/stolica1962_nr_05_4.02_s_01.djvu

			I I
. - ... . .. ..
-.fa
.
.. ,� -
..
. . \.
�
.. - ..
"
•
'"
..
,.
'"
8
Ił
\
-..,
.....
.. _ I J.
,.� , I
-'
� d j .
I :U
I
�
....
..
TRASA W-Z Z PŁYTY lUNELU
Nr 5 (739) * Rok XVII * 4 lutego 1962 f. * Cena 3 zł
STOLICA
I
�
1-
\
r
"
'""
..
I'
Folokolor: Zdz. Wdowińskl
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_02.djvu

			\
l
1
.'.
-,
l
;x
��
I
i\>
I
•
\
,
<,
...
\
. ...
I
I
�
I
,
I�
"
,
"1
, I
,
t • �
�H
�
,'1
"
Fragment hallu na I piętrze. Meble nowoczesne polskiej produkcji.
Schody blegn, w g6rę elektown, spiralę·
Fragment hallu głównego z rzeżb, tancerki Bolesława Koniuszego.
Na filarach marmur "Biała Marianna", posadzka z szarego marmuru.
EUROPEJSKI
ZDJĘCIA: HENRYK JURKO
Jedna I dwóch, oddana obecnie do ułylku klatka schodowa.
'I
I
, i
: 'I
'I
ł I
I
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_03.djvu

			Hotelu Europejskim przy Krakowskim
W Przedmieściu mamy już nareszcie ...
prawdziwy hotel! - Trzy skrzydła gma­
chu, mieszczące 178 pokoi i 9 aparta­
mentów (ogółem 230 łóżek), kawiarnię,
bar kawowy i cectell-bar, przekazane
:l:ostaly do użytku 13.1. br. Ostatnie skrzydlo ho­
telOwe :I: recepcją, salI) restauracyjną, salami ban­
kietowymi, dansingiem, barem szybkiej obslugi
(ulOkowany w narożniku ulicy Ossolińskich i pla­
cu Zwycięstwa z oddzielnym wejściem od ulicy,
ogólnodostępny) i salonem fryzjerskim - qolo­
We będzie do 1 lipca br.
Przebudowa �iągnęla się od kwietnia 1957 r.,
na jej długość narzekano powszechnie, ale nie
wglądając w kulisy sprawy. Bo choć Wojsko od­
dało "Orbisowi" w 1956 roku gmach w zasadzie
Odremontowany po zniszczeniach wojennych -
nowy użytkownik stanal wobec konieczności: cel­
kowitej przebudowy 'wszystkich ścianek działo­
wych, • wzmocnienia poważnej części stropów
Ze względu na dodatkowe obciążenie (m. in.
":,,Iaśnie ściankami), • wzmocnienia wszystkich
!lla�ów w hallu glównym konstrukcją stalOWI) (po­
JaWiły się na nich niebezpieczne rysy), • prze­
pro":,,adzenia POważnych robót konstrukcyjnych
WYnikłych niespodziewanie w. czasie realizacji
prz�bu�owy (zdarzyły się np. dwa wypadki za­
grOzenla całego skrzydła) • żmudnych i długo-
tr ł h '
wa yc prac przygotowawczych niezbędnych do
n�dbudowy dziedzińca o sale restauracyjną i ban­
kietowe, • przekwaterowania lokatorów (m. in.
Toto-�otka), którzy zajęli budynek w pierwszym
okreSie przygotowania dokumentacji.
Już w momencie rozpoczęcia prac realizacyj­
�ych przy budowie kawiarni i zaplecza - trzeba
yło zmienić I?ierwotny projekt, ponieważ w ście­
na ch natrafiono na szereg zamurowanych ele­
mentów konstrukCji stalowych. W skrzydle od
strony ul O I" ki h' . • .. I
. SSO lOS IC mającym pormescrc zep e-
cze gftstronomiczne dla uzyskania potrzebnej
przestrzeni trzeba było przenieść część budynku
na slupy stalowe, podcinając i usuwając partie
muru, Od strony Krakowskiego Przedmieścia Woj­
sko na Swoje potrzeby wybudowało na parterze
sal.. klnow . . t d .
.. . ą, ·na pierwszym plę rze - wie
(D O K O N" C Z E N I E N A S T R. 4)
Bar kil
si . wowy w narotniku od slrony pl. Zwyclę-
lu�� I u.1. Bagińskiego. Wyklillalcony w formie
ora' l Jednym stropem opuszczonym nad lad,
l drugim _ wyprowadzonym wachlarzem.
I
II.
•
. 1
.,
I
·1
o'
...
•••
. '
"I
,
•
"".
..
Kawiarnia hot(:lowa o wydłużonym wnętrzu z widokiem na pl. Zwycięstwa. Wysbój malauki
proj. Tadeusza Bochenll I Andrzeja Motejko. Miejsc t70.
Hotel Europejski w War­
szawie wybudowany we­
dług projektu Henryka
Marroniego
Oddany do użytku w 1857 r.
Restauracja hotelowa - w
kilka lat p6tnieJ
Kawiarnia .. Europejska"
otwarta W 1927 r.
Częściowo -zniszczony w
1944 r.
Restauracja I kawiarnia wv­
remontowane 1 czynne w
1945 r.
W latach 1946-56 gmach
przebudowuje (częściowo) 1
użytkuje Wojsko.
Przebudowa pomleszczeń na
hotel "Orbisu" w latach
1957�2.
Generalny projektant !prze­
budowy 1 wnętrz mż, Boh­
dan KIjowicz.
-
-
z U apartament6w 7 wy­
posatonych będzie w me-.
ble stylowe, • pozostałe
urz,dzono współcześnie.
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_04.djvu

			I;
,.
EUROPEJSKI
(DOKOŃCZENIE ZE STR. 2-3)
.)Ibrzymie aule wvkledowe, II nil drugim i trze­
cim piętrze - slIlę gimnllstyczną o wysokości
dwóch pięter. Przedzielone nil dwie połowy ki­
no zlljęło po przebudowie biuro podróży "Orbi­
su". W sllli gimnllstycznej trzebIl było wbudować
z olbrzymimi trudnościaml strop dzielący plętra,
c.o pozwoliło pomieścić pokoje hotelowe
o 1800 m2 dodetkowe] powierzchni użytkowej.
Wszystkie kompllkecie w procesech technolo­
giczno-budowlllnych zllciążyły na długotrwllłości
robót. Ten sem zespół projektowo-relllizlltorski
w normalnych warunkech wzniósłby równie duży
i reprezentllcyjny nowy od Iundemenlćw hotel
w czasie o połowę krótszym.
W rezulłecle przebudowlI dllłll w klasycystycz­
nej szecle elewacji zewnętrznych, nie neruszeję­
cych ogólnego charekteru zabytkowego ciągu
Krekowskieqo Przedmieście, hotel nil wskroś
współczesny o kubalurze 1020000 m3 (poprzednio
98000 m3), 420 miejscach i części gllsłronomicznej,
zdolnej pomieścić nil raz około 1000 gości.
Wszystkie pokoje WYPosllżono w kompletne ła­
zienki (wllnnll, urnvwelke, WC) i wbudowane sza­
fy" II większość - w specjelnie zeprojekłowene
meble segmentowe (pierwsza pr6bll pro je ktow 11-
nie mebli o cherekterze i typie hotelowym pokoju
dzienno-nocnego, gdzie m. in. tllpczllny zmienia
się z ł"twością w łóżke i vice versa), K. K.
"
....
.-
0;.
,
- • -� a_
- -,
-. �
.. -.-
-,
o�
.-
, ,
I
..
."""
-- .. �
Coclall-bar t ladą ekspedy­
cyjnI! I barOWI! oraz widocznI!
w głębi gablotl! wystawową.
Główny akcent coclllll-baru stli nowi barwna mozaika projektu Irt. pllst. Krystyny Kozłowskiej - "PorwIlnie Europy".
FOTOKOLOR: HENRYK JURKO
II:
II
... .
..
�'
•
�
,
re
\
ł.
.
.
....
\1,
,
'I'
....
,-
ł
I
Ol
\ :
�.
.. �'\
•
...
-
I
...
\' I
..
•
II
�
'.'
,.
,
•
•
ł
"
ł .. '
.."
• ..z .... _
•
...
..
'..
1,.
�
'4
.1
ot1--
, t I
� ..
,
l
II
•
,�
o •
�,..,
...
�
.
,.,
. ...
,0"-
'\, '
t
..
'" .. '.
.
•
iar
� -.
\
o,
'I
•
II
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_05.djvu

			•
. ,
..
,
..
... �.
---
'�"-
'"..:"
'" '1",
I'
.1
• ... t"
"
FOT. ANDRZEJ NITSCH - ZDJĘCIE Z KONKURSU FOTOGRAFICZNEGO .. 5'TOLICV··
F!ągment panoramy Warszawy, widzianej z dachu Teatru Wielkiego. Na pierwszym planie ruiny kolumnady Pałacu Saskiego z Grobem
�Ieznąnełło l.olnierza i drzewa Ogrodu Saskiego. Po lewej ruiny Palacu iironenberga. ulica Mazowiecka i gmach "Zachęty". Pośrodku kopnia
boru Ewangelickiego i S)'lwetka hotelu "Warszawa". Po prawej. IJoniźej Pałacu Kultury, widoczne tylne ściany ul. Marszałkowskiej.
ODZEW WARSZAWIAKÓW Z ODDALI
Wiele IIstow otrzymujemy każdego dnia od naszych Czytelników:
z rllŻnych dzielnic Warszawy. z ró:łnych miast kraju. ze świata. Tę
:!:�':Ij I codzienną więź z Czytelnikami czujemy tak. Jak się czuje
bIcIe pulsu pod skórą .• Jest ona nieodłączną częścią naszego pisma.
Jest integralnym jego składnikiem. Ona stapla miasto. ludzi I pismo
w jt>dUIj, warszawską rodzinę.
Ode�uhsrn� tu jeszC"� jeden raz niezwykle serdecznie. gdy poczta
przynosl� poczęta listy 7 odzewami na artykul pt. ..Kto Jest war­
s:awi�klem?". wydrukowany w m" 45 .. Stolicy" z dn. 5.XI.1961 r.
r.lek:crt: z nich lak wy(llownie uzupełniły naszą tezę. iż o "war
�.zawskości" nie decyduje urodzenie w mieście. czy też staż zamiesz:
KanIa W jego obrębie. lecz "wiadomość przynale:tnoścl do tradycjI
Warszawy. że uważamy za konieczne podzielić się Ich fragmentami
ze wszystKimi.
" NASZ" TYGODNIK
"STOLICA"
"POzwoli Pan Redaktorze że
Wyraż", p: ' .
Kur ... anu I p. TadeuszowI
bok OWI, a�torowi artykułu, głę­
k ł ą Wd�lęcz�ość za ten art y­
zl�c' Na�ezę, niestety, do tej nie­
kt . zoneJ rzeszy warszawiaków
poorych burza dziejowa wygnał�
m.za gramce kraju i ojczystego
lasta, którzy mają różnorę-
zYczne p' k' ."
wod ieeząt I w SWOIch do-
w t ach osobistych, którzy na­
m� . często do własnej żony
ne;�� ,!oOd night albo spoko;­
ani CZ1, ale �v kt.órych ani czas,
t . przestrzen me zdOłają za-
rzec ucz c' '"
łośc" u la P�zywlązama, ml-
zie�' I .przynalezności do swojej
du I I d,? warszawsklcgo " gro­
Wi' kSłuszme czy niesłusznie, ale
n ęk szość z nas ma zakorzenio­
żJc' ompleks popełnionego błędu
p dl�wcgo. nawet w tych wy­
P:ł .ach, gdy Człowiek był zu­
dacDle .bezradny. I wierzcie ro-
y: ze ten kompleks w połą-
nc�eDlu z nostalgią jest czasem
le do zn' . .
tyk ł lesIema. Dlatego tez ar-
nas u .' Tadeusz� Kura jest dla
nie \\ lelk� POCIechą. jako uzna-
W" �aszeJ warszawskości. Oczy­
ISCle ży'
ale J�my. wspomnieniami,
. mylą su: CI którzy uważaJ'ą
ze daw' ' ,
O W neJ .Wa�szawy nie ma.
sta a�szawle I warszawskości
i ���Ią ni.e nowe budynki
mie e. I . me nowe pokol:mia
bYł�zkan�ow. Nawet gdyby nie
z bi wOJny i zniszczeń, i tak
nu eglem czasu miasto zmle-
Oby swoją zewn�trzną szatę.
a zamiast obumarłych drzew
wyrosłyby nowe. Sens tego okre­
ślenia tkwi głębiej, właśnie
w tym genius lo ci, o którym tak
dobrze pisze St, Zielinski... Acz­
kolwiek czyta się i słyszy na­
rzekania na różne ujemne prze­
jawy życia warszawskiego, jed­
nak głęboko wierzę, że genius
łoci okaże się silniejszy i War­
szawa zachowa swą specyfikę
narodową. Chcę, żebyście zrozu­
mieli, że Wasz. a raczej nasz
tygodnik "Stolica" jest dla nas
realną więzią, łączącą nasze
wspomnienia z rozbudowującą
się, tętniącą starym czy nowym,
ale zawsze warszawskim życiem,
stolicą·
Siary warszawiak
R. Luczyc (USRR)
"CIAGNIE MNIE COŚ
DO WARSZAWY
.. jestem z UTodzenia kTako­
wiankq,. stale mieszkam i pTa­
cuję w podwawelskim gTodzie,
al,e "ciqgnie" mnie coś do WaT­
sza wy. dokqd jeżdżę tylko raz
w roku w czasie długich wakacji
nauczycielskich. Zwykle pieTW­
sze kroki kieTu;ę na StaTe Mia­
sto (łqcznie z Nowym), którym
się zawsze, nieustannie zachwy­
cam... Smiejq się ze mnie, że
pTzecież mieszkam w pięknym
KTakowie, a nie w jakiejś dziu­
rze. Tak, to prawda, ale WaT­
szawę kocham i nic na to nie
poradzę. W nT 45 ,,stolicy" w
aTtlIkule: "Kto jest waTszawitl-
kiem?" przeczytałam, że uxir­
szawiakiem jest się nie z UTO­
dzenia, ale z milości do WaT­
sza WY. z pragnienia poznawania
i przyswajania jej tTadycji i hi­
storii... a także z chęci pTZy­
spaTzania swoją codzienną pra­
cq trwałe; chwały miast,,". Mogę
więc śmiało powiedzieć, że czuję
się warszawiankq!".
Witoslawa Wrona
Kraków. ul. Soltyka 17
ALE WSZAKŻE LICZĘ
SIĘ ZA POLAKA
"
"UTodzilem się w WaTs1bwie
w WOO T. Rodzice moi mieszkali
pTZy ul. Pawiej i Okopowej do
1914 T., po którym na poczqtku
l wojny światowej wszyscy wy­
jechaliśmy do Rosji i więcej
w Polsce nie byłem. Uczyłem
się w Gimnazjum im. geneTała
Chrzanowskiego (Smolna 30).
a potem w szkole handlowej
Zgromadzenia Kupców m. WaT­
szawy (Tóg ul. Prostej i Wali­
ców). Ojciec mój był uTzędni­
kiem kolejowym (zmaTł w 1909
T. i pochowany jest na cmen­
tarzu Powqzki). Dalsze studia
zakończyłem w Rosji. Jeżeli
jeszcze teTaz umiem mówić, czy­
tać i tTochę pisać - to jest
wszystko, co zostało z mojej pol­
skości. Ale wszakże liczę się za
Polaka i pozostały się wielkie
sentymenty dla TOdzinnego mia­
sta WaTszawy.
Z zadowoleniem odczytałem
aTtykuł Tadeusza Kura: "Kto
jest warszawiakiem?". Bardzo
zamyśliłem się nad tTeściq tego
aTtykułu i zrobiłem dla siebie
wniosek: jestem waTszawiakiem
jeszcze i dzisiaj, kiedy życie
moje biegnie kłusem ku niezbęd­
nemu końcu. Ale ja żyję War­
szawq nie tylko staTq, którq
doskonale pamiętam, ale i teTaź­
niejszq ... "
Jan Allerow
Simferop�l. Krym
(USRR)
"JEST U NAS
W WARSZAWIE ... "
Gdy fragmenty tych sercem pi­
sanych listów dowiodły, że to,
co piszemy nie trafia w próżnię
i pomaga utrzymywać psychicz­
ną spójnię pomiędzy Warszawą
i rodakami rozsianymi po świe­
cie, zająć się możemy jeszcze
jednym listem. Nadszedł on
z Warszawy. a jego autol'. po­
dający się za "warszawiaka
z dziada - pradziada", "nie zgo­
dził się z nami, iż warszawia­
kiem jest ten, kto się nim czuje:
Obojętnie zgoła, czy mieszka w
mieście, czy też nawet nie. We­
dług niego warszawiakiem moż­
na się stać .. przy pewnym pozio­
mie kulturalnym i umysłowym,
nie urodziwszy się w Warsza­
wie, ale pod warunkiem, że się
w niej zamieszka na s10ałe w
młodości." Cóż na to odpowie­
dzieć?
Mieliśmy trzech wielkich wie­
szczów romantycznych. Krasiń­
ski urodził się w Warszawie.
Kawał miasta zawdzięcza swoje
ukształtowanie urbanistyczne je­
go rodzinie. A jednak nie ten
poeta stał się piewcą Warsza­
wy a to, co pisał, mogło się
dziać gdziekolwiek. Mickiewicz
nie był w WaIszawie ani razu,
ale to w jego sercu zrodziły się
strofy: "WaTszawa jedna twojej
mocy się uTqga ... ". Słowacki
mieszkał w niej niecałe trzy la­
ta, a poświęcił Warszawie "KOT­
diana", "Uspokojenie" i ser­
deczną krwią pisany prościutki
wiersz o generale Sowińskim.
Ten wieszcz urodził się w Krze­
mieńcu. Kształcił w Wilnie. Zy­
cia kawał spędził poza granica­
mi Polski. Umarł w Paryżu.
Jakże musiał się jednak czuć
warszawiakiem, skoro "Uspoko­
jenie" zaczął słowami: "Jest
u nas kolumna w Warszawie ... ".
U nas.�.
Kto tak myśli o Warszawie -
jest jej synpm. Cł. k.)
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_06.djvu

			II
I I
I;
. '
l '
•
'.
łb
--
STEFAN L STRZAlKOWSKI
MIĘDZY MILĄ
i u ST IRZYŃSKIEGO
.'
,
..
r
- ..
a
...
I
I
...
" ....
smuCĄ •
U �ic�' Małej na Pradze nie
można zaliczać do repre­
zentacyjnych. Zapewne
PI'Zed 11Ity za czasów Mi­
kołaja II stojące tu czyn­
szówki stanowiły nieza-
praeczalny dowód wielkomiej­
skiego budownictwa. Dziś mocno
podstarzałe, po wojennych przej;
ściach. których ślady pozostały
na wieczną rzeczy pamiątkę. sta­
nowią smutny relikt przeszłości.
Poobijane tynk,i murów, ciemne
cuchnące podwórka. takież klat­
ki schodowe. Albo coś spadnie
na głowę. albo nogi można po­
łamać.
Tyle o stanie domów. A jak
przedstawia się ich zaludnienie?
Z tabel programowych bieżącej
pięci61atki wynika. że właśnie tu.
na Pradze-północ. jest - obok
dzielnicy Wola największe
. przeciętne zagęszczenir-, Stanowi
ono 1.76 mieszkańca na izbę.
przy wskaźniku dla całego mia­
sta: 1,64 mieszk. na izbę. Dzielni­
cę zaś wraz z rejonami peryfe­
ryjnymi zamieszkuje dziś ponad
170 tys. osób.
W tym stanie rzeczy nie po­
winno chyba dziwić nikogo, że
na wiadomość o zakrojonej na
szeroką skalę akcji przydziału
mieszkań. posypały się w tej
dzielnicy tysiące w pełni uzasad­
nionych podań.
GORĄCY OKRES
Dla pracowników wydziału
kwaterunkowego DRN Praga­
Północ nastąpił okres szczególnie
intensywnej pracy. W momencie
wprowadzenia uchwały nr 240 w
segregatorach Wydziału znajdo­
wało się już około 5 tys. uzasad­
nionych podań o przydział no­
wego mieszkania. W tym sa­
mym okresie poczęło zgłaszać się
następne 7 tys. nowych peten­
tów. I dla nich trzeba było zna­
leźć czas. dopomóc im w wypeł­
nianiu licznych rubryk formula­
rza, a następnie. zaopiniować
,.wniosek o przydział mieszka­
nia" przez komisję społeczną.
Poważny zakres pracy . wyko­
nały 23 .,trójki" - komisje opi­
niodawcze. W sierpniu i wrze­
śniu ub 1'. odwiedziły one wszy­
stkich petentów. konfrontując
informacje zawarte we wniosku.
Zapewniło to pełną społeczną
kontrolę przydziałów mieszkań,
a następnie stało się podstawą
do obiektywnej oceny warunków
mieszkalnych osób starających
się o przydział.
Po zakończeniu pracy .. trójek"
i Prezydium wszystkie zakwali­
fikowane wnioski w ilości 6.472
pt7Jekazane zostały w Iłstopa­
WJie ub. 11'. do Stołecznej Ko­
misji Przydziału Mieszkań.
PIERWSZE WYNIKI ..•
Trudności mieszkaniowe Pragi­
Północ znalazły zrozumienie Ko­
misji Przydziału. Jeszcze w os­
tatnich kwartałach ub.r, dzielni­
ca ta otrzymała ze Stołeczne]
Rady 409 lokali (1.166 izb). głów­
nie dla wykwaterowania ludzi z
pomleszezeń niemieszkalnych i
budynków zagrożonych. W pier­
wszych dniach stycznia br. spo­
rządzone zostały dwie dalsze li­
sty: przydziału mieszkań w 1962
r. Na jednej z nich widniało
uzasadnienie: konieczność rozgę­
szczenia zajmowanych dotych­
czas lokali. Na drugiej podano.
iż petenci zajmują -pomleszeze­
nia miernieszkalrte. Listy te nade­
słała Stoł. Komisja Przydziału
Mieszkań, gdyż tylko ona jedna
w całym mieście decyduje na
szczeblu centralnym o przyzna-
niu lokalu. A więc wiadorno. je
dałszych 441 praskich rodzin
przeniesie się do nowych miesz­
kań. W porównaniu z innymi
dzielnicami rozmiar tego przy­
działu został określony jako
uprzywilejowany.
Do każdej teczki, zawierają­
cej skomplikowane formularze
dla ubiegającego się o przydział
mieszkania, doklejona została
"tabela oceny punktowej warun­
ków mieszkaniowych". Na pod­
stawie tej tabeli (maksimum 115
pkt) oceniane były przez Pre­
zydium DRN, szanse każdego
petenta a jego teczka znajdo­
wala miejsce w jednej z trzech
kolejnych grup przydziału. W
ten sposób do pierwszego rzu­
tu przydziałów zaliczono 2.010
wniosków. Tymczasem na li­
stach ustalonych definitywnie
przez Komisję Przydziału znaj­
dują się nazwiska osób wycią­
gnięte ze wszystkich trzech rzu­
tów. Dlaczego więc drobiazgowo
przeprowadzona punktacja i u­
stalona w DRN kolejność nie
znajduje potwierdzenia w oce­
nie Stołecznej Komisji Przydzia­
łu?
W lutym i marcu br. wy­
wieszone zostaną publicznie na­
stępne listy: przydziałów w la­
tach 1963-65. Czy obejmą one
wszystkich petentów zakwalifi­
kowanych przez Dzielnicową Ra­
dę? Jest to nieustanną troską
około 6 tys. mieszkańców Pragi­
-Północ, których wnioski znala­
zły się w Stoł. Komisji Przy­
działu Mieszkań. A przecież jesz­
cze co najmniej 800 wniosków
będzie złożonych w najbliższym
czasie przez Prez. DRN do roz­
patrzenia w Komisji Przydziału.
Dla zapewnienia mieszkań wszy­
stkim najbardziej potrzebującym
należałoby prawie czterokrot­
nie zwiększyć pulę przydziałów
dla Pragi-Północ, A to, nieste­
ty, jest jeszcze niemożliwe.
RUCH SIĘ JFDNAK JU2
ZACZĄL
Na listach wywieszonych w
gmachu Prez. DRN Praga-Pół­
noc wśród 441 nazwisk jest już
kilka, które należą do osób za­
mieszkałych na ulicy Malej. Jest
na przykład - i slusznie - na-
. zwisko Kazimierza Komorow­
skiego. Od wielu lat zajmował
wraz z żoną i dziećmi dawną
.. dozorcówkę" o powierzchni 11
m kw. Od 1956 roku miał on
pozytywnie rozpatrzone podanie
o przydział mieszkania. W tym
roku po weryfikacji wniosków
odbierze nareszcie p. Komorew­
ski klucze do przydzielonego mu
mieszkania w nowym budownic­
twie. Być może, przeniesie się
zaledwie n kilka ulic dalej w Al.
Stefana Starzyńskiego, gdzie wy­
kańcza się właśnie 12-piętl'Owe
punktowce. Gdyby tak się stało,
chcielibyśmy być pierwsi. którzy
złożą mu z tego powodu gratu­
łacje.
Ale kiedy z podobnych jak p.
Komorowskiego mieszkań wy­
prowadzą się inni? Kiedy z
podobnych domów jak na �­
lej przesienie się reszta takich
lokatorów (być może znowu w
Al. Starzyńskiego)? Na te pyta­
nia nic pewnego nie można jesz­
cze odpowiedzieć. Pewne jest na­
tomiast to. że przeprowadzka
tych ludzi lUZ się rozpoczęła ..
I na pewno ruch między takimi
ulicami jak Mała i Aleja Sta­
rzyńskiego będzie z każdym ro­
kiem się wzmagał.
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_07.djvu

			I
I
I
I
1
I
Po raz trzeci już zamieszczamy fragmenty najciekaw­
szycb wypracowań uczniów klas XI na temat: .,Warsza­
wa - moje miasto" - wynik pracy klasowej przepro­
wadzonej jesienią ubiegłeg.!) roku w warszawskicb szko­
łach cgólnoksztalcącycb z inicjatywy naszej redakcji.
W nast«;pnycb numerach będziemy publikować dalsze
wypowiedzi.
MOJA
BAJKA
KHYSTYNA LORENT
Liceum im. Orzeszkowej
W�wa nie zawsze była "moja". Wychowałam się n� 1\rad�e.
Codziennie patrzyły na mnie odrapane, brudne mury niewielkich
szarych kamieniczek. Codziennie witało mnie praskie nieśmiałe słoń­
c� też jakby brudne i zakurzone. Codziennie szlam błotnistymi
uliCami, WM-ód wiecznie spiesząeych się ludzi. To według mnie była
Warszawa. Kiedyś nagle znalazłam się w innym świecie - prze­
krOCZYłam ulicę Targową i Wisłę. To był przełom w moim ZYciu.
Długo błąkałam się krętymi uliczkami Starego Miasta, wpatrywa­
ła�n się w Kolumnę Zygmunta, z mostu patrzyłam na wa.rtki nu�t
WI�y, karmiłam warszawskie gołębie, pozdrawiałam warszawskie
5-10IlCP. Kiedy wracałam do domu do starej Pragi, czułam, że
w l?olm sercu coś zaczyna się bud�ić, coś. czego nie potrafiłaby,?
��ble u�mysłowić, wypowiedzieć. Od tego dnia 'Warszawa stała su:
a !ll�lle Bajką, cudowną wymarzoną Bajką. Wracałam zawsze
do nU::J po dniu pełnym trosk, zawsze byłam przy niej.
lo Pewnt;go dnia odkryłam w swojej wędrówce co� straszn�o: zwa-
ny, lezący w gruzach dom zionął pustką i mrokiem, szkielet �kna
�trzył na mnie jak g<\v'by chcąc mi wyjawić pełną grozy talem­
mcę... Wieczorem z niecierpliwością oczekiwałam przyjścia _ matki.
M Mamo! Moja Bajka, moja kochana Bajka! Kto to? Dlaczego? - (. .. )
• arna wzięła mnie na kolana i opowiedziała o wszystkim.
Był ktoś, kto ośmielił się napaść na moją Bajkę, kto złamał jej
p'ra�a � wolnoŚĆ, kto zniszczył jej piękność! Kto chciał, aby wcałe
nie Istmała, abym nie mogła jej kochać! ( ... )
ptot�m mamusia zaprowadziła mnie na film "Ul�ca Gr�n:iczn�":
B ��szy . raz widziałam na własne oczy dzieło zruszczem� ':l0�e�
�Jkl. �Iedy patrzyłam na jej śmierć, na bohaterską śmierć Jej
�IĘsz.k�nców, na płonące domy i leżące w gruzach ulice, wiedzia­
._m JUz - to już moja, MOJA WARSZAWA! W milczeniu zaci­
���łam .usta, już nie płakałam, poznałam, że to nie płacz może
.o<:JllOmoc! _
.-:- Warszawo! Ty będziesz żyć! Ty będziesz piękna, piękniejsza
lll� daWniej!. Ty zawsze będziesz moją Warszawą. . . .
'l' OJe COdZienne wędrówki miały już inny cel. Z pospiechem bie­
��7 zaWSze tam, gdzie odgruzowywano ulice, budowano nowy d�m,
roś �da.no nowe zieleńce lub parki. Z rac:' .. ością obserwowałam, Jak
cac�le .1 .;pięknieje W�I·szawa. -Teraz WYC�owy\V�łam si�. na .j.�j �i�
li' .' Jej �loneczne swiatło rozpromieruało kazdy mOJ dzień, JeJ
s:.amlech �it.ał mnie co ranka. ( ... ) Minęło kilka lat. Jestem już star­
ty , doros.IeJsza, dużo zmieniło się w moim życiu, lecz tamten sen­
dl�ent . POzostał. Idę ulicami wrześniowej Warszawy. Wl'zesień �est
\\'e ml11e �lI:wsze wspomnieniem tamtego, co było. A Warszawa Jest
chc' frzesmu zawsze naj piękniejsza, naj radośniejsza, jak gdyby
nie�a,a POWiedZieć światu: - Patrzcie, ja żyję, ja rosnę, ja pięk-
Ję.
To'" .
Z)'Je mOJa Wa'rSzawa! Moja Bajka! Żyje i żyć będzie wiecznie,
zawsze będzie moja.
NIE JEST MI DOMEM ANI RODZINĄ
JAN RYLKE
- D 'ed
m' o J enastego roku życia
POlm rOdzinnym miastem był
ruszk'
Sza oW(. .. ) - Z tego okresu War-
b ';;ę pamiętam jako miasto
n� ne. surOWe i okrutne. Czar-
. wypalone okna napawały
mnie stra h ( . .
w od c em .... ) Nie Wierzyłem
budowę miasta. chciałem
zawsze n",' •
Dla ...... zostac w PruszkOWie.
p' mOle, chłopca kilkułetniego
b��rwsz� z�tknięcie z Warszawą
t o wieI klin przeżyciem a jak
s raszne . .'
ludzi .muslalo byc ono dla
całe 's kt?rz� �arszawie oddali
lat t wOJe ZYcie. Dopiero kilka
CZyta �mu Z�ozumiałem ten ból,
Jąc wiersze Słonimskiego
Liceum Sztuk Płastycznych
Jak w szkle powiększającym
dostrzegłem tam wszystkie swe
wątpliwości. ból i strach.
,,0, jak surowo W dymów pomroce
Patrzysz oczamł wybityCh szyb,
l wtem, jut nłgdy warszawslde noce
Nie _WTÓCq dla nas zapachem Up".
- Tak! Warszawa nie jest
i nigdy nie była dla mnie do­
mem i rodziną. Miel'żą mnie usi­
łowania architektów, by stwo­
rzyć Warszawę nową. a jednak
przypominającą to stare. uko­
chane przez poetów miasto. Nie
pomogła budowa Staregn i No-
I
•
wego Miasta, te piękne mury
mogą zachwycać i nas, i tury­
stów, ale dla Warszawy powo­
jennej są obce. I nie pomoże od­
budowa Zamku. nie pomogą le­
gendy o Warszawie. Warszawa
umarła i już się nie obudzi.
Przysięgam. że chciałem War­
szawę poznać i polubić. ale gdzie­
kolwiek się ruszyłem. obojętnie
i zimno patrzyły na mnie
sześciany bloków. suche pojem­
niki na ludzi. Ochota - czerwo­
ne bryły otaczają człowieka ze
- wszystkich stron; teraz je tyn­
kują. teraz Ochota przypomina
gigantyczny i higieniczny szpital­
wylęgarnię wrzeszczących ba­
chorów. Żoliborz - te same su­
rowe bloki, tylko pomalowane
na ohydne, wrzaskliwe kolory,
łuszczące się mrowiem balko­
nów. Śmieszny. pseudonowocze­
sny styl. Czy można pokochać
kulę, ostrosłup, sześcian, czy
można pokochać powojenną War­
szawę?
- Są miejsca jednak. gdzie lu­
bię chodzić. gdzie czuję się do­
brze. gdzie widzę charakter War­
szawy, gdzie jej dusza przybie­
ra formy, które już stały się
symbolem. MDM podobno
brzydka niefukcjonalna, ale
•
I
czy ktoś wyobraża sobie War­
szawę bez tej dzielnicy? Tam,
w zgiełku tramwajów. potrącany
przez przechodniów oddycham
powietrzem miasta. W średnio­
wieczu mówiono, że powietrze
miasta czyni człowieka wolnym.
Na MDM-ie jest to powietrze. •
Monumentałna bryła PKiN-u -
to jest rys miasta. Zarzucają
jej. że nie jest piękna. Czy
wszystko musi być piękne sa­
mo w sobie? Arystoteles uważał
kulę za bryłę doskonałą. - Czy
dlatego mamy ciągle żyć w jaj­
ku? Pałac Kultury jest piękny
razem z Warszawą. Jest w nią
wrośnięty. "bez niej byłby bez­
dusznym tworem z cegieł.
- Od sześciu lat żyję w War­
szawie, nie chciałbym żyć w in­
nym mieście, ale duszy Warsza­
wy jeszcze nie odkryłem. Może
jeszcze nie dojrzałem do tego
miasta. Podobno tętno życia mia­
stu nadają kawiarnie, restaura­
cje. teatry. W Warszawie są tyl­
ko miejsca zbiorowego żywie­
nia, miejsca spotkań i miejsca
zbiorowej rozrywki. I długo je­
szcze Warszawa będzie jak mo­
loch fenicki połykać tony stali,
gliny, wapna i szkła nie dając
w zamian nic nam - warszawia­
kom.
ROZSTANIA I POWROTY
KRYSTYNA NOWAK
Liceum im. Wyspiańskiego
... Tu urodziłam się i spędziłam większą część życia. Z tym mia­
stem łączą się moje najprzyjemniejsze i najbardziej przykre wspom­
nienia. Do tych drugich należy przede wszystkim moja choroba.
Otóż mając zaledwie półtora roku zachorowałam na H-14 (Heine­
i\,ledina). Od tej pory, to znaczy od 1945 r., wiele razy wyjeżdżałam
z Warszawy na leczenie. Przebywałam w kilkunastu sanatoriach.
Niekiedy pobyt na kuracji trwał kilkanaście miesięcy. Częściej więc
aniżeli inni moi rówieśnicy miewałam okazję żegnać i witać swoje
ukochane miasto.
Każde takie pożegnanie było dla mnie ogromnym przeżyciem.
Żegnałam się ze wszystkimi i ze wszystkim, co mnie normalnie ota­
czało. Jeszcze z okien odjeżdżającego pociągu długo machałam ręką
posyłając ostatnie pożegnanie oddalającemu się dworcowi ( .. .) Ileż
to razy otoczona przez gromadkę starszych od siebie, również cho­
rych dzieci - opowiadałam z ożywieniem o kamienicy obrośniętej
dzikim winem, stojącej przy ul. Czeskiej ( ... ) Mijały dni i miesiące
(kuracji) i nadchodził upragniony dzień wyjazdu. Przez całą drogę
cieszylam się myślą o tym, że znów ujrzę piękne kamienice wm-­
szawskie, waIszawską plażę i wstęgę Wisły. Wracałam z radoścją,
kcz wkrótce zaczynałam się tu czuc bardzo niedobrze. Otó7 pom­
żenie, jakiego doznałam w czasie choroby, było tak silne, że przez
wiele lat nie chodzlłam zupełnie. Większą część dnia spędz'łlam
w domu siedząc przyoknie i oglądając to, co działo się na ulicy.
Widok każdego zdrowego, biegającego dziecka sprawiał mI przy­
krość. Bywało, że z żalem pytałam, dlaczego w Warszawie jest tak
dużo zdrowych dzieci? Ponieważ nie mogłam sama chodzić, nie
mogłam pozwolić sobie na żadne space-ry - długo nie znałam War­
szawy prawie zupełnie. Dlatego po uplywie lat. gdy mogłam się już
'ńzględnie swobodnie poruszać, prosiłam zawsze o LO, aby pokazano
mi coś nowego i ciekawego ...
( ... ) Te czasy, kiedy nie mogłam wyjść na ulicę be;;. opieki star­
s.zyeh, kiedy wejście do tramwaju czy autobusu stanowiło dla mnie
J:'roblem, minęły bezpowrotnie. Dzisiaj, choć z laską, poruszam się
po mieście dość swobodnie. Bez tl"Udu mogę korzysiac z miejskich
srodków lokomocji. Coraz częściej wybiemm się sama óo miasta ( ... )
Ałe muszę pizyznać. że czasami jeden przejazd tramwa.jem czy auto­
bus�m, jedno wejście do sklepu potrafi pozbawić m.lie humOl"U na
cały dzień. Nie mogę słuchać ciągłych kłótni wszczyuanych najczę­
śCiej bez albo z bardzo błahych powodów. Uwa7.am, ż� główną wadą
mieszkańców stolicy jest to. iż nie potrafią się cieszyć z tegn, cn im
życie daje... Uważam, że gdyby warszawiacy wychodząc na ulice
pozostawili w domu wszystkie troski, gdyb)' starali saę o nich nie
mówIć bEZ przerwy. gdyby w 	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_08.djvu

			N'asz J(alendayz
STl'CZEN' 1962
22 w sali Palacu Staszica od­
była się uroczysta sesja na­
ukowa poświęcona wielkiemu u­
czonemu rosyjskiemu Michałowi
Lomonosowowl. Uroczystości ta­
kie odbyły się w całym .świecie
w 250 rocznicę urodzin Lomono­
sowa.
23 Z okazji 15-lecla ,.Nowych
Dróg" odbyło się spotkanie
_ ze. s połu redakcyjnego z sekreta­
rzami KC PZPR: Edwardem
Ochabem I Witoldem Jaroslń­
sJc\m.
• W sztafecie produkcyjnej
.. Młodzie! Warszawy - Pięciolat­
ce" 35 tysięcy młodzIety z 369
brygad produkcyjnych przepra­
cowało społecznie 330 tys. godzin.
uzyskując dodatkową produkcję
wartości 88 mln zł.
24 W Płońsku w woj. war­
szawskim odbyla sie cen­
tralna akademl.a Związku Mło­
dZiety Wiejskiej poświęcona XX
rocznicy PPR. Na akademii ezro­
nek Biura Politycznego KC PZPR
Roman Zambrowskl wręczył
sztandar dla ZG ZMW.
25 Na Mokotowie przy ul. Py­
tlasińskiego I na Woli przy
ul. Syreny rozpoczęto budowę
tzw. domów rotacyjnych. prze­
znaczonych na tymczasowe po­
mle'E2Czenla dla mieszkańców do­
mów. poddanych remontom ka­
pitalnym.
26 Aktorzy Teatru polskiego
spotkali się z załogą Zakła­
dów Im. Róży Luksemburg na
Woli, omawiając sposoby zbliże­
nia teatru do widza.
27 początek 2-dnlowych obrad
XIII konferencji partyjnej
na Ochocie.
• Uroczysty obchód 20O-Iecla
papierni w Jeziornie .pod War­
szawą I oddanie w niej do utyt­
ku największej w kraju maszy­
ny do wyrobu kartonów. Na u­
roczystościach obecny był Pre­
mier Józef Cyrankiewicz.
ROCZNICA OŚWIĘCIMIA
•
Blisko pięć mll10nów mętczyzn.
kobiet I dzieci rótnej narodowoŚ­
ci wymordowali hitlerowcy w
największym na terenie Europy
obozie czaglady - ośwlęcLmlu. W
obozie kobiecym Oświęcimiu-Brze­
zince 'Zarejestrowano 140 000 więź­
niarek numerowanych. ale ewi­
dencja milczy o tych. Ic:tór�
wprost :z transportów skierowano
do komór gazowych albo 1"02-
strzelano. Nleznana jest tak:l:e
IIlCZba zmarły�1h, IUIgłcx1zonych l
zag8lZowanych dzieci. Wiadomo
jedna'k. :l:e 27 stycznia 1\.945 r.,
kiedy oddziały Armil RadZieckiej
zajęły obóz - wyszło :z niego
ledwie klika tysięcy ocalałych. W
17 'rocznicę wyzwolenia Oswlęcl­
mla w wórszawsklm Domu Chło­
pa otwarto przygotowaną ptara­
niem ZBoWID i LIgi Kobiet - z
inicjatywy grupy byłych więźnia­
rek - wystawę pn. ..Kobieta I
dziecko w OŚWięcimiu-Brzezince".
Materiały fotograflclUle i fotoko­
pie dokumentów - sporządzone
w oparclu o dokumenty Główne:l
Komisji Badania Zbrodni Hitle­
rowskich w Polsce i Państw.
Muzeum w OświęcImiu - służą
udokumentowaniu tragicznej w
swoich konsekwencjach prawdy.
którą pmypomnlana u wejścia na
wystawę: .. Czlowlek za murami
był numerĘ1Tll. tracił prawo do
człowieczeństwa". Auterką sce­
na'l"lusza wystawy je>.1 Marla EI­
I;b1eta Jez\erska; opracowanie
plastyczne artysty malarza
Tadeusza Kinowskiego (fot. z wy­
stawy).
'I
II
.....
ł -
\
I f' l
,
TYDZIEŃ
I I l�
I
�
KULTURALNY
S E S J A
N.lUKO\l-.l
Hurnanteta' i przyroonik_
uczony i poeta.· autor
.. Gramatyki· rosyjskiej" I
.• Wstępu do prawdziwej
chemłi fizycznej" - Mi­
chał W. Lomonosow (1711-
1765) jest uważany za re­
fornaatora j�a �yj­
sklego i za jednefi!o z
prerwszych fizy1cocheml­
ków. W roku bteżącyrn.
zgodnie z uchwałą Swiato_
wej Rady Pokoju, obcho­
mona jest. ut"OC'ZYśc1e 250
rptfDlica urodzin Lomono­
sowa. Z tej oka7Ji " war­
szawskim Pałacu Staszica
odbyla się 22 stycznia. pOCI
przewoonictwem prezesa
PAN prof. dr Tadeusza
Kotarblfu;k:lego. sesja nau­
kowa. podczas" której w
przemówieniach i refera­
tach wygtoszonyoh przez
arrsoasadora ZSRR w Pul­
sce A. Arlstowa oraz pror.
prof. Ignacego Złotowskie­
go i Anatola Mirowlcza 0-
mówiono znaczenie prac
Lomonosawa dla rozwoju
nauk humanistycznych i
przyrodniczych.
NAJLEPSZE PLAKATY ł96ł
W począ.tlcach stycoznia rrostal roz.'l	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_09.djvu

			TYIJKO o LUDZIAClI
PRZYJAZny
Wl'JAZlll
WIZYT}
Na obradach IV sesji pol­
sko-jugosłowlańsklego ko­
mitetu Współpracy gospo­
darczej w Belgradzie prze­
bywała delegacja rządo­
wa. której przewodniczył
Wiccprezes Rady MlnL�trO\"
-. Piotr .Jaroszewicz.
Dyrektor naczelny Or­
bisu" S. Marlal"ls"kl ';"'Y­
Jechał do Genewy na po­
sIedzenie zarządu i rady
administracyjnej M.lędzyna­
rodowej Organizacji Biur
POdró1y - FIAV.
W. arszawę opuścił do-
tychc7.asowy ambasa­
do!' FrancjI w ,Polsce _
Etlenne Burln des Rozlers.
W ,Vars7awie przebywał­
lako turysta - sekre­
tarl: generalny Ligi U-
z
KRONIKI
Z�any aktOl' Tadeusz Lom­
nIckl poślubił p. Teresę
Sobanską. urzędniqLkę Pol­
skIego Radia.
W keosciele SS. Wizytek
<.dbył się slub Ferdynanda
czestników Wojny Narodo­
wo _ Wyzwolenczej .Jugo­
sławii - gen. Vellmlr Sto­
janlc z małżonką.
c. warseawv pl'Z� był 7
D Londynu na ślub swe­
go brata Ferdynanda
Stanislaw Radziwiłł. szwa­
gier prezydenta Kenne­
dy·ego.
W 81'S'Z8Wę opuścił do­
t"'chczasowy ambasador
nadzwyczajny I pełnomoc­
ny Demokratycznej Repu-
bliki Wietnamu w polsce
- Ngo Duc De.
W ':Jierwszych dniach lu­
tego odleci z OkęcIa do
Nowego .JorkOl na wielki
międzynarodowy turniej
szermierczy trójka pol­
skich zawodnlkow - Pa­
włowski. Zabłocki i Parul­
'ikl.
Warszawę opuścił do­
tychczasowyambasador
Norwegii w polsce. Olaf
TeJlefscn.
ŚLUBÓW
Radziwilla (studen.t medy­
cyny). syna Edmunda I
łzabelll RadziwIlIów. z bel­
gijską arystok ..... tką p. Ni­
cole Schoutheete d'Terva­
rent.
JUBilEUSZ prof. ST. H E R B S T A
W SObotę. 20 stYC'LIlla od­
bYł. się w Ins-tytu6ie HI­
SłOrtl Uniwersytetu War­
S2.awsklego ju bileusz 3D-łe­
cia pracy naUkowej prof.
:- Stanisława Herbsta . .Ju-
llat! 7.nakomlty uczony I
wYbUny PEdagog jest jed­
�iS�' z najpcpularnlejszych
nryko\\" w kraju. Au­
���tet W hlslOrii wojsko­
.tu S�1. znawca historii kul­
:'. zajmuje się również
.!zrot. Herbst badaniami
nad przeszłością Warsza­
wy. Zwiljzany 7. Uniwersy­
tetem Warszaw'ikim od
pierwS""l:ego roku studiow.
tu uzyskał doktorat. habi­
litował się I - w trud­
nych warunkach konspira­
cyjnych - na przełomie
1943-44 l'ozpoczął wykłady.
Obecnie kieruje katedrą.
Obok !pracy naukowej I
pedagogicznej prof. Herbst
znajduje czas na szeroką
działalność społeczną. Był
pl"7ewodnlczłjl/rm Komisji
Kultury St. R. N.: jest
glównym twórcą polskiego
Towarzystwa Historyczne­
go. na ktorego c7.ele stoi.
Inicjuje regionałne bada­
nia naukowe w rozslany�h
po całej polsce ośrodkach
doslOwnle od Bałtyku
do Karpat.
Uroczystość Jubileuszu
zgromadziła pl'zedstawlcleli
śwIata naukowego War­
szawy I kraju. Z okazji
jubileuszu podano do wia­
domości. że PańEtwowe
Wydawnictwo Naukowe
wyda zebrane prace nau­
kowe prof. Herbsta. stano­
wIące plon Jego 30 letniej
działalności.
WARSZAWA - MOJE
MIASTO
� POprzednim numerze .• Stolicy" (nr 4) wydrukowallsmy
�gment W)'pracowania o Warszawie kol. Elżbiety Głusz­
ło\\.�·ny. 7..arowno autorka. jak I jej koleżanka M. Soko­
NIe" �a. są uczennicamI LIceum im. TadeUsza CzackIego.
?Ila;dety na paczce wypracowań. w której prace te sIę
stał Owały nie umieszczono nazwy szkoły. Stąd pow­
zy aZ OI·�lyłka. Kol. Annę Sl:Oplńską z Liceum im. Narcy­
naZWlmklchowSkiej pn.epl'asz .. my za znIekształcenie jej
s a w druku.
DW
E
ROCZNICE
ZC��Lkole Dl' 225 lm. .Jozefa Gardec"kiego na Kole rOC'Z­
Warsz je�. ImienIa zbiegła się z roczniClj wyzwolenl�
POd a"J. W. dnIu tym odbyla się w szkole uroczystośC
I r:::t's .ktoreJ do zgromadzonych dzieci. nauczycielstwa
ska ZICOW PI'zemówiła 'kierownl<'Zka p. .JanIna Szy,mań­
-d?{�raz przedstaWiciel redakcjI .• Stolicy" red. Marek Sa­
sZkoł ez·z .Jak wiadomo. ..Slol>ca" spt"awuje oplek� na:l
'Na ą. oka�1 ronznlcy ufundowała jej blblloU'k«:.
Ceno\�r�.C7.ystoscl była obecna podinspektor s7koLny panI
(!Ytatore a. Hedhchowa. Występy uczmowsklego chóru. re­
W nowOj\\.' ze«połu tanecznego świadczyły o tym. U rok
e Szkole nie upłynął na prożno.
..
,
l
�
�
.. -
L
...
ń
-. -
I '
I'
"
'-'
�
"'"'- ...
."
�
'-
... -
SP�C .. WIECHY"
Ambas _a amerykań .. ka " Ale­
ja< Qw!> r CI rzy
budowle posuwają się dość wol­
no naprzód z trzech powodów.
Ambasadę stawia się systemem
jak najbardzIej tradycyjnym (nie­
mal wszystkie prace wykonywane
są ręcznie). Nie zawsze inwestor
zdąża prl:ygotować na czas m a te­
rlały budowlane. I wl'eszcle trze­
cim naJ dotkliwszym utrudnieniem
są częste zmiany projektu. .Jak
już informowalismy. gm .. ch am­
basady zapl'ojektowall inżynIero­
wIe ze Stanów Zjednoczony::h.
Adaptowal go Inż. Roman OSla­
powlcz z .. Mlastoprojekt Specja­
hstYC7ne".
Glównym \\ ykonawcą robót jest
Przedsiębiorstwo Budownictwa
MIejskiego Muranów. .Jak lnlO1'­
muje nas kierownik budowy inż.
Waldemar Hamm. umowny telmin
ukońC\lenia budowy na l. I. 1963
r. jest poważnIe zagrożony.
Budynek przykryto już dachem.
ale nie ma je'izc:ze okien. Własnie
montuje sIę pIerwsza partię od
strony podwórza I ul. Pi<;knej.
Każde założenie okna wymag ..
sl>eCjalnych przygotowań. jak
rusztowania. dżwlgl. Nie są to
bowiem zwykłe ramy okienne i
sl:yby, lecz szkło klejone. uw.
t�rmopan"we. Sprowadzono je
"prsz z lł�\lminio\\!yml rł::l.nlćł!ni 'Z
Belgii. .Jedno okno waży 260 kg.
montowanie go zajmuje 2-3 dni.
Równocześnie prowadzone są ro·
boty instalacyjne. sanitarne. elek­
tryczne·1 wentylacji mechanicz­
nej. Stłłwla się brakujące ścianki
działowe.
WARSZAWSKIE LICZBY
GRYPA
Epidemia Krypy nawiedza nas CO
kUka lat. Ostatnia - bardzo g�o­
żna miala miejsce w r. 1959 (1
wypadków śmlel'telnydl). I w
.tym roku panuje epidemia gry­
py. Pierwsze. bardzo nieliczne
Wypadki zachorowań zanotowano
już 27 Xlt l!ltll I'. W ciągu trzech
tygodnI na grypę 7.apadło ponad
303000 warszawIaków. a więc co
czwany mie'izkanlec.
Chociaż służba zdrowia jest już
od jesieni pl'zygotowana do wzro­
stu zachorowań. to jednak gryp9
była zaskocl:Eniem. Przybrała bo­
wiem od razu olbl zymle rozmia­
ry. .Już 2 .. tycznia br. zachoro­
wało 3 390 osob w Srodmleściu.
2 194 - na Prad7e Połnoc I l 1\1
na Mokotowie. Z każdym
dnIem podwajuła .. Ię 1I,'zbll j,rzy­
padków. ..Szozyt" przyszedł w
połowie mle..'iląca - 15 0000 �a!!ho_
r"wań dzIennIc. Wyd7jal Z1rowia
szybko opanowal syluacj�. Po
ogłoszeniu stanu epldemiologicz­
ncgo. sklero\\sno do opiekI nad
cllCtryml lekarzy ze ","pItaII. z la­
bOl'atol'lów Ol'az stażystow. W
nocy opIekę sprawowało Miejskie
Pogotowie Ratunkowe. wyjeżdt ... -
jąc do ok. 200 chorych kat.dej
nocy.
WszystkIe wezwania do chorych
były ulatwlane tego samego
dnIa, ,..,a ogolnlj liczbę wezwań
(pOnlll1 300000) nie zreall-zowano
ok, 70, I 10 '2 poweodu mył nIe po­
danych adresów czy też tl'udnoś­
ci W odszukanIu adresata. Na
plus zal\uzyc' trzeba slkow było pud
dOSl ... ! � iem.
J. funta. W naszych czasach na jednej
z licytai!Ji cena takIego egzemplarza wynlosh 120011
dćtarow. na Innej - sto tysIęcy notarów. Według ob­
liczeń z roku 1902 z pterwomegc naktadu ocalara oko-
13 159 egzemplarzy (8U w Ameryce. reszta w Anglii).
według Innego ::bllczeni9 - okota 230 egzemplarzy
(W tym tylk:>· je:len na naszym kontyriencte, w Szwaj­
c�U'Ii).
W zakończenru gawędy Lewtk zwrócił uwagę na
nadchodzącą roczntce urodztn wIelkIego dramaturga
(400 roczntca pr .. yp!!d!! w roku 1964). nawotując do
wcze śnlejsaeg a pr'lyg:>towanla sIę do nIej w polsce.
Omowrl też pol�kle tr>tdycje szeksptrowskte, (t)
"W"YDAR.2ENIA .;. PI. O-"rKI
S2"I"A"'IlAR W KO�IlSIE
...
Akurat w 99 rocznicę powstania sty­
cznIowego zwracał uwag� przechod­
nlow na płacu Trzellh Kr�yży ory­
gInalny. purpurowy sztandar pcw­
stańczy ręcznIe haf·towany. z Orłem
i pogonią oraz datą 1863 - wysta­
wIeony na sprzE:laż w sklepie anty­
kwarycznym fIrmy .• Vel·lta ..... Cena:
5000 zł. - .Jak nas poinformowano.
nabYCiem s7t .. ndłłl u zainlEresowalo
'iię już paru prywatnych refie ktan­
IÓW. mamy jednak nadzie.ię. że ta
hIstoryczna pamiąt·ka znajdZie sIę w
najwłasciwszym miejscu. tj. w zbIo­
rach Muzeum Woj�ka polskJego lub
innej pOd"bnej skarbnicy pamiątek
nam:lowych. (a)
,
.JE:lną z cennlej,.zych akcji kulturalnych (o
któl'ej już informowaliśmy nas�ych czytel­
nIków) je'it Impreza .. Reflektory na ""enę
pulską". popularyzuj:\Ca sprawy teatru.
.• Reflektcl'y" 7dubyw3ją sobie coraz licz­
niejszych zwolenników rownleż I dlatego.
że w ImprezIe tej biorą udLiał znani kl'y­
tycy. literaci. teatrolodzy i aktorzy (m. In.
Pel'zanowska. Kucowna. Ban'c!Z, .Janczar.
Zaczyk). demonstrujący fragmenty sztuk.
DzIęki nIm pr?ybliżono widzom takich zna­
komitych tworców l mistrzów s�eny. jak
Bogusławski. Wysplanski. O"lerwa. Schiller.
.JednYll"\l z twórców odd .. nych całym sercem
Imprezil! jest p. Stefania Domańska (na
fot.). czuwająca nad stroną reżyserSką wi­
dowisk. Zyczymy .• Reflektm·om". żeby
świeciły pełnym blaskiem. (rag)
KONCERT W SZKOLE
W szkole muzycznej nr 1 przy uł. Miodowej odbyła
się niedawno miła urouzystośc'. Dwi\" znakomite pIa­
nistki amel'ykań!ikJe Yvette I .Josetle Roman (na rot.'
wystąpiłY ze specjałnie przygotowanym dla =zniów
recitałEm. Kcncert spotkał sIę z entuzjastY�7..nym
przyjęciem młodocianych słuchaczy. któr.łv ze swojej
struny przygotowali goścIom nle3po-
dziankę w postaci zalmpl"Owizowanego
konccnu gl·y. �piewu (�zkoł.l Dla pięk-
ny chór) 1 tańca. panie Roman. wy-
.;tępujące na e..tradach koncertowy.h
Europy I AmerykI. były przyjemnie zg-
skoczone wysokim pozIomem. kulturą
muzyczną u<,zn\CJw i atmosfer" �I:koly.-
To wIelkie �zcz�ścle. te istn'ejE' 'i7k'lła,
któr-.l lączy przu':mlo:y ogólnokszt"lc4C,'
i muzyk" - pc ... ·iedl:yma.1 tu npwet 10kllllzacJę dlll wlasnej sIedziby.
:l różny-Ch jednak WLględów koncepcja ta upa:lla I
ostatecznie zabYlkowy obIekt przekaz;,"" Warszaw­
sldellUl Towarzystwu Muzycznemu. które obchodzi
Wł"Ś7Ile 'ubileusz 9O-lecla. W plel'wszyeh dniach sty­
cznia W siedzIbie Prezydium Ofł!ll Mokotów odbyło
się pl'zekaz>tnle WTM szc"ątk�w pllłacyku. wraz 2
pprcel!l o powlerzClhnl 2000 m. kw. Odbudowę prowa­
�oną ,prZEZ p, P. . .. Pl·aeownle KonserwacjI Zaby\�
kow" - Hnan"uje Społeczny Fundusz Odbu:lowy Kra­
Ju I Stolicy. Na fotografII obok pokazujemy obiekt
W ubecn)'m sllmle. serdecznIe życząc 1:3słu7.onemu i
miłemu 'mleszkańcom stolicy Warszawskiemu· Towa­
l'Zystwu Muzy'-'Znernu, aby jak najszybciej I nnjwy-
ł'!odnlej rol:.-�osclło się w nowych murach. (k)
t
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_10.djvu

			I
,
I
I
I
II
, I
l,
I I
l,
I
l
I
I
I'
II
1,1
l
I
II
I I
,I
Stacja "WARSZAWA-PRAGA"
ROK 1942
Uzbrojony w magnetofon przed­
stawiciel .. Stolicy" odwiedza
pulkownika Mariana Janica, h:ó­
rv dokładnie przed 20 laty, !J11
PI·zełomie 1941-1942 r., w S7.e­
regach Gwardii Ludowej rozpo­
czął czynną walkę z okupantem.
Marian Janic starannie ubrany
mężczyzna - mimo mocno st­
wiejących skroni nie wygląda
wcale na to. że stuka mu iuż
szósty krzyżyk. Mówi spokoj­
nym, cichym głosem; nawet
wspominając momenty drama­
tyczne nie okazuje najmmejsze­
go wzruszenia; a może tylko
tak doskonale nad nim panuje?
Rozmawiamy w obszernym ga­
binecie, w którym pracuje. Puł­
kownik Janic opowiada powoli,
tak jak gdyby referował jakieś
codzienne sprawy, a nie przypo­
minał wydarzeń trudnych dni,
które odegrały tak wielką rolę
w dziejach naszego kraju - a
i jego osobistych losach także ...
STOLICA: Gdy umawialem się
z panem przez telefon, sądzilem
po glosie, że jest pan o dobre
dwadzieścia lat mlodszy niż w
rżeczywi'stości i że podczas woj­
ny byl pan zupelnie mlodym
człowiekiem.
Marian JANIC: Którą wojnę
ma pan ns myśli? Bo w rzeczy­
wistości zupełnie młodym byłem
w czasie P:E>rwszej wojny świa­
towej i w tamtych też latach po
r8Z pierwszy schwyciłem za broń.
Było to tak: urodziłem się w
Częstochowie, a ściślej na dale­
kim przedmieściu tego miasta.
Ojciec do wybuchu wojny w
19J4 r. pracował w fabryce tek­
stylnej, a podczas wojny Imat
s.ię różnych dorywczych prac; po
Jego zgonie. łatem 1918 r .• obo­
wiązek utrzymania dość licznej
rodziny w znacznej miel-ze spadł
na mnie. Był to bardzo trudny
okres i często głodowaliśmy. Je­
szcze przed śmiercią ojca uczę­
szczałem do gimnazjum. W tym
czasie szczególnie silnie intere­
sowałem się powieściami o tema­
tyce wojennej. Urzekał mnie
Sienkiewicz, Gąsiorowski, Kra­
szewski li PI'zyborowskL Wojna
między trzema zaborcami, rysu­
jąca się coraz bardziej sprawa
niepodległości Polski - to wszy-
stko bardzo przemawtato do wy­
obraźni. Uczestniczyłem czynnie
w pracach owianego duchem
walki wyzwoleńczej harcerstwa;
wreszcie, pożegnawszy listownie
rodzinę, wraz z kolegą zaciągnę­
liśmy się do Polskich Sił Zbroj­
nych.
Organizowane one były pod
nadzorem niemieckim. ale dla
'las jednak ważne było, abyśmy
tyIku mogłi otrzymać broń l zdo­
by� wyszkolenie. - We wtaśct­
wym momencie - myśleliśmy -
będziemy już dobrze wledzreli.
przeciwko komu skierować bag-
nety... .
- Tak się też stało. Jesienią
1918 r. uczestniczyłem w rozbra­
janiu Wehrmachtu. Odzyskaliś­
my niepodległość. Byłem żołnie­
rzem, aż do demobilizacji w lu­
tym 1921 r. Po powrocie do ,-:zę­
stochowy nie mogłem znaleźć
pracy. Gdy rozpoczęło się III
Powstanie Śląskie, już nazajutrz
- 3 maja - z grupką ochotni­
ków przekradłem się przez gra­
nicę w Herbach Śląskich. Bra­
łem czynny udział, jako dowód­
ca plutonu, w walkach o Do­
brodzień i Stare Oleśno, porna­
galem w organizowaniu l szv .. a·
dronu Ułenów Oleskich, pow­
stającego w okolicach Oleśna.
Ale już w czerwcu powstanie
zakończyło się. Wkrótce potem
część Górnego Śląska została
przyznam.' Polsce. Wróciłem do
Częstochowy.
STOLICA: I co zaczął pan ro­
bić po powrocie do cywilo? .
Marian JANIC: Uczyć się da­
lej nie mogłem, bo warunkl ma­
tfrislne nie pozwalały, Po dłuż­
szym poszukiwaniu pracy zosta­
łem wreszcie przyjęty do Straży
Celnej. Wkrótce jednak - wo­
bec trudnośoi budżetowych - na­
stąpiła ostra redukcja etatów.
Zostałem zwolniony. a o inną
pracę nie było ktwo. Znów bez­
n�dziejnie upływały miesiące.­
Dopiero po usilnych i długotrwa­
łych stsr�n!'ach dostałem się na
bezpłl'tny kUI's telegrafistów ko­
lEjOWych. Jego ukończenie da­
w�'ło mi prawo do zatrudnienia
n8 PKP w charakterze pracow­
niklJ umysłowego - ale dopiero
Pi) zwolnieniu się odpowiednie-
'1'0 zdjęcie, wykonane w 1911 r., pl'7.edstawia kierownlcłwo drużyny
harcerskiej w Cz�łochowie. Pierwszy z lt'Wej Marian .Janic,
ezwarły - Mieczysław Sokołowski, który jako pplk. .. Grzymala··
I dowódca obwodu AK Ocbota - polegl w slel'pniu 1944 przy sztur­
mie na Palac Wilanowski.
. ..
--
. � .. ,...
.. ł-
•
1
'.
,
v
"
, ..
.�
\
\
.
J
.'�
WARS'
t
\I
l'.
Pc dwudziestu latach od chwili utworzenia placówki G.L. na stacji
Warszawa - Praga - płk. Marian .Janic odwiedza to miejsce
go etatu. Na razie więc przyję­
to mnie na bezpłatną praktykę;
w wypadku choroby stałego pra­
cownika miałem prawo do płat­
nego zastępstwa. Nie zdarzało
się to jednak zbyt często ...
- W drugiej połowie lat dwu­
dziestych sytuacja poprawiła się
nieco. Dostałem wreszcie etat na
kolei. Niedługo przeniosłem się
pod Werszawę - pracowałem w
DOKP. Na rok przed wojną
przeprowadzałem się do Warsza­
wy na ulicę Kowieńską.
STOLICA: Czy w tamtych la­
tach byl pan związany z jakąś
dzialalnością polityczną ?
Marian JANIe: Nie. Intereso­
wałem sję bard70 polityką. mo­
je ZC:'Patrywania były lewicowe,
8le nie miałem sposobnoścI na­
wiązanie konta.któw z lewicowy­
mi dzil'laczami. Mówiąc .. lewi­
cowi" mam na myśli działaczy
KPP. O łączność z KPP było
trudno. Mip.łem jednak znajo­
mych o pokrewnych przekona­
r:>iach i z nimi wspulnie two­
rzyliśmy coś w rociłem do pracy· na
kolei. jako robotnik torowy. Zna­
łem trochę język niemiecki.
Dzięki temu .. awansowano" mnie:
n�jpierw na zwrotniczego, póź­
niej dyżurnego ruchu. Pracowa­
łem na stacji Warszawa - Pra­
ga. B)'ła to jedna z więk.szych
w�rszawskich stacji towa.rowych.
W tym czasie wydarzenia wojen­
ne rozgrywały się bardzo szyb­
ko. Hitler zajął Norwegię. .roz­
gromił FI·ancje;. opanował Bał­
kany. Wl"t�zcie ruszył na Zwią­
zek Radziecki. Front zaczął
prZEsuwać się na wschód niepo­
kojąco szYbko. Nasi .. aniołowie
stróże" - Niemcy. którzy nad­
zorowali polskich pracowników,
do których, zl'esztą całkiem słu­
szn�e. nie mieli 7-1iufania, co-
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_11.djvu

			"KSIĄŻKA
•
WIEDZA"
ma
I
Ekspozycja w salach Muzeum Lenina (Pałac
Radziwiłłow�ki) w dniach od 28. XII.61 do
15. I. br. ukazała nam dzieje 40-letniego ży­
wota Wydawnictwa ,.Książka i Wiedza" i je­
go bogate owoce.
Na wystawie zgromadzono, w liczbie oko­
�o .1,? tys. tytułów, nie tylko powojenny plon
slą�kewy, lecz także i pozycje z pierwszych
lat Istnienia "Książki". Bo na samym po­
czątku, Jeszcza przed 1921 T., Spółdzielnia
st�crzona z inicjatywy komunistycznych
dZla.ła�y kulturalno-oświatowych zwała się
.. Kslązka" i "mi�kała" w Warszawie, gdzie
w 1921 r. uchwałą KPP została uznana za
WYdawnictwo partyjne. .
Dzi�si .. �cioletni jubileusz "Książki" nie był
dla mej radosnym wydarzeniem, W 1931 r.
Sfól.dzielnia została zamknięta, odradzając
�Ię Jedn�kże w tym samym roku jako "Tom"
� grup�Jąc wokół siebie nazwiska starych
I now.ych współpracowników: Jan He:mpel.
�nto�ma Sokoltez, Julian Leński, Witold Wan-
urskt, Franciszek Fiedler, St. R. Stande,
L. Ruernicki, Broniewski...
. Po latach sześciu po rozwiązaniu KPP -
l "Tc'."'l" przestal istnieć. vi stelażach spo­
cZYWaJą dziś weterani wystawy: książki
� t�ch ·lat, Z"Żółkle i "zaczytane". Pod kryp­
r' m.mem W. I. - studium Lenina: "Impe-
I:aII� jako najwyższy etap w rozwoju ka­
PItalizmu" - ( Ksiażka" 1919 Warszawa -
CZYm ". .
W a 4 m. 13); Karol Marks: "Kapitał" -
z ;wa 1929; Dzieła Wybrane - Lenina
k 932.r., H. Janowicz (pod tym nazwiskdem
b�tYł. SIę Jan Hempel): "Spółdzielczość ro-
,mcza w Polsce".
d Od. Skromnych broszurowych okładek
o� fl�knych o?wolut i płóciennych opraw;
19r1 uznych ksIążek - do całych sel'ii; od
� .do. 1�61 !". _ właśn'ie te. 40 l a t
.. slązkl d Wiedzy".
Nb�\\ł'e książ.ki ,.Z czarnym kwadratem",
"z la �m krązkiem" i innymi znakami roz­
g'znawczymi, i now� w�pólpracownicy:
J' I:ange, B. LeŚllbdorski, M. Naszkowski,
• ' -w�I�e:k, J. Przymanowski, St. Sowińska
jed e e Innych cennych nazwisk. Poomajmy
nak dalszy ciąg życiorysu "Książki", która
40 lal ...
zaraz po wyzwoleniu w 1944 roku
powołana została znów do życia w
Lublinie. etap w Lodzi, a potem w
Warszawie, aby w 1948 roku - drua 20 listo­
pada uchwałą Rady Ministrów połączyć się
z "Wiedzą" i nazwać się .. Książka i Wiedza".
I minęło znów lat kilka; skakały cyfry na­
kładów: 1949 r. - 654 tyŁ, 1951 r. - 962 tyt ..
powstawały nowe serie, aż raptem okazało
się, że Wydawnictwo ma w swym powojen­
nym dorobku ponad 6.000 tyto w nakładzie
200 mln egzemplarzy, że posiada liczne rze­
S7e czytelników, 12 własnych bibliowozów .
własne salony i liczne publikacje.
- Wydawnictwo - mówi prezes Spółdziel­
ni JULIUSZ BURGIN - ma na celu dzia­
łalność wydawniczą, oświatową i propagan­
dową w duchu marksizmu-leninizmu. Wy­
dajemy więc dzieła klasyków marksizmu­
leninizmu, Iiteraturę mówiącą o problemach
politycznych i społecznych kraju i świata,
o histerii ruchu' robotniczego, książki z dzie­
d7:ny filozeficznej, pedagogicznej, religio­
znawczej, i Itreraturę piękną, pamiętniki
działaczy: istnieje też redakcja perindvków
z Kalendarzem Robotniczym na czele L. w
ogóle wyliczać by jeszcze można wiele ro­
dzajów naszych publikacji.
Chcialbym też wspomnieć o "Bibliotece
Myśli Socjalistyonej", nad którą czuwa Ko­
mitet pod przewodnictwem prof. Schaffa.
Wyszły tam ostatnio 2 tomy Pism Wybra­
nych - Antonio Gramsci, Pisma Wybrane
zięcia Marksa - Paula Lafarque i Stanisła­
wa Krusińslciego. Te ostatnie świadczą, że
myśl marksistowska miala i w Polsce, w
XIX wieku, swoich przedstawicieli.
Fublikacje nasze są często tłumaczone na
języki obce; bywa też tak, że wydany u nas
w 1961 r. "Marksizm a egzystencjonalizm"­
Schaffa został już przedtem wydany we
Fraoncji.
_ P!1nie Prezesie, wystawa KiW-u jest
jubileuszowa. A więc myślę, że z tej okazji
wolno mi będzie poprosić o zdradzenie przy­
szlościcnDych planów i życzeń .
- Zacznijmy od zdradzenia planów. Otóż
plłi.nujemy w br. osiągnąć 4 tys. arkuszy
(w 1961 r. było ich 3772) i w tych rozsze-
",
•
\.. .
Fragment t'kspozycji. Stoj� od lewej: Prezes
J. Burgin. min. T. Galiński, kler. wydz. kul­
tury KC PZPR W. Kraśko. sekr. KC PZPR
W. Jarosiński.
rzonych lamach kontynuować wszystkie se­
rie, z powiększeniem tej rodziny o .. Biblio­
tekę Studiów nad Marksizmem". Rok 1962 -
lo rozpoczęcie nowego cyklu powieści o cha­
rakterze wspomnieniowym, wydanie "Pa­
mlętnikówt' - Kirchmayera. to "Niektóre
przygody Elzy R." - Bronisława Wierrrika,
wydanie I tomu "Historii Powszechnej"
i wielu innych pozycji... A Elza' - to łącz­
niczka ntelegalnego Komitetu Centralnego
KPP. autentyczna bohaterka wielu sensacyj­
nych przygód, zmuszona stale zmieniać swe
nazwiska i imiona. I dlatego chyba dziś ma
na imię - Justyna. Obecnie mieszka w War­
SZawie. jest przyjaciółką Anny Seghers L.
więcej o niej powiedzieć nie mogę. Ta !em­
nica!
- Lecz Pań..skie życzenia rwtUTJI wydaw­
niczej, Panie Prezesie, nie są chyba tajcm­
nicą?
- A więc życzyłbym sobie, aby udział na­
szego wyda.wnictwa. w ogólnej ·produń.cji
książek wzrósł z 3 proc. do ...
- powiedzmy 10 proc.
- ... No. chociażby do 6 proco Pl'zecież musi
ich trochę ZQI3tać i dla innych wydawnictw.
które PI'ZygOtowują także swe jubileusze
K. KOL.
dziennie '1'
nas . Pl l za zwycięstwo. Dla
frontkaZdy komunikat wojenny z
,.; u W&ch�dniego był nowym
.... osern.
na�OLICA: W tllm też czasie
oPo�' pan kontakt z ruchem
Ma'
wsp�la!l JANI�: :rak. To było tak:
Z rnlnałem lUZ o Leoniaku do-
orcy •
pr z naszego domu, o którym
z z;PUSZCJ!8łem, że miał kontakty
Pi�chern komunistycznym. W
rozrn'sz�c� o latach wojny często
tYcznO,WlClhsmy o na tematy pol:,...
nE. �. P�glą�y. nasze były zgod­
�w o . grudmu 1941 r. Leoniak
I. rocll . d
cj SIę o mnie z propozy-
Zb'E.�łrzechowa.nia przez kilka dni
dZieck�gO .z �lewoli ofieera ra­
lokal I�O, J�g� dotychczasowY
.. n!e był JUZ bezp:eczny. 0-
cz.vWJScle zgod'l .
prZYb ł' Zl em Się· I tak
4 l . Y do mnie na Kowieńską
don':Jten�nt Paweł Sawin, pseu­
Wał Im �Iotr. Później plozechowy­
rad E� �.eszcze kilku towarzyszy
nie Z��.lC�. Wszyscy oni następ­
Pi!I"ty � l kl�rowani do oddziałów
T zancklch Gwarii LudoweJ'
o wł . . .
z Bo �sme Sawin poznał mnie
PPR dn�sła�skim, sekrEta,rzem
b . zleJ'mcy Zoliborz Pl"ZeZ
oOTIJsław k' .
Sze ko s lego nawiązałem dal-
ną p ntakty. RozpocZl\łem czyn­
cono ra�ę W. organizacji. Pole­
WYWiar:;1 ZOrganizować komórkę
owczą na kolei
STOLIC .
Oanizow A: Kiedy powstala or-
wYwiad ana przez pana komórka
l\1p . owcza na kolei?
Illy 1an JANIC: Organizowaliś­
Ił wSpVlnie z Tadeuszem
Findzińskim, który nosił pseu­
donim "Olek". Mój pseudonim
po prostu brzmiał .• Marian". O­
�tateczn,ie komórka powstała w
marcu. Nieco później Findziński
odszedł do nowej pracy.
STOLICA: Na czym poleoala
wasza dzialalność?
Maria� JANIC: Stacja Warsza­
wa - Praga podobnie jak War.,
szc:we - Wschodnia była wiel­
kim towarowym dworcem roz­
lządowym. Trafialo tutaj dużo
niemieckich transportów idących
z zachodu na wschód. Wa�ny
z nich były następnie l"Ozdzie­
lane pomiędzy .różne składy od­
cbedzące przez Białystok, przez
Brześć lub przez Lublin na front
wschodni. Froszę sobie jeszcze
przypomnieć ówczesn}' układ li­
n!i komunikacyjnych. biegną­
cych przez centralną Polskę w
kiErunku ·l·ównoleżnikowym. O­
bok magistrali Kraków'::'" Lwów.
Warszawa była drugim, zresztą
największym węzłem przeloto­
wym. Trzecia linia. przekracza­
jąCl' Wisłę pod Dęblinem, mia­
ła już znacznie mniejsze znacze­
nie.
STOLICA: Wynika 7. tego, że
komórka Gwardii Ludowej na
Dworcu Warszawa - Praga by­
la umiejscowiona w newralgicz­
nym punkcie niemieckiego syste­
mu komunikacyjnego, który .. ż1/-
,wił" front wschodni?
Merian JANIC: Bez wątpienia.
Miemmy tutaj .duże możliwości
śledzenia poruszeń wroga. Nim
Jeszc� nadszedł tronspo.1. nie-
miecki na naszą stację, już o
tym wiedzieliśmy. Latwo, oczy­
wiście stosunkowo łatwo, było
tŁŻ ustalić jego ladunek. Po
naSl'leniu ruchu i jego kierun­
kach łatwo było można ustaiić
miEjsce koncentrowania niemiec­
kich Zgl'UPOWilń op€'\"acyjnych, a
n;; wet ich siłę. Te wszystk!e
wiadomości były bardzo pl'Z� dRt­
ne do walki z okupantem.
STOLICA: Z tego wielkIego
7.naczenia d1'J"JrC'a Warszawa -
Praga zaa'�la'.i s!)bie r:>ecz jasna,
s"ratllę i Niemcy. Sądzę, że za­
r"7Qd<:ilj oni syecjalnp środki bez­
pieczeństwa?
Marian JANIC: Oczywiście. Ja
i moi koledzy dyżurni ruchu by­
li�'my cały czt's kontrolowani. W -
pom 'e:szcz€niach. gdzie pracowa­
łem. bez przerwy dyżurował
Nif.miec. Dosłownie w jego o­
cZ!lch zdobywałem potrzebne in­
fCI·macje.
STOPCA: Czy nie ba.l się pan
wsypy i ares.?IOIoania? .
Mprian JANIC: Wie pan. sta­
łe obcowanie z niebezpicczenst­
wem ma to do siebie. że z· cza­
i:em następuje pewne zobojęt­
nien;e i jakby przytępienie in­
stynktu si>mozachowa,wczego. A
prZEcież przeżyłEm niemalo. by­
lem w różnych opresj8.ch ;j z nie­
bezpiEczeństwem jestem oswojo­
ny. Wiążąc się z ruchem lewi­
cowym zdawałem sobie sprawę
ze skutków. jakie ta przynależ­
ność pociągała za sobą i wie­
działem, czym ryzykuję. Tel"az
można się nad tym zastanawiai.
lecz w owym czasie wir pracy,
w jakim się tk,wiło, nie pozwa­
IB.ł na rozważania, co będzie, je­
żeli się wpadnie. Były jakieś
sygnały, wtedy zwiększyło się
czujność i n:e nocowało w do­
mu. Ale było też inaczej. Zda­
rzaiy się tak zaskakujące mo­
mEnty. że mimo wrodzonego o­
panowa-:lia czułem jak nU tysią­
ce mrówek maszerowało od stóp
d:J głowy, a sel'ce lodowaciało.
P4:wnego wieczoru, już po go­
dzinie policyjnej, dał Slię słyszeć
odgłos zatrzymującego się przed
domem samochodu i po chwili
dcbij�nie się do bl·amy.' O tej
gcdzinie mogli to być tylko
Nip.mcy. Mieszkałem na czwar­
tym piętrze. okna wychodziły na
kGszary byłego 36 pułku piecho­
ty Legii Akademickiej pl'zy ul.
11 Listopada. Kwaterowało tu te­
r&z wojsko niemieckie. W mie­
szkaniu była żona, dwóch synów
w wieku Jat 12 i Iloraz dwóch
partyzantów, którzy przyjechali
z rllpol"tami do Głównego Szta­
bu GL. Jeden z nich miał pi­
stelet. Dzieci już spały. Wiado­
mo mi było. że przed lcilku dnia­
mi aresztowano towarzysza, kto­
ry w śledztwie załamal się i za­
czął sypać .• �nal mój adres i
funkcję w Mganizacji. Czyżby to
on? Siedząc nieruchorno w po­
koju &lyszeliśmy. jak otwierano
bramę. Polem głosny stukot pod­
kutych butów na klatce schodo­
WEj kilka osób zmierzało po
�cb:Jdach na górę.
Cd o koń c z e n i e n a II t 4 P i)
STOLICA"
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_12-0013.djvu

			---------
-
..
..,.�
'.,.
\.i
ł
.,'
"
..
�
.-:
•
!!! ••••
•
•
ZDJ�CIA: JOZEF KICMAN
-....,.
-
-
\
•
-
Cóż to jest? Czyżby repatl'
dokonany z niebywałą aktUJ
nością. bo już zawczasu ",­
powiedzianego przez nieJt
rych astronomów ,oko
świata"? O taką "operatywnoŚĆ"
posądzamy jednak warszawskich r,
reporterów.
Plac Konstytucji zwinął się w tr"
kę i kandelabry stały się jeszcze l.
niejsze, niż są w rzeczywistości- t
Iac Kultury i Nauki! Czy tak P'-"
puje szanująca się instytucja? Oki'.
gmach nie tylko chwieje się na J1l�1
kich nogach. ale jeszcze po:-otr",lI,
swoje części składowe. które wi
dokoła niego jak guziki od SP'­
w fantastycznej opowieści VeI11'
Okol:
ch ice placu Zbawiciela przybrały
d arak tel' górzysty i pełne rezygnacji
POColDhY �jeżd7.ajq z powstałych nagie
yłoscl.
A skąd' .
cz' SIę WZIął Pałac Tyszkiewi-
tE�� po lewej stronie kościoła Wizy­
Na' � Skąd. tutaj "Dom bez kantów"?
ci WIdOk mezwykłych przemian poez­
SI. w.a latarnia miejska przybrała po-
�c znaku zapytania W dodatku
�dl�tr� Obiektywu porobił te wszystkie
JęcIa st .
lly I .Ojąc tyłem do fotografowa-
ni c I krajobl'azów i sam się jednocześ-
l· e sfotogl'afował. Historia zgoła ta­
ernnicza.
2.d�I�cz od zagadki znajduje się na
Że jf� pierwszym. z którego wynika.
o ograf wybrał się w swoją fan-
.... '.' ...
l
\
.... a
.. -
, ..
.....
"
'\
\
,
\
. ......
tastyczną podróż Mr-rcedesem, Na dru­
gim zdjęciu. gdzt: kolumny pałacu
powyginały się jak maślane. widać, że
niektórych zdjęć dokonał z odbicia w
zderzaku. Tak zapewne widzieli świat
chestertonowsey qżentelmen;i z okien
swego samochodu y; "Latającej gospo­
dzie". tak może ehelał ukształtować
swoje miasto Napoleon z Notting
Hill.
Jak to jednak zimny aparat foto­
graficzny potrafi fantazjować! A wszy­
stko przez tę motoryzację. Okazuje
się. że świat przedstawia się inaczej
z okien samochodu niz oczom prze­
chodnia. stąpającego własnymi nogami
po ziemi.
�
\,\\\
. I
I
.,
. \ .
,
\
'.'
"
,�
\
�
--"->
. �.
..
SADZIK
,
•
\
��
•
'li
,I
..
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_14-0015.djvu

			REPORT AŻ Z BALU
JAK SIĘ ONGIŚ SZTUBA WA�SZAWSKA BAWIŁA
Rewolucja 1905 roku .i związany z nią
straj,k szkolny przyniosły społeczeństwu szko­
lę polską, co prawda tylko prywatną i bez
praw, ale zawsze - polską. Było to duże
zwycięstwo, ale oku,pione równocześnie
wiel'ką stratą: nie otrzymano wyższych uczel­
ni polskich, które dopiero później zostały
otworzone pod pokrywką Kursów Rolniczych
i Handlowych. Młodzież polska porzuciła'
Uniwersytet i Polttechntkę, wyjeżdżając na
polskie uczelnie do Krakowa i Lwowa oraz
za granicę: do Czech, Niemiec, Francji, Bel­
gti lub nawet Anglii, albo też Rosji. W War­
szawie zabr8lk�0 polskiej młodzieży akade­
mickiej, gdyż Uniwersytet i Politechnikę za­
pełnili tylko Rosjanie, synowie urzędni-ków
lub też "popowicze", tj. słuchacze prawo­
sławnych seminariów duchownych, którzy
nie mieli prawa wstępu do uniwersytetów
rosyjskich, oraz garść łamistrajków. Exodus
polskiej młodzieży akademickie] był dla War­
szawy objawem wybitnie ujemnym, gdyż
młodzież ta była elementem najbardziej ra­
dykalnym i ruchliwym. Student w owych
czasach cieszył się ogólną sympatią: bywał
on często organieatorem oświaty, a mun­
dur, choćby najbardziej wyświechtany i zni­
szczony, otwierał mu wszystkie drzwi. A
mundur uniwersytecki był bardzo "tW8Jr'Zo-
."
f '
� \,
�.
---�
... --
wy" - ciemnozielony, z wysokim, stojącym,
błękitnym kołnierzem, ze złotymi ozdobami.
Wraz z wyjściem młodzieży polskiej zmie­
nił się ten piękny mundur - zamiast niego
kolorowa "rubaszka" i kurtka uniwersytecka
bez ozdób.
Po rozproszeniu się młodzieży akademic­
kiej powstała pustka na wielu polach, któ­
·rej nie mogły zapełnić krótkotrwałe przy­
jazdy studentów na święta i wakacje. W
wielu wypadkach zastępować zaczęła aka­
demików młodzież szkolna klas wyższych;
biorąc udział w tajnych organizacjach, no
i zabawach.
Młodzież szkolna w tamtych czasach nie
mogła chodzić na bale publiczne, 7.8 to pu­
bliezność zaczęła częściej chodzić na bale do
szkół. Zabawy w szkołach były dwojakie:
j.edne dla samej młdzieży urządzane przez
dyrekcje szkół i rodziców oraz publiczne -
organizowane przez dyrekcje wspólnie z Sa­
mopomocą Uczniowską.
Na zabawy w szkołach żeńskich każda
panna miała prawo wprowadzić swego bra­
ta, kuzyna lub znajomego. Raz zostałem
wprowadzony przez przyjaciółkę moich lat
. '("
l '�
ł ,
.11
ł. I
"
. .
. ,
\.
dztecinnych jeszcze na zabawę w gimnazjum
p. Hewelkówny. Po przedstawieniu się zo­
stałem przez nią zapytany, czy jestem ku­
zynem uczennicy. Odpowiedziałem, te tylko
dobrym znajomym od lat dziecinnych.
Wówczas dyr. Hewelkówna powiedziała z
ironią: "Pan j.est wyjątkiem, bo to wszyscy
tylko bracia i kuzyni". I od tej pory cieszy­
łem się specjalnymi względami p. Hewel­
kówny.
Przyjęcie urządzała dyrekcja Wraz z rodzi­
cami. Zapraszana młodzież nic nie płaciła.
Na przyjęcie składały się kanapki, pączki.
ciasta, słodycze, pomarańcze, napoje chło­
dzące i herbata, O jakimkolwiek alkoholu
nie było naturalnie mowy, a mimo to ba­
wiono się z wielką werwą i humorem. Mło­
dzież męska była zwykle zapraszana indy­
widualnie, ale czasem zapraszano też całe
klasy zaprzyjaźnionej szkoly męskiej. Na­
turalnie młodzież była w mundurach szkol­
nych. Wieczorki te zaczynały się weześnle,
a kończyły 'najpóźniej o 10 lub 11 wieczo­
rem. Panny wracały do domów w towa­
rzystwie krewnych, jeżeli byli na zabawie,
lub przychodzili po nie rodzice, bo po 9
wieczorem nie wolno było uczennicom sa­
mym chodzić po mieście.
Swobodniejsze były zabawy w szkołach
męskich; wstęp na nie był za płatnymi za­
proszeniami, a gośćmi przeważnie tylko
'uczennice lub znajome panny. Naturalnie za­
bawy dostępne były tylko dla młodzieży
klas wyższych, tj. obecnie licealnych. BuCet
na zabawach był płatny, zimny i gorący. Al­
koholu naturalnie nie było, Bawiono się
tutaj ruel'az nawet do rana. W czasie tych
zabaw często urządzano występy artystycz­
ne; z nich słynęło gimnazjum Górskiego.
które dało później tkilku wybitnych arty­
stów, Dochód z tych zabaw był zwykle nie­
wielki i prreznaczono go na. Samopomoc
Ucr.niowską, która była w każdej szkole,
choć ,naturalnie jako tajna Ol-ganizacja.
Były w.reszcie i szkolne bale publicz.ne. Szko­
ły polskie nie tylko były pozbawione pl·aw.
ale nie otrzymywały subwencji rządowych,
a działały przeważnie jako szkoły prywatne.
Musiały się więc ,utrzymywać z opłat szkol­
nych, wpisów, które były doŚĆ wysokie, bo
od 150 do 200 rubli rocznie. Większość ów­
czesnej młodzieży szkolnej była niezamożna,
toteż Wudno było jej" opłacić wpisy, mimo
że bogatsi wnosili pełne opłaty, zaś nlie­
zamożni otrzymywali znaczne ulgi. Zbiórki
"na wpisy" cieszyły się specjalną sympatią
i poparciem spoleczeństwa,Ja w największym
i najpoczytniejszym organie stolicy
"Kurjerze Warszawskim" była stała i obfita
l'ubryka "na wpisy". Na ten cel były urzą­
dzane liczne bale publiczne, zabawy i lo­
terie, ale ,równoeześnie każda ze szkół urzą­
dzała i własne. Organizowała je "Samopo-­
moc Uczniowska", ,wspólnie z komitetem
rodzicielskim i dyrekcją szkoly.
Gospodarzami balu byli tylko uczniowie
dwóch najwyższych .klas 7 j 8, któl'ym wów­
czas wolno było po Taz pierwszy wystąpić
w ubraniu cywilnym - w smokingu.
Rodzice zajmowali się bufetem, zbierając
00 tzw. kupców, tj. właścicieli dużych skle­
pów kolonialnych - odpowiedników dzisiej­
szych "DelikateSów" - dary w postaci win,
miodów. cukrów, owoców, sal'dynek, kawio­
ru, serów i tego wszystkiego, co było po­
trzebne do dobrze zaopatrzonego bufetu na
zabawi.e. In.ne sklepy ofiarowały wstążki,
ka,rnety, ozdoby kotylionowe. Właściciele
sklepów chętnie składali hojne ofiary, a je-
żeli s.ynowie deh byli w danej szkole, to
ryWahzowali w darach,
N�jsłynniejsze bale bywały w Wal'szawie
w gimnazjach: gen, Ohrzanowskiego, Górskie­
:: RO�taler�, Konopczyńskiego, Rychłow­
odlego . I w. kHku Innych szkołach, gdzie były
t powledme lokale oraz duże sale gimna­
s Yczne.
. Pamiętam mój pierwszy bal publiczny w
��nazjum Rychlowsld.ego, na ul. Smolnej 3.
o�czas to, będąc w 7 tklasie, zamówiłem
r� u znanego krawca Jasińskiego, na
Wlętokrzyskiej. pierwszy smoking za 45
rubli!
b Gór�e piętro naszej szkoły zajmowała 01-
k�la sala rekreacyjno-gtrnnastyezna, z
.;. oma przyległymi salkami. W sali też ba­
�ono się, i tańczono, w sąsiednich od-
ZY,,,:,ano, panowie zaś, którzy przypro­
Wadzih panie, a sami nie tańczyli, grali
� preferansa. Również znajdowały się tam
, �. ��le buf�towe. Cały gmach szkoły był rzę­
liscne ośw�etlony i ozdobiony. Wszyscy ko­
s�' mający jakiekolwiek zdolności art y­
dekz�e,. długo przed balem przygotowywali
oZd olacJe, �alowali J. pisali karnety, robili
kła��y k(;tyho�owe Jtp, Zwykle .któryś z za­
k . ow ogrodm-c.zych ofiarowywał dekorację
d��t�wą w postaci krzewów i drzewek w
mi �anych wazonach. Schody i sala za­
z ke�lały się często w piękny, ozdobny ogród
p' � oroWYmi lampionami. Wszystko było za­
s lę na ostatni guzik. Każdy z nas, go­
""PDdarzy, ozdObiony specjalną odznaką, miał
n Y2naczone sobie czynności. Jedni C'Z.€'kali
k:r �ole. Witając przyjeżdżających, zwykle
dZ/ ar.nl lUb. :przyn�jmni,ej dorożkami, dru­
Prz PIowadzIlI panile do pokojów dla nich
je e:na�onych, gdzie popl'awiały swoje stro­
�. nnl. wpr�wadzali panie na sale, wrę­
Wotąc Im .w,lązanki kwiatów i karnecdki.
Ik.rz oło sah były ,poustawiane kanapki i
sto esła, na. �tórych· siadywały tancerki, czę­
zape�' asy�cle mam lub ciotek. Gdy sala
BpOd mła s�ę, następowała prezentacja. Go-
0bc arz«:" bIOrąc pod rękę po dwóch panów,
z p h?d.zlh salę. zatrzymując się przed każdą
lłO an I po złożeniu ukłonu, prerentowali ich.
\Va��zy.nały się tańce. Na balach. w przer­
�� , \Vlęk:szość pań obsiadała krzesła oto-
�na prze . h l '
\V . z zn8.]omyc 'ub przechadzała się
asYście męskiej po sali balowej.
kieSPecjalne zadanie miał wodzirej z pę-
m Wstążek ' .
to b na rarruemu. Dobry wodzirej
o ni�a poł?w� powodze'!ia balu, toteż
jak rozblJah Się orgamzatorzy, prosząc
o łaskę o " te' b '
szałko . .�, przYJ�cle J uławy ;,mar-
\\Ym Wsklej ; był WięC wodzirej prawdzi­
�ak dYk�torem na sali. Wodzirej dawał
.. tUsz,	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_16.djvu

			_ Boję się, że będę powtarzal
zdanie innych, ale naprawdę
pierwsze i najsilniejsze wrażenie
to dynamiczna rozbudowa wa­
szej stolicy. A mam przecież
możność konfrontacji z ubiegły­
mi latami. Przy tym osobliwość
Warszawy polega. na tym. że
człowiek nie przyzwyczaja się do
'nieustannie zachodzących zmian.
Są one tak .narzucające się, tak
uderzające, tak bardzo, z dnia
na dzień, przeobrażają miasto.
że nieustannie chodzi się i jeździ
po stolicy jak po nowo odkry­
wanym terenie. Ma się stałe u­
czucie turysty ciągle fascyno­
wanego nowym obrazem War­
szawy. W tym jest coś trudnego
do wysłowienia. Miasto przesta­
je być zbiorem domów, ulic, pla­
ców, a nabiera cech żywego ol­
brzyma, którego puls bije coraz
silniej i silniej w wyczuwalny
dla Judzi sposób.
No, właśnie, pomówm1l o lu­
d.lwch, o wars7.a1!Jiakach, z Uó­
rymi się pan st1lka.
_ Muszę się od razu przyznać,
że frapują mnie formy waszego
życia towarzyskiego. wasze ka­
wiarnie ... Nie wiem, czy sami
warszawiacy odczuwają tę W)­
jątkowość waszych kawiarni. To.
że każda z nich jest inna. z ;n­
ną atmosferą. grupująca inni
rodzaj klien'teli .i wytwarzają\.'a
swoisty genre obyczajowy. Moż-
na by napisać całe studium
o warsmwskich .kawiarniach.
Jak
widzq
Ił u r s z a 'I) t:
Pan KUR'!' OLIVIER. korespondent Agencji Prasowej ADN z NRD.
przebywa w Polsce juli dwa I pół roku, !'lle jest to zresztą jego
pierwszy pobyt w naszym krnju. Popr7.ednlo PI·zyjeż.dzał do Polski
w latach 1955 i 1958. nawiązał wlele cennych kentaktów. które mu
ułatwiły prace: korespondenta. Przy tym jego znajomość naszych
spraw nie ogranicza się tylko do Warszawy, Rokrocznie p, Olivier
przejeżdża 20 tysięcy lctlometrów po Polsce swoim wozem. Zna więc
nasz kraj dokładnie, rozumie jego proctematykę. pojmuje doskonale
wszelkie zagadnienia. w tym także i1.ło:!;one zagadnienia stosunku Po­
takow do Niemiec, Dodajmy. że p. Olivier pochografii, mających
przedstaWiĆ czytelllikowl w serii ,.Lu­
dzie żywi" wybitne osobistości róż­
nych krajów i epok. W myśl tego za-
mysłu portr"ety te, nie mające nic wspól­
nego z fikcją powieściową, utkane są z naj­
bm'dziej autentycznych matel'iałów: doku­
mentów, pamiętników, listów, relacji wspól­
czesnych, własnych wypowiedzi portretowa­
nych zbiorach lub wydane w książkach dla
że materiały ,,schowane często w archiwal­
nych zbiorach lub wydane w książkach dla
specjalistów -. mogą być lekturą barwną,
zajmującą, a smak i atmosfe.rę historii od­
dają w sposób jedyny i niepowtarzalny".
W przygotowaniu znajdują się tedy por­
trety Mickiewicza, Orzeszkowej, Sadyka Pa­
szy - Czajkowskiego, BYl'Ona i Mozarta. Po
"Słowackim" Pawła H-ertza (omawiano już
tę książkę na tym miejscu) ukazały się obec­
nie Stanisława STRUMPH WOJTKIEWI­
CZA "Burzliwe dzieje T. T. Jeża".
Autora portretu Teodora Tomasza Jeża
(Zygmunta Miłkowskiego) nie można bylo wy­
bl'ać lepiej. Stanisław Strumph Wojtkiewicz
czuje się swobodnie wśród zawiłych proble­
mów polskich zeszlego stulecia, jest auto­
rem sz.ei'pgu monografii z tych czasów (Trau­
gutt, Siel'akowski, Szwarce, generał komuny
Wróblewski), umie w .materialach archiwal-
,
jechać właśnie tak. niECO po ry­
zykancku.
- Są też oczywiście wady po­
ważniejsze. które, cudzoziemiec
łatwo zauważa. A jeśJii jest przy­
jacielem Polski - zżyma slę.
Na przykład stosunek Warszawa
- kraj i kraj Warszawa.
Znam te sprawy dobrze, Kraj
kocha i zna swoją stolicę. War­
szawa na ogół nlie zna kraju.
jego problemów. osiągnięć. Nie
dnteresuje się tym, uważa, że
będąc stolicą nie mtJsi zajmować
się resztą kraju, Nawet dzienni­
karze warszawscy mało znają
Polskę, nie zawsze umieją po­
wiedzlec. co się d2lieje w tzw.
terenie. A dzieje się tak wiele.
- Dam panu charakterystycz­
ny przykład, który nie przestaje
mnie drażnić. Chodzi mi o wyda­
ny przez AG POL interesujący i
fachowo bardzo dobry przewod­
nik po Polsce, ten polski "Bae­
dek er", Otóż opisując. na użytek
turysty. przeważnie zagraniczne­
go, poszczególne miasta i miej­
scowoSci kraju. wydawnictwo te
ogranicza się do opisu historycz­
nego, ideowo obojętnego. Taki
przewodnik mógłby się ukazać
w każdym kraju. Zupełnie pomi­
nięto w ni'm to wszystko, co się
w Polsce stało w czasie powojen­
nego 16-lecia, co zbudowano, co
się będzie budować, co się zmie­
niło. To chyba jakiś wielki błąd.
Nie chodzi mi przy tym o wul­
gamą propagandę. Przeciwnie,
o
•
JEZU
MILKOWSKIM
nych dokopać' się wielu hiespodzianek hi­
Jitorycznych i obyczajowych, umie je wresz­
cie .podać czytelnikowi w" fOl"mie interesu­
jącej.
Bohaterów swych kocha Strumph często
do przesady. Jeża uważa za" pisarza świet­
nego, żołnierza bez skazy (to prawda), dzia­
łacza, �tóry idei odzyskania przez Polskę
ni�podległości poświęcił się tak całkowicie
"jak może nikt przed nim" ,
Ocena to mo:łe zbyt wysoka, ależ bo po­
stać Jeża zasluguje na serdeczną pamięć,
działalność - na kartę w historii, część
j-ego twórczości - na przypomnienie. Jego
życie objęło niemal cale stulec:e, Byl już
na świecie - przypcmina autol" - w czasie
rewolucji listopadow.ej, stał "Się czynnym
uczestnikiem Wiosny Ludów i powstania
styczniOWEgo, do<.ozekał wieku przemian i
wojen, wrt!Śzde - wybuchu pierwszej wojny
światowej, która przyniosła Polsce nh�pod­
ległość.
W swej historii literatury polskiej mówi
o nim AI�ksander Bruckner, że nie zaznał
.nigdy żadnego chwiania i wahania się; wy­
kuty był Jeż z jednej bryły, pisma swe i
poglądy własnym życiem pieczętował, żydem
ciekawszym ni·eraz, więcej awanturniczym
i poświęcenia pełnym niż u bohaterów jego
powieści. '
Takiego właśnie Jeża ukazuj.e nRm
Strumph Wojtkiewicz. Pierwsze słowa jego
książki bl'zmią: .. Dziwne życie! Bogate a
biedne, pełne zastugi i goryczy, bardzo pol­
skie przede wszystkim. I - jak z powieści".
chodzi mi o obiektywną relacje
na użytek każdego turysty, ale
relację kompletną i przez to po­
kazującą współczesne osiągnięcia
Pojski SO<.'jalistycznej,
Czy jako Niemiec zaobserwował
pan coś istotnego z punktu wi­
dzenia stosunków miedzy naszy­
mi narodami?
- Tak, Warszawa pod tym
względem jest specjalnie czułym
sejsmografem nastrojów. Rozu­
miem doskonale nieufność i lęk
Polaków wobec .Niemców. Ostat­
nie posunięcia w NRF nie mo­
gły nie wpłynąć na pogłębienie
tych nastrojów. Oczywiście w ta­
kiej sytuacji ludzie nie zawsze
odróżniają Niemca � NRD i NRF.
To także zrozumiałe. A jednak
widzi się i' w tej dziedzinie po­
wolny, ale powszechny proces
przemian, To, co mnie specjal­
nie uderza i wzrusza, to coraz
powszechniejsze zrozumienie ro­
J i NRD, zrozumienie, że jest ona
barierą dla odwetowców z Nie­
miec zachodnich. To niewątpli­
wie proces rozumny, Ale na
gruncie rozumu wyrastają w
końcu i więzy uczuciowe; po­
wiedziałbym w skrócie - takie
więzy, które pozwolą warszaw.a­
kom uwierzyć. że tragedia ich
miasta. zniszczonego przez hitle­
rowców. będzie już na zawsze
tragedią i dla uczciwych Niem­
cow, dla tych młodych pokoleń,
które staramy się wychować w
naszej Republice, a sukcesy
Warszawy stają się naszymi.
Czy ma van jakieś 1'upelnie pry­
t"atne t"spomnienia z Warsza­
W1l?
- Byłoby zbyt banalne, gdybym
mówił o urodzie i szyku waszych
kobiet, To naprawdę ,.pm'yżanki
p?łnocy", tyle, że chyba głębsze.
Ciekawsze w swoim ul'Qku. Ale
mam jedno wspomnienie nieza'
pomniane: tutaj, w ·Wm'szawie
nauczyłem się prowadz:ć samo·
chód i dzisiaj jestem wpl'awnym
kiero',"cą.
KAZIMIERZ DĘBNIC KI
Snuje się tedy przed nami bm'wna opo­
WICSC o człowieku prz.emierzającym świat z
krańca na kl'8niec, opowieść - gdyby nie
fakty i uwiel'zytelnione dokumenty - mogą­
ca uchodzić za lit-eracką f.ikcję. A że życie
przynosi niespodzianki zdumiewające- - tego
dowcdem fragment oz żołnierki Jeża w pO­
wstaniu 1863 roku.
Obarczono go mianowicie trudnym zada­
niem pl'zeprowadzenia sil polskich :a. emigra­
cji poprzez terytoria obce na teren ziem
polskich. Jeż formuje tedy silny oddział
w Turcji, pI'zemiel'za z nim, jako dowódca,
Rumunię i - zaledwie dwanaście kilometróW
od granicy l'Qsyjskiej - stacza poważną i
zwycięską bitwę z pl'7:ewa:lającymi liczbą i
uzbl'Ojeniem wojskami rumuńskimi. D.roga dO
Polski staje prawie otworem. Pl'8wie - bO""
wiem tylko z przyczyn bl'aku podwód nie
os�gnięto ostateczni.e celu.
Zył Jeż i umierał dla sprawy polskiej,
"Mając na myśli młodzież polską zwłaszcZa
_ pisał w swym testame(1cie - wypowiada O'
i zaznaczam najważniejszy mój przekaz te­
stamentarny: wiarę w Polskę i nieprzerY­
walność w pracy dla odrodzenia jej".
Książka Stanisława Strumph Wojtkiewicza
pełni swe zadanie przewodnika po życiu i, w pe­
wnym stopniu, twórczości Jeźa-Miłkowskiego.
stopniu, twórczoŚci Jeża - Milkowskiego,
Pisał ją świetny stylista i rzetelny znaWC'J
przedmiotu. Powstała więc rzecz, obok któ­
rej nie można przejŚĆ obojętnie. p()l'yw�
ciekawi, inbj'guje �d pierwszej do ostatniej
strony. słowem, lt:ktura tyleż poży· 'ł., cO
sensacyj nu.
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_17.djvu

			nFLUR DA
Bierze błyskawicznie
Otrzymać piękne kwia­
ty w poniedziałek rano,
to dobra wróżba na ca­
ły tydzień - stwierdzi­
ła pierwsza klientka p,
Krystyna R. po otrzy­
maniu wiązanki kwia­
tów od kierownika no­
wo otwartego punktu
superekspresowego pra­
nia garderoby Miejskich
Pralni i Farbiarni przy
ul. Braekie] 11 (obok
pawilonu "Chemia").
....
.• 1
-�I
anie trwa tu tylko godzinę' Można więc przyjść w po­
lamionym ubraniu, zdjąć je, zaczekać chwilę i wyjść
jak w nowym: wypranym i uprasowanym. Dobra kawa,
którą gościnnie częstuje się tu wszystkich klientów, twarze­
We .,fh·mowe" szlafroki, miły nastrój w poczekalni - i -jedna
godzina, którą spędzają czekający na garderobę klienci,
mija niepostrzeżenie.
emwnikowi punktu
. Yczymy miłych klien­
tów, a klientom powodu
do zadowolenia z pracy tej
Placówki. aby mogli wy­
chodZić stąd zawsze u­
śr.niechnięci tak, jak to ro­
bi p. Basia.
.0 najważniejszy 0-
iekt: "Floryda" czyli
włoska maszyna do pra­
nia garderoby; pierwsza
w l\IPiF, trzecia w W8I'­
szawie. W ciągu 50 mi­
nut pierze 12,5 kg odzie­
ży. Opłata za pranie
błvskawiezne _. 100 proc,
wyższa niż normalnie;
zwykły ekspres (3 dni)
50 proc, drożej,
Do 1965 roku MPiF
planują uruchomienie 5
dalszych superekspreso­
wych punktów
Zakład MPiF
ul. Brackiej 11
jest od godziny
przy
czynny
9do 17,
WSródmłeściu coraz
wytworniejsze �klł.'­
py I ,,salony", na nle­
dalekim zaś Mokotowie
po zamknięciu. a wła­
ściwie zburzeniu, skle­
pu MPiF' IJrzyJmująee­
go bicliznę do prania.
wozi się Ją do et'ntrum
miasta. CIężkit' paczki
z bielizną •• którą pierze
się o wiele cześeiej niż
odzież. przewożont' za­
�wyczaj przept!ln;onyml
.,.�""ajami są prz)'tnł'n
n" wielu derpkleh u­
Wlłl, • Jlaweł zbioro­
wych pt'ł)'cJI do DRN
Mokotów, która powin­
na wreszcie i Jak naJ­
szybciej prz)'dzlelil na
'en eeł lokal.
---
SKLEP
KOMBINAT
Ostatnio WSS Sródmieście,
w trosce o klientów swej dziel­
nicy. otworzyła nowoczesny
sklep-kombinat, w którym można
zaopatrzyć się we wszystkie- po­
trzebne artykuły przemysłowe.
Jednym słowem zrealizowała ta­
kże popularne hasło: tysiąc i je­
den drobiazgów.
Sklep WSS otwarty został na
bazarze "Koszyki" przy ul. Ko­
szykowej i wyposażony jest w
następujące działy:
l. Galanteria metalowa,
(kłódki, okucia, narzędzia,
gwoździe Itp.),
2. Chemia gospodarcza.
3. Tworzywa sztuczne,
4. Przybory szewskie,
5. Galanteria skórzana,
6. Artykuły gospodarstwa do-
mowego,
(garnki. łyżki, noże, widel­
ce itp.),
'7. Porcelana, szkło.
8. Zmechanizowany sprzęt
gospodarstwa domowego,
9. Artykuły elektrotechniczne.
10. Artykuły szczotkarskie,
11. Artykuły sportowe.
Wszystkie działy obsługiwane
są przez miły i sympatyczny per­
sonel o wysokich kwalifikacjach
•
zawodowych.
Sklep otwarty jest
od godziny 9 do 19.
.;
PRECl'Zl' NE
Związek Radziecki zajmuje już II
miejsce (po Szwajcarii) w świato­
wym eksporcie zegarków. Sławne
firmy .. Longines", .. Omega", .. Doxa"
i inne mają obecnie bardzo poważ­
nego konkUl'enta na rynkach całe­
go świata. A przecież imponujące
osiągnięcia mdzieckie nie są jesz­
cze ostatnim słowem jego przemy­
słu pl·ecyzyjnego.
Jak wiadomo - między innymi
miel'nikiem klasy zegal'ka na I'ękę
jest jego gl"UboŚć. Radzieckie zegal'­
ki szczytowej klasy nie przekracza­
ją grubości 2,5 mm. Jest ich wiele
typów, w estetycznej obudowie.
Najnowsze mają wbudowane auto­
matyczne kalendarze. Dużym powo­
dzeniem cieszą się takte radzieckie
Iwdziki na rękę, które mają me­
Chafli'ł;/Rf o bardzo małych v:ymia­
rach. Op.·ÓCIIl łe�o, �e ni� �1'zebEl idl
nakl'ęcać, od1:""C!Ułl� się fQwnie1
więloma innymi zaletami.
Do ostatnich nowości, jakie uka­
zały się takte w nlls�ych sklepach
Jl.!ł .!izcze�ólną uwagę zasługują
,
Dane MłIW. Wydz lIandlu Stoi. Ra­
dy Narodowej i PUR •• Reklama",
WITAMINY
n" co dzień
�odziennle nabywamy owoce I śwle:l:e
warzywa. produkty nleznędne w na­
szym gospodarstwie. Docierają one do
sklepów za pośrednictwem Stołecznego
Przedsiębiorstwa Handlu Warzywami
I Owocami. które zaopatruje mieszkań­
ców Warszawy we wszystkie asorty­
menty warzyw I owoców. SPHWiO
w dużej mierze pokrywa zapotrzebowa­
nie stolicy, a nadwyii:ki warzyw I owo­
ców kieruje z te m, woj. warszaw­
skiego do wojewłrdzt deficytowych
w te produkty. .
W bieżącym r u SpHWiO posta­
wiło sobie za ce "als· _ zwiększenie
spożycia tych ..vitam·,owych pro­
duktów. W s' lepach "jawiły się
JUZ nowe pr '" ry warzywniczo­
-owocowe, odznacza'ące się wysoki­
mi walorami smakc wyn i i odżyw­
czymi. M. in. o:.: JWOCl.we bez do
datków kons rwujących. LZW 'ekta­
ry pitne. Wrrowadzono :lwnież do
sprzedaży paktyczne kr.stkl kom­
potowe z owe 'ów Ieśnye l ' ogrodo
wych. Z jednt:j---kost; łatwr-sp
sób można w ciągu 10 ,minut przy
rządzić 4 szklanki .vyiimienite O
kompotu.
Wychodząc naprzeciw życ-eniom
swoich klien�ow SP WiO będ'
w dalszym ciągu •• oder teowało
sieć swoicł, placćwek hand deta­
licznego I·C •• j-to l. II) sprze­
daży samoobsłu 'OWLj. b __ .. :.e
przedsiębiorstwo 'siadł 36 nowo­
czesnych sklepów sam lubsług"lwych.
a liczba icb,.ciąg· _ się'" zwiększa.
Szczególnie rł,woczesny i dobrze
zaopatrzony s lep znajdu'e s'ę przy
ul. Solnej 6.
Warto także �uż a�nali' ować,
iż SPHWiO przygotowuje \'EL'
nowoczesny kiermasz wiosenny w
Warszawie. W centrum Warszawy
odbywać się będzie 15 klermaszy,
AK SPUTNIKI
tak ze względu na wysoką jakość,
jak i przystępną cenę - zegarki:
"POLOT" z wmontowanym auto­
matycznym kalendal'zem, w es'e­
tycznej obudowie, na 17 kamieniach
- w cenie 750 Zł, "SYGNAL" - naj­
nowszy budzik o wymiarach zegar-
. ka na rękę, przydatny bm'dzo
w podróży, na 18 kamieniach -
w cenie 800 zł; "RODINA" - ze­
garek dla wszystkich roztargnio­
nych. którego automatyczny mecha­
nizm osadzony na 22 kamieniach
uwalnia od konieczności nakręcania
i wskazuje zawsze' bardzo dokładny
czas - w cenie 1100 zł.
Wszystkie te zegarki, posiadające
roczną gwarancję, można nabyć \V
s�lepach .. Jubilera"
.){�.�:
.. �;.:::.-
...
Ol.
/
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_18.djvu

			JULIUSZ W. GOMUlICKI
,
SIEDEM WIEKOW WARSZAWY
(37)
II. Dziesięć lal odbu�o""y (1&59 - 1&&9)
2
Tragikomiczna przygoda fran­
cuskich aktorów udokumentowa­
la nie tylko prawie dziecięcą na-,
iwność drobnej szlachty ówczes­
nej, ale również, pośrednio, ubó­
stwo życia teatralnego siedemna­
stowiecznej Warszawy, nie umie­
jącej, jak widać. dostarczyć swo­
im licznym gościom dostatecznie
częstych i dostatecznie realisty­
cznych widowisk.
Inaczej bywało oczywiście na
Zamku, gdzie kontynuowano da­
wne przedstawienia teatralne,
spopularyzowane wśród całego
dworu dzięki upodobaniom nie­
boszczyka króla Władysława. a
teraz popierane z kolei przez
Marię Ludwikę oraz jej fraucy­
mer. Najwspanialsze takie przed­
stawienie przypadło podczas sej­
mu warszawskiego w r. 1661,
kiedy to na scenę zamkową
wprowadzono ,.Cyda. abo Rode­
ryka", sławną w całej Europie
.,komedyję hiszpańską" pióra
Piotra Corneille'a, którą na ję­
zyk polski przetłumaczył Jan
Andrzej Morsztyn. mianowany
poprzedniego roku podskarbim
wielkim koronnym.
Ta sama wiosna 1661 r. spro­
wadziła do Warszawy Jana
Aleksandra Gorczyna, heraldy­
ka, muzyka, sztycharza i gazecia­
rza krakowskiego. który zaczął
tutaj wydawać, począwszy od 14
maja, pierwsze polskie - no i
pierwsze warszawskie - czasopi­
sno informacyjno-polityczne, na­
zwane ówczesną modą .. Merku­
riusz Polski Ordynaryjny", a po­
czątkowo - od stycznia do ma­
ja - ogłaszane i datowane w
Krakowie. Pismo Gorczyna wy­
chodziło co prawda bardzo krót­
ko, bo zaledwie przez parę mie-
sięcy, już ten sam fakt jednak,
że ze starożytnego i formalnie
"stołecznego" Krakowa przenie­
siono je do Warszawy, wyraźnie
świadczył o ciągle powiększają­
cej się powadze młodszego mia­
sta. przejmującego kolejno nie
tylko polityczne i gospodarcze.
ale i ogólnokulturalne funkcje
ucichającej powoli .,stolicy".
Odbijało się to zresztą i w sa­
mej tytulaturze Warszawy, któ­
rej coraz częściej udzielano, za­
pominając o uroszczeniach Kra­
kowa (mającego za sobą powagę
prawa publicznego), dostojnego
miana .. stołecznego miasta" Rze­
czypospolitej.
Najlepszym przykładem takiej
praktyki był uniwersał .Jana Kazi­
mierza z 3 maja 1658 r., w którym
monarcha zajął się sprawą war­
szawskich fortyfikacyj. dobitnie
podkreślając. że • .a- podania w ręce
nłeprzyjacielskie stołecznego miasta
naszego Warszawy nie tyłko dysho­
nOT wielki. ale też i niebezpieczeń­
stwo na wszy\StJUe .mne pau'lstw
naszych ściągo się prowincje i mia­
sta".
Jakże charakterystyczny jest ów
"dyshonor". ściśle powi'lzany nie ty­
le z Warszawą-miastem. ile z War­
szawą-rezydencjI! królewską. w któ­
rej znajdowały się dwa ulubione
mieszkania obojga królestwa: Zamek
oraz pałac Kazimierzowski. Taki
sam "dyshonor" odczuwała w swo­
im czasie Maria Ludwika. która w
llpcu 1656 r., w czasie strasznej bi­
twy na brzcpu pl"agkim, zeszta na
oszańcowany wzgórek nad samą Wi­
słą, usiadła tam na bębnie. okryta
tatarską opończą. i bacznie obser­
wowata przebieg walki. patraąe "jak
gdyby z Chaillot na rćwninę Gre­
nelie". Gdy zaś następnego dnia
trzeba było uciekać re stolicy. na­
pisała do pani de Choisy gwałtOW­
ny list. narzekając na wojsko pol­
skie i Ubolewając nad utratą War­
szawy,
"WyJechałam z Warszawy W ta­
kiej pasji - wyraziła się w tym 11-
ście - że i wyrazić nie potrafię'"
Jaklekolwl*'k były uesrŁtą islotnf"
powody owej królewskiej "pasji",
N·XX IX. :lI,'
M-E-R--="K�V svv S Z -POL, S KI
ORDYNARYJNY·
Cd dnia 14. do..l.o. Maia, .66 L'
Z�itJ-']dUJ�. JJLrt;;, 16�1.
'���2�� ł)mor ,,4fJl �eb, mo,,,,
.... .l'IJl'Vm � \l?focb" "'i"trlcinbu fp
f"OJItt1U,�m., f .... ' mogły tu b,c t:4ł pr.
eOl pofłM Ordinans ad �n�ralifs'
mum� cib, robot. ll'OUłlnel Vr3ec:iw
P��8AIirtI5t'tmi co nJ4I WOJ�'
m15aqc)ł. .
RefoJutum ub'f oboJ fłdnowił w E-
i�"��Sł,""�Dif Hremadurze � a pitrw8, imPet "c;,
Af,oJceJ, y �oura (f� eo �4 .
- .' Z/PtirJz:.thD:p 20 MaiJ. 1661.·
M AJc:Ratt!l' .• �tlmu łtó..., tu urAj obp�a1,\)nitl alCtet'Unt
Pofło�lt�atar(H ,m�(liew�,. piertOfł, 7 Maj mia.ł ci
,en''fell na ł!tore, OpotOie"jiał fłau�nośł pl'3,Uijni panci
wego: � je �"fłd� iefł o" niego ""S3tnt'ye, w.(egci,y,., pc
tOne., • J)ru6'3, n��ilJtl'3'w bjitń tliel)Jieln, prj,pufc3eni by'
l' � "ub,t,,�tTI łtor3, 3 p�rorel" nit3tO,Ćj�,nel obferuantia
ci roland p4i�a�'1 "ofamt, jienńt �cltm bii4'Il)r"m�t
� , 4C3ara fwoitgo 2\rolowi J.m. Oł)b"",ali. lr#ilłła Su
, � �cb mow, 8,łci/ �t €34r i.,�� ,o�ie ab, tlI l.\rttO 4t�l3t
ł3C;1Anł'tA l'aIt., nit r03lttOała/ (lłonnośt fwou �" {!:r�ft.a!o
miala ona pozytywne znaczenie dla
Warszawy. która i zaraz po uwol­
nieniu. i w latach następnych. od­
niosła wiele korzyści dzięki takie­
mu właśnie. a nie innemu. nasta­
wieniu obojga ;iQróllestwa.
Trwało to niestety niezbyt długo,
już bowiem w r. 1667 umarła Marla
Ludwika. a w rok pófniej złożył ko­
ronę .Jan Kazimierz. śmiertelnie
znużony wieloletnią wojną domową,
a nie mający jut u boku ambitnej
małżonki. która by r.achęciła go mo­
że do d&i1szej wałki z możnowładz­
twem.
Nastąpiły wtedy (1668) dla War­
szawy trzy sejmy nadzwyczajne:
pierwszy zimą, drugi latem (abdy­
kacyjny). trzeci późną JesIenią (kon­
wokacyjny). a nową elekcję nazna­
czono na początek maja następnego
roku, Jako na pierwsze ciepłe dnie
umOŻliWiające rozbicie pod Warsza­
wą zwyczajnych obozów szlachec­
kich. a przede wszystkim tradycyJ­
nej "szopy" elekcyjnej.
Nadszedł wreszcie i ów wio­
senny sejm 1669 r .. już dziesiąty
sejm w odbudowywanej od tyluż
lat Warszawie, która na nowo
zaroiła się od tłumów .szlachec­
kich, dworów magnackich i
strojnych orszaków cudzoziem­
skich. towarzyszących do War­
szawy poselstwom zagranicznym.
wysłanym nad Wisłę przez ów­
czesnych kandydatów do korony
polskiej '- książąt: Filipa Wilhel­
ma Neuburskiego, Karola Lota­
ryńskiego oraz Wielkiego Konde­
usza. Temu właśnie obfitemu na­
płYWOWi cudzoziemców zawdzię­
czała również Warszawa opubli­
kowanie pierwszego obcojęzycz­
nego przewodnika po swoim te­
rytorium: .. Varsavia et suo ter­
ritorio" (1669). napisanego po
włosku przez niejakiego Fran­
ciszka Colfignona. a ogłoszonego
w Rzymie na użytek zaintereso­
wanych cudzoziemców.
Każda elekcja była doskonałą
okazją do rozmaitych zabaw.
uroczystości i wesołych biesiad,
a także do czynienia zakupów i
do nawiązywania nowych sto­
sunków ("jako to przy Warsza­
wie - pisał ówczesny pamiętni­
karz - prędko dostanie kompa­
nijej i znajomości"), to wszystko
zaś było z kolei okazją do og­
romnych zarobków dla stołecz­
nych kupców. rzemieślników.
oberżystów. lichwiarzy i służby
najemnej, która wynajmowała
się na usługi co zamożniejszych
przybyszów. Nie inaczej było
oczywiście i w r. 1669. gdy pola
podwarszawskie okryły się - jak
obliC7.ano olbrzymią masą
90000 szlachty oraz co najmniej
dwukrotnie większą ilością pa­
chołków. woźniców oraz wszel­
kiego rodzaju ciurów obozowych.
Miasto liczyło wtedy i miało
prawo liczyć na niemałe korzy­
ści materialne. doczekało się zaś
- podobnie jak w r. 1607
straszliwej klęski. Tym sroższej.
że niespodziewanej.
Zródłem owej klęski stał �ię
groźny pożar na Starym Mieście.
który wybuchł 9 czerwca. w sam
dzień Zielonych Świątek; przy­
czyną pożaru - zbrojne kłótnie
szlachty litewskiej. która poczu­
biła się między sobą o kwatery
sejmowe. wywołując najpierw
strzelaninę. później tumult. ogar­
niający prawie cale Stare Mia­
sto i ściągający na ulice czyha­
jących na taką sposobnoŚĆ awan­
turników i amatorów cudzego
mienia, nareszcie pożar. mający
posłużyć jako wygodna osłona
rabunku.
Ofiarą pożaru, który łatwo za­
prószono. ale którego nie umiano
później opanować, padły nie tyl­
ko kramy kupieckie. ale i do­
mostwa spokojnych mieszczan
staromiejskich. Ogień szalał po­
dobno przez całą noc i wypalił
około 120 posesyj, prawie dosz­
ezętnie niszcząc Piekarską. Du­
naj oraz położony pomiędzy ni­
mi . o�cinek Piwnej, a także po­
wazme naruszając ulicę Długą.
Prócz ofiar w budynkach i ru­
chomościach znalazły się I ofia­
ry w ludziach: sześciu czy sie­
dmiu awanturnikow padło od
kul. przeszło dwadzieścia osób
poniosło śmierć od ognia 1 żela­
za. Spaliło się również mnóstwo
koni. których nie zdążono wy­
prowadzlć ze stajen.
Straty były ogromne, a tym
dotkliwsze. że poniosło je miasto
świeżo odbudowane po niedaw­
nych klęskach wojennych. i to
poniosło nie z rąk nieprzyjaciół
ojczyzny. ale z rąk własnych
gości. których tak nieopatrznie
podejmowało.
Nic też dziwnego. że cała War­
szawa rozbrzmiała w następstwie
skargami i złorzeczeniami. skie­
rowanymi przeciwko szlachcie i
przeciwko Litwinom.
. Niektóre z tych złorzeczeń ob­
lekły się nawet w szatę wier­
sza, jak np. następujące. przyto­
czone przez Wespazjana Ko­
chowskiego:
Kif"dy poźoga wszczęła się
w Wars,awle.
Płomłf"Rle w darze LII win jej
pr=ynosłl;
Załobq, krZYWdq, morderstwem,
kradzieźq,
GwaUem. nieładem LiIwin się
odznaczył! ...
Elekcja skończvła się wybo­
rem króla-Piasta, Michała Kory­
buta Wiśniowieckiego. ten wybór
jednak niewiele już właściwie
obszedł mieszczan warszawskich,
Pożoga Starego Miasta. a obok
niej bezkarne hulanki i rabun­
ki podpiłej szlachty. nic sobie
nie robiącej ani z· praw miej­
skich. ani z. władzy marszałkow­
skiej. wyr-aźnie im uświadomiły
własną słabość w ramach UStl'O­
jowych Rzeczypospolitej.
Spaleni. zniszczeni. zlupieni
wyclenczeni kontrybucjami i
przymusowymi "podal'unkami",
coraz żałośniej patrzyli teraz na
swoją ukochaną Warszawę. która
stale rosła. ale rosła nie dla
nich lUZ. tylko dla szlachty.
przede wszystkim zaś dla ma­
gnatów, którzy wcisnęli się w
głąb terytorium warszawskiego
klinami swoich jurydyk, a teraz
wysysali z niego soki żywotne,
całkowicie zresztą obojętni na
istotne potrzeby tego coraz roz-
leglejszego i coraz bardziej
skomplikowanego organizmu.
Można też śmiało powiedzieć.
że razem z rokiem 1669 kończy­
ła się w jakiś sposób i dawna
Warszawa Mieszczańska. ustępu­
jąc teraz miejsca. i to na długie
lata, Warszawie Magnackiej­
Warszawie coraz bardziej pogłę­
biających się przeciwieństw sp	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_19.djvu

			JOACHIMOWI LELE W ELOWI
w
stulecie zgonu
�a. PClrtrecie malowanym ok. 1860 r. przez
�uhe van Eycken - Joachim Lelewel ma
/5 I�l; jest to pochylony wiekiem starzec
w Pielgrzymiej szacie, o oczach jakby ob­
c�·c.h już temu światu. W roku następnym,
clęzko chory. uwieziony prawie siłą ze swej
bl·l:lksE.I�kiej samotni dnia 26 maja, w trzy
d.OJ pozniej kończy życie. Portret znajduje
Się w Muzeum Historycznym na Wystawie
.. L e. I e w e I - w s t u I e c i e z g o n u" zor­
wmzowanej przez Muzeum oraz Bibliotekę
arodo""ą ·i Uniwersytecką w Warszawie
.. ,CElem naszym - mówi autorka scena­
nusza Wystawy - Helena HLEB-KOSZAŃ­
SKA - jest ukazanie wszechstronnej syl­
�etki Lelewela, jako twórcy nowej szkoly
historycznej, teoretyka historfografii, wycho­
�awcy młodzieży, autora prac numizma­
Ycznych i prac z dziedziny geografii histo­
[Yc�nej. Niestety, nie mogliśmy zaprezento-
wae wszystkich eksponatów: dla ponad 1/3
zebranych materiałów zabraklo tu już miej­
SCa. Te. które "ostały" się, zgrupowaliśmy
w 5 działach: ,.W kraju", .,Na emigracji _
ucZ?ny - demokrata", "Dorobek naukowy",
.. Wiedza o Letewetu'', "Lelewel w literatu­
tze Pięknej".
.. Nie był typem historyka gabinetowego"
- POWiedzialonim na otwarciu wystawy
rrof., .Tadeusz KOTARBIŃSKI. Jego dzia­
dalnosc �olityczna przed powstaniem listopa-
�Wym I. na emigracji, jego publicystyka na­
�. owa, Jego nowatorskie ujmowanie dzie­
JOw. narodu w ramach przyczyn i skutków
- J€St POtwierdzeniem tych słów.
i z gablot i tablic, ze ścian, gdzie wiszą portrety
LĘ�brazy, wynurzają się dz.Ieje tycia wielkiego
I ,,:wela. Oto fotQgrnfie matki: Ewy z Szeluttów
& Ojca robione z portrecików rysowanych przez
Cl�naJ' cto autograf młodego .Joachima wyprowa­
I ący geneaJogię rodu Lelewelów z ,.Lelewe­
� - LWI� Skoku" na czelE\, oto fotografia
gl u w sercu Starego Miasta. przy ulicy Dłu­
�J 4, gdzie się urodził i gdzie później mlesz­
Wf"2.eśw Okresie od 1824 - do 1831. kiedy to we
w nlu Pl'ZeZ zakroczym, Plock j Włocławek:
Oj�Ył na tułaczkę i rozstał się na zawsze z
-..,.zną.
... Lata uniwersyteckie w Wilnie: 1804-1808
r WYmieńmy część jego ówczesnych zain­
eresowań: ..... uczęszcza na wykłady historii
�wszechnej, prawa, matematyki, geografii.
��a francuskiego, historii naturalnej, geo­
Elfafll, �reki, archeologii, fizyki, rysunków,
�k�m()lmi politycznej, chemii...... Te wiłeń-
.Ie lata - tOo równocześnie wydanie jego
�lerwsZYCh prac drukowanych, eksponOowa­
Ych w piel"'Wodl'Ukach na WystaWie. 1810
rOk zastaje mlodego badacza w "Biurze Mi-
nisterium Spraw Wewnętrznych", co wzbu­
dza w nim. jak pisze, "wstręt i obrzydzę­
nie". Na szczęście, ,.z wiosną 1813 1'. (przy­
chodzi) nadzwyczajny pociąg do trudu umy­
słowego", Powstaje 700-stronicowa "Histol'ia
polska do końca panowania Stefana Bato­
rego" i inne pomniejsze pisma. W 1815 r.
zostaje przyjęty na członka przybranego To­
warzystwa Przyjaciół Nauk. Wystawowa
odbitka starego dokumentu mówi:
.. .Ja .Joachim Lelewel przyjmuję z Wdzięcznością
tytuł członka Przybranego Towarzystwa KI"Olew­
ski ego WarszaWSkiego PrzyjaciÓł Nauk ( ... 1. Dan
w Warszawie dnia 30 m-CR stycznia roku 181:;".
W klika miesięcy póżnlej Wilno wita go Jako
zastępcę profesora historii. W ciągu trzechletniego
tam pobytu wydaje kilka prac historycznych wzbo­
gaconych mapami własnego sztychu. A potem
znów rodzinne miasto: Warszawa. I nowa trzech­
latka: 1818-1821. Poprzez szkło gabloty Odczytuje­
my słowa rękopisu: Księga protokołów Rady Ogól­
nej Uniwersytetu warszawskiego: ( ... ) z powodu
podania się P. Mosieckłego na Bibliotekarza Bi­
ł:lioteki Publicznej - zdecydowała Rada Ogólna
proponować ( ... ) P. .Joachimowi Lelewel na zast.
profesora Bibliografii. zast. Bibliotekarza Uniwer.
Król. War. jako posiadającego do tych obowiąz­
ków stcsowne wiadomości. ..
Plonem benedyktynskiej tam pracy stało się
•. Bibllograflcznych ksiąg dwoje" - przewodnik po
labiryncie polskfch Inkunabułów ł starych drukowo
..... Nie pierwszy raz przemawiać mi przychodzi"­
tak rozpoczyna swą mowę Lelewel jako proresor
katedry historii powszechnej na Uniwersytecie Wi_
leńskim w dniu 911 - 1822 r.
Adam Mickiewicz z tej .. okoliczności" tworzy
wiersz. zaczynający się od słow:
O. długo modłom naszym będqcll na celu.
Znowuż do nas koronny znldzlesz
L el e w e l ul
l znowu cię cbstqplq pobratllmcze tłumy.
AbllS naprawlal serca. Objaśniał rozumy.
..... Za postępowe poglądy i kontakty z
Tew. Filometów usunięty z Uniwersytetu
WiJt-ń!>kiego", wraca w 1824 1'. do ojcow­
skiej kamieniczki przy "ul. Długiej Nr 540",
gdzie oddaje .,cały czas naukowej pracy, po­
szukiwaniom, piśmiennictwu". Tu powstają
.. DziejE Polski potocznym sposobem opowie­
dziane" - jego pierwsza synteza dziejowa.
Ze zgromadzooych na Wystawie pism i do­
kumentów rysuje się obraz lat 1830-3L
Lelewel jako zastępca min. oświecenia pu­
blicznego, jako członek Rządu Narodowego,
prezes radykalnego Tow. PatriQtycznego.
... Z sali dzialu I do działu II zatytulo­
wanego .. Na emigracji - uczony-demokrata"
prowadzi napis: ,.Tułaczym szlakiem". 00-·
kumentyobrazują POpowstaniową tułaczkę
pierwszą: z kraju do Francji w 1831 r.,
jego gościnę u La Fayette'a w Lagrange i
pieszą tułaczkę drugą: z Francji do Belgii
JGac:him Lelewel - maI. Julie van Eycken
(okOło 1860 r.).
w dwa lata później w niebieskiej robotni­
czej bluzie. ( .. Żem się ustroił w bluzę nie­
bieską nie haftowaną (, .. ). W głębokiej po­
steoowaltśmy : cichości do bulwarów, do ro­
gatek, w pole, gdzie pożegnanie. Vive la Po­
logne, uścisk z bliskimi i dałej").
Dwuletni pobyt we Francji i 30-letni w
Belgii - to ożywiona jego dzialalność poli­
tyczna (Komitet Narodowy Polski, próby w
latach 1832-33 zwołania sejmu na emigra­
cji, udział w Zjednoczeniu Emigcacji POoI­
!okiej i innych związkach. Czytamy auten­
tyczne listy Lelewela do twórcy Młodych
Włoch: .. a M. Mazzini", jego odezwy np.
z 1835 r.: .. Synowie Polski, z ziemi ojczy­
stej wyparci".
Odl·ębny zespół dckumentów mówi o wspÓłpracy
LĘlewela z Marksem I Engclsem: •• Mój drogi Mark­
�ie" - pisze Lełewel z Brukseli 10.I1.1860 r. W bruk­
selskich mies7.kani:ach powstają nowe prace hi­
storyczne: .. Polska odradzająca się" ... Hlstolre de
Polcgne". ,.Uwagi nad dziejami Polski I łudu Jej"
I dwa naukowe dzieła .. Numismatlque du Moyen
Age" I ,.Geographle du Mo:yen Age", pl'Zynoszące
mu europejską sławę.
W gablotach działu .. Lelewel w literaturze pięk­
nej" - wiersze, powieści. fragmenty sztuk. Fo.­
tografia afisza Obwieszczającego, te w grudniu
1928 r. w Teatrze Narodowym w Warszawie wy­
"tawiona będzie w reż. Emila Chabersklego sztu­
ka St. WyspiańSkiego _Lelewel" (w roll tytu­
lowej - Wojciech Brydzhiski). I poświęcone Mu
PI·ace naukowe - te dawne i te napisane jut w
Pclsce Ludowej.
..... Za ( ... ) zmarłego dnia 29 maja 1861 r.
\V Paryżu w przeżyciu łat 76 swego żywota
odprawi się żałobne nabożeństwo dnia 10
cZErwca" - obwieszcza nekrolog. To pierw­
sze za Niego nabożeństwOo odbylo się w
Warszawie, u Dominikanów. zamówione
pl zez robotników fabryki żelaza Evansa.
KRYSTYNA KOLlŃSKA
�
Wł'sta",y .. Lelewel - w stulecie 7",00U" w Muzeum Historycznym w Wuszawłe - styczeń 196% r.
lnlllll
1.ł
�
(
'",
lit
".
•
ł
.�
,-�
"
-v
ł
.........
..... 1 .,.
-' ''--
- -
\
111'" ''''!'ItI
.... - .. -- ..
:�
... " ..... '"",..,.
... '
.-----.,-
;:r.:-,.,
····'29
-- -: ,"� .
- "
()
IONETACU BLAZl\tO\V
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_20.djvu

			I
ł
STANISŁAW GRZESIUK
I
Przedwojenna Warszawa prawic całkowicie zmieniła
swoje oblicze, Warszawiak na "wygnaniu", który
pierwszy raz odwiedzi stolicę, widz-i zupełnie inne,
nowoczesne miasto L. poczuje żal za dawną Warsza­
wą. Wielu "starych" warszawiaków często bez żad­
nego celu odwiedza Stare Miasto, żeby przypomnieć
sobie dawną Warszawę. Czują sentyment do daw­
nych przedmieść - ruder i czynszowych kamienic.
Jest to jednak sentyment. jak bym to nazwał, po­
wierzchowny, bo nie wkraczający do wnętrz tych
domów, gdzie wantyludzkich warunkach gnieździła
, się nędza. a wraz z nią występek.
Większość mieszkańców Śródmieścia i nowoczes­
nych przedmieść (Wola. Ochota. Czerniaków) nie do­
myśla się istnienia jeszcze w Warszawie typowych
.,przedwojennych" przedmieść z ich całą specyfiką
i folklorem. a takimi, do chwili obecnej są - Annopol
i Targówek. Wraz z "optyczną" zmianą miasta, nastą­
piła zmiana ludnościowa. Wielu "stal'ych" warsza­
wiaków zginęło w Powstaniu. Wielu wojna rozrzu­
ciła po kraju i świecie. Na ich miejsce napłynęła
ludnośc z małych miasteczek i wsi. (Ludność dużych
miast, w zasadzie, pozostała na starych "śmiecjach").
Nastąpiło przemieszanie ludności. Przedwojenna War­
szawa miała swój własny' folklor, własny styl bycia
i życia, swoją specyfikę środowiskową, różniącą się
od innych dużych miast. Dlatego obecnie, gdy ktoś
w miejscu publicznym zachowuje się inaczej jak tego
wymagał warszawski sposób bycia, słyszy się uwagi:
- "Ty, warszawiak z oranego" - "Sieczkobrzęku"
- "Zielona Warszawa przemawia". To reaguje ty-
powy warszawiak.
Wyczuwa się brak specyficznego, ciętego, lecz
grzecznego humoru i swoistego warszawskiego faso­
nu. "Reszty nie trzeba" - a piechotą wróci do domu.
"Boso. ale w osteogach", Forsy nie ma, ale na spot­
kanie ostatnie pól kilometra przejedzie taksówką.
Warszawski fason.
A humor? Gdy W· tramwaju facet .rozrabiał, że
jest tłok i ktoś go gniecie, z przyjemnością usłyszałem
jak inny, z humorem, zachwytem i .,naszym'· języ­
kłem odpowiedział: -
"O rany! - Kogo ja widzę?! Pan znów w War­
szawie? A po chwili: -
.. Panie, jak pragnę Boga, pan mi się podoba. Pan
jest bardzo sympatyczny człowiek. Ale kochany, po
co te nerwy? To jest' Warszawa i to jest tramwad.
Musisz się pan przyzwyczajać. My od lat tak jeź­
dzimy j się nie złościmy, Wszyscy jedziemy w takim
samym tłoku",
Ludność napływowa, obok elementów pozytywnych,
jak .np. oszczędność, przyniosła elementy negatywne.
Brak im patriotyzmu lokalnego. Nie są duchowo zwią­
zani z miastem. a to stwarza obojętność dla War­
szawy i dla opinii, jaką będzie miało miasto. Stąd
tyle wandalizmu i braku troski o wygląd ulic. par­
ków i urządzeń. To Jest przyczyną chuligańskich
wybryków: - zaczepiania przechodniów, "kupą na
jednego", .. brania pod obcasy". Te cechy są wstręt­
ne każdemu prawdziwemu warszawiakowi, nauczo­
nemu nawet \lo' burdzie do przestrzegania pewnego
stylu i zasad.
Przykro odczuwam nowy, powojenny styl,. który
,.każe" ludziom "psioczyć". Powtarzanie, aż do znu­
dzenia, jak to żyło się przed wojną. ile kosztowało
jajko, słonina, buty i że... każdy miał "służącą"·
Wychodzi na to. że w czasie wojny zginęła cała
biedna ludność. której tak wiele było w Warsza­
wie ...
Boli również brak mieszkań dla starych warsza­
wiaków, Tych. których miłość do miasta przygnała
tuż po wyzwoleniu Warszawy. Którzy przyszli w naj­
gorsze warunki, odbudowywali miasto, lecz nie mieli
intratnych zawodów i szczęścia, by pracować w in­
stytucjach dysponujących pulą mieszkaniową dla
swoich pracowników. Znam przykład, że facet sprze­
dał chałupę i morgi, zamieszkał w kupionej za duże
pieniądze obskurnej suterenie. pracował jako woźny
w poważnej instytucji L. po dwóch latach otrzymał
nowoczesne mieszkanie. Dlatego obecnie, szesnaście
lat po wojnie, przy nowym systemie przydziału miesz­
kań powimen być mocmej brany pod uwagę
staż zamieszkania w Warszawie i przydzielanie w
pierwszej kolejności mieszkań, tym, którzy wrócili
d'o miasta w 1945 i 1946 ·roku... do gruzów.
Mimo to z optymizmem patrzę w przyszłość.
Dzieci "napływowych" rodzicow, obecna młodzież,
zaczyna łączyć w sobie pozytywne cechy przed- i po­
wojennej Warszawy. Wzorują się na tradycjach war­
szawiaków, starają się ich naśladować, by być i czuć
się warszawiakiem z urodzenia i tradycji.
SPOTYKAMY SI�
W ZAGH�GIE
Od .niepamiętnych czasów
warszawiacy spotykają sie
W kawlarmach. Dla miłoś­
ników sztuk pięknych ma­
my dodatkową propozycję
- jako -uzupełnienie małej
czarnej radzimy w nad­
ehodzącyeh miesiącach
spacery do •. Zachęty". jak
nas bowlem poinformowa­
no - plan tegorocznych
wystaw w ,.Zachęcle" za­
powiada się bardzo atrak­
cyjnie .. Z (:y�lu ,.Polskie
dzlelo plastyc7..ne w XV-le­
ciu" :zobaczymy już wkrót­
ce wystawę książki i ilu­
sU'acji książkowej. nasrep­
nie - grafikę reklamową.
architekturę wnętrz I
sztukę dekoracyjną. zaś w
salach PKiN - wystawę
scenografii. Z Innych eks­
pozycji indywldualnych i
zbiorowych projektuje się
m. m. wystawę malarstwa
realistycznego. ogólnopol-
ską wystawę fotografiki.
rzeźbę Z. Wożnej i St.
Horno-Poptawskfego, ma­
larstwo Wlastlmlla Horma­
na r In. Sztukę zagranicz­
ną będą reprezentować:
plakat I granka radziecka.
grafika flń'ika. tkaniny
belgijskie. sztuka użytko­
wa Francji i Wlo	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_21.djvu

			JÓZEF KAPENIAK
DźWięh wqź§zq o półton od dźw'ęhu #
MILICJA ZAWINIŁA, PRZEWODNICZĄCEGO POWIESZONO
Jestem w tym wieku, że pamię­
tam FIS z 1929 roku. Wtedy aura
przyszła organizatorom z wydatną
pomocą; świeża pokrywa śniego­
wa o grubości okoła metra i trzy­
dziestoPięciostopniowy mróz. Za­
kopane było nieskazitelnie blate,
a Więc i czyste, atmosfera przed­
fisowa spokojna. Nie przewidywa­
no żadnych inwestycji. Skocznię
na Krokwi ukończono cztery lata
Przed terminem, a prasa nie chwa­
liła sukcesu, jak to uczyni obecnie,
gdy trybuny zostaną ukończone
cztel·y godziny przed konkursem.
Nie było D'lInu Turysty, więc ba­
ZOWano na istniejących punktach
zbiorowego wyżywienia, pensju­
natach i hotelach łącznie z Hote­
lem Europejskim. Nie było tyle
konferencji, zjazdów. dyskusji, co
obecnie. Również nie było tylu
etatów. Większość organizatoróv
pracowała społecznie. Cieszono sil)
debiutem i może dzięki temu u­
zyskano sukces organrzacyjny.
DZisiaj podsłuchałem westchnie­
nie:
- Chciałbym być starszym. Ze­
by już było po PIS-ie.
•
•
*
Ważne jest, jaką lokatę uzyska­
my teraz jako organizatorzy. Dwa
razy zdaliśmy egzamin. No, wy­
magania i taryfa oceny były dużo
niższe. Na te ulgi obecnie nie wol­
no liczyć. Ale można spodziewać
Się, że Dziadek Mróz będzie po
llaszej stronie. A w Tatrach mróz
idZie w parze ze słońcem, najpięk­
niejszym atrybutem dekoracji.
Jeśli zaś pogoda zawiedzie, pew­
ną rekompensatą będą przewidzia­
ne imprezy. Między innymi i re­
gionalne. Nigdy nie umieliśmy
SPrzedać zagranicy egzotyzmu na­
SzegO folkloru. Teraz będziemy do
. tegO zmuszeni. Do folkloru na­
leży i budownictwo. Mój przyja-
ciel. Z., wielki miłośnik folkloru
�odhalańskiego, chcąc wyrównać
niedObory nowo powstałej alei
WOjSka Polskiego. kupił "War­
bzawę". . Postanowił i swoją ce­
giełkę dołożyć do FIS-u. Rozebrał
karoserię i dał zrobić nową. Pow­
stała chałupka góralska na czte­
rech kółkach. Węgły zrobił za­
Okrąglone, czyli połączył stare
bUdownictwo z nowoczesną, oply­
�ową linią. Straszy, że będzie
JeŹdził w czasie FIS-u i sprzeda
I1lodel jakiemuś "Fiatowi" .
•
•
.*
Onegdaj przystanąłem przy zbie­
gOWisku. Góral ze skokowymi nar­
tami na ramionach rozmawiał z
grupą przechodniów. Gawiedź za­
gadywała:
- Gdzie idziesz, Janosik?
- Na duzom skocnie,
- Przecież nigdy nie skakałeś -
zaUważył ktoś znający Janosika.
- No to co? Wicie kielo hipkoł
Janosik? Bez skijów jakiesi dzie-
sięć metl"Ow. Jo na tyk skokćwkak
przekrocern setke. Janosik, kie z
poza buka, to zarosicko urobił z
pana - dziada.
-. To dziś niepotrzebne, od tego
są odpowiednie wydziały - wtrą­
cił jaktś zgnił) inteligent.
-. A co masz w tej wypchanej
kieszeni? - zapytał inny.
Funt papirosów.
Na co ci tyle'!
Kie mnie bedom wisać za po­
ślednie ziobro, to se je przed
śrnierzclom wykurzę.
- A za co cię będą wieszać?
- Dy tu wse tak bywowało. Za
sprawiedliwość.
A jakie będzie twoje ostatnie
życzenie przed śmiercią? Skaza­
niec ma prawo żądać.
- Wim. Nie takim głupi, za ja­
kiego mnie majom, ni taki mon­
dry, za jakiego som sie mom.
Chciałem iść za Janosikiem i o­
cenić, jakle będą jego szanse na
l
\
FIS-ie. Niestety, jak zwykle mi­
licja wdała się nie w porę i za­
aresztowała Janosika. Zapytałem
znajomka Janosika o przyczynę.
No, taki sobie stuknięty facet.
Pracował jako stróż nocny w ma­
łym zakładzie przemysłowym.
Pewnej nocy włamał się do biura
dyrektora i ukradł flaszkę konia­
ku, oraz puszkę konserwy. Rano
odchodząc wręczył łup sprzątacz­
ce. Potern rozzuchwalony po­
wodzeniem, sam jako stróż pilnu­
jąc, żeby mu nikt nie przeszko­
dził, rozpruł zakładową kasę. Nie­
wielkie pogotowie kasowe rozdał
robotnikom zdążającym rano do
pracy. Był szczęśliwy i zadowolo­
ny, ale jeszcze nie doznał pełni
zaspukojenia Zbójnickich instyn­
któw. Ponieważ przezywano go Ja­
nosikiem, przeczytał wszystko, co
do tej pory napisano o tym harna­
siu. Literatura ta, jak każda, prze­
wróciła mu w głowie. Ja­
nosik pod wpływem złej lite­
raturv skradł stojący na ulicy sa­
mochód, należący do inicjatywy
prywatnej i ofiarowal go biedne-
mu chłopcu. Ten w szoku radości
zaraz przejechał grupę przechod­
niów .• Janosikowi sukces ten pod­
sunął inne myśli. Pojedyncza do­
broczynność tylko szkody' czyni.
Trzeba ją umasowić. Okradać naj­
bogatszych, a dawać najbiedniej­
szym. Toteż mając jako stróż
nocny świetne alibi. zszedł pew­
nej nocy ze swego posterunku i
włamał się do kasy Banku Naro­
dowego. Niestety natrafił na bilon.
Przez kilka dni, rezygnując z na­
leżnego mu dziennego snu, obcho­
dził wszystkie kościoły, . oraz
cmentarze i wręczał dziadom gar­
ściami monety z wizerunkiem fa­
ceta trzymającego w ręku olbrzy­
mi krawat, oraz pozbywał się bar­
dziej ciężkich "Kościuszków",
wraz z nielicznymi "Kopernikami".
• • •
Odszedłem przygnębiony. Taką
atrakcję fisową pogrzebała zako­
piańska milicja.
Pozostała pociecha. Igrzyska
miną, a inwestycje pozostaną.
FOTOKOLOR: ZDZISLAW WDOWINSKI
. ..
l,
,
H
I
\-
-- •.
•
t
, f
Jf
I
,
...
, �
\
..
�.
""*- •
'.
,
..
"-
.
..
�
..
�',
.....
.'-
�.
, I
...
..
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_22.djvu

			...
,\
Aleksandra Dmochowska I Ryszarll Kubiak w "Jaskółce" Morstlna.
}'OT. }'R. MYSZKOWSKI
..
JASKOLKA NA WAWELU
•
Powiadał stary Hezjod: "Kogo
kochają Muzy, temu z ust płynie
słodki głos i choćby kto miał smu­
tek w świeżo zranionym sercu, to
gdy sługa Muz zasp lewa mu
o dawnych ludziach i bogach, za­
raz zanormna o kłopotach i nie
myśli o troskach, bo dar bogini
nadaje inny kierunek jego my­
ślom". Dobre to były czasy dla ar­
tystów, gdy widz przychodził do
teatru po estetyczne przeżycie, u­
zbrojony jedynie w zdolność pod­
dania się wzruszeniu. Dzisiejsza
publiczność przynosi ze sobą do
teatru przede wszystkim ciekawość
tzw. nowoczesności, pojmowanej
niejasno i ogólnikowo i często
łatwej do zaspokojenia zewnętrz­
nym kształtem przedstawlenia.
Stąd pole do popisu i świetny roz­
wój naszej scenografii, domagają­
cej się już nawet dla siebie praw
autonomicznych - ale gdzież tu
miejsce dla dramaturga, zwłasz­
cza, gdy �echce. rzecz swą wyło­
żyć klarownie i PI'ostO, bez mod­
nych udziwnień I karkolomnych
metafor? P"zywykło się narzekać
na polskich dramaturgów, że nie
piszą, lecz gdy któryś wystąPi z
nową sztuką I znajdzie teatr, kto­
ry mu ją wystawi, wstanie w naj­
lepszym razie poklepany po ra­
mieniu. Trudno by tę atmosfel'ę
nazwać zachęcającą do tworze-
nia
�
II
Ludwika Hieronima Morstina
na pewno kochają Muzy - choć­
by za tę rycerską adorację, z jaką
sławi on w swych sztukach kobie­
tę. Jeżeli nawet przysłowiowa ję­
dza. Ksantypa, znalazła w nim
swego trubadura - jakże silnie
pl zemówić musiała do wyobraźni
pisarza Jadwiga. wdzięczna dzie­
weczka na polskim tronie, której
poświęcił swą ostatnią sztukę. Na­
zwał ją "Jaskółką". Dlaczego? Bo
.,JaskÓłka wiosnę zwiastuje - od­
powiada swej królowej książę Ma­
zowiecki - a z przybyciem wa­
szym do naszego kraju, jak z
wiosny nadejsciem, wszystkie na­
dzieje w sercach ludzkich zakwit­
ły. Nadzieje na wielką szczęśli­
wość i pokój na tej ziemi. I dlate­
go wołają na was jaskółka .. :'
Tematem sztuki Morstina są
h'zy dni z życia królowej Jadwi­
gi - brzemienne w skutki dla lo­
sów Polski dni jej walki o szczę­
ście osobiste, zakończone rezygna­
cją z miłości do Wilhelma Habs­
burga. Uwspółcześniając postać
Jadwigi pisarz trzymał się na ogól
ściśle realiów historycznych. z jen­
nym odstępstwem uczynił
z dziecka dziewczynę, by udrama­
tycznić jej przeżycia i .. z tematu
history�znego zrobić rzecz dla
współczesnych bliską i zrozumia­
łą". Temu samemu celowi służy
język, lekko 31·chaizowany. chwi-
lami nawet rubaszny, ale przepla­
tany gęsto zwrotami zaczerpnięty­
mi z dzisiejszej mowy potocznej.
.. Jaskółkę" wystawił Teatr Pol­
ski na swej Scenie Kameralnej
przy ul. Foksal. Przedstawienie to
jest w pewnym stopniu ekspery­
mentem. zadebiutował w nim bo­
wiem jako reżyser utalentowany
aktor Mariusz Dmochowski, obsa­
de ról głównych powierzono siłom
bardzo młodym i bardzo młoda
scenografka, Krystyna Zachwato­
wicz, zaprojektowała oprawę plas­
tyczną. Wprawdzie doskonałe za­
wsze technicznie dramaty Morstl­
na nie przedstawiają poważniej­
szych trudności realiz"atorskich.
tym razem przecież przeciwsta­
wiono walorom autorskim nieco
z\:;yt nadmierną dozę niedoświad­
czonej młodoścI.
Reżyser wywiązał się ze swego
7adania pOPI'awnie. zmontował wi­
dowisko składne i rozegrane w
dobrym tempie, zabrakło mu jed­
nak umi€jętności stwOl'zenia na­
stroju. Być może zresztą, że pl'zy­
czyniła się do tego scenografia, o­
szczędna I I'aczej surowa w wyra­
zie, podczas gdy didaskalia autora
sugerowały zgodniejszą z chal'ak­
terem jego dramatu bardziej ma­
lowniczą I bogatszą oprawę plas­
tyczna. Tę samą skl'Omność utrzy­
mała scenogl'afka w kostiumach,
czyniąc jedyny wyjątek dla kos-
•
tiumu arcybiskupa Bodzanty
(Zdzisław Mrożewski wygląda w
nim wspaniale).
Młódziutką Jadwigę gra Alek­
sandra Dmochowska z poetyckim
wdziękiem. pięknie mówiąc tekst
Morstina, nie dorównuje jej prze­
cież całe jej młodzieńcze otocze­
nie. Ryszard Kubiak wydaje się
niezbyt właściwie obsadzony W
roli Wilhelma, jego miejscem jest
raczej środowisko dzisiejszej mło­
dzieży w sztuce współczesnej, nie
kostiumowej. Bardzo ciepło zagrał
Przeora Franciszkanów StanisłaW
Zeleński, doskonały epizod kome­
diowy miał Tadeusz Kondrat W
roli astrologa. Maciej Maciejcwski,
Bronisław Pawlik, Jerzy Pichelski
i inni prezentowali z powodze­
niem splendor rady królewskfel-
H. P •
Z wiz'jlą
Ul hJJią'itl.rni
Rubryka niniejsza jest uzupel'
nieniem informacji z ruellU
wydawniczego zawartych LV
.. Gawędach o kslq:l:kach" ,
CHRISTOPHORI KOBYLIŃSKI:
,Epigramatum Libellus" (Panstv.o­
'Ne wvdaw nictwe Naukowe). WY­
dawca tomiku a zarazem autorka
obszerniejszego komentarza, Lidia
Winnlczuk. wydobywa z zapom­
nlenl.a dzieło 1 postać Krzysztofa
KobyJlńsklego, poety lat pięĆdzie­
stątych wieku szesnastego, przY­
jaciela Marcina Bielskiego. KobY­
lIńskl przebywając na dworze Tar­
nowskiego zetknął się z wielU
osobistościami. sluchal rozmow o
wypadkach politycznych. o no­
wościach literackich. o nowin­
kaCh religijnych l wszystkie te
problemy majdują oddźwięk w jego
laclnsklch wierszach. Kogo cieka­
wi to zagadnienie - ten winien sil:
zapoznać z interesującym esejem
historyczno-literackim LidII win­
niczuk zamieszczonym w 61 zessv- I
cie żywo redagowanego .. Mean­
dra" oraz z rozprawą prof.
J. Krzyżanowskiego (w książce
.,Paralele·').
"z DZIEJOW POLSKIEJ KRY­
TYKI I TEORII SZTUKI" (pań­
stwowe Wydawnictwo Naukowe).
Jest to tom pierwszy publikacji
zawierającej materlaly 50 lat u'
biegłego stulecia. Zebrano tu roZ­
'\';>żama w zagadnieniach sztuk'
narodowej o roll artysty w spo­
łeczeństwie, o problematyce dzie­
ła sztuki" studia o twórczości.
recenzje z wystaw I polemiki.
Teksty poprzedzone są wstępami
I opatrzone komentarzami, Tom
pierwszy obejmuje lata 1835-59 .
Zawiera wypowiedzi Mickiewicza.
Norwida, KraslJ\sklego, DemboW­
sktego, Libelta I innych. Wstęp
Stefana Morawskiego jest próblj
syntetycznego obrazu krytykI
epoki romantyzmu.
ANDRZEJ RYSZKIEWICZ:
"Polski portret ILblorowy" (Ossoli­
neum). O zastegu pracy nyszkle­
wlcza może najlepiej poinformują
czytelnika tytuły rozdziałów książ­
ki. Więc - Poczatkt portretu zbiO­
rówego w Polsce po schyłek ste­
demnastego wieku, Czasy saskie.
ArtYŚCi dworscy czasów stanlsla­
wowsklch. W kręgu Franciszka
Smuglewicza, Malarze polsCY
schyłku 18 I pierwszej połowy 19
wIĘku. Dalszy l"Ozwój. Ladnie wY­
dana książka !Zaopatrzona jest
licznymi reprodukcjamI.
"MIĘDZY ODRĄ I NYSĄ". opra­
cowanie graficzne - Edward Kost­
kI! (Ossolineum). Ałbum przeds·ta­
wla Iw fotografiach) zniszczenia
wojenne 1 Imponującą odbudoWę
miast I osiedli na odzyskanych
ziemiach.
TADEUSZ KWIEK (Iek	
			

/stolica1962_nr_05_4.02_s_23.djvu

			PRZECIW NAZWIE "STAROWKA"
W związku z zapytaniem Stolicy" co
Sądzą' . '"
Mi Jej Czy.telnicy o nazywaniu Starego
n as� "Starowką", przeciwko której to
kazwI� gorąco zaprotestował Jan Szczep­
t C!WSkl w nr l z br. - i ja swój głos do
ego Protestu dołączam. ...
wsl{alec�ymy, WYkoślawiamy, a przede
zYstklm wulgaryzujemy naszą mowę w
sposób �rost niepokojący. Mówimy, a co
�orsza Piszemy - a roi się od tych języ­
��Ch mankamentów nie tylko w prasie
� zlen!1ej i tygodniowej, ale i w książ-
ach nieraz poważnych autorów zwlasz­
�za w przekładach - najzupeł�iej bez­
n�oslto: "na siłę, pod rząd, gdzie bym
b � pOSzedł, jakby nie było, ubrałem palto,
'tY en: na fabryce, zdjęto ze stanowiska"
l P., Itp.
Upraszczamy nasz polski język ot -
-: "Starówkami", nie licząc się z tradycją
�lęknYCh polskich nazw, bez żadnego dla
awnego obyczaju szacunku i poważania.
d Z�pomnieliśmy doszczętnie, że "stosunek
o JęzYka jest miarą kultury narodu".
k Tę brzYdką i wulgarną, właściwie bru­
M.�ą nazwę naszego kochanego Starego
. lasta spotYkamy oczywiście od kilku lat
�hw usta�h !,ulicy" i na łamach prasy ob-
odząceJ SIę w sposób gorszący nieraz
��aszą piękną mową. Pragnęłabym jednak
l' c �łączyć z tego kręgu "Stolicę". któ­
sf �OWlnna chyba stać jak naj czujniej na
brQży dawnych warszawskich tradycji i
o Yczajów. _
m Nlazwa .. Starówka" - to dla mnie nie-
a ta sama kategoria mowy, co:
Założę bordową sukienkę, biały swe­
ter: i zrobię wieczną, bo Zdzich, z
k.torym teraz chodzę, na silę prawie
CIągnie mnie jutro na potańcówkę.
:Z;aPOZl1am tam paru jego kolegów
l koleżanek, będzie dobry ubaW.
SpotYkamy się w lokalu na "Sta­
rowce",
H. Duninówna
członek Z.L.P. oddział Lódzki
Lódź, ul. Mickiewicza 8
,
"JAK MOWIĄ POLACy .....
n Do Poruszonej w pierwszym tegoroc:i:.­
§m . numerze "Stolicy" sprawy nazwy
�o��rowka" dla Starego Miasta pozwalam
ce le przesłać wypowiedź Anglika znają-
go dobrze język polski:
"Kto chce dowiedzieć się, jak nie
n�le�y mówić ojczystym językiem,
mech się nauczy po polsku i przy­
słucha, jak mówią Polacy".
Tadeusz Maluszyński
Lódź, Mickiewicza 8
W OBRONIE STAROWKI
St NI� pytanie "Co o tym sądzą Czytelnicy
o ICy"? odpowiadam:
n/estem warszawiakiem - i kocham dziel­
se;ę Stare Miasto, gdyż _ jest ona j:tkby
b 'C�m Warszawy. Ale wieczną pamiątką
��e dla mnie "Starówka". miejsce naj­
rz ę. �ch zmagań ,powstańców z barba­
wYWSklmi hitlerowcami o wolność! Bylem
i arszawie w czasie powstania i wszędzie
ró���e było na ustach wszystkich "Sta-
WłUwata.m, że nazwa "Starówka" nie l.l­
Po;cza dzielnicy Starego Miasta. Nazwa ta
Że stał� w czasie powstania. Jestem zdania,
rów�lezałoby ją utrzymać, albowiem "Sta­
jo a" będzie przypomi'l1ała nasz zryw bo­
u;::y. z okupantem. Nie jest to błąd, jak
te aza �. �zczepkowski; uważam tę nazwę,
n n skrot zołnierski -za chlubę i dumę dla
::ta' �olaków, za wieczną pamiątkę Po-
nIa Warszawskiego.
ł1' Cała. literatura popowstaniowa przepeł­
�?n.a Jest słowem "Starówka". Jest nawet
Żąłz�a -napisana przez Lucjana Fajera:
" o n!erze Starówki". Czyż mamy nazwę
�takoWka" w.vkluczyc dlatego, że poni-eśliś­
njy l,ęsk�? Wszak i poprzednie powstania
je� prZYnIosły nam pożądanego sukcesu, a
nak zaWSze ze czcią je wspominamy.
Stefan Szeppe
Pruszków, ul. Szopena 6
MATURlYSCI WARSZAWY 1961 R.
LICEUM PEDAGOGICZNE Nr 3
ul. Stawki 5
46 MATUR
K1a.sa Va
Bednarska Alicja, Blałeńska Ewa, całun Teresa,
Clchopek Edward. OLechowska Anna, Grzegorzew­
ska Izabella. GuzUc Anna, Kacprzak Botena, Maj
Irena, Moslej Teresa, Pec Irena. ProJtopczyk Jadwi­
ga, Rudomino Marla, sarnowska Anna. Sclślak
Anna. TrzaskowskI Jan, WojciechOWska Irena, Wy­
socka Stanisława, za.jdler EUlalla, Zalew� Anna,
Zielińska Barbara. Kowalska Leoka!j�.
Klasa vs
Antończuk Zofia, Fabiańczuk Lidia. Hajt Eltbieta,
Karwowska Barbara. KlI2Jmlerska Eltbleta. K1eler
Zofia. Kowalska Urszula, Koslńska Aleksandra, Lu­
bacz Irena, Laa>lński Eugeniusz. Majewska Jolanta,
Mossakowska Hanna, OSltroowska Jadwiga. Piecyk
Kazimierz, Roklcka Elżbieta. Skwierczyńska Hanna.
Stachowlak Zdzisław, Starosielec Mieczysława, Sto­
lIńska Botena, Szalkowska Hanna, Turek Sławo­
mir. Urbańska Joanna, Wawrookl Janusz, Zlmecka
Wanda.
LICEUM PEDAGOGICZNE Nr l
im. F. Płaskowickiej
ul. Obozowa 60
51 MATUR
Budek Anna. DominUcowska Barbara, Dyllk Han­
na. Gnlch Edward. Kamecka ZOfla, Klimek Lidia,
Kosiacka Elżbieta, Krę:!:elewska Barbara. Kublclel
Elżbieta, Maclejczyk Allna. Nlebo.rek Marla, Nu­
rowska Ewa, Piotrowska Elżbieta. Pluta Hanna.
Schlak :Przemysław. Skorupa Czesław. SZostak Ba!l'­
bara. Tomklewlcz Halina. Wotniak Małgorzata, Za­
błocka Barbara, Budek La�ysa, Dywańska Zofia,
Flrsow Janina, Golańska Danuta, Gmechoclńska
Magdalena. Jagła Kazimiera. Jurczak Marla, Kli­
maszewska Olga. Kmiotek Halina, KOłOdziejczyk
Teresa. Kopczyńska Alicja. Koral Elżbieta, Kowal­
ska Krystyna, Kowalska Marla, Kulik Ewa. Lek
Alicja. Luczak Jadwiga, Mlchej Hanna, Mikołaj­
czyk Anna. Pacak Zdzisława, Pielaszek �sława,
Gutman Witold, Pętlak Marianna, Pietrzyk Marla.
Raczkowska Mirosława, Schreyner Danuta, Sulicka
Hanna, Szlązek Anna, Szymanowska Mada, Wy­
slńska Wanda, zawadzka Teofila.
LICEUM PEDAGOGICZNE
im. Marii Weryho-Radziwillowiczowej
ul. Zakroczymska Nr 6
29 MATUR
CybUlska Wanda, Dąbrowska Krystyna, Dąbrow­
ska Mirosława, Duszota Wanda. Fogel Paulina, Dy­
narowska Zofia, Dzięgielewska Eltbleta. Goluch
Helena, Grodzka Krystyna, Hajmowlcz Hanna, Hen­
szel Joanna, Jakubowska Irena. Jóźwlcka Anna
Kaleclńska Teresa, Kamorek Barbara, Konopka
Barbara, Konopka Urszula, Kotlarska Julia, Kwiat­
kowska Hanna, Makulska Wanda, Marciniak E1t.bIe­
ta, Olewnlcka Barbara. Paćko Elżbieta. Palczew5ka
Stanisława; panek Hanna, Pokocska Maria. R6tycka
Zuzanna, Wagner Izabella, Wislorowska Alicja.
LICEUM OGOLNOKSZTALCĄCE
im. Józefa Poniatowskiego
ul. Szymanowskiego Nr l
43 MATURY
Klasa XIa
Bo6kowskl Andrzej. Brański Janusz, Clborowski
Janusz, Ftlus Janina, Frankowska ElżbIeta, Kali­
nowska Barbara, KOłOdzIejski Piotr, Krzyżanow­
ski Janusz, Leslak Krystyna, Masłowska Urszula,
Meller Anna, Nledziółka Elżbieta, Olszowy Bogu­
mił, Próchnlewlcz Halina, Rogala Michał, Roguisk!
Krzysztof. saganek Andrzej, Smagała Botena, To­
maszewski Cyryl, Wolska Hanna, Wyloclńska Te­
resa, Zabłocka Ewa.
Klasa XIb
Angle1czyk Andrzej. BachańskI Marek, Bonleckl
Bogdan. Clepllńskl Jer1:y, Dragański Kazimierz,
Drągowski Janusz, Fellga Jerzy, Ganwer Zbigniew,
Juźwlk Janus-z, Knaplk Tomasz, Llnlewlcz Włodzi­
mierz. Laplńska Boten.na, Lukaszewski Jerzy, No­
wnkowska Maria, Prymuslewic:z Romuald, Rusin
Lucja, Topol5ki Andrzej. Tudruj Marek, Włodar­
czyk Krystyna.
Zdawałl na praw. ucznia: uczn. z poprzed. roku
Ilzkolnego Bujek Krystyna, Jam1olkowska Joanna.
LICEUM OGOLNOKSZTALCĄCE Nr 34
im. gen. Karola Swierczewskiego - Waltera
Warszawa, ul. Zakrzewska 24
77 MATUR
Cybulska ldalla, Bagteńska Anna, Bertold Andrzej,
Buszko Waldemar, Chmara Danuta, Chmiel Wło­
dzimierz, Danlsz Janusz, Faustyn Marla, FUoa:of
EI:llbleta. Godlewska Magdalena, Gromiec Marek.
Grześklewlcz Marla, HaberUng Andrzej, Hensel
Wojciech. Jaroszyńska Alina, Jaroszyńska Hanna.
Kalinowski Włodzimierz, Kamińska Hanna, Kapu­
sta Andrzej. Kazlmlerski Marek, Kempka Katarzy­
na, Kochan Zbigniew, Kowalczyk Irena, Kowal­
czyk Zofia. KowaJ:sk1 Andrzej. KraskowskI Andrzej,
Kraskowska Kinga, Krzysztoszek Genowefa, Leluch
Halina, Lempart Hanna, Lewandowska Jolanta, LI­
piński Waldemar, Llwskl Jerzy, Labędfkl Maciej,
Malesa Eltbleta, Małłek Jadwiga, Maruszkiewl.cz
BogusłaW, Morgensztern Kamila, Mosinglewlcz
Antoni, Nlewladomski Wojciech, Ostaszewlcz Iza­
bella. OWczarek Elżbieta, Pałucha Janina, PaS2kow­
ski Mariusz, Pękala Stanb2aw, Plekarec Zofia, Ple­
traszewski Marek, Polakowska Jolanta, Poplńska
Janina. Prygoń StaniSław, Rdzanek Agnieszka, Re­
jek Rysz�d, Rybicka Krystyna, Sakwińska Krysty­
na. Sieroszewski Zbigniew, Sokól5ka Anna, sowlar
Lucyna, Snopek Anna, Sprudin Anna, Stankiewicz
Teresa, Strą,k Eltbleta, $wlatło WUctor, Strzelecka
Hanna, Szeremeta Adam. Szczepanik Ba:rbara, Szu­
stowlcz Dobiesław, Tuleja Jadwiga, Walendz!ńska
Barbara, Wldlarz Botena., Wlęckowsk! Henryk,
Wierzbicki Piotr. WUczek Joanna, Wingert Leon,
Wróblewska Halina, Zam:eckl Michał, ZeUchowski
Jerzy, Zurakowski Krzysztof.
LICEUM OGOLNOKSZTALCĄCE Nr 8
im. Władysława IV
ul. Jagiellońska 38
83 MATURY
Abramowski Krzys?AQf. A:mbrozlewlcz Jan. An­
druszklewlcz WojcieCh, Buczyński Bartłomiej, Dą­
browski Piotr, Gęsicki Edward, Górski Marek, Hun­
ter KrzysztOf. Jarooki Romuald, Kamiński Marek.
Klyszewskl Krzysztof, KOłbuk Stanisław, KonoWr
rocki Andrzej, Machel Marek, Macląga Zbigniew,
Mańk Stanisław. Michalski KrzysztOf, Modlkowskl �-_
Kamil. Och\nowskl Krzysztof, Pa5zkowskl K:rzy-'­
sztol. Pyskło Leszek, Rtewskl Leszek. Szczerblńsld
Andrzej. Ujczak Kazimierz, Wladerny Andrzej, Wiś­
niewski Marek. Witkowski Stefan, Zieliński Ta­
deusz, Brudzyński Marek. Brzozowski Wojciech,
Buze Konrad, Dąbrowski Mieczysław, Ga�zler Je­
rzy, Hrynlewleckl Wiesław. lzdebskl Janusz. Jaku­
bowski AntonI. Jar1:ębski Andrzej, Jendrasla-k Je­
rzy. Karolklewlcz Bohdan, Kaslńskl Jerzy, Kowa­
lec Jerzy, Medyńskl Andrzej, Meller Stefan. No­
wak Aleksander. Piotrowski Stanisław, Ratklew1c:z
Jerzy. Sandacz Andrzej, Tomczak Andrzej, Wasz­
klewlcz Józef. Zgodzlńskl Jan. Anusewlcz Adam.
BiernalCkl Marian. 'Błaszczyk LudwUc. Branicki
Andrzej, Buchajski Gr1:egorz. Chybowsk! Lech, CI­
chocki Karol. Frasunklewlcz Tadeusz, Grabowski
WOjciech, Hartwig Zbigniew, Jeleńskl Andrzej.
Józwlk MaCiej. Kulik Marek. Masłowski Michał.
MIoduszewskI Tadeusz. .Mlselhorn Jerzy, Okullcz­
Kozary.n Jan, Orzęckl Wiesław. Plata Mirosław.
Romanowicz Tomasz, Romejko Tadeusz, Ryslńskl
Andl1zej, Sernlcki Jan, StBSILewskl Janusz, SlIwow­
ski Jan. Tręl)acz Roman, Urbanowicz Maciej, Wojt­
kowskl Wacław. Wójcik Jakub, ZawlstoWskl Zbig­
niew, Zlmlński Maciej. Gloeh MaCiej. Lenczewski
Mikołaj.
REDAKCJA: Warszawa 11, ul. Marszlltkowska O.
Telefon 21-50-58 (centrala). Redaktor naczelny -
Leszek WI/liznackl. Zespól: Anna Bańkowska, Hen­
rl/k Jurku. Dobro$law KOblels/c., Krl/styna Krzl/­
takowa, Tadeusz Kur. Marek Sadzewtcz, Jacek
Slels/d. Zbl/szko Slemaszko, Jallusz SmorJorzew­
ski. Stefan Strzalkowskf, Teofil SI/ga. Opraco­
wanie graficzne - Maksl/mlllan Kal,uźnll: Redak­
tor technIczny - Zbigniew GrZl/bowskl. Korekta:
Janina Te8/awska I Jerzy J<'ztorskf. Wydawca:
Warsz. WydRwn. PrAsowe RSW .. PRASA", War­
szawa. ul. Foksal 16. Tel. 6-25-21, 6-46-30 I 6-46-21.
Prenumerata krajowa kwartalnie 32,50 zł, pół­
rocznie 65 zł. rocznie 130 zł. Prenumcrata zagra­
niczna 40 p.oc. ltrotej. Prenumeratę krajową
przyjmują do dnia J5 POprZed.lającego miesiąca
Urzędy Pocztowe, listonosze 1 delegatury .. Ru­
chu", Zam(,wIenla ze zle.!enlem wysyłki za gra­
nicę plozyjmuje "Ruch". Warszawa. ul. Wllcl"a 46,
tel. 8-64-81. PKO nr 1-6-100024. Oglosl"enla ur/.yj­
mują: Biuro Ogłoszeń WnrszaWskif'go Wydawnic­
twa Prasowego. WArsi.AWA. ul, Foksal 16, teł.
6-18-53. konto PKO Wal'szawa 1-6-100307 oraz agen­
cje I biura o�łoszen\Owe w całym kr.1Ju. Rękoo
plsów nie zamówionYCh redakcja nie zwraca. Za­
kłady DrukarslUe 1 Wkleslodrukowe RSW .. Pra­
sa". WarS7.&wa: druk str. 1-4 1 21-24 - Zakłady
przy ul. Okopowe\ 1I0n2, pozostałych - Z'akłady
przy ul. Marszałkowskiej 3 !I. Zam. 121 H-75.
		

/stolica1962_nr_05_4.02_s_24.djvu

			V\:\K�LAVVA 1\lf\. t)'lAl<+iJ rL 'I' Jti ,-P�i-'l () (25J)
LiRYCINf OKiENKO
STOLICY
-
..
-
...
••
•
•
•
..
.. ..
•
•
Zespół "Lutni" na przełomie stulecia: środkowy rząd zajmuje prezydium i dyrekcja. W środku
mecenas Pepłowski - z małą siwą bródką. Drugi od lewej w tym samym rzędzie - dynktor
"Lutni" Piotr Maszyński (z czarną bródką); Druat od prawej w rzędzie górnym stoi obicralny
wicedyrektor Rzepko - z dużą czarną brodą. Lutniści mają na piersi odznakę szarotki. niekto­
rzy - po dwie szarotki. Ilość oraz wielkość odznaki zależała od udziału w konkursach.
JÓZEF HElCZYŃSKI
TOWARZYSTWO SPIEWACZE "LUTNIA"
W. jednym z numerów "Stolicy" z ubiegłego
roku zamieszczono obok fotografii przedwojen­
nej Filharmonii Warszawskiej zdjęcie odbudo­
wanego po wojnie gmachu Filharmonii.
,
Nie przypomniano jednak przy tej sposob-
ności, ze w gmachu dawnym przy ul. Jasnej,
w jednym z lokali była siedziba T-wa Spie­
waczego w Warszawie, znanego pod nazwą
"Lutnia". A warto było o tym wspomnieć, gdyż
właśnie upłynęło lat 75 od założenia tego Sto­
warzyszenia.
W latach osiemdziesiątych w Królestwie Pol­
skim wyrugowano ze szkół język polski. Szkoła
Główna przekształcona została na rosyjski uni­
wersytet już w r. 1869. Toteż w tych osiem­
dziesiątych latach w Warszawie i Łodzi dążono
do założenia Towarzystw śpiewaczych, które
popularyzowały wśród publiczności miast pieśń
piosenkę polską.
Pierwszą wzmiankę o organizującym się to­
warzystwie śpiewaczym spotykamy w felietonie
Stanisława Koźmińskiego (piszącego pod ps.
S. Poraj a) w numerze 266 Kuriera Codziennego
- rocznik z 1886 roku.
Wkrótce, bo w numerze 333 z dnia 3 grudnia,
znajdujemy większą notatkę zawiadamiającą o
pierwszym walnym zebraniu nowo powstającego
Towarzystwa Spiewaczegc "Lutni".
�
Organizacyjne to zebranie odbyło się dnia 2
grudnia 1886 roku w jednej z sal Resursy Oby­
watelskiej.
"Obradom przewodniczył naj starszy wiekiem
p. Feliks Gebethner, powoławszy na sekretarza
zebrania p. Miłoszjl Kotarbińskiego. Po przed­
staWieniil celu stowarzyszenia i zakresu jego
dzialalr.obci przez i n i C j a t o r a TowaTZystwa'
zatwierdzoną
a następnie
p. Piotra Maszyńskiego odczytano
przez właściwą władzę ustawę,
przystąpiono do wyborów ... "
Wybrano jednomyślnie zarząd, który zapro­
ponował godność prezesa mecenasowi Adolfowi
Pepłowskiemu, wiceprezesa Filipowi Wołowskie­
mu, sekretarza Miłoszowi Kotarbińskiemu.
Bibliotekarzem i jednocześnie gospodarzem zo­
stał Tadeusz Czapelski. Na dyrektora muzycz­
nego powołano inicjatora, Piotra Maszynskiego.
Do komisji rewizyjnej weszli: Feliks Gebeth­
ner i Michał Jaworski.
Zaraz też odbyło się pierwsze zebranie za­
rządu, który rozpoczął swoje czynności i ogło­
sił, że pierwsza próba odbędzie się w niedzielę
dnia 5 grudnia o godz. 1-szej w południe "w
przeznaczonej na to specjalnej sali Resursy
Obywatelskiej"' .
Uważam, że warto było w siedemdziesiątą
piątą rocznicę powstania "Lutni" wyrnienić
wszystkich członków pierwszego jej zarządu.
Dziś jakoś nie słyszymy nic o tym Towarzy­
stwie, ale sądzę, że jeszcze żyje wielu warsza­
wiaków, którzy albo byli członkami "Lutni"
warszawskiej, albo uczęszczali na słynne kon­
certy lutnistów i lutnistek. Jeszcze dziś w pa­
mięci naszej żyją nazwiska wielu uczestników
tych koncertów,
Nim doczekamy się monografii poświęconej
działalności tego Towarzystwa, uważam, że w
rocznicę jego powstania, które przypadło w
grudniu ubiegłego roku, należy przypomnieć,
że dla inicjatora, Piotra Maszyńskiego, i organi­
zatorów wirmiśmy żywić cześć i wdzięczność.
Jeszcze do dziś dnia dźwięczy mi w uszach
hasło "Ll..tni", kompozycji jej dyrektora: "Wam
to, bracia, Wam - i śpiewam, i gram!".
pod ledakeją
EUGENIUSZA
ZYTOMIRSKIEGO
4.NDRZEJ TOMCZAK
STAROMlEJSRI
RARNAWAŁ
Wieczór
wieczór zatacza się
jak pijany.
księżyc dryndq wjeżdża
t gra na gitarze gwiazd
wtedy spod stolika
wypełzajq majaki
by upić się pięknem piękna
a gdy już szumi w głowach
wylegajq na nerwy miasta
tanecznym krokiem
odbijajq się od jezdni
zWisajq na kolorowym neonie
a przed północq
wszystkie clenie
tańczq na Starym Rynku
kankana
starszy pan z' oczami bazyliszka
ciqgnie na smyczy krokodyla
zresztą nic w tym dziwnego
co wieczór tak spaceruje
wtem (tak gdzieś o drugiej)
gondola wpływa WąSkim Dunajem
a w niej dziewczyny.
I poec! z czerwonymi goździkami
w klapach zielonych marynarek
teraz zaczyna się zabawa
lecz noc jest krótka
goście na balonikach
opuszczają Rynek
zaklętym Krzywym Kołem
żeglujq do Barbakanu
tam w Barbakanie
źegna ich Murzyn
z szafq grającą
a z niej za uśmiech
lub łzę szczerą
płyną melodie karna walu.
,'.