/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_01.djvu

			t   

W  KWIACIARNI  NA  PIEKNEJ  

 I  I  

I  I  

.  ,  .  

 
.  'I  
II  I  
 
I  I  
I  :11  
III  
I  
,  
Ił  
I  i�  
I  
I  
,I  
I  
 I  
I  I  
 I  
 
I  
,  

Fot.  Jacek  Sielski  

I  I
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_02.djvu

			I  

 1  

U  E  

L  

HOGDAN  CHMIELEWSKI  

Wybitn)'  rzeźbiarz,  docent  w  Aka­  
demii  Sztuk  P1eknycb.  Od  lat  anga­  
łuje  sie  w  pracy  społecznej  w  Związ­  
ku  Polskicb  Artystów  Plastyk6w.  

Aktualnie  jest  członkiem  Rady  Ar­  
tystycznej  Okręgu  Warszawskiego  
ZPAP   

.;rest  autorem  licznycb  wybitnycb  
realizacji  rzeźbiarskicb  na  terenie  
kraju  i  za  granicą.  

W  roku  1'61  zaprezentował  na  wy­  
stawie  indywidualnej  rzeźby  -  por­  
trety  działaczy  rucbu  reWOlucyjnego.  

Dzieła  jego  były  wielokrotnie  na­  
gradzane  i  wyr6łmane  na  konkur­  
sacb  w  kraju  i  za  granicą,  w  tym  
m.in.  w  ·roku  1'58  w  konkursie  na  
pomnik  Bobater6w  Warszawy.  .;rego  
prace  znajdują  się  m.  in.  w  zbio­  
racb  Muzeum  Historii  Polskiego  Ru­  
ehu  Rewolucyjnego.  

ZDZISŁA  W  GORzyfiiSKI  

I  

Vk06czył  Konserwatorium  Krakow­  
skie  jako  uczefl  Władysława  :teleń­  
skiego.  Był  dyrygentem  Opery  w  
Krakowie,  rozwijajłlC  tywą  dzlałal­  
nośt:  operową  i  filbarmonijną.  W  tym  
teł  czasie  był  kierownikiem  orkiestry  
POlskiego  Radia.  

Od  lIMa  r.  był  kolejno:  Dyrektorem  
Opery  w  Poznaniu,  Paflstwowej  Ope­  
ry  i  Filharmonii  w  Warszawie,  przez  
okres  10  lat  Opery  w  Poznaniu.  W  
1HZ  r.  powr6clł  do  Opery  w  Warsza­  
wie  jako  dyrygent.  W  latacb  IH�  
był  dyrelltorem  muzycznym  odbudo­  
wanego  Teatru  Wielkiego,  a  w  łatacb  
IH'l-U  dyrektorem  aFtystycznym  
Teatru  Wielkiego   .lako  dyrygent  cie­  
szy  sie  dutym  uznaniem  tak  w  kraju  
jak  i  za  �ranic/ił.  Występowal  m.  in.  w  
WiedDiu.  Paryłu,  Austrii.  Hadze,  
Moskwie.  Lipsku.  Pradze,  Sofii,  Bu­  
dapeszcie,  Belpadzie,  Zagrzebiu.  

Odznaczony  najwytszyml  odznacze­  
niami  państwowymi.  

WŁADYSŁAW  HAfiicZA  

IN  

R  

Wybitny  aktor  polSki.  Od  1Sł8  r.  
pracuje  nieprzerwanie  w  Teatrze  Pol­  
skim  w  Warszawie.  

W  czasie  swojej  kariery  artystycz­  
nej  kreował  szereg  postaci,  z  kt6-  
rycb  większośt  zapisała  sie  na  trwa­  
łe  w  bistorii  polskiego  teatru.  

Władysław  Hańcza  w  swej  pracy  ar­  
tystycznej  nie  ograniczył  sie  jedynie  
do  aktorstwa.  Z  powodzeniem  reiy­  
serował  m.  in.  "Płaszcz"  Gogola.  
 W.esele  pana  Balzaca"   Iwaszkie­  
wicza,  "Dom  Carlosa"  Scbillera.  W  
swym  dorobku  posiada  wiele  uda­  
nycb  kreacji  filmowycb.  jak  np.  Bo­  
ryna  w   Cbłopacb",  Nowowiejski  w  
 Panu  WołodyjOWSkim",  Radziwill  w  
,.Potopie"  czy  Nardzewski  w  .,Popio­  
łacb".  

za  
OSI/iłgn.(cia  
artystyczne  został  
ubonorowany  wysokimi  odznaczenia­  
mi  państwowymi  oraz  nagrodą  I  stop­  
nia  Ministra  Kultury  i  Sztuki.  

IRENA  PIETRZAK-PAWŁOWSKA  

Profesor  bistorli,  długoletni  kierow­  
nik  Katedry  Hiatorli  Gospodarczej  
Polski  w  Instytucie  Historycznym  
Uniwersytetu  WarszaWSkiego,  autor­  
ka  prac  badającycb  sytuacje  gospo­  
darczą  Polski  XIX  i  XX  wieku.  Zl1a­  
komita  varsavianistka,  przeWodniczą­  
ca  Rady  Naukowej  .,Kroniki  Warsza­  
wy"  (od  początku  powstania  kwartal­  
nika),  aktywna  uC'Zestnłezka  sesji  
naukowycb  o  tematyce  warszawskiej,  
członek  KomiSji  Badania  Historii  Za­  
kład6w  Przemysłowycb  Warszawy.  

NajwYbitniejszą  pozycją  varsavia­  
nistyczną  w  dorobku  I.  Pietrzak­  
Pawłowskiej  Jest  redagowa'lUl  przez  
nią  praca  "Wielkoprzemyslowy  roz­  
w6j  Warszawy  do  1'111  r.".  (W-wa,  
1113  r.).  

JADWIGA  KWIATKOWSKA  

Iłłbliotekarka,  kustosz  -  znakomi­  
ta  apecjallstka  bibliotekarstwa  pow­  
szecbnego.  

Ma  powaine  zasługi  w  organizaCji  i  
rozwoju  warszawskiej  sied  bibliotecz­  
neJ.  w  prowadzeniu  przez  biblioteki  
 otwarteJ"  działalności  kulturalno­  
oświałoweJ.  Od   lat  związana  pracą  
zawodową  i  d&iałalnośch,  społeczno­  
kulturain..  z  dzielnicą  Praga  Połud­  
nie_  

Pod  jej  JrlerOWDictwem  aiet  biblio­  
tek  Pragi  Południe  wzrosła  z  &  do  3ł  
plac6wek.  kt6re  łączyf  zaczęły  trady­  
cyjne  formy  Udostepnianla  z  neroką  
działalnością  kulturalną  i  oświatowo­  
wycbowawczą.  

.ladwiga  Kwiatkowska  jest  znan   
działaczką  społeC'Zn   

 

WARS  AWY  1  

TADEITSZ  Ml\K"\RCZyJQSKI  

Nalely  do  �rona  weteran6w  pol­  
Skiego  filmu  dOkumentalnego.  Od  l!MS  
roku  tj.  od  czasu  debiutu  zrealizował  
ponad  50  film6w,  z  kt6rych  wiele  
uzyskalo  nagrody  I  wyrÓŻnienia  na  
festiwalach  krajowycb  i  zagranicz­  
nych.  

Od  początku  swej  działalności  tw6r­  
nej  T.  Makarczyński  jest  wierny  te­  
matyce  warszaWSkiej.  Pierwszy  film  
pt.  "Suita  warszawska"  zrealizował  
jut  w  IM&  r.  

Najznakomitsze  filmy  Makarczyń­  
skiego  poświecone  Warszawie  pow­  
staly  w  ostatnicb  3  latacb.  �romny  
sukces  odni6sł  film  pt.  "Kalendarz  
Warszawski"  pOkazujący  z  perspek­  
tywy  30  lat  pierwszy  powojenny  rok  
Warszawy.  

Aktualnie  T.  Makarczyński  pracu­  
je  nad  utworem  poświeconym  Pra­  
dze,  dzielnicy.  kt6ra  obok  znamion  
nowoczesnoŚci  zachowała  ostatnie  śla­  
dy  folkloru,  obyczaju  i  gwary  sta"rej  
Warszawy.  

w'ESŁA  W  OCHMA   

Jeden  z  najwybitniejszych  w  świe­  
cie  tenor6w.  Prace  zawodową  rozpo­  
czął  w  1160  roku  w  Operze  Sląskiej,  
gdzie  wslawił  sie  partią  Edwarda  w  
"Łucji  w  Lamermooru".  W  1"3  r.  
przeniul  sle  do  Opery  KrakOWSkiej,  
a  w  11M  r.  do  Teatru  Wielkiego  w  
Warszawie.  Stworzył  wiele  wybitnych  
kreacji  w  kraju  Jak  i  teatracb"  ope­  
rowych  eałelto  śwlata.  Walawil  aie  
między  innymi  rolami  tenorowymi  w  
 Tosc:e".  "Halce",  "Strannym  Dwo­  
rze",  "Carmen".  

za  panicą  wylltepowal  na  deskacb  
oper  Berlina,  Monachium,  Kanady,  
Stanów  ZJednoczonycb.  An«Iii,  Fran­  
Cji,  a  ostatnio  śpiewał  w  La  Scali  we  
Wloszecb.  

MICHAŁ  WOJEWODZKJ  

5  

Znany  dziennikarz  i  pUblicysta  o  
trzydziestoletnim  stażu  pracy  i  dzia­  
łalności  dziennikarSkiej.  CZłonek  Za­  
rządu  Gł6wnego  Stowarzyszenia  
Dziennikarzy  Polskicb.  Od  roku  IIMI,  
tj.  od  zalożenia  gazety.  nieprzerwa­  
nie  związany  z   Expressem  Wieczor­  
nym".  jako  redaktor  działu  spraw  te­  
renowycb,  dzialu  miejskiego,  z-ca  
red.  naczelnego,  a  od  rokn  Il1ł  -  re­  
daktor  naczelny.  

Nieprzerwana  praca  w  "Expressie  
Wieczornym"  na  trwałe  związała  Mi­  
cbala  Wojew6dzkiego  z  Warszawą,  
jej  wielkimi  i  małymi  problemami.  

Dużą  popularnośt  przyniOSły  Mi­  
cbałowi  Wojew6dzkiemu  dwie  jeco  
książki:  "Akcja  VI  -  VZ"  (wielokrot­  
nie  wznawiana,  serial  telewizyjny)  
oraz  "Na  tropie  Wunderwaffe".  Jest  
r6wnież  wsp6lautorem  ksiąiki  pt.  
 Sy:nowie  pułku".  

WŁODZIMIERZ  2DZIARSKI  

Inżynier  budowrudwa  lądowego.  W  
czasie  przeszło  Z5-letniej  pracy  OSiąg­  
nął"  bardzo  duże  doświadczenie  zawo­  
dowe  i  umiejetności  orltanizatorskie.  
Posiada  zdolnośt  bezkonfliktowego  
kierowania  podległymi  zespolami  pra­  
cownik6w.  

Swoją  pracą  zawodową  przyczynił  
sie  do  trwalego  kształtowania  obli­  
cza  współczesnej  Warszawy.  Kierował  
budową  m.  in.  takicb  obiektów  jak  
Hotel  EuropejSki.  Poczta  GI6wna  i  
dworce  kolejowe:  Sr6dmieście.  Po­  
wiśle,  Wscbodni.  

W  ostatnicb  latacb  był  kierowni­  
kiem  Zarządu  Budowy  Dworca  Cen­  
'ralnego.  loi.  Włodzimierz  :ldziarskl  
jest  czynnym  racjonalizatorem,  a  tak­  
że  aktywnym  działaczem  społecznym.  
M.  in.  od  111ł  r.  jest  radnYm  Rady  
Narodowej  m.  st.  Warszawy.  

WOJCIECH  :tUKROWSKI  

Literat,  działacz  społeczny  i  pam­  
twowy,  poseł  na  Sejm.  członek  Rady  
Naczelnej  ZBoWiD,  przewodniczący  
Komitetu  Solidarności  z  Ludem  Hisz­  
panii,  działacz  Związku  Literat6w  
Polskicb.  .Ieden  z  najwybitniejszycb"  
wsp6lczesnycb  pisarzy  polakicb.  Ma  
w  swym  boKatym  dorobku  powieści   
opowiadania,  reportaże,  baśnie,  sce­  
nariusze  filmowe  I  telewizyjne,  wier"  

Re.  

Debiutował  w  roku  lM&  tomem  wo­  
Jennych  opowiadań  .oZ  kraju  mlleze­  
nia".  

Niezwyklą  popularnoAt  przyniosia  
Wojciecbowi  :tukrowskiemu  powieśt  
"Kamienne  tablice".  

W.  :lukrowski  atykał  sie  z  War­  
szawą  już  w  czasie  walk  w  Im  r.  
zaś  na  stałe  związał  Bie  ze  stolicą  w  
1'51  r.  i  do  dziś  jest  Jej  mieszkańcem  
i  łarliwym  patriotą.
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_03.djvu

			LAUREACI  NAGRÓD  WARSZAWY  1915  

Do  tradycji  związanej  z  rocznic�  wyzwolenia  Warszawy  nalety  przyznawa­  
nie  nagr6d  za  wybitne  dla  miasta  zasługi.  Za  rok  1915  otrzymało  je  dzięsie(:  
os6b.  W  uroczystości.  kt6ra  odbyła  się  na  Ratuszu  udział  wzięli:  członek  
Biura  Politycznego,  I  sekretarz  KW  PZPR  .J6zef  Kępa,  sekretarz  KC  PZPR  
Wincenty  Kraśko,  kierownik  Wydziału  Kultury  KC  PZPR  -  Lucjan  Motyka  
oraz  przedstawiciele  świata  kultury  i  nauki.  Nagrody  wręczył  prezydent  
m.  st.  Warszawy  .Jerzy  Majewski.  

Laureat6w  Nagr6d  Warszawy  przedstawiamy  obok.  

Zdjęcia:  Jacek  Sielski  

Na  Cmentarzu-Mauzoleum  ŻOłnIerzy  Radzieckich.  gdzie  śpocZfłwają  prochu  
23000  tołnierzy  poległych  w  walce  o  Warszawę,  wartę  honorową  zaciągnęli  
tolnierze  WP,  a  po  uroczystości  zlotenia  wieńców  orkiestra  odegrała  hym­  

ny  -  Polski  t  Związku  RadZieckiego.  

Fot.  CAF  

W  aobotę,  J7  stycznia  przybyła  Warszawie  nowa  placowka  teatralna  pod  
dyrekcją  i  kierownictwem  artystycznym  Tadeusza  Łomnickiego:   Teatr  na  
Wolt   ,  który  zainaugurował  swą  działalność  inscentzacją  dramatu  Leona  
Kruczkowskiego   Pierwszy  dzień  wolności"  (10  retyserti  T.  Łomnick�go,  

scenografia  J.  Pałka,  oprac.  muzyczne  R.  Augustyn'.  

Fot.  J.  pokor.'Iki  

ROCZNICA  
WYZWOLENIA  
STOLICY  

I  

l'  

IOHA.TElOłll  
WAUU.WY  

 

'\  

Pod  pomnikiem  Bohaterów  Warsza­  
wy  na  placu  Teatralnym  odbyła  się  
uroczystość  skladania  wieńców  przez  

delegacje  Stołecznego  Komitetu  F  J  N  ,   

Warszawskiego  Okręgu  Wojskowego,  

ZBoWiD,  zakładów  pracy  dzielnicy  

Sródmieścłe  i  organizacji  młodzie:to-  

wych.  

Fot.  CAF  

TADEUSZ  KULISIEWICZ  
-  SWOJEMU  MIASTU  

I'  

I.  i  

 

W  przededniu  obchodów  31  roczni-  

cy  wyzwolenia  Warszawy  znany  ar­  
tysta  plastyk  Tadeusz  Kulisiewicz  
przekazał  jako  dar  dla  Warszawy  50  
swoich  rysunków  wykonanych  w  

pierWSZYCh  dniach  po  wyzwoleniu  

Warszawy  w  roku  1945.  W  siedzibie  

KW  PZPR  przyjął  artyst4:  ofiarują-  

cego  swe  Gzieła  dla  Muzeum  Histo-  

rycznego  m.  st.  Warszawy  członek  
Biura  Politycznego  KC,  I  sekretuz  
Komitetu  Warszawskiego  PZPR  .16-  
zef  Kępa,  dziękując  w  serdecznych  
słowach  za  cenne  dzieła  utrwalają­  
ce  obrazy  Warszawy  zniszczonej  woj­  
ną.  W  spotkaniu  uczestniczyli  także  

prezes  Zarządu  Warszawskiego  
ZPAP  Leon  MichallIki  oraz  sekre-  

tarz  KW  PZPR  Jolanta  Matuszewicz.  

I  

 

 

Fot.  H.  Jurko
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_04.djvu

			W  ZAMKOWYCH  WNĘTRZACH  

ZA  CZASÓW  

JAGIELLOŃSKICH  

(1)  

Wśród  licznych  dramatów,  których  historia  
nie  szczędziła  Zamkowi  Królewskiemu,  zabra­  
kło  miejsca  na  legendę  -  na  przykład  o  du­  
chach.  Chociaż,  jak  w  przypadku  innych  re­  
guł,  i  w  tej  można  znaleźć  wyjątek.  Otóż  do­  
kładnie  o  północy  (zgodnie  z  etykietą  obowią­  
zującą  wszystkie  duchy  świata)  z  7  na  8  sty­  
cznia  anno  domini  1569,  na  Zamku  Królew­  
skim  pojawił  się  duch  królowej  Barbary  Ra­  
dziwiłłówny,  w  jej  własnej,  królewskiej  
postaci.  No,  może  niezupełnie  własnej,  bo  już  
współcześni  odarli  tę  historię  z  efektów  nad­  
przyrodzonych,  sprowadzając  ją  do  wymia­  
rów  całkiem  realistycznych.  A  więc  sięgnijmy  
do  realiów.  

Po  śmierci  Barbary  Radziwiłłówny,  która  
zmarła  na  Wawelu  w  pół  roku  po  swojej  ko­  
ronacji,  Zygmunt  August  niechętnie  przeby­  
wa  w  Krakowie.  Wkrótce  przenosi  się  na  sta­  
łe  do  Warszawy,  gdzie  ku  powszechnemu  
zgorszeniu  szuka  zapomnienia  w  ramionach  
licznych  kochanek.  Warszawiacy  rozpowiada­  
ją  ze  zgrozą,  że  król  ma  w  sypialni  pięć  łóżek,  
a  w  każdym  po  pannie.  Taka  sytuacja  panuje  
ponoć  aż  do  chwili  ukazania  się  ducha  królo­  
wej.  Reżyserami  tego  wydarzenia  są  bracia  

Mniszchowie  -  Jerzy  i  Mikołaj,  którzy  w  ty­  
leż  efektowny,  co  pobudzający  wyobraźnię  
sposób  postanawiają  podsunąć  monarsze  cór­  
kę  zamożnego  mieszczanina  -  Barbarę  Gi­  
żankę,  
Gwarancją  powodzenia  ich  zamysłów  
jest  uderzające  podobieństwo  dziewczyny  do  
Barbary  Radziwiłłówny.  

Efekt  wywoływania  ducha  przeszedł  wszel­  
kie  oczekiwania.  Bo  też  scenografia  godna  by­  
ła  reżyserii:  czarnoksiężnik,  dymy  kadzidlane,  
blask  jedynej  świecy,  a  wszystko  to  w  kom­  
nacie  obitej  kirem,  na  życzenie  wdowca  zresz­  
tą.  Nic  więc  dziwnego,  że  gdy  nagle  ukazała  
się  w  tej  scenerii  postać  kobieca,  król  zanie­  
mógł  z  wrażenia  i  trzeba  było  interwencji  me­  
dyka,  żeby  przyszedł  do  siebie.  Ale  od  tamtej  
pory  w  jego  sercu  i  łożu  króluje  niepodzielnfe  
następna  Barbara.  I  zapewne  znowu,  wbrew  
wszystkiemu  i  wszystkim,  doszłoby  do  mał­  
żeństwa,  gdyby  nie  śmierć  Zygmunta  Augu­  
sta.  Tak  to  dworzanie,  kładąc  kres  królew­  
skiej  rozpuście,  omal  nie  napytali  swemu  mo­  
narsze  większej  biedy   

Niewiele  anegdot,  takich  jak  powyższa,  
przetrwało  we  wspomnieniach  związanych  z  
Zamkiem.  Usunęły  je  w  niepamięć  wydarze-  

Portret  Anny  Jagiellonkt  pędzla  nieznanego  ma­  
larza  z  XVI  wieku  

nia  historyczne  wielkiej  wagi.  One  to  spra­  
wiły,  że  Zamek  stanowi  swoistą  syntezę  na­  
-szych  dziejów.  Przy  obecnej  odbudowie  szcze­  
gólny  nacisk  kładzie  się  na  zilustrowanie  tych  
wydarzeń,  które  działy  się  w  poszczególnych  
salach.  Dawne  przeznaczenie  wnętrz  zamko­  
wych  będzie  sygnalizowane  przez  odpowie­  
dnio  dobrane  elementy  wyposażenia.  I  tu  ro­  
dzą  się  trudności,  albowiem  nie  zachowały  
się  do  dziś  żadne  inwentarze  ani  dokładne  
opisy  urządzenia  komnat  Zamku.  Dlatego  ze­  
spół  historyków  z  Oddziału  Muzeum  Narodo­  
wego  "Zamek  Królewski"  pod  kierownictwem  
kustosza  Jerzego  Lileyki,  powołany  do  prac  
nad  programem  wyposażenia  wnętrz,  poszu­  
kuje  niezbędnych  danych  w  opisach  uroczy­  
stości  odbywających  się  na  Zamku,  w  pamię­  
tnikach  i  różnego  rodzaju  relacjach  osób  
związanych  z  dworem  królewskim,  wreszcie  
-  przeprowadza  analogie  z  urządzeniem  in­  
nych  rezydencji  królewskich.  Program  ten  
jest  następnie  dyskutowany  1  zatwierdzany  
przez  Kuratorium  Zamkowe,  któremu  prze­  
wodniczy  prof.  dr  Stanisław  Lorentz.  

Pod  koniec  1976  roku  zostaną  udostępnione  
publiczności  pierwsze  zespoły  wnętrz:  sale  
parterowe  z  dawną  Izbą  Poselską  i  dawną  
Kancelarią  Sejmową  oraz  ciągiem  komnat  na­  
zwanych  Jagiellońskimi,  a  na  pierwszym  pię­  
trze  -  apartament  mieszkalny  Stanisława  
Augusta.  

Dawna  Izba  Poselska,  tzw.  sala  o  2  i  3  słu­  
pach,  kojarzy  się  z  okresem  przeobrażania  
się  Warszawy  z  książęcego  miasta  mazowiec­  
kiego  w  stolicę  jednego  z  
największych  
państw  ówczesnej  Europy  środkowej.  Oczywi­  
ście  pojęcie  stolicy  nie  było  wówczas  tożsa­  
me  z  treścią,  którą  dziś  podkładamy  pod  to  o­  
kreślenie.  Aparat  władzy  i  urzędów  kierują­  
cych  administracją  kraju  w  nowoczesnym  po­  
jęciu  powstaje  w  Polsce  dopiero  za  czasów  
Stanisława  Augusta,  ale  od  1569  roku  War­  
szawa  staje  się  siedzibą  dworu  królewskiego  
i  Sejmu.  De  facto  sprawuje  więc  funkcję  sto­  
licy.  

"Miejsce  sejmom  walnym  koronnym  w  Pol-  

KONIE  JÓZEFA  

I  

KOROLKIEWICZA  

Sympatyczne  malarstwo  Józefa  Korolkie­  
wicza  cieszy  się  powodzeniem  u  publiczności.  
Zainteresowanie,  życzliwość  odbiorców  zjed­  
nują  artyście  nie  tylko  wdzięczna  tematyka  -  
konie  i  ptaki  -  lecz  także  styl  malowania,  
jakim  ożywia  na  płótnie  swych  bohaterów.  
Jest  to  malarstwo  związane  z  tradycją,  ale  

4  

nie  naturalistyczne,  tylko  nowoczesne  w  środ­  
kach  wyrazu.  Silną  bronią  artysty  jest  kolor,  
którym  posługuje  się  precyzyjnie.  

Dwa  lata  temu  poświęciliśmy  nieco  uwagi  
twórczości  Józefa  Korolkiewicza,  pisząc  o  jego  
wystawie  w  Kordegardzie.  Obecnie  odwiedzi­  
liśmy  artystę  w  jego  pracowni  z  okazji  zdo­  
bycia  przezeń  Nagrody  Specjalnej  Jury  na  V  
Międzynarodowym  Biennale  pod  nazwą  
,,sport  w  sztukach  pięknych"  w  Barcelonie.  

Ten  sukces  polskiego  malarza  i  naszej  sztu­  
ki  miał  stosunkowo  małe  odbicie  w  prasie,  
a  zasługuje  na  podkreślenie.  

73-letni  artysta  jest  pełen  życia  i  w  naj-  

lepszym  okresie  swej  twórczości.  Gra  co­  
dziennie  w  tenisa  i  swym  optymizmem,  ży­  
wością  temperamentu,  może  imponować  lu­  
dziom  znacznie  młodszym  od  siebie.  Rok  1975  
był  pracowity  dla  Józefa  Korolkiewicza.  W  
kwietniu  i  w  maju  miał  wystawę  indywidu­  
alną  w  Parmie  -  "Circolono  DeI  Castellazzo  
dl  Malendriano'·  (30  prac),  we  wrześniu  i  w  
październiku  wystawiał  w  Bazylei  w  "Galerie  
Neubad"  (40  obrazów,  z  których  jeden  w  ko­  
lorze  reprodukujemy  obok).  

W  tym  roku  J  ózt>f  Korolkiewicz  malować  
będzie  serię  obrazów  koni  wyścigowych  peł­  
nej  krwi  angielskiej  i  czystej  krwi  arabskiej  
na  Służewcu.  (C)
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_05.djvu

			szcze,  jako  je  składać  mamy,  tak  już  Warsza­  
wę  na  to  naznaczamy"  -  mówią  słowa  Kon­  
stytucji  Sejmu  Lubelskiego  obydwu  uniowa­  
nych  narodów  -  Polski  i  Litwy,  z  dnia  11  li­  
sierpnia  1569  roku.  

Bywały  w  Warszawie  sejmy  również  przed­  
tem,  ale  od  tej  pory  będą  się  tu  odbywać  sta­  
le,  i  to  również  elekcyjne.  Po  unii  z  Litwą  
Kraków  znalazł  się  na  krańcu  rozległego  pań­  
stwa,  co  w  nowych  warunkach  geopolitycz­  
nych  było  nader  niedogodne.  A  Warszawa  le­  
ży  na  skrzyżowaniu  dróg  o  wielkim  znacze­  
niu:  wiślanej,  łączącej  z  morzem  środkowe  i  
południowe  połacie  kraju,  i  lądowej,  wiodącej  
na  wschód.  Nadto  w  dobie  polityki  bałtyckiej  
którą  prowadzili  Zygmunt  August,  Stefa�  
Batory  i  Zygmunt  III,  liczyła  się  dobra  łącz­  
ność  z  morzem.  Dość  wymownym  atrybutem  
stołeczności  było  też  przerzucenie  mostu  przez  
Wisłę,  co  jak  na  owe  czasy  stanowiło  nie  la­  
da  cud  techniki.  Jego  budowę  Zygmunt  Au­  
gust  zainicjował  zaraz  po  wstąpieniu  na  tron  
w  roku  1549,  a  do  realizacji  projektu  przy­  
stąpił  w  ostatnich  latach  życia,  na  rok  przed  
przebudową  Zamku  i  sprowadzeniem  się  na  
stałe  do  Warszawy.  Most  miał  m.  in.  pełnić  
rolę  symbolu  wielkiej  idei  ostatniego  Jagiel­  
lona  -  związania  obydwu  części  państwa  w  
jedną  całość.  

"To  jest  on  brzeg  szczęśliwy.  gdzie  na  
czasy  wieczne  Litwa  i  Polska  mają  sej­  
my  mieć  społeczne    

pisał  Jan  Kochanowski,  dając.  świadectwo  
dobrego  rozumienia  idei  monarchy  przez  
współczesnych.  

Izba  Poselska  obradowała  na  Zamku  Kró­  
lewskim  w  tzw.  sali  o  2  i  3  słupach  aż  do  
czasów  Jana  III.  Dawniej  sala  ta  była  podzie­  
lona  rzędem  filarów  na  dwie  nawy.  Tego  
układu  przestrzennego  nie  udało  się  przywró­  
cić  przy  obecnej  odbudowie,  dobrano  więc  
eksponaty,  które  mają  sygnalizować  jej  sej­  
mowy  charakter.  Również  sala  poprzedzająca  
Iz�ę  Poselską  będzie  jak  niegdyś  pełniła  fun­  
keję  
kordegardy.  W  centralnym  miejscu  Izby  
Poselskiej  stanie  fotel  marszałka  izby  z  sym­  
bolem  jego  władzy  _.  laską  marszałkowską.  
Za  fotelem  zostanie  ustawiony  stół,  przy  któ­  
rym  zasiadała  komisja  sejmowa,  zwana  wów­  
czas  deputacją,  zajmująca  się  spisywaniem  
praw  i  konstytucji.  

.  Ponieważ  nie  zachowały  się  ani  przekazy  
pisane,  ani  też  ikonograficzne  ukazujące  Izbę  
Poselską  w  XVI  i  XVII  wieku,  przy  doborze  
eksponatów  kierowano  się  jej  prawdopodo­  
bnym  wyglądem.  Wiadomo  tylko,  że  umeblo­  
wanie  był?  ilościowo  skromne;  dużo  wolnej  
przest�em  współcześni  pozostawili  dla  publi­  
czn.oścl,  która  przysłuchiwała  się  obradom  na  
stoJ�co�  zgodnie  z.  ówczesnym  obyczajem.  
Zna�dzle  się  tam  wiec  wielki  zegar  stojący,  
kobierzec  wschodni  przed  fotelem  marszałka  
arr�sy,  m.  in.  arras  z  herbami  Dymitra  Cha�  
leckiego  -  podskarbiego  litewskiego  który  
na  Sejmie  Pacyfikacyjnym  w  1589  r�ku  był  
marszałkiem  izby,  a  także  portrety  dygnita­  
rzy  koronnych  i  litewskich  i  królów:  Zyg­  
munta  III,  Władysława  IV  i  Jana  Kazimierza.  
C?  zaś  do  podstawowego  niegdyś  umeblowa­  
ma  -  ław  poselskich,  to  nie  zdecydowano  je­  
szcze  ostatecznie,  czy  zostaną  ustawione.  

Do  dawnej  Izby  Poselskiej  przyl�ga  tzw.  Sala  o  
jednym  �Iupie,  która   w  �ekach.  XVI  i  XVII  pełni­  
la  funkCję  KancelanI  SeJmowe).  .Jej  układ  archt­  
tektC!nlczny  w  postaci  jednego  filara  wspierającego  
krzyzowe  Sklepienie,  pOChodzi  z  początku  XVII  wie­  
ku.  W.  Kan�elarii  ur.zędował  marszalek  Sejmu,  zbie­  
I.:aly  SIę  tez  na  postedzenta  komisje  sejmowe.  Tak  
Jak  w  przypadku  IZby  Poselskiej,  również  na  te­  
mat  urządzenia  Kancelarii  Sejmowej  brakuje  współ­  
czesnych  danych.  Pierwsze  przekazy  dotyczące  wy­  
glądu  teg�  �nętrza  pOChodzą  dopiero  z  XVII  wieku  
i  one  własme  posłuzą  do  odtworzenia  jego  charak­  
teru.  Jeśli  idzie  o  Obiekty  muzealne,  to  postanowio­  
no  �e�sponować  tu  m.  in.  portrety  Książąt  Ma­  
zowle<:klCh,  albowiem  zar6wno  dawna  Izba  Posel­  
ska,  �ak  l  �ancelaria  Sejmowa.  mieszczą  się  w  
obr�ble  murow  gotyckich  tzw.  Domu  Wielkiego.  
gd.zl�  rezydowali  Książęta  Mazowieccy.  Znajdzie  się  
wsród  nich  pc;>rtret  rodzeństwa  -  książąt  Stanisła­  
wa,  .Janusza  I  Anny,  kt6ry  pochodzi  z  dawnego  
Rat�sza  Warszawskiego  i  przYPuszc7.alm�  stanowi  
replikę  portretu  zdObiącego  niegdys  jedną  z  sal  
Z�mku.  Elementem  dekoracji  wnętrza  będą  również  
poinogotyckie  arrasy,  a  meble  zostaną  utrzymane  
w  charakterze  pÓinogotyckim  lub  renesansowym.  
�rzy  dob�rze  eksponatów  starano  się,  by  mimo  ró­  
znorodnosci  tematycznej  nie  zakłóciły  one  kancela­  
ryJnego  charakteru  tegO  wnętrza.  

Sala  o  jednym  słupie  zamykała  ciąg  sal  użytko­  
Wanych  przez  Sejm.  SąsiadUjący  z  nią  zespół  
wnętrz  w  skrzydle  północno-wschodnim  zostanie  u­  
�zą�ZO�y  jako  tzw:.  Komnaty  Jagi�llońskie.  Znaj-  

Ulą  Slę  one  w  CZęSC1  budynku  wzmesionej  za  cza­  
sow  Zygmunta  Augusta.  Co  prawda  ich  układ  zo­  
stał  zmieniony  w  początku  XVII  wieku,  ale  kształt  

budynku  i  mury  magistralne  zachowały  się  z  cza­  
sów  jagiellońskich.  

Zygmunt  August  natychmiast  po  przeniesieniu  
swego  dworu  do  Warszawy  zabiera  się  do  przebu­  
dowy  Zamku  Objawiając  przy  tym  wielką  pasję  
budowlaną.  Angażuje  słynnego  pod6wczas  architek­  
ta  �łoskiego  Giovanniego  Battistę  Quadro,  który  
doptero  co  Ukończył  budowę  renesansowego  Ratu­  
sza  Poznańskiego.  Król  osobiście  kieruje  robotami.  
niecierpliwi  się  ich  powolnością.  Może  podświado­  
mie  przeczuwa,  że  śmierć  nie  pozwoli  mu  dokoń­  
czyć  dzieła.  

Jeszcze  za  jego  życia  poważnej  przebudowie  uległ  
Dom  Wielki:  na  parterze  urządzono  dużą  salę  dla  
obrad  poselskich  i  dwie  mniejsze,  przeznaczone  na  
jadalnię  i  przyjęcia  króla.  Na  piętrze  znalazła  się  
wielka  Sala  Senatorska  i  mniejsze  izby.  Dokonano  
przebudoWY  Wieży  Wielkiej  przylegającej  do  Do­  
mu  Wielkiego  oraz  wzniesiono  zupełnie  nowy  
obiekt  -  Dwór  Królewski,  usytuowany  w  miejscu  
gdzie  
późnie]  
stanęło  północno-wschodnie  skrzydł�  
Zamku  Waz6w.  

Po  śmierci  króla  w  1572  roku  prace  nad  renesan­  
sową  rezydencją  zamierają  aż  do  końca  wieku  kie­  
dy  to  wznawia  je  zygmunt  III.  Dopiero  w  wyniku  
przebudowy  za  jego  rządów  zamek  otrzymuje  swą  
Charakterystyczną  postać  nie  foremnego  pięciokąta.  
Swobodne,  indywidualne  formy  renesansu  wypiera  
teraz  z  Zamku  surowy,  monumentalny  "styl  Wa­  
zów",  Dwa  wschodnie,  nadwiślańskie  bloki  pozo­  
stawiono  w  formie  nadanej  im  przez  mazowieckie  
i  jagiellońskie  przebudowy.  Dobudowano  natomiast  
trzy  skrzydła:  p6łnocne  -  od  murów  Zygmunta  
Augusta  do  ul.  Swiętojańskiej,  zachodnie  -  wzdłuż  
pl.  Zamkowego  I  południowe  -  od  tegoż  placu  ku  
Wiśle.  Najwyższą  wieżę  zwaną  zygmuntowską  lub  
Zegarową  zbudowano  w  środkowej  osi  zachodnie­  
go  skrzydła.  Przeprowadzona  w  niej  brama  przelo­  
towa,  wiodąca.  na  dziedziniec  pięciOkąta,  stanowiła  
po  rok  1939  głowny  wjazd  do  Zamku.  

Co  zaś  do  urządzenia  zespołu  wnętrz,  któ­  
re  nazwano  Komnatami  Jagiellońskimi  to  
znajdą  się  tam  eksponaty  z  XVI  wi�ku:  
włoskie  meble  renesansowe,  arrasy  -  tak  
bardzo  charakterystyczne  dla  wnętrz  zamko­  
wych  z  tego  okresu,  portrety  Jagiellonów   
obrazy  i  przedmioty  reprezentujące  sztukę  
zdobniczą.  Pierwsza  sala  W  tym  zespole,  a  za­  
razem  pierwsza  W  ciągu  zwiedzania  Zamku,  
będzie  pełniła  funkcję  sieni  -  antykamery  
przed  pokojami  królewskimi,  z  rzędem  hala­  
bard  pod  ścianą,  które  niegdyś  dzierżyli  peł­  
niący  straż  halabardnicy  .  Następny  pokój  zo­  
stał  pomyślany  jako  Kancelaria  Królewska.  
Głównym  akcentem  będzie  tu  obraz  z  pierw­  
szej  połowy  XVI  wieku  przedstawiający  bit­  
wę  pod  Orszą.  Znajdą  się  tam  również  por­  
trety  pary  
królewskie]:  
Zygmunta  Starego  i  
królowej  
Bony.  Kolejne  pomieszczenie  zosta­  
nie  urządzone  jako  pokój  Zygmunta  Augusta.  
Wśród  przeznaczonych  tu  mebli  na  szczególną  
uwagę  zasługuje  okazały  renesansowy  kre­  
dens  roboty  francuskiego  mistrza  Jeana  Gou­  
jona.  Znajdzie  się  tu  oczywiście  portret  kró­  
lowej  Barbary  Radziwiłłówny  oraz  arrasy  
przedstawiające  sceny  z  wojen  Aleksandra  
Wielkiego.  Wśród  przedmiotów  związanych  
z  osobą  Zygmunta  Augusta  będą  m.  in.  księgi  
z  
królewskiego  
księgozbioru  ozdobione  super­  
ekslibrisem.  W  następnej  -  Sali  Przyjęć  sta­  
nie  tron  obity  czerwonym  aksamitem  a  na  

.  ścianach  zostaną  zawieszone  portrety  k�lejnej  
pary  królewskiej:  Stefana  Batorego  i  Anny  
Jagiellonki.  siostry  Zygmunta  Augusta,  a  tak­  
że  seria  arrasów  z  "Historią  wojen  Pompeju­  
sza",  wykonanych  przez  słynny  warsztat  bru­  
kselski  Franza  Geubelsa.  Arrasy  z  tej  serii  
ozdobią  przylegającą  do  sali  przyjęć  komna­  
tę,  która  zostanie  utrzymana  w  charakterze  
galerii  i  poświęcona  pamięci  Stefana  Batore­  
go.  Kolejny  pokój  będzie  urządzony  jako  ja­  
dalnia  królewska.  W  centralnym  miejscu  zo­  
stanie  tu  ustawiony  renesansowy  stół  włoski,  
a  przy  nim  jedno  tylko  krzesło  -  zgodnie  z  
zasadami  etykiety  obowiązującej  na  dworze  
Jagiellonów,  według  której  król  zawsze  jadał  
sam.  No  i  jeszcze  kilka  okazałych  kredensów,  
bogaty  zbiór  majolik  włoskich  i  arras  przed­  
stawiający  Wieżę  Babel  -  według  Martena  
Heemskercka.  Zygmunt  August  miał  w  swoim  
zbiorze  arrasy  o  tej  samej  tematyce,  wykona­  
ne  przez  tego  właśnie  mistrza.  Sciany  jadalni  
zostaną  poza  tym  ozdobione  portretami  ob­  
cych  monarchów  panujących  współcześnie  z  
Jagiellonami.  Ostatnią  salą  w  ciągu  Komnat  
Jagiellońskich  będzie  sionka  przed  Salą  o  jed-:­  
nym  słupie,  z  okazałym  arrasem  przedstawia­  
jącym  walki  zwierząt.  

Wspaniałe  komnaty  upamiętniające  postać  
Zygmunta  Augusta  -  ostatniego  z  dynastii  
Jagiellonów  -  będą  może  stanowiły  małą  re­  
kompensatę  za  to,  że  warszawiacy  komu  in­  
nemu  przypisują  ojcostwo  swojej  społecznoś­  
ci  i  że  kto  inny  od  lat  przeszło  300  patronuje  
miastu  z  kolumny  na  placu  Zamkowym.  Ale  
tak  to  już  bywa  w  historii.  I  nie  tylko   

EWA  DOBROWOLSKA  

-  

I  

I'  

Sygnet  Stefana  Batorego  
Arras  z  Zamku  Królewskiego  

I  
I  I  

i
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_06.djvu

			.  I  

i  
I  

I  

ZYGMUNT  KATUSZEWSKI  

IEOIA  IOC  

W  OKUPOWAlEI  
WARSZAWIE  

I  

Rozkaz  przyniósł  łącznik,  chłopiec,  który  
z  wyglądu  nie  miał  więcej  niż  .}at  16.  Rozkaz  
był  krótki:  "Stawi�  się  natychmiast  u  kapita­  
na".  -  Wiedziałem,  co  to  znaczy.  Byłem,  że  
się  tak  wyrażę,  używany  do  akcji  sporadycz­  
nych,  przede  wszystkim  samodzielnych  i  w  
z:wiązku  z  tym  -  wysterylizowany  z  kontak­  
tów  z  większą  grupą.  Całkiem  podobnie,  jak  
ów  inżynier  z  powieści  Anny  Seghers   Siód­  
my  krzyż",  który  współpracował  z  ,,Rote  
Front",  lecz  postawił  organizacji  ruchu  opo­  
ru  sprawę  jasno:  "Jeżeli  trzeba  będzie  zrobi�  
coś  bardzo  ważnego.  możecie  na  mnie  liczy�.  
Stały,  bieżący  kontakt  -  wykluczony.  Nie  na­  
daję  się  do  tego."  

Mieszkałem  wówczas  w  poprzecznej  oficy­  
nie  domu  przy  ul.  Brackiej  nr  8.  Mieścił  się  
tam  sklep  z  kanarkami  .j  rybkami,  którego  
właścicielka.  samotna  starsza  pani,  nota  bene  
folksdojczka,  współpracowała  z  AK  i  nie  za­  
mykała  w  nocy  drzwi  od  sklepu  na  klucz  tak,  
że  można  było  uciekając  w  
etemnośclach,  
znik­  
nąć  niepostrzeżenie  i  przez  jej  mieszkanie  za  
sklepem  wpaść  na  schody  kuchenne,  wiodące  
do  mego  mieszkania.  Prócz  tego  nigdy  nie  
miałem  kennkarty,  a  kieszeń  mej  kurtki  była  
przecięta  żyletką  przez  fachowca-złodzieja  w  
tym  celu,  abym  mógł  oświadczy�,  że  skradzio­  
no  mi  dokumenty.  Moja  karta  ewidencyjna  w  
miejskim  rejestrze  była  przez  urzędniczki  tak  
asekurow.ana,  że  nawet  w  rok  po  wojnie  nie  
ujawniono  jej  naszemu  milicjantowi,  który  po­  
szukiwał  mnie  jako  świadka   Odszukał  mnie  
wreszcie  przez  ewidencję  ZUS,  wychodząc  ze  
słusznego  założenia,  że  przecież  gdzieś  pracuję.  
Trochę  go  to  ubawiło,  ale  bardziej  mu  zaim­  
ponowało  i  nie  krył  tego  podziwu  jako  że  sam  

służył  w  partyzantce,   

Od  frontu  mego  domu  mieszkał  emeryto­  
wan!.  generał  Gruber,  jeszcze  z  austriackiej  
armil  Franc-Jozefa,  który  potrafił  ostro  in­  
terweniować  w  przypadku,  gdy  hitlerowski  
patrol  nocą  dobijał  się  do  bramy.  Wszystko  
zatem  grało,  do  tego  stopnia,  że  parokrotnie  
p!"Zysyłano  mi  na.  kilkudniowy  pobyt  ucieki­  
merów  z  Oświęcimia,  najczęściej  kolejarzy  
C!skarżonych  o  sabotaż.  Wia�  można  było  przez  
zelazny  płot  do  sąsiedniej  posesji  lub  przez  
murek  do  domu  przy  Nowym  Swiecie.  

Z  organizacji  znałem  tylko  owego  młodego  
łącznika  z  widzenia  oraz  kapitana  AK  który  
urzędował  na  pierwszym  piętrze  nad  bramą  
w  poprzecznej  oficynie  domu  przy  ul.  Chmiel':  
neJ  12  (�becnie  �utkowskiego).  Ow  kapitan,  
który  nosIł  w  swej  kwaterze  ·przepisowy  mun­  
dur  polski,  uprzedził  mnie,  że  w  razie  areszto­  
wania  przez  gestapo  mogę  nie  wytrzyma�  tor­  
tur  i  mogę  opisa�  gońca  d  jego  oraz  poda�  ad­  
res  na  Chmielnej.  Takie  ryzyko  było  przewi­  
dziane,  dom  był  obsadzony  przez  AK  miał  
wyjścia  na  ulicę  Hortensji  (obecnie  G6rskie­  
go).  na  ulicę  Szpitalną,  a  nawet  -  piwnicami  
-  na  Nowy  Swiat.  Zdaje  mi  się,  że  na  zaple­  
czu  tej  placówki  kryła  się  tajna  drukarnia.  

Zameldowałem  się  u  kapitana  o  godz.  19.  

Był  to  początek  maja  1943  roku  i  chociaż  do  
godziny  policyjnej  było  już  mało  czasu  nie  
przejmowałem  się  tym.  Często  musiałem'  cho­  
dzi�  po  nocy,  w  przypadku  zatrzymania  przez  
hitlerowski  patrol  zawsze  z  tym  samym  argu­  
mentem,  że  żona  chora,  a  ja  szukam  lekarza.  
Udawało  się,  jeżeli  byłem  niezbyt  oddalony  
od  domu,  czasem  musiałem  się  po  prostu  opła­  
ca�.  

.  Kap�tan  patr�ył  przez  okno  na  podwórze  
l  mówił  ro�kazuJąco  i  zwiętJ.e:  "Sypnięto  9-ciu  
naszych.  Listę  ma  esesman  Seifert.  Jest  teraz  
według  nasłuchu  telefonicznego  u  siebie  na  
ulicy  Bagatela.  Tu  jest  teczka  z  pieniędzmi  

,  

i  z  litrem  wódki.  Zgłosi  się  pan  do  niego  po  
koncesję  na  handel  nasionami  (w  owym  czasie  
pod  tym  pozorem  handlowano  zbożem).  Oczy­  
wiście  forsę  weźmie  i  palcem  nie  kiwnie.  Sta­  
ry  kawał.  W  godzinę  po  panu  zadzwoni  nasz  
żołnierz.  Seifert  musi  by�  już  pijany,  pan  
otworzy  drzwi.  Nasz  żołnierz  go  wykończy,  a  
listę  weźmle  pan  i  odda  szatniarce  hitlerow­  
skiej  tancbudy  na  Krzywym  Kole.  Stamtąd  
uda  się  pan  na  Mariensztat  (znów  podał  do­  
kład�y  adres)  i  zamelduje  o  wykonaniU.  Rany  
boskie!  Niech  się  panu  uda!  Listę  dostał  Sei­  
fert  tuż  przed  końcem  urzędowania  na  Szu­  
cha  (obecnie  al.  I  Armii  WP).  Nasz  konfident  
w  gestapo  jest  przerażony,  czy  on  też  nie  flgu­  
ru�  na  tej  liście.  ayłaby  to  niepowetowana  
strata.  Spiesz  się  pan.  Cześć!"  

Na  Bagatelę  dotarłem  rikszą.  Dom  zajmo­  
wali  hitlerowcy.  Na  podeście  pierwszego  pię­  
tra  stali  dwaj  oficerowie  Wehrmachtu,  mil­  
czący,  ze  znudzonymi  minami.  PopatrzyU  po­  
dejrzanie  na  moją  wypchaną  teczkę,  ale  mnie  
nie  zaczepili.  Na  mnie  zaś  ich  widok  zrobił  
bardzo  niemiłe  wrażenie.  Po  prostu  dękłein  
się,  że  moje  dotychczasowe  szczęście  zawiedzie,  
że  to  jest  jakiś  znak  ostrzegawczy.  Z  trudem  
opanowałem  się  przed  drzwiami  Seiferta.  

Zadzwoniłem.  Po  dłuższej  chwili  drzwi  się  
uchyliły  -  łańcuch  je  przytrzymywał  -  tęgi  
mężczyzna  w  białej  pod  koszulce,  munduro­  
wych  bryczesach  i  długich  butach,  wydycha­  
jąc  solidną  dawkę  alkoholu  ze  złością  zapytał,  
po  cholerę  go  nachodzę.  Twarz  mial  czerwoną,  
oczy  przekrwione,  zwracał  się  do  mnie  takim  
tonem,  jak  byśmy  się  przed  chwilą  rozstali.  
Teraz  byłem  już  spokojny.  Esesman  był  pija­  
ny,  mylił  twarze,  wziął  mnie  za  kogoś  innego,  
pewnie  znajomego  geszefciarza.  Wyciągnąłem  
z  teczki  paczkę  banknotów,  ale  on  musiał  doj­  
rzeć  i  butelkę,  bo  nagle  się  roześmiał.  zasza­  
motał  się  z  łańcuchem  i  wpuścił  mnie  do  
środka.  

Była  to  elegancka  kawalerka  -  wielki,  
dwuokienny  pokój  frontowy,  za  nim  łazienka  
i  WC.  Na  stole  na  środku  pokoju  stały  puste  
butelki,  walały  się  paczki  papierosów  i  resztki  
konserw  na  brudnych  talerzach,  śmiecie,  po­  
piół,  a  między  tym  pistolet.  �a  ścianie  wisiał  
ogromny,  kolorowy  portret  Hitlera.  

Esesman,  nie  pytając,  sięgnął  do  mojej  tecz­  
ki  po  wódkę.  Wprawnie  odbił  korek,  nalał  
płyn  do  szklanki  i  łyknął.  Twarz  mu  poezer­  
wieniała  jeszcze  bardziej,  ale  łaskawym  ge':'  
stem  pozwolił  mi  usiąść  na  krześle  obok  sie­  
bie.  Nawet  nalał  mi  trochę  wódki  do  małego,  
brudnego  kieliszka.  Znałem  już  na  tyle  hitle­  
rowców  -  że  od  razu  wyczułem  -  że  zapija  

jakiś.  dręczący  go  strach.  .  

Zaczęła  się  rozmowa,  pieniądze  oczywiście  
wygarnął  z  teczki  i  nie  licząc  rzucił  na  stół.  
W  miarę  jak  wódki  w  butelce  ubywało  -  był  
to  diabelnie  mocny,  ale  czysty  bimber  -  prze­  
skakiwał.  z  jednego  nastroju  w  drugi,  krańco­  
wo  przeciwny.  Albo  walił  mnie  przyjacielsko  
po  plecach,  albo  sięgał  po  pistolet  i  wyma­  
chiwał  nim,  na  szczęście'  z  pijacką  niekonsek­  
wencją  kierując  wskazująco  lufę  w  stronę  
portretu  swego  fiihrera,  jako  niedoścignione­  
go  idola.  Raz  nazywał  mnie  swoim  najlepszym  
przyjacielem,  za  chwilę  znów  -  ł»lndytą,  dia  
którego  on  nie  będzie  miał  litości  na  Szucha,  
bo  za  litość  -  nazywał  to:  ,,miękkie  serce"  -  
wysyła  się  na  front  wschodni,  a  stamtąd  -  
łzy  sypały  się  jak  groch  -  już  się  nie  wraca.  
Był  gotów.  ltiedy  zadiwięczał  dzwonek  
u  drzwi.  

Chwycił  za  pistolet  i  przycichł  z  przeraże­  
niem  w  oczach.  Nie  pozwolił  mi  otworzy�  sam  
zaś  pie  miał  siły  wsta�  z  krzesła.  Dz�onek  
diwięczał  parę  razy  zanim  Seiferta  nie  prze­  
konałem  nowym  łykiem  wódki,  że  świat  jest  
piękny,  a  za  drzwiami  czeka  urocza  kobieta.  

Ten,  co  wszedł,  był  D!łody,  na  głowie  miał  
czapkę  pracownika  elektrowni.  na  ramieniu  
torbę  z  narzędziami.  -  ,,sprawdzam  licznik"  
 powiedział  swobodnie.  

Wtedy  padł  strzał.  Wyrwałem  Seifertowi  
pistolet,  niestety  tamten  pochylał  się,  zanim  
podbiegłem  do  niego  leżał  zgięty,  przyciskając  
pierś  ręką.  Poczułem,  że  jestem  kompletnie  pi­  
jany  i  zupełnie  trzeiwy.  Coś  niesamowitego.  
Działałem,  jak  w  transie._  Ale  to  ranny  leżąc  
przytomnie  komenderował.  

Rozwaliłem  łeb  SeifertoWl  butelką.  Potem  
zaciągnąłem  go  do  łazienki.  -   li­  
sta    -  mówił  z  trudem  akowiec.  Znalazłem  
papier  z  ręcznie  wypisanymi  nazwiskami  i  ad­  
resami.  -  "Broń  do  torby"  -  szeptał  ranny.  
 jego  torbie  na  dnie  był  jeszcze  jeden,  jego  
pistolet.  

Zadzwoniłem  po  pogotowie  -  wiedziałem,  
że  jest  nasze.  Odpowiedziano  mi,  że  nie  mają  
benzyny.  Połączyłem  się  z  prywatnym  miesz­  
kaniem  dr  Konrada  Orzechowskiego,  dyrek­  
tora  szpitalnictwa  miejskiego.  Zorientował  się  
błyskawicznie.  -  "Zaraz  przyjedzie  karetka.  
Oczywiście  tyfus"  -  powiedział  spokojnie.  
Przyjechała.  Ani  lekarz,  ani  sanitartusze  ni­  
czemu  się  nie  dziwili.  Ranny  miał  przestrze­  
lone  płuco,  był  już  nieprzytomny.  -   Gdzie  
żelazko?"  -  zapytał  półgłosem  lekarz.  -  "W  
torbie  są  dwa  pistolety"  -  odpowiedziałem  
domyślnie.  -  "Jedziemy  na  Grochowską,  do  
Instytutu  Weterynarii.  Gdzie  pan  chce  wy­  
siąś�?  Jest  już  noc".  -   Na  mieście,  koło  po­  
stoju  dorożek"  -  odparłem.  Drzwi  z  zewnątrz  
lekarz  opieczętował  paskiem  papieru  ze  zna­  
kiem  hitlerowskim.  Naklejka  była  fąłszywa.  
Lecz,  jak  mnie  póiniej  poinformował  kapitan,  
hitlerowcy  przez  kilka  dni  omijali  mieszkanie  
Seiferta.  Bali  się  panicznie  ·tyfusu.  

.  Dorotką,  w  erernnośclaeh,  dotarłem  do  knajpy  
,.Pod  krzywą  latarnią"  i  oddałem  szatniarce  ową  
I1stę.  Lokal  był  pełny  pijanych  lot.nlków.  Jeden  
z  nich,  gdy  wychodziłem.  przyczepli  się  do  mnie.  
Ciągnął  mnie  za  k9łnierz  do  gestapo.  Znokautowa­  
łem  go  bez  trudu  na  Podwalu,  nawet  pod  gazową.  

umalowaną  na  niebiesko  latarnią.  .  

Zameldowałem  się  na  Mariensztacie.  Meldunek  
przyjęła  młoda,  bardzo  przystojna  pani.  -.  ..Nie  
chce  pan  pOSłuchać  ostatnich  wiadomóAci!  "WlaśnIe  
nasze  radio  pracuje"  -  zaproponowała.  ··  ••  Nle  -  za­  
protestowałem.  Chcę  zapomnieć  wasa   .adres"  -  

 ąozumlem"  -::-  odl»arła.  .  

Przez  czarne  Krakowskie  przedmieście·  szedłem  
P9woli.  wypatrując  rlłt'szy  lub  dorotki.  Niest.ety.  na  
jezdni  panowała  cisza.  Przed  hotelem  Europejskim  
na  chodniku  z  dala  zadudniły  pOdkute  buty  żandar­  
mów.  Załamałem  się  nerwowo  -  ruszyłem  wpros't  
na  patrol  I  w  ostatnim  momencie  podniosłem  rękę  
z  okrzykiem:   Hajtla   Odkrzyknęli.  przepuszczając  
mnie  między  sobą.  Choclat  kapitan.  kiedy  mu  o  tym  
opowiedziałem.  tylko  się  uśmiechnął.  po  dziś  dzień  
wspominam  o  tym  z  uczuciem  obrzydzenia.  Ale  cóż  

mogłem  Innego  zrobić!   .  

Na  rogu  ulicy  Traugutta  znów  mnie  zaczepił  pi­  
jany.  śmierdzący  tym  razem  nie  wódką.  a  eterem  
młody  ).ptnik.  Jedną  ręką  złapał  mnie  za  klapę  ma­  
rynarki.  drugą  usiłował  mnie  uderzyć  w  twarz.  
Chwiał  się  przy,  .tym  na  nogach  I  popiskiwał  fal­  
setem.  I  znów  był  nokaut.  Tym  razem  połączony  
z  kopnięciem  ponitej  pasa  za  tamto  "hajtla'·.  

Za  kościołem  Swlętego  Krzy  ta  trafiła  się  wresz­  
cie  dorotka.  Wsiadłem  rozdygotany.  prawa  pięść  
bolała  cholernie.  KOI\  tupał  bez  pośpiechu  w  stro­  
nę  Brackiej,  ale  ja  nie  byłem  spokojny.  Przyjecha­  
liśmy  jut  obok  restauracji   Savoy".  na  rogu  No­  
wego  Sw.iatu  I  Ordynackiej,  skąd  dochodziły  dtwię­  
ki  orkiestry  I  jarzyło  się  światło.  kiedy  tut  przed  
rogiem  ulicy  Chmielnej  z  obu  stron  doskoczyli  tan­  
darmt,  oślepiając  mnie  latarkami.  -  "Auswajs   -  
darli  się  jeden  przez  drugiego.  Sięgnąłem  machinal­  
nie  do  kieszeni.  Była  oczywiŚcie  pusta.  Z  oburze­  
niem  wykrzyknąłem  płynną  niemczyzną  -  rzadko  
mi  się  to  trafiało.  lecz  mózg  był  tak  zaalarmowa­  
ny.  te  pracował  bezbłędnie   "Dziewczynki  w   Sa­  
voy'u"  skradły  mi  portfel'"  -   Czekać'"  -  wrzas­  
nął  starszy  żandarm.  zeskakując  ze  stopnia  
doroż­  
ki.  -  "Sprąwdzlmy'"  -  Patrzyłem  z  niedowierza­  
niem,  jak  biegli  w  stronę  knajpy.  -   To  przez  to.  
te  od  pana  czuć  wódkę'�  -  zauwatył  spokojnie  do­  
rotkarz.  -   Z  którego  jesteś  pułku!"  -  zapytałem,  
przytomnlejąc�  -   Z  7-go  ułanów"  -   Galopem  na  
Bracką!"  -  rozkazałem.  Ruszył  z  kopyta.  

Na  Brackiej.  przed  moim  domem  uścisnąłem  mu  
rękę.  Nie  chciał  przyjąć  zapłaty.  -   Ale  te  szkopy  
głupie  -  powiedział  z  satYSfakcją.  -  Przecie:t  pan  
ma  zakrwawione  ubranie".  -  Nawet  nie  zdawałem  
sobie  z  tego  sprawy.  

A  rezultat  tej  akcji?  

Fakt,  że  9-du  było  uratowanych.  Niestety,  
ranny  żołnierz  umarł  na  czwarty  dzień.  Ja;  na  
piąty  dzień,  znów  zostałem  wezwany  do  kapi­  
tana  na  Chmielną.  "Zazdroszczę  panu  -  po­  
wiedział  smętnie.  -  Ma  pan  w  ciągu  30  dni  
zameldowa�  się  w  Jugosławii,  w  Serbii,  w  re­  
jOnie  gór  Homole  u  kapitana  Maciąga.  Przed­  
wczoraj  zrzucono  go  tam  na  spadochronie  z  
Bliskiego  Wschodu.  Pojedzie·  pan  przez  Ska­  
ryszewską  (tam  wysyłano  na  roboty  z  uUcz­  
nych  łapanek).  Wszystko  już  załatwione  i  opła­  
cone.  Dla  pewności  eskortowa�  pana  będzie  
zawodowy  atleta.  Piątkowski,  pseudonim   Ur­  
  Co  to  chciałem  jeszcze  doda�?_.  
Jest  pan  już  przez  gestapo  rozkonspn-owany.  
Ci  oficerowie,  których  pan  spotkał  na  scho­  
dach  u  Seiferta,  podali  dokładnie  pański  wy­  
gląd.  Ma  pan  charakterystyczną  gębę,  łatwą  
do  zapamiętania.  Musi  pan  zaraz  zniknąć  
z  Warszawy.  

Tak  się  stało.  Ale  to  już  inna  historia.
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_07.djvu

			WIECZORY  TEATRALNE  

OD  CZECHOWA  DO  GOMBROWICZA  

To  już  po  raz  jedenasty!  Jak  zawsze,  War   
szawskie  Spotkania  Teatralne  stały  się  sensa­  
cją  artystyczną  grudniowego  sezonu  stolicy.  
Mają  swoją  wierną  publiczność  zwłaszcza  
wśród  młodzieży,  która  gotowa  jest  noc  spę­  
dzić  w  kolejce  po  bilety  przed  pierwszym  
otwarciem  kasy.  Cudów  nie  ma.  Trzy  (a  w  
jednym  wypadku  dwa)  przedstawienia  nie  mo­  
gą  zaspokoić  wszystkich  chętnych.  Stąd  kwa­  
sy  i  rozczarowania.  

Rozczarowania  zresztą  są  też  udziałem  tej  
części  publiczności,  która  dostała  się  do  tea­  
tru.  Zawsze  na  Spotkaniach  trafiają  się  (dla­  
czego  -  któż  to  zgadnie?)  przedstawienia  sła­  
be,  a  nawet  bardzo  słabe  lub  takie,  które,  
okryte  już  zasłużoną  sławą  u  siebie,  na  sce­  
nie  stołecznej  zawodzą  (to  czasem  trudno  jest  
przewidzieć).  Ale  te  rozczarowania  wynagra­  
dzają  bestsellery,  gwoździe  sezonu  i  Spotkań.  
Czeka  się  na  nie  i  wypatruje.  

Na  inaugurację  ostatnich  Spotkań  poszła  
"Cyganeria  warszawska"  Adolfa  Nowaczyń­  
skiege  z  Teatru  Wybrzeże  z  Gdańska.  Sztuka  
napisana  w  roku  1911  przez  utalentowanego,  
sprawnie  władającego  słowem  autora,  który  
później  osławił  się  niechlubnie  odrażającą  pu­  
blicystyką.  Po  raz  pierwszy  wystawiona  po  
wojnie.  Odgrzebana.  z  archiwum  literatury  
i  otrzepana  z  kurzu  zapomnienia  przez  Stani­  
sława  Hebanowskiego.  Skomponowana  z  hi­  
storii  i  plotki  o  warszawskim  środowisku  cy­  
ganerii  artystycznej  z  połowy  XIX  wieku  z  
odniesieniem  do  czasów  młodopolszczyzny.  
Transponuje  autentyczne  postacie  malarzy  
i  poetów  (wśród  nich  jest  nawet  Norwid)  i  osa­  
dza  je  w  szeroko  rozbudowanym  tle  obycza­  
jowym.  Trudno  dziś  przebrnąć  w  czytaniu  
przez  tę  ogromną  sztukę-opowieść,  przez  jej  
poplątanie  w  naj  różniejszych  wątkach,  przez  
słowolejstwo  z  nawałem  kalamburów,  czasem  
dowcipnych,  ale  w  sumie  męczących.  Heba­  
nowski  nie  tylko  przebrnął  ale  i  wykroił,  od­  
rzucając  dwie  trzecie  tekstu,  całkiem  "nor­  
malną"  sztukę,  sensowną  teatralnie.  Powsta­  
ła  jakby  polska  wersja,  w  polskie  stosunki  
przeniesiona,  "Cyganerii"  Murgera  (znanej  też  
z  libretta  opery  Pucciniego).  Uzbrojona  pro­  
blematyką  stosunku  życia  i  sztuki,  demaska­  
cją  pustego  gestu  i  frazesu,  fałszywej  pozy  
wieszczenia,  niemożności  działania  skrywanej  
poza  szumnymi  słowami.  Przedstawienie  jest  
starannie  wyreżyserowane,  ładnie  wydobywa  
nastrój  poszczególnych  scen,  oszczędnie  obcho­  
dzi  się  z  kolorytem  rodzajowym,  ma  bardzo  
piękną  scenografię  Mariana  Kołodzieja  i  kil­  
ka  w  pełni  udanych  ról  aktorskich.  

Z  Gdańska  przenosimy  się  do  Wrocławia.  

Teatr  Współczesny  przywiózł  "Białe  małżeń­  
stwo"  Tadeusza  Różewicza  w  reżyserii  Kazi­  
mierza  Brauna.  To  przedstawienie  miało  bar­  
dzo  dobrą  prasę  we  Wrocławiu.  Stało  się  na­  
wet  tematem  pracy  magisterskiej  przygotowy­  
wanej  na  tamtejszym  uniwersytecie.  Niestety  
nie  mogę  -  i  nie  jestem  w  tym  odosobniony  
-  podzielić  tego  uznania.  Braun  pragnął  do­  
trzeć  do  głębszych  pokładów  tej  sztuki,  która  
już  drugi  sezon  świetnie  bawi  publiczność  
warszawską  w  Teatrze  Małym.  Nie  wyszło  mi­  
mo  kilku  udanych  pomysłów  inscenizacyjnych  
i  może  nawet  trafnej  koncepcji  ogólnej.  Nad­  
mierna  celebracja,  przeciąganie  pustych  pauz,  
nieporadne  aktorstwo  zabiły  to  przedstawie­  
nie.  

"Szkoła  błaznów"  Michel  de  Ghelderode'a  
z  Teatru  Nowego  w  Poznaniu  budziła  z  góry  
zainteresowanie  osobą  reżysera,  Conrada  Drze­  
wleckiego.  Znakomity  choreograf,  twórca  Pol­  
skiego  Teatru  Tańca  po  raz  pierwszy  zabrał  
się  do  reżyserowania  w  teatrze  dramatycz­  
nym.  Nie  ma  się  co  dziwić,  że  w  tym  debiucie  
oparł  się  przede  wszystkim  na  swoich  doś­  
wiadczeniach  baletowych.  Zresztą  pantomima  
i  taniec,  procesje  i  ceremonie  są  bardzo  waż­  
nym  elementem  ,,szkoły  błaznów".  Miał  więc  
tu  duże  pole  do  popisu  i  skorzystał  z  tego.  
Skomponował  całe  przedstawienie  w  zrytmi­  
zowanym  ruchu,  rytmowi  podporządkował  gest  
aktorów  i  układ  scen  zbiorowych,  stworzył  
spektakll  o  sugestywnym  wyrazie.  Do  tego  
świetna  malarsko  scenografia  Krzysztofa  Pan­  
kiewicza,  wykrzywiona  grymasem  potwornej  

groteski.  zabarwiona  trupią  metaforyką  do­  
skonale  przystaje  do  przedziwnego  świata  
Ghelderode'a  -  demonicznego  i  realnego,  uwi­  
kłanego  w  tragiczny  taniec  miłości  i  śmierci.  
Także  aktorzy  stali  tu  na  wysokości  zadania.  

Stary  Teatr  z  Krakowa  na  kolejnych  Spot­  
kaniach  Warszawskich  odnosił  triumfy.  I  tym  
razem  reżysera  i  przedstawienie  można  było  
darzyć  zaufaniem  na  kredyt.  Pisano  zresztą  o  
nich  wiele  i  bardzo  dobrze.  Jerzy  Jarocki  
i  "Wiśniowy  sad"  Czechowa.  Tak  się  złożyło,  
że  nie  widziałem  tego  przedstawienia  ani  w  
Krakowie  ani  w  Warszawie.  Pozwolę  więc  so­  
bie  zacytować  tu  opinię  o  nim  dobrej  znaw­  
czyni  Czechowa,  Natalii  Modzelewskiej    Dia­  
log"  nr  11/1975):   Uwolniono  Czechowa  od  
balastu  małego  realizmu  oraz  od  wszelkich  od­  
mian  naturalizmu  oj  dokumentacji  obyczaj  0-  .  
wej  -  od  tego,  co  było  mu  z  gruntu  obce,  a  
co  tak  długo  ciążyło  nad  jego  inscenizacjami.  
N�  z  rzeczy  materialnych  nie  zamlentono  tu  
w  symbol,  usunięto  nawet  sławetne  gałęzie  
wiśni,  zaglądające  ·przez  okna.  Symbolikę  za­  
stąpiło  lekkie  odrealnienie  każdej  postaci  -  
delikatne  napomknięcie  o  przemijalności  świa­  
 I  jeszcze:  sztuka  w  tym  przedstawieniu  
"stała  się  wielobarwnym  obrazem  losów  ludz­  
kich,  przez  okoliczności  splecionych  w  jeden  
węzeł;  opowieścią  o  bezradności  ludzkiej,  o  nie  
podjętych  działaniach  i  nie  spełnionych  na­  
dziejach,  o  biernym  uleganiu  biegowi  zdarzeń,  
o  goryczy  rezygnacji,  o  trudności  trwania  i  bó­  
lu  odejścia".  A  więc  duży  sukces,  także  sukces  
Ewy  Lassek  w  roli  Raniewskiej.  

Szczytowym  momentem  -XI  Warszawskich  
Spotkań  Teatralnych  była  "Operetka"  Witol­  
da  Gombrowicza  (polska  prapremiera)  z  Tea­  
tru  Nowego  w  Łodzi  w  reżyserii  Kazimierza  
Dejmka.  To  prawdziwa  rozkosz  oglądać  tak  
świetnie,  precyzyjne  w.  każdym  szczególe  
przedstawienie,  mistrzowsko  zrobione  z  zespo­  
łem,  który  przecież  nie  słynął  z  nadzwyczajne­  
go  aktorstwa.  Ta  "Operetka"  zebrała  ju*  wiele  
nagród  na  festiwału  wrocławskim,  w  Warsza­  
wie  wywołała  zachWyt  publiczności.  Pochwały  
musieli  wykrztusić-  nawet  skądinąd  niechęt­  
ni  reżyserowi  i  autorowi.  

Gombrowicz  dla  pokazania  "dramatu  formy  
ludzkiej",  który  go  niepokoił  w  całej  twórczo­  
ści,  wybrał  o�retkę,  jako  formę  naj  idealniej  
sztuczną  i  sztampową.  Sam  wyznał  w  ,,Roz­  
mowach"  z  Dominique  de  Roux:   Rafą,  o  któ­  
rą  rozbijały  się  moje  wysiłki,  było,  że  styl  

operetkowy,  bosko  idiotyczny  i  doskonale  skle­  
rotyczny  jak  wszystkie  monumentalne  i  skry­  
stalizowane  style  nie  toleruje  niczego,  co  by  
się  w  nim  nie  mieściło  bez  reszty.  W  operetce  
postacie  muszą  być  operetkowe  do  końca.  
świat  operetkowy.  mity  operetkowe,  a  ja  usi­  
łowałem  władować  w  nią  za  dużo.  Dopiero.  
więc  gdym  te  treści  zawarł  w  metaforach  ści   -  
śle  operetkowych,  jak  strój,  rewia  mód.  
wszystko  bardziej  składnie  mi  się  zamknęło",  

To  prawda,  ale  tylko  częściowa.  Kiedy  w  
sztuce  Gombrowicza  operetka  w  pewnym  
miejscu  staje  się  szalona,  kiedy  wdziera  się  w  
nią  wir  i  tragizm  historii,  konwencja  utworu  
nie  wytrzymuje  tego  
ctężaru.  
W  akcie  trzecim  
coś  się  psuje.  Teatr  może  to  trochę  poprawić,  
ale  nie  we  wszystkim.  W  pierwotnym  ujęciu  w  
Teatrze  Nowym  akt  ten  się  rozłaził,  zwróciła  
na  to  uwagę  krytyka.  Dejmek  również  doszedł  
do  tego  przekonania  i  gruntownie  go  przero­  
bił,  wzmacniając  pewne  akcenty  i  inaczej  je  
rozkładając.  Przedstawienie  na  tym  zyskało,  
mielizny  sztuki  w  pewnej  mierze  zatarły  
się,  
Rzadki  to  przykład  skromności,  solidności  i  sa­  
mokrytycyzmu  reżysera  i  to  w  dziele,  z  któ­  
rego  nieprzeciętnych  wartości  i  tak  mógł  być  
dumny.  

Dejmek  w  "Operetce"  raz  jeszcze  okazał  się  
mistrzem  w  scenicznym  kreowaniu  stylu  epo­  
ki  i  gatunku  teatralnego.  Z  niezwykłą  finezją  
i  lekkością  wydobył  w  słowie  i  ruchu  jakby  
esencję  "monumentalne�o  idiotyzmu  operetko­  
wego".  Bez  cienia  przerysowania  czy  kary­  
katury,  z  niezawodnym  smakiem,  znakomitym  
umuzycznieniem  przedstawienia,  prześmiesz­  
nym  ustawieniem  d  wybornym  prowadzeniem  
aktorów.  To,  co  zrobili  ze  swych  ról  nasi  daw­  
ni  znajomi  warszawscy,  Mieczysław  Voit  jako  
zidiociały  w  arystokratyzmie  Książę  Himalaj  
i  Andrzej  2arnecki  jako  rodaczający  szarmy  
Hrabia  Szarm  -  to  są  prawdziwe  arcydzieła  

ktorskie.  Ale  i  wszyscy  inni  działają  jak  W  
zegarku  -  niezawodnie  i  każdy  w  swoje]  
funkcji.  

Po  wyczerpaniu  superlatywów,  co  powie­  
dzieć  o  scenografii  (w  operetce  mówi  się  właś­  
ciwie  o  "wystawie")  Andrzeja  Majewskiego,  
który  wszystkie  wspaniałości  kiczu  skupił  w  
olśniewającej  syntezie?  No  i  muzyka  Tomasza  
Kiesewettera,  jeszcze  jeden  obiekt  dla  za­  
chwytów.  Swietnie  wpada  w  pastiszowy  ton  
operetki  z  belle  epoque,  roi  się  od  przezabaw­  
nych  dowcipów  w  analogiach  i  reminiseen­  
cjach,  w  przywoływaniu  kilku  taktowych  es-»  
tatów,  w  kontrastowych  układach  nastrojo­  
wych.  

To  wszystko  składa  się  na  dzieło  doskonałe,  

Rzetelny  teatr,  o  którym  będzie  się  długo  pa-  

miętało.  l  

AUGUST  GROOZICKI  

I  

operetka  Witolda  Gombrowicza  10  Teatrze  Nowym  10  Łodzi  10  ret.  Stanłalawa  Dejmka.  Na  zdJęciu  acen4  
zbtoro�  z  drugiego  aktu  Foł.  Andrzej  Brustman  
 
 
i  
 
c  
li,  li  
 
I  ,  

l  

I
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_08-09.djvu

			.  r  

I  
I  

II  

I  

II  

 

-  

 

 

I  

I'  

I  

-  

I  
II  

f  

.  l  

I  
'I  
·d  

I  

I
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_10.djvu

			I  

I  

Ir  liClAl  tillEIIII  
IZECZIIIIEI  luli'  
ZIIIIIA  

Trzeba  mieć  du!e  .po­  
ważanie  we  własnym  
środowisku  aby  móc  
rozstrzygać  jego  sporne  
kwestie.  Potrzebna  jest  
do  tego  także  znajomość  
ludzi.  Znany  dobrze  
warszawskiej  słu!bie  
zdrowia  dr  Michał  Swi­  
denld  posiada  te  przy­  
mioty.  Od  1951  r.  pełni  
kier-ownicze  funkcje  w  
warszawskim  lecznic­  
twie.  od  dyrektora  zes­  
połU  profilaktycznego  
dla  studentów  poczyna­  
jąc.  Przez  wiele  nutęp­  
nych  lat  był  zaat-:pcą  
a  następnie  dyrektorem  
stołecznego  wydziału  
zdrowia.  Ostatnio,  w  
zgodzie  ze  swoją  spec­  
jalnością,  jest  dyrekto­  
rem  Stołecznej  Przy­  
chodni  Stomatologicz­  
nej  l  głównym  specja­  
llatą  warszawskim  w  tej  
dziedzinie.  Minlater  
zdrowia  i  opieki  spo­  
łecznej  mianował  dr  
Swlderskiego  rzeczni­  
kiem  czuwającym  nad  
stroną  etyczną  pracow­  
ników  słu!bY  zdrowia.  
W  przypadku  Jej  naru­  
szenia  -  trzeba  przepro­  
wadzić  postępowanie  
dowodowe  I  wnioskować  
ukaranie.  Nie  są  to  spra­  
wy  łatwe,  nie  zawsze  
naruszenie  zuad  etyki  
ma  'posmak  przestępst­  
wa,  często  -ą  to  kon­  
flikty  wypływające  z  
cech  charakteru  lekarza  
nie  predysponujących  
go  do  tak  odpowiedzial­  
nego  zawodu.  Nie  wszy­  
stko  w  medycyole  da  
się  ująć  idśle  w  normy,  
od  og6lnego  podomu  
kultury  zalety  bardzo  
wiele.  (u)  

IIElIA  fAllAIIAI61  

W  wolną  IIObotę  przed  
gmachem  Warszawskie­  
go  Ośrodka  Kultury  
(Elektoralna  12)  ju!  o  
godz.  8  pełno  było  ludzi  
czekających  na  otwarcie  
giełdy  varsavianów.  O­  
prócz  kolekcjonerów  Ji­  
ctących  na  zdobycie  
najlepszych  miejsc  do  
ekspozycji  licznie   tawi­  
U  się  amatorzy  staroci  
chcących  kupić  do  domu  
jeden  lub  kilka  bibelo­  
tów.  

Najclekaw8zymi  oka­  
zały  aię  kolekcje  panów  
Ryszarda  SielSkiego  I  
Krzysztofa  SeUgi.  PI�r­  
wszy  z  nich  zaprezento­  
wał  butelkL  swą  historią  
związane  z  Warszawą  
-  a  więc  po  piwie  Ha­  
berbuscha,  po  napojach  
mlecznych  z  �grylu  
(dZisiejSZY  PGR  BrÓd­  
no).  po  musztardzie  Ma­  
tejaka  ltd.  Druga  ko­  
lekcja  Obejmowała  eks­  
librisy  nawet  te  bardzo  
rzadkie  -  synagogi  na  
Tłomackiem.  biblioteki  
przy  kościele  Swlętego  
Krzyża  I  inne.  

Wielu  wystawiają-  

cych  nie  chciało  aie  
rozstawać  ze  swymi  
zbiorami.  ale  byli  i  ta­  
cy.  którzy  prowadzlll  
wymianę  a  nawet  sprze­  
dawall  eksponaty.  Zda­  
niem  organizatorów  
�iełda  nie  spełniła  w  stu  
procentach  ookładanych  
w  niej  nadziel.  Liczono  
po  prostu  na  większy  l  
clpkawazy  wybór  kstą­  
żek  o  tematyce  war­  
szawskieJ.  Może  na  na­  
steDneJ  dełdzie  Dośwle­  
coneJ  nutom  i  sprawom  
muzycznym  wiece1  be­  
dzl�  rzeczy  zwią�nych  
z  planowanym  tematem.  

Kn  

Wlltl  IIWltCI  

"Chopin  I  jego  ziemia".  
-  A.  Zboraklego  jat  
pięknym  albumem  wy­  
danym  przez  Interpre   ;  
i  choć  kontuje  lIS  zł.  
w  hurcie  jest  jut  wy­  
czerpany.  Kolorowe  na  
wysokim  pOZiomie  fo­  
tografie  prowadzą  n8,l  
ku  miejscom  pobytu  
kompózytora.  ukazują  
pozostale  po  nim  pa­  
miątki  w  2ełazowej  Wo­  
II  l  w  Warszawie.  

Warszawskie  Wydaw­  
nictwo  "Interprea"  od  
pewnego  już  czasu  sta­  
je  slłł  coraz  powatniej­  
szym  konkurentem  dla  
innych  wydawnictw  pu­  
bUkująCYCh  popularne,  
krótkie  opowieści  bio­  
graficzne  o  sławnych  
ludziach.  Tym  razem  
zaprezentował  nam  opo­  
wleU  o  Marii  SkłOdow­  
skieJ-Curie  pióra  war­  
szawskiego  naukowca  I  
popularyzatora  01-  
derda  WoJaka.  Opo­  
wle�  zaczyna  się  od  
słów:   Maria  Skłodow­  
ska-Curie  była  od  naj­  
młodszych  lat  zwlllzana  

,  

I  

t  Warszawą",  i  da­  
lej  ukazuje  obrazowo  
polską  uczoną  w  jej  _ży­  
ciu  i  jej  pracy.  Koń­  
cowy  rozdział  zatytuło­  
wany  "Spadkobiercy"  
omawia  spadkobierców  
myśli  wielkiej  uczonej,  
kontynuatorów  badań.  
Fotografie  -  nie  naj­  
lepiej  wykc;mane,  a  do  
tego  błędy  w  podpisach.  
na  pttykład  w  zbioro­  
'OVeJ  fotografii  z  1899  r.  
Objaśnienie,  że  stoją  od  
lewej  -  Piotr  Curie,  
Maria  Curie,  gdy  tym­  
czasem  stoją  oni  od  
prawej.  Mała  rzecz  a  
wstyd  ł  (Kol)  

.llaicl  IZI  

MiejSkie  Zakłady  Ko­  
munikacyjne  ekaploa­  
tUJII  jut  plerwazą  partię  
tramwajów  typu:  15-N  
o  przeszklonym  nad­  
woziu  i  czterech  
drzwiach.  Nowe  wozy  a  
jest  ich  40  kursują  na  
wszystkich  Uniach  dziel­  
nicy  Wola.  Stopniowo,  
w  miarę  otrzymywania  
nowych  wagonów.  będą  
wprowadzane  i  na  inne  
Unie.  Do  końca  czerw­  
ca  br.  planowana  jest  
dostawa  dalsZYCh  10  
tramwajów  tego  typu.  

Ponadto  przybędzie  

Warszawie  około  200  
świetlnych  przystan­  
ków  tak  autobusowych  
jak  i  tramwajowych.  
Staną  one  w  Sródmleś­  
cłu  i  na  trasach  komu­  
nikacyjnych,  które  w  
najblltllZych  latach  nie  
ule�ną  przebudowie.  W  
wielu  miejscach  War­  
szawy  powstaną  też  no­  
woczesne  wiaty  przy­  
stankowe  takie  jak  na  
Trasie  Lazlenkowsklej.  
W  bieżącym  roku  planu­  
Je  sic:  ustawienie  około  
stu  takich  wiat.  

'Allil  I  IUC  I  'UC.I  
WAliZAl'  

Komiaja  Urzędu  Miej­  
skiego.  uatalajllC8  naz­  
wy  ulic  i  placów  war­  
szawskich.  jednll  z  uli­  
czek.  znajdujących  się  
niedaleko  WytazeJ  Szko­  
ły  Teatralnej  przy  ul.  
Miodowej  -  nazwała  
uUcą  Leona  Schillera.  
Towarzystwo  przyJacl6ł  
Warszawy  Oddział  Sród­  
mieście  dn.  II  U.topada  
11'lS  roku  zorganizOWałO  
wieczór  ku  czci  Leona  
SchUlera  w  Muzeum  
Narodowym.  W  wieczo­  
rze  wzic:lI  udział  prof.  
prof.  Aleksander  Bardi­  
nI.  Kazimierz  Rudzki  
oraz  J'erzy  Dobrzamki,  
kt6rzy  podzleUIi  sie  awo­  
Iml  wspomnieniami  oraz  
wspomnieniami  Erwina  
Axera,  Arnolda  Szyf­  
maoa.  Aleksandra  Matu­  
 StanIaława  
Młkulskle�o.  JerzeJ{o  
Za«ónkle�o,  Jana  Le­  
chonia  I  innych.  

Dzlałaln�  Leona  

Schillera  była  wszech-  

KOWSKA,  musyk  pedaaq,  
dlacoletai  pracownilE  Warsaaw­  
sldeco  Towarzystwa  MuaYCSlleao  
oraa  Polsldej   encJI  Prasowej.  
c:ałonek  SPA  Muzyk.  

II  Kl'udllla  -  ZDZISŁAW  ELWle­  
KI.  dlqolełoł  pracownlII:  biur  
projektowycb,  ocbnaczony  Srebr­  
BIl  OdSDalq  Odbudowy  Waraa­  
WY.  SrebrlUł  Odmalq  zasłnło­  
ny  dla  Budowuictwa  l  prze­  
mysłu  Materiał6w  Budowlanycb.  

12  grudnia  -  WACŁAW  KLAM­  
KA,  _sekretao  KB  PZPR  War­  
szawa-Sr6d.mieście.  odaJlacsony  
Złotym  Knyłem  ZUłuCi.  Złoq  
Odznakll  im.  �.  Krasickiego.  

21  lP'udDia  -  ,JADWIGA  GRA­  
BOWSKA.  dłuKoletni  pracownik  
UW.  SFOS,  NROW.  odznacsona  
Złotym  Krayt.em  zasłuci.  

1  crudDia  -  WIKTOR  ABRAMO­  
WICZ,  ini.  bud.  "dowego.  od­  
saacsouy  NacrGdJł  Pa6stwowII  I  
stopnia  w  dzIecIainie  tecbniki,  
Knyłem  Kawalenlrim  Orderu  
Odrodaeuia  Polski,  Złoq  Odma­  
Iq  .,Odbudowy  Waraawy".  

l  lP'udnia  -  ZYGMUNT  STANI­  
SłAW  BRAUN.  prof.  szkoły  śred­  
nieJ,  wycbowawca  i  wykładowea  
w  Tecbnikum  Budowy  Samucbo­  
d6w,  odSDacaony  Złotym  Kny­  
tem  zaSługi,  Złoq  Odsnalał  Ho­  
norow_  m.  st.  Warszawy,  Krsy­  
tem  Kawalerskim  Orderu  Odro­  
daenia  PolSki;  

2  lP'uduia  MARIA  NOWA-  

10  

,  

stronna.  jako  wielkiego  
reformatora  teatru.  
WspÓłpracował  z  Juliu­  
szem  Osterwą  w  Teatrze  
 Reduta".  był  dyrekto­  
rem  tea-tru  Im.  Wojcie­  
cha  BogusłaWSkiego  
przy  ul.  Długiej.  profe­  
sorem  Wyuzej  Szkoły  
Teatralnej  oraz  reżyse­  
rem  w  Warszawie.  w  
Krakowie  t  Lwowie.  Za­  
słynął  jako  twórca  sztuk  
ludowych  np.  "Pastorał­  
ka",  ••  Wielkanoc"  i  in­  
ne.  

Społeczna  jego  praca  
była  'Powszechnie  znana  
i  ceniona  jako  prezesa  
SPATiF-u.  Zmarł  25  
marca  1954  roku.  Pocho­  
wany  na  Cmentarzu  Ko­  
munalnym  w  Warszawie  
W  Alei  Zasłutonych.  

J.J.  Ulbr.  

CZUIIZIEIIlLECIE  
 SZPILEI"  

Z  okazji  jubileuszu  
czterdziestolecia  "Spi­  
lek"  w  redakcji  tygod­  
nika  Odbyło  się  .potka­  
nie  autorów,  współpra­  
cowników  l  sympatyków  
tego  pisma.  W  trakcie  
uroczystośct.  na  której  
obecni  byll  przedstawi­  
ciele  kierownictw  wy­  
działów  KC  PZPR:  Pra­  
sy.  Radia  I  TelewiZji  
oraz  reprezentanci  Mi­  
nbterstwa  Kultury  I  
Sztuki.  redaktorzy  na­  
czelni  warszawskiej  
prasy  jak  I  przedstawi­  
ciele  iwlata  kultury,  
zasłużonym  pracowni­  
kom  wręczono  odzna­  
czenia  państwowe.  

Z  okazji  jubileuszu  
nasza  redakcja  skiada  
pismu  naj  serdeczniej­  
sze  tyczenia.  Kn  

Kn  

.,  ł  

••  Z  •••  ZI  III  1"1.·'  

Wszystkie  (oprócz  ce­  
chu  spożywczego)  orga­  
nizaCje  cechowe  zrze­  
szone  w  Izbie  Rzemieśl­  
niczeJ  Stołecznego  Wo­  
jewództwa  Warszawskie­  
�o  biorą  udział  w  II  
O�ólnopolskim  Konkur­  
sie  .•  Zawsze  do  usług".  
W  drutelm  etapie  tego  
konkursu  wyróżniono  
dyplomami  252  zakłady  
rzemieślnicze  z  terenu  
stołecznego  woJewódz­  
twa.  Komlsja  oceniająca  
II  etap  konkursu  pod­  
kreWa  wśród  wyrół­  
nlonych  zakładów  ja­  
koś�  łwladczonych  u­  
sług  szczególnie  w  
trzech  zakładach  rze­  
mieślniczych:  J'6zefa  
Błońskiego  -  blachars­  
two  samochodowe  i  la­  
kiernictwo  piecowe  w  
Warszawie;  Michała  Go­  
laszewsklego  -  szklars­  
two  w  Waruawle  i  Ma­  
rli  Swie:tewskiej  -  kra­  
wiectwo  w  Pruszkowie.  
°  zakładzie  Józefa  Błoń­  
skiego  pisaliśmy  w  
 Stollcy··  przed  «lwoma  
laty  podkre61aJąc  Jakość  
i  terminowość  wykony­  
wanych  usług  oraz  kul­  
turę  ob8ługl  Wenta.  
Nasz  sygnał  sprzed  dwu  
lat  znalazł  odbicie  w  0-  
cenie  komlajl  Ogólno­  
polskiego  Konkursu.  
GratulUjemy  wyr6żnlo­  
nym.  

łata.  Ilr.l.  l.ryI  •••  
Władze  miejakle  po­  
większyłyostatnio  te­  
ren  plerwllZej  (tańszej)  
strefy  tar,yfowej  dla  

taks6wek.  przeeunlęto  
jll  m.In.  do  PowsIna  i  
Wilanowa.  do  Portu  
Lotniczego  I  Jeziorny,  
do  Rewolucji  Pa!dzler­  
ntkowef,  2wirkl  t  Wi­  
gury.  Księcia  J'an1Mza,  
do  Powązkowskiej  przy  
Tatarsklej'i  do  osiedla  
Chomiczówka.  Obecnie  
trwają  prace  przy  prze­  
suwaniu  tablic  w  miej­  
scach  zmiany  stref.  

I  ••  ,  II..  IsII,  ••  I-  
11.1111  ••  ,  

W  Otwocku  przy  ul.  

Kołłątaja  l  wmurowano  
ostatnio  uroczyście  akt  
erekcyjny  pod  budOWę  
nowego  domu  u!lł\l�ó­  
wo-handlowego.  Pow-­  
stanie  on  YI  niedłUgim  
czasie  w  większóicl  z  
dobrowolnych  świad­  
czeń  rzemiosła  teto  te­  
renu.  OgÓlny  kosz�  bu­  
dowy  ma  wynieść  około  
e  mln  zł.  Dwie  trzecie  
tej  sumy  pokryją  człon­  
kowie  zrzeszeni  w  sp6ł­  
dzielni  "Otwock".  

 lsl"arll.  

W  Warszawie  czyn­  
nych  jest  obecnie  101  
punktów  handlowych  
"Domu  Książki".  101  
księgarnią  jest  punkt  na  
Dworcu  Centralnym  o  
powierzchni  100  mi  na­  
stawiony  przede  wszy­  
atklm  na  obsługę  czy­  
telnika  przyjeżdżające­  
go  i  wyjeżdtającego  z  
Warszawy.  Nowa  pla­  
CÓwka  księganka  czyn­  
na  jest  całą  dobę.  (Wś.)  

 

domów  akademickich.  
mający  ponad  Ił  lat  
"Bratniak"  przy  pl.  Na­  
rutowicza  (od  ul.  Gr6-  
JeckleJ)  poddawany  Jest  
kapitalnemu  remonto­  
wi  połlłczonemu  z  mo­  
dernizacjlł.  Wymieniono  
okna.  podłogi.  Instala­  
cje,  wybudowano  nowe  
stropy  I  ścianki  działo­  
we  miedzy  pokoJami.  
Bedą  one  teraz  dwuoso­  
bowe.  JUłdy  pok6j  wy­  
posaży  sle  w  umywalke  
(do  tej  pory  nie  było  w  
pokojaCh  wody)  oraz  
aneks  �ospodarczy.  
Wszed.zie  bedlł  telefony  
z  ••  wyJściem"  na  miasto.  
Prosram  oKólnosocjal­  
ny  .,Bratniaka"  Poli­  
technika  Warszawska  
opracowała  wsp61nie  ze  
studentami  Wydziału  
ElektryczneKo.  którzy  
mieszkali  w  -tym  "omu  

i  po  remoncie  d06  wró­  
Cił.  Studenci  bardzo  in­  
teresujlł  sie  remontem  
swoje.:o  akademika.  
przepracowali  w  nim  
wiele  .odzin  przy  usu­  
waniu  .:ruz6w  I  teraz  
ZObowiązują  sie  do  prac  
porzlłdkowych.  Wsp6ł­  
praca  z  wykonawclł  -  
Miejskim  Kombinatem  
Modernizacyjno  -  Budo­  
wlanym  układa  sie  bar­  
dzo  dobrze.  inwestor  
jest  zadowolony  z  pracy  
ekip  remontowych,  co  
jest  raczej  rzadkością.  

NOWE  KOŁO  ZBoWID  

Zarządowi  DZielnico­  
wemu  Z.BoWID  -  Warsza­  
wa  Sródmteścle  przyby­  
ło  ostatnio  nowe  
.,Koło  Nr.  31  -  Związ­  
ku  BOjownik6w  o  Wol­  
noŚĆ  i  Demokrację  -  
przy  Urzędzie  Miasta  
Stołecznego  Warszawy".  

Członkowie  ZwiązkU  
na  zorganizowanym  ze­  
braniu  wybrall  Zarząd  
Koła  oraz  Komisję  Re­  
wlzyjnlł.  Prezesem  Ko­  
ła  został  kol.  Bolesław  
KolebSki  z  Woj.  Komi­  
tetu  ObronY.  a  prze­  
Wodniczącym  komlajl  
rewizyjnej  kol.  J'erzy  
Ziębicki  z  Wydziału  Ko­  
munikaCji.  

Nowy  Prezel  koła  
uprzednio  przewodni­  
czący  komitetu  organi­  
zacyJnego  -  w  refera­  
cie  swoim  wskazał  na  
zadania  I  obowiązki  sta­  
tutowe  stojące  przed  
Zarządem  i  waystkiml  
członkami  koła  a  głów­  
nie  na  pogłębianie  wśr6d  
członków  i  Ich  otocze­  
nia  -  uczuć  socjalis­  
tycznego  patriotyzmu  i  

wiernOŚCI  Ludowej  Oj­  
czyinie  oraz  wzbudza­  
nie  ducha  międzynaro­  
dowej  solidarności  z  
ludtml  innych  narodów  
walcząCYCh  o  pokÓj  I  
demokracjt:  oraz  o  na­  
rodowe  i  społeczne  wyz­  
wolenie.  

Zarząd  Koła  zamierza  
-  współdziałać  z  orga­  
nizacjami  politycznymi  
i  społecznymi  oraz  In­  
stytucjami  pańatwowy­  
.ml  w  dziele  socjallstycz-  

nej  budowy  kraju  I  
wzmocnienia  jego  ob­  
ronności,  prowadzić  
działalnoŚĆ  wychowaw­  
czą  wśród.  młodzieży  po­  
przez  popularyzację  po­  
stępowych  I  patriotycz­  
nych  tradycji  walk  na­  
rodowowyzwoleńczych  
oraz  w  łrodowLlku  włas­  
nym  -  przez  członków  
koła  -  chronić  pamiąt­  
ki  I  miejsca  związane  z  
walką  I  męczeństwem  
narodu  a  także  prowa­  
dzić  działalność  kultu­  
ralną  l  BocJalną.  

es.  S.)  

Sl�  ZA  ICEAI  

Mieczysław  FOKI  cie-­  
szy  się  wielką  popular­  
nością  I  estymą  u  Po­  
lonii  amerYkańskiej.  
Uekroć  wy8tępuje  za  
oceanem  jest  niezawod­  
nym  magn�m  dla  pub­  
llcznoici.  Na  zaprosze­  
nie  chicagowskiego  Im­  
presaria  Henryka  Mi­  
chalskiego  FQgg  uda  się  
jealenlą  -  do  Stan6w  
Zjednoczonych  i  Kana­  
dy  na  Idlkutygodniowe  
tournee  z  nowym  prog­  
ramem.  Leitmotlwem  no­  
wego  programu  są  frag­  
menty  fUmu  dokumen-  

talnego  poświęconego  

mlatrzowl  Foggowl  

,.sentymentalny  pan"  
(W  rety8erll  Ludwika  
Perskiego  według  wap6l­  
nego  scenariusza  z  Z.K.  
Rogowakkn).  którego  
poszczeg6lne  sekwencje  
rozgrywają  się  w  War­  
szawie.  J'esienna  wy­  
prawa  MieCZYSława  
Fogga  do  Ameryki  bę­  
dZie  nt.tą  w  bogatej  
k.rler�  "trubadura  
Warszawy"  wizytą  na  
tym  kontynencie.  

W  Słynnych  krośole­  
wIckich  zbiorach  mgr  
J'erzego  Dunln  Borkow­  
skiego  znajdziesz  wszys­  
tko!  Ostatnio  natknęlii­  
my  się  w  kolekcji  rę­  
koplaów  na  llat  Alek­  
sandra  Fredry  -  trzy  
strony  wypełnione  bar­  
dzo  drobnym  pismem.  
List  ten  adresowany  Jest  
do  dyrekcjl  teatru  w  
Krakowie.  Zwracamy  
uwagę  na  ten  ciekawy  
dokument  w  intencjl.  te  
mógłby  być  pokazany  
na  jednej  ż  wystaw,  ja­  
kie  będą  urządzane  w  
zwllłZkU  z  przypadają­  
cym  na  197.  r.  atuleclem  
łmtercl  mocarza  pols­  
kiej  komedll  narodowej.  
Dodajmy  nawlMem,  te  
mgr  Dunln  Borkowski  
jest  bohaterem  filmu  
dokumentalnego.  który  
zrealizował  Andrzej  
Szczepka.
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_11.djvu

			ZAKŁADY  OCHOTY  NA  ZAMĘK  KRÓLEWSKI  

,  I  

  

[In  
 OO1IDo  
Tr=�����ol�on��':�j�:��.1�::.::dM  

u  na  najlepszy  obiekt  roku   MISter  motno�  sprawniejszego  l  lepszego  

Warszawy  1975"  rozstrzygnięto,  przy-  zorganizowania  posiłkÓW  (stołówka  

znając  zaszczytny  tytUł  Dworcowi  przygotowana  do  wydawania  2000  0-  

Centralnemu  łącznie  z  jego  otocze-  biadów  dziennie  przy  pełnym  rozru-  

niem,  a  tytuły   Wicem1sterów"  zdo-  ehu  plus  1200  posiłkÓW  regeneracyj-  

były:  -  budynek  socjalno-adminlstra-  nych.  wyroby  garmateryjne  śniada-  

cyjny  Zakładów  Mechanicznych  im.  niowe  do  kiosków  i  bufetu)  oraz  pra-  

Nowotki  na  Forcie  Wola  oraz  Teatr  cy  kulturalno-oświatowej  (duża  sala  

Powszechny  na  Pradzie  przy  ul.  Za-  konferencyjno-odczytowa"  mniejsza  

moyskiego.  Ponadto  wyrótniony  zo-  przystosowana  do  prowadzenia  wykła-  

stał  pawilon  handlowo-usługowy  przy  dów,  pomieszczenia  dla  klubów  Itp.),  

ul.  Nałęczowsklej  ł9  w  osiedlu  mie-  Budynek  zaprojektowali  mgr  Inż.  J.  

szkaniowym  Wilanów.  Takte  zallcze-  Raczkowskl  z  poznańSkiego   Bipro-  

nie  do  tzw.  eliminacyjnej  dziesiątki  maszu"  (arChitektura),  mgr  L.  Jagiel-  

(Wizytowanej  i  ocenianej  w  terenie  ski  z  PSP  Poznań  (wnętrza)  oraz  mgr  

przez  jury  konkUrsu)  stanowi  &wo1stą  int.  M.  Sledzik  z   Bipromaszu"  (kon-  

formę  uznania  jaką  może  się  cieszy�  strukcja).  Wykonawca:  Przedsięblor-  

8  pozostałych  obiektów  tej   dziesiąt-  stwo  Budowy  Huta  Warszawa,  kie-  

ki"  wyłonionej  z  grupy  startujących  rownik  budowy  A.  Grudziń.lkl,  nad-  

w  konkursie.  zór  I  koordynacja  robót  mgr  inż,  J.  

Sam  "Mister",  obiekt  dworcowy  na  Węgrzynowski  z  ZM  Im.  Nowotki.  

skalę  europejską  porządkujący  zna-  

komicie  centralny  fragment  miasta,  Drugi  równorzędny   WIcemister"  -  

.  i  i  k  jl  k  Teatr  Powszechny  na  Pradze  za-  

o  swietnym  rozw  ązan  u  fun  c  0-  wdzlęcza  swą  'pozycję  (w  zasadzie  nie-  

munikacjl  jest  warszawiakom  dobrze  co  odbiegającą  od  wieloletnich  kry  te-  

znany.  Przypomnijmy  więc  tylko  

twórców  i  wykonawc�w   Centralne-  riów,  ponieważ  jest  obiektem  zmoder-  

J  l  f  j  b  nlzowanym  a  nie  wykonanym  od  no-  

go".  operu  ąc  zresztą  normac  ą  .  wal  zarówno  szczególnemu  znaczeniu  

skrótową.  

A  więc:  prOjektant  generalny  to  tej  placówki  dla  dZielnicy  Praga.  jak  

i  pozytywnemu  nowatorstwu  wyraża-  

inż.  arch.  Arseniuaz  Romanow  cz  jącemu  się  w  potraktowaniu  wnętrz  

z  zespołem;  autorem  konstrukcji  czę-  I  Ich  funkcjonalności  (bardzo  chwalo-  

ści  nadziemnej  jest  d'l"  Bohdan  Kol'  j  kt  

z  zespołem;  części  podziemnej  _  Inż.  ne  przez  dyre  ora  Teatru  Tadeusza  

Roman  Dug  z  zespołem;  wnętrza  za-  Każmierskiego  I  zespół  aktoreki)  oraz  

projektował  zespół  autorski  z  arch.  dObrej  robocie  budowlanych.  Duża  

Andrzejem  pańkowskim  na  czele;  sala  widowiskowa  ma  ł84  miejsca.  

projekt  otoczenia  dworca  wykonał  mniejaza  kameralna  1M  miejsca,  wy-  

znakomity  zespół  fachowców  z  Biura  Rodne  zaplecze  przedstawia  sic:  efek-  

Projektów  Budownictwa  Komunalne-  townie  i  estetycznie.  Głównym  pro-  

go   Stollca"  (estakada  i  drogi)  oraz  jektantem  przebudowy  jest  Inż.  arch.  

Jerzy  Gajewski.  kOlUltrukcja  -  inż.  

"Metroprojektu"  (przejścia  I  rondo  Jerzy  KrzyżanOWSki.  wnc:trza  projek-  

podziemne).  Generalnym  wykonawcą  tował  Andrzej  Styplń.lkl  z  PSP  War-  

było  Przedsiębiorstwo  Robót  Kolejo-  szawa;  generalny  wykonawca:  przed-  

wych  7.  sterujące  całokształtem  prac  slęblorstwo   Dźwigar",  kierownik  ro-  

realizowanych  przez  kilkanaście  

przedSiębiorstw  apecjallstycznych.  bót  inż.  N.  Lojewskl.  

Kierownictwo  budowy:  Inż.  Włodzl-  wyróżniony  dwukondygnacyjny  pa-  

mierz  Zdzla'rskl  i  Zdzisław  Danielak.  wilon  handlowo-usługowy  spełnia  swą  

Pierwszy  z   Wicemlsterów"  -  bu-  funkcję  ku  zadowoleniu  mieszkań-  

dynek  socjalno-admin1stTacyjny  Za-  ców  osiedla  Wilanów.  Mieszczący  się  

kładów  Mechanicznych  im.  Nowotki  tutaj  duży  SAM  rozwiązano  w  eposób  

-  usytuowany  przy  drodze  wjazdo-  dogodny  tak  dla  klientów  jak  i  ob-  

wej  do  Warszawy  jest.  niezależnie  od  sługi;  na  szczególną  uwagt:  zasługUje  

swej  roll.  dobrą  ilustracją  faktu  w  tutaj  zaprojektowane  z  dużą  dbałoś-  

jakim  stopniu  za,kłady  przemYSłowe  cią  zaplecze  socjalne  dla  załogi.  

mogą  również  współdziałał:  w  kBztał-  Projektantem  paWilonu  była  inż.  T.  

towaniu  krajobrazu  miasta.  Zewnętrz-  Nowakowska,  a  konstrukcji   inż.  S.  

nie  -  dobre  proporcje  bryły  i  efek-  LOjkuć,  konsultacja  Inż.  Z.  Mallckl.  

towna  elewacja.  wewnątrz  harmonlj-  Główny  wykonawca  KBM  Południe,  

ne  połączenie  wielu  potrzebnych  kierownik  budowy  St.  Wernickl.'  (KK)  

Po  Pradze  Północ  i  Południe  oraz  
20liborzu,  Ochota  jako  czwarta  dziel­  
nica  Warszawy  dokonała  wpłaty  12  
milionów  129  tys.  zł  na  fundusz  zam­  
kowy.  Kwota  ta  pochodzi  ze  składek  
robotniczych  i  sum  wypracowanych  
przez  załogi  zakladow  pracy  Ocho­  
ty.  List  informacyjny  l  o  akCji  
zamkowej  na  Ochocie  przekazał  
I  sek·retarz  KD  PZPR  tej  dziel­  
nicy  Henryk  Szablak  przewodni­  
czącemu  Obywatelskiego  Komitetu  
Odbudowy  Zamku  KróleWSkiego,  
członkowi  Biura  Politycznego  KC,  
I  sekretarzoWi  KW  PZPR  Jozefowt  
Kępie  na  specjalnym  spotkaniu  z  

Ubiegł)  lyu.l.1cn  mUl<łł  JJud  znakteru  
obchodów  31  rocznicy  wyzwolenia  
Warszawy.  którą  uświetniono  szere­  
giem  imprez  I  spotkań  (niektóre  pre­  
zentujemy  na  str.  3).  

Tradycyjnie  już  goś�ml  stolicy  byli  
przodownicy  pracy  i  najlepsi  żołnie­  
rze,  którzy  po  całodziennym  zwie­  
dzaniu  Warszawy.  poznawaniu  jej  
dziejów  i  dnia  dzisiejszego  spotkali  
się  w  Ratuszu  z  członkiem  Biura  
Politycznego  KC,  I  sekretarzem  KW  
PZPR  .Józefem  Kępą  I  prezydentem  
m.  st.  Warszawy  Jerzym  Majewskim  
oraz  członkami  egzekutywy  KW  
PZPR  i  kolegium  prezydenCkim  sto­  
licy.  

Również  w  Ratuszu  odbyła  się  uro­  
czystoś�  wręczenia  indywidualnych  i  
zespołowych  odznak  honorowych   Za  
zasługi  dla  m.  at.  Warszawy".  ..Zło­  
te  Syrenki"  otrzymało  160  osób  oraz  
kilkanaście  zakładów  pracy.  Wrt:cze­  
nia  odznak  dokonał  przewodniczący  
Rady  Narodowej  m.  st.  Warszawy.  
członek  Biura  Politycznego  KC.  I  se­  
kretarz  KW  PZPR  Józef  Kt:pa  I  za­  
stępcy  przeWodniczącego  Mieczysław  

udziałem  przedstawicieli  najWiększych  
i  najbardziej  wyróżniających  się  w  
zbiórce  na  Zamek  zakładów  pracy  
dzielnicy.  

W  liście  informacyjnym  aktywiści  
Ochoty  piszą:  

 Załogi  zakładów  pracy  I  instytu­  
cji  zgrupowanych  w  dzielnicy  Ocho­  
ta  przekazują  na  konto  odbudowy  
Zamku  Królewskiego  w  Warszawie  
sumę  12  129  tys.  zł.  Prosimy  o  przy­  
jęcie  tej  kWOty,  która  pochodzi  ze  
składek  załóg  oraz  zaoszczędzonych  
I  dodatkowo  wypracowanych  środ­  
ków  traktując  ją  jako  wyraz  troski  
naszego  -  społeczeilstwa  o  stworzony  

I.ubiński  i  Lr-staw  flarh'lskl.  Obec­  
ny  był  prezydent  m.  st.  Warszawy  
Jerzy  MajeWSki.  sekretarz  KW  PZPR  
i  wiceprezydenci  stolicy.  

Już  po  raz  dZiesiąty,  także  w  sto­  
łecznym  Ratuszu,  wręczono  nagrody  
 Dyplom  dla  Warszawy"  zwycięzcom  
konkursu  na  najlepszą  pracę  dyplo­  
mową  
studentów  
wyższych  uczelni  
związaną  z  potrzebami  miasta.  Lau­  
reatów  prezentowallśmy  w  nr.  2  
 Stolicy".  

Inauguracjłł   Dni  Warszawy"  w  
Wiedniu  było  otwarcie  wystawy  
"Warszawa  30".  którego  dokonali  -  
burmistrz  Wiednia  Leopold  Gratz  I  
prezydent  Warszawy  Jerzy  Majew­  
ski.  Odbyło  się  także  spotkanie  de­  
legaCji  Warszawy  z  Senatem  Wied­  
nia.  

Rozwoj  społeczno-gospodarczy  dziel­  
nicy  był  tematem  obrad  plenarnYCh  
KD  Praga-Południe.  w  których  ucze­  
stniczył  sekretarz  KW  Władysław  
Kata.  W  uchwale  wyrażono  uznanie  
załogom  zakładów  pracy.  dzięki  któ­  
rym  zadania  Ubiegłej  pięciolatki  
dzielnica  WYkonała  15  sierpnia  19'15  r.  

JUBILEUSZ  
JANA  
ŚWIDERSKIEGO  

Jan  Swiderski.  wYbitny  reżyser,  ak­  
tor  i  pedagog  ukończył  80  lat.  W  u­  
znaniu  )ego  wielkich  zasług  w  dzie­  
dzinie  żyda  artystycznego,  warszaw­  
ski  artysta  został  odznaczony  Krzy­  
żem  Komandorskim  z  Gwiazdą  Orde­  
ru  Odrodzenia  Polski.  Z  okazji  Jubi­  
leuszu  Jan  Swlderskl  otrzymał  wiele  
serdecznych  życzeń,  m.in.  od  I  sekre­  
tarza  KC  PZPR  Edwarda  Gierka  
i  Prezesa  Rady  Min1strów  Piotra  Ja­  
roazewicza.  Do  życzeń  dołącza  się  
i   Stolica'·.  życz�c  Jubilatowi  wielu  
jeszcze  twórczych  lat  dla  dobra  pol­  
skiej  kultury,  polskiej  sceny.  

Fot.  Fro11Cł8zek  Mystkowakł  

przez  pokolenia  dorobek  kultury  na­  
rodowej.  .Jest  to  symboliczny  dar  
ludzi  o  głęboko  patriotycznych  po­  
stawach.  ludzi,  którym  droga  ,Jest  
socjalistyczna  ojczyzna.  którzy  two­  
rząc  nowe,  zawsze  będą  aktywnym  
mecenasem  najcenniejszych  zabytków  
naszej  kultury  narodowej  I  ogólno­  
ludZkiej,  pielęgnUjąc  je,  odbudowu­  
jąc  I  chroniąc  dla  pokoleń  współ­  
czesnych  i  przyszłych".  

Na  zdjęciU:  spotkanie  10  KD  PZPR  
Ochoto.  

Foł.  H.  JUTko  

I  

i  I  

.   

AEG  

I   

UCZNIOWIE  I  NAUCZYCIELE  

Pozostały  nam  jeszcze  do  omówie­  
nia  jazdy  uczniów  l  amatorów  w  se­  
zonie  19'15  roku,  kontynuujemy  TOZ­  
ważania  z  numeru  3   Stolicy".  Nie­  
łatwo  wyróżni�  sprawiedliwie  kogoś  
wśród  uczniów  na  skutek  dużych  dys­  
proporcji  w  ilości  jazd.  Na  przykład  
A.  Tylicki  dosiadał  koni  82  razy.  L.  
Labuda  57.  podobnie  jak  S.  Gogolew­  
skI,  M.  Omelczuk  -  48.  ił  J.  pochwat­  
ka,  który  wydaje  Się  bardzo  zdolny  
tylko  11.  Jeśli  oko  nas  nie  zawiodło  
to  z  Labudą  łączyllbYŚJDY  większe  
nadzieje  na  przyazł�.  Podobał  się  
nam  R.  Warsz.  który  na  28  jazd  o­  
Siągnął  8  zwycięstw  -  wynik  dosko­  
nały!  Ma  on  serce  do  walki,  jak  to  
się  mówi  I  jest  już  nietle  technicznie  
zaawansowany.  Najgorzej  jest  z  jazdą  
uczniów  na  krótkich  dystansach,  
gdzie  panuje,  nie  wiadomo  dlaczego,  
mania  odCiągania  koni.  potem  jut  nie  
ma  mowy  o  wygranej  (na  przykład  

na  lłOO  m).  _  

Wydaje  nam  sic:,  fe  pewne  postępy  
uczyni1l  jetdźcy  amatorzy.  ale  naj­  
trudniej  jest  om6wi�  Ich  prace:  -  
startują  znacznie  rzadziej  od  dżoke­  
Jów  l  stale  na  koniach  różnej  klasy,  
To  co  ogólnie  można  powiedzie�  za­  
wiera  sic:  w  pOChwale  techniki,  nato­  
miast  z  taktyką  jeszcze  bywa  Tóżnie,  
zawodzi  też  niektóryCh  jeżdżców  ama­  
torów  kondycja.  W  każdym  razie,  

większa  częstotliwośl:  startów,  jak�  
Obserwowaliśmy  w  ezonle  19'15  roku,  
przyczyniła  się  do  polepszenia  Ich  u­  
miejętności.  zwiększenia  doświadcze­  
nia  I  bojowości.  Sądzimy.  że  E.  Wle­  
leżyńska  i  S.  Walotek  słusznie.  zaj­  
mują  ex  aequo  pierwsze  miejsce  na  
UlIcie  zwycięstw  (po  trzy),  wśród  
jetdtców  amatorów.  odpowiada  to  Ich  
kwalifikacjom.  Wieletyńaka  potrze­  
bowała  jednak  na  to  Ił  Jazd.  gdy  wa­  
lotek  osiągnął  ten  sam  Tezultat  w  8.  
Słabiej  niż  w  poprzednim  sezonie  
jeździła  M.  Olczak.  o  czym  świadczy  
zresztą  wynik  -  dwa  zwyclęstwa  na  
30  jazd.  100  procent  zwycięstw  osiąg­  
nęła  J.  Dragańska:  dwa  starty  -  dwa  
pierwsze  miejsca.  Wyrótnlamy  jeszcze  
doświadczoną  A.  Czyżewicz  (jedno  
zwyCięstwo  na  dwa  .tarty)  1  dobrze  
zapowiadającą  Bię  P.  Wodzlcką  (jedno  
zwycięstwo  na  cztery  starty).  W.  So­  
mer  dosiadał  13  Tazy  koni.  ani  razu  
nie  udało  mu  się  zwyclęży�.  sądzimy.  
że  w  tym  sezonie  przełamie  złą  passę.  
Nie  mamy  miejSca  na  scharakteryzo­  
wanie  pozostałyCh  jetdtc6w  amato­  
rów.  a  była  ich  spora  gromadka  -  
39  osób  (!).  Trenerowi  L.  Chatizowo­  
wi  należą  się  'Podziękowania  za  opiekę  
nad  nimi.  

   

Bardziej  skomplikowana  jest  ocena  
-trenerów,  suma  wygranych  pierw­  
szych  nagród  w  mniejszym  atopniu  
charakteryzuje  Ich  pracę.  z  racji  wie­  
lu  czynników.  które  na  te  zwycięstwa  
składają  się.  lub  przeciwstaWiają  się  
im.  WpraWdzie  obecny  system  czę­  
ściowego  proporcjonalnego  losowania  
koni  sprawiedliwiej  ustala  szanse,  ale  
umiejętnośCi  I  doświadczenia  trener­  
skiego  nie  da  się  ują�  wzrokowo  tak  
jak  dżokeja.  Praca  trenerów  pozostaje  
za  kul1saml.  Pierwsze  12  miejsc  w  
kolejnośCi  zwycięstw  w  19'15  roku  zaj­  
mują:  S.  Molenda  (G),  M.  Banlewlcz  
(łO).  M.  Zuber  (38),  S.  Dzięc1na  (48).  
S.  Głowacki  (37),  J.  KraJewald  (33).  
A.  Wallcki  (31).  W.  Chmlelarczyk  (30).  
L.  Chatlzow  (30).  D.  Kałuba  (30).  G.  
Klamar  (30).  M.  KTYslak  (30).  Poza  tą  
dwunastką  ze  znanych  trenerów  po­  
zostaU  J.  Palińaki,  P.  Czarnl.ecki,  M.  
Janlkowski,  M.  Stawski.  

S.  Molenda,  naszym  zdaniem.  za­  
służenie  przOduje  na  tej  llłcle  z  racji  
dużego  doświadczenia,  osiągnął  dobre  
wYniki  mimo  wycofania  z  konkuren­  
cji  jego  najlepszego  konia  -  Ddny.  
Duże  nadzieje  można  wlllZ8�  z  tre­  
nowaną  przezeń  Boemll.  kt6rej  starty  
w  wieku  dwuletnim  wskazują  na  
przyszłą  gwiazdę  toru.  S.  'Molenda  ma  
jedną  charakterystyczną  cechc:  w  pra­  
cy  -  potrafi  przygotowat  konia  na  
określoną  ważną  gonitwę.  co  podkreś­  
laliśmy  już  w  swych  komentarzach.  
w  prestiżowych  próbach  międzynaro­  
dowych  jest  to  walor  dużej  wagi.  M.  
2uber  i  S.  Dzięcina  są  trenerami  mło­  
dym  stażem,  0II1llgnęll  doskonale  re-  

zultaty.  które  zaWdzięczają  przede  
wszystkim  .mblcji  i  starannemu  
przygotowaniU  koni  do  wyścigów.  
Również  S.  Głowacki  uzyskał  w  tre-  

ningu  konl�ełnej  krwi  właściwe  
maksimum  te  o  co  ·mógł.  wygrywając  

między  inny  I  Derby.  Doświadczony  

M.  Baniewl  utrzymał  swą  WYsoką  

pozycję.  Do  owej  grupy  przedostał  

się  J.  Kraje  ki.  Stosunkowo  gorsze  
wyniki  uzysk  A.  Wallckl,  ale  praw­  
dę  mówiąc  n  e  miał  dostatecznej  ilo­  
ści  koni.  k�rymi  mógłbY  walczy�  
skutecznie  w  gonitwach  Imiennych  
czy  o  charall;terze  klasycznym.  

Dobre  rezultaty  osiągnęli  L.  Chatł­  
zow  i  D.  KałDba  TOZPOrządzający  na  
ogół  marnym.  końmi.  Trochę  nam  się  
tu  mieszają  konie  czystej  krwi  arab­  
skiej  z  końmi  pełnej  kTwl  angielskiej  
zaciemniając  obraz  bo  w  istocie  rze­  
czy  rywalizację  tych  pierWSZYCh  sZ8-  
cowa�  trzebanlżej  oceniając  pracę  
trenerów.  .J.  �aUńskl  miał  gorszy  se­  
zon,  nie  biegał  już  jego  Dipol.  Sądzi­  
my,  że  sezon  19'11  roku  będzie  szczę­  
śliwy  dla  P.  Czarnieckiego  ł  'M.  Ja­  
nikowskiego.  trenerów  młodych.  u­  
ZdOlnionych,  predestynowanych  do  
lePSZych  oslągnię�.  Także  21  miejSce  
na  liście  z  17  zwycięstwami  M.  Staw­  
skiego  wydaje  nam  aię  niewspółmier­  
ne  do  klasy  I  możUwości  tego  trenera.  
Tylko  13  zwycięstw  uzyskał  trener  
L.  Buldens  (przedostatnie  miejsce  na  
lUcie).  naszym  zdaniem,  jego  konie  
mogły  oslągną�  lepszy  rezultat.  

l,  

11
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_12.djvu

			.,  

,  

KALENDARZ  
PÓI.STULETNI  

W  oficynie  Państwowego  Insty­  
tutu  Wydawniczego  ukazał  się  
"Kalendarz  półstuletni"  zaopat­  
rzony  rzeczowym  i  w  miarę  wy­  
czerpującym  kometarzem  (wstęp  
i  opracowanie:  Bolesław  Baczko  
i  Henryk  Hinz).  Wyboru  tekstów  
dokonano  z  kalendarzy  z  drugiej  
połowy  wieku  osiemnastego,  a  
więc  z  czasów,  kiedy  "horyzont  
humanistyczny  kalendarza  w  la­  
tach  1750-1800  ewoluuje  od  sar­  
matyzmu  do  patriotyzmu  i  uni­  
wersalizmu.  Kulminacyjnym  PW1-  
ktem  tej  ewolucji  stała  się  pu­  
blicystyka  świeckich  kalendarzy  
politycznych  końca  lat  osiemdzie­  
siątych  i  początku  dziewięćdzie­  
siątych".  

W  większości  swej  kalendarze  
owego  okresu  dobrze  służyły  
sprawie  upowszechnienia  oświa­  
ty.  Czytelnik  mógł  się  z  nich  do­  
wiedzieć  o  odkryciach  Kopernika,  
o  poglądach  Woltera,  czytał  roz­  
prawy  naukowe  poświęcone  his­  
torii,  geografii,  naukom  przyrod­  
niczym.  Znaczna  część  kalenda­  
rzy  -  piszą  autorzy  opracowania  

oprócz  różnych  informacji  
przynosiła  liczne  dane  
dotyczące  
życia  publicznego  i  działalności  
J  
 
A  -  
I  
1  2  3  4  5  
6  
1  
2  
3  
f2  
4·  
3  
5  
6  
7  
8  
9  
10  
H  
11  
12  
13  
14  
15  
16  
17  
18  
19  
20  
 
 

ważniejszych  instytucji  politycz­  
no-państwowych.  Kalendarz  by­  
wał  także  nie  tylko  informatorem  
lecz  i  poradnikiem  praktycznym,  
encyklopedią  podręczną,  atrak­  
cyjną  książką  do  czytania.  

"W  ostatnim  ćwierćwieczu  o­  
siemnastego  wieku  -  czytamy  w  
komentarzu  -  pojawiają  się  co­  
raz  częściej  kalendarze,  które  
mają  niewiele  wspólnego  z  po­  
tocznymi  wyobrażeniami  o  wy­  
dawnictwie  tego  rodzaju.  Forma  
kalendarza  była  tylko  pretekstem  
do  krzewienia  określonych  infor­  
macji,  postaw  i  idei  wśród  szer­  
szej  publiczności    ).  Nie  należy  
więc  dziwić  się  zbytnio,  że  do  
pocztu  kalendarzystów  włączył  
się  również  np.  sam   Igna­  
cy  Krasicki".  

Oczywiście  duża  liczba  kalen­  
darzy  zawierała  treści,  kłócące  
się  ze  zdrowym  rozsądkiem  'i  ów­  
czesną  wiedzą.  Rozmaite  przepo­  
wiednie  i  wróżby  (np.  groźny  
dzień  30  kwietnia,  kiedy  się  Ju­  
dasz  narodził  lub  pierwszy  sier­  
pnia,  kiedy  Kain  brata  swego  za­  
·bił,  w  co  niektórzy  wierzyli  -  
nie  przyczyniły  się  do  upowszech­  
niania  oświaty).  

W  jakim  więc  stopniu  wiara  
we  wróżby  i  pseudonaukowe  
twierdzenia  (np.  obliczanie  po­  
wierzchni  piekła  wszerz,  wzdłuż  
i  w  głąb)  była  powszechna?  Na  
pytanie  to  nie  znajdziemy  ścisłej  
i  wyczerpującej  odpowiedzi.  Nie  
mogli  dać  jej,  rzecz  prosta,  auto­  
rzy  komentarza,  twierdząc  tylko,  
że  ,,0  uporczywości  owej  wiary  
we  wróżby  świadczy  również  i  
to,  że  niektóre  kalendarze  za­  
mieszczają  prognostyki  niemal  do  
końca  wieku,  mimo  iż  w  opinii  
publicznej  rzecz  jest  dostatecznie  
rozstrzygnięta"  .  

W  tym  komentarzu  nie  dodano  
jednak,  że  jeszcze  i  w  naszym  
stuleciu  dość  dużym  powodze­  
niem  cieszyły  się  podobne  publi­  
kacje.  I  nie  tylko  u  nas.  

Może  więc  warto  uzupełnić  o­  
bjaśnienie  wydawc6w  "Kalenda­  
rza  
półstuletniego"  
twierdzeniem,  
że  od  najdawniejszych  "czasów  
kalendarzowych"  wróżby  nie  
miały  w  Polsce  wśród  warstw  
oświeconych  łatwej  kariery.  

Oto  na  początku  siedemnastego  
wieku  Jan  
Żabczyc  
pisał:  

Dziś  -  piszą  -  będzie  pogoda,  
_  Aż  wnet  przez  rynsztoki  woda  
Bieży  do  futryny  pędem,  
Przeto  m  się  zbrzydził  tym  
błędem   

Ci,  którzy  o  tym  piszą  

W  swym  się  zdaniu  tak  
kołyszą,  
Jak  od  wiatru  słaba  trzcina.  

A  już  bez  żadnych  ceregieli  
piętnował  kalendarzowych  wróż­  
bitów  stary  Kochanowski:  "Kto  
kalendarzom  łgarzom  wierzy,  nie  

utyje.  -  Bo  cóż  są  minucyje,  je­  
no  mendacyje".  

Minucyje  to  kalendarze  z  pro­  
gnostykami,  a  mendacyje  to  po  
prostu  kłamstwa.  A  i  Wacław  
Potocki  podrwiwał  sobie  z  tych,  
którzy  wierzą  kalendarzom:  
  każdy  głupi.  -  Który  sobie  za  
swoje  pieniądze  dym  kupi".  

A  wracając  do  "Kalendarza  
półstuletniego",  Wybrane  teksty  
podzielili  wydawcy  tematycznie  
według  działów:  Miary  czasu  i  
prognostyki,  Dwory  i  polityka,  
Geografia  i  historia,  Historia  na­  
turalna,  Medycyna  i  ciekawości,  
Wiadomości  gospodarskie  i  se­  
kreta,  Mądrości  wierszem  i  prozą,  
Jarmarki,  Poczty,  Ogłoszenia.  

Ten  przejrzysty  układ  ułatwia  
czytelnikowi  lekturę,  nie  czyniąc  
jej  nużącą.  Owszem,  przytoczone  
teksty  czyta  się  z  dużym  zainte­  
resowaniem;  rzeczowe  przypisy  
wyjaśniają  tło  historyczne.  

W  rezultacie  wydanie:  "Kalen­  
darza  
półstuletniego"  
trzeba  o­  
kreślić  jako  cenną  inicjatywę  
wydawniczą.  W  końcowej  nocie  
czytamy:  "wybór  tego  właśnie  
półwiecza  nie  jest  przypadkowy.  
Jest  ono  specjalnie  interesujące,  
ponieważ  było  okresem  gwałtow­  
nego  zderzenia  zacofania  i  trady­  
c�i  szlachecko-sarmackiej  z  idea­  
łami  Oświecenia,  które  przynie­  
SłO  narodziny  nowoczesnej  umy­  
słowości   (Kalendarze  
te)  stanowią  rodzaj  źródła  histo­  
rycznego  w  osobliwy  sposób  u­  
przywilejowanego"  .  

T.  S.  

POZIOMO:  1)  Maurycy  

(1804-34),  publicysta  i  dzia­  
łacz  polityczny,  patron  ulicy  
Ochoty.  2)  flisacy   miejsce  
Obiadów  Czwartkowych.  3)  
Bożena  Krzywobłocka.  autor­  
ka  Historii  warszawskich.  4)  
muza  patronująca  poezji  mi­  
łosnej   slusarski  lub   ,  
twórczy.  5)  zimny  łobuz   

 

7  

8  9  10  11  12  13  1�  13  16  17  1819  20  

6  

17  

20  

g  

pachnie  nią  blaga.  6)  rozma­  
wia  gestami   przywódca  
powstania  chłopskiego  w  ro­  
ku  1846_  8   Rysunkowa,  
istniała  w  Warszawie  w  l.  
1865-1920  (przekształcona  w  
MiejSką  Szkolę  Sztuk  Zdob­  
niczych  i  Malarstwa)   wiech  
(ale  nie  Wiech)  _  10)  tytuł  
wiersza,  z  którego  pochodzą  
słowa:  Krzyk  jak  strzęp  
krwawy_  l  cisza,  cisza.  która  
się  wzmaga   Uwaga!  Uwa­  
ga!"  .'.   popularna  gra  w  
karty.  12)  pododdział  rozpo­  
znawczy   krok  od  przesytu.  
14)  hiszpański  wójt   zale­  
canki.  16)  dzwonią  janczary,  
wokół  lśni  śnieg   jeden  z  
pułków  
walczących  
w  Po­  
wstaniu  Warszawskim  na  te­  
renie  Mokotowa.  17)  ojciec  
teatru  polskiego.  18)  filtr  w  
aaszyrn  organizmie   biały  
lub  czarny.  19)  narciars.ki  
szlak  zjazdowy.  20)  dawna  
jednostka  pojemności  ciał  
sypkich   �.  wyrazów  pozio­  
mych.  

PIONOWO:  1)  jego  pomnik.  
wzniesiony  z  inicjatywy  Sta­  
szica.  stoi  przy  Krakowskim  
Przedmieściu   kryptonim  
akcji  zbrojnej  przeprowadzo­  
nej  przez  żołnierzy  Szarych  
Szeregów  26_03_1943  r.  2)  wy­  
biny  historyk  i  biograf,  mie­  
szkał  przy  ul.  Długiej  (dziś  
na  domu  tablica  pam1ąt1«lwa).  
3)  ostawtona  twierdza  war­  
szawska   jeden  z  dwu  war­  
szawskich  'Zjazdów  ludzi  nau­  
ki  potsklej.  4)  Robotniczy  
Klub  Sporowy  (lub  Polak  
starej  daty)  _  5)  rnauka  o  me­  
lodii   taniec  staropolski  (ni  
to  polonez,  ni  mazur).  7)  in­  
strument  muzyczny   po­  
szly  w  1a8_  9)  pani  Helmer  
Ibsena   cUugouchy  upar­  
ciuch.  11)  plamy  na  futrze  
pantery   produkcyjna  lub   
honorowa.  13)  spójnik,  do  
siedzenia:  miasto  nad  Jez.  
Jeziorak   At.  15)  bies   
obóz  harcerski.  16)  wie  wszy­  
stko.  11)  z  rynny   gar.  18)  
opiekun  muzealnych  skarnów.  
19)  urządzenie,  w  którym  gaz  
przemienia  się  w  ciecz   
morele.  20)  delikatesowy  
małż.  

DzikIe  kaczki  krzyżówki  w  
Łazienkach  

Fot_  Wiktor  Pawłowski  

Litery  -z  ponumerowanych  
kratek,  czytane  kolejno,  u­  
tworzą  hasło-cytat  z  wier­  
sza  Lucjana  Szenwalda.  

Ren  

Pomiędzy  czytelników,  któ­  
rzy  w  ciągu  10  dni  od  daty  
ukazania  się  pisma  nadeślą  
-  na  kartach  pocztowych  
z  dołączonym  kuponem  -  
rozwiązanie  krzyżówki  i  ha­  
sła,  rozlosujemy  BONY  
KSIĄZKOWE.  

ROZWIĄZANIE  
KRZy:l;OWKI  
Z  NRU  48  

"Warszawa  jako  pięknośc  
w  pełni  rozwinięta".  

POZIOMO:  l)  lira  -  koks_  
2)  Swierczewski.  3)  Ząbkow­  
ska.  4)  Warszawianka.  5)  
Krasicki.  6)  sepia.  7)  chata,  
8)  strop.  9)  gmerk.  10)  potok,  
U)  ćwiek_  12)  waran,  13)  ano­  
da.  14)  Złota.  15)  Pedro.  16)  
imaginacja.  17)  Marchlewski.  
18)  dziewosłęb.  11)  rękawicz­  
nik.  20)  katalepSja.  

PIONOWO:  1)  Powązki.  2)  
świadectwo  -  mazia.  3)  Tar­  
gowa.  4)  Perskie  Oko  -  gle­  
ba.  5)  koniaki.  8)  schab  -  
Niobe.  8)  zenit  -  całus.  10)  
asani  -  ambra,  12)  lizak  -  
kroki.  14)  Rabka  -  Chiwa_  
16)  goniec  -  piewca.  17)  ha­  
mowanie.  18)  Obsesja  -  de­  
sant.  11)  torreador.  20)  sta­  
nIca  -  opieka.  

NAGRODY  

Za  prawidłowe  rozwiązanie  
krzyżówki  z  .nru  48  nagrOdy  
książkowe  (bony)  wylosowa­  
li:  Beata  Jońska  -  Soko­  
łowsko,  Zofia  Sawicka  -  
Warszawa,  .Janina  Smoliko­  
wska  -  Mllanówek,  Wanda  
Rymgayłło  -  Zamość,  Kazi­  
mierz  Orlik  -  Samoklęski,  
Marcin  Waleriańczyk  -  Lesz­  
no,  .Jadwiga  Pliszka  -  Gru­  
dziądz,  Wacław  Tomaszew­  
ski  -  Słupsk,  .Janina  Bara':  
nowa  -  Jarosław,  Jerzy  Ga­  
jewski  -  Warszawa.
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_13.djvu

			1  

2  

 

 

l.  Stare  scenki  warszawskie  wprou:udZU)11  nus  te  ,:US(  "ój  IJoUny  Szwaj�IlT­  
sklej,  czy  rendez-vous'w  Łazlenkacll  w  takt  piosenek  ówczesnych  kabaretów.  

Z.  Spokojne  i  sentymentalne  tańce  par.,.  

I  

II  

I  I  

3.   ••  ł  całych  zespolów,  

3  

Zd1ęcłt:t'  Jacek  Sielski  

I  

I  
,I  

ł  ,  

I  

 

I
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_14.djvu

			PLUTARCH  WARSZAWSKI  

"BYĆ  UŻYTECZNYM  DLA  INNYCH"   

Był  człowiekiem  wybit­  
nym,  działał  w  wielu  dzie­  
dzinach  życia,  pozostawił  
po  sobie  znaczny  dorobek  
naukowy  a  efekty  jego  
działalności  w  WarS:tawie  
widoczne  są  po  dziś  \izień.  
Staszic�  choć  nie  warsza­  
wianin  z  urodzenia,  W  tym  
właśnie  mieście  s'pę(łżił  
wiele  lat  swego  życia,  lat  
wypełnionych  
intensywną  
i  jakże  owocną  pracą,  
Epoka,  w  której  przys�()  
mu  działać  nie  należała  do  
spokojnych,  obfitowała  w  
wiele  ważkich  dla  nasze­  
go  narodu  wydarzeń.  Sta­  
nisław  Staszic  był  ich  
świadkiem,  a  wielu  z  nich  
jedną  z  .,dramatis  per­  
sonae".  Do  Warszawy  zje­  
chał  w  roku  i  788  w  wieku  
już  dojrzałym,  mając  33  
lata.  Nie  zabawił  wówczas  
w  stolicy  zbyt  długo,  bo  
ledwie  2  lata.  Owczesne  
uwarunkowania  politycz­  
no-społeczne  nie  pozwo­  
liły  mu  
rozwinąć  
działal­  
ności  stosownej  do  jego  
wykształcenia  i  zdolności.  
Mieszczańskie  pochodze­  
nie  Staszica  zamykało  
drogę  do  piastowania  wyż­  
szych  urzędów  publicz­  
nych.  Uniemożliwiało  tak­  
że  
realizację  
postulatów  
głoszonych  przezeń  w  pu­  
blicystyce.  Tym  niemniej  
wydane  anonimowo  w  
1785  r   Uwagi  nad  życiem  
Jana  Zamoyskiego"  i  w  
pię�  lat  pótniej  "Przestro­  
gi  ostatnie  dla  Polski"  
wywarły  duże  wrażenie  
na  myślących-  jednostkach  
Rzeczypos'politej,  obudziły  
sumienie  narodu  i  w  nie­  
małym  stopniu  przyczy­  
niły  się  do  podjęcia  na  
Sejmie  Czteroletnim  po­  
stępowych  refonn.  

Powrócił  do  Warszawy  jut.  
po  upadkU  RzeCZYPospolitej,  
w  roku  1717  i  zWią�ał  sl4:  z  
tym.  miastem  na  stałe.  KOI\­  
cowe  lata  xvn)  wieku  roz­  
pocz4:ły  długą  epok4:  clęt­  
klej  nlewoll  naszego  narodu.  
Brak  własnej  państwowości  
nie  osłabli  jednak  rozwoju  
tycia  naukowego  kraju.  Szcze­  
gólnie  watną'  I  doniosłą  rol4:  
na  tym  polu  odegrało  Kró-  

'Iewskie  Warszawskie  Towa­  
rzystwo  Przyjaclół  Nauk,  któ­  
rego  Staszic  był  członkiem  
od  1100  roku.  W  Towarzy­  
stwie  działał  z  pełnym  zaan­  
gatowaniem,  w  dutym  stop­  
niu  przyczynll  się  do  opra­  
cowania  Jego  programu  nau­  
kowego  związanego  z  potrze­  
bami  kraju.  Wnosi  na  obra­  
dy  Towarzystwa  problematy­  
kę  mało  wtedy  znaną,  a  mia­  
nowicie  badania  nad  minera­  
logią  Karpat.  Ma  Jut  niema1y  
dorobek:  w  tej  dziedzinie,  a  
owocem  wielu  wędrówek  po  
naszych  górach  są  pokat�  
zbiory.  które  przywiózł  dó  
Warszawy  z  Hrubieszowa,  
gdzie  mieszkał  pewien  czas.  
PubUcznoścl  bywającej  na  
zebraniach  Towarzystwa  czy­  
ta  Staszic  fragmenty  swego  
dzieła   O  ziemlorództwie  gór  
dawnej  SarmacJI".  Nie  ogra­  
nleza  się  tylko  do  działalnoś­  
ci  naukowej.  Wspomaga  To­  
warzystwo  Przyjaciół  Nauk  
takie  finansowo.  w  1806  r.  
wynajmuje  dom  na  Kanonii  
z  obszerną  salą  na  zebrania.  
W  uznaniu  swych  dutych  za­  
sług  wybrany  zostaje  preze-  

t4  

sem  TOWarzystwa  Przyja­  
ciół  Nauk  w  roku  1808,  po  
śmierci  Jana  Albertrandy'ego.  

Staszic  był  nie  tylko  
znakomitym  uczonym,  ale  
także  jednym  z  czołowych  
politykQw  polskich  ów­  
czesnej  doby.  Kodeks  N  a­  
poleoński  wprowadzony  w  
Księstwie  Warszawskim  
przekreśla  dotychczasowe  
zasady  ustrojowe.  Pocho­  
dzenie  społeczne  Staszica  
przestaje  by�  przeszkodą  
na  drodze  jego  działalnoś­  
ci  politycznej.  Wkrótce  zo­  
staje  członkiem  Izby  Edu­  
kacyjnej  oraz  Rady  Sta­  
nu,  centralnego  wówczas  
organu  rządowego.  Nad­  
szedł  rok  1815.  Na  mocy  

postanowień  Kongresu  

Wiedeńskiego  powstaje  

Królestwo  Polskie  uzależ­  
nione  od  imperium  car­  
skiego.  Dla  Staszica  otwie­  
fa  się  pole  do  szerokiej  
działalności  polityczno­  
społecznej.  Aleksander  I  
mianuje  go  radcą  stanu.  
Wchodzi  w  skład  mini-·  
sterstw  Wyzna  (l  Religij­  
nych  i  Oświecenia  Publicz­  
nego  oraz  Spraw  We­  
wnętrznych  i  Policji  -  
gdzie  zostaje  dyrektorem  
generalnym  Wydziału  
Przemysłu  Kunsztów  i  
Handlu,  organizuje  szkol­  
nictwo  polskie  i  poświęca  
szczególnie  wiele  uwagi  
rozwojowi  przemysłu  
(głównie  górnictwa  i  hut­  
nictwa).  W  latach  1816-  
1818  należy  do  głównych  
organizatorów  Uniwersy­  
tetu  Warszawskiego,  pisze  
jego  Statut  i  zostaje  Pre­  
zesem  Rady  Ogólnej.  
Stworzył  także  plan  powo­  
łania  pierwszej  polskiej  
wyższej  uczelni  technicz­  
nej.  Działała  ona  jako  
Szkoła  Politechniczna  w  
latach  1825-1831.  Dbając  
o  rozwój  kultury  muzycz­  
nej  zakłada  Staszic  Kon-'  
serwatorium  i  powołuje  
na  stanowisko  dyrektora  
Józefa  Elsnera,  przyszłego  
nauczyciela  Chopina.  Wie­  
·Ie  ze  swego  autorytetu  i  
popularności  utracił  Sta­  
szic  podpisując  W  grud­  
niu  1819  r.  -  w  zastęp­  
stwie  ministra  Potockiego  
(który  zresztą  wkrótce  po­  
dał  się  do  dymisji)  -  de­  
kret  o  cenzurze  wszel­  
kich.  nie  tylko  prasowych  
publikacji.  Będąc  wówczas  
już  starym  i  steranym  
człowiekiem,  nie  pojmo­  
wał  ducha  nadchodzących  
czasów,  bał  się  widma  
rewolucji  i  mniemał,  że  
zbrojna  walka  o  niepod­  
ległość  może  spowodowa�  
zaprzepaszczenie  (ciągle  
zresztą  ograniczonych)  
uzyskanych  zdobyczy  i  za­  
hamowa�  rozwój  gospo­  
darczy  kraju.  

Znakomitą  większoś�  

swoich  dochodów  prze­  
znaczał  Staszic  na  cele  
społeczne.  Na  terenie  War­  
szawy  odnajdUjemy  liczne  
tego  dowody.  Działając  w  
Towarzystwie  Przyjaciół  
Nauk  myśli  o  siedzibie  
godnej  tej  organizacji,  sku-  

piającej  naj  tęższe  umysły  
krajowe.  Zamawia  u  przy­  
byłego  niedawno  do  War­  
szawy  znakomitego  włos­  
kiego  architekta  Antonie-  

,  go  Corazziego  projekt  bu­  
dowanego  w  latach  1820-  
1823  gmachu  dla  potrzeb  
Towarzystwa.  Gmach  ten  
zwany  Pałacem  Staszica  
mieści  dziś  w  swych  mu­  
rach  Polską  Akademię  
Nauk.  Dla  upamiętnienia  
budowy  szosy  brzeskiej  
funduje  obelisk  na  Gro­  
chowie  w  1823  r.  Stoi  on  
u  zbiegu  ulic  Grochow­  
skiej  i  Podskarbińskiej.  
Z  jego  też  inicjatywy  duń­  
ski  rzeźbiarz  Thorvaldsen  
projektuje  pomnik  Miko­  
łaja  Kopernika.  Niestety  
stanął  on  już  na  cokole  
po  śmierci  Staszica,  11  ma­  
ja  1830  r.  W  zapisie  testa­  
mentowym  Staszic  prze­  
znaczył  70.000  złp.  na  je­  
go  reailizację.  

Zmarł  20  stycznia  1826  r.  

Kilka  dni  p6tniej  odbyły  
się  uroczystości  pogrzebo­  
we  w  kościele  Kamedułów  
na  Bielanach  -  zgodnie  
z  ostatnią  wolą  zmarłego.  
Dziejopis  Warszawy  Anto­  
ni  Magier  zanotował:   Od  
9  godziny  rannej  już  przed  
domem  Towarzystwa  
PrzyjaciÓł  Nauk  znajdo­  
wało  się  pełno  zgromadzo­  
nych  mieszkańców  stolicy,  
wszelkiego  stanu  i  wieku.  
Około  lO  członkowie  To­  
warzystwa  Przyjaciół  
Nauk  wynieśli  na  bar­  
kach  trumnę.  poprzedzo­  
ną  duchowieństwem  za­  
konnym  i  świeckim  oraz  
celebrującym  księdzem  
Prażmowskirn  biskupem  
płockim.  senatorem  Kró­  
lestwa.  Przed  pałacem  
Uniwersytetu  (pałac  Ka­  
zimierzowski  przyp.  
P.  M.)  akademicy  ode­  
brali  trumnę  i  nieśli  ją  
aż  do  Bielan".  Tam  tłu­  
my  zapełniły  kościół  i  je­  
go  otoczenie.  W  czasie  
mszy  św.  chór  konserwa­  
torium  wykonał  kompo­  
zy.cję  żałobną  EIsnera.  
Znany  pisarz  i  ekonomi­  
sta  Fryderyk  Skarbek  wy­  
głosił  mowę  pogrzebową  
wyliczając  liczne  zasługi,  
prace  i  zalety  zmarłego.  
W  testamencie  ustanowił  
funkcje  na  rzecz  kilku  
warszawskich  szpitali  i  
przytułków.  Na  ten  cel  
przeznaczył  niemałą  sumę  
600.000  zlp.  m.  in.  dla  
szpitala  Dzieciątka  .Jezus,  
na  założenie  Domu  Przy­  
tułku  i  Pracy  dla  ubogich  
(obecnie  część  Szpitala  
Wolskiego).  na  rozbudowę  
Instytutu  Głuchoniemych  
i  Ociemniałych  przy  pla­  
cu  Trzech  Krzyży.  Dewi­  
zą  Staszica  było,  jak  to  
pięknie  wyraził  w  swym  
testamencie  .,by�  dla  sie­  
bie  oszczędnym,  aby  zdo­  
ła�  sta�  się  użytecznym  
cierpiąeej  ludzkości".  Ma­  
ksymie  tej  byt  wierny  ca­  
łe  życie.  

PIOTR  MARClNKOWSKI  

I  
I  

NIE­  
FART  

Niefart  -  brzydkie  słowo,  apaszowsko­  
gwarowe.  Winno  się  
mówie:  
pech.  Ale  mó­  
wi  się:  niefatt.  Wszędzie  i  coraz  częściej.  
W  WSS-ie.  PAN-ie,  PZPN-ie  (tam  zwłasz­  
cza  po  wycieczce  do  Amsterdamu)  itd.  
Brzydkie  słowo  stale  się  słowem  potocz­  
nym,  co  nie  powinno  
bulwersować,  
bo  hi­  
storia  zna  słowa  'jeszcze  brzydsze,  które  
uznano  za  świętoś�,  i  którym  wzniesiono  
pomniki.  Kiedy  jeden  krewki  oficer  pod­  
czas  dialogu  z  Anglikami  pod.  Waterloo  
burknął:  "Merde!!!·',  to  Wiktor  Hugo  na­  
zwał  to  słowo  w  "Nędznikach":   Najpięk­  
niejszym  i  najwznioślejszym,  jakie  kiedy­  
kolwiek  wyszło  z  ust  Francuza".  No  więc  
nie  ma  co  się  obrażać  o  ten   niefart".  Mo­  
że  i  tle  jest,  kiedy  się  tak  mówi.  ale  [eszeze  
jest  gorzej.  kiedy  się  niefart  ma.  

Niefarty  bywają  różne,  ale  najgorsze  są  te,  
które  wynikają  z  niefartownego  zainwestowa­  
nia  gotówki.  Niefarty  inwestycyjne.  Na  przykład,  
kiedy  wpakuje  się  pieniątkl  w  bubel.  Kiedy  
bydgoska  wytwórnia  rowerów  .,Romet"  zaku­  
piła  do  rowerów  składaków  dutą  partię  japoń­  
skich  piast  marki   Shlmano",  to  wkrótce  oka­  
zało  się,  że  był  to  złoty  interes  tylko  dla  jednej  
strony  -  dla  JapończykÓW,  którzy  naiwnemu  
kontrahentowi  z  Bydgoszczy  upłynnlll  zalegają­  
cy  od.  20  lat  zapas  notorycznie  się  psujących  bu­  
bli.  Był  to  właśnie  niefart  inwestycyjny.  Po­  
dobnie  ciekawym  interesem  był  zakup  przez  
WSS  "Społem"  po  rewelacyjnie  niskiej  cenie  
partU  szwajcarskich  koszul  .,Gentleman",  nada­  
jących  się  wyłącznie  dla  dtentelmenów  szerszych  
niż  wytszych  i  posiadających  ręczkl  U-letniego  
chłopca.  

Zostawmy  jednak  w  spOkoju  inwestycje  drob­  
ne,  albowiem·  słowo  inwestycja  powszechnie  ko­  
jarzy  się  z  przedsięwzięciem  budOWlanym,  archi­  
tek·tonicznym  lub  urbanistycznym.  Tu  dopiero  
bywają  niefarty.  Ot  chotby  wielkie  i  sławne  no­  
we  miasta  naszego  stulecia.  Brasllia,  Camber­  
nauld  i  in.  MIały  by�  urbanistycznymi  Edenami  
i  jako  takie  je  reklamowano,  a  okazały  ste  nie­  
wypałami.  Cambernauld,  miasto-idol  awangardy,  
Jut  zbankrutowało  (ludzie  uciekU  z  tej  "betono­  
wej  pustyni"),  a  Brasłlła  ledwo  Zipie  (ludzie  nie  
chcą  ty�  I  pracowa�  w  tej  nowej  stolicy.  wolą  
stare  Rio).  Okazało  się  wi4:C.  te  miasta  Winny  
rozwlja�  się  historycznie.  jak  lasy.  Miasto  prze­  
niesione  wprost  z  rajzbretu  na  pusty  teren  umie­  
ra.  Umiera  na   niefart   

Na  to  samo  umiera  w  Warszawie  stadion  
lO-lecia.  Pierwszy  niefart  Jut  W  samej  nazwie  
typu  .,nomen  omen":  tylko  przez  pierwszych  
10  lat  swej  egzystencji  stadion  tętnił  jakimś  ty­  
ciem.  Potem  -  gdy  jut  nawet  na  międzynaro­  
dowe  zawody  lekkoatletyczne  zacz4:ło  przycho­  
dzi�  po  300  osób  -  zaczął  wegetowa�,  coraz  
nędsnie],  Jest  wielkim  i  dostojnym  w  swej  sa­  
motniczej  agonU  widmem  stollcy,  gdy  t  jest  nie­  
wykorzystywany.  Pisano  jut  o  tym  wielokrot­  
nie  (te  nie  chcą  go  kluby,  bo  za  drogi  w  utrzy­  
maniu  etc.),  lecz  nikt  dotychczas  nie  zapropo­  
nował  sensownego  lekarstwa  na  postępującą  
martwicę  pięknego  obiektu.  I  ja  go  nie  podam,  
bom  nie  spec  od  leczenia  wielkich  schorzeń.  Tyl­  
ko  mi  tak  cholernie  tal,  te  zdycha  piękny  ma­  
mut,  przy  którego  budowie  pracował  mój  ojciec,  
I  na  którym  przetYWalem  niegdyś  młodzieńcze  
wzruszenia  (np.  zwycięstwo  Makomaskiego  nad  
Courtneyem).  Przeklęty  niefart  ł.  ••  

Pytanie:  dlaczego  na  Stadionie  .11-lecla  prze­  
graliśmy  wszystkie  ważne  mecze  piłkarskie  
I  stracl1lśmy  wszystkie  rozgrywane  tam  szanse  
eliminacyjne!  Ze  publlczność  stołeczna,  która  ma  
pod  nosem  za  duto  teatrów  -  zbyt  elitarna  
I  zblazowana,  przez  co  nie  dopisuje?  Jest  w  tym  
tylko  mała  prawda.  choclat  I  to  fakt.  te  z  teatru  
nie  wypłaszają  wyzwiska  chuliganów  i  ciskane  
przez  nich  butelki.  Więc  mote  złe  miejsce?  Daw­  
niej  nie  wybudowano  nawet  wiejskiej  chałupy  
bez  sprawdzenia  miejsca  przez  róidtkarzy.  Po­  
tem  zaniechano  tego  i  dzisiaJ  naukowcy  stWier­  
dzają.  te  z   irracjonalnych'·  przyczyn  w  niektó­  
rych  domach  ludzie  o  Wiele  częściej  chorują  nlt  
w  Innych.  Ziemia  ma  swoje   blo-prądy"  i  inne  
tajemnice.  Ale  nawet  jdU  załotymy,  te  posa­  
dOWiony  na  wielkim  śmietnisku  stadion  tle  od­  
dzlaływuje  na  sportowców.  to  przecie!  nie  tylko  

.  na  naszych  (gospodarzy),  ale  i  na  przeciwników  
(gości)  teł.  A  jednak  przeciwnikom  wiedzie  się  
tu  nietlel  

Dlaczego  więc?  Wydaje  mi  się,  że  wiem.  

Otóż  w  średniowieczu  istniał  zwyczaj  za­  
murowywania  żywcem  kota  w  fundamen­  
tach  nowych  budOwli.  co  odpędzało  od  bu­  
dynku  niefart  i  przynosiło  gospodarzom  
szczęście:<  Stawiając  fundamenty  Stadionu  
lO-lecia  zapomniano  o  tym  niezbędnym  
warunku  i  stąd  niefart  Może  da  się  to  jesz­  
cze  _naprawi�,  bo  kotów  nam  nie  brakuje.  
No.  ale  istnieje  Towarzystwo  Opieki  nad  

 WALDEMAR  lYSIAK
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_15.djvu

			-  -  

-  -  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

 

Skarbonka  
 Słoile,"  

po  raz  .z6."  

w  dniu  29  maja  19'12  r.  usta­  
wiono  na  placu  Zamkowym  
po  raz  pierwszy  skarbonkę  
tygodnika  "Stolica"  wykona­  
ną  w  czynie  społecznym  przez  
zespół  pracowników  Spółdziel­  
ni  -  Pracy  Mechaników  5MS  
w  Warszawie.  Od  tej  pory  
skarbonka  była  jut  pięcio­  
krotnie  zapełniona.  Dotych­  
czasowy  wynik  zbiórki  po  
pięciu  rozliczeniach  wyniósł  
złotych  polskich:  2.163.101,  
z  przeUczenia  walut  niewy­  
mienlalnych  -  239.864;  dola­  
rów  am.  z  przeUczania  walut  
wymienialnych  14.776  
oraz  różne  przedmioty  war­  
.tośclowe:  obrączki  złote.  
pieśc1onki,  zegarki,  monety,  
medale,  

Po  raz  szósty  ustawiono  
skarbonkę  w  dniu  27.VI.19'15  r.  
wzięto  do  obliczenia  dnia  
6.01.1976  r.  tj.  po  192  ._dniach.  
Wewnątrz  znajdowało  się  492  
tys.  zł  oraz  2908  dol.  

Wpłaty  z  zagranicy  

Z  Angtll:  Tadeusz  Walczak  
z  Londynu  -  5  funtów,  Ko­  
mitet  Odbudowy  Zamku  Kró­  
lewskiego  z  Londynu  
140.23  funtów.  

z  USA:  Józef  Bogdanowicz  z  
Cleveland   20  dol,  Genowe­  
fa  FilipoWicz  z  Chicago  

30  dol,  

z  RFN:  Maria  Kowalczyk  

50  marek,  Teodor  Wisiorek  
-  200  marek,  Anton  Plura  z  
Frankfurtu  n/Menem  -  20  
marek  (kolejna  wpłata).  

ze  Szwecji:  Helena  MikIa­  
szewska  z  Lund  -  100  koron,  
R.  Staniszewski  z  Valberg  -  
50  koron.  

ZespÓł  Programu  dla  Zagra­  
nicy  Komitetu  dIs  Radia  i  Te­  
lewizji  przesłał  dary  pienięż­  
ne  słuchaczy  swoich  audy­  
cji  z  Chicago:  Wacława  Po­  
llńsklego  -  3  dol.,  Darii  Dzura  
-  5  dol.  l  Wasyla  Dzura  -  
5  dol.  oraz  od  słuchaczy  z  
RFN:  Ewy  Jung  -  1  dolar  
USA  i  Jana  Panua  -  10  
marek.  

Wpłaty  kralowe  

-  1.794  zł  -  Gerard  Bura­  
czewski  z  Warszawy  

-  1.080  zł  -  Stanisław  Rakcy  
z  Wałbrzycha  

-  15.000  zł  -  Zjednoczone  Za­  
kłady  Elektronicznej  Apa':  
ratury  Pomiarowej  z  War­  
szawy  

-  500.000  zJ  -  Wytwórnia  
Sprzętu  Komunikacyjnego  
"PZL-Warszawa  II"  

-  1.000  zł  -  Bernard  Urbań­  
ski  z  Klelc  

-  10.000  zł  -  Gospodarstwo  
Pomocnicze  Technikum  Bu­  
dowlano-Drobiarskiego  w  
Piasecznie  

-  30.244  zł  -  Krajowa  Spół­  
dzielnia  Hodowli  Drobne­  
go  Inwentarza,  Oddział  w  
Gdańsku  

-  14.969,25  zJ  -  MiejSkie  Za­  
kłady  Komunikacyjne  w  
Warszawie  

-  1.036  zł  -  Henryk  Sikor­  
ski,  pracownik  Miejskiego  
Przedsiębiorstwa  Komuni­  
kacyjnego  we  WrocłaWiu  

-  1.000  zł  -  lek.  med.,  M.  

Bartnicka  z  sanatorium  w  
Górnie  

-  1.200  zł  -  Czesława  Sto­  
kowska  z  Olsztyna  

-  4.000  zł  -  Jadwiga  Dąbrow­  
ska  z  Białej  Podlaskiej  

-  200.000  zł  -  Zjednoczenie  
Księgarstwa,  Zakład  Obro­  
tu  Wydawnldtwami  Art  y­  
styczno-Graflcznymi  w  
Warszawie  (z  funduszu  za  
kalendarze  ••  DK")  

Stan  kont  

Na  konto  krajowe  w  PKO  
wpłynęło  505.320.104,15  zł.  

Na  konto  dewizowe  w  Ban­  
ku  PeKaO  wpłynęło  611.2(7,65  
dolarow.  

Numery  kont  

Obywatelski  Komitet  Odbu­  
dowy  Zamku  Kr6lewskiego  w  
Warszawie  PKO  I  Oddział  
Warszawa  Nr  1531-3030-132.  

Oprocentowane  konto  de-  

WIzowe  Bank�  PeKaO  

Nr  1:-100-700  

Po  

III  \t\  

raz  

'ot.  J.  Pokoraki  
'ZO"II  skarbonka  zamkowa  wędrUje  do  banku  

6  

I  

i�  

 

;1  

 I  

Skończl/ła  sit:  jedna  z  waTSzawskich  ka';'­  
nawałowl/ch  zabaw.  Mój  kolega  ze  Iladami  
konleti  na  kołnierzu  i  ,.uztkami  seTpentyn  
na  butach  bl/ł  wl/Taźnie  zdegustowany   .,To  
już  nie  ten  fason  i  nie  te  zabaWJI!  Na  paT­  
kiecie  popchną  cię,  kopną  i  nawet  _",pTze­  
praszam"  nie  powiedzą,  w  baTze  awantuTa  
podpitych  facetów,  snują  się  jakieś  znu­  
dzone  i  nieciekawe  paTy   Gdzie  niegdysiej­  
sza  fantazja,  humoT,  polot.  Tozmach,  gdzie  
szalemtwa  imaskaTady  kaTnawału,  gdzie  
owe  zabawy  i  bale  śTodowiskowe  -  J)Taw­  
ników,  lekaTzy,  dziennikaTzy,  o  któTych  się  
potem  tygodniami  plotkowało!  1  pomyśleć,  
że  na  balu  PTasl/  w  klubie  StowaTzyszenia  
DziennikaTzl/  na  ulicl/  Foksal  bywali  pTe­  
mieTzl/,  że  bawili  się  tam  luminaTze  żl/cia  
uml/słowego  stolicl/  .••   

Pobalowe  dywagacje  kolegi  pTzypomina­  
ły  mi  tTochę  -  tTochę,  bo  jest  w  nich  jed­  
nak  pewne  "Tacjonalne  jądTo"  -  niegdy­  
siejsze  Tefleksje  moich  staTych  ciotek  na  
temat  czasów,  w  ktÓTych  bal  Tozpoczl/nał  
się  polonezem,  wodziTej  pTowadził  tańce  fi­  
(1UTowe,  a  wujkowie  tak  pięknie  wyglą­  
dali  w  munduTach  i  tak  cudownie  tańczl/li  
walca!  

Na  każdego  z  nas  bowiem  -  o  smutny  
banale!  -  pTzl/chodzi  taka  chwila,  że  mło­  
dość  wydaje  się  samą  sielanką,  jeśli  nawet  
nie  była  ani  łatwa,  ani  OOT1D1UI.  

Pewno  że  stTacili.łmll  na  kaTnawałowe;  
fantazji  i  ch1lba  będziemy  coraz  baTdzie;  
tTacić,  kiedllś  bowiem  gdll  życie  Tegulowa-  

ły  SUTowe  Teligijne  zasady,  kaTnawał  był  
w  ciągu,  Toku  jedynym  'okTesem  zabaw  
i  szalemtw,  w  ktÓTlIm  można  się  bl/ło  
wyładować  i  wyszumieć.  Pó  czasie  WllTze­  
czeń,  pgTaniczeń,  solonego  śledzia  i  suche­  
go  kaTtofla  następował  WTeszcie.  czas  za­  
baw  i  mięsożeTstwa  (stąd  nazwa  tego  okre­  
su:  caTn-aval  -  mięsożeTstwo).  Całll  Tok  
tTzeba  bllło  czekać  na  te  PTzl/jemności,  więc  
nic  dziwnego,  że  to  była  taka  atTakc;a.  

ZmieTzch  kaT.nawału  zaczął  się  właśnie  
już  po  'pieTwszej  wojnie  iwiatowej,  kiedy  
wp.rowadzono  dansingi,  co  było  Tównie  
wielką  Tewolucją  w  dziedzinie-  TozTywki,  
jak  odTzucenie  gOTsetów,  skTócenie  sukien  
i  obcięcie  włosów  pTzez  kobiety,  w  dzie­  
dzinje  mody.  Swieckość  życia,  demokTaty­  
zacja  i  społeczny  awans  mas  powodują  
dalsze  pTzytłumienie  kaTnawałowego  TOZ­  
machu:  obecnie  pTzez  cały  Tok  można  się  
zabawić  i  potańczyć  na  dansingu,  w  klubie  
czy  na  "dechach".  Swoje  dyskoteki,  tanecz­  
ne  "stodołl/",  juwenalia  i  żakinady  ma  tak­  
że  młod�ież,  a  są  one  podobnie  jak  kaTna­  
wał   -  także  świeckim  PTzetwoTzemem  
XVl-�ecznego  Teligi;nego  obllcza;u  gTe­  
gOTianek,  święta  szkolnego  obchodzonego  
niegdl/ś  w  dniu  12  maTca  na  św.  GTzegoTza.  

Dziś  więc  nikt  już  nie  czeka  z  utęsknie­  
niem  na  okTes  międzl/  lwiętem  TTzech  
KTóli  a  śTodą  popielcową,  jako  na  jedl/ną  
wielką  możliwość  TozTywki  i  nic  dziwnego,  
że  maleje  balowa  fantazja  w  kaTnawale,  
któTY  był  dawnie;  taki  huczny  i   dzi­  
wił  innowieTców.  Na  PTzl/kład  ambasadoT  
Sulejmana  11  (koniec  XV11  w.)  WTóciwszy  
do  Stambułu,  opowiadał,  że  1D  pewnej  po­  
Tze  Toku  "chTześCijanie  dostają  1DOTjOC]li  
i  dopieTO  jakU  PToch  sypafł1l  im  potem  w  
kościołach  na  głowy  leczy  takową'·   

TTzeba  ZTesztą  lojalnie  PTzyZfUJ�,  że  
"waTjOCJlje"  owe  w  Tóżnych  okTesach  czasu  

były  kTytykowane  i  poddawane  Tóżnym  
społecznym  naciskom.  W  Polsce  fUJ  pTZy­  
kład,  pod  względem  TozTzutności,  kulinaT­  
nego  wysadzania  się  i  pTzepychu  toalet  
zawsze  pTzodowała  stolica.  I  nic  dziwnego,  
że  PTzed  stu  laty  J>Tasa  waTszawska  wystą­  
piła  z  inicjatywą  tak  zwan1lch  "wełnianych  
wieczoTków"  -  skTomnych  stołów  i  tanich  
ubioTów  na  kaTnawałowtlch  PTzyjęciach,  z  
pTzeznaczeniem  zaoszczędzonllch  pieniędzy  
na  jakiś  pożyteczn1l  cel.  PieTwszy  taki  "weł­  
niany  wieczorek"  odbył  się  17  stycznia  
1884  Toku  u  państwa  G.  na  ulicy  MaTszał­  
kowskiej  i  znalazł  licznllch  entuzjastów,  
wiTód  ktÓTych  był  nawet  sam  pan  Bolesław  
PTUS.  W  swoich  "KTonikach"  popaTł  żaTli­  
wie  "wełniane  wieczoTki",  pisząc  iż  zbytek  
jest  to  po  pTostu  zużywanie  wielkiej  pTacy  
i  wielkich  kapitałów  na  cele,  któTe  żadne;  
kOTzyści  nie  pTZynoSZą  społeczeństwu.  

Dziś  u  nas  szczyty  luksusu,  to  kTeacja  
balowa  za  3,5  tysiąca  złotlIch  w  ,,M  odzie  
Polskiej",  co  nieco  deneTwuje  moje  niektó­  
re  znajome.  Oczywiście  Tozumiem,  że  jest  
to  cena  wygóTowana  i  że  może  deneTwo­  
wać,  ale  z  drugiej  stTony  tTzeba  pamiętać,  
źe  dążenie  do  elegancji  wyTażo  pewien  
PTąd  cywilizacyjnll  i  jest  jednym  z  ele­  
mentów  awansu  społecznego.  Piękne  wnę­  
tTze,  eleganckie  toaletll  -  to  naTzuca  TÓW­  
nież  pewien  stli  l  estetycznego  sposobu  by­  
cia  (nie  spełniają  tej  Toli  np.  dżinsl/  w  tea­  
tTze!).  Niestety,  jak  świadczą  słowa  moje­  
go  kolegi.  któTe  zacytowałem  na  wstępie  
(i  któTe  właśnie  stanowią  "Tacjonalne  ją­  
dTo"  jego  naTzekań!)  -  ten  elegancki  styl  
bycia  nie  wszystkim  jest  właści'Wtl.  Upiją  
się,  pokłócą,  usną  J>Tzy  stole  z  nosem  w  bu­  
Taczkach  i  to  jest  ta  świetna  zabawa,  
"WaT;aCJł;q"  ongi  zwana.  l  niestet1l,  nie  
t1llko  1D  cam-aval.  

WEL  

J  

I  

'l  

,  l  

i  

,  .,  

I  I  

ł'  

aJmAKCIA:  aL  1IaraaIk   ka"   Wan  uL  eeatrall  %1-»-51.  Redaktor  Naczelny:  Lenek  WysznackL  WYDAWCA:  Warszawskie  Wyd.  

Prasowe  RSW  .,Prua-�-aueb··.  AL  .JerozoU  lde  W/1Z7,  1Z-tl7  Warszawa,  łeL  Zl-D-e.  WARUNKI  PREN'tJMUATY:  krajowa  -  dlaczyte1n1k6w  

indywidualnycb  -  prze.  unędy  pocztowe  oraz  UsłOnossy.  Mołna  również  dokonywa�  wpłat  Da  konłO  PKO  Nr  1-1-1000z0  -  RSW  "Prasa-KsI�ka-Rucb".  
Centrala  KoIpor&aiu  Prasy  I  Wydawnictw,  uL  Towarowa  21.   m  Warszaw   Prenumeraty  przyjmowane  l1li  do  II  dnia  mlesbtca  popnedzaJllceco  okres  
prenumeraty:  kwartalnie  D-  zł.  p6łrocznle  71  -  zł.  rocZDIe  151-  zL  Wszystkie  Instytucje  pa6snrowe  I  społeczDe  w  kraju  mO:1I  zamawla�  prr;nume­  
rat�  wylllcznle  za  połredDIdWem  mleJscowycb  Oddzlał6w  i  Delegatur  RSW   Prasa-K.sIIIłka-Rucbtf•  Prenumerata  za  granlc,  -  przez  RSW   Prasa­  
Ksiłłłka-Rucb",  Biuro  Kolportału  Wydawnictw  Zagranicznycb.  ul.  Wronia  23.  OO-HO  Warszawa.  teL  h-II-H.  KonłO  PKO  Nr  l-I-1000Zł  o  50  proc.  &tro­  
leJ.  8pnec1ai  egzemplarzy  numer6w  zdezaktualizowanyc",  na  uprzednie.  pisemne  zam6wieaJe  prowaclzl  RSW  .,PrUa-ltsJllika-Rucb·'.  Centrala  Kolpol'-  

lału  Prasy  I  Wydawnictw,  uL  Towarowa  21,  10-131  Wanzaw..  R�koplsów  :;Je  zam6wionycb  redakcja  ni.  .wraca.  Nr  Indeksu  37131  

DBUK:  Zaldacly  WkleslocJrukowe  RSW  .,Prua-�-Rucb".  uL  Okopo.a  sa,.,z.  11-011  Warnaw..  Zam.  32.  B-IS.  ,)'-SI.  

11
		

/Stolica_1976_nr_04_25.01_s_16.djvu

			RIMAII  ROGIWSlI  

"TRUBADUR  
WARSZAWY"  

Trubadur  Warszawy  -  
tak  nazwał  wybitnego  
piosenkarza  Mariana  
Rentgena  -  Ludwik  Sem­  
po1iński  w  książce   Wiel­  
cy  artyści  Małych  Scen".  
Rentgen,  był  to  pseudo­  
nim  przerobiony  z  rodo­  
wego  nazwiska  Giintner,  
przepołowionego  i  czyta­  
nego  na  wspak.  Akompa­  
niując  sobie  na  gitarze,  
występował  prawie  we  
wszystkich  rewiowych  te­  
atrzykach.  Artysta  uro­  
dził  się  w  Bochni  w  1888  
roku.  Waśkowski  (sio­  
strzeniec  Wyspiańskiego,  
był  kolegą  gimnazjalnym  
Giintnera)  wspomina:  Mło-  

.  .  

A  oto  -  Trubadur  War   zu­  
wy  Marłan  Rentgen.  (Ze  
zbiorów  R.  GUntnera)  

dy  Marian  już  wówczas  
wyróżniał  się  zdolnościa­  
mi  wokalnymi.  w  wolnych  
chwilach  grał  na  gitarze  i  
śpiewał  piosenki,  choćby  
taką,  znaną,  ludową:  

_  Była  babuleńka  rodu  
bogatego  

Miała  koziołeczka  bar­  
dzo  upartego  

Fik  mik,  koziołek  hop­  
sztynder,   

Ta  zabawna  piosenka  
z  maestrią  interpretowana  
przez  Rentgena,  stała  się  
później  szlagierem  w  jego  .  
repertuarze.  

Po  ukończeniu  gimna-  

 

WARSZAWA  W  1899  ROKU.  
pocztówkę  
wydaną  przez  T.  
popławskiego  wspolnie  ze  sztokholmską  firmą   Imp.  Gran­  
bergs  K.  A.··.  nadesłał  p.  Stanisław  J..  2ółkiewski  z  War­  
szawy.  W  naszych  zbiorach  posiadamy  jeszcze  kilka  innych  
widokówek  z  tej  serU.  Każda  z  nich  prezentuje  różne  
Obiekty  historyczne  Warszawy.  zawsze  ozdobione  secesyj­  
nym  ornamentem  z  motywem  Syreny.  pomijanej  wówczas  
na  oficjalnych  pieczęciach.  Obok  Syreny  obowiązująca  w  
Królestwie  Polskim  naga  państwowa  o  barwach  Rosji  z  trze­  
ma  pasami  poziomymi:  białym.  błękitnym  i  czerwonym.  
Wielokrotnie  pisallśniy  o  Rynku  Starego  Miasta  i  istnieją­  
cym  na  nim  do  1912  r.  targu,  omawialiśmy  także  dziewięt­  
nastowieczną  sylwetkę  .,byłego  Zamku  Królewskiego",  użyt­  
kowanego  przez  carskich  generał-gubernatorów.  Po  raz  
pierwszy  natomiast  w  rubryce  nadarza  się  okazja  przed­  
.tawienia  Kościoła  Ewangelicko-Reformowanego  na  Lesznie  
(obecnie  przy  Trasie  W-Z).  Swiątynia  powstała  w  l.  1864-  
1882.  wzniesiona  przez  A.  Loewego  w  modnym  wtedy  stylu  
neogotyckim.  Wleża  z  koronkowym  hełmem  nawiązuje  do  
kształtu  wieży  katedry  w  Freiburgu.  (FGJ')  

Ci   

_   

ł  

••  
••  
 

040  

",-  

.  
 

   

/.1'.  

zrum  studiował  farmację  
(1909-1912)  we  Lwowie.  
Tam  poznał  artystę  ope­  
retki  Ludwika  Lataj  ner  
-  
Lawińskiego,  
który  po­  
trafił  ocenić  walory  mło­  
dego  gitarzysty  i  przed  I  
wojną  światową,  młody  
Rentgen  wystąpił  po  raz  
pierwszy  w  lwowskim  te­  
atrzyku  "Ul",  

Wkrótce  został  powoła­  
ny  do  austriackiego  woj­  
ska  i  po  demobilizacji  w  
1919  r.  przyjechał  do  
Warszawy,  odnawiając  
znajomość  z  Lawińskim  i  
poznając  wielu  artystów  
estradowych.  

Od  tej  pory  stał  się  
"żelazną  pozycją"  progra­  
mów:  "Mirażu",  "Perskie­  
go  Oka",  Qui  Pro  Quo",  

"Bandy",  

"Cyrulika",  
"Morskiego  
nych.  

W  okresie  letnim  wy­  
jeżdżał  z  Hanką  Ordo­  
nówną  do  miejscowości  
kuracyjnych  na  gościnne  
występy  oraz  do  więk­  
szych  miast  w  Polsce,  
wszędzie  gorąco  przyjmo-  

Oka"  in-  

wany  oklaskiwany;  
szczególnie  za  świetnie  
wykonane  piosenki:  "By­  
ła  babuleńka",  .Aniete  
mój",  "Aczkolwiek  panno  
Maniu,  czemu  nie".  

Ta  ostatnia  z  gwaro­  
wym  tekstem  Andrzeja  
Własta  wywoływała  burzę  
wesołości.  Poza  tym  w  je­  
go  bogatym  repertuarze  
znajdowały  się  też:  balla­  
dy,  ludowe  piosenki,  ro­  
manse  o  staropolskich  a­  
kcentach,  a  jeśli  zdarzyły  
się  czasem  teksty  o  dwu­  
znacznym  dowcipie,  to  u­  
miał  je  podać  z  odpowied­  
nim  umiarem  i  taktem.  
Do  tego  wszystkiego  trze­  
ba  dodać  osobisty  urok  
artysty,  zniewalający  u­  
śmiech,  promienne  spoj­  
rzenie,  stwarzające  jakiś  
niewypowiedzialny  klimat  
ciepła,  który  brał  w  po­  
siadanie  całą  
widownię.  

Poza  
Rentgen  

teatrem  Marian  

pracował  w  

swym  zasadniczym  fachu,  
w  aptece  "Mazowiecka"  
Fink-Finowieckiego  przy  
ulicy  Mazowieckiej.  

W  swej  działalności  ar­  
tystycznej.  doczekał  się  w  
grudniu  1937  r.  jubileu­  
szu  25-lecia  swej  pracy.  
Duża  sala  Filharmonii  

przepełniona  była  pu­  
blicznością.  Po  przemó­  
wieniu  prezesa  ZASP,  su­  
wickiego  wystąpili  znani  
artyści  i  artystki,  koledzy  
kochanego  przez  nich  ju­  
bilata:  Stefcia  Górska,  H.  
Grossówna  L.  Halama,  J.  
Hryniewiecka,  J.  Kulczyc­  
ka,  O.  Kamieńska,  Mira  
Zimińska,  Zosia  Terne,  L.  
Zelichowska,  K.  Krukow­  
ski,  L.  Sempoliński,  F.  
J  arossy,  A.  Dymsza,  L.  La­  
wiński,  
H.  Małkowski,  Le­  
on  Wyrwicz,  A.  Zelwero­  
wicz  i  inni.  

Po  występach  na  estra­  
dzie  pełnej  kwiatów,  zja­  
wił  się  jubilat,  naturalnie  
z  gitarą,  Sala  zagrzmiała  
wówczas  huraganem  o­  
klasków.  Trwały  one  dłu­  
go,  a  na  zakończenie  I  
części  odśpiewał  jubilat  
kilka  ludowych  piosenek.  

We  wrześniu  1939  r.  

Marian  Rentgen-Giintner  
poszedł  na  wojnę.  Został  
przydzielony  do  pociągu­  
-szpitala  Czerwonego  
Krzyża.  Ofiarnie  wypeł­  
niał  obowiązki  opiekuna  
rannych.  Co  się  z  nim  

stało  dokładnie  me  

wiadomo.  Zaginął  na  

Wschodzie  w  zawierusze  
wojennej.  

*  

Plejada  wymienionych  
artystów,  zgromadzonych  
na  estradzie  Filharmonii  
w  dniu  jubileuszu,  w  nas  

starych  warszawiakach,  

wywołuje  niezatarte  

wspomnienia;  każde  bo­  
wiem  nazwisko  jest  zwią­  
zane  z  naszą  młodością,  z  
jakąś  melodią,  jakimś  
przebojem,  który  mimo  u­  
pływu  lat  dźwięczy  w  u­  
szach,  jest  bliski  sercu,  
jakby  to  było  wczoraj,  
jakby'  dziś.  

Wielu  piosenkarzy-arty­  
stów  W  czasach  przedwo­  
jennych  wykonywało  me­  
lodyjne  piosenki  utalento­  
wanych  autorów.  

Jeden  z  bardzo  wybit­  
nych  kompozytorów,  któ­  
rzy  tworzą  do  dziś,  to  -  
Zygmunt  Wiehler.  W  naj­  
bliższym  czasie  będzie  ob­  
chodzić  swe  osiemdziesią­  
te  piąte  urodziny  i  na  ten  
jubileusz  Teatr  Wybrzeże  
W  Gdyni  wystawi   Wode­  
wil  Warszawski"  (z  1905  
r.   z  jego  muzyką.  

Przypomnę  tytuły  utwo­  
rów,  które  były  odtwarza­  
ne  na  naszych  estradach,  
a  często  i  teraz  wspomi-  

nane:  

"Biały  

boston",  

"Dulcynea".  "Tomasz,  ach  
Tomasz"  odwieczny  
przebój  Ludwika  Sempo­  
Iińskiego,  
"Nie  kochać  w  
taką  tIlOC  to  grzech"  (nie­  
zrównanie  śpiewał  to  
Żabczyński).  I  jeszcze:  

"Ada,  to  nie  wypada",  
"Nie  dziś  to  jutro"  -  
tango  z  repertuaru  Hanki  
Ordonówny.  I  ;,Maleńki  
znak"  -  ta  piosenka  była  
napisana  już  po  wojnie.  I  
jeszcze,  i  jeszcze;  wymie­  
niać  można  tytuły  piose­  
nek  bez  końca.  

Drugi  artysta  kompozy  -  
tor  -  Jerzy  Petersburski,  
niedawno  obchodził  o­  
siemdziesięciolecie  uro­  
dzin.  Wsławił  się  swoim  
"Tango  Milonga",  A  oto  
wybór  licznych  jego  u­  
tworów:  "Już  nigdy"   to  
piosenka  śpiewana  przez  
Verę  Bobrowską,  "Ja  się  
boję  sarna  spać"  (Zula  
Pogorzelska)  i  "Młodym  
być  i  mieć  20  lat",  "Ja  o  
tobie  myśleć  nie  przesta­  
nę"  (Nowicka),  "Tango  
andrusowskie"  -  śpiewa­  
ne  przez  Sempolińskiego,  
.,Cała  przyjemność  P?  
mojej  stronie",  "Ta  ostat­  
nia  niedziela"  -  z  reper­  
turaru  Fogga  (1936  r.),  
"Przyjdź  na  romantyczne  
spotkanie"  (Gruszczyński),  
"Ja  i  żonka  ma"  -  napi­  
sane  dla  Dymszy,  "Brawo  
bis,  brawo  bis",  "Czy  pa­  
ni  gra  W  zielone",  Ostat­  
nio  skomponował  "Zamek  
Królewski"  -  do  słów  
Romana  Sadowskiego,  a  
jeszcze  w  czasie  wojny  w  
1942  r.  -  "Piosenkę  o  
Warszawie".  

W  kilka  lat  po  powrocie  
z  emigracji  Petersburski  
ożenił  się  z  uroczą  piosen­  
karką'  a  synek  jego  Jerzy,  
niespełna  sześcioletni,  o­  
dziedziczył  talent  po  ojcu  

już  gra  na  fortepianie.  

Ileż  to  wspomnień,  na­  
suwa  się  bez  przerwy;  i  
te  związane  ze  słowami  
piosenek,  z  ich  melodiami,  
z  ich  twórcami  i  wyko­  
nawcami.  "Przeminęło  z  
wiatrem    -  chCiałoby  
się  zanucić!  

uo