/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_01.djvu

			t  

EllilO.  1.llj   WIJClECI  WIEIIIIU.SlI  W  PAl  II  HU  Z  II  Uli  "CIPrEU'··  (I  •••  11I1.cll  z  1I11.h  ,lIR  lir  5)  

rot  Janwz  PokonJlci  

I  I  

.  ,  .
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_02.djvu

			POROZMAWIAJMY  
O  
WARSZAWIE  

I  DYREKTOREM  
STOłECZNEJ   EST.ADY'·  

-  FRANCISZKIEM  REDZIMSKIM  

,  

-   Estrada"  ma  u·  $łL'olel  Ues·  
tii,  poza  trzema  teatrami,  u'SZllst-  
kie  kabarety  stołeczne.  Warsza­  
u'UlCll  badzo  je  sobie  chu'alq,  0-  
czywi�cie  ci,  którllm  udało  się  
zdobyć  biletlI   

-  Chcielibyśmy  bardzo,  żeby  
kabaretów  było  jak  najwięcej,  ale  
to  zależy  przede  wszystklm  od  do­  
brania  odpowiedniego  zespotu  au­  
torow  i  aktorow,  których  intere­  
suje  ten  gatunek  twórczości.  Dru­  
ga  sprawa,  to  wynalezienie  odpo­  
wiedniego  pomieszczenia,  co  też  
nie  jest,  wbrew  pozorom,  takie  
proste.  Ale  już  w  tej  chwili  pro­  
gramów  kabaretowych  jest  wię­  
cej  niż  w  ostatnich  latach.  "Pod  
Egidą"  na  Rutkowskiego  prezen­  
towane  są  tl'.lY  progl'amy:  Jana  
Pietrzaka  (m.in.  z  Piotrem  Fron­  
c7..ewskim  i  WojciE'Chem  PS7.onia-  

kiemj.  Jana  Stanisławskiego  oraz  
program  Jonasza  Korty  Ci.  udzia­  
lem  m.in.  Jadwigi  Jankowskiej  
-Cieslak,  Władysława  Kowalskie­  
go.  Stefana  Friedmana).  Pi  etrzak,  
Stanisławski  i  Kofta  występuj   
również  we  własnym  repertuarze  
w  Kabarecie  ZAKR  w  kawiarni  
 Bristol",  gdzie  Opl'ÓCZ  nich  pre­  
zentują  swoje  programy  inni  auto­  
rzy.  W  kawiarni  ".,Nowy  Swiat"  
działa  trzy  razy  w  tygodniu  ka­  
baret   Kur".  Jest  jes7cl'e  Piwni­  
ca  Wandy  Warskiej  o  formule  z  
pogranicza  kabaretu.  gdzie  gospo­  
dyni  towarzyszy  zespół  znakomi­  
tego  Andrzeja  Kurylewicza.  A  
skoro  tylko  uporamy  się  z  trud­  
nościami  lokalowymi,  to  wkrótce  
rozpoczną  
działalność  
nowe  kaba­  
rety:  Olgi  Lipinsklej.  Andrzeja  
Zaorskiego  Andrzeja  Koridr-a­  
tiuka.  

-  A  co  z  rozrywkQ  w  yastrono­  
mii?  Czy  zawsze  będq  pokazllwa­  
ne  kiepskie  skladanki  u·  przerwie  
między  kotletem  z  buraczkami  

kolejną  butelką  źlltniej?  

Zasadniczą  trudnością  w  
prL.YJ�otowaniu  atrakcyjnego  pro­  
gramu  estradowego  w  lokalu  gas­  
tronomicznvm  jest  brak  dobrych  
wykonawców.  Znani  artyści  od­  
żegnują  się  od  występow  w  res­  
tauracjach.  Ale  nie  mamy  zamia­  
I'U  spasować:  planujemy  otwar­  
cip  lokalu,  w  którym  pierwszo­  
planowa  byłaby  rewia,  a  dzia­  
łalność  gastronomiczna  ogranicza­  
łaby  się  do  przystawek  i  dobrych  
trunków.  Może  w  takim  lokalu  
nasze  gwiazdy  zechcą  wystąpić  
Tym  bardzie],  że  w  kilku  przy­  
padkach  udało  się  już  przełamać  
bariery.  Mam  na  myśli  cykl  pro­  
gramów  autorskich  o  charakterze  
recitali  w  kawiarni   Słoneczna".  
gd7Je  gospodarzami  są  znani  ak­  
torzy  i  piosenkarze:  od  maja  wy­  
stępuje  tam  Bogdan  Lazuka,  a  we  
wrześniu  będziemy  gościć  19ę  
Cembrzyńską.  W  kawiarni  Domu  
Chłopa  mamy  dwa  programy  es­  
tradowe:   Wieczór  z  Orbisem"  
i   Wiosną  w  Jeziorance",  obydwa  
z  udziałem  znanych  artystów.  
Równiez  program  w  restauracji  
"Kongresowej"  zmienił  się  ostat­  
nio  na  korzyść.  Autorem  scena­  
ri  usza  i  reżyserem  jest  Mari  usz  
Gorczyński,  ktory  całość  podpo­  
rządkował  jednej  myśli  przewod-  

niej,  w  
przeciwieństwie  
do  po­  
przednio  prezentowanych  tam  
przypadkowych  składanek.  P07..a  
tym  planujemy  też  zorganizowa­  
nie  dansingu  z  programem  artys­  
tvcznvm  na  statku.  

Ale  rozrvwka  w  kawiarniach  
i  restauracjach  to  nie  tylko  pro­  
gramy  artystyczne.  ale  również  
zespoły,  które  grają  do  tańca   

-  Wlaśnie.  a  one  przeu'ażnie  
graJą  bardzo  ile  

-  Jest  to  wynik  niedostatecz­  
nego  przygotowania  muzyków,  a  
także  braku  rzetelności.  Ponie­  
waż  apele  nie  skutkują.  postdno­  
wili-śmy  stopniowo  przechodzić  na  
umowy  okresowe.  To  stwarza  do­  
ping  do  dobrej  pracy,  bo  po  upły­  
wie  terminu  umowę  można  roz­  
wiązać.  Obecnie  współpracujemy  
z  13  zespołami,  ktore  
reprezentują  
dobry  poziom  i  dysponują  odpo­  
wiednią  
aparaturą.  
Do  końca  ro­  
ku  będzie  grało  w  lokalach  20  na­  
szych  
zespołów,  

-  A  co  z  dyskotekami?  

-  Od  roku  urządzamy  .,Non­  
stop"  w  Hali  Gwardii:  występu­  
ją  tam  zespoły  młodzieżowe,  jest  
dyskoteka.  Impreza  odbywa  się  w  
soboty  i  niedziele,  a  gdy  może­  
my  częściej  korzystać  z  Hali  
Gwardii,  to  nawet  codziennie.  Od  
kwietnia  działa  pod  naszym  pa­  
tronatem  dyskoteka  w  kawiarni  
"Stolica",  a  uruchomienie  następ­  
nych  jest  uzależnione  od  możli­  
wości  zakupu  aparatury.  Również  
Zjednoczone  Przedsiębiorstwa  
Rozrywkowe  -  nasz  
wspórpart­  
ner  w  organizowaniu  imprez  roz­  
rywkowych  -  reaktywowały  o­  
statnio'  działalność   Maxima,  
gdzie  organizowane  są  występy  
artystyczne  i  gdzie  można  potań­  
czyć.  Równocześnie  organizujemy  
imprezy  ambitne,  na  przykład  
piątki  poetyckie  w  Starej  Pro­  
chowni.  koncerty  dobrej  muzyki  
i  inn�  z  myślą  o  młodzieży.  

-  Co  "Estrada'7  przllgotowuje  
dla  waTszawUlków  w  wolne  od  
praC]l  sobotll?  

-  Ponieważ  wielu  warszawia­  
ków  spędza  wolne  SOboty  poza  
miastem,  zamierzamy  urządzać,  
szczegolnie  latem.  imprezy  estra­  
dowe  w  podwarszaWSkich  ośrod-  

kach  wvpoczvnkowvch,  Od  wrześ­  
nia  natomiast  w  każdą  wolną  so­  
botę  będzie  można  pójść  do  Sali  
Kongresowej  na  wieczór  kabare­  
towo-estradowy  według  pomys­  
łów  czołowych  twórców  w  tej  
dziedzinie.  -  Program  zapowiada  
się  bardzo  atrakcyjnie.  ale  
żebv  
nie  zapeszyć.  nie  zdradzę  żadnych  
nazwisk.  P07..a  tym  mamy  pełne  
ręce  roboty  we  wszystkie  dni  
świąteczne,  rocznice  i  przy  nie­  
zliczonych  okazjach.  jak  np.  
..Ce­  
peliada",   Wianki".  czy  święto  
9,Trybuny  
Ludu"   

-  No  i  jeszcze  imprez.y  w  sto­  
lecznum  województwie.  Z  czym  
 Estrada"  tam  wyjeżdża?  

-  Obecnie  organizujemv  w  wo­  
jewództwie  imprezy  własne:  kla­  
svczne  składanki  estradowe,  pro­  
gramy  autorskiej,  na  przykład  "A  
to  jest  Warszawa"  i  recitale  zna­  
nych  piosenkarzy.  m.in,  Haliny  
Kunieklej.  Ireny  Santor.  Teresy  
Tutinas  l  Waldemara  Koconia.  
Poza  tym  wznowiliśmy  razem  z  
 Expressem  Wieczornym"  cyklicz­  
ną  imprezę  "Kal'uzela  Warszaw­  
ska".  W  pierwszej  części  "Karu­  
zeli"  znani  aktorzy  teatralni  pre­  
zentują  fragmenty  granych  w  
stolicy  spektakli,  a  w  drugiej  od­  
bywa  się  koncert  estradowy  z  u­  
działem  renomowanych  piosenka­  
rzy.  Imprezę  kończy  zazvvyczaj  
spotkanie  wykonawców  z  widza­  
mi.  W  tym  roku  z  "Karuzelą  War­  
szawską"  jeździli  m.in.:  Ryszarda  
Hanin,  Magdalena  Zawadzka,  Zo­  
fia  Rysiowna,  Gustaw  Holoubek,  
Mariusz  Dmochowski,  Jozef  No­  
wak.  

W  stołecznym  wojewodztwie  
prezentujemy  również  imprezy  
szkolne  przygotowywane  na  ży­  
czenie  instytucji  upowszechniają­  
cych  kulturę  oraz  imprezy  na  za­  
mówienie  różnych  przedsię­  
biorstw  wojewódzkich.  Od  począt­  
ku  tego  roku  zorganizowaliśmy  
rUa  mieszkańców  stołecznego  wo­  
jt'wodztwa  ponad  sto  imprez.  

-  Ponieważ  brakuje  sal  wi­  
dowiskoW1lCh  w  stolecznllm  woje­  
wództwie  "Estrada"  miewa  chy­  
ba  trudności  techniczne  przll  or­  
ganizowaniu  imprez   

-  O  tak,  i  to  dosyć  zasadnicze:  
z  przeprowadzonego  prl.ez  nas  
rekonesansu  wynikło,  że  sal.  któ-  

l  

'AUTOBUS  NA  SZELKACH  

FOł  (Orz  IIOł  Z  Tnzblr  

 

  

52  

·1  

,  

I  

 

 

 

Można  powiedzieć  że  nie  tylko  
najstarsi  mieszkańcy  stolicy  pa­  
miętają  kursujące  po  centrum  
trolejbusy.  Ten  sposob  lOkomocji  
nawet  zupełnie  dobrze  przypomi­  
nają  sobie  warszawskie  nastolat­  
ki.  gdyż  ostatnią  Imię   autobusu  
na  szelkach"  zlikwidowano  30  
czerwca  1973  roku.  W  pojęciu  
amatorów  silnych  wrażeń  i  zwo­  
lenników   inogron  był  on  chyba  
pierwszym  środkiem  komunika­  
cji,  którym  nie  sposób  było  prze­  
wietrzyć  się.  bo  wszystkie  drzvvi.  
jak  na  zlośt,  zamykały  się  jeszcze  
długo  przedtem,  nim  wprowadzo­  
no  tę  zasadę  w  autobusach.  nie  
mówiąc  już  o  tramwajach.  W  Ja­  
tach  sześćdziesiątych  trolejbus  był  
nierozłącznie  związany  z  pejza­  
żem  miasta.  Krakowskie  przed­  
mieście.  Koszykowa.  Aleje  Niepo­  
dległości,  Myśliwiecka.  Traugutta.  
Dworzec  Główny   -  gdZie  tylko  
nie  spojrz�,  widziało  się  wozy  li­  
nii  ••  51  ".    a  to  z  tej  
prostej  przyczyny.  że  trakCja  wy­  
nOSIła  w  sumie  19  km  długOŚCi  

(1963  rok).  Potem  nastąpił  stop­  
niowy  zanik  bezszynowego  tram­  
waju.  Wypierany  przez  autobusy  
i  auta  musiał  ustąpić  ze  wszyst­  
kich  miejsc.  w  których  po  prostu  
zawadzał.  tamował  ruch  i  stawał  
się  utrapieniem.  Obliczono,  że  
mniej  więcej  co  kilometr  usytuo­  
wane  było  skrzyżowanie  tzw.  kło­  
potliwe,  na  ktorym  spadały  pałą­  
ki  i  automatycznie  powstawał  
 korek".  Zapadła  decYZja  o  likwi­  
daCji.  TrakCję  zdjęto,  wozy  prze­  
kazano  do  innych  miast,  a  za­  
jezdnię  przy  ul.  Chełmskiej  przy­  
stosowano  do  autobusów  typU  
Berliet.  

Pozostała  jednak  idea  trolejbusu  
jako  pojazdu  bezspalinowego  i  ci­  
chego.  W  ostatnich  latach  do  
dwoch  pierwszych  atutów  dołą­  
czył  się  trzeci  -  zwyżka  cen  pa_  
liw.  Okazało  się,  że  ten  środek  
komunikacji  wcale  nie  stracił  na  
aktualności.  Wręcz  przeciwnie.  
nawet  stał  się  pożądany.  Po­  
wstaje  więc  pytanie,  czy  słusznie  
zrobiono.  likwidując  dotYChczaso­  
we  linie.  OdPOWiedz  jest  jedno­  
znaczna  -  tak.  gd�'ż  nawet  przy  
najszczerszvch  chęciach  nie  uda-  

łoby  się  utrzymać  w  centrum  sto­  
licy,  na  wąskich  i  zatłoczonych  
ulicach.  pojazdu  kłOPOtliwego  w  
manewrowaniu  i  nie  mającego  
wydzielonych  pasm  ruchu  tak.  jak  
na  przykład  tramwaj.  

Obecnie  rozważa  się  możliwość  
przywrócenia  trolejbusu,  ale  na  
takich  trasach.  na  któryCh  byłby  
usprawnieniem  a  nie  przeszkodą  
-  to  znaczy  na  długiCh,  prQStych  
odcinkach  bez  skrętów  i  skrzyżo­  
wań.  Tylko  to  jedno  założenie  już  
z  góry  eliminuje  centrum  miasta,  
a  ukierunkowuje  prace  na  połą­  
czenia  wiążące  Warszawę  z  tere­  
nem  stołE'Cznego  województwa.  W  
pierwszym  etapie  POwstanie  odci­  
nek:  Dworzec  Południowy  -  Pia­  
seczno  (l3  km)  wraz  z  bazą  auto­  
busowo-trolejbusową.  Te"}  frag­  
ment  linii  oddany  zostani�  praw­  
dOpodobnie  już  w  roku  1978.  
Przewiduje  się,  że  WOZy  w  liczbie  
50-60  kursować  będą  mniej  
więcej  w  odstępach  minutOWYch.  
W  dalszej  kolejnOŚCi  nastąpi  prze-.  
dluienie  trakcji  do  Konstancina.  
co  pozwoli  połączyć  c,"ntrum
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_03.djvu

			re  nadają  się  do  występów.  tzn.  
posiadają  scenę,  odpowiednie  za­  
plecze  oraz  widownię  dla  300--400  
widzów.  jest  zaledwie  kilka.  No,  
ale  trzeba  przecież  
zapewnić  
kon­  
takt  z  kulturą  jak  największej  
liczbie  mieszkańców  wojewódz­  
twa.  Dlatego  wytypowaliśmy  oko­  
ło  40  sal.  gdzie  po  dokonaniu  
odpowiednich  adaptacji  można  
urządzać  imprez,"  -  oczywiście  
1..  zastrzeżeniem,  że  przywiezie­  
my  własną  aparaturę  elektroakus­  
tyczną.  Zresztą  artystom  wy  jeż­  
dżaiącvm  
w  teren  z  reguły  towa­  
rzyszy  nasza  ekipa  techniczna  L.  
aparaturą,  a  ponieważ  salom  brak  
zapleczy,  więc  artyści  muszą  C7.ę­  
sto  przebierać  się  w  autokarach.  

Niezależnie  
od  trudności  tech­  
nicznych  potrzeba  organizowania  
dobrvch  imprez  w  terenie  jest  
ogromna,  ludzie  są  bardzo  sprag­  
nieni  rozrywki.  a  przede  wszyst  
kim  -  żywego  kontaktu  z  lubia  
nyrni  artystami.  O  powodzeni  
imprez  świadczą  liczne  listy  z  po  
dziękowaniami;  wdzięczność  wi  
d7ÓW  sprawia,  że  nasze  wysiłk  
opłacają  się  stokrotnie,  

-  Należy  zatem  sądzić.  że  im­  
prezy  "Estrad  II"  trafiają  w  gust  
publiczności   

-  Chyba  tak,  chociaż  gusty  na·  
szych  widzów  są  różnorodne,  G  
ich  życ.renia  fonnułowane  w  lis­  
tach  dotyczą  przeważnie  wystę­  
pow  konkretnych  artystów  I><"PU­  
laryzowanych  przez  radio  i  tele­  
wizję.  Dominują  prośby  o  urzą­  
dzanie  imprez  rozrywkowych,  ka­  
meralnych,  z  piosenką  i  skeczęm,  
w  których  artyści  nawiązują  bez­  
posredni  kontakt  z  publicznością.  
Spełniamy  te  życzenia,  ale  równo­  
cześnie  staramy  się  przygotować  
widzow  do  odbioru  pozycji  ambit­  
niejszych,  wywołujących  głębszą  
refleksję,  czemu  służy  m.in.  dzia­  
łalnosć  naszych  teatrów:  Teatr  
Stara  Prochownia  współpracuje  z  
Grodziskiem  Mazowieckim,  objął  
też  patronat  nad  gminą  Mszczo­  
nowo  Teatr  Ochoty  ma  patronat  
nad  Tarczynern.  a  Teatr  Adek­  
watny  -  nad  D7.iekanowem  Leś­  
n}"m.  

uzdrowiskowo-rehabilitacyjne  L.  
Warszawą  pojazdem  odpowiednio  
przvstosowanrm  do  miejscowoścI  
kuracyjnej.  Myśli  się  też,  by  stop­  
niowo  zamknąt  koło,  przeprowa­  
dzając  trasę  przez  Gołków,  ewen­  
tualnie  Zalesie,  ulicę  Przyczołko­  
wą  i  aleję  Wilanowską  z  powro·  
tern  do  Dworca  Południowego.  

Reasumując  wady  i  zalety  "no­  
wego  pojazdu"  trzeba  powiedziec.  
7.e  korzystając  z  energii  krajowej  
w  porównani  u  z  importowanylI'  
paliwem  jest  dużo  tańszy.  Moie  
10  prowadzit  kobieta,  na  co  nie  
pozwalają  przepisy  w  wypadkL  
autobusów  i  jest  niewrażliwy  na  
temperaturę  w  takim  stopniu.  jak  
silniki  spalinowe  .  .Jedynym  man­  
kamen1em,daki  mole  wplynąt  na  
przyszłą  eksploatację  jest  obce  po­  
chodzenie.  Do  autobusu  rodzimej  
produkcji  zawsze  łatWiej  bf:d7.ie  
7.dobyć  częsa  zami�tme  niż  do  
wozów  z  importu.  a  do  takich  z  
pewnoscią  długo  jeszcze  będ7ie  
należał  przyszłY   autobuo;  na  szel­  
kach'   

PAWEŁ  KNOTHE  
 
 
,n·1  
llr.-  
4-.  
ł  
I  
.,  
 
-y  
 
I  
"Y  
 
 
I  
.  
 
�tY-e..  
-,  
.   
 
r  
1  
rr1  
 
�W  
rT  
-:-f  
 
I  
 
,  I  
Yf  
�.  
r:  
,  "..,"  
,  
.  I  
ł  
I  -  
;  
,-,\.",,.,-  
-.  
 
t-  
.  .  f  
I  
I  
••  
r,  I  
nr   
 +r  ,  
I·  fi  I'P  
I  
 
 
,  
""1  ,  
I  
II  
11'11  
.  .  
11  
.W"  ••  ,r  
I  
-:-:"  
II  
I  
   
�"  IIJIf  
.   
''",  
I  
T  
 
 �.II  
J  �il  IIIł  
I  
 II  
 
I  
l  
r  
.'"  ,,.  
 
I  
t  
ir  
'fi  
,.,  
.,,'11  II  
I  �ll  l'"  
·M  
�.I  
 
 
 
 
'1  l.  
 l'  
I  
II  
  
I  �h  II'"  
I  
l'  
r  
 
tlił  
)J  III"  
.   
ii  
.   
 
l  
 
,  
 
-  
-  
 
 
 
 
 
-.   ""  
.1,  
-C"'S.  
 
J..-   
.j   
1i.�  
t   
 
 
.�  
,-'\  
,   ,  
 
 
,  
4t  
-s.  
..\  
-,  e  
 

Jedno  z  naJmnl(')IIZlIch  slulecznych  o,;iedl,  -  SIClwka  -  preU!lłlu}e  1I1�  d.o.c  okuz"'"  Il·II"U!lJłlJI,c  WZU·I/:  

Niewielkie  Osiedle  Stawki,  

którego  autorami  są  arch.  arch.  
Z.  Haman  i  Z.  Panek,  jest  ostat­  
lim  osiedlem  w  Sródmieściu  
00  wstającym  na  terenie  nie  za-  
3udowanym.  RobJty  przy  wzno­  
szeniu  budynków  (z  prefabryko­  
wanych  konstrukcji,  w  technob­  
gii  zwanej  "ramą  H")  r:-zpcczęto  
w  roku  ubiegłym,  a  na  początku  

ego  roku  pierwsi  l:katorzy  mo­  
,li  się  już  wprowadzać  do  swo­  
ch  miesz\tań.  W  osiedlu,  uzupeł-  

nionym  przedszkolem  i  pawilo­  
nem  handlowym.  zamieszka  ok:J­  
lo  2500  os6b.  Ten  zespół  m  !esz-  

.  kaniowy  za'projektowany  doŚĆ  
kameralnie  -  mimo  swego  na  
wskroś  nowoczesnego  oblicza  
powstał  na  miejscu  starych  ma­  
gazynów  uoSytw>wanych  w  reJo­  
nie  ulicy  Stawki.  Rozebran:)  je  
w  roku  1974,  z  korzyścią  dla  wy­  
glądu  tej  części  na'5zego  miasta  
oraz  tych  jego  m�eszkań.ców,  kt6-  
rzy  zyskali  tutaj  nowe,  wygodne  

locum.  Eksponowane  położenie  
terenu  narzucało  szczególne  wa­  
runki  w  nawiązaniu  koncepcji  
urbanlStyczno-przestrzennej  csie­  
dla  w  Ścisłym  nb.  POWiąZ8NU  z  
terenami  bezpośrednio  sąsia.du·ją­  
cymi,  na  których  zl:Jkalizowano  
szereg  obiekt6w  typu  ogólno­  
miejskiego.  Dziś  osiedle  prezen­  
tuje  się  jeszcze  nie  najefektow­  
niej,  ale  poczekajmy  do  zakoń­  
czenia  robót!  

(I(.  K.)  

.�ZCZę"'WII  mvment  przeprowadzki  do  wllJ.UWgo  mle.zkan44  
w  JednI/m  z  nOWI/ch  blofców  Ollledla  Stawki  

W  IlprZ�II.lowło"lIm  .".cemłe  bUdownk:twa  place  
budoWli  lItaJq  .'ę  z  ref/ulll  banfzo  do  .Ieble  podobru>  
-  
 
-  
,  
 
 
  
 
 
 
 
 
,  
4  
 
 
r-  
r  
 
-  
 
 
 
.�  
1   -  
-  
 
 
.��  
 
 
��  
-  
 
 
,  
  
,.  
F  
 
i  
 
""-  
 
=  
 
 
 
 
1  
-'"  
 
-l  
 
,  
-  
 
�""  
L  
4�  
 
 
 
F
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_04.djvu

			ZIELONA  WOLA  

Oglądając  stare  plany  Warsza­  
wy  zauważymy,  że  często  powta­  
rzają  się  dwie  nazwy  ulic  wYbite  
ozdobniejszym  pismem:  Aleje  U­  
jazdowskie  -  reprezentacyjne,  
stylowe  miejsce  spotkań  śmietan­  
ki  towarzyskiej  i  Aleje  Wolskie  
(obecna  ulica  Wolska)  -  nazwa­  
ne  tak  chyba  przez  kontrast  ze  
swoją  konkurentką.  Dziś  nikt  już  
nie  pamięta  dawnej  nazwy  ulicy  
Wolskiej  i  nikt  prawdopodobnie  
nie  wpadłby  na  pomysł  przyrów­  
nywania  tej  arterii  do  tradycyj­  
nej  stołecznej  promenady.  

Atrakcją  Alej  Ujazdowskich  są  
przede  wszystkim  ogrody  i  parki,  
tworzące  ogromny  kompleks  wy_  
poczynkowy  w  samym  centrum  
stolicy.  Na  niedzielne  spacery  
przy  jeżdżają  tu  ludzie  z  odległych  
osiedli,  choć  coraz  Więcej  osób  ko­  
rzysta  z  parków  i  terenów  rekre­  
acyjnych  powstających  lub  jut  
powstałych  w  ich  własnych  dziel­  
nicach.  Łazienki,  Ogród  Botanicz­  
ny  czy  Park  Ujazdowski  stracą  w  
niedługim  czasie  monopol  zaci­  
sza  do  odpoczynku,  choć  pozosta­  
ną  w  świadomości  warszawiaków  
najelegantsayrn  miejscem  świąte­  
cznych  spotkań.  

Nowy  konkurent,  wyłaniający  
!lię  dopiero  na  planie  miasta  to  
wolski  Park  im.  E.  Szymańskiego  
stanowiący  wydzieloną  częś�  Wie­  
Iofunkcy  jnego  Ośrodka  Wypo­  
czynkowo-Rekreacyjnego  Mo­  
czydło.  Podział  ten  ma  swoje  u­  
zasadnienie  w  planowanych  fun­  
kcjach  obu  kompleksów;  Moczy­  
dlo  pomyślane  jako  ośrodek  wy­  
poczynku  czynnego  z  kąpieliska­  
mi,  halą  sportową  i  urządzeniami  
do  sportów  zimowych,  przeciwsta­  
wiono  biernemu  wypoczynkowi  
(spacery  l  biwaki)  w  Parku  lm  E.  
Szymańskiego.  

Teren  ogrodu  obejmUjący  17  ha,  
a  leżący  pomiędzy  aleją  Rewolu­  
=ji  Październikowej,  ulicami  Gór­  
czewską,  Elekcyjną  i  Wolską  ..•  (I  
tu  możemy  zaryzykowa�  twier­  
dzenie,  że  jut  niedługo  ul.  Wolska  
lub  jak  kto  woli,  dawne  Aleje  
Wolskie,  zyskają  swój  własny  
kompleks  ogrodowy  będący  tym  
razem  prawdziwą  konkurencją  dla  
historycznej  przeciwniczki)   bę­  
dzie  się  charakteryzował  bogatym  
wystrojem  plastycznym.  rótnorod­  
nością  materiału  roślinnego  oraz  
tzw.  małą  architekturą  wkompo­  
nowaną  w  całoś�.  

Przy  projektowan·iu  zieleni  

przyjęto  zasadę  skoncentrowania  
dużej  ilości  wysokich  drzew  z  bo­  
gatym  podszyciem  wzdłui  otacza­  
jących  uhe,  aby  stworzyć  spokoj­  
ne  i  ciche  
wnętrza,  
odizolowane  
od  ciągłego  gwaru  miasta.  Znajdą  
tu  swoje  miejsca  świerki,  daglezje,  
sosny  i  jodły,  a  elementem  łączą­  
cym  park  z  WOWR  Moczydło  i  
podkreślającym  
Iedność  
kompozy­  
cyjną  będą  dęby  piramidalne.  Du­  
ża  częś�  drzewostanu,  bo  aż  30  do  
35°  o,  to  drzewa  iglaste.  Interesu­  
jącym  elementem  projektu  jest  
olbrzymia  polana  trawiasta  o  
kształcie  elipsOidalnym,  mo­  
gąca  POmieścić  jednocześnie  
wiele  setek  osób  lubiących  odpo­  
czynek  na  trawie.  Centralnym  zaś  

4  

punktem  kompozycji  przestrzen­  
nej  będzie  różanka  o  powierzchni  
ca  5  tys.  m2,  skonstruowana  jako  
kotlina.  w  której  kwiaty  współ­  
grają  z  układem  wodnym.  

Układ  wodny,  wyposażony  w  
pompownię,  został  oparty  o  Istnie­  
jący  staw  adaptowany  przez  pro­  
jektantów  do  nowych  potrzeb.  Po  
oczyszczeniu  i  odszlamowaniu  bę­  
dzie  on  zbierał  wodę  ze  wszyst­  
kich  basenów,  której  dopiero  
nadmiar  odpłynie  do  kanali   
zacji.  Całość  obejmująca  5  
basenów  podłużnych  ·z  wodotry­  
skami,  kaskadę  wodną.  oczka  
wodne  na  terenie  różanki  i  basen  
okrągły  mają  w  sumie  2234  m2  
ogólnej  powierzchni.  Spacero­  
wicze  odniosą  jednak  wraże­  
nie,  te  powierzchnia  ta  jest  du­  
żo  większa  dzięki  ciągłemu  pio­  
nowemu  ruchowi  Wody  w  fon­  
tannach  i  kaskadach,  mierzącemu  
od  l  do  10  metrów.  

Małą  architekturę  reprezento­  
wać  będzie  cały  system  murków,  
tarasów,  szachownic  terenowych  i  
poidełek  oraz  zespół  boisk  (kosz,  
kometka,  tenis)  zaspokajający  po­  
trzeby  pobliskiego  Osiedla  Mo­  
cZYdlo  i  wydzielony  teren  dla  
dzieci  o  powierzchni  1  ha.  na  któ­  
rym  powstanie  amfiteatr,  górka  
saneczkowa  i  boisko.  

Park  wyposatony  zostanie  o­  
czywiście  w  sieć  zraszającą  i  o­  
świetlenie  wraz  z  iluminacją  fon­  
tann.  Autorzy  projektu  oświetle­  
nia  inż.  Kazimierz  Kozłowski  
i  Jakub  Krzemkowski  wraz  z  ze­  
społem  BPBK  "Stolica"  zrezygno­  
wali  z  latarń  w  centralnym  punk­  
cie  obejmującym  róiankę.  główną  
fontannę  i  istniejący  staw  na  ko­  
rzyść  trzech  16-metrowych  masz­  
tów  oświetleniowych.  Chodziło  o  
to,  by  na  otwartej  przestrzeni  nie  
wytwarza�  przykrego  wrażenia  
lasu  betonowych  słupów.  Uzupeł­  
nieniem  całości  stanie  się  pawi­  
lon  gastronomiczny,  usytuowany  
przy  głównym  wejściu  od  ulicy  
Wolskiej,  a  w  przyszłości,  zgodnie  
z  postulatami  projektantów  i  spo­  
łecznego  Komitetu  Budowy  Par­  
ku  im.  E.  Szymańskiego,  staną  tu  
rzetby  ogrodowe  tak  w  formie  
stałej  jak  i  wystaw  okresowych.  
Nowy  park  pod  względem  kom­  
pozycyjnym  i  użytkowym  współ­  
grać  będzie  z  WOWR  Moczydło  
i  lączy�  się  kładką  bezkolizyjną  z  
przyległym  Parkiem  Sowińskiego.  

Tempo,  w  jakim  powstaje  ten  
olbrzymi  kompleks  rekreacyjny  
wykazuje  jasno,  jak  potrzebne  by­  
ło  mieszkańcom  Woli  własne  
miejsce  odpoczynku.  Realizacja  
rozpoczęła  się  w  maju  1974  roku  
w  ramach  społecznego  czynu  
mieszkańców  dzielnicy.  a  przewi­  
dywane  zakończenie  wszystkich  
prac  nastąpić  ma  w  lipcu  br.  

PAWEŁ  KNOTHE  

POROZMAWIAJMY  
O  
WARSZAWIE  

W  naszlIm  C'Jłklu  Tozmawiamy  

o  problemach  komunikacji  miej­  
skiej  z  dT.  inż.  Bogdanem  Konto­  
wiczem  -  dYTektOTem  Miejskich  
Zakładów  Komunikacyjnych.  

Miejskie  Ilakłady  Komunika­  
cyjne  ogromny  kombinat  
transporlowo-przewozowy  -  za­  
trudnia  ogółem  13  tysięcy  osób,  a  
w  tym  3,5  tysiąca  kierowców,  1000  
motorniczych  i  2300  pracowników  
umysłowych,  łącznie  ze  
służbą  
kontrolerską.  Całą  załogę  można  
nazwać  młodą,  gdyż  więcej  niż  
połowa  nie  ukonczyła  jeszcze  
czterdziestego  roku  życia.  Tabor.  
jakim  dysponuje  przedsiębiorstwo,  
obejmuje  2100  autobusów,  900  
tramwajów  i  300  pojazdów  spec­  
jalnych.  Dochodzą  do  tego  zajezd­  
nie,  warsztaty  mechaniczne  i  kon­  
serwacyjne  oraz  biura  studiów  
nad  ruchem  i  rozwiązaniami  
transportowymi  -  jednym  sło­  
wem  miasto  w  mieście.  

Sprawne  działanie  całej  tej  o­  
gromnej  machiny  kosztuje  rocznie  
2  mld  200  tys.  złotych,  z  czego  
połowę  pokrywają  pasażerowie  
wykupujący  bilety.  Reszta  opiera  
się  na  dotacjach  państwowych.  
Nie  należy  jednak  sądzić.  że  ten  
deficyt  jest  spowodowany  bra­  
kiem  umiejętności  czy  złą  gospo­  
darką  posiadanymi  zasobami.  Nie  
ma  dziś  na  świecie  miasta.  
może  
oprócz  Hamburga  znajdującego  
się  na  granicy  rentowności.  w  
którym  środki  komunikacji  miej­  
skiej  nie  byłyby  subwencjonowa­  
ne  przez  władze.  W  samym  tylko  
Wiedniu  dotacje  państwowe  prze­  
kraczają  700  Do  

Podwyższanie  kosztów  biletu  
jednostkowego  nie  zdaje  egzami­  
nu  tak  za  granicą.  jak  i  u  nas,  
gdyż  notuje  się  wtedy  przesiada­  
nie  ludzi  na  własne  samochody.  
Ważnym  zatem  elementem  jest  
uatrakcyjnienie  komunikacji  na  
tyle  by  stała  się  ona  prawdziwą  
konkurencją  dla  indywidualnych  
pojazdów,  co  w  rezultacie  prowa­  
dzi  do  zmniejszenia  ilości  korków  
i  zatorowo  powstających  na  uli­  
cach.  Nie  wiem  na  przyłt)ad.  czy  
jedną  z  metod,  do  której  praw­  
dopodobnie  z  czasem  dOjdziemy,  
nie  byłoby  wprowadzenie  denno­  
wycb  przejudów.  Koszt  takiej  
zmiany  okazałby  SIę  Dlewspół-  

miernie  niższy  od  sum  pochlania­  
nych  ciągle  przez  przebudowy  
tras  komunikacyjnych,  straty  pa­  
liwa  na  szukanie  parkingów  itd.,  
a  jednocześnie  podniósłby  wyraź­  
nie  atrakcyjność  autobusów  i  
tramwajów.  Oczywiście.  podsta­  
wowym  warunkiem  przy  takiej  

'zmianie  musi  być  nienaganna  
punktualnOść  i  'Częstotliwość  kur­  
sów,  a  co  za  tym  idzie,  doskonały  
.tabor.  przy  dannowej  komunika­  
cji  mniej  ważne  stają  się  linie  
bezpośrednie  i  ilość  przesiadek.  
Odpada  bowiem  obowiązek  pa­  
miętania  o  posiadariiu  biletów,  
trudności  w  kasowaniu  czy  ciąg­  
ly  strach  przed  zgubieniem  czy  
podarciem  tego  skrawka  papieru.  

W  związku  z  nowym  podziałem  
administracyjnym  zaproponowa­  
liśmy  władzom  powołanie  Zespo­  
łu  do  Spraw  Koordynacji  Trans­  
portu  Pasażerskiego  w  stołecz­  
nym  województwie  warszawskim,  
mającego  za  zadanie  maksymalne  
ułatwienie  pasażerom  przejazdów  
środkami  transportu  PKP,  PKS  
i  MZK.  Chcemy  w  ramach  zespo­  
lu  tak  uprościć  sprawy  taryfowe,  
by  w  konsekwencji  dojść  np.  do  
biletu  mieSięcznego,  wystarczają­  
cego  na  dojazd  do  pracy  za  po­  
mocą  wszystkich  wyżej  wymie­  
nionych  środków.  Także  bilety  
kupowane  w  kioskach  służyć  po­  
Winny  na  wszystkie  środki  komu­  
nikacji.  

Jeśli  chodzi  o  wewnętrzne  spra­  
wy  
przedsiębiorstwa,  
to  przede  
wszystkim  kładziemy  nacisk  na  
właściwe  kształcenie  kierowców.  
Staramy  się  wpoić  naszym  pra­  
cownikom  normy  wsPÓłj.:·cia  z  
pasażerami  przez  orgQ;:iAJ\Vani�  
różnych  konkursów,  sprawdzia­  
nów  czy  kontroli.  Instruk­  
torzy  mają  prawo  
wręczać  
200-  
złotowe  nagrody  po  kontroli  
lub  
zamieszczać  
swoje  uwagi  w  
raportach  do  dyrekcji  przedsię­  
biorstwa.  Z  drugiej  strony  skan­  
daliczne  zachowanie  się  pasaże­  
.rów  i  pobicia  kontrolerów,  bo  i  do  
tego  dochodzi.  kierujemy  do  
kolegiów  i  sądów.  Istnieje  też  du­  
ty  dział  zajmujący  się  rozpatry­  
waniem  skarg  i  wniosków  nadsy­  
łanych  do  nas.  Ciągle  jednak  w  
ankietach  wewnętrznych  MZK  
powodem  
odęjśeia  
z  pracy  jest  na  
pierwszym  miejscu  stosunek  nie­  
których  pasażerów  do  kierowców.  
Przyznaję.  że  problem  nie  jest  ła­  
twy  i  nie  mamy  go  rozpracowane­  
go  do  końca.  ale  przecież  pasaże­  
rowie  ze  swej  strony  powinni  pa­  
miętać,  jak  ciężką  pracą  jest  pro­  
wadzenie  autobusu  czy  tramwaju.  

Problemy,  z  jakimi  boryka  się  
przedsiębiorstwo.  dotyczą  głównie  
dwu  rzeczy:  braku  taboru  i  za­  
jezdni.  Aby  rozwiązać  wszyst­  
kie  bolączki  komunikacyjne  stoli­  
cy  i  województwa  potrzeba  3067  
autobusów  w  tej  pięciolatce,  a  
wstępnie  przewidziano  jedynie  
)450.  Wierzę.  że  w  miarę  uściś­  
lania  planów  Warszawa  dostanie  
większą  liczbę  pojazdów.  Jeśli  
chodzi  o  zajezdnię.  nie  została  w  
ubiegłej  pięciolatce  wybudowana  
baza  na  Stalowej,  a  przecież  
wszystkie  już  istniejące  wyko­  
rzystane  są  w  100  procentach.  Ist­  
nieje  zatem  pilna  potrzeba  budo  
'wy  co  najmniej  dwóch  zajezdni  
-  tej  na  Stalowej  i  na  UrsynoWie  
czy  Bielanach.
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_05.djvu

			.   

'I  

Jut  po  raz  piąty  mieliśmy  przyjemność  oglądać  w  Teatrze  WleUdm  Jw  
Lodzl  przez  czternaście  wieczorów  występy  teatrów  zagranicznych:  Bal­  
let  Van  Vlaanderen  z  Belgii,  Les  Ballets  Fel1x  Blaska  z  Francji,  Pań­  
stwowej  Opery  z  Budapesztu,  Państwowego  Akademickiego  Teatru  WIel­  
kiego  Opery  i  Baletu  Białoruskiej  SRR  oraz  kraJowych:  Państwowej  
Opery  Sląskiej  z  Bytomia,  POlskiego  Teatru  Tadca  -  (Balet  Poznański),  
Lódzkiego  Teatru  Wielkiego.  I  naturalnie  -  naszego  TW  z  Warszawy.  
Niezaldnie  od  artystycznych  wieczorów  V  Spotkań  Baletowych  
w  Lodz1,  1  Warszawa  miała  okazję  -oglądać  'Da  swych,  operowej  1  Teatru  
Narodowego  scenach  tych  świetnych  artystów,  m.  in.  Balet  FeU.xa  
Blaska  w  składanym  programie  (pełni  ekspresji,  kapitalnie  technlcmle  
wyćwiczeni  tancerze  z  WiodąCym  l  niezrównanym  Ich  "wodzem"  -  
Blaskal,  teatr  miński  ze.  "Stworzenlem  świata"  Pietrowa,  budapesz­  
teński,  flandryjski,  którego  programowy  wachlarz  sic:gał  od  Jana  Seba­  
stiana  Bacha  "Cantus  Flrums"  -  po  ,.Fol1es··  -  Offenbacha.  

I  Lód.ź,  1  Warszawa  podziwiały  takie  naszego  wybitnego  tancerza  WoJ­  
ctecna  Wiesiołłowskiego  czyli  Woytka  Lowskiego  (JakO  4e  jut  od  lat  
święci  triumfy  za  granicą  l  musiał  nieco  "przystosować"  swoje  trudne  dla  
cudzoziemców  do  wymówienia  nazwisko).  Przed  laty  widziałam  go  tań­  
czącego,  gdy  przyjechał  IZ   Baletem  XX  wieku"  B�jarta  do  Warszawy.  
Dziś  mamy  znów  wielką  satysfakcję  oglądać  tego  Świetnego  artystę  
(aktualnie  I  tancerza  Baletu  Bostońskiego)  w  Warszawie,  gdzie  przybył  
na  zaproszenie  naszego  Teatru  Wielkiego.  występując  w  stołecznych  
inscenizacjach:  HGlselle",  .,Stanisław  i  Anna  Ośwlcclmowle",  "Coppella",  
W  "Coppelil"  towarzyszyła  mu  nasza  warszawska  baletowa  chluba  Elt­  

bleta  Jaroń.  Przedstawiamy  tch  naszym  Czytelnikom  

(K.  KoL)  

1.  EUbłeta  JMań,  Wojciech  WłeaiollOtOskł  we  wzaJemnI/m  uklonłe  
I  przed  publ�  

Z.  Non  Wojcłech  -  woutek  

4.  Wojciech  Wtuiolło1D8lcl  10   Wariacji"  PtGka-ZtoIa&tuna  z  baletu  "Za­  
pałcłe  gwiQd1l"  (mUZJIka  D.  SZ08f4kOtDłcza,  choreogralt4  R.  Petłt)  

4  

2  

3
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_06.djvu

			DOKĄD  

NA  

 
Jak  urlop  -  to  z  domu  -  mawiają  war-  

szawiacy.  Odczuwają  to  panie  socjalne  i  na­  
dąży�  nic  mogą  z  organizowaniem  wczasów.  

Tak  ogromny  pęd  do  wypoczywania  poza  
metropolią  znajduje  uzasadnienie  w  uciążli­  
wości  środowiska  miejskiego,  które  szcze­  
gólnie  latem  daje  się  we  znaki,  gdy  na­  
grzane  w  ciągu  dnia  beton  i  asfalt  nie  
stygną  nawet  nocą.  W  mieście  wiatry  są  
słabsze,  deszcze  rzadsze  i  nagromadzone  
ilości  ciepła  nie  mają  jak  
wyparować.  
Pa­  
rowanie  utrudnia  także  ciężkie,  zanieczy­  
szczone  powietrze,  które  niczym  pierzyna  
otula  miasto.  

Przez  zadymione  .,gęste·'  powietrze  mniej  
przenika  na  ziemię  miejską  promieniowania  
ultrafioletowego,  straty  te  sięgają  nawet  
20%•  

W  ciągu  ostatniego  półwiecza  klimat  wie­  
lu  miast,  w  tym  i  Warszawy,  bardzo  się  po­  
gorszył,  coraz  więcej  jest  dni  zamglonych,  
depresyjnych,  stąd  tyle  niedomagań  serca  
i  schorzeń  układu  oddechowego.  Ostatnia  zi­  
ma,  choć  bez  epidemii  grypy,  przyniosla  og­  
rom  infekcji;  dzieci  nie  wychodziły  z  bron­  
chitów.  Skoro  tylko  wyjechały,  choć  często  
do  gorszych  warunków  niż  domowe  -  poz­  
były  się  katarów.  

Powietrze  w  mieście  jest  zakwaszone  spa­  
linami,  dymem,  nasycone  zapachami.  Nienaj­  
lepszy  mikroklimat  znajduje  się  w  rniesz­  
kaniach,  które  są  przegrzane,  wysusz:me,  
nieprzewiewne,  natomiast  coraz  obficiej  wy­  
posażone  w  tworzywa  sztuczne,  w  których  
obecności,  jak  wykazują  ostatnie  badania,  
przyswajanie  tlenu  przez  organizm  Iest  
utrudnione.  Człowiek  tylko  wtedy  może  właś­  
ciwie  zuży�  .tlen,  gdy  istnieją  określone  
warunki  elektryczne  atmosfery.  Na  pewno  
sprzyja  temu  procesowi  świeże,  
nieskażone  
powietrze  pod  gołym  niebem.  

Zmiana  klimatu  stanowi  bodziec  dla  or­  
ganizmu,  który  może  mu  służy�,  lub  odwrot­  
nie  wywoła�  niekorzystne  zmiany  w  
ustroju.  Nasze  główne  kierunki  letnich  wy­  
jazdów,  to  morze.  jeziora  i  góry.  

Do  najłagodniej  oddziałujących  na  orga­  
nizm  człowieka  
należą  
mlejscowośct  
nizin­  
ne.  Nie  występują  w  nich  twałtowne  skoki  
temperatury  i  wilgotności,  a  i  ruchy  po­  
wietrza  są  słabsze.  Klimat  taki  sprzyja  każ­  
demu,  szczególnie  dobrze  zrobi  osobom  zner­  
wicowanym,  wyczerpanym,  chorym  na  ser­  
ce.  na  nadczynnoś�  tarczycy.  Dzieciom  wą-  -  
tłym  l  ludziom  starszym  jest  szczególnie  za­  
leca·ny  

MiejSCOWOŚCi  podgórskie  c  harak.teryzują  
się  klimatem  pobudzającym,  lecz  w  spOSÓb  
łagodny.  Sprzyja  to  leczeniu  większości  cho­  
rób  przewlekłych.  wpływa  wzmacniająco  na  
układ  nerwowy.  Wybór  Rabki  na  uzdrowisko  
ma  głębokie  uzasadnienie  klimatyczne.  Ale  
np.  Duszniki,  Zegiestów,  Swlerad6w,  choć  
położone  są  na  podobnej  wysokości,  mają  
cechy  klimatu  wysokog6rskiego.  

Już  starożytni  doceniali  zbawienne  dzia­  
łanie  morza  na  organizm  c:llowieka.  Zaob­  
serwowano,  że  jedne  schorzenia  ustępowały  
samoistnie.  jednak  niektóre  ulegały  zaostrze­  
mu.  Wiele  wieków  upłynęło,  zanim  dowie­  
dzieliśmy  się  dokładniej,  w  jakich  przy­  
padkach  klimat  morski  leczy,  a  kiedy  może  
zaszkodzi�.  

Czym  charakteryzuje  się  klimat  morski?  

Powietrze  jest  tu  bardzo  czyste,  pozbawio­  
ne  pyłów  i  zapachÓW.  Ciśnienie  nad  morzem  
jest  wyższe  niż  w  głębi  kraju,  tempera  tura  
otoczenia·  niższa.  wi�ksza  wilgotność  powie­  
trza  i  większa  wietrzność.  Promieni  nad­  
fiołkOWYCh  jest  dostatecznie  dużo,  z  łatwoś­  
cią  przedostają  się  na  ziemię  przez  czyste  
powietrze.  Także  fale  morskie  i  piasek  po­  
wodują  ich  odbicie.  Z  większą  więc  siłą  na­  
cierają  na  człowieka.  

I  siły  potrzeba,  aby  znieść  ostrość  klima­  
tu  nadmorskiego.  Toteż  nie  powinni  wy  jeż­  
dzać  nad  morze  ludzie  obciążeni  dużą  ner­  
wicą.  chorujący  na  niewydolność  narządu  
krążenia.  wycieńczeni  długotrwałą  choro!>ą,  
z  nadczynnością  tarczycy,  z  niskim  ciśnie­  
niem  tętniczym  krWi.,-·  chorujący  na  nowo­  
twory  złośli�e,  na  g�icę  płuc  oraz  na  

chorOby  zakatnt".  -.  

Bardzo  wskazany  jest  pobyt  nad  morzem  

,  

URLOP?  

przy  stanach  zapalnych  dróg  oddechowych,  
przewlekłych  katarach,  zapaleniach  gardła,  
krtani  i  oskrzeli,  przy  schorzeniach  uczulenio­  
wych,  przy  niedoczynności  tarczycy,  począt­  
kowych  okresach  nadciśnienia,  chorobach  
skóry.  chorobach  gośćcowych.  z  wyjątkiem  
ostrej  choroby  reumatycznej.  

Klimat  morski  szczególne  wartości  przy­  
nosi  dzieciom.  Wilgotność  i  ruchy  powietrza  
sprzyjają  hartowaniu,  a  bogata  zawartość  
jodu  odgrywa  znaczną  rolę  w  rozwoju  umy­  
słowym  dziecka,  

Przez  pierwsze  dni  pObytu  w  kUmacie  morskim,  
prawie  katdy  "wilk  nizinny"  czuje  su:  żle,  Osoby  
ogólni.-  zdrowe  szybciej  adaptują  się  do  nowych  
warunkow,  niekiedy  jednak  okres  dostosowania  
się  wymaga  kUku,  a  nawet  kilkunastu  dni,  co  przy  
czternastodniowym  systemie  wczasowym  czyni  
tylko  zamieszanie  w  organizmie.  Jezel1  po  kilku  
tlniach  Objawy  "choroby  klimatyczneJ"  nie  ustą­  
pią  (mott"  to  byt  bezsennośt  lub  odwrotnie  ogrom­  
ne  pragnienie  snu,  ogolne  osłabienie,  czasami  bóle  
głowy.  kołatanie  serca,  brak  łaknienia)  -  nalety  
pakowat  walizki.  MllÓrze  postępujące  zakłady  pra­  
cy,  a  do  nich  nalety  np   Prasa-Ksiątka-Ruch"  
wprowadzają  we  Własnych  oirodkach  wypoczyn­  
kowych  tn:ytygodniowe  turnusy  wczasowe.  Jak  
wykazały  badania,  jest  to  najkorzystmejsze  mini­  
mum,  w  jakim  motna  zregenerowat  naletycie  si­  
ły,  zwłaszcza  gdy  do  tego  celu  wybierze  się  kli­  
mat  bardzo  inny  od  tego,  w  jakim  na  co  dzień  
tyjemy.  

Z  dobrodziejstwa  morza  winno  się  korzystat  kał­  
dego  dnia  nie  tylko  przy  słońcu,  ale   sztormie.  
Wraz  z  wiatrem  od  morza  przenosi  się  na  Jego  
brzeg  cenny  aerosol.  Są  to  bardzo  drobne  czą­  
steczJd  Wody  morskiej,  nieskazitelnie  czystej,  wzbo­  
gaconeJ  solą,  związkami  magnezu  I  Jodu.  Aerosol  
wniknie  w  katdą  szczelinę  oskrzelików  l  pęcherzy­  
kow  płucnych,  lecząc  je.  Po  drodze  znakomicie  
zrobi  gardłu,  tcha.wlcy.  Sole  magnezu  Wpływają  
odczulająco,  a  zawarty  w  aerosolu  jod  Jest  nie­  
Zbędny  w  procesach  wewnętrznego  wydzielania.  
Brak  jodu  powoduje  niedoczynnolIt  tarczycy  i  
wszystkie  tego  następstwa.  jak  zachWianie  rowno­  
wagi  hormonalnej.  

Opalanie  się  ma  nie  tylko  aspekt  upiększający,  
ale  leczniczy,  o  ile  oczywlkie  atOllOwane  będzie  z  
umiarem.  Pod  wpływem  silnego  promieniowania  
nadr1oletowego  w  skórze  zachOdZił  procesy  utlenia­  
nia,  dzięki  którym  wytwarza  się  witamina  D.  Za­  
barwienie  skóry  na  kolor  brązowy  z  punktu  wi­  
dzenia  medycyny  stanoWi  ochronę  przez  Zbytnią  
penetracJIł  promieni  w  głąb  organizmu.  Promie­  
niowanie  nadfioletowe  wyjaławia  otoczenie,  ni   zczy  
mlkroorganlzmy  chorobotwórcze,  znikaj   wypry­  
ski.  

KItpiel  morska  pobudza  mięsień  sercowy,  zmUSZf  
go  do  Zwiększonej  pracy:  chłód  wody  pOWOduje  
IIkurcz  naczyń  krwlonołnych  l  związane  z  tym  
podwytazone  clinienie  krwi.  Po  wyJklu  z  kłU)le­  
li  naczynia  krwionośne  rozszerzają  sil'  l  równo­  
czejnie  następuje  lIpadek  c1jnienla.  niekiedy  dołt  
znaczny.  Toteł  z  kltPiell  w  zimnej  wOdZie,  atakIt  
opinię  ma  naa  Bałtyk,  nalriy  korzystat  ze  szcze­  
gólnłl  oatrotno6clłl_  Wiele  utonięt  okazalo  Blę  na­  
stępstwem  nieWYdolnoki  krłltenla.  

Wiatr  od  morza.  niosący  ze  sobą  znakomite  wla­  
kiwokl  lecznicze,  mote  by�  rekompensat..  za  
bunl1woAt  i  chłód  WOdy,  do  której  bywa.  it  przez  
cały  urlop  weJłt  nie  motna_  

Klimat  górski  należy  do  ostrych,  mocno  
ingerujących  w  ustrój  człowieka.  Charaktery­  
zuje  się  znaczną  różnorodnością;  inny  spot­  
kamy  na  stokach  północnych,  inny  po  stro­  
nie  południowej,  jeszc.ze  inny  w  kotlinach  
osłoniętych  od  wiatru.  Występują  duże  róż­  
nice  temperatur,  które  tolerują  tylko  ludzie  
silni  fizycznie  i  psychicznie,  z  prawidłowym  
układem  sercowo-naczyniowym.  

Najbardziej  w  górach  należy  bać  się  wia­  
tru  fenowego,  zwanego  halnym.  Związkiem  
wiatru  halnego  z  zachowaniem  się  człowie­  
ka.  jego  zdolnością  reakcji,  samopoczuciem  
interesuje  się  medycyna,  psychologia  a  tak­  
że  -  miliCja  .  .Jak  wynika  bowiem  z  obser­  
wacji.  w  okresie  halnego  jest  nie  tylko  wię­  
cej  zasłabnięt,  zawałÓw.  wypadków,  ale  
również  bójek.  Zjawisko  t:l  tłumaczy  się  
wzmoioną  pobudliWOŚCią  wowieka  przy  
r6wnoczesnyrr  zachwianiu  równowagi  psy­  
cho-l"lZycznej.  Wiatr  halny  niesie  gwałtowne  
7J1liany  ciśnienia,  które  zaostrzają  Choroby  
niedociśnienia.  jak  rÓWnie!  nadciśnienia.  

Tak  więc  wysokie  góry  słutą  głównie  spor­  
towcom.  Jaką  formę  osiągnęli  w  Zakopanem  
piłkarze,  będziemy  mogli  przekonać  się  nie­  
bawem.  

Po  fascynacji  leczeniem  środkami  chemicz­  
nymi,  które  uznano  za  .panaceum  na  wszyst.  
kie  dolegliwości,  nawet  na  zwykłe  zmęcze­  
nie  -  przyszło  opamiętanie  i  zwrot  ku  
przyrodzie.  jako  najważniejszym  tr6dle  na­  
szego  zdrowia.  Odkryte  zostały  niejako  na  
nowo  zalety  prawdziwie  Świdego  powietrza.  
wśród  nie  skażonej  cywilizacją  przyrody.  I  
takich  miejsc  trzeba  przede  'WSZystkim  szu­  
kać  do  wypoczynku.  BARBARA  UBYSZ  

 

  

Broadway  -  serce  Nowego  Jorku  (słynne  
londyńskie  Piccadilly  wydaje  się  bladą  od­  
bitką).  Zycie  pulsuje  tu.  Jak  na  włoskim  kor­  
so  -  do  trzeciej.  czwarte,t-nad  ranem.  Nie­  
uSłanny  happening.  Rzęsiście  iluminowane  
lasady:  olbrzymie,  wymyślne.  będące  w  
wiecznym  ruchu  -  niby  perpetuum  mobile  
-  reklamy  zabiegają  o  duszę  i  ciała  prze­  
chodnia,  w  efekcie  o  Jego  portfel.  Broadway  
to  r6wniei  centrum  życia  kulturalnego  z  dzie­  
siątkami  teatrów.  musie-halli,  kin.  

 

lo  

,  

I  

r::;;THI  

 

To  takie  obrazek  z  nowoJonkieJ  metro­  
polii:  o  czterdzideI  parę  ulic  od  Broadwayu  
-  królestwo  eluch6w  Setki  .&racanów  I  w  
więkaośei  taudetnycb  skleplk6w.  Towar  mo­  
R  l  lepeQ  l  w  więku7D1  wyborze  Dli  Da  
Baune  RóiYckiqo,  ale  �dzle  &en  kolom.  
ta  dramaturcia!  

f
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_07.djvu

			t  

HUSBAND  

'GE  
5IGN  HIRE  'OR  

HUSBAN-D  

LIBE  RATIOII  

WE  WANT  OUT  
Of  THE  KITCHEN  

\lO"[N  WORKIJfC  
�EA':S  NO!  PREPAR[�  
1115  UNSUPERV�  

\;EN  E  R  
;T;·�;-T  
GAP  

,  

,  

Osobliwa  persona  nowojorskiej  ulicy.  Ro­  
mantyczny  szermierz  walki  o  wyzwolenie  .•.  
mężów.  Od  rana  do  wieczora  spaceruje  ele­  
gancką  Piątą  Aleją  obwieszony  hasłami  w  
rodzaju:  "Chcemy  posłusznych  ion".  ..Chce­  
my  wyjść  z  kuchni".  ..Pracująca  kobieta  to  
nieprzygotowaue  posiłki  i  niedoglądane  
dzieci".  ,.Apostoł"  z  Piątej  Alei  wydaje  włas­  
ny  biuletyn  (a  ćwierć  dolara).  sprzedaje  
emaliowane  blaszki  i  medaliony  z  haslami.  
przyjmuje  datki  na  cele  swojego   ruchu".  
Słowem.  szafa  gra!  

I  

I  

,  

,  

 �t  

�\  

 

Na  bostońskim  bruku  znajome  twarze!  JaD  
SwiderskJ  I  Wiesław  Golu  za·  7W�  w  do­  
skonałycb  bumoracb  spacer.  -  zanim  Da·.·  
wienomym  przedstawieniu  ..zemsty"  prze-  

d  iel'Zl'ruęcl  w  Cześruka  I  Papkina  uwiklaJ�  

ię  z  woli  brabie.,o  Fredry  w  stressowe  sy­  
tuac.-Je.  

 .,  

MIGAIK  

AMERY-  

,  

KAliSKIE  

T  .k.,  I  zdl.cla:  

Z81GNIEW  K.  ROGOWSKI  

Autor  zdlęcla  o.tatnlego·  -  Jerzy  
Wygrzywal.kl  Milton  (Lo.  Ang.'  ••   

Z  Bostonu  przeDieśmy  się  -  lot  trwa  
pięć  codzin  z  okładem  -  do  Los  Angeles.  W  
słareJ  meksykańskiej  dzielnicy  .&01  Pico  
"OUR.  Zbudowany  w  1869  r.  był  pierwszym  
w  Mieście  Aniołów  czteropiętrowym  budyn­  
kiem.  Z  obiektem  tym  związane  Jest  naz­  
wlsko  lIenryka  Sienkiewicza.  Wielki  pisarz  
przez  pewien  czas  swego  pobytu  w  Kalifornii  
pracował  w  sklepie  calanteryJnym  braci  
Jacoby  w  Los  Angeles  i  w  Pico  House  znaJ­  
dowala  się  Jeco  kwatera.  Przypomnijmy,  że  
Sienkiewicz  pluł  w  Kalifornii  l  wysyłał  do  
kraju  swoje  "Szkice  węa-lem",  drukowane  "­  
odcinkach  w  Polsce.  

W  1I0llywood  lic.-ą  się  tylko  iy,,-I.  o  
umarlyc.-h  zapomina  się  szybko.  Jedynie  nie­  
Il('zni  pozostają  
nteśmtertcln]  
-  czas  stwo­  
rzył  wokół  nich  mUy.  Salciy  do  tych  nie­  
śmiertelnych  boiyszcz  Rudolf  Valenlino.  Sa  
JeR'o  Krobie  zawllze  zobaczysz  świcie  kwiaty.  

 

PrzecIeralem  ze  zdzi  wieniem  ony.  Sciany  
'eco  niewieIkieco  piętrowego  domu   ozda­  
olaly"  staraDnie  wymalowane  swast)"ki.  :\Ia­  
kleta  filmowa!  (W  lIollywood  ('zasem  trud­  
DO  odróinlć  lik('ję  od  ne(ozywistośd).  Bynaj­  
mnieJ.  Stałem  naprzeciw  autł"ntycznt'J  kwatc­  
ry  faszystowskiej  orcanizacJi   Whitt'  Power"  
(ok.  35  minut  samochodem  z  I.os  -\ngelcsł.  
ktera  opiera  swoj  nazistowski  prOK"ram  na  
ideolocii  hitlerowskiej.  Ostrze  działalnosci  
wymierzone  Jest  prLel'iw  Zydom  i  :\Iurzy­  
nom.  Przekroczywszy  próC  kwatt'ry  natkną­  
łt'm  się  na  wartownika  w  brunatnej  koszuli.  
z  rewolwerem  u  pasa.  Pozdrowił  mnie  pod­  
nlcsieniem  rękI.  Na  ścianic  portret  Hitlera.  
w  cablotat'h  l  na  stołach  publikacje  I  ulotki.  
Kalifornijczycy  odnosą  się  z  ironiczną  deza­  
probatą  do   budy  ze  swastykami".  

7
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_08-09.djvu

			Traaa  Wiodąca  do  s,olłcJ/  z  GdCIM1ca  wpl4tG  .'ł  ftCI  jej  J)Ólnocnych  krancach  w  ciqg  Wł.łlostrady  (Zdjęcie  z  rejonu  Bielan  tV  kierunku  Sród­  
m'dcla)  

,  

DO  W·ARSZAWY  JADĄ  GOSCIE  

•••  

z  południa  f1ojlatwl#J  wjecPta�  do  WaruaWJI  ul.  Puławską.  obecnie  poddawanq  przebudowie.  Q  tu  prezentujqcq  rozjard  tV  rejonIe  al.  Niepo­  
dległo'Cł  ,  byłego  Dworca  Południowego  

-  -.  

-.  

 

,  

Aleja  Krakowska  t  ul.  Grój  ka  wprowadzq  do  Sródmieścla  tych  wszJlstklch.  którzy  Jadq  od  .trony  Katowic  l  Krakowa  

Zachodnia  brama  Warszaw  przez  którq  wjeidża;q  samochody  z  kierunku  Poznania.  po  n'edownym  rozwiązaniu  :splotu  dwoch  arterii  uUe  Wolak'eJ   Kaapr:aka  

Na  'IOScPtód  od  Wi.'ll  po  

 

I  

 

zdqżaJące  od  .tronJl  Lublina  traaq  E-ł1  wpl4taJq  afę  w  cfqg  .tołecznych  arterII  ulicami  Płowleckq  -  Grochowakq  

Zdl4łcla:  JACEK  SIELSKI
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_10.djvu

			TOWARZYSTWO  
AUSTRIACKO  -  
POLSKIE  

MA  JUŻ  30  LAT  

W  ostatnich  dniach  

'owarzystwo  Austriac­  
:o-Polskie  w  Au"tril.  
naJące  swój  odpoWied­  
lk  Towarzystwo  
'olsko-Austriackle  w  

.  aszeJ  stol1cX.  obchodzl­  
;)  3O-lccle  btnicnla.  Z  
ej  okazji  w  Centrum,  
·oloniJnym  w  Lublime  
Kłbyło  się  sympozjum  
la  temat  stosunków  
�uBtrlacko-polsklch,  a  w  
nim  delegacja  Towa­  
rzystwa  z  prezesem  dr  
Teodorem  Kanitzerem  
na  czele  gOŚciła  z  kolei  
w  Warszawie,  podejmo­  
wana  tu  m.in.  przez  
prezydenta  m.  st.  War­  
szawy.  Goścle  zwiedziU  
nasZe  miasto,  odbyli  
również  szere&  lnteresu­  
Jllc"ch  spotkań,  wizyt  i  
ko!.frontacjl.  

W  szeregach  tego  sto­  
w.uzyszenia  działa  od  
wielu  lat  wlelI.'  znanych  
(Soblstojct  życla  kultu­  
ralnelo,  lospodarczelo  
I  naukowelo.  a  Jego  
formy  działalności  stale  
slf:  bOlacll.  I  tak  stwo­  
rzono  m.  in.  własnll  ga­  
le  rit:  w  Wiedniu.  orla­  
nlzu  Jllc  Już  'ponad  70  
wystaw  prac  polskich  
'irtystów  pllistykó",.  KK  

HAPPENING  
PRZY  PIWNEJ  

\\!adysław  Poplelar­  
czyk  -  malarz  zn.ny  w  
kraju.  za  Iranic   I  przy  
ulicy  Piwnej,  Idzie  
mieszka.  kojarzy  się  
wl'!lu  osObom  przede  
wszystkim  z  happenin­  
gami.  Często  bowiem  
dzieła  jego  sztuki  moż­  
na  ujrzeć  przy  dłwtf:­  
kach  litary  (s.m  ar.).  
recytacji  Wierszy  (sam  
Je  tworzy  I  recytuje),  
muzyki  o  rytm.ch  egzo­  
tycznych  I  rodzimych.  
A  on  sam  wtród  tych  
barw  i  diwlf:ków  pre­  
zentuJe  slf:  w  strojach  
fantazyjnych  uszytyct  
przez  samelo  siebie  
łącznie  ze  sk6rz.nym  

 

sombrero  na  lłowie,  
zrobionym  ze  skórzane­  
go  kowalskielo  fartu­  
cha.  A  wlec  plastYk.  
malarz.  I  poeta,  i  pio­  
senkarz,  I  gawf:dzlarz,  i  
 happeningowiec"  l  do  
tego  jeszcze  wzorowy  
ojciec  dwóch  uroczych  
cór  Barbary  I  Hanny,  1  
mllż  pełnej  wdzięku  pa­  
ni  Wandy.  Malownicza  
postać  w  WarBZ�wle  -  
ten  Poplelarczy  k  I  W  
sobotf:  12  czerwca  odby­  
ła  alt:  przy  ul.  Piwnej  
wyst.wa  prac  artysty  l  
Je&o  cór.kJ  Barbary.  W  
mieszkaniu  Państwa  
PoplelarczYków  zgroma­  
dzili  alę  Uczni  gokle.  
U  Jrzellśmy  tam  obraz,.  
ojca  l  córki.  Usłysze­  
Ułmy  także,  rzecz  zro­  
zumiała  -  własne  recy­  
tacje  własnych  Wierszy  
gospodarza.  W  zw1łłzku  
z  wystawlI  wydano  druk  
w  Języku  polskim,  an­  
Ilelsklm  i  blłżeJ  mi  nie­  
znanym.  Widać,  że  l  
autor  tekstu  tet  Już  wy­  
płynłłł  na  szersze  za­  
graniczne  wody.  bo  w  
tekkle  polskim  pisze:  

 tkannina"  ,   blłłdyn-  

ka"  oraz  przedstaWia  

byłeao  prezydenta  Fran­  
cji  Jako   Degaul   
Jednym  słowem  -  Bu­  
ropal  

K.  Kol.  
lIlAtAC'  IAUI.,1A11  

Stołeczna  Komenda  

Straży  Polarnych  zorga­  
nizowała  ostatnio  IIpec­  
Jalllltyczną  akCję  ratow­  
nictwa  wodnego  ",raz  z  
zespołem  płetwonurków.  
Wyposażono  ją  w  sprzf:t  
do  prac  pod  Wodą  I  od­  
powiednio  przystosowa­  
ny  samochód.  Przygoto­  
wany  został  tet  mAh'  
kuter  potarnlczy  do  pro­  
wadzenia  akcji  8aśnl­  
('zych  na  Wodzie.  

W  sekcji  rat"wnlctwa  
wodnelo  znajc1l1Je  IIlę  
kilkunAstu  pll'twonur­  
ków  z  Ochotnac7eJ  Stra­  
ty  Po  arneJ  na  2eranlu.  
A  więc  jut  nie  tylko  
górskie  ochotnicze  po,o­  
łowie.  lecz  I  podwodne.  
Komenda  strAŻY  cz,,-nl  
 tarania  o  poz�   kAnie  
wycofanych  z  woJska  4  
kutrów  l  amflbll.  \\'  celu  
przystosowania  ich  do  
prowadzenia  działań  na  
wodzie.  W  przyalołcJ  
wodna  strat  ol(nJowa  
otrzyma  specjalne  statki  
po:tarnlcze.  (G)  

lAi  DAl.  lEI  

I  WARSZAWIE  LECZOl.  

o  kłopotach  z  piJaw­  
kami,  o  taJemnicach  
wód  mineralnych,  o  
kołtunie  w  Polace  l  w  
Warszawie  1  o  Wielu  
jesZcZe  innych  sprawach  
z  historU  medycyny  w  
naueJ  stolicy  w  okreate  

ostatnich  dwustu  lat  
mówi  bardzo  interesują-  

ca  książka  naszego  

współautora  Marcina  

Lyskanowsklego  pt.  

 Medycyna  I  lekarze  
dawnej  Warszawy"  (BI­  
bUoteka  Syrenki  PIW-u).  
Znajdziemy  w  nieJ  ka­  
pitalną  wiedzf:  autora  
na  temat  lecznictwa  i  
Jego  
postępu,  
barwnie  
przedstaWione  dzieje  
warszawskiej  medycyny  
I  grozę  klęsk  róhlych  
epldemU  w  dawnej  War­  
szawie.  Wszystko  Jest  
okraaone  łwletll4  eaa­  
eem  anegdotą.  opowie'­  
elami  o  sławnych  leka­  
rzach  I  o  zapomnianych  
Już  metodach  leczenia.  

Kol.  

.tODlIEt   PIlUlE  TU  Tli  

Jedn�  z  odznaczonych  
ostatnio  przez  Minister­  
stwo  OŚWiaty  I  Wycho­  
wania  osób  -  medalem  
Komisji  Edukacji  Naro­  
doweJ  jest  pani  Anna  
Hannowa.  Uznanie  dla  
je  J  działalnoki  popula­  
ryzuJąceJ  teatr  wśród  
młodzieży  I   Stolica"  
nieraz  Jut  wspominała  
l!  zazdrością  o  łw1etnle  
prowadzonej  We  Wroc­  
łaWiu  akcJi  Teatru  Pol­  
Skiego,  który  jako  je­  
dyny  w  kraju  prowadzi  
tt:  ambitną  I  systema­  
tyczną  pracę  od  lat.  
Owo  programowe  dzia­  
łanie  znane  pod  nazwą  
.,Młodzleż.pomaje  teatr"  
ma  tam  wiele  bardzo  
atrakcyjnych  form,  na  
przykład  dYSkusje  z  
twórcami  spektakli,  tur­  
nieje  Wiedzy  o  teatrze  
i  dramacie,  specjallzo­  
wanic  sic  w  fotograf  U  
teatralnej,  projekcje  od­  
powiednich  filmów,  
spotkania  z  WYbitnymi  
ludtm1  teatru.  MJodzl  
entul!Jałct  zrzeszyU  sit:  
w  Klubie  1212  i  WYda­  
j�  własną  gazetke  pt.  
 Nasz  kurier".  Klub  ów  
gokU  jut  wiele  znako­  
mitych  aktorów  w  tym  
l  warszawskich  ChOćby  
wymienić  tylko  Hanusz­  
kleWicza.  Olbrychskiego,  
Machuiskich.  

Soch.  

"llCllA  1A1i  •••  A  lEC  

Wykładowca  w  Colle­  
ge  de  France,  specjaU­  
su  z  zakresu  hLstorU  
gospodarczeJ,  społecznej  
i  kultury  materialnej.  
doktor  honoris  C.USII  
Uniwersytetu  Warszaw­  
skiego  prof.  Ferdynand  
BraUdel  Jest  ukże  przy­  
Jacielem  i  mUołnlklem  
polSkiej  nauki.  Dzieki  
Je,o  pomocy  i  poparciu  
wielu  naszych  history­  
ków  otrzymałO  stypen­  
dia  I  wydało  swe  prace  
we  FrancJi.  

Za  całokształt  działal-  

a  ma,ł2  -  HENRYK.  RODZIWO­  
NOWICZ,  artysta  m.nyk,  Dauczy­  
ciel  Pa6stwoweJ  WybuJ  S.koły  
Muzycsnf'j  II  stopala  Im    E1sae­  
ra  w  Warszawie.  b.  "'Iełoletnl  
prał'.  Ceatr.  Oirodka  P�:aKq.  
SakoInictwa  ArtystyczaeKo,  od.na­  
raoa)'  Złotym  Kny'h'm  Zaslusi.  

a  maja  -  WIKTOR  RREGY  arty­  
sta  0pt'Ty  warnawaklej  I  wł�lu  
scea  europejskich,  5pil'wak,  rety­  
ser,  .,rof.  wych.  wokałDeKo  w  
P\\S  MuaycaaeJ.  odUlactODY  
Knyłem  Oficerskim  Orderu  Od­  
rodzeDla  Polski  ora.  Iaayml  od­  
.aacaealamL  

li  maja  -  ROMAN  MAIIfi:"SKI,  
aktywista  śródmiejskieJ  orKaau­  
cJi  partyjDeJ.  z-ca  caJollka  KGIIll­  
teta  o.iełakowe   P7PR.  odsaa­  
c:.oay  KI'Z)'Rm  Kawalerskim  01'­  
dera  Odrocbeaia  Pohkl.  Złotym  l  
Srebraym  Knytaml  Zasl  uKl  ,  Me­  
dalem  X  I  XXX-łecla  PRL,  8rebr­  
a�  Od.aa�  Hoaorow�  .,za  ZUłu­  
KI  dla  Warszawy".  

11  maja  -  JOZ�'"  LOWISSKI,  
mKr  iat.  arch.  emerytowaDY  dłu·  
Koleml  pracownik  I  kier.  praco­  
",al  archltektoalCUleJ  IłPRKiS  
••  MetroproJekt",  proje"daat  aere·  
lU  obiekt6w  archltektoaiczaych.  
odaaacaoay  SrebrD4  Od.aaka  Od·  
budowy  Warszawy,  Knyt�m  K.­  
wa'�kim  Orderu  Odrodzeni.  
Polski,  SrebrDym  I  Złotymi  Kny­  
taml  ZasluKI.  

.1  maja  prof.  dl'  .lULIAN  
KRZY:tANOWSKI,  historyk  litera­  
tury  poIsJUe  j,  członek  rzec:aywwy  
PAN,  doktOł'  hotIoris  caa   Vai­  
wersytet6w  .lacielloóskieKo  i  Wro­  
C'I.w!lkieco,  odzDaaoDY  Orderem  
Sztandaru  Pracy  I  kl.,  Knyłem  
Komandorskim  Ordrru  Odrodzeai.  
Pobki,  laureat   Pa6stwo·  
weJ  I  stopnia.  

10  

ności  W  szerzeniu  kul­  
tury  I  nauki  polskiej  
przyznano  mu  doroczną  
nagrodę  
Polskiego  Od-  

działu  Stowarzys7enia  

Kultury  Europejskiej.  

Wrcczenia  nagrody  do­  
konał  w  warszawskim  
Domu  Literatury  sekr"!­  
tarz  POlskiego  Oddziału  
Stow.  SEC  dr  WoJciLch  
Natanson.  

'PIIOSto.UIE  

Przepraszamy  autorkę  
wiersza  pt.  ..Park  Kas­  
kada"  (nr  23   Stolicy"  
z  dn.   że  zosta­  
ło  zniekształcone  Jej  
nazwisko.  Winno  ono  
brzmieć:  Helena  Platta.  
Poza  tym  w  wspomnie­  
niu  Jana  Cleciersklego  
pt   Wielki  aktor  wspa­  
niały  kolega"  (nr  24  z  
dn.   zmieniono  
lmit:  tony  Wojclecha  
Brydzlńsklego:  Henryk!  
na  Helenę.  Przeprasza­  
my  więc  p.  Henrykę  
BrydzińBką  za  te  po­  
myłkę.  

-   

Plołk  uje  sie  w  War­  
szawie,  te  budowlaai  
spartaczyli  Dworzec  
Ceatralay,  bo  tu  i  6w­  
dzle  woda  atoi.  sufit  
przecieka.  Po  wyjaśnie­  
ala  uda1l6my  sie  do  inł.  
Włodzimierza  Cetnaro­  
wicza,  aefa  produkcji  
Przedsiebiorstwa  Rob6t  
KolejOWYCh  ar  7.  kt6re  
byłO  ,ł6wnym  wyko­  
nawCa  Dworca.  Cho�  
funkcjoauje  oa  jut  na  
pełnych  obrot.ch.  bu­  
dowlaal  jeazc:ze  ze6  nie  
zeszlIt  co  jnt  zreszta  w  
zKodzle  z  harmonocra­  
mem:  po  oficjalnym  
otwarciu  Dworc.  prace  
budowlane  mialy  by�  
kontyauowane.  A  pozo­  
stało  ich  aporo.  jak  
choćby  brak  Izol.cjl  
wodaej  ura56w  po  stro­  
aie  zaChOdniej.  Dworzec  
był  budowany  et.  parni  
w  r6tnycb  porach  roku  
I  na  styku  surych  mu­  
r6w  z  DOWyml,  bolacj   
wodaa  czy  termiczna  
ale  spełDlły  nale  ycle  
swojej  roll.  Do  wyłwo­  
rHala  sle  zacieku  wy­  
stara,.  czesIO  male6ka  
saparka.  Die  malej  
wuyatkie  te  asterkl  s�  
 uw.ne.  Okres  lrWa­  
rancjt  Da  roboty  budo­  
wl.ae  wYDosi  S  lat.  
N.jwięcej  do  zrobienia  
pozost.lo  w  olbnymim  
wykopie  jaJU  byl  od  
strony  ul.  BmllU  Plater.  
Wpr.wlble  d61  Jut  ••  -  
syp.ao.  ale  pod  .I.ml�  
wre  praca:  montuje  sle  
unadunla  wentylacyJ­  
no-kllmatyzacyjlle,  ktb­  
re  q  stopniowo  aru­  
claaIDlaAe.  

OrgaDlzowanle  kolo­  
nU  I  oboz6w  w  mlełcle  
weszło  Jut  do  tradycji  
wakacyJnych.  W  tym  
roku  w  Warszawie  I  w  
województwie  stołecz­  
nym  zaadaptowano  111  
szkół  n.  teBo  typu  pla­  
c6wld.  S�  w  nich  
wakacje  przede  wszyst­  
klm  dzieci  z  małych  
miasteczek.  nie  obyte  z  
wielkomiejskim  ru­  
cbem.  Dla  nICh  to  Wy­  
c:tztał  Ruchu  Dtoso�  
Komend,.  Stołecznej  
MO  or&an1zuJe  prelek­  
cJe  I  poe.dankl  I  poka­  
z,.  fUmowe  dotycz,.ce  
podstawowych  zasad  
poru�  sic  na  je&d­  
ni.  Młodzin  ma  takte  
aaDR  zclobycla  w  trak.  

cle  tych  zaję�  karty  ro­  
weroweJ.  

Spożywczy   SEU."  

Kn  .  

W   Sezamie"  przystą­  
piono  juŻ  do  remontu  
II  piętra.  Aktualnie  
prowadzone  są  prace  
elektryczne,  a  w  dalszej  
kolejności  nastąpi  ma­  
lowanie  i  wykładanie  
podłóg.  Takim  i  podob­  
nym  zabiegom   kosme­  
tycznym"  poddane  zo­  
staną  wszystkie  piętra  
"Sezamu".  a  za  kilka  
mlesit:cy  otworzy  on  
swe  podwoje  dla  klien­  
tów,  ale  Jut  Jako  naj­  
większy  sklep  spożyw­  
czy  stolicy.  Na  parterze  
bt:dą  artykuły  nabiało­  
we,  pieczywo  oraz  jak  
dotychczas  warzywa  I  
owoce.  Na  I  piętrze  roz­  
gości  5i�   sam"  spożyw­  
czy,  a  na  II  gospodar­  
stwo  domowe.  Całe  na­  
tomiast  podziemie  zaj­  
mie  dział  mtęsno-wedh­  
niarski  oraz  punkt  za­  
mówień.  

Patrol  z  lętrzyn  

Jednym  z  zakładów  
województwa  olsztyń­  
skiego,  zaopatrującym  
stołeczny  rynek,  Jest  
Zakład  Przemysłu  
Odzieżowego   Warmia"  
w  Kętrzynie  specJalizu­  
Jący  Sif:  w  odzieży  spor­  
towej.  Ostatnio  Zakład  
objął  patronat  nad  skle-  

pem   Olimpijka"  znaJ­  
dującym  sit:  przy  ul.  
PuławskieJ,  do  którego  
dostarcza  spodnie,  kurt­  
ki  i  ubrania  sportowe  
Za  łączną  sumę  około  
5  milion6w  złotYCh  
rocznie.  

.  

sezon  letni  charakte­  
ryzuje  się  dużą  liczbą  
pasażerów  na  wszyst­  
kich  Umach  podmiej­  
skich  PKP.  PKS  l  MZK.  
Z  tych  też  powod6w  na  

popularnych  szlakach  

turystycznych  zwięk-  

szono  dotychczasową  
ilość  kursów  i  tak  na  
przykład  w  dni  świą­  
teczne  do  Czechówka  
można  dojechać  szes­  
cioma  pociągami.  a  do  
Zegrza  siedmioma.  
Wprowadzono  
też  
spec­  
jalne  pociągi  do  Piszu  
I  Białowieży.  R6wnie:!  
PKS  wprowadZił  sporo  
sezonowych  udogod­  
nień.  Łatwiej  jest  doje­  
cha�  do  ośrodk6w  wy­  
poczynkowych  w  Wil­  
dze,  do  Broku  Pomie­  
chówka  czy  telazowej  
WolI.  MiejSkie  Zakłady  
Komunikacyjne  prze­  
znaczyły  w  okresie  lata  
sto  wozów  do  obsługi  
"zielonych  linU".  Jak  
dotychczas  jest  ich  
pię�:  do  Białobrzegów.  
Chojnowa,  Magdalenki.  
Powsina  I  SWldr6w  

Wielkich.  Kn.  

SPIA.DlOIl  IIECEPTA  

Spiesz  się  powoli!  

Martw  się  do  połowy!  
Ciesz  się  na  za  P"   Oto  
hasła.  którym  hołduje  
Loda  Halama.  uważając  
je  za  gwarancję  dobrej  
kondycji  pSYChicznej.  I  
rzeczywiście.  Pani  Loda  
Jest  zawsze  uśmiechni«:­  
ta.  pogodn..  pełna  op­  
tymizmu.  Twierdzi,  że  
te  przymioty  ducha  są  
w  Jej  przypadku  dzie­  
dziczne  -  przejęte  od  
matki  pani  Marty  
(mieszkanki  Warszawy),  
kt6ra  za  kUka  miesięcy  
rozpocznie  89  rok  tycia.  
Loda  Halama  (Uczłłca  
obecnie  85  lat)  wierzy  
głęboko.  że  dobra  pre­  
dyspozycja  psychiczna  
walnie  przyczynUa  się  
do  dlugowlecznołcl  .  

II  IIlYłAlOISlIEIiI  
••..•  IlnlAlOlSllul  

Gen.  Włodzimierz  

Krzyłanowaki  (z  zawo­  
du  inżynier  drogowy),  
jeden  z  bohaterów  woJ­  
ny  o  niepodlellołt  St.  
Zjednoczonych.  uległ  
zapomnieniu.  nie  docze­  
kawszy  alę  do  dzisiaj  
ładnej  obszerniejszej  
biografU.  A  przecież  
br.ł  udział  we  wszyst­  
kich  bitwach.  które  ZA­  
decydowały  o  zwycłf:­  
atwle  unłonbt6w.  W  
krwawej  bltwle  Iłod  
Getty&burllem,  roz­  
stny,aJłłceJ  o  wynIku  
wojny  m.1ędzy  stan.mi,  
dowodzłł  I  pułkami  bo­  
h.tersko  wal�cyml  na  
kluczowych  pozycjach.  
.Jut  nazajutrz  po  wybu­  
cbu  woj  n,.  domowej  
Krzytanowskl  na  apel  
Uncolna  zaclłłID.ł  się  
Jako  ochotnik  do  mW­  
cJl  w  W.szyngtonJe  I  
przez  parę  dni  pełnU  
strat  w  Białym  Domu.  
Umiejętności  Polaka  
sprawiły,  te  zosul  p6t­  
niej  mianowany  przez  
prezydenu  "ubernato­  
rem  wojeDDym  stanu  
Alab.ma.  po  czym  JeCo  
władza  guberaatorska  
rozcL1gnCla  atę  na  no­  
t'Ydę.  CeorBtę  I  wtr&l­  
nic.  w  IlU  r.  prezydent  
Uncoła  mianował  
KrzytanowskleBo  gene­  
rałem,  .le  6wcze   ,.  
Senat  nle  utwierdził  
!e,o,  Uumacz.c  to  f.k­  
tern.  te  nazwisko  Pola­  
ka  Jest   zbyt  trUdne  do  

wymówienia.  W  3  lata  
pótnleJ.  9  marca  1865,  
Senat  Jednomyślnie  
zatwierdził  nominację  
KrzyżanOWSkiego  na  
generała  brygady.  Po  
wojnie  otrzymał  on  
urząd  pierwszego  gu­  
bernatora  Alaski  (PO  
odkupieniu  Jej  od  Rosji  
za  7  mllłonów  dolarów).  
W  czasie  pobytu  w  San  
Franclsco  Krzyżanowski  
dopomógł  w  zapocząt­  
kowani  u  kariery  tea­  
tralnej  Heleny  Modrze­  
Jewskiej.  Krzyżanowski  
zmarł  31  stycznia  1187  r.  
w  Nowy  Jorku.  ale  do­  
piero  w  1937  r.  przenie­  
siono  Jego  zwłoki  na  
cmentarz  narodowy  w  
ArJtngton  (w  Waszyng­  
tonie),  gdzie  mowę  wy-  
8ł0.1I  prezydent  ROO8e­  
velt.  Swietlana  posta�  
gen.  Krzytanowskiego  o­  
tyla  w  wtelldm  widowi­  
sku  slowno-muzycznym  
wystawionym  w  polo­  
niJnym  Chicago.  W  po­  
sta�  gen.  Krzyżanow­  
Skiego  wclellł  ale  aktor  
KrzytanowaJd  (Ryszard)  
t  Jak  mówią  recenzje  -  
zrobU  to  d�onale.  W  
Chicago  słyszellimy.  te  
gen.  Krzytanowski  jest  
podobno  atryjecznym  
pradziadem  aktor.  
KrzyżanOWSkiego.  Na  
ZdjęciU  reprodukcja  

)()rtretu  aenerała  I  od­  
w6rca  Jego  postad.  

I  I
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_11.djvu

			WIElIA  
MANIFESTACJA  
WARSZAWIAKÓW  

28.  VI.  o  godz.  16.00  na  Stadionie  
DZiesięciolecia  -  rozpoczął  się  wiec  z  
udziałem  przeszło  120  tys  członkow  
partii  Warszawy  i  stołecznego  woje­  
wództwa.  reprezentantów  wszystkich  
środowisk  zawodowych  i  społecznych.  
Na  maszty  wciągnięto  nagi  -  robot­  
niczą  i  narodową.  Zebrani  odspiewali  
hymn  narodowy.  Wśród  POWodZI  
szturmówek  i  chorągwi  -  hasła:  ••  Jes­  
teśmy  z  Komitetem  Centralnym  
i  towarzyszem  Edwardem  Gierkiem"  .  
 Warszawa  z  partią",   Jesteśmy  z  
rządem  PRL  i  towarzyszem  Piotrem  
Jaroszewiczem",  "Patriotyzm  -  to  
rzetelna  praca".  

Przemówienie  wygłosił  członek  Biu­  
ra  POlitycznego.  I  sekretarz  KW  
PZPR  Józef  Kępa.  podkreślając.  te  
na  manifestacJę  Jedności  moralno­  
politycznej  narodu  i  partU  -  przy­  
wiodło  warszawskich  komunlstow  
poczucie  odpowiedzialności  za  losy  
kraju,  za  umocnienie  wielkich  zdoby­  
czy  naszego  Zbiorowego  trudu.  

Przemawiali  następnie  przedstaw,"  
ciele  klasy  robotniczej.  budownlczo­  
Vl(ie  Warszawy.  ludzie  kultury.  nauki  
(PAP)  

Na  zdjęciu:  fragment  wiecu  Fot.  CAF  

 

lo!  

  
,  

 

  

I  

 
 

 

,  

,.  Wkład  Polakow  I  Polonii  w  rozwo]  
Stanów  Zjednoczonych"  był  tematem  
sesJI  naukowej.  która  obradowała  w  
Warszawie  z  inicjatywy  Instytutu  His­  
torii  i  Komitetu  Badania  Polonii  Za­  
granicznej  PAN  oraz  Towarzystwa  
"Polonia".  W  obradach  uczestniczyli  
Przedstawiciele  Instytutów  naukowyen,  
wy:tszych  uczelni  I  publicyscl.  a  tak­  
ie  c7łonkowle  zarządu  nowoj  orllk  lej  
Fundacji  K08c1uszkowskiej  oraz  gru­  
pa  naukowców  amerykańskich  pol­  
skiego  pochodzenia.  Sekretarz  gene­  
ralny  Towarzystwa   Polonia"  Wiesław  
Adamski  I  dyrektor  In   tytutu  Hlsto­  
rh  PAN  prof.  dr  Czesław  Madajczyk  
uwypuklili  znaczenie  badań  nad  pol­  
skim  \lo  kładem  w  rozwój  CYWilizacji  
I  kultury  światowej.  W  toku  obrad  
wygłoszono  szereg  szczegółowych  re­  
feratów.  a  50-letnią  dzlałalnośt  Fun­  
dacji  KoscluRZkowskleJ  I  kierunki  jej  
pracy  naukowej.  kulturalnej  I  popu­  
laryzatorskiej  omówił  prezes  Funda­  
cJI  dr  Eugeniusz  KU"llelewlcz.  

W  siedzibie  Towarzystwa   Polonia"  
w  War.l7.awle  odbyło  się  spotkanie  
członków  7.arządu  nowojorskiej  Fun­  
dac)i  Koscluszkowskiej  z  kierownic­  
twem  Towarzystwa  Przedmiotem  roz­  
mów  byly  sprawy  dals7ej  populary-  
7.acjl  wsród  sDQłP.f07pnstwa  amerykań-  

 kiego  dorobku  Polski.  wkładu  Pola­  
kow  w  rozwój  Stanów  Zjednoczonych.  
umacniania  więzi  PolonU  amerykań­  
skiej  z  krajem.  współdziałania  Fun­  
dacji  z  Towarzystwem  •.  Polonla"  oraz  
krajowymi  ośrodkami  naukowymi  I  
kulturalnymi.  Wagę  tych  spraw  pod­  
kreślili  w  swoich  wy!>tąplenlach  m.  In.  
przewodniczący  Rady  Nadzorczej  Fun­  
dacJI  Walter  Golaski  I  prezes  Fun­  
daCji  dr  Eugeniusz  Kuslelewlcz  oraz  
sekretarz  generalny  Towarzystwa  
 Polonia"  Wiesław  Adamski.  

Kolejne  pOSiedzenie  Rady  Ochrony  
Pomników  Walki  t  Męczeństwa  po­  
święcone  było  społecznej  opiece  har­  
cerzy  nad  miejscami  pamięci  narodo­  
wej.  Obradom  przewodniczył  mln  Ja­  
nusz  WIeczorek.  W  toku  obrad  pod­  
kreŚlano.  te  troska  Jaką  harcerze  
otaczają  miejsca  walk.  cmentarze  I  mo­  
giły  tołnlerzy  ludowego  Wojska  Pol­  
skieRo  I  miejsca  martyrologU  narodu  
Je<5t  cenną  wartością  w  patriotycznym  
wychowaniu  młodziety.  Po  dokona­  
niu  oceny  dotychczasowego  udziału  
młodzle1y  harcerskiej  w  opl�  nad  
mleJ'lCaml  pamięci  narodowej  omó­  
"Iono  kierunki  dalszej  współpracy  
Rad)  I  ZWiązku  HarcenItwa  Polskie­  
go   tym  zakresie.  
 
l  
;-  
 
l  
t  
 
"\,  
 
 
.\  
 
.�  
 
.,  
�.  
 
".  
4  
�.,  
 
r  
�J  
 
 
 
I  
,,�  
 

I  
 
 
f�  
,-  
.�  
 
t,A\  
I  
'1  
,  
\-  -  

MłODZIE!  

W  WALCE  O  POKOJ  

.  W  dniach  11-14  cz  rwca  obradowa  lo  
w  Warszawie  Europejskie  Zgroma­  
d  eme  Mlod71ety  I  Studentów.  w  któ­  
rym  uczHtnlc  yło  1500  delegatów  re­  
pr  entujących  najwatnlejsze  między­  
narodowe  I  krajowe  organizacje  mto­  
d71ety  studenckiej  Obrady  przebie­  
.aly  pod  haslem:  "O  trwaly  pokój.  
bezplrc7.  ńRtwO.  współprace  I  postęp  
Rpoleczny".  a  glówny  cel  Zgromadze­  
nia  stanowiła  konstruktywna  odpo­  
wledt  młode  o  pokolenia  Europy  na  
ustalenia  pnyjęte  przez  KonferencJt:  

Bezpieczeństwa  I  WRpólpracy  w  Hel­  
sinkach  

Plonem  wi  IORodzlnnych  dyskuRJI  
są  przyjęte  na  zakończenie  obrad:  apel  
do  młod71ety  I  itudentów  Europy  ora7  
dokument  określający  kle�unkl  I  for­  
my  aktywnt!lo  udzlalu  mlodeJ  enera­  
cJI  naszello  kontynentu  w  walce  o  po­  
kój.  be7.pleczeństwo.  wKpółpracę  I  po­  
Rtęp  Rpoleczny.  

AEG  

PRZED  DERat  W  WARSZA  WIE  
I  ST.  LEGER  W  DONCASTER  

Nallrodę  Prezesa  Rady  MlnL"trow  
7.dobyl  dla  SlaJnl  Chojno  w  nledzle­  
łę.  21  czerwca  DeJ.  pod  dl.  Mazur­  
kiem.  Byl  to  trochę  prezent  od  tl'e­  
nera  Dzlęclny.  który  niezbyt  precy­  
zyJnie  opracował  taktykę  dla  pary  
Da  Score  (dl_  Salagaj)  I  Orton  (dl.  
-::'otdzlk).  Talde  w  ka2:dym  razie  wra-  

enle  "prawU  przebieg  wyłcIgu  Pro­  
wadził  Da  Score  przed  DeJem.  druBlm  
koniem  Stajni  Chojno  -  K.sel'ksesem  
 Rynlak)  I  Szennlerzem  (cU.  Meł­  
nicki)  .  Orton  galopował  na  czwartej  
-  P14tej  pozycji.  razem  z  Sycowem  
(dL.  MacIejak).  Pole  zamykał  Sarton  
 Sadowski).  Orton  nie  szedł  łek­  
ko  w  dystansie.  aJe  odctunięcte  ko­  
nia  I  nie  trzymanie  się  najerotnlej­  
szego  przeciwnika  -  DeJa,  stanoWi­  
ło  błąd  dŁ  Gotdzlll:a.  Trudno  przy­  
puścić,  te  nie  omawiał  z  trenerem  
rótDych  wariantów  taktycznych.  Da  
3co1'e  prowadził  stosunkowo  niezbyt  
uybko  11  -  U  -  Ił  -  II  -  D  -  U  
Joprowac1zaJąc  do  prostej.  Có!  z  te­  
go,  te  tempo  było  umiarkowane  I  ra­  
ezej  korzystne  dla  Ortona.  skoro  cito­  
keJ  trzymał  BO  wc:Uat  odc:llaBn.lęteao.  
W  momencie  kiedy  DeJ  przyjpłeayl  
I  nasblPlla  roaslrzygajllca  roqrywka.  
trudno  jul  było  odrobl�  'ltratę  kiłku  
dJUBOłd.  Zwycięski  DeJ  pokrył  ostat-  

nie  500  m  w  31  II.  I  cały  dystans  -  
3200  m  w  3'25".  Drugi  był  Orton,  trze­  
ci  Syców.  czwarty  -  Da  Score.  Orze­  
czenLe  sędziego:  pewnie  2  -  l  112  -  1  
dłuK.  Trener  Molenda  odniósł  pełny  
triumf.  dobrze  przygotował  DeJa  I  
swego  d2:0keJa  na  rół.De  motJlwołcl  
rozegrania  gonitwy.  K.serlues  galopo­  
"'aJ  na  trzecim  mieJscu.  jakby  blo­  
kUjąc  dostęp  do  Deja.  

Wyjctg  o  Nagrodę  Prezesa  Rady  
Ministrów  potwierdził.  te  wtród  na­  
szych  czterolatków  nie  ma  koni  kla­  
sowych  -  to  stayery.  Dej  jest  typo­  
wym  stayerem.  Wielką  Warszawską  
wygrał  w  ubiegłym  roku  dyktujlIC  sam  
tempo,  teraz  zdecydowano  się  przy­  
Ją�  prowadzenie  przeciwnej  stajni.  
Bdyl  dystans  bardZiej  odpowiadał  De­  
joWi.  

Państwowe  Tory  Wyśctców  Konnych  
otrzymały  zaproszenie  do  udziału  w  
SL  Leser  w  Doncaster  wADalll,  11  
wrzdnla  br.  W  mityngu  będzie  moSło  
wz1ą�  udział  ldlka  koni  polsldch  w  
rótnych  gonitwach  Anglicy  zwracają  
koaty  podr6ty  w  wysok�  151  run­  
tów  za  kat:dego  konia.  &t  to  korzystne  
warunld   wydaje  się  celowe.  teby  
hodowla  polska  była  reprezentowana  
(po  ra  pierwszy  I)  na  an_lelsklm  to-  

-,  

-  

"WIANKI  NA  WIŚLE"  

UroczystOŚCi   Wiankowe'"  ktore  lrll­  
dycyJnle  odbyly  Blę  13  eeerwea,  otwo­  
rzył  gospodarz  Imprezy  -  Neptun.  w  
towarzystwie  Syrenek.  W  enwne  pót­  
niej  rozpoczęły  się  akrobacje  samolo­  
towe.  skoki  ze  spadochronem  do  WI­  
sły.  «lef11ada  łodzi  I  tallłówek.  zaWody  
motorówek  I  pokazy  jazdy  na  nartach  
Wodnych,  oglądane  przez  tłumy  war­  
szawiaków  zgromadzonych  na  bulwa­  
rach  po  Obydwu  brzegach  rzeki.  

Z  kolei  amatorzy  tańCłl  I  piosenki  
grupowali  sl«:  przy  efektownie  ude­  
korowanych  estradach,  Idzie  wystę­  
powały  zeRpoły  amatorskie.  Sluchano  
tet  orkiestr  d4:tych.  oglądano  wystę­  
py  zespołów  relllonalnych.  które  przy­  
jechały  na  warszawRkle   Wianki"  z  
rótnych  stron  Polski.  Na  ••  Wianki"  
7.ostall  zaproszeni  m.  In.  laureaci  telO­  
rocznego  plebiscytu  na  Najlepszelo  
Pracownika  Roku:  połwlęcono  Im  Rpe­  
cjalny  proRram.  

O  zmroku  na  brzelu  rzeki  zapłonęło  
30  kupalnych  olnlsk  zallrzmlały  sal­  
wy.  na  niebie  rozbłysla  feeria  sztucz­  
nych  ogni.  a  Wisłą  popłynęły  ty  lące  
rozjarzonYCh  *Wlatełkamł  Wianków  
To  dopiero  bYł  Widok  r  E  

rze  wyłctllowym.  Wy  lemy  zapewne  
konie  samolotem.  lnaczej  motna  z  gó­  
ry  zaklada�  katastrofalną  ponlkę.  

dyl  bardzo  męcząca  dla  zwierząt  
podrol  samochodem  trwałaby  około  
S  dni.  I  tak  będzie  duly  kłopot  z  wy­  
typowaniem  konia  do  SI  LelIer.  He­  
fajStos  -  po  przerwie  w  startach  -  

tanowi  niewiadomII.  Jełlł  Jurystka  
WYRra  Derby  poW1nna  startowa�  w  an­  
IIlelsklm  SL  Le&er.  ale  Jest  zapisana  
do  SL  Leger  austriackiego.  lidzie  ma  
szanse  zwycięstwa.  zresztą  w  Don­  
caster  moslaby  wzlą�  udział  w  lO­  
nitwIe  dla  klaczy,  I  z  pewnością  za­  
prezentowałaby  się  lepieJ.  

PIszemy  to  w  okresie  silnych  upa­  
łów,  które  IIdyby  przetrwaty  do  nie­  
dZieli.  4  lipca  moSłyby  zmlenl�  sy­  
tuację  w  walce  o  blęklt�  .'tęBę  na  
nlekorzy�  klaczy.  Wydaje  nam  się.  
te  do  SL  Leller  w  Doncaster  naleta­  
loby  zapl�  tego  OBiera,  który  zajmie  
najlepsze  miejsce  w  Derby  warszaw­  
skim.  Katdy  koń  polski  bleaa�  będzie  
w  angielskim  St.  Leger  bez  szans  na  
Jedną  z  czołowych  nagród.  chodzi  tyl­  
ko  o  to.  teby  hodowla  nasza  nie  do­  
znala  kompromituJącej  poratkl.  Ogie­  
ra  klasy  międzynarodowej  nie  ma  
WŚród  tych.  które  startow.�  będll  w  
Derby  w  Warszawie.  Oto  konie  zalo­  
szone  do  Derby  (prawdopodobnie  trzy  
z  nich  zostaną  wycofane):  Duplikat  

Sceptyk.  NIkki,  J"   .,.aLA   _  ••  _   Me­  
seta.  Carmen.  Neon.  SambaR,  Smutka.  
Sclbor.  Mach.  Dryf,  DostoJnik.  Des­  
pota.  

Wpłynęło  równie!  do  PTWK  zapro­  
szenie  do  udzlału  w  specjalnym  wy-  
6ctgu  dla  czteroletnich  I  starszych  ko­  
ni  czystej  krwi  arabskieJ.  na  dystan­  
sie  1100  m  w  Mai  mo.  w  Szwecji.  który  
orllanlzatorzy  traktują.  Jako   mlstrzo-  

two  Europy".  NIełatwo  będzie  row­  
nleł.  wytypować  dwa  najlepsze  na­  
Rze  konie  arabskie.  ale  jest  t�  ra­  
czej  kłopot  "z  nadmiaru  bogacfWa".  
Sądzimy.  te  w  Malmo  hodowla  polska  
powinna  zdoby�  J  nagrodę.  Byle  nasi  
dtokeje  nie  rozgrywaU  tej  gonitwy  
tak.  jak  NaBrody  Orli.  w  środę  23  
czerwca.  to  znaczy  rałszywie.  Wyścig  
na  dystansie  2100  m  rozstrzygnięty  
został  na  ostatnich  1000  metrach.  Oto  
tempo  gonitwy:  14  -  ł2  -  40  -  40  -  
JII  -  34.  Czas  3·   Wygrał  Sanos  przM  
Rublem.  Beanem  I  Figaro.  łatwo  2  -  4  
-  1  dług.  Komisja  Techniczna  ukara­  
la  trenerów  I  diokeJów  grzywnami.  Co  
z  tego.  pisaliśmy  o  takich  gonitwach  
wiele  razy.  

Teraz  sami  musimy  na  koniec  ude­  
rzyć  się  w  piersi  -  NaRrodę  Ascha­  
bada  Zdobył  DeoJpota.  pod  k.d!.  R.  Sa­  
dowskim.  a  nie  pod  dl.  RaJewsklm.  
jak  mylnie  poinformowaliśmy  w  po­  
przednim  komentarzu.  

'11
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_12.djvu

			TEOFIL  SVGA  

MATEJKO  

Nowa  książka  Marii  Szypow­  
skiej  "Jan  Matejko  wszystkim  
znany"  (Państwowy  Instytu  Wy­  
dawniczy,  seria  "Ludzie  żywi")  
zawiera  mnóstwo  infonnacji,  poz­  
walających  szybko  odgadnąć  
przekorny  sens  tytułu.  Zdawało­  
by  się,  powiada  autorka,  że  do­  
kładnie  jest  zbadana  każda  chwi­  
la  życia  Matejki,  że  nic  nie  po­  
zostało  riiejasne,  wątpliwe,  wy­  
starczy  .znane  materiały  po  kolei  
odczytać,  by  zobaczyć  wychodzą­  
cego  naprzeciw  nam  żywego  czło­  
wieka.  A  tytmczasem?  

Nie  jest  nawet  pewna  data  jego  
urodzin  •.  podawana  rozmaicie:  24  
czerwca,  28  lipca,  30  lipca  1838  
 Podobnie  ma  się  rzecz  ze  
sprawą  pochodzenia  rodu  Matej­  
ków,  a  także  wielu  wydarzeń  z  
życia  wielkiego  artysty.  

Jednym  z  poważnych  osiągnięć  
Marii  Szypowskiej  jest  prostowa­  
nie"i  uściślanie  rożnej  wagi  fak­  
tów,  uważanych  dotychczas  za  
ścisłe  i  pewne,  jak  również  kry­  
tyczna  ocena  fałszywych  niekiedy  
opinii,  wygłaszanych  z  powagą  
przez  badaczy  życia  1  twórczości  
Matejki.  Przykładem  książka  Ka­  
ZImierza  Wyki   Matejko  i  Sło­  
wacki",  pełna  błędów  nie  tylko  w  
uogólnieniach  i  wnioskach.  Matej­  
ce  przypisywał  Wyka  wyznawanie  
ideologii  krakowskich  "stańczy­  
ków",  czego  dowodem  mial  być  je-  

go  Obraz  "Batory"  (kult  silnego  
władcy  propagowany  przez  "stań­  
czyków"),  boć  to  przecie  Bobrzyń­  
ski  wysuwał  Batorego  na  czoło  
królów  polskich.  Tymczasem,  w  
w  chwili,  gdy  Matejko  rozpoczy­  
nał  pracę  nad  "Batorym",  Bob­  
rzyński  był  dopiero  studentem  i  
ani  marzył  o  swej  przyszłej  roli  
wśród  ,,stańczyków"  i  o  wydaniu  
"Dziejów  ·Polski",  w  których  swe  
poglądy  wyrażał.  

Są  to  jednak  marginalia  -  
prawda,  że  dosć  szerokie  -  w  
książce  Szypowskiej.  Fortą  jej  
świetnie  skomponowanego  dzieła  
,jest  natomiast  plastycznie  nakreś­  
lony  obraz  życia  i  twórczości  Ma­  
tejki  na  tle  współczesnych  wyda­  
rzeń.  Czytelnik  z  zaciekawieniem  
śledzi  historię  powstawania  jego  
dzieł,  obserwuje  go  w  życiu  po­  
tocznym.  z  zadziwieniem  konfron­  
tuje  krańCONVo  ze  sobą  sprzeczne  
opinie  o  jego  malarstwie  wśród  
swoich  i  obcych  (entuzjastyczna  
opinia  Teofila  Gautier  o  "Kazaniu  
Skargi").  

Wśród  swoich  bywało  różnie.  

W  grudniu  1884  roku  Stanisław  
Witkiewicz  wszczął  ostrą  batalię  
przeci  w  historyzmowi  malarstwa  
Matejki.  O  jego  "Grunwaldzie"  
pisał:  u'"  w  jaki  sposób  takie  
ludzkie  jatki  mogą  być  
źródłem  
podniosłych  myśli?"  Minęło  dwa­  
dzieścia  łat  i  tenże  sam  Witkie-  

wicz  wygłasza  hymn  na  cześć  Ma­  
tejki:  "Jest  on  jednym  z  tych  lu­  
dzi,  którzy  jak  słupy  ogniste  
wśrod  mroku  niewoli  wiodą  na­  
ród  wzniosłymi  drogami  i  nie  dają  
mu  ani  spodleć,  ani  zginąć  w  roz­  
paczy,  ani  zapomnieć  nadziei     
czuł  on  w  sposób  wielki  i  głębo­  
ki  i  przeszedł  przez  dusze  polskie,  
porywając  je  na  wzniosłe  SZCZyty  
uczuć.  Pełnił  posłannictwo,  któ­  
re  'Przed  nim  .pełnili  Wielcy  poe­  
ci".  

Przytoczone  słowa  Witkiewicza  
mogłyby  posłużyć  za  motto  do  
książki  Szypowskiej.  Autorka  u­  
wydatnia  bowiem  silnie  gorący  
patriotyzm  Matejki.  jego  umiłowa­  
nie  historii  ojczystej  i  dumę  z  
przynależności  do  polskiego  naro­  
du.  

Oto  epizod,  charakteryzujący  u­  
czucia  artysty:  Matejko  studiuje  
malarstwo  w  wiedeńskiej  Akade­  
mii  Sztuk  pod  kierunkiem  profe­  
sora  Rubena.  Pewnego  razu  prof.  
Ruben  zażądał,  aby  na  malowa­  
nym  przez  Matejkę  obrazie  król  
Jan  Kazimierz  przedstawiony  zos­  
tał  w  postawie  klęczącej.  -  Kró­  
lowie  polscy  przed  nikim  nie  klę­  
kali!  -  krzyknął  wzburzony  Ma­  
tejko,  po  czym  wybiegł  z  pracow­  
ni  i  więcej  już  do  niej  nie  wrócił.  

Miłość  kraju,  wyraz  nadziei,  
pewność  wyzwolenia  -  wszystkie  
te  uczucia  i  przekonania  przeja­  
wiły  się  najsilniej  w  deklaracji,  
jaką  7  kwietnia  1892  roku  złożył  
Matejko  na  posiedzeniu  Sejmu  we  
Lwowie.  Według  relacji  Mariana  
Gorzkowskiego  Matejko  powie­  
dział  wówczas,  "iż  pragnie  ostat-  

nią  swą  pracę.  obraz  «Konstytu­  
cja  3  Maja»,  na  własność  oddać  
narodu,  Warszawie  ją  ofiarować,  
dodając,  aby  ten  obraz  pod  opie­  
ką  Sejmu,  a  w  gmachu  sejmo­  
wym  został  do  czasu,  aż  póki  bę­  
dzie  go  można  bezpiecznie  do  
Warszawy  odesłać.  Przy  zmianie  
bow  i  em,  da  Pan  Bóg,  szczęśli­  
wych  wypadków,  które  za  laską  
Bożą  nastąpić  mogą,  pragnie  on,  
by  obraz  jego  był  zawieszony  w  
komnatach  Królewskiego  Zamku  
w  Warszawie,  to  jest  tam,  gdzie  
ta  wiekopomna  uchwała  konsty­  
tucji  przeprowadzoną  została."  

Maria  Szypowska  nazywa  Ma­  
tejkę  genialnym  reżyserem  wyo­  
braźni  narodowej.  człowiekiem.  
który  zawsze  był  wiemy  hasłu,  
głoszącemu,  że  "oddzielać  Sztuki  
od  miłości  Ojczyzny  nie  wolno".  

Zawsze,  bo  już  od  lat  dziecin­  
nych,  czytał  książki  z  dziejów  
Polski,  kopiował  wizerunki  ze  
.,Spiewów  historycznych"  Niem­  
cewicza,  rysował  Kościuszkę  i  
księcia  Józefa,  a  mając  piętnaście  
lat  namalował  farbami  olejnymi  
swój  pierwszy  obraz  historyczny  
"Carowie  Szujscy".  Obraz  ten  
sprzedał  antykwariuszowi  za  30  
florenów  i  za  pieniądze  te  kupił  
farby  oraz  płótno.  

Naj  piękniejszy  hołd  Matejce  
złożył  Wyspiański  w  "Kazimierzu  
Wielkim":    ślubował  wskrzeszać  
narodu  Gloryje    Jak  to  ślubo­  
wanie  wypełniał  Matejko  życiem  
i  
twórczością,  
dowiaduje  się  czy­  
telnik  z  pasjonującej  lektury  
książki  Marii  Szypowskiej.  

 

 

a\.  -  

POZIOMO:  l)  zadowolone  
osiedle  Pragi   ściele  się  za  
kosiarzem.  2)  przyprawa  w  
postaci  lasek.  3)  łyłwy  na  
kółkach   przywódca  lewicy  
,.czerwonych"  w  Powstaniu  
Styczniowym,  patron  ul.  Mo­  
kotowa.  ł)  siedzJba  Muzeum  
Archeologicznego.  5)  ryba  a­  
kwariowa   wodospad  na  
granicy  Kanady  i  USA.  6)  
będzie  nim  można  pojechać  
�o  Konstanclna.  7)  łączka  w  
parku.  8)  zadz.1era  nos   
pomnik  Bohaterów  Warszawy  
(potocmie).  9)  wyklucza  po­  
dejrzenie  o  przestępstwo   
stan  USA.  10)  aparat  do  rzu­  
towania  na  ekran.  np.  foto­  
grafU   ogół  organizmów  
tyjących  w  morzu.  Jeziorze  
i  płyWajf\cych  tam  czynnie.  
11)  glówny  bóg  w  mitologii  
gennańskteJ.  13)  imię  Chału­  
piec  (Negri).  15)  szosa  jej  nie  
dorównuje.  17)  kafejka.  19)  
odprysk  iaru.  10)  japońskie  
dz.1ewczęta  zabaWiające  gołei  
w  restauracji.  berbaciarnl.  
1  2  3  4  
5  
6  
7  8  9  10  11  12  13  14  151617  18  19  20  
1  
f6  
.36  
2  
13  
I  
I  
334  
 
.19    
H-  
I  
50  
I  
4  
28  -o  I'  
I  
4ł  
.�  
9_  
-  -  
147  
I  
146  
5  
I  
1  
I  
I  
12'1  

6  
7  

8  I  I  I  

97�.=-  

10  �2  I  

11  
,2  
,  
.91  
130  
,  
i  
123j  
13  
14  
15  Ił'  
16  
17  
29  
18  
18  
19  
20  
42  
4.3  
 
 

231  

I  ł  I  §ł  51  

�_f�.�  

I  I�  I  I  ,  

=--  

I  I  18  

17  l?  

PIONOWO:  l)  zawieszana.  

RdY  murarze  koÓCZlł  budowę.  
2)  stołeczna  ulica  ol  Nletlona  
latamlaml  gazowymi.  po  u­  
pnaniu.  3)  wraz  z  Wigurą  pa­  
tronuje-  warszawskteJ  ulicy.  
ł)  pIaszc:z  chroniący  pned  
deszczem   król  Sparty,  po­  
legł  broniąc  TennopiL  5)  for­  
ma  rozllczeó  bezgotówko­  
wych.  6)  połowa  połowy   
atak.  7)  dozorca  z  obozu  kon­  
centracyjnego.  I)  Organlzacja  
Narodów  ZjednoCzOnych  do  
spcaw  Oświaty,  Kultur)'  1  Na­  
uki   tak  młodzid  określa  
awanturę.  9)  w  górach  -  
łnlegowe  lub  kamieni   ku­  
piec.  którego  imieniem  naz­  
wano  ścianę  Rynku  Starego  
Miasta.  II)  autor  epokowego  
SfotOnI1c4  j4ZJI'IcG  poIskłego   
w  kanistrze.  11)  pUot,  prof.  
PoUtecbn1k1  Warszawsldej.  w  
r.  1931  zdobyJ  puchar  Gordon  
BerlOetta  (anagram  słowa   t­  
jak).  12)  tułów,  korpus,  Ił)  
Artur,  wybitny  planista,  wir­  
tuo&.  16)  szerzenie  idei  w  ce-  

S.erpchob   gnł4lzdo  
ł1It  poci  oltftem  PfT1I  ta.  Pa­  
.�,.  

Fot.  Wiktor  PcrtDłow.k.  

.,."  

lu  pozyskania  zwolenników.  
18)  zakaz  opuszczania  koszar  
(potocznie).  20)  odkłada  ją  
pług   kurek.  

Litery  z  ponumerowanych  
kratek.  czytane  kolejno,  u­  
tworzą  hasło-cytat  z  wtersza  
Wacława  Rzewuskiego.  

Pomiędzy  czytelników,  kt)­  
rzy  w  ciągu  10  dni  od  daty  
ukazania  się  pisma  nadeślą  .  
na  kartach  pocztowych  z  na­  
kleJonym  kuponem.  
rozwtą­  
zanie  krzytówki  1  hasła.  roz­  
losujemy  BONY  KSIĄ2.KI­  
WE.  

ROZWI"ZANlE  
KRZYZOWKI  
Z  NRU  Zl  

 ta  cna  Warszawa      
to  matka  prawa.  

PGdomo:  1)  Kiedzleszyn.  I)  
opowiadanie.  3)  Słuuw.  łl  a­  
.tat  -  Argus.  5)  acetylen.  I)  
turaw  -  amant.  7)  cierpie­  
nie.  I)  groch.  I)  ocznik  -  
Barczewo.  II)  statek  12)  po­  
pas.  lJ)  jatld..  Ił)  cz101l.  II)  
Przeskok.  II)  Bartók.  11)   
ka.  .)  Ihdryt.  

Pioaowo:  l)  m�  -  uJ­  
ma.  2)  utrata  -  Praga.  3)  e­  
dytor  -  stwór'.  ol)  asceta  -  
zator.  5)  zastaw  -  piele  .•   
okno  -  SZkot.  7)  Słutewlec  
-  pałąk  l)  zima  -  osika.  .)  
Sanok.  lO)  NowoUpkl.  II)  Po­  
laniec.  14)  ble«anlna.  11)  o­  
desu.  17)  m)'SZ.  II)  znawca.  
19)  nerw  .•   Dekert.  

NAGRODY  

-  Za  prawidłowe  rozwIoIIunle  
krzyti)wki  z  nru  2l  nag'Xły  
ksloll:tkowe  (bony)  W)'lc.owa­  
U:  AleksaDdeJ'  Wnoeek  
Onya,  Wanda  Lazurek  -  
Po&na6  Leaek   -  
warszaw.,  ll.adeJ  ntas  -  
RadOllł.  Karia  Kaciejewska  -  
Wanuwa.  Karla  KarasliKka  
-  GUwice,  ZOfia  .I�  -  
Wrocław,  Ba1iDa  Sadowska­  
warszawa,  Teresa  Klelcaw­  
ska  -  Kielce,  Kazlmlen  Ka­  
necki  -  warszawa
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_13.djvu

			Z  OTWARTYCH  SZKATUŁ  

 

JUZ  

7  5  L  AT!  

Pracowniczy  Ogród  Działkowy  
im.  Obrońców  Pokoju  w  Warsza­  
wie  przy  al.  Niepodległości  113/115  
obchodzi  w  br.  75-lecie  istnienia.  

Inicjatorami  i  założycielami  by­  
li:  Czapski,  Pincewiczowa  i  Kla­  
czyński.  
Starzy  działkowcy'  jak:  

Marcin  Grzegrzuła,  Maria  Geld.  
Markiewicz.  Józef  Jaroszewski  i  
KUŹIDa  -  opowiadali,  że  pierw­  
sze  uprawiane  legalnie  i  niele­  
galnie  pólka  na  zapleczu  fortów  
były  sporych  rozmiarów  -  od  5�O  
do  100()2.  Działek  takich  było  kil­  
ka  natomiast  po  rewolucji  1905  r.  
-   kilkanaście.  Działkowcy  mogli  
uprawiać  na  zajmowanych  polet­  
kach  ziemniaki,  kapustę  i  warzy­  
wa  siali  również  grykę  i  sadzili  
krZ:ewyowocowe.  drzew  nie  wol­  
no  było  sadzić.  Pewną  zmianę  w  
korzystaniu  często  z  samowolnie  
uprawianych  działek  przyniosła  
rewolucja  w  R�ji  i  w  Warszawie  
w  1905  r.  Uprawiane  działki  zos­  
tały  zmniejszone  do  ca  500  m2•  
pas  upraw  został  nieco  wydłużo­  
ny  do  dzisiejszej  al.  Niepodległoś­  
ci  wówczas  
nieistniejącej,  
stąd  
z�iększyła  się  liczba  użytkowni­  
ków  do  kilkudziesięciu.  Dalsze  
zmiany  w  uprawie  nastąpiły  w  
r.  1915,  po  zajęciu  Warszawy  przez  
wojska  niemieckie.  W  r.  1917  za­  
wiązał  się  zespół  uprawy  działek.  
Znaczną  liczbę  działkowców  sta­  
nowili  pracownicy  tramwajów  
warszawskich.  Pierwszym  prze­  
wodniczącym  zespołu  został  w  r.  
1917  -  Czapski  -  kontroler  
tramwajowy.  

Powstanie  w  r.  1918  niepodleg­  
lej  Polski  przyniosło  dla  istnie­  
jącego  zespołu  działkowcow  .�­  
sadnicze  zmiany.  Władze  miej­  
skie  w  r.  1919  uporządkowały  
kwestię  prawną  ogrodu.  Opraco­  
wany  został  i  zarejestrowany  w  
Magistracie  m.st.  Warszawy  sta�ut  
ogrodów  działkowych  •.  �dłuzc:  
no  pas  uprawy  po  �tmeJącydZ1-  
siaj  Dołek  Kaczki  Dziwaczki·.  
Prezesem  w  latach  1919--24  była  
W.  Pincewiczowa.  Ogród  uzyskał  
również  nieco  inną  lokalizację.  W  
związku  z  wyburzeniem  przez  
Wojsko  Polskie  istniejących  
=:  
tów  i  projektowanym  parkiem,  
później  nazwanym  -  Dreszera.  
pas  upraw  działek  wydłużony  zo­  
stał  do  dzisiejszego  Ronda  im  W.  
Komarowa  i  po  wyburzeniU  for­  
tów  i  zasypaniu  głębokiego  rowu  
w  miejscu  obecnej  świetlicy  -  
teren  ten  został  oddany  do  użyt­  
ku  działek.  a  głęboki  dół.  obecn�e  
118ZWany  Dołkiem  Kaczki  DZI­  
waczki  -  zabezpieczono  i  oddano  
jako  miejsce  zabaw.  

Obecny  ogród  obejmował  aż  do  
roku  1946  tereny  od  wschodu  -  
do  drogi  noszącej  obecnie  nazwę  
ul.  Odyńca.  od  północy  zamkruę­  
ty  al.  NiepodległOŚCI.  która  z0s­  
tała  utworzona  w  r.  1937.  od  za­  
chodu  granica  biegła  o  ok.  100  m  
od  ul.  Odyńca.  Rożnej  wielkości  
poletka  podzielono  na  300-   
działki  których  liczba  wynoslla  
100.  p.!zeprowadzo!lO  alejki  i  wy­  
kopano  studnię-ablSYDkę.  

Działkowców  z  północnej  częs­  
ci  ogrodu  przeniesiono  na  nowo  
utworzne  tereny  poforteczne.  

przydzielając  każdemu  działko­  
wiczowi  na  zagospodarowanie  
działki  z  wymiany  bezpłatnie  -  
5  drzewek  jabłoni  a  3  drzewka  
grusz.  wszystko  na  koszt  Magis­  
tratu  m.st.  Warszawy.  Stąd  alejki  
nazwano  al.  Jabłoni.  al.  Grusz.  

W  r.  1924  prezesem  ogrodu  wy­  
brany  został  Henryk  Kostka.  Za  
jego  kadencji  magistrat  ogrodził  
na  własny  koszt  ogród  siatką  
drucianą  oraz  wybudował  domek  
drewniany  dla  zarządu.  a  przy  
domku  szopę  drewnianą.  która  
służyła  jak  skład  narzędzi  ogrod­  
niczych  działkowców  i  miejsce  
zebrań.  Władze  magistrackie  opie­  
kowały  się  i  popierały  ogród.  
Premiowały  wyróżniających  się  
działkowców  drzewkami.  cebul­  
kami  kwiatowymi.  Rozpisywano  
konkursy  na  naj  piękniejszą  dział­  
kę.  a  jako  I  nagrodę  np.  uzyskała  
Maria  Geld  altankę.  która  stoi  do  
dnia  dzisiejszego  na  działce  nr  43.  

Działkowcy  tworzyli  jedną  

wielką  rodzinę  -  zarząd  ogrodu  
organizował  zabawy  i  pikniki,  w  
czasie  których  wybierano  najpięk­  
niejszą  dziewczynę  w  r.  1932,  
zaś  w  1933  "królową  ogrodu"  wy­  
brana  została  Helena  Grzegrzu­  
łówna.  Inne  jeszcze  godne  odnoto­  
wania  wydarzenie  miało  miejsce  
w  ogrodzie  w  r.  1936,  gdy  w  al­  
tanie  na  działce  nr  19  pani  K.  
Markiewicz  urodziła  córeczkę.  

Z  powyższego  krótkiego  szkicu  
jasno  wynika.  że  Ogród  im.  Ob­  
rońców  Pokoju  jest  najstarszym  
ogrodem  stolicy,  jego  początki  
sięgają  ostatnich  lat  ub.  stulecia.  
Jego  powstanie  determinowała  
nędza  i  ucisk.  które  wywołały  re­  
wolucję  1905  r.  Droga  ogrodu  to  
przeżycia  radosne  l  bolesne.  jaki­  
mi  kroczył  naród  polski.  a  oto  
najważniejsze  z  nich:  

-  Nędza  pierwszych  lat  po  wyz­  
woleniu  1918-1923,  w  których  
to  latach  działkowcy  własno­  
ręcznie  wyrywali  ziemię  for­  
tom  pod  przyszłe  działki.  

-  Okres  bezrobocia  i  kryzysu  
1930-1935.  w  latach  tych  
działki  były  żywicielkami  bez­  
robotnych.  

-  Oblężenie  Warszawy  w  r  1939  

-  w  czasie  którego  ogród  był  

przedpolem  wojsk  polskich  i  
hitlerowskich.  

-  Bolesny.  pełen  tragizmu  okres  
okupacji  hitlerowskiej  1939-  
1945.  W  okresie  tym  ogród  
nie  tylko  żywił  rodziny  dział­  
kowców.  lecz  był  terenem  ze­  
brań  konspiracyjnych  t  miejs­  
cem  przechowywania  broni  or­  
ganizacji  polskiego  podziemia  

-  Powstanie  War.szawskie  obję­  
ło  swymi  działaniami  również  
teren  ogrodu.  na  którym  i  w  
jego  'wieUicy  przetrwało  ok  
50  dZiałkowców.  spośród  któ­  
rych  2  osoby  zostały  zabite.  
a  kilka  rannych.  Ogród  gospo­  
daruje  na  7  ba  i  liczy  290  
działkowców.  Od  r.  1950  stal  
Się  ogrodem  otwartym  dla  pub­  
liczności.  poza  tym  gości  na  
swoim  terenie.  00  roku  ludzi  
starszych  w  ramach  .,Małych  
fonn  wczas6w".  Działkowcy  
dokonali  modernizacji  działek.  
drzewostanu.  altanek,  ogro­  
dzeń  i  bramek,  a  poziom  u­  
kwiecenia  jest  b.  interesujący,  
stąd  też  liczba  spacerowiczów  
YI  ogrodzie  przekracza  300  tys.  
rocznie.  

FRANCISZEK  MASŁOWSKI  
 
,  
lSZlalEAI  
1=3  
 
 
 
 
l  
tz=;J  
1-  
 
 
 
 
t:=J  

SPROBUJ!  

ZA  CZYM  PRZEPADAJĄ  
SZWEDZI  

7  oryginalnych,  wykwintnych  
i  delikatnych  

mrożonych  dań  rybnych,  

a  wśród  nich  to,  

w  czym  się  rozsmakujeszl  

Stała  sprzedaż  -  Warszawa:  

Delikatesy  Rybne  -  pl.  Zbawiciela  
Supersam,  ul.  Puławska  

Hala  Mirowska,  ul.  Marchlewskiego  
Delikatesy,  al.  .Niepodległoścl  nr  12  
Delikatesy,  ul.  Świerczewskiego  82a  
Delikatesy,  ul.  Krucza  51  

Do  każdego  dania  ulotka  gratis.  
Producent  pOdaje  skrupulatnie:  

-  skład  I  wartość  

odżywczą  potrawy,  

warunki  przechowywania  

I  spOSÓb  przyrządzania.  

S  65-19  

15
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_14.djvu

			Wokół  Warszawy  (1)  

URBANIZACJA  
"TRZECIA  PlEĆ"  

Wokół  mia   ta  Warszawy  
rozciąga  
się  stołeczne  województwo  
�a�zawskie,  które  prędzej  czy  
późnię]  
zamieni  się  naturalnym  
�Ieglem  rzeczy  (to  jest  w  stałym  procesie  rozrastania  się  sto­  
Iiey)  w  swego  rodzaju  megalopolis  -  strefę  bardzo  mocno  
zurbanizowaną.  Biorąc  pod  uwagę  ten  oczywisty  fakt  iż  stolica  
stanowi  w  każdym  kraju  swoisty  symbol  prestiżu  �rbanisty­  
cznego,  jest  rzeczą  niezmiernie  istotną.  jaki  kształt  nadamy  
nowym  obsz�rom  miejskim  i  podmiejskim  naszej  metropolii,  
przy  czym  me  chodzI  tu  tylko  o  kształt  materialny.  "Temu  
właśnie  zagadnieniu  poświęcam  cykl  felietonów  pod  hasłem  
.Wokół  Warszawy".  

,  Ludność  �i�jska  w  Polsce  już  dawno  przekroczyła  50  pro­  
.ent  ogólnej  liczby  mieszkańców,  zaś  w  województwie  stołecz­  
�ym  �ieszka  nie  więce]  jak  12  procent  ludności  wiejskiej.  
:nac�eJ  mówi�c:  �Jewód�two  to  ulega  kolosalnemu  prsyspie­  
,zenlU  urbanizacyjnemu  1  wpływowi   miastowienia".  

Warszawa.  jak  każde  duze  miasto.  koncentruje  swoje  pod­  
;tawow�  element�  usługowe  w  strefie  śródmiejskiej.  Natomiast  
oudownictwo  mieszkamowe  powstaje  w  jej  bliższym  a  na­  
stępnie  
coraz  to  dalszym  otoczeniu.  Jest  to  proces  nie�niknio­  
ny  -  odwrotnością  byłoby  zagęszczenie  śródmieścia  i  jego  bli­  
�kich  .okolic  do.  stanu  ni�normalnego  i  nie  do  wytrzymania  
'nadmierne  zameczyszczeme,  tłok.  hałas,  stressy  psychiczne  
'te).  Proces  ten  wszelako  jest  w  przypadku  Warszawy  zwie­  
okrotniony  rangą  I  skalą  założenia.  W  planach  perspektywłez­  
Iyc.h  zakłada  się  dla  Warszawy  i  bezpośredniej  strefy  wokół  
lIeJ  �rubo  ponad  3  miliony  ludności.  Można  więc  sobie  wy­  
,braZlć.  jak  potężny  będzie  ten  rozrost  -  ta  rozlewająca  się  
1lama  żelbetu  i  asfaltu.  Problem  w  tym,  by  wspomniana  roz­  
b�dowa  r:n1ała  sensowny.  to  jest  humanitarny.  a  nie  wyłącz­  
me  technicystyczny,  charakter.  

Zanim  do  tego  przejdziemy,  przyjrzyjmy  się  stanowi  istnie  
[ącemu,  
rzućmy  okiem  na  to,  co  w  dalszej  części  będę  umow  
nie  nazywał  przedmieściem.  Na  przedmieścia  Warszawy  bez  
pośrednie  i  te  nieco  dalsze,  które  lada  dzień  staną  się  
bezpaś  
rednimi.  

Obserwowana  przez  każdego  z  nas  już  po  minięciu  ,.osie·  
dlowych"  granic  miasta  zabudowa  jest  bardzo  "specyficzna"  
i  bardzo.  wręcz  denerwująco,  szpetna.  Najczęściej  są  to  tzw  
domki  
wolnostojące.  
stawiane  w  sposób  nieskoordynowany  .  z  
niczym  (a  już  najmniej  z  otoczeniem),  bezsensownie  improwi­  
zacyjny,  bez  uwzględniania  jakichkolwiek  ciągów  zabudowy.  
kompozycji  urbanistycznej  etc.  Z  reguły  w  dwóch  wariantach:  
willobogackim  (te  "williszcza"  i  te  ich  kolorowe  ogrodzenia.  
parkany,  tralki,  schodki!)  i  szopopodobnym  (kleconki  z  byle  
czego,  rozlatujące  się  chałupy  ete).  Cały  ten  koszmarek.  
którv  
ma  to  do  siebie.  że  zaśmieca  krajobraz  elementami  obcymi  -i  
tak  paskudnymi.  że  to  w  żywe  oczy  ubliża  estetyce  białego  
dnia.  tak  został  swego  czasu  podsumowany  przez  naczelnego  
redaktora  ..Architektury",  inż.  Zygmunta  Skrzydlewskiego:  

..Karygodne  
lokalizacje,  nieprawdopodobny  bałagan  prze­  
strzenny.  tolerowanie  bezprawia  budowlanego,  nieumiejętność  
złożenia  w  jako  tako  zharmonizowany  zespół  nawet  kilkunastu  
domków  jednorodzinnych,  urągają  elementarnym  zasadom  
wpajanym  słuchaczom  architektonicznych  uczelni"  ARCH1-  
TEKTURA  nr  8/9  1973).  

Pojawia  się  tu  niezmiernie  istotna  sprawa  styku  miasta  
i  wsi  i  ich  wzajemnych  oddziaływań,  w  obu  przypadkach  zde­  
c�dowanie  negatywnych.  Albowiem  miasto  oddziałuje  na  
wieś  w  sposób  destrukcyjny  dla  jej  tradycyjnych  wartości.  zaś  
wieś  wędrująca  do  miasta  i  zatrzymująca  się  na  przedmieściu  
cz�ni  z  tego  przedmieścia  przedziwny  stwór,  jakąś  urbaniza­  
�y�ną  ,.trzecią  płeć",  ni  to  wieś,  ni  miasto,  ów  wspomniany  wy­  
zeJ  koszmarek,  którego  nie  
powinniśmy  
tolerować.  To  upodab­  
nianie  się  wsi  do  przedmieścia  i  przedmieścia  do  wsi  zyskało  
już  sobie  taką  złą  sławę,  że  za  zupełnie  uzasadniony  można  by­  
ło  uznać  tytuł  jednego  z  artykułów  na  ten  temat:  "Przedmieś­  
cie  na  całą  Polskę".  

Ale  o  tym  za  tydzień.  

WALDEMAR  ŁYSlAK  

 

 

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

Nadal  trwaJą  prace   z  lu­  
katorskle  w  tr,ech  klatkach  
schodowych  l  pl4:tra:  ml­  
rowskieJ.  władY'dawo�kleJ  
I  przy  Sali  Raiowej.  a  tak­  
ze  w  Wiety  GrodzkieJ.  W  
Kaplicy  Stanbiławow!'lkleJ  
zmontowano  Jut  kolumny  z  
pozłoconymi  głowicami  
trwa  zlocenle  sklepienia.  

Dostarczono  na  Zamek  21  
okna.  W  tym  roku  ma  nA­  
deJj�  jeszcze  300  okien;  
ugółem  potuebnych  )e8t  
451.  

Na  poddaq:u  skrzydła  10-  

-­  

i.  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  

-  -,  

-  -  

-  -  

 

tyckiego  trwa  montaż  lIrzą­  
dzen  klutUltyzacyJnych,  
montuje  !l14:  rozdzielnie  nr­  
KkleKo  I  wysokiego  napię­  
eta.  Na  parterze.  w  Uw.  
ko�natach  Jagielloól'Iklch,  
tynkuje  się  klany  

Wpłaty  plenlęine  

-  �.OOO  zł  -  Zwhlzek  Za­  
wodowy  Pracownlkow  Rol­  
nictwa  w  Warszawie  

Wnętra.  Zamku  

50.000  zł  -  Bluro  Projekto­  
 PRemysłu  Oraanlcznego  
w  Wanza�  

Su'a  CQlla'e"a.  ,lian  ol  wt  "II'łdZ  I/woJem  III/ch.  Jut  za  kilka  młelł.�c"  b�zł(>nall  podziwiali  urodę  
zA"kOfttrłrMowan   ,  konana'".  OdnoafaurotAlne  obraZił  Ca"a�"a  Ulrocq  na  s�   wapa-  

n.ołq  pO!łodzkę  udtu'orzq  zr�znt'  ręct'  art.,.toll'-nem   ,nHcoIl1  ł  Hfmrl/kou'G.   

FOl.  InsłrJIut  Sztuk.  P   N  

 

 
 

 

-  It-  -.!:�'�.  

u�-)ll  

l  

-  

r-=  C  
r  

 

  

-  200.000  zł  -  
Przedstębior­  
stwo  Eksportu  Wewnętrzne­  
go   Pewex"  w  Warszawie  

-  17.800  zł  Biuro  Pro­  
Jektow  Słutby  Zdrowia  w  
Warszawie  

-  19.870  El  -  Zakłady  Wy­  
tworcze  Urządzen  Telefo­  
nicznych  1m.  Komuny  Pa­  
r�skleJ  ••  Telkom  -  ZWUT"  
w  Warszawie  

-  100  OCIO  zł  -  Poznańska  
Centrala  Materiałow  Budo­  
wlanych  

-   zł  -  Biuro  Projek­  
tow  Przemysłu  Belonów  
 łł1prodex"  w  Warszawie  

.0.000  zł  

Stołeczne  

Przedsiębiorstwo  Przemysłu  
Gastronomicznego  Oddział  
Bary  

-  l.a50  zł  -  Społdzielnu.  
Inwalidów   Zawrat"  w  Za­  
kopanem    kładki  za  IV  .  
lm  r.)  

-  

JO.OOI  zł  

Stołeczne  

Przedsl-:blorstwo  Przemysłu  
GastronomlcznelJQ,  Oddział  
zachód  

-  15.000  zł  Stołeczne  Przed­  
sl-:blorstwo  PrZemysłu  Ga­  
o;tronomiczne«o.  Oddział  
Sródmiełde  

 zł  

Stołeczne  

Przedsiębiontwo  Przemysłu  
Ga   tronomłcznego  Oddział  
Kawiarnie  

-  1.120  zł  -  Ur&.Ild  Mi   u  
I  Gmmy  Chndecz  fU  zebra­  
ny  złom)  

-  !..  'lOG  zł  -  przecl!ll4:blor­  
J>1wo  Pańl'ltwowe  Polmo­  
zbyt"  we  Włoclawku  (za  ze­  
brany  złom)  

Wpłaty  z  zagranicy  

z  Wielkiej  Rrytanii:  Jane  
Helliwell  z  Londynu  5  
funtów.  

z  R.·N:  Teodor  Wiesiorek  
Ambasada  PRL  w  Bonn  
200  marek.  

A.  D.  CzapleWSkl  z  Frank­  
furtu  n  Menem  -  50  marek.  

z  USA:  Halina  Pletka  z  oor­  
chester  -  21  dol  EU:bietól  
Pawub  z  Chlcólgo  -  1  dol  .•  
Rozalia  Kajfasz  z  NowegO  
Jorku  -1  dol..  Maru.  Dype)  
z  Chlcqo  -  1  dol.,  

z  Kilnady:  Edward  Busch  z  
SOuthampton  -  5  dol   A.  
Lakowski  z  Ontólrto  -  .ł8  
doi  .•  

 Au.traUI:  Polonia  ólustra­  
IUska  za  t'Ołredn1ctwem  
 Kuriera  Polskiego"  w  Syd­  
ney  -  11'.51  dol..  Henryk  
2ab.1  z  SydllE'Y  -  II  fioł.,  
Helena  Kononlkk  z  Sydney  
-   dol.  

Stan  kent  

Na  konto  kraJowe  w  PKO  
wpłyndo  5I5.IIJ.6tl,ł-ł  zło­  
tych.  

Na  konto  dewizowe  w  

Banku  PeKaO  Wpłyncło  

156.112.74  dolarów  

Numery  kont  

O  bywa  teJ  ski  Kornnet  Od­  
budowy  Zamku  Królewskie­  
ao  w  Wara.aww  'PKO  I  
OddZiał  Warszawa  Nr  lUl­  
-.IU.  

Oprocentowane  konto  de­  
wIZowe  Banku  PeK.o  Nr  
E-I
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_15.djvu

			I  

 P.  Tad   IIs.  Hurku/I;"k,  ,l(f­  
nestot  nt/m  lis'  -  1vspunnllf'­  
nil'.  k,l)rł'�IU  !rugmen'  druku­  
jemy:  

.  ,  W  4J  nurne-rze  "Stlłlicy"  z  
1975  rnku  Stanisław  Nit'wia­  
domski.  mój  starszy  kołega  
5Zknln�·.  
zarnieścfj  
pic;kne  
wspomnienie-  o  naszym  Dro­  
gim  Profesnrze.  Wacławie  
La('hmanie  Nie  wspnmniał  
jednak  ani  słówkiem  o  samej  
szkole.  z  którą  związane  by­  
ły  te  wspomnienia.  

W  latach  1918-1921  uczęsz­  
czałem  do  tej  samej  szkoły  
en  i  autor  felietonu.  Stanis­  
ław  Niewiadomski.  której  
uczniami  byli  również  Kazi­  
mierz  Krukowski  (Lopek).  
Aleksander  2:abczynski  (nie  
Darek  lecz  Olek)  i  wielu  in­  
nych  zndnych  później  ludzi.  
Lachman  byl  naszym  wycho·  
wawcą  klasowym  pl'zez  ostat­  
nie  trzy  Jata  nauki  szkolnej.  
Przy  nim  zdawaliśmy  matu­  
rc:.  

Plac  Trzech  Krzyży  8  -  w  
poprzecznej  oficynie  mieściło  
sic:  owo  gimnazjum  Kazimie­  
rza  Kuwiecia.  A  dalej.  w  głc:­  
bi  tej  olbrzymiej  posesji,  był  
znany  browar  warszawski  
Junga.  Czc;sto  wiosną  I  latem  
przez  otwarte  okna  wdzierał  
siC;  do  klas  cierpki.  słodkawy  
i  duszący  zapach  zacieru  piw­  
nego.  zaś  z  bramy  wielkiego  
podworza  wyjeżdżały  olbny­  
mie  wozy  zaprzężone  w  parę  
silnych  koni  ciągnąCYCh  wy­  
ładowane  pod  górę  beczki  
z  piwem.   nie  ma  tam  
ani  szkoły.  ani  browaru  -  
rozciąga  się  natomiast  ku  
Wiśle  piękna  perspektywa  
zielonej  przestrzeni.  

Szkoła  Kulwiecla,  znanego  
pedagoga  i  krajoznawcy,  po­  
jawiła  się  w  Warszawie  za­  
raz  po  wypędzeniu  Niemców  
w  listopadzie  1918  roku.  jako  
szkola  Rqp.  

Dyrektorem  gimnazjum  

męskiego  RGO  był  nadal  Ka­  
zimien  Kulwiet.  W  zespole  
nauczycielskim  znaleili  Się  
tacy  wybitni  pedagodzy  jak  
wspomniany  przez  Niewia­  
domskiego  -  Józef  Krokow­  
ski.  polonista.  profesor  Poli­  
techniki  Warszawskiej  mate­  
matyk  -  Nowak,  hlstoryk  -  
Włodzimierz  Topoliński  
świetny  pedagog  i  sekretarz  
szkoły.  Elwertowski.  oczy­  
wiście  Lachman  jako  wycho­  
wawca  klasy  l  nauczyciel  
śpiewu  i  kierownik  doskona­  
łego  chóru  szkolnego.  -  wy­  
bitny  malarz  -  Konstanty  
Górski.  nauczyciel  rysunków.  
małżonka  dyrektora  Kulwie­  
cla.  Maria  Kulwieclowa.  polo­  
nistka.  znany  profesor  szkół  
warszawskich.  noszący  pięk­  
ną.  dłu'UI  brodę.  Sławiński.  
wykładał  chemię,  małżeństwo  
Jc:tkiewiczowie.  on  -  fizyk.  
ona  -  o  ile  pamiętam  polo­  
nUlka.  wspomniany  jut  
przedtem  Aleksander  .Janow­  
ski.  geograf  l  zastułony  pre­  
zes  PolSkiego  Towarzystwa  
Krajoznawczego.  Wybitną  
poIIlaclą  był  równie!  prefekt  
gimnazJum.  ksiądz  Kazlmlen:  

Lutosławski.  pbtnlejay  J)ORł  
na  sejm.  członek  znanej  ro­  
dziny.  z  klóreJ  wywodzi  sie  
znakomity  kompozytor"  polski  
-  Wltuld  Lutosławski  

Ta  długoletnaa,  a  dla  mnie  
od  dzieunstwa.  lltcznost  
i  wspołpl'"aca  Z  Lachmanem  
�rzerodziła  8lę  w  trwabl  
I  gor  ",c",  pny  Jam.  Profesor  
lraktował  mnie  uwsze  jak  
syna.  a  ja  -  DO  skończeniu  
Gimnazjum  Kulwiecla  w  1121  
roku  I  studiów  w  ówczesnej  
WSH  -  wS4plłem  ninwłocz-  

nit'  dn  ••  Harry··  i  Slitlem  si�  
wiernym  sZE'"rmierzel'"Q  pieśni  
polskiej  i'  lachmannwSkiej  
idei  śpiewaczej.  Pracowaliś­  
my  wspólnie  dla  umUowanej  
 Harfy"  w  okresie  przedwo­  
jennym.  w  ciągu  całej  o­  
krutnej  okupacji  hitlerow­  
skie-j.  a  nawet  i  w  czasie  
Powstama  Warszawskiefto.  A  
po  wyzwoleniu,  rozpo('Zęliś­  
my  z  Lachmanem  na  czele.  
pełną  zapału,  niezaletnil  już  
działalność  artystyczną   Har­  
Cy"  oraz  naszej  ogolnopol­  
skiej  organizacji  śpiewaczej.  
Choć  Drogi  Pro  resor  odszedł  
od  nas  jut  przeszło  12  łat  te­  
mu  -  dzielo  Jegu  trwa  i  roz­  
wija  sic:  pomyślnie.  

A  szkoła  ?..  Cóż.  lata  ł!n�  
1939,  -  różne  dZiałały  wów­  
czas  prądy.  orientacje.  dąte­  
 W  smutnych.  pamięt­  
nych  chwilach  wyboru  prezy­  
denta  Gabriela  Narutowicza  
-  napic:cie  i  wewnc;trzne'  roz­  
bicie  IiPołeczeństwa  w  całym  
kraju,  a  szczególnie  w  stoli­  
cy.  było  olbrzymie.  Młodzież.  
jak  zawsze.  potrafi  być  im­  
pulsywna  i  nieopanowana.  W  
czasie  przejaZdu  nieszczęsne­  
go  prezydenta  Narutowicza  
7  Rt'lwederu  do  Katedry  czy  
też  na  .r.amek  gromadziły  się  
na  ulicach  duze  tłumy.  nit,  
zawsze  przychylne  nowemu  
prezydentowi,  a  czc:sto  na­  
wet  i  wręcz  wrogie.  Na  
placu  Trzech  Krzyży,  wśród  
manifestujących  przeciwko  
Narutowiczowi  znalazła  się  
podobno  spora  grupa  uczniów  
szkoły  Kulwiecia,  w  znanych  
wówczas  wszystkim  szarych  
szkolnych  czapkach.  To  wy­  
starczyło.  aby  szkołę  i  jej  
kierownika  poclągną�  do  su­  
rowej  odpowiedzialności".  0-  
czywiście.  ta  uczniowska  ma­  
nifestacja  nie  była  inspirowa­  
na  ani  przez  dyrektora  
szkoły.  ani  przez  jej  wycho­  
wawców.  Niemniej  jednak  
Kazimierza  KUlwiecia  usunię­  
to  ze  stanowlska  dyrektora  
_koły,  mimo  zasług  jakie  
połotył  jako  wybitny  peda­  
gog  i  wychowawca  wielu  
pokoleń  młOdzieży  polskieJ.  
Gimnazjum  przejęło  Towa­  
rzystwo  Oświatowe   Unia",  
które  prowadziło  je  z  dosko­  
nałymi  rezultatami  aż  do  wy­  
buchu  drugiej  wojny  świato­  
wej.  

WnioskownUjmy  -  pisze  pan  
Tadeusz  Borkowski  -  rów­  
met  o  nadanie  imienia  
Lachmana  Jednej  z  uUc  War­  
szawy.  Był  przeciet  także  
dwukrotnie  laureatem  Na­  
grody  Muzycznej  Miasta  Sto­  
łecznego  Warszawy,  w  1938  
roku  i  w  11l5ł  roku.  -  Nie  
uzyskaUsmy  dotychcza'ł  zgo­  
dy  ojcow  miasta  na  zreall­  
zowanie  tego  proJektu".  

 P.  Włodllaławo  Llptńako   
Wólki  Strobowaklej  nadealo/a  
nam  cIekoWlI  U.t-wapomnf�-:  
nie.  

 Moj  mąt  Władysław  Llplń­  
flkl  w  dniu   r.  zostal  
zmoblllzowany  I  wraz  z  ogro­  
mnym  transportem  odjechał  
z  Radziechowa  do  Lwowa  -  
pisze  Autorko  Uatu.  -  Ponle­  
�ai  Lwów  Jut  był  bombar­  
do�any  cały  transport  zatrzv­  
maJ  sit:  na  kilka  godzin  w  
Dublanach  Laszkach  tak  ie  
w  godzinach  wieczomycl)  do­  
Je<'bał  do  Lwow..  Mott  zglo­  
sil  się  w  swojej  jednostce.  
Po  uroczystej  przYSiędze  
o\rZymal  wyposa1enle  bojowc.  
niestety.  nie  dla  wszystkich  
st.rczyło  broni.  a  I  buty  by­  
wały  w  opłak.nym  stanie.   
godzinach  nocnych  sztab:5  
PP.  Kompania  Tełegrattczna  
I  Inne  pododdziały  WyruSZYłY  
w  kierunku  Warszawy_  Mąt;  
jako  telegrafista  otrzymał  
przydzl.ł  do  Kompanii  Tele-­  
 ktorej  dOwódcą  
by.  porunnlk  Radzlo  -  by­  
ła  ona  do  dyspozycji  Sztabu  
z  gen.  Zulaufem  na  czel   
Pierwszy  chrzest  boJo�  y  
przeszli  pod  Siedlcami  Tran­  
flpon  I  fltacja  kolejowa  były  

bćtrd.l:O  bombarcn»  ane  przez  
Niemców.  Na  polach  ziemnia­  
czanych  schronienie  znaleźli  
żołnterae  
I  Sztab.  nie  wyłą­  
('zając  gen.  Zulaufa.  Szczęs­  
ciem  obyłO  się  bez  ofiar.  ale  
kilka  godzin  trwała  naprawa  
uszkodzonych  
torowo  
mm  
transport  mogł  wyruszyć  w  
dalszą  drogę  do  Warszawy.  
Drugi  nalot  przeszli  w  Legio­  
nowie,  Tu  więc  nastąpllo  wy­  
ładowanie  -  Sztab  samocho­  
dami  a  żołnierze  pieszo  udali  
!llę  du  Modlina.  DrQ8a  była  
bardzo  ntebezpteczne,  gdy  t;  
często  powtarzały  się  naloty  I  
bombardo\\ania.  nie  obyłO  się  
bez  strat.  W  Modlinie  rozpo­  
czt:ły  się  wlaściwe  dzl.l.nia  
wojenne.  Na  skutek  silnego  
natarcia  Niemców  z  Prus  
Wschodnich  zgrupowane  jed­  
nostki  oraz  Sztab  z  gen.  Zu­  
laufem  cofały  się  w  kierunku  
Warszawy.  Przy  przeprawie  
przez  Wisłę  w  Jabłonnie  pc..­  
niesiono  dute  straty  na  sku­  
tek  Silnego  bombardowania  I  
oo;trzału  z  broni  pokładowej.  
wielu  poleglo  I  wielu  było  
rannych.  

W  Warszawie  Sztab  mial  
kwaterę  na  Pradze  przy  ulicy  
Jagiellońskiej  nr  13  w  �łó­  
wnym  bud�'nku  JlClmnazJuln.  
a  kompania  teleg.  ubok  w  
Domu  Stareow  2:ydowskll'h.  
Od  pierwszych  chwil  pobytu  
kwatera  sztabu  była  pod  sta­  
łym  i  celnym  os  tarzałem  I  
bÓOlbardowaniem.  Pewnej  no­  
cy  mąt  wracając  z  dyturu  z  
centrali  telefonicznej  zauw.­  
iył  na  płaskim  dachu  budyn­  
ku.  w  którYm  mieli  kwaterę.  
sygnały  świetlne  I  cleń  czło­  
wieka.  To  go  zalnteresowllło  
i  zaraz  następnego  dnia  zba­  
da!  dach.  na  którym  zobaczył  
złotone  sygnallzacyjne  lotni­  
cze  płachty.  Zameldował  o  
tym  por.  LucjanoWi  Szrełterł\­  
wio  a  ten  kazal  mu  obserwo­  
wat  dach  dając  mu  do  po­  
mocy  dwóch  ludzi.  W  trzecim  
dniu  obserwacji,  na  strYchu  
kolo  dutego  zbiornika  wody  
znaleziono  ukrywającego  sil:.  
jak  się  p6tniej  okazalo  
Niemca  -  szpiega.  którego  
ujęto  I  z  narażeniem  życia  
dostawiono  do  sztabu.  Od  te­  
go  czasu  rzadsze  byly  naloty  
I  ostrzały  artyleryJskie.  Za  
ten  czyn  mąt  mój  kapr.  Wła­  
dysław  Lipiński  zostal  odzna­  
czony  Krzytem  Walecznych.  
Uczestniczył  tet  w  walkacb  o  
Saską  Kępę  od  strony  al.  
Waszyngtona  ol'"az  przy  obrQ­  
nie  fabrYki   DobrolIn"  na  
Mokotowie  zw.lczając  silne  
zgrupowanie  czołgów  nie­  
mieckich.  Następnie  sztab  :5  
OP  ma  kwaterę  na  Bródnie  
w  cegiełni,  po  krótkim  c-zasie  
przenosi  się  na  Zamek  do  pi­  
wnic.  Sztab  z  gen.  Zulaufem  
mleścU  się  pod  Jednym  fila­  
rem.  pod  drugim  zainstalowa­  
na  była  centrala  telefoniczna.  
którą  między  innymi  mąt  
obsluglwał.  

Z  tego  okresu  pamlcta  mąi  
nieustające  bombardowania.  
po2ary.  mnóstwo  poległych  
WOjskowych  I  CYWilnych.  
udział  przy  ratowaniu  sprzę­  
tów  I  cennych  zabytków  z  
sal  zamkowych.  Sytuacja  sta­  
wała  się  coraz  trudniejsza.  W  
dniu  Zł.lX.  mąt  wraz  z  trze­  
ma  łołnlerzaml  otrzymali  naj­  
watnlejsze  dokumenty  woJ­  
skowe.  które  w  obecnOŚl'I  
adiutanta  gen.  Zul.ufa  por.  
Ol'"lowsklego  zakopali  w  ogro­  
dzie.  przy  stajniach  szwoleie­  
rów.  Tymczasem.  pomimo  bo­  
haterskiej  obrony.  zblliał  !'le  
dneń  kapitulacji.  Dnia  25.  IX.  
otrzymali  rozkaz  odtranspo:-­  
towanla  wszystklqo  sprzętu  
wojskowego  I  broni  do  Ogro­  
du  Zooł�cznelto.  Oddano  za-.  
led"łe  małą  cz�.  gdy  t  kto  
mógł  rzucał  broń  I  sprzęt  z  
MOfttu  Klerbedzla  do  WLflły.  

Dnia  2'l  IX  rano  otwartym  
samochodem  pod  Zamek  
przyje<'hał  oficer  nle.nleckl  a  
następnie  ftpotkał  sle  ze  
Sztabem.  Porozumienie  było  
zaw.ne  I  wszyscy  tołnlerze  
muslełl  opuŚCIĆ  Warszawf:.  
Opuszczali  Warszawę  ze  k"1,,-  

nic:tl  m  sercem  PQd  eskort",  
mermecką.  
Rozpoczął  się  dlu­  
gi  bardzo  uciątliwy  marsz  
przez  Gorę  Kalwarię  do  Brzu­  
mina.  przez  Grojec.  Radom  
do  Pulaw.  Najgorsze  przety­  
cia  były  w  Brzumlnie.  gd71e  
przez  kilka  dni  !spali  na  
RoIej  ziemi  w  kałutach  
Wody  deszczowej.  -  tylko  
oficerowie  mieli  kwatery.  
Dnia  :5  X  obud7.tU  się  
przysypani  sntegtem,  który  
spadł  tej  nocy.  a  często  mo­  
czyi  icb  deszcz.  Niemcy  do  
jeńców  odnosili  się  nieludzko.  
wytywienie  było  gorzej  nit  
marne.  Dzłękl  okolk'znej  lud­  
ności.  która  sprzedawała  nl�'"  
ktore  prowlanly.  jakoś  prze­  
tyli.  

Z  obozu  z  Puław  udało  się  
mętowi  zbie<'  I  po  licznych  
tarapatach  wrócił  szczt:śliwle  
do  domu.  Mąt  z  dumą  wspo­  
mina  o  tych  ciętklch.  ale  jak­  
że  pamiętnych  dniach.  Często  
opowiadał  o  nich  trzem  na­  
szym  !lynom.  a  dzisiaj  jut  
wnukowie  słuchają  tyrh  
wspomnien".  -  kot\cZII  swój  
cennIl  łłat-wspomnl   nl�  p.  
Władllsława  Lipińska.  

DzlekuJ�mlł·  

 •.  W  Trvbunl.  Ludu"  prze-  

 .,."tałem  doniesienie-  o  war­  
!lzawskiej  lnwefltycJI  roku  tj.  
o  projektowanym  przedłute­  
nlu  Trasy  Lazlenkowflklej  do  
Dworca  Zachodnleso.  Wszyst­  
kie  te�o  rodzaju  doniesienia  
cieszą  bardzo  ze  zrozumiałych  
względÓW.  Cieszy  więc:  I  ten  
projekt  nowych  rozWiązań  
komunikacyjnych  Warszawy.  
Przy  okazJI  jednak  I  martwi.  
bo  pod  koniec  napisano:  
 dla  powiązania  ul.  Towa­  
rowej  z  Tras   Lazłenkowską  
I  pl.  ZaWiszy  przeWiduje  'Ilę  
budowę  drugiej  jezdni  ul.  
Raszyńsklej  wzdłui  terenuw  
fUtrów.  na  którym  olradzenle  
zostanie  przesunięte  o  ok.  
30   -  płaz�  p.  Tadeuu  
Gutowa1ci  z  Tarnowa.  

Chodzi  wlaśnle  o  to  ogro­  
dzenie,  a  ściślej  o  ten  mur.  
który  prawdopodobnie  będzie  
musiał  być  rozebrany.  Droga  
 Stollco".  Warszawę  odwie­  
dzam  systematycznie  od  roku  
1945.  Najpierw  jako  l2-letnl  
uczeń  szkoły  podstawowej.  
poprzez  młodzieńcze  lata  
szkoły  średnieJ.  JIlastępnle  ja­  
ko  młodszy  I  nieco  starszy  
kawaler  pracujący.  ai  do  
Ubiegłego  1975  r  .•  kiedy  to  jut  
jako  ojciec  dwoJla  dzieci  w  
wieku  111  I  12  lat  opowiadałem  
I  pokazy  walem  Im  wszystkO,  
co  motna  bylo  opowiedzieć  
przeczytawszy  kllkana'cle  
roczników   StoliCy"  I  sporą  
Ilość  kslątek  O  wałce  I  boha­  
terstwie  Warszawy  w  latach  
ostatniej  wojny.  Jak  zaUWM­  
tyłem  największe  zalntere.JO­  
wanle  wzbudziłem  w  dzle­  
elach  pokazując  Im  właśnie  
ten  mur.  boWiem  do  dnia  dzl­  
alejszejlo  znajdują  się  n.  nim  
caUdem  Jeszcze  czytelne.  
.utentyczne  napisy  z  lłłO  r.  
wykonane  przez  członków  
Akcji   Wawer".  

Napisy  te  Jak  nic  Inn  go  
oddaJIt  .tmoaferę  tamty("h  
trag1cznych  dni  I  atanowlą  Je­  
dyny  w  swoim  rodzaju  hbto­  
ryc-zny  dokument  oporu  I  
w.lkl.  Jest  to  ponadto  chyba  
Ju!  Jedna  z  ostatnich  o  ile  
nie  ostatnia  telo  typu  pa­  
miątka  w  Warszawie.  

Dzięki  róblqo  rodza  tu  

akcJI   Stolicy"  zmierzaJąc)  ch  
m.  In.  do  ocalenia  wielu  PII­  
mlątek  historycznYCh  udału  
ale  uniknąć  Ich  7.aglady.  M)­  
ile.  te   w  tym  przypadku  
.odpowiednia  Interwencja  
gdzie  trzeba  I   odpoWiednim  
mnmenC'l�  zapobiegnie  dewa­  
fltacjl.  Przy  odrobinie  dobrej  
wolJ  te  fragmenty  muru  na  

kturych  LnaJdujł\  Się  napls�  
mogłyby  w  pr.l:yszłosci  stamłc  
obok  poszerzonej  ul.  Ra'izyll­  
sklej.  tak  jak  stoi  fragment  
okaleczonego  muru  obok  ho­  
telu   Forum".  nOS7ą(')  śladY  
kul  od  egzekucji.  ,.Stollca"  
potrafi  bardzo  duto  ,ałal\\l\!  
wierzę  
więc.  te  i  tę   prawe  
7ałat"'!  pomyslnte.  Prosze  mt  
wierzyć.  Chciałbym  te  napi­  
sy-relikWie  pokazywac  jesz­  
cze  moim  wnukom!  -  kończlJ  
swoj  cmnll  Ust  p.  Tadeusz  
Gutowsk'  z  Turnou'o  .  

l  doda�:  Przed  laty  oku­  
pant  zamalował  Inny  hlst,)­  
rynny  napi"  na  �machu  
Muzeum  Narodowego  pL"ia­  
ny  ręką   Alka"  -  .•  Ludu  
Warszawy!  Jam  tu!  KiIlnskl  
Jan".  W  sierpniu  ub.  roku  
dokonallsmy  z  synem  oftlę­  
dun  tego  miejRca  i  wyda­  
wało  nam  się  że  dobry  fa­  
chowiec  konserwator  zabyt­  
ków  dokonałby  prawdopod.,­  
bnle  odkrycia  tego  naplo;u.  
który  moim  zdaniem  jt'!ll  
wart  odkrycia.  Ale  to  Jut  In­  
na  sprawar".  

D%I,kuj�mJl  zu  U.,.  Zo'nrr­  
r�.uJ   mJl  si,  tq  sprou'q.  

 P.  prof.  dr  "ub.  Andrzej  
Rop�'ewsk'  Z  Gdllnl  pllłZ�  du  
lICU:  ••  Zaantrygowała  mnie  
okładka  WauelO  11  lł4l  nu­  
meru  z  dnia  J  sierpnia  1175  r.  
Z  jej  podpisu  wnioskuje  it  
chodzi  o  obraz  A.  Falata  
•.  Powstańcy".  Obraz  ten  jest  
niemal  identyczny  w  tre  ci  
ze  znanym  zdjęciem  z  okrelłu  
Powstania  WarszawskIego.  
wielokrotnie  reprodukowany  
przy  róinych  okazjach.  I  tu  
nasuwa  mi  się  pytanie  -  czy  
moina   przemalować"  zdjc:­  
cle  I  podpisać  go  swoim  na7.­  
wiskiem.  Mote  mało  to  watoa  
spr.wa.  mimo  to  byłbym  
wdzięczny  za  Jej  wyjaśnienie  
-  czy  po  prostu  motna  tak  
postępować'"  

OdpowłCHU  jedno%naczna:  

..nie  molna"  billa  bil  o  'II'"  
rll%lIkowna,  I�  powstat  mole  
wllb"n�  dz'elo  naue,  sztuki  
na  podsłowie  takiej  wialnie  
Inspiracji,  CZll  naw�t  wzorll­  
wanw  .ił  na  zdjęciu.  pocz­  
tówce  Ud.  Ale  wybitne  dz'ela  
sztuk'  pow.tajq  rzadko  dlate­  
go  na  ogól  mamli  krlltllcznll  
aqd  w  .tosunku  do  tego  ro­  
d%oju  na�ladownłctwa  

 ..Końcowy  rragment  ar­  
tykułu  pt.  "Lelewel"  ("Sto­  
lica''.  nr  41)  pióra  RyRzarda  
Zielińskiego  brzmi:   ut  y  
(Lelewel)  w  wielkim.  wy­  
stawionym  przez  jenerała  
Gawronsklego  dla  przyja­  
ciół.  ozdobnym  Zbiorowym  
grobowcu.  na  Montmartre.  
Daleko  od  War!'izawy,  sam  
Jeden  cywil.  wirod  genera­  
łów  przegranej  woJny".  In­  
form.cJa  t.  Jest  nlełclsła  o  
tyle,  te  tak  -  jak  podMJe  
Autor  -  bylo  do  roku  1929  

płnll  p.  Zbigniew  Zolęski  
-  w  którym  -  w  związku  
z  obchodami  350  roczm­  
cy  załoienia  Uniwer   ytetu  
Stefana  Batorego  -  ;'mier­  
telne  flZczątki  wielkiego  hi­  
atoryka  "prowadzono  do  
Polski  I  złoiono  w  grobow­  
cu  na  cmentarzu  na  Rossie  
w  WUnle.  gdzie  dotychczaR  
 Reprodukcja  
.ktualnego  grobowca  Lele­  
wela  znajduje  się  w  k.siąt­  
ce  Mariana  SereJsklego.  
".Joachlm  Lelewel"  Waro;za­  
wa-Wrocł.w-Krakow  19111,  
fttr  ••.  

REDAKClA:  aL  IlarnaIkOWBka    IM  W.rnaw   łeL  Hnlra"  U-M-A.  BedaktGr  N.czelny:  Lenek  WynD.CId.  WYDAWCA:  Warszawskie  Wyd.  
Prasowe  asw  "praaa-�-Buch".  AL  .JerozoUmskle  lU(1Z7,  .-117  War8Z8w�  łeL  D-as-D.  Preaumerałł  dla  odblOl'C6w  krajowych  przyJmuJlt  Od­  
działy  .S�  .Praaa-KsI,t'ce  Kuch"  oru  urzędy  poc:sł4tw.  I  doręezydele  -  w  terminach:  -  do  2S  lis&op.da  na  slycze6.  I  kwartał,  I  p6łroae  roku  
naJltęplM'KO  I  na  eaJy  rok  DalltęPllY;  do  cInla  lO  ml.-Iltc&,  poprzedzaJltce&o  okres  prenumeraty  na  poaoslaIe  okr.-y  roku  błeł.ltee&o.  Cen.  prenumeraty:  
k   naJneJ   al;  �J  1.  al;  rocm   J  JSI  2l.  .JedDoRkl  eOllpOdarkI  aspolennloaeJ.  Instytucje  I  orwaalzacje  apoleamo-połlłynne  skład.JIt  za­  
mowieola  w  mlejseowydl  Oddzialacll  UW   Zakłady  pracy  l  ln8tytucJe  w  mleJseowoAcI.ch,  w  których  nie  ma  Oddziałów  
RSW  Ol'  preDUJDerałony  łDdY.1'·ldu.lnl,  zam.wlaJIt  prenamerałł  w  urzęd   h  poezłowycb  lub  u  doręczydelL  Prenumera�  ze  zleceaJem  wyayW  za  

.crani�  która  jesł  o  51%  dreisza  od  prenumerały  krajowej,  przyjmuje  RSW  ,.Pr   -KsI�.-Bucb",  Cenłrała  Kolportatu  Prasy  I  Wydawnletw.  

uL  Towarow.  za.  Warszawa,  kOD&o  PitO  Dr  1»1-11  -  w  tenDIDa   podanycla  dla  prenumeraty  kraJow   j.  �kopb6w  ale  zam6wlODYcb  re4ak-  

rp  lite  awran.  Nr  lndeImu  n  al  

DaUltz  ZakJady  Wkleslodrultowe  uw   aL  Okopow.  urn.   Warszawa.  7.am.  �.  "--16.  "-53.  

15
		

/Stolica_1976_nr_27_04.07_s_16.djvu

			I  ••  _  

I   

Jedną  z  ciekawszych  po­  
zycji  w  przedwojennym  
programie  Polsklego  Ra­  
dia  był  "Tygodnik  
dżwię­  
kowy",  dwudziestominuto­  
wa  audycja  nadawana  na  
fab  ogólnopolskiej  w  każ­  
dą  niedzielę  o  godz.  20.00.  
Od  1  czerwca  1939  roku  
powierzono  mi  redakcję  
tej  audycji.  Dotychczas  
nagrywano  na  płyty  4--5  
fragmentów  z  wydarz�ń  
politycznych,  gospodar­  
czych,  kulturalnych  czy  
sportowych  ubiegłego  ty­  
godnia.  Całość,  połączona  
tekstem  wiążącym  ze  stu­  
dia,  nadawano  na  antenę.  
Postanowiłem  urozmaicić  
i  ożywić  "Tygodnik".  U  
młodego,  zdolnego  kompo­  
zytora  zamówiłem  melo­  
dyjny  sygnał  muzyczny,  
który  miał  zaczynać  audy­  
cję,  ograniczyłem  do  mi­  
nimum  słowo  wiążące  i  

 

starałem  się  
zamieścić  
w  
"Tygodniku"  jak  najwię­  
cej  obrazków  
dźwięko­  
wych.  Prócz  wiadomości  
politycznych  również  i  
ciekawostki,  sprawy  zwy­  
kłe,  codzienne.  czasem  
smutne.  to  znÓW  wesołe.  
Razem  -  tworzące  dźwię­  
kowy  przekrój  życia  mi­  
nionego  tygodnia  w  kraju,  
a  w  miarę  możności  i  na  
świecie.  

Obrazki  w  ••  Tygodniku"  
trwały  przeciętnie  około  
dwóch  minut,  -1.ecz  zda­  
rzało  się.  że  nie  przekra­  
czały  40  sekund.  Raz  na  
przykład,  kiedy  chodziło  o  
zwiększenie  spożycia  mio­  
du.  którego  zebrano  w  39  
roku  dużo  więcej  niż  w  
latach  ubiegłych,  zamieś­  
ciłem  taką  
dźwiękową  
za­  
chętę.  -  "Wszyscy  lubimy  
miód.  A  kto  z  państwa  
włożyłby  ucho  do  ula?.  -  
Myśmy  to  dla  państwa  
zrobili!"  -  Po  tych  sło­  
wach  z  ciszy  wyłaniał  się  
 śpiew"  pszczoły.  potem  
kilku  pszczół,  k.ilkunastu,  
a  potem  szum  przypomi­  
nający  odgłosy  jakiejś  gi­  
gantyczne]  fabryki  czy  
wodóspadu  Niagara.  To  
był  dźwiękowy  obraz  
wnętrza  ula  utrwalony  na  
płycie.  Wszystko  razem  -  
35  sekund.  

Kiedy  indziej  zmonto­  
wałem  króciutki  reportaż,  
który  zaczynały  kroiti  
biegnącego  człowieka.  po  
nich  przemknął  galopem  
koń  wierzchowy,  .z  war­  
kotem  przejechał  moto­  
cykl,  śmignęły  na  jeziorze  
Wigry  ślizgowce,  wystrze­  
liły  na  S7.oSę  w  rajdzie  
Touring  Clubu  wspaniałe  

wozy  "Alfa  Romeo"  i  "Bu-  

 

ULICA  CHLODNA,  widok  od  zachodu  w  kierunku  placu  W­  
rowskielo.  Pocztówka  wydana  w  1811  roku  przez  Konstantelo  
WoJutyńskielo.  Niegdyś  biella  �y  dro.a  do  wsi  Wola.  na  
planach  osiemnastowiecznych  zwana  Aleją  Wolsk-.  'Nazwa  0-  
becna,  nadana  w  1710  roku,  pochodzi  od  chłodnych  wiatrów  
wschodnich,  podobno  CJlęSto  tam  występujących.  W  1111  roku  
u  wylotu  ulicy  w  8tron4:  Wolskiej  ustawiono  I  l'OIatkl  klasy­  
cystyczne  projektu  .Jakuba  Kublcklego.  W  latach  czterdEle­  
SłYch  XIX  wieku  zbudowano  kokJół  Sw.  Karola  Boromeusza.  
w  końcu  stulecia  -  dute  kamienice.  w  których  lokowałY  814:  
małe  fabryczki  I  zakłady  ualulowe.  Podczas  ostatniej  wojny  
Chłodną  początkowo  włączono  do  letta.  póinlej  przenucono  
nad  nią  drewniany  most  -  między  małym  a  dutym  gettem.  
W  1142  roku  Niemcy  zlikwidowali  most  I  rosaW  wolskie.  
w  1144  roku  znlszczyli  calą  zabudow4:  ulicy.  Obecnie  Chłodna  
jest  Irantcą  między  NI  rowem  a  Osiedlem  iZa  Zelazną  Brarrua·  

-  

I'  

l,  

 

gatti",  a  zakonczył  epor-'  .•   
taż  lot   Łosia".  słynnego.'  �DE\J'z.  GICGI�R  i  

bombowca  polskiej  kon-  

strukcji,   robiącego"  500  
kilometrów  na  
godzinę,  
Był  to  wtedy  naj  szybszy  
bombowiec  świata.  

Niepostrzeżenie  płynęły  
piękne  dni  lata.  W  poło­  
wie  lipca  coraz  wię·�cj  
sygnałów  
wskazywało  na  
to.  że  nie  uda  się  
uniknąć  
zbrojnego  konfliktu  z  
Niemcami.  

Jednej  niedzieli  zamieś­  
ciłem  w   Tygodniku"  o­  
brazek  dfwiękowy  z  fab-  

ryki  armat  w  Stalowej  

Woli  pt.  "Jak  powstaje  
działo?".  następny  -  ze  
"Szkoły  Orląt"  w  Dębli­  
nie:  "Pierwszy  lot  -  
pierwszy  pasażer".  Trze­  
ciej  niedzieli  zacząłem  au­  
dycję   Bogurodzicą"  ,  śpie­  
waną  przez  parę  tysięcy  
młodzieży  z  Junackich  
Hufców  Pracy  na  zlocie  w  
Pomiechówku,  w  przed­  
dzień  rocznicy  Grunwal­  
du.  Ten   Tygodnik"  zrobił  
duże  wrażenie.  Nadesłano  
do  rozgłośni  wiele  listów.  

I  tak  każdej  niedzieli  
lata  dawałem  na  antenę  
jakiś  fragment  nawiązują­  
cy  do  
dziejów  
chwały  o­  
ręża  polskiego  lub  obron­  
nej  gotowości  kraju.  Tyl­  
ko  6  sierpnia  nie  było  
 Tygodnika".  Ogólno{:oi­  
ski  program  Warszawy]  
wypełniły  transmisje  z  
Krakowa,  z  uroczystości  w  
25  rocznicę  wymarszu  w  
pole  1  Kompanii  Kadro­  
wej  Legionów  Polskich.  

Ale  już  w  następną  nie­  
dzielę  13  sierpnia,  zaczęli­  
śmy   Tygodnik"  wizytą  w  
Muzeum  Wojska  Polskie­  
go.  Kustosz  omawiający  
zabytkową  broń  polską  
przypomniał  bitwę  pod  
Płowcami  i  wielkie  zwy­  
cięstwo  Łokietka  nad  
Krzyżakami.  Do  rozgłośni  
znowu  nadeszły  listy  z  u­  
znaniem  dla  naszej  akcji.  
Więc  20  sierpnia  zamieś­  
ciłem  krótki  opis  zdobycia  
Malborka  z  triumfalnym  
wjazdem  Kazimierze  Ja­  
giellończyka  w  mury  krzy­  
żackieJ  warowni.  

Ostatniej  niedzieli  mie­  
siąca.  2'1  sierpnia   Tygod­  
nik"  zaczynał  się  mini­  
słuchowiskiem,  jakbyśmy  
dziś  powiedzieli.  Był  to  
krótki  obrazek  dtwięko­  
wy:   Zycie  pewnej  butel­  
ki"  -  opowieść  o  szklanej  
butelce  i  o  jej  losach.  

Było  W  butelce.  po  jej  
"narodzinach".  przednie  
wino  węgierskie.  potem  
stała  w  piwniczce  jakiegoś  
dworku  ze  szlachetną  na­  
lewką.  z  kolei  przechowy­  
wała  sok  malinowy  dobry  
na  przeziębienie.  przez.  ja­  
kiŚ   nosił  w  niej  her­  
batę  mały  harcerzyk  na  
wycieczki  krajomawcze  z  
drużyną.  Kiedyś  zostawił  
ją  w  lesie  i  nawet  szukał  
jej  potem,  bo  harcerz,  tak  
jak  żołnierz,  nie  powinien  
niczego  gubi�.  ale  już  jej  
tam  nie  było.  Znalazła  ją  
wiejska  dziewczyna.  

Przyszła  wojna.  Naszą  
butelkę  odnajdujemy  w  
rękach  rannego  żołniena  
na  polu  bitwy.  Dała  mu  
ją.  napełnioną  wodą,  idą-  

*  

*  

*  

Sp6Jrz,  te  Ikwiaty  .przyklękły  jak  tancer3kł  Degasa  
(skqd  tu  w  górach  /Wystawa  warszawska?),  

w  koralowej  borówce  kropla  słońca  dogasa,  
wętowłska  korzen'  17m  bialych  stygną  piaskach.  

Słqdimy  razem  na  pniu  skurczonym  ł  spękanym,  
oslonłęci  wachlarzem  paproci.  

i  patrzmy.  �aJk  ten  dztkł  ldny  obszar  iegnany  
tr  sfę  rdzawi,  to  czernf,  to  zlocl.  

ca  pobojowiskiem  ta  właś­  
nie  wiejska  dziewczyna.  
Żołnierz  pił  zimną.  
źród­  
laną  wodę  i  czuł,  jak  wra­  
ca  mu  życie.  I  zdawato  
mu  się.  że  słyszy  jakąś  
przepiękną  
muzykę,  
 

Żeby  uzyskać  oryginal­  
ny.  zaskakujący  efekt  m  u  -  
zyezny,  porozumiałem  się  
z  muzykami  z  orkiestry  
radiowej.  Dogadałem  się  z  
ksylofonistą.  Zawiesiliśmy  
na  metalowym  stojaku  16  
butelek  różnej  wielkości,  
napełnionych  wodą  do  
różnej  wysokości.  Uzyska­  
liśmy  instrument,  o  jaki  
nam  chodziło.  Nazwaliśmy  
go   organami",  
a  potocznie  -  "butelko­  
wym  ksylofonem".  Grało  
się  na  tym  instrumencie  
drewnianymi  młoteczka­  
mi.  których  muzyk  używał  
koncertując  na  ksylofonie.  
Artysta  wykazał  dużą  kla­  
sę.  Uderzając  młoteczka­  
mi  w  butelki  wywołał  na­  
strój  niepowtarzalny.  
Właśnie  taki,  jaki  mi  się  
marzył,  kiedy  pisałem  sce­  
nariusz  tego  mini-słucho­  
wiska.  

Po  nagraniu  poleciłem  
woźnemu  zlikwidować  in­  
strument.  Wylać  wodę.  a  
butelki  wyrzucil:!  

Po  paru  dniach  wybu­  
chła  wojna.  1  IX  o  6  ra­  
no  radio  nadało  komuni­  
kat  specjalny  z  nagranym  
przeze  mnie  tekstem.  za­  
czynającym  się  słowami:  
.,A  więc  wojna!"   9  wrze­  
śnia  zaczęło  się  oblężenie  
Warszawy.  Od  tej  chwili  
nie  opuszczałem  prawie  
rozgłośni  przy  Zielnej  25.  
Aż.  do  ko6ca  towarzyszyła  
mi  żona.  Sypialiśmy  w  
kabinie  reżysera  nad  stu­  
diem.  w  którym  przez  ca­  
ły  czas  oblężenia  spędza­  
liśmy  wiele  godzin  przy­  
gotowując  i  nadając  au­  
dycje.  

Pod  koniec  oblężenia  za­  
częło  brakowa�  wody.  
Wreszcie  Niemcy  rozbili  
doszczętnie  filtry.  Wodę  
�no  z  nieUczny�h  stud­  
ni.  stojąc  godzinami  w  ko­  
lejkach  pod  bombami  i  0-  
strzałem  artyleryjskim.  
Któregoś  dnia  2.  dyrygen­  
tem  orkiestry.  Czesławem  
Lewickim.  wybraliśmy  
resztkę  wody  z  rezerwua­  
ru  nieczynnej  już  ubika­  
cji.  aby  się  ogoli�  

A  kiedy  prezydent  Sta­  
rzyński  w  dniu  moich  u­  
rodzin  podarował  mi  bu­  
telkę  wody  destylowanej  
-  dałem  ją  'Żonie,  zaleca­  
jąc,  aby  strzegła  jej  jak  
źrenicy  oka.  

W  środę  27  września  
działania  wojenne  zostały  
zawieszone.  Ucichły  strza-  

.  ły.  Otępiali  nieszczęściem  
snuliśmy  si«:  po  pokojach  
i  studiach  Polskiego  Ra­  
dia.  Pani  Maria  Ponikow­  
ska.  kierująca  programem  
w  czasie  oblężenia.  pod  
wpływem  rozpaczy  rzuci­  
ła  myśl,  aby  korzystając  z  
tego.  że  mamy  w  studio  
podziemnym  sporo  amuni­  
CJI  l  materiałów  wybu­  
chowych.  wysadzić  tę  na­  
szą  ostatnią  redutę  'W  po­  
wietrze.  Razem  z  nami.  
Zgodziliśmy  się  na  to  z  
żoną.  Było  nam  wszystko  
jedno.  Znalazło  się  jeszcze  
paru  chętnych.  

Edmund  Rudnicki,  z  
nominacji  Starzyńskiego  
nasz  dyrektor  naczelny,  
stanowczo  się  temu  sprze­  
ciwił.  Walczyliśmy,  
jak  długo  było  można  -  
powiedział  -  Teraz  trze­  
ba  ponieść  konsekwencje.­  
Zaczekamy  na  Niemców,  
Może  nas  rozstrzelają,  a  
może  nic  nam  nie  zrobią  
i  wtedy  jeszcze  się  przy­  
damy.  

Poszliśmy  z  żoną  do  
"naszego"  studia.  Zona  
płakała,  mnie  dławiło  w  
gardle.  Wyjrzeliśmy  przez  
okno.  Nad  miastem  wisia­  
ła  cięika  chmura  dymu  z  
niedopalonych  domów.  
Nagle  żona  chwyciła  mnie  
za  rękę.  Patrz!  A  
tak  nam  brakowało  wo­  
dy!  -  Poszedłem  za  jej  
wzrokiem.  Na  widoc::znym  
miejscu.,  w  pobliżu  okna,  
stał  nasz  ,,szklany  ksylo­  
fon"  z  16  butelkami  2.  w0-  
dą.  

Przez  cały  wrzesień  sto­  
jak  był  na  oczach  wszyst­  
kich.  Codzieon1e  dziesiąt­  
ki  radiowcóW  wchodziły  
do  studia.  Stąd  nadawali­  
śmy  najwięcej  audycji.  I  
nikt  nie  zauważył!  

Odczepiłem  jedną  bu­  
telkę  i  podałem  żonie.  
Drugą  wziąłem  dla  siebie.  
Skosztowałem.  Woda  była  
chłodna  i  świeża.  

(K.)  

STOLICA