę nazwiska: Jan Sztolcman - Inicjator między­
narodowej ochrony tubra. Jan 2ablńskl - kontynuator
tej Idei. Twórcy Parku Narodou'ego Jan Paczolfkl I Je­
rzy Karpiński. pótnlej August Dehnel. Tyle Innych
wspanlalych ludzi. Artyści uukall tu natchnienia: Ilen­
ryk Sienkiewicz. Ellza Orzeszkowa, Zygmunt Gloger.
Wacław Sieroszewski. Julian Ej"mont, Leon Wyczólkow­
lfkl... Puszcza Blalowleska jest nlerorląt'znym dzielem
przyrody I kultury. l otóż ...
Za czas6w zaborczych carowie kontynuowali, nie zau'­
SZe udatnie, tradycje królów pol"kich I Puszczę za­
chou'all. Dopiero najazd cesarskich Niemiec rozpocząl
okres nllfzczyclelstwa przemYlflowego. który niestety
trwa dotyt'hczas. W czasie l wOjny światowej Niemcy
pobudowali kolejki wqlfkotorowe. tartaki, zdąiyll wyrą­
bać 5 milionów ni lfzesciennych drewna. Stado iubrów
wYllinę/o calkowlcle. Skutki rabunku niemieckiego nie
dadzą się zamknąć w metrach sześciennych f. hektarach.
Złamano zasadę nienarJISZalności Puszczy, zapoczątko­
wano nowy nurt niszczącej eksploatacji. którego nie
dalo się Jut zatrzymać. Po odzyskaniu nlepodlegloścl
rząd polski oddal Puszczę do eksploatacji firmie an­
olelskle;. W ciągu dzle"lę;:;iu lat firma mlala prawo do
15-letnlego etatu cięć. Po 5 latach umowa zostala rOz­
wiązana z powodu rabunkowej gospodarki Anglików.
Mimu to rząd polski musial zaplaclć dute Odlfzkodowa­
nie. Kontynuacją okresu kolonialnego Ily/a dalsza go­
spOdarka państwowa. Jakte trudnu ruzstać się z tarta­
kiem! Podczalf II wojny swialowej hitlerowcy zaraz
w pierwszym ruku wyrąllali trzy roczne etaty I no tym
lflę lfkończl//o. bo wlftęp do Puszczy zamknęli party­
zancI.
DzU jak I przed wojną Ilftnleją dwie puszcze: jedna
- wsplmlaly. wydzielony rezerwat i druga - Puszcza
wlaściwa, traktowana jako skład drewna. eksploatou.ana
według planu i ponad plan. Nie brakuje kwiatków. jak
przekroczenie rocznego planu wyrębów. iywlcowania
drzew I bez sen"u leśnych wypasow bydla. Puszczę
rozdziela granica państwowa: 53 tysięcy ha znajduje
się w Polsce. 79 - w Bialorulfkiej RepuIllice Radziec­
kiej. W Polsce znajduje się rezerwat ścis/II 4747 ha
i Park Pałacowy 50 ha. To jest tvlaśclwle 1vszystko. BO
rezerwat jest tylko matecznikiem. bez otoczenia Pusz­
czy Istnieć nie będzie. jak nie moina sobie wyollrazlć
pracy serca poza organizmem. Natomiast calość Pusz­
czy po litronie blalorulfkleJ jest traktowana wlaśclwle,
jako rez .. rwat /owlecki. Udzla/ w starodrzewie ponad
100 lat lVynosi po tam lej "tronIe 49,1 procent. po na­
szej 30 procent. A by/u 80 procent!
Sejmowa komisja w 1953 r. i narada leśna w J963 r.
stlVierdzi/1I nfezadowalający "tan puszczy i postu/mvały
uznanIe calości jako las ochronny. DotychcUIS nie slll­
,'hac o praktycznych wnIoskach.
Puszcza Bia/olVieska nie jest nflszą wlasnosclą w tllm
znaczeniu. żebyśmy mieli prawo jq znlszczyc. Tak lfa­
mu nie mielibyśmy prawa rozebrania zabytkou, .. j kate­
dry zerowej kategorii na odzysk cegly. Z tym, te budu­
u"ę zaby/kuwą można bil jednak zrekunstruolVać, a
PUlzczy. jeśli ją znillczymy. "dllvorzllt' się nic da.
'!J
,�
..
ł
�
,,�
1
'Y"
-� ....
�
;
:�
ł
I
.. ,
�
,
<: ,
f ' n;
•
t
..
i�
-..-
\
----
,-
Przed trybuną czlonkowską na torze wyścigowym na ul. Polnej 1912 T. Od tewe}:
J) Fryderyk Jurjewlcz,. prezes Towarzystwa WyśclgólV Konnych w Kr6lelftw;e Polskim, :!)
Eryk Kurnatowlfkl, 3) Stanl"lau' Wotowskl. r .. antetor .. seżażeo I Myśliwego".
Ze zbiorow RUII/ana Rogowskiego
NA STAREJ
FOTOGRAFII
Zdjęcie. które reprodukuje­
my. zostało wykonane w 1912
roku. Przed trybuną człon­
kowską toru wyścigowego na
ulicy Polnej. patrząc od le­
wej stoją: F. Jurjewlcz, E.
Kurnatowski I S. Wotowskl.
Fryderyk Jurjewlcz był pre­
zesem "Towarzystwa WYścl­
gów Konnym w Królestwie
Polskim" od 1910 roku do 1918
roku I potem w wolnej Pol­
sce do 1923 r.
F. Jurjewlcz zasłutony dzia­
łacz na polu hodowll koni
pełnej krwi w Polsce zmarł
w 1929 r. - pomnik jego oca-
lal z potogl wojennej. stoi na
Slutewcu na wprost głównej
trybuny.
Eryk Kurnatowski ukończył
niedawno 90 lat.
Jut jako młodzieniec, zdra­
dzal wielkie zainteresowanie
jeździectwem I wyśclgaml.
W 1912 r. wygrał w Silnej
konkurenejt na torze moko­
towskim duty "Steeple-Cha­
se" na klaczy "Mokus" •
W okresie międzywojennym
hodowla t stajnia WYŚCigowa
E. Kurnatowskiego. wyrótnl­
ła się dutymi sukceml.
Koni stajni "Lochów". do­
siadał świetny dtokej E. Gili,
którego ojCiec był trenerem.
Na torze wyrotnlły się:
.. Krzyk", .. Leb w Leb".
.. Skarb" I .. Rada".
E. Kurnatowski obecnie
wcląt Interesuje się wyściga­
mi I jest bywalcem toru na
Słutewcu.
Stanlslaw Wotowskl urodził
się w 1848 r. Ojciec jego Teo­
fil był majorem WOjsk Pol­
skich w roku 1831, a matka
Francuzką. Był znakomitym
hipologiem, jetdźcem I wta­
śclclelem stajni wyścigowej
oraz uzdolmonyrn pisarzem.
W 1881 r. rozpoczął wyda­
wać dwutygOdnik .. Jeździec I
Myśllwy". który przetrwał 25
lat. Przez dlugl okres. było
to jedyne czasopismo hodow­
lano-sportowe.
Dal się poznać jako dosko­
nały jeździec terenowy I wy­
ścigowy.
Umarł w 1931 r. w wieku 83
lat .
Roman Rogowlki
BYŁ TO MIŁY CHŁOPIEC
mu opinię. Więcej szkoła
nasza nie mogła zrobić.
To wina rodziców".
Czy można się z tym
zgodzić? Przecież istnieje
u nas aparat wychowaw­
czy, są kuratorzy sądowi,
przychodnie psychologicz­
ne, psychiatryczne, po­
radnie wychowawcze, jest
w Warszawie armia wy­
specjalizowanych lekarzy
i psychologów. Jeżeli ro­
dzice nie mieli do tego
głowy, nie umieli synowi
dopomóc, jeżeli matka w
dobrej wierze spychała go
po równi pochyłej, aż
znalazł się w więzieniu,
szkoła mogła przynaj­
mniej próbować tego Pa­
wełka wychować. Teraz
na to wszystko jest już za
późno. Siedzę w gabinecie
kapitana Kopcia w Pała­
cu Mostowskich. Kapitan
pokazuje mi dwa długie
noże. Mają co najmniej po
kilkanaście centymetrów
długości i są zakończone
ostrymi czubami. Kiedy
taki nóż przystawić ko­
muś do gardła, niewiele
ma do wyboru. Noże nie
są dowodami rzeczowymi
w tej sprawie. Jeszcze nie
są, ale kto wie jak poto­
czy się dalsze śledztwo
i przewód sądowy. Te
dwa noże znaleziono w
piwnicach bandy Paweł­
ka. Przywódcą gl'Upy był
osiemnastoletni Pawełek,
a jej członkowie niewiele
od niego starsi. Bracia
T .. deusz i Juliusz W., Hcn­
I'yk K., Władek S. i Ste­
fan Z.
ZyciOl')'SY
członkow
bandy z Saskiej Kępy są
podobne do siebie. Można
powiedzieć, że są typowe
dla pewnej części takiej
właśnie młodzieży. Więk­
szości powodziło się do­
brze, a nawet bardzo do­
brze, brakowało im pta­
siego mleka, mieli swetry
z komisu, zagraniczne ko­
szule, dżinsy z PKO; ro­
dzice sporo zarabiali. Oj­
ciec jednego jest głównym
konstruktorem w dużej
warszawskiej farbyce,
matka innego główną
księgową. Kierują zespo­
łami ludzi, nieraz bardzo
dużymi zespołami, a ze
swoimi dziećmi nie mogli
sobie dać rady. Albo
uważali, że jakoś to bę­
dzie, nie mieli na to dość
czasu i energii. Dawali
swoim dzieciom utrzyma­
nie, spanie, ubranie i
od czasu do czasu dość
sporo pieniędzy. Teraz
niektórzy wstydzą się
dzieci. Matka Pawełka
nie łubi rozmawlac z
ludźmi, wydaje się Jej,
że każdy na nią patrzy,
każdy wie co zrobił jej
syn. Pragnie uciec od lu­
dzi,
Dzięki sprawności war­
szawskiej milicji banda
znajduje się juź w aresz­
cie śledczym. Grozi im od
trzech do pięciu lat wię­
zienia. Najsmutniejsze jest
to, że nic nie rozumieją ze
swojej sytuacji. Stawiają
się, uważają się za boha­
terów, nie pojmują, że są
tylko bandą złodziejasz­
ków.
Skończyły się żm·ty. Nie
z sądem dla niełetnich te­
raz sprawa, ale z sądem
dla dorosłych. Wszyscy są
pełnoletni. A więc więzie­
nie. Nie ma wątpliwości.
Wskazują na to dowody
rzeczowe, zeznania złożo­
ne w śledztwie przez
świadków. Zaczęli od
okradania piwnic, potem
z samochodów Mel'cedes,
Alfa Romeo Gulietta,
zrywali metalowe napisy
później kradli motocykle.
wreszcie zaczęli kl'aść sa­
mochody. Ukradli ich 22.
Wiele z nich rozmonto­
wali na części, któl'e mili­
cja znalazła w melinach.
Mieli wiele melin w
piwnicach na Saskiej Kę­
pie. Dziwne, że nie zau­
ważyli tego dozorcy (tyl­
ko gospodyni domu Pa­
wełka wykazała pl'zezor­
ność), pracownicy ADM,
członkowie komitetów
blokowych, lokatorzy.
Czekali aż załatwi to za
nich milicja.
Kto wie jak daleko by
zaszła banda, gdyby nie
czuwała milicja. Wywia­
dowcy śledzący członków
bandy, aresztowali ich na
gorącym uczynku przy
kradzieży Fiata.
Dla tych którzy łamią
prawo, społeczeństwo nie
wymyśliło nic lepszego
niż więzienie. A przecież
jak opowiadała kobieta
Pawełek był takim miłym
chłopcem.
ZBIGNIEW lENKA
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_15.djvu

			---
- .-
- -
- -
- -
- -
- -
- -
- -
- -
- .. '-
- -
- -
o"""",,""'JtI-
Przed trzema laly, gdy za­
padła decyzja o odbudowie
Zamku popłynęły zgłoszenia
czynów i prac bezinteresow­
nych. Część osób, deklarują­
cych swą społeczną pracę,
zaslllła biuro Obywatelskiego
Komitetu od pierwszych dni
jego Istnienia. I tak od trzech
lat zespół składający się z 25
osób pracuje codziennie, po
parę godzin, robi wyciągi
bankowe, odpowiada na listy.
wysyła podziękowania, obstu­
guje maszyny do pisania I li­
czenia, prowadzi kartoteki
ltd. Liczba godzin beztntere­
sowne] pracy wynosi około
1200 miesięcznie.
Oto nazwiska osób ze sta­
łego, społecznego zespołu
Biura Komitetu. .Jan Małek,
Krystyna Eug. Zelwerowicz.
Helena M1chałowlcz, .Janina
.Jaworska, Maria Sleklucka,
Fillp Sandowski, Marla Kru­
szewska, .Janina Gruszecka,
Regma Kamińska, Zofia Mlch­
niewlcz. Marian Krakowski,
Adela Dmowska, Irena Lusa­
kowska, Marla Przyszychow­
ska, .Jadwiga .Jaworska, Ire­
na Klimek, .Janusz Pnlewskl,
Zofia Haller, Marla Llcho­
dz1ejewska, Antoni Gąsior,
.Jolanta Skubnlewska-Mar­
tens, Hallna Brzusko, Broni­
sława Pljewska. Wanda Wlr­
szylło, Ewa Rostaflńska.
Wpłaty z zagranicy
Z Australii: Komitet Odbudo­
wy Zamku Krółewskiego
J)I'ZY AustrllllJ!łko-po1!k:Im
Stowarzy�7.enlu wAdelaide
- 115 funtów ang. ze zbiórki
połonljneJ.
z Francji: Stowarzyszenie
Odra - Nysa - Reims -
610.90 fr ze zbiórki darów:
Martynluk z Cholsy le Roi -
8.35 !r.
z W. BrytanII: .Józef Monlń­
ski. działacz polonijny - 15
funtów z darów rodziny
podrzeckIch z Pary ta (60 fr.) ;
Ostoja KotkowskI (3 funty),
.Janina l .Jean Marc Moruń­
sklch (6 funtów), H. Nagat
(0.50 funta), Franciszek Kos­
sakowsld z Bratford - 3.65
funtów, .J. Szuba - 3 funty.
z NRF: AdoU I Gertruda
Cyprys z Northelm - 50 rnk ;
Edmund Zlpper, Regensburg
- 10 mk.
Z BełJ;il: .Jan Parzyszek. Kes­
selo - 275 fr.
Z kraiu
- 200 000 zł Zakład Obrotu
Wydawnictwami Artystycz­
no-Graficznymi z dopłat do
kalendarzy "Dom Kslątkl".
- 3653 zł prof. dr .Janusz
Durko, dyr. Muzeum HI­
storycznego m. st. Warsza­
wy - kolejna wplata mie­
sięczna,
-19 398 zł Centrala Rolniczej
Spółdzielni "Samopomoc
Chłopska" - wpłaty pra­
cowników I jednostek or­
ganizacyj nych,
- 1100 zl doc. Aleksander Za­
wadzki z okazji 5O-lecla
pracy naukowej I zawodo­
wej,
- 1028 zł Rada Oddziałowa
Emerytów Zw. Nauczyciel­
stwa Polskiego - politech­
niki Warszawskiej,
- 5000 zł Helena, .Jan l Woj­
ciech Nlelubowiczowle z
Saskiej Kępy,
- 16 000 zł członkowie Cechu
Rzemiosł Skórzanych, ul.
Wąski Dunaj 10.
- 16640 zł Warszawskie
Przed"ięblorstwo przerobu
Złomu Metali za złom,
- 600 zł Zygmunt Siwek,
- 400 zł Marla i Wladysław
Kopeć,
- 500 zł byll tołnlerze I Sa­
modztetne] Brygady Spa­
dochronoweJ - Towarzy­
stwo Muzyczne Im. Chopi­
na, Warszawa - 400 lirów;
Krystyna Zebrowska, War­
szawa - 4,98 dol.; pracow­
niCY PLO ze statku mIs
,.Hanka Sawicka" .Józef
Ochota - 4,26 dol., Leszek
Maliszewskl - 2,13 dol.,
- 28 512.40 zl WOjewódzki KO­
mitet Odbudowy Zamku w
Katowicach ze zbiórki pie­
nteżne],
- 11 364 zł pracownicy Przed­
siębiorstwa połowów Dale­
komorskich "Gryf" w
Szczecinie,
- 7000 zł Gminna spółdzlełnla
.. Sam. Chłopska" w Chrza­
nowie dotacje,
- 1476 zł Techniczna Obsługa
Samochodów. Dział Finan­
sowo-Księgowy w Opolu z
czynu społecznego.
- 6000 zł Rzeszowskie Przed­
siębiorstwo Instalacji Sani­
tarnych w Rzeszowie -
składki,
- 1050 zł dr Tadeusz Smuli­
kowskl z Opola - honora­
rium,
- 6810 zł Gminna Spółdziel-
nia Toruń-Podgórz ze
zbiórki złomu,
- 2000 zł Kazimierz Kullgow­
ski, Rybnik,
- 2000 zł Eltbleta Rembelska.
Wołomin.
- 2274 zł Urząd Gminy Do­
bre, pow. Mińsk Maz.,
- 4596 zł Gminna Spółdziel­
nia "Sam. Chłopska" w
Duninowle. pow. Gostynln,
- 14 059 zł pracownicy przed­
siębiorstwa Budownictwa
Komunalnego w Wlelunlu.
- 7634 zł członkowie Cechu
Rzemiosł Różnych - Kra­
ków,
- 14 000 zl pracownicy Spół­
dzielni Rzemieślniczej "WIe­
lobrantowych" w Warsza­
wie,
- 5797 zł rzemieślnicy· z Ce­
chu Rzemiosł Rótnych w
Hrubieszowie,
- 15 927 zł Izba Azemleślni­
cza w Krakowie - wpłaty
rzemieślników,
- 3000 zł Okręgowa Spółdziel-
Od p. HENRYKA KRAJE W­
SKIEGO z 2;ar otrzymallJmy
list, który drukujemy z nle­
wielkimi skrótami:
.Jako mIlośnik architektury
I piękna Warszawy śledzę
z dużym zainteresowaniem
wiadomości o nowych, licz­
nych budowlach Stollcy.
Szczególnym sentymentem
darzę dzieło odbudowy Zam­
ku, którego ocalałe z pożogi
wojennej wyposażenie oglą­
dałem już parokrotnie na wy­
stawach. Pracując obecnie w
środowisku rzemieślniczym
(Jestem kierownikiem biura
Cechu RR w :larach) mam
satysfakcję z powodu przy­
kładow ofiarności calego rze­
miosła Polskiego, w tym tak­
że żarsklego, na rzecz odbu­
dowy Zamku.
Tak się składa, że od
dwóch lat nie byłem w Sto­
licy, 8" więc budowę śiedzę
gł6wnie przy pomocy Wasze­
go Tygodnika. Wyobrażenie o
tym, co się dzieje na placu
Zamkowym, ułatwia odbudo­
wa tarskiego pałacu Bi­
berstein6w. We wrześniu mie­
liśmy w zwiąZkU z tym spo­
rą sensację, ponieważ do za­
łożenia element6w konstruk­
cyjnych dwuspadowego da­
chu na jednym z narożników
gmachu użyto helikoptera ... "
(patrz fot.). Fot. B. Jaros
nia Mleczarska w Mławie
z podziału zysku,
- 4058 zl powiatowy ZWiązek
Kólek Rolniczych w Siedl­
cach ze zbiórki wśród rol­
ników.
- 1563,20 zł pracownicy Nad­
leśnictwa Osie, pow. Swlę­
cin n. W. z czynów społe­
cznych,
- 6511 zł Spółdzielnia Inwa­
lidów Niewidomych w Lo­
dzi z czynów społecznych,
- 3000 zł Franciszek Ciura z
Oświęcimia,
- 3299 zł pracownicy Pań­
stwowej Szkoły Muzycznej
I stopnia w Zakopanem,
- 1.718 zł Okręgowa Spół-
dzlelnla Mleczarska, Lipsk
- składki.
Slan koni
Na konto krajowe wpłynęło
do dn. 8.11. 1974 r. 422.773.890.61
zł. Na konto dewlzwoe wpły­
nęło do dnia 8.11. 1974 roku
406.731,81 dol.
Numery koni
Obywatelski Komitet Odbu­
dowy Zamku Królewskiego w
Warszawie Warszawa I Od­
dział PKO Nr 1-9-122-122.
Oprocentowane konto dewizo­
we Bank peKaO nr E-100-700.
AEG
DYSKUSJA
Drukujemy poniżej dalSZY
ciąg relacji z narady fachow­
ców w "Stolicy", która odby­
ła się 17 grudnia 1973 roku.
Po trenerze Stanisławie Mo­
lendzie i przewodniczącym
Komisji Technicznej .Januszu
Stokowsklm zabrał głos Int.
Adam Sosnowski, naczelnik
wydzialu hodowli koni w
Zjednoczeniu Hodowli ZWIe­
rząt Zarodowych. Po bardzo
ostrym w treści I w formie
głosie p . .Janusza Stokowskie­
go (opublikowanym w po­
przednim numerze "Stolicy")
ta wypowiedź, choć również
polemiczna ma bardziej u­
miarkowany Charakter.
lm. Adam Sosnowski:
Na pewno wszyscy uwata­
my, że "Stolica" spełnia du­
żą rolę w sprawie wyścigów
konnych, a Jednocześnie w
sprawach hodowlanych.
Czy gdy się zabiera głos na
temat hodowli, nie naletalo­
by p!"Zed napisaniem takiego
artykułu pewne sprawy wy­
jaśnić?
Parokrotnie powtarzała się
krytYka utycia do hodowli
oglerr. Kemala. Może będzie
słuszna, jeżeli ten koń okaże
się bezwartoŚciowym ogl.erem
w hodowli. Niemniej nie
motna zapominać, że ten
ogl.er ma rodowód taki, ja­
kiego taden koń w Polsce nie
miał i przypuszczam, że nie­
prędkO będzie miał, b:!l nas
nie stać na kupno, .konia o
znakomitym pochodzeniu.
Koń był kupiony "za grosze".
To, że w jednym roku pokrył
więcej klaczy nit Inne, to był
czysty zbieg okoliczności. By­
ły dwa ogiery, jeden ciętko
zachorował, drugi musiał
kryć. Warunki weterynaryj­
ne nie zezwałały na przesła­
nie ogierów z innych obiek­
tów. Silą rzeczy Kemal w
Jednym roku pokryl więcej
klaczy. potem "Stolica" pisze
o tym krytycznie.
To jest duta przykrość dla
hodowców - krytyka nie­
słuszna. Bo słuszna krytyka
niech będzie jak najczęściej,
niech będzie budująca. To
jest nieporozumienie. Teore­
tyczne przeslanki mogły być
takle, tl! ten ogier mógł być
ojcem znakomitych koni wy­
ścigowych. Na razie jego po­
tomstwo niczym się nie od­
znacza. Ale pamiętajmy, że
na ogół dostawał klacze o
bardzo niskiej Jakości.
Zgadzam się, że uatrakcyj­
nienie wyścigów motna osią­
gnąć przez system handłca­
powy. Teoretycznie - tak.
Ale wychodząc z założenia, że
WYŚCigi konne to przede
wszystkim selekcja koni, a
dopiero pótnleJ miła zabawa
w totalizatora, trzeba podkre­
ślić, te system handlcapowy
nie stwarzałby warunków se­
lekcyjnych. Handicapy na
Zachodzie nie są liczone ja­
ko gonitwy selekcyjne, bo
tam odgrywają rolę ró1ne
warunki, w jakich konie
startują. Konie o bardzo ni­
skiej wadze mogą wygrywać
wyścigi, a o bardzo wysokiej
wadze - przegrywać. .Jadąc
handicapami, przegralibyśmy
sprawę selekcji koni. Na Za­
chodzie w handicapach bie­
gaJą konie nltsze grupowo, a
w gonitwach otwartych, któ­
re są wysoko dotowane, bie­
ga czołówka, która nigdy w
handicapie nie bierze udzia­
łu. I trener nie przyjmie
wagi.
Druga sprawa: jak u nas
zrobić taki handicap z chwi­
lą. kiedy waga dŻOkejów nie­
raz nie pozwala na skorzy­
stanie z ulg? poza tym, któ­
ry z dotychczasowych koni
podjąłby wysiłek na 80 kg
wagi, gdyby handicaper tak
go ustawił? Nie neguję, że na
pewno wprowadzenie handi­
capów byłoby bardzo atrak­
cyjne, ale od strony technicz­
neJ jest trudne I nlezgodne z
zasadami selekcJI.
Trzecią sprawę, w pewnym
sensie, nasz prezes wyjaśnił.
Zdaje się, że tu jest pewne
nieporozumienie. Mnie trochę
nieprzyjemnie było, kiedy w
niektórych artykułach w
"Stolicy" o pewnych goni­
twach czytałem: "A Komisja
Techniczna w ogóle na to nie
zareagowała".
Działanie Komisji Technicz­
nej jest dwojakie. .Jedno to.
co się słyszy przez megafon,
te Komisja karze według
swojej dobrej woli. Ale jest
szereg działań Komisji Tech­
nicznej, które nie są ogłasza­
ne. Tam, gdzie są wypadki
podejrzane, przeprowadza się
wywiad, kontrolę. na trasie,
rozmowy z jeżdżcami, trene­
rami, wyjaśnienia. I mimo że
coś wydawałO się niejasnego,
nie dochodzimy do wniosku,
że udowodniono winę, że ko­
goś jut można karać. A na
łamach "Stolicy" czyta się,
że Komisja Tet'hniczna nawet
nie przesłuchała jeźdżców.
Były przesłuchania, ale Ko­
misja Techniczna nie mogła
z czystym sumieniem na 100
proc. powiedzieć, te to było
przekroczenie. Może to była
nieudolność jazdy?
Kto z takiej krytyki "Sto­
licy" najbardziej korzysta!
Korzysta niezadowolony
gracz. I to nie gracz, który
przyszedł dla przyjemności,
ale nałogowy hazardzista.
Twierdzi się wtedy, t.e Ko-
misja Techniczna jest mało
kompetentna. bierna a Jej de­
cyzje nie są autorytatywne.
I zaczynają się glosy: .. Mamy
poparcie "Stolicy".
Praca Komisji Technicznej
jest niesłychanie trudna, bo
człowiek musi opierać się na
fachowości, na sumieniu.
wnioskując tylko na zasadzie
obserwacji I przesłuchań. To
nie tak jak w sądzie. że jest
przewód sądowy od A do Z,
zeznają świsdkowie pod przy­
sięgą. To jest trudna rola.
wyczerpująca praca. I Jeżeli
co tydzień przychodzi taka
porcja krytyki, to nie jest
słuszne. Trzeba pozwolić Ko­
misji Technicznej pracować
nie w ten sposób, że znaJdU­
je się ciągle pod pręgierzem.
My nie możemy się tłuma­
czyć, udzielać Informacji. .Je­
steśmy ciałem niezależnym.
niezawiSłym od dyrekcji to­
ru i od publiczności. Komi­
sJa Techniczna może praco­
wać dobrze wtedy, kiedy jest
niezaletna. .Jeżeli będzie za­
letna od publiczności, od
graczy. to jej werdykty nie
będą funta klaków warte.
Wspołpracujmy, ale niech
współpraca nie polega jedy­
nie na krytyce, ktora w pew­
nym sensie może być szkod­
liwa (chociaż na ogol uwa­
tam, te może być też bardzo
korzystna,.
(d.('.n.)
REDAKCJA: uL llanzalkowska" OI-SH Warszawa. teL centraJi 21-50-Si. Redaktor Nacelay: Leszek Wysmaekl. WYDAWCA: WanDwslde Wydaw­
nictwo Prasowe BSW "Prasa-KsI�ka-Buch". uJ. WIejSka 1%, 00-450 Warszawa, tel 21-2'-11. WARUNKI PBENUMERATY: krajowa - dla czytelników
IndywldualDych - przez urzędy pocztowe oraz UstonosQ'. Moina rownleżdokonyw&ć wplat Da konto PKO Nr 1-1-1000%0 - BSW ,Prasa-KsIJlika-Ruch"
Ceu&rala Kolportatu Prasy' Wydawnictw, ul. Towarowa za, 00-8J' Warszawa. Prenumeraty przyJmoWlUle lIlI do 10 dola miesiĄca ·POPl"Zl.-dzaJJlcegO okm
prenumeraty: kwartalnie 31- zł. p6Irocznle 71 - zł. rocznle 151 - zł. Wszy stkie Instytucje paoslWowe I społeczne w kraju mOClł zamawla� prt:owoe­
rat� wylJlcznle za pośrednictwem miejscowych Oddzlał6w I Drlecatur RSW .. Prasa-KsI�ka-Bnch". Prenumerata za cranlą - przez RSW Prasa­
Ksi'łika-Buch", Biuro Kolportatu Wydawnictw Zagranicznych. ul. Wronia %3, 00-1'0 Warszawa, tel. 20-&1-11. Konto PKO Nr l-I-1_Z' o 'O pr� dro·
tej. Sprzeciat epemplarzy numerow zdezaktuaUzowanych, na uprzednie. pisemne zamówieale prowadzi BSW .,Prasa-Kslążka-Ruch". Centrala Kolpor-
tażn Prasy I Wydawnictw. uL Towarowa za. 110-13' Wanzawa. BękopIsów nie zam6w1ollJ'ch redakcja nie zwraca. Nr Indeksa I'J m
DBUIt: zaklady WkleatoclrukoweBSW "Prasa-�-Buch". ni. Okopowa 58/'1Z. I1-MZ WarszawL Zam. 173. H-S', 83.
15
		

/stolica1974_nr_07_17.02_s_16.djvu

			�
'.
Minęło 25 lat 00 śrnier­
c:i Juliusza Osterwy, Był
to wielki ezlowiek teatru.
którego pamięć żyć będzie
wśród pokoleń aktorskich.
Rozpiętość jego ról była
wielka. Od "Tajemnicze­
go Jamesa" w farsie, do
.. Księcia Niezłomnego" w
tragedii, Nie lubił się
charakteryzować. Gdy
grał Slaza w "Lilii Wene­
dzie" przvprawn sobie
wtedy duży, sztuczny nos.
To była jedyna, jak sądzę
rola, w której ·uciekał się
do tzw. dużej charaktery­
zacji.
Nie spotkałem człowie­
ka obdarzonego tak wiel­
kim wdziękiem i urokiem
osobistym jak Osterwa,
Wzrostu trochę więcej
ni7. średniego, chodził led­
wo dostrzegalnie kołysząc
się na boki. CigUl'ę miał
smukłą. o którą dbał zre­
sztą zrzucając w Kosso­
wie u dr. Tarnowskiego
:niepotrzebne kilogramy.
Uśmiech mial niezw"kle
ujmujący, choć lekko
szelmowski. Z <,alej pos-
tael łzachowania Oster·
wy promIeniował czar.
Będąc u szczytu karlery
aktorskiej mógł i wybie­
rał role dla siebie, prze­
nucał się z lekkością od
lekkomyślnych młodzień­
ców do poważnych mło­
dych tragików. a jednak
nie był w pełni zadowo­
lony. Jego duży tempera­
ment, pasja. nie miały
jeszcze pełnego ujścia.
pragnął b�'ć reżyserem i
pedagogiem.
Powziąl myśl o zaloże­
niu "Reduty". Parniętam
taką rozmowę. kiedy p. Ju­
liusz wspominał, kiedy ta
pierwsza myśl o powsta­
niu szkoły aktorskiej
powstała, Obserwował grę
genialnego aktora Boles­
ława Leszezyńskiego ... To
trzeba przekazać innym.
nauczyć młodych, stwo­
rzyć szkołę takie] właśnie
wspaniałej gry aktors­
kier.
Powstał Instvtut Redu­
ty dla początkujących ak­
torów - Wiercińskich,
Modrzewskich, Pągows­
kich, Woszczerowiczów.
Wilamowskich, Byrskich,
Damleckich i calej pleja­
dy innych. W dwadzieścia
lat po śmierci Osterwy
namnożvto się 'Wielu re­
dutowców.
Bardzo dużą rolę ode­
grał w pienwszych Jatach
,.Reduty·' Mieczysław Li­
manowskl z wvkształcenla
geolog, ale rozmiłowany
w teatrze: znajdujący w
swych improwizacjach na
temat)' roli i jak do niej
podchodzić ma aktol', nie­
spodziewane i nieraz nie­
zwykle trafne uwagi.
..Reduta" na pewno czę­
sto ciąż�'ła panu Juliuszo­
wi i spędzala nieraz sen z
jego powiek. ale jego ży-
•
ICNACY POTOCKI (t7:;O-I809) - pO.·lret. malowany przez Ma­
łeusza Tokarskiego (1747-1807). aklualnie znajduje się na wy­
Btawle .. Komlsja Edukaeji Narodowej I jej epoka" w Mu­
;leum Narudow)'m. Igna<'y PotockI. <1zlalacz pollt)'czn)'. wspol­
twórca Konst)'lucjt ;J Maja. b)'ł jedn)'nl znajaktywnlejszych
m go w
siebie, stojąc ZIl J,uli�mi
i lrz�'mając w ręku siwt'
Wąsy i blrliZCząCą. ł�'są )Jt'­
ł'ukCj Sforki. ZaC!zarQwan,r
"ięknem wielkiej poezji-i
Ilrokiem Ostet'w\' szed­
'ęm wolno na pięll'C) dl}
liktorSkiej gąrderoby. Nie
O<1z�'\\'Hłem się do kole­
gow, dQpóki dozO